Strony

piątek, 7 sierpnia 2026

"Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą" Wilhelm Meinhold - recenzja


Tytuł: "Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą"
Autor: Wilhelm Meinhold
Gatunek: klasyka
Liczba stron: 732
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 5/6

„Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą” to monumentalna opowieść o losach tajemniczej kobiety, o której mówi się, że rzuciła klątwę na ród Gryfitów, doprowadzając do jego upadku, przez co została skazana na śmierć za czary. Po lekturze Bursztynowej czarownicy tego autora byłam bardzo ciekawa, jak przedstawił historię życia i śmierci Sydonii, o której czytałam również w powieści Elżbiety Cherezińskiej Sydonia. Słowo się rzekło.

Są historie, które na zawsze pozostają zawieszone między prawdą a legendą. Losy Sydonii von Bork – szlachcianki z pomorskiego rodu, której przypisano rzucenie klątwy na dynastię Gryfitów – od wieków budzą skrajne emocje. Wilhelm Meinhold stworzył opowieść o kobiecie niezwykłej i niepokornej, ukazując jej życie na tle pełnego przesądów Pomorza przełomu XVI i XVII wieku. To nie tylko historia rzekomej czarownicy, lecz przede wszystkim dramat kobiety samotnej, niezrozumianej i skazanej przez społeczeństwo, które bało się wszystkiego, co wymykało się utartym schematom.

Największą siłą powieści jest kreacja samej Sydonii. Autor nie przedstawia jej jako jednoznacznie złej wiedźmy, lecz jako kobietę silną, dumną i pełną sprzeczności. Obdarza ją ogromną inteligencją oraz wiedzą o ziołach i naturze, ale jednocześnie pokazuje ją jako osobę targaną gniewem, żalem i poczuciem krzywdy. Jej porywczy charakter, niezależność oraz odmowa podporządkowania się oczekiwaniom epoki sprawiają, że staje się postacią tragiczną – bardziej ofiarą własnych czasów niż mroczną sprawczynią nieszczęść.

Powieść Meinholda zachwyca atmosferą dawnego Pomorza – pełnego tajemniczych dworów, klasztornych murów, ludowych wierzeń i lęku przed siłami nadprzyrodzonymi. Fabuła rozwija się powoli, pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w świecie, w którym granica między rzeczywistością a zabobonem jest niezwykle cienka. Autor buduje napięcie poprzez dramatyczne wydarzenia, konflikty bohaterów i narastające przekonanie otoczenia o winie Sydonii. Zastosowany język ma charakter stylizowany na dawną opowieść historyczną – jest podniosły, pełen opisów i archaizującego brzmienia, co nadaje książce wyjątkowy klimat, choć wymaga od współczesnego czytelnika większego skupienia. To powieść dla tych, którzy lubią opowieści z pogranicza historii, legendy i literatury gotyckiej.

Na koniec muszę przyznać, że trudno było mi przebrnąć przez zastosowany przez autora język. Najbardziej dało mi się we znaki powolne, momentami wręcz zbyt powolne tempo akcji oraz długie, wielokrotnie złożone zdania, niosące ze sobą ogromny ładunek informacji. Do tego dochodzi mnóstwo dygresji i moralizujących dysput o zabarwieniu religijnym, które niejednokrotnie spowalniały lekturę.

Podsumowując, jest to powieść bardzo wymagająca, ale myślę, że warto od czasu do czasu sięgnąć po książkę zupełnie inną od popularnych dziś lekkich i łatwych w odbiorze publikacji. To najsłynniejsza chyba powieści Wilhelma Meinholda, dzięki której historia Sydonii i jej tragiczne losy zyskały rozgłos daleko poza granicami Pomorza.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


czwartek, 23 lipca 2026

"Szept wiatru" Sylwia Trojanowska - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Szept wiatru"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa, młodzieżowa
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Axis Mundi
Cykl: Szkoła Latania, tom 3
Moja ocena: 6/6

"Szept wiatru" to ostatni tom historii Kaśki Laski, jej rodziny i przyjaciół. Poprzednie tomy pełne były rozchwianych emocji i tutaj również ich nie brakuje. Ani się obejrzycie, jak znów wciągnie Was wir zdarzeń.  

Poruszane w trylogii problemy dotyczą codzienności wielu ludzi. Nadwaga i jej konsekwencje w postaci nie tylko problemów zdrowotnych, ale i emocjonalnych, a także towarzyskich, brak wiary we własne siły i możliwości czy lęk przed zaufaniem drugiej osobie to tylko ułamek fabuły, pełnej trudnych spraw i tematów, o których warto mówić. Przedstawione są jednak prostym językiem, takim płynącym z serca.

Związek Kasi i Maksa dalej wisi na włosku. Karolina nie odpuszcza i robi się naprawdę niebezpiecznie. Dziewczyna zachowuje się jak psychopatka. Zrobi wszystko, żeby zatrzymać Maksa przy sobie. Czy posunie się do wyrządzenia krzywdy Kaśce, czy poprzestanie na groźbach? Maks miota się między poczuciem obowiązku a prawdziwym, głębokim uczuciem. Co wybierze?

Kim okazała się być tajemnicza Franciszka Księżopolanka, którą Kasia spotyka co jakiś czas? Miałam pewne podejrzenia i... sprawdziły się. Bardzo przypadła mi do gustu ta postać, mądra i zabawna jednocześnie. Oprócz Franciszki, moją sympatię wzbudziła Penelopa, terapeutka Kasi ze Szkoły Latania. Gdybym miała kiedyś uczestniczyć w jakiejkolwiek terapii, chciałabym, żeby prowadząca była tak dobrze przygotowana do swojego zadania, jak ona. Profesjonalna, ale nie zimna i zdystansowana. Widać było, że zależy jej na tych młodych ludziach, dla których odchudzanie to nie jest nic nieznaczący drobiazg. Podobało mi się jej zaangażowanie i świetny zmysł obserwacji. Powiecie, że to przecież tylko postać z książki. A ja myślę, że w realnym świecie wiele jest takich właśnie Penelop, które są dla innych prawdziwym oparciem w walce o lepsze jutro.

Dialogi, pełne emocji, czasem nawet bardzo mocnych, sprawiały, że bohaterowie ożywali w mojej głowie. Widziałam Zośkę opowiadającą o trudnym życiu i o czekającej ją fantastycznej przyszłości, a także Kaśkę, uryczaną po pachy i zawieszoną między "pragnę" a "boję się zaufać". Z uśmiechem obserwowałam również niesamowitą przemianę mentalną pana Roberta Laski, ojca Kasi. Z mruka i wiecznie niezadowolonego minimalisty w okazywaniu uczuć zamienił się w... człowieka. Może przesadą byłoby określanie go wrażliwym, ale powoli zaczynał przypominać osobnika o ludzkich odruchach. Podobało mi się rozkwitanie zahukanej do tej pory matki Kasi, Małgorzaty. W końcu odważyła się być kobietą, czasami nawet stanowczą, a do tego piękną i dobrą. W ogóle każdy z bohaterów w tej ostatniej części przeszedł jakąś przemianę. Nawet trzeźwo patrząca na świat Zośka odpadła, zapatrzona ślepo w oczy swojej pierwszej prawdziwej Miłości.

Zaskoczeniem jest finał powieści. Autorka pozwala nam wybrać, jak skończy się historia Kasi i Maksa. I całe szczęście, bo choć przeczytałam wszystkie zaproponowane możliwości, to już wybrałam swoją wersję i będę się jej trzymać :-)

Za możliwość objęcia książki patronatem dziękuję Autorce oraz

środa, 22 lipca 2026

"Blisko chmur" Sylwia Trojanowska - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Blisko chmur"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa, młodzieżowa
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Axis Mundi
Cykl: Szkoła Latania, tom 2
Premiera: 24.07.2026
Moja ocena: 6/6

Drugi tom serii "Szkoła Latania" wcale nie wyjaśnia najważniejszych kwestii. Perypetie Kaśki i pozostałych bohaterów wciągają, a emocje nie słabną. 

Kaśka ma mętlik w głowie. Rozstała się z Maksem, ale jej serce ma zupełnie inne plany w tym temacie. Wciąż o nim myśli, następnie irytuje się na siebie, po czym... znów o nim myśli. Odchudzanie trwa, choć teraz dziewczynie jest zdecydowanie trudniej, ponieważ uczestnictwo w programie Szkoły Latania nierozerwalnie łączy się z Maksem. Z racji zamieszania uczuciowego motywacja też spadła, ale Key nie zamierza zaprzepaścić tygodni wyrzeczeń. Mimo rozterek bierze udział w spotkaniach. Jest jej o tyle łatwiej, że Penelopa przesunęła Maksa do innej grupy.

Maks próbuje przekonać Kasię, że to ją kocha nad życie, a nie Karolinę, która nachodzi dziewczynę wręcz jej grożąc. Nowe wiadomości dotyczące związku Karoliny i Maksa dobiły Kaśkę i zraniły do głębi. Postanowiła definitywnie zakończyć związek z ukochanym mężczyzną. Pomocny miał okazać się wyjazd na ferie do cioci Róży, do Zakopanego. Kilka dni z dala od zaborczej i gotowej na wszystko Karoliny, rozdartego Maksa i szalejącej w Kaśce burzy uczuć okazuje się być idealnym rozwiązaniem. Dziewczyna wyjeżdża, by przemyśleć i poukładać sobie wszystko. Czeka ją trudna decyzja: dać drugą szansę Maksowi czy odpuścić i zapomnieć? Co wybierze Kasia? Kto i w jaki sposób wpłynie na jej postanowienie?

Książka jest pełna ciepłych momentów i zabawnych dialogów. Akcja nie pędzi na łeb, na szyję, dzięki czemu możemy przyjrzeć się dokładniej głównej bohaterce i jej przemyśleniom, zachodzącym w niej zmianom, rozterkom, z którymi musi się zmierzyć. To typowa powieść obyczajowa, życiowa, o codzienności, w której czasami zdarzają się tak niesamowite sytuacje, że najlepszy scenarzysta by tego nie wymyślił.

Najlepsza postać tego tomu? Dla mnie to zdecydowanie dziewięcioletni Karolek Zarębski. Gdybym spotkała go w życiu realnym, już w pierwszych chwilach naszego spotkania prawdopodobnie skończyłby związany i zakneblowany w koszu na pranie, ale w książce bardzo mnie bawił.

Bohaterowie są dopracowani, ciekawi, trójwymiarowi. Każdy z nich jest wyjątkowy i ma w sobie to "coś", za co można go polubić lub się do niego uprzedzić. Nie ma tu wielu scen z Maksem i Kasią. Obserwujemy zmagania dziewczyny z własnymi uczuciami i poznajemy lepiej członków jej rodziny i niezastąpioną Zośkę, najlepszą przyjaciółkę w galaktyce.

"Blisko chmur" to powieść o sile miłości, przyjaźni i więzach rodzinnych. Warto spędzić czas z Kasią i pozostałymi bohaterami tej historii.


Za możliwość objęcia książki patronatem dziękuję Autorce oraz

wtorek, 21 lipca 2026

"Szkoła Latania" Sylwia Trojanowska - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Szkoła Latania"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa, młodzieżowa
Liczba stron: 308
Wydawnictwo: Axis Mundi
Cykl: Szkoła Latania, tom 1
Data premiery: 24.07.2026
Moja ocena: 6/6

24 lipca to data premiery wznowienia trylogii Sylwii Trojanowskiej Szkoła Latania. Debiut autorki od dłuższego czasu był poszukiwany przez czytelniczki spragnione poznania losów Kaśki Laski, tym większa radość, że Wydawnictwo Axis Mundi wyszło naprzeciw oczekiwaniom fanów pisarki i zdecydowało się na wznowienie trzech powieści w bajecznych okładkach. Losy głównej bohaterki poznałam w 2017 roku, jednak z przyjemnością wróciłam do świata mojej imienniczki. Nadal zazdroszczę jej samozaparcia w walce o lepsze samopoczucie, zdrowie i nowy wygląd. 

Kaśka to dziewczyna o wdzięcznym nazwisku Laska, jednak wcale "laski" nie przypomina. To nazwisko to zmora jej życia, podobnie jak nadprogramowe kilogramy, których nazbierało się przez lata o wiele za dużo. Trudno jednak, mając osiemnaście lat, przeciwstawić się prawie całej rodzinie, która hołduje kultowi ciała obfitego, wypełnionego do granic możliwości wszystkim, co nadaje się do zjedzenia. A taka właśnie jest rodzina ze strony ojca Kaśki, Roberta. Prym wiedzie tam niesamowicie apodyktyczna ciotka Matylda, dla której obfite kształty to sens życia. Jedyną osobą w rodzinie, która podejmuje walkę o lepsze jutro dla dziewczyny, jest jej matka, Małgorzata. Kobieta filigranowa, zdominowana kompletnie przez męża. W tej jednak kwestii doprowadza do tego, że jej córka, po kilku nieudanych próbach, trafia na dość ekscentryczną terapeutkę, Penelopę Hoppe, z którą rozpoczyna pracę nad sobą. Celem jest nie tylko zgubienie znienawidzonych przez Kaśkę kilogramów, ale także zmiana jej myślenia i postrzegania samej siebie. I od momentu wkroczenia na ścieżkę odchudzania, zaczyna się całkiem nowe życie nastolatki...

Kolejną postacią w powieści, która bardzo przypadła mi do gustu, jest Zośka, najlepsza - i jedyna - przyjaciółka Kaśki. Bardzo spodobało mi się jej podejście do życia. Mimo problemów w domu daje radę, uśmiecha się, cieszy życiem i dopinguje Kaśkę. Kiedy dziewczyna poznaje na sesjach terapeutycznych swojego pierwszego w życiu chłopaka, Maksa, co sprawia, że jej emocje lądują na rollercoasterze, Zośka podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo. Jak w każdym związku (a tutaj to dopiero początki początków), zdarzają się wzloty i upadki. Kaśka przeżywa strasznie każdą niejasność, niepewność i niedopowiedzenie. Trochę mnie tym przewrażliwieniem irytowała, ale z drugiej strony rozumiem, że w jej sytuacji można się tak czuć, kiedy dziewczyna jest niepewna siebie, swojej wartości i przede wszystkim urody. A Maks, no cóż, wydaje się być tak odrealniony w swoim idealnym zachowaniu, że aż trudno uwierzyć, że tacy ludzie w ogóle istnieją i mogliby stanąć na naszej drodze.

Wbrew pozorom nie zdradziłam Wam wiele z fabuły. Dzieje się tu dużo, pełno w tej opowieści emocji, czasem trochę (bardzo!) rozchwianych, czasem irytujących, ale myślę, że warto poznać Kaśkę i jej świat. Jej perypetie dają do myślenia...

I na koniec ostatnia refleksja, związana z odchudzaniem i tym, czego Kaśce zazdroszczę. Gdybym dysponowała własną siłownią w domu, ćwiczyłabym codziennie. Nic tak nie deprymuje, jak spojrzenia osób w rozmiarze 36, ćwiczących na siłce dla przyjemności czy ogólnego komfortu, kiedy człowiek w pocie czoła próbuje zrzucić nadprogram kilogramów...

Koniecznie poznajcie Kaśkę!


Za możliwość objęcia książki patronatem dziękuję Autorce oraz

poniedziałek, 13 lipca 2026

"Nie ma głupich" Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Nie ma głupich"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Detektyw Kierce, tom 2

Moja ocena: 5/6

"Nie ma głupich" to drugi tom cyklu, którego bohaterem jest detektyw Kierce. Pierwszą część czytałam dawno temu, bo w dwa tysiące siedemnastym roku, i muszę przyznać, że nie pamiętam już fabuły. Nie ma to jednak wpływu na lekturę drugiego tomu, ponieważ wydarzenia się nie łączą, a nawet postać głównego bohatera została przez Cobena trochę zmieniona. Detektyw dostał nowe imię i jego życiorys również trochę się zmienił, a zmian tych autor dokonał pod wpływem adaptacji serialowej książki z Netflixa.

Sami Kierce to były policjant, który został wydalony ze służby za zaniedbania, których dopuścił się podczas pracy. Obecnie pracuje jako detektyw i zajmuje się prowadzeniem kursów dla detektywów amatorów, aby zarobić na utrzymanie rodziny, żony Molly i rocznego synka, Henry'ego. Tymczasem z więzienia wychodzi Tad Grayson, który został oskarżony i osadzony za zabójstwo ówczesnej narzeczonej Samiego, policjantki Nicole Brett. Po dyscyplinarnym wydaleniu Kierce'a ze służby, przeróżni adwokaci analizowali sprawy prowadzone przez niego, szukając uchybień, dzięki którym mogliby wyciągnąć z więzienia swoich klientów. Udało się zwolnić w ten sposób już trzy osoby. Sędzia zdecydował również o zwolnieniu Graysona, chociaż ten miał odsiadywać dożywocie. Dla Kierce'a to duży cios. Zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo swojej rodziny.

Podczas jednego z kursów wieczorowych, które prowadzi Kierce, detektyw dostrzega wśród słuchaczy znajomą kobietę, Annę. Jej obecność jest dla niego ogromnym zaskoczeniem, ponieważ był przekonany, że Anna zmarła dwadzieścia dwa lata wcześniej. Poznał ją jako młody chłopak, kiedy spędzał czas z kolegami w Hiszpanii. Szybko zapałał do niej uczuciem i spędzili razem upojny czas, a nawet zaczęli snuć plany dotyczące wspólnej przyszłości. We wspomnieniach, do których starał się nie wracać, wciąż widział ostatni moment, kiedy obudził się obok niej, zakrwawionej i martwej. Trzymał w ręce pobrudzony krwią nóż. Spanikowany uciekł z mieszkania Anny. Próbował zgłosić sprawę na policję, ale kiedy przybył z policjantem na miejsce, ciała ukochanej nie było. Zaraz potem uciekł przed odpowiedzialnością. Wrócił do domu odmieniony i pełen poczucia winy. Zrezygnował z pójścia na studia medyczne, o czym wcześniej marzył. Zamiast świetlanej przyszłości w roli kardiologa, wylądował w policji, a następnie w szkole wieczorowej, gdzie uczył przyszłych detektywów amatorów i zmagał się z demonami z przeszłości. 

Ruszając w pogoń za Domniemaną Anną, Kierce bezwiednie uruchamia ciąg zdarzeń, które wciągną go w niebezpieczną i pogmatwaną grę. Dociera za kobietą do posiadłości majętnych Nowojorczyków, który bardzo chronią swoją prywatność. Rodzina jest powiązana ze znaną sprawą porwania Victorii Belmond, która została odnaleziona po jedenastu latach i od tej pory była strzeżona przez rodziców i brata jak skarb narodowy. Ponieważ Kierce jest człowiekiem, który łatwo nie odpuszcza, powoli odkrywa kolejne elementy układanki i poznaje prawdę o wydarzeniach sprzed lat, których był uczestnikiem, a także o sprawie zniknięcia Victorii.

Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka wciągnęła, chociaż ujmuję punkt za trochę drętwe dialogi. Coben zaszalał ze zwrotami akcji, dopiero pod sam koniec przyszło mi do głowy rozwiązanie, które się sprawdziło. Jednak do końca jest napięcie i cały czas coś się dzieje, więc nie ma nudy. Finał zapowiada kolejny tom, na który czekam z niecierpliwością. 


czwartek, 9 lipca 2026

"Kantyk słowika" Andrzej H. Wojaczek - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Kantyk słowika"
Autor: Andrzej H. Wojaczek
Gatunek: powieść obyczajowa historyczna
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Żniwo Ognia, tom 3

Moja ocena: 6/6


"Kantyk słowika" to ostatni tom trylogii Żniwo Ognia autorstwa Andrzeja H. Wojaczka. Zarówno trzy części wspomnianego cyklu, jak i trzy wcześniejsze: Wrzeciono Boga, opowiadają losy Teofila Kłoska, którego poznajemy jako nastoletniego chłopaka, a w ostatnim tomie żegnamy się z nim, kiedy jego życie dobiega końca. Pierwszy tom drugiego cyklu to "Ciernie i osty", a drugi "Ostrze sierpa". Wszystkie trzy są spójną całością, prezentującą codzienność, w której przyszło żyć Teofilowi. 

Wraz z pierwszym rozdziałem finałowego tomu wkraczamy z Teofilem Kłoskiem w świat Polski Ludowej. Spełnia się jego największe marzenie. Wreszcie może zaznać spokojnego życia u boku ukochanej Klary. Po burzliwych wydarzeniach, które nie oszczędzały obojga, pracują teraz w jednym szpitalu, gdzie Teofil jest referentem inwentarzowym, a Klara pielęgniarką na oddziale położniczym. Nie ma jednak nudy w ich obecnym życiu. Zarówno Klara, jak i Teofil, żyją według jasno określonych moralnych zasad, które sami sobie wytyczyli. Momentami te zasady prowadzą ich w niebezpieczne rejony systemu, z którym podejmują nierówną walkę.  

Fabuła utkana została ze zwyczajnych zdarzeń, takich, które mogłyby przydarzyć się każdemu z nas, gdyby przyszło nam żyć w czasach Polski Ludowej. Autor niespiesznie opisuje świat Teofila Kłoska, w którym co rusz pojawia się ktoś, komu trzeba pomóc, z kim trzeba porozmawiać, ewentualnie przez kogo będą kłopoty, o które w PRL-u nie było wcale trudno. Przekonał się o tym między innymi Michał Tatarczyk, młody chłopak dopiero wchodzący w dorosłość, a już postrzegany przez system jako zagrożenie. Wraz z nim w systemowym bagnie wylądowała córka wysoko postawionego członka partii, Alicja, która na swoje nieszczęście pokochała niewłaściwego według jej ojca człowieka, a ich koleżanka Zosia pogubiła priorytety. Co wyniknęło z uporu młodych? Jak potoczyły się ich losy? Co ma wspólnego z tą sytuacją Teofil?

Bardzo ciekawy okazał się wątek pokazujący relację Kościoła z młodzieżą w czasach PRL-u. Postać księdza Papierskiego, charyzmatycznego wikarego, wywołuje sporo emocji. Jest to człowiek niezwykle surowy, stawiający grupie wchodzących w dorosłość ludzi ogromne wymagania. Mimo kar, które kaznodzieja nie raz stosuje wobec na przykład niepokornych według niego ministrantów, młode pokolenie lgnie do niego jak pszczoły do miodu, co niekoniecznie podoba się władzy.   

Autor postawił bohaterów powieści przed wieloma trudnymi próbami, a podjęte przez nich decyzje miały niejednokrotnie bolesne konsekwencje. Chociaż jest to głównie opis codziennego życia w szarej rzeczywistości Polski Ludowej, zapewniam Was, że nie ma nudy. Losy Teofila i jego bliskich dają do myślenia i skłaniają do analizowania ich moralnych dylematów. 

Koniecznie sięgnijcie po całą trylogię.   


Za możliwość patronowania i przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


        

niedziela, 5 lipca 2026

"Wakacje po włosku" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Wakacje po włosku"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 327
Wydawnictwo: Dobre Strony

Moja ocena: 6/6

Przecież ja wiedziałam, że tak to się skończy, jak sięgnę po kolejną powieść Kasi Kieleckiej. Podczas lektury co rusz przychodziły mi do głowy myśli w stylu: "Mój borze szumiący, przecież to wszystko NIE MIAŁO PRAWA PRZYDARZYĆ SIĘ jednej rodzinie!". A jednak, ostatecznie jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż wciąż zadziwia mnie fakt, że nikt tam nie zginął. Byłaby to wtedy tragikomedia kryminalna, bez dwóch zdań. Od razu napomknę jednak, że jeśli ktoś nastawia się na miniprzewodnik po włoskiej ziemi ze szczegółowymi opisami przyrody lub zabytków, to nie jest to taki rodzaj publikacji. Owszem, znajdziecie trochę informacji o miejscach, które odwiedzali bohaterowie, jednak głównym wątkiem fabuły są perypetie rodziny w walce z systemem firmy ubezpieczeniowej z piekła rodem.

Rodzina Sarneckich, Tadeusz i Joanna wraz z dziećmi: Antoniną i Kostkiem, ma w planie spędzić cudowny wakacyjny czas na włoskiej ziemi. Pozwiedzać, odpocząć, zrelaksować się. Normalne marzenia o wypoczynku, prawda? Wprawdzie Kostek potwornie marudzi, bo wolałby w tym czasie szaleć z kolegami, a Tosia już myśli o zbliżających się praktykach studenckich w Akwarium Gdyńskim, ale ogólnie pobyt w pięknych okolicznościach przyrody rysuje się bardzo optymistycznie. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy podczas jednej z wycieczek Sarneckim psuje się samochód. Systematycznie podlewana marudzeniem Kostka atmosfera robi się jeszcze bardziej nerwowa, kiedy okazuje się, że uszkodzenie nie jest drobne, a firma ubezpieczeniowa, w której w ostatniej chwili przed wyjazdem wykupił polisę Tadeusz, nie do końca spełnia ich oczekiwania. Do tego dochodzi warsztat samochodowy, który pracuje w stylu "maniana", a wisienką na torcie są próby uzyskania od ubezpieczyciela samochodu zastępczego. Uważacie, że to prosta sprawa? Nic bardziej mylnego. Przekonuje się o tym Tadeusz, któremu przyszło prowadzić tę nierówną walkę. Reszta rodziny dostaje rykoszetem, a chyba najbardziej stabilny emocjonalnie w tej sytuacji pozostaje pies Wafel.         

Chociaż Kasia zmieniła personalia bohaterów, niewiele to dało w moim przypadku, ponieważ czytając i tak miałam przed oczami członków jej rodziny i ich prawdziwego psa Leona :D I powiem Wam jeszcze, że za żadne skarby świata nie chciałabym się znaleźć na miejscu rodziny Sarneckich. W moim przypadku NA PEWNO ktoś zostałby skrócony o głowę... ;-)

Wspomnę jeszcze o absolutnie cudnym wydaniu. Rzadko zwracam większą uwagę na wygląd książki, bo ważniejsza jest dla mnie jej zawartość, ale tym razem zachwyciły mnie malowane brzegi i drobne rysunki psa porządkujące tekst. I jeszcze jedna niespodzianka tam na Was czeka. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, że można ożywić obraz z książki. Sprawdźcie koniecznie, o co chodzi. Ja sprawdziłam i uważam, że pomysł jest wprost genialny.

Polecam, sięgnijcie koniecznie, jeśli chcecie spędzić czas z pełną humoru lekturą.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Dobre Strony

sobota, 27 czerwca 2026

"Krzywda" Klaudia Muniak - recenzja


Tytuł: "Krzywda"
Autor: Klaudia Muniak
Gatunek: thriller medyczny
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Wiktoria Błońska, tom 2

Moja ocena: 6/6

"Krzywda" Klaudii Muniak to kontynuacja powieści "Rozpacz". Tomy te stanowią dwie pierwsze części cyklu o dziennikarce Wiktorii Błońskiej. W drugim tomie poznajemy dalszy ciąg niezakończonych w tomie pierwszym wątków. Jest to moje kolejne spotkanie z tą autorką i z pewnością nie ostatnie. 

Wiktoria nadal bardzo przeżywa stratę Mirka, najbliższego przyjaciela, i nie może się z tą sytuacją pogodzić. Do tego okazuje się, że w pożarze domu Moniki Janik spłonął ktoś jeszcze. Śledczy odnajdują w zgliszczach szczątki dziecka. Szybko wychodzi na jaw, kim była spalona dziewczynka, a rozwiązanie tej zagadki pociąga za sobą kolejne pytania. Wiktoria mocno angażuje się w śledztwo, ale nie spodziewa się kompletnie, jak straszne i nieetyczne tajemnice wyjdą na jaw w jego toku. Jak z tą sprawą powiązani są Maliszewscy? Co działo się w firmie TechLek, w której pracowała Kinga Urbaniak? Kto ostatecznie był "tym złym" i przekroczył granice etyki? Jakie tajemnice odkryje Wiktoria?  

Klaudia Muniak potrafi świetnie budować napięcie. Jeśli dorzucimy do tego jej lekkie pióro, będzie to idealne połączenie literackie. Powieść czyta się szybko i naprawdę trudno odłożyć książkę na później. 

Pisarka przypomina wydarzenia, które opisywała w pierwszym tomie. Jest to bardzo przydatne, aby nie pogubić się w treści i śledzić akcję bez zastanawiania się, kto jest kim, szczególnie jeśli pierwszy tom czytało się znacznie wcześniej. Do tego autorka umiejętnie podrzuca elementy układanki, ale wcale nie jest łatwo domyślić się rozwiązania, nawet podążając krok w krok za Wiktorią i śledczymi.

Bardzo lubię thrillery, a medyczne i psychologiczne szczególnie. Jeśli też lubicie, polecam Wam bardzo obie części cyklu. Mam nadzieję, że na kolejną nie trzeba będzie długo czekać, bo finał pozostawił mnie z niedosytem. 

  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

czwartek, 18 czerwca 2026

"Konfraternia" Krzysztof Piersa - recenzja


Tytuł: "Konfraternia"
Autor: Krzysztof Piersa
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 352 
Wydawnictwo: Initium
Cykl: Vera Crux, tom 1

Moja ocena: 5/6

Pióro Krzysztofa Piersy poznałam przy okazji lektury powieści "Riese. Tajemnica Gór Sowich" i "Gustloff. Tajemnica bursztynowej komnaty". Ponieważ obie historie wspominam bardzo dobrze, nie zastanawiałam się długo, kiedy na rynku wydawniczym pojawiła się kolejna książka tego autora. Chodzi o pierwszy tom nowego cyklu Vera Crux pt.: "Konfraternia", który miał swoją premierę trzeciego czerwca.

Piotr Sygil, Judyta Ostnik i Gabriel Wende to trójka głównych bohaterów, którzy kiedyś stanowili nierozerwalne trio. Jako pracownicy służb wywiadowczych Stolicy Apostolskiej, a dokładnie tajnej sekcji Encja, przechodzili szkolenia i wykonywali tajne, bardzo niebezpieczne zadania na zlecenie Watykanu. Byli dla siebie jak rodzina i ufali sobie bezgranicznie. Z czasem jednak ich drogi się rozeszły. Judyta w pewnym sensie zaczepiła się "w interesie", ponieważ stała się adwokatką kurii. Piotr został detektywem, natomiast Gabriel przeszedł na drugą stronę barykady. Co wynikło z tych zmian?

Autor oparł fabułę na wątku głównym, którym są brutalne morderstwa biskupów, dokonywane w krzyżackich zamkach. Śledczy szybko zrozumieli, że jest to jak najbardziej zaplanowane działanie, którego tajemnicę muszą rozwikłać Judyta i Piotr. Nie ulega wątpliwości, że sprawca ma konkretne powody, które popychają go do działania. I zależy mu, aby śledztwem zajęli się właśnie Ostnik i Sygil. Kiedy okazuje się, że trop prowadzi do Gabriela, oboje są zaskoczeni. Trudno uwierzyć w to, że poszukiwanym mordercą może być ktoś kiedyś im bliski. Nie jest dziwne, że pojawiają się wątpliwości. Czy to możliwe, aby to właśnie Gabriel stał za tymi brutalnymi czynami? 

Piersa, jak zwykle, świetnie połączył kryminał i sensację z historycznymi faktami i ciekawostkami. Poruszane wątki uzupełniają się, tworząc spójną całość, a krótkie rozdziały nadają akcji dynamikę. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż wykorzystane przez pisarza miejsca, w których toczy się akcja, istnieją naprawdę. Autor nie odkrywa wszystkich kart od razu. Zostawia czytelnikowi sporo czasu na własne próby rozwikłania zagadki, równocześnie ujawniając powoli kolejne elementy intrygi. Napięcie nie znika, wręcz przeciwnie. Im bliżej finału, tym robi się goręcej.  

Jeśli miałabym porównać "Konfraternię" do innej powieści, to chyba najbardziej przypomina mi klimaty Dana Browna, ewentualnie mocniejszą wersję Pana Samochodzika :)

Jedynym minusem dla mnie jest to, że powieść jest pierwszą częścią, a więc i zakończenie jest z tych, za którymi nie przepadam. Trzeba czekać na dalszy ciąg, a z moją pamięcią różnie bywa, więc z pewnością będą miała problem, aby przy drugim tomie przypomnieć sobie wydarzenia z pierwszego. Jeśli macie tak, jak ja, proponuję zaopatrzyć się w ten tom, bo naprawdę warto, ale z lekturą poczekać na kolejne części cyklu :)


wtorek, 16 czerwca 2026

"Zanim wróci echo win" Marlena Wittstock - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Zanim wróci echo win"
Autor: Marlena Wittstock
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Na Pomorzu, tom 1

Moja ocena: 6/6

"Zanim wróci echo win" to pierwszy tom cyklu Na Pomorzu Marleny Wittstock, autorki trylogii Pewnego razu w Wolnym Mieście. Dla mnie to pierwsze spotkanie z piórem tej pisarki, ale już mogę stwierdzić po lekturze pierwszego tomu, że niezwykle udane.

Mamy rok tysiąc dziewięćset dwunasty. Życie trzech głównych bohaterek tej historii nieodwracalnie zmienia się, kiedy w przeddzień ślubu umiera Ignacy Dobrowolski, narzeczony pierwszej z nich, Antoniny Brzezińskiej. Nagła śmierć mężczyzny pogrąża Ninę w żałobie na znacznie dłużej, niż wymaga tego tradycja. Kobieta nie potrafi pogodzić się ze stratą, ale życie toczy się dalej, a majątek rodowy wymaga prowadzenia, na które nie potrafi się zdobyć ojciec Antoniny. Pan Brzeziński wycofuje się z życia po śmierci zmarłej w połogu żony i dopiero co narodzonego synka. Nina, jako starsza z córek, odkłada na bok swój ból i cierpienie, aby przejąć obowiązki ojca i wraz z zarządcą majątku, Sewerynem, robi wszystko, aby majątek nie poszedł na zmarnowanie. Jej młodsza siostra, Matylda, wprawdzie nie ma głowy do prowadzenia gospodarstwa, ale pomaga, jak potrafi i bardzo martwi się o Ninę. Jest dziewczyną pełną buntu wobec uległej roli przeznaczonej kobietom i nie wyobraża sobie, aby sama miała kiedykolwiek stać się żoną, co postrzega jako niewolę i ubezwłasnowolnienie. Poza tym ma przeczucie, że śmierć Ignacego nie była wypadkiem, jednak mimo prowadzonego prywatnego śledztwa wciąż brakuje jej dowodów na potwierdzenie tej teorii. Trzecia bohaterka to osobista pokojówka Niny, Rozalia, która dźwiga na swych barkach ciężar nieszczęśliwej miłości i skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć życie wszystkich trzech kobiet.

Autorka świetnie przedstawiła tło społeczno-historyczne, dzięki któremu poznajemy nastroje panujące w tym trudnym przedwojennym czasie, kiedy Polska nie istniała na mapach, a bycie Polakiem stanowiło niemałe wyzwanie. Nasi bohaterowie (poza trzema kobietami w majątku przebywa sporo innych osób) mieszkają na terenie Prus Zachodnich i muszą podporządkować się panującym tam pruskim zasadom. Ich życie jednak wypełniają zawirowania nie tylko polityczne, ale także społeczne i rodzinne. Konsekwencje podejmowanych przez nich decyzji okażą się brzemienne w skutki i niejednokrotnie wpłyną na życie wielu osób.

Portrety trzech bohaterek są dopracowane i pozwalają szybko polubić zarówno siostry Brzezińskie, jak i Rozalię. Opis ich losów powoli odsłania przed czytelnikiem wydarzenia, które stają się motorem kolejnych zdarzeń i rzucają światło na powody podejmowanych przez nie decyzji. Życie trzech bohaterek wypełnia cały wachlarz emocji, dzięki którym stają nam się one bliskie. Niezłomna Nina, która nie pozwala sobie na słabość, choć w gruncie rzeczy jest wrażliwa i bardzo cierpi po stracie ukochanego. Matylda, która boi się, że jeśli obdarzy uczuciem jakiegoś mężczyznę, zostanie zmuszona, by wyjść za niego za mąż, a to będzie jak kajdany założone na jej potrzebę wolności i niezależności. I wreszcie Rozalia, która jako pokojówka nie ma prawie nic, oprócz dźwiganego w tajemnicy cierpienia, a najbardziej nas zaskoczy związaną z jej życiem tajemnicą.

Wbrew pozorom jest tu też sporo zabawnych scen i dowcipnych dialogów, a zatem równowaga między trudnymi tematami a humorystycznymi zdarzeniami została zachowana. Najbardziej chyba podobał mi się dialog między Matyldą a Michałem Dobrowolskim, kiedy mężczyzna ratował młodszą pannę Brzezińską z niezłej opresji ;-) 

Trzy kobiety, trzy ścieżki, a w tle wojna, dylematy, nieodwracalne zmiany i splatające się nici, tworzące sieć pełną lęku, samotności i poczucia straty. Czy Nina, Matylda i Rozalia zdołają przetrwać trudny czas zmian zachodzących w ich życiu i na świecie? Jak potoczą się ich losy i czy znajdzie się w nich miejsce na odrobinę radości i szczęścia? 

Zachęcam do lektury pierwszego tomu cyklu Na Pomorzu, a sama z niecierpliwością czekam na część drugą.        


Za możliwość przeczytania książki i patronowania jej dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


niedziela, 7 czerwca 2026

"Tajny szpital" Danuta Chlupowa - recenzja


Tytuł: "Tajny szpital"
Autor: Danuta Chlupowa
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkami historycznymi
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Książnica
Cykl: Pielęgniarki, tom 2

Moja ocena: 6/6

Powieści Danuty Chlupowej zawsze uczą mnie czegoś nowego. Mariaż fikcji literackiej z prawdziwymi wydarzeniami to jedno z moich ulubionych połączeń w książkach. Tym razem poznałam historię tajnego szpitala, który działał w Dziwnowie na wyspie Wolin po II wojnie światowej i przyjął ogromną liczbę uchodźców z Grecji, którzy zostali ranni podczas walk w tamtejszej wojnie domowej. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu.

Główną bohaterką drugiego tomu cyklu Pielęgniarki jest Liliana Skowrońska, córka znanego okulisty i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Romuald Skowroński jest dodatkowo pasjonatem esperanto. Podczas konferencji poświęconej temu międzynarodowemu językowi poznaje młodego chirurga z Grecji, Steliosa Kyriakosa, którego zaprasza do domu. Liliana jest pod wrażeniem przystojnego gościa i szybko rodzi się między nimi uczucie. Niestety sprawy polityczne nie układają się dobrze i szybko okazuje się, że między tych dwoje młodych ludzi brutalnie wdziera się Hitler ze swoimi planami zawładnięcia światem. Wojna rozdziela Steliosa i Lilę, zostawiając im namiastkę bliskości w postaci rzadko wysyłanych listów. Liliana postanawia nauczyć się greckiego, aby mogła zrobić ukochanemu niespodziankę, pisząc do niego w jego ojczystym języku. Tymczasem wojna wdziera się w życie rodziny Skowrońskich z całą mocą. Profesor zostaje wywieziony do obozu koncentracyjnego, a Liliana z matką muszą opuścić dotychczas zajmowane mieszkanie i przenieść się do znacznie gorszego lokum. Tam czekają na powrót Romualda, próbując przetrwać w wojennych warunkach.

Podczas lektury obserwujemy losy profesora w obozie, życie Liliany, która podejmuje pracę pielęgniarki w szpitalu jenieckim PCK, troski rodziny Skowrońskich po powrocie profesora i emocje związane z milczeniem Steliosa. 

W szpitalu, wśród pacjentów, Liliana spotyka kolegę sprzed lat, Wojtka. Grecka namiętność już dawno wywietrzała jej z głowy, a zastąpiła ją ciężka praca w szpitalu. Relacja z Wojtkiem nie jest dla młodej Skowrońskiej przyszłościowa, chociaż mężczyzna widzi to zupełnie inaczej. Czy przekona koleżankę do zacieśnienia więzi? Jak potoczy się leczenie Wojtka? I czy Stelios żyje? 

Życie Liliany zmienia się diametralnie kilka lat po wojnie, kiedy zostaje wysłana nad morze, na tajną misję. Nie może zdradzić nawet rodzicom, dokąd trafiła, ani co tam robi. Sama początkowo nie ma pojęcia, czym będzie się zajmować i przede wszystkim, dlaczego wybrano właśnie ją, skoro wszystkie pozostałe pielęgniarki służą w wojsku, a ona jest cywilem. Wszystko powoli zaczyna się wyjaśniać, kiedy kobieta trafia na wyspę, gdzie czeka na nią miejsce pracy w tajnym szpitalu... 

Drugi tom cyklu można czytać bez znajomości pierwszego, chociaż są drobne odniesienia do tamtej fabuły. Proponuję jednak sięgnąć również po "Słoneczne tarasy", gdzie poznacie historię innej pielęgniarki i jej koleżanek.  

Ta opowieść na długo pozostaje w pamięci. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica

środa, 3 czerwca 2026

"Dobra samarytanka" John Marrs - recenzja


Tytuł: "Dobra samarytanka"
Autor: John Marrs
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 496 
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 6/6

Kiedy życie zaczyna dopiekać, zazwyczaj szukamy sposobu, aby sobie pomóc. Szukamy smakołyków, którymi można "zajeść" chandrę czy stres, sięgamy po alkohol, uciekamy w wirtualny świat, zabieramy się za czytanie książek, których fabuła oderwie nas od trudnej rzeczywistości, gapimy się bezmyślnie w sufit albo rozglądamy się za kimś, kto nas wysłucha. Istnieją telefony zaufania, gdzie potrzebujący mogą zadzwonić i porozmawiać z osobą przeszkoloną w kierunku wspierania w trudnych sytuacjach. Co jednak, jeśli zamiast podniesienia na duchu człowiek trafi na podpowiedź, jak najlepiej... odebrać sobie życie?

Laura Morris pracuje w telefonie zaufania o wieloznacznej nazwie "Ostatni przystanek". Ludzie dzwonią tam, by zwierzyć się ze swoich trosk, usłyszeć, że mają po co żyć i poczuć się lepiej. Konsultanci są uczeni podczas szkoleń, aby w razie czego nie kwestionować podczas rozmowy decyzji ludzi o popełnieniu samobójstwa. Mają wysłuchać klienta i przy nim być.

Laura ma zupełnie inne priorytety podczas tych rozmów. Świetnie wie, jakich powinna używać zwrotów, jakie dobierać słowa, aby jej wypowiedzi były wspierające i motywujące do życia, ale zdecydowanie nie o to jej chodzi. Laura, kiedy trafi na odpowiednią osobę po drugiej stronie linii telefonicznej, zrobi wszystko, aby pomóc jej... umrzeć, a przy okazji być na linii, aby usłyszeć jej ostatni oddech. Trochę straszne, prawda?

Autor oprócz wątku pracy Laury w telefonie zaufania stworzył również historię jej rodziny: męża i dwóch córek oraz niepełnosprawnego syna. Długo nie wiemy, dlaczego ich relacje są pogmatwane, ale sporo się tu dzieje. Bardzo podobało mi się stopniowe ujawnianie elementów układanki. Nakombinowałam się trochę, rozważając wszystkie pojawiające się w tekście podpowiedzi i niejasne sytuacje. Marrs bardzo umiejętnie żongluje kolejnymi informacjami z życia tej rodziny, odkrywając bardzo niewygodne tajemnice. 

Atmosfera powieści jest duszna i niepokojąca. Laura od początku sprawia wrażenie nie do końca zrównoważonej, ale to, co wymyślił dla niej autor, przechodzi ludzkie pojęcie. Choć początkowo akcja jest mało dynamiczna, to stopniowo wkręca czytelnika w tryby przerażającego mechanizmu. Po lekturze rozumiem, że ten dość powolny wstęp był konieczny do zrozumienia opisanego ciągu zdarzeń. Strach pomyśleć, że coś takiego mogłoby się wydarzyć naprawdę...

Sięgnijcie po ten thriller, a dreszczyk emocji macie gwarantowany.    


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona

niedziela, 31 maja 2026

"Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach" Joanna Szczerbaty - recenzja


Tytuł: "Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach"
Autor: Joanna Szczerbaty
Gatunek: poradnik
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: MANDO

Moja ocena: 5/6

Należy zacząć od tego, że książka "Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach" autorstwa Joanny Szczerbaty nie jest typowym poradnikiem. Postanowiłam sięgnąć po niego, ponieważ lubię oglądać filmy z kotami autorki na FB i bawią mnie ich rozmowy lub monologi. Byłam ciekawa, co zawiera książka, w której znane mi z filmów zwierzaki "dostały głos".

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich składa się z dwóch części: kociej i ludzkiej perspektywy danego problemu. Wiele z poruszonych typowo kocich tematów było dla mnie nowością, ponieważ nigdy nie miałam szczególnie bliskich relacji z żadnym kotem. Mogę powiedzieć, że mam jakie takie pojęcie o ich zwyczajach, ale szału nie ma. Tym bardziej były to dla mnie ciekawe fragmenty, choć pewnie każdy kociarz świetnie te wszystkie rzeczy zna i nie były dla niego żadnym odkryciem. 

Porównanie kotów z ludźmi to ciekawy pomysł, chociaż jako ludzie wypadamy tutaj dość marnie. Po lekturze można by stwierdzić, że koty we wszystkim są lepsze od człowieka. Tak przynajmniej uważa nasz koci narrator. Jeśli się jednak dokładniej przyjrzeć i przeanalizować przytoczone w tekście sytuacje i zachowania, to niestety - kot może mieć rację...

Jeśli macie ochotę na lekki i żartobliwy poradnik w zupełnie innym stylu, to kocie wywody mogą przypaść Wam do gustu. Szczególnie, kiedy w opisywanych przez kota ludziach odnajdziecie swoje własne zachowania. Każdy rozdział zawiera również dawkę informacji typowo psychologicznych, od pani Joanny, więc całość stanowi naprawdę przyjemny w odbiorze zestaw interesujących informacji zakresu psychiki i zachowań. 

środa, 20 maja 2026

"Król tanga" Sylwia Trojanowska - recenzja [PREMIEROWA]


Tytuł: "Król tanga"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść biograficzna
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6

"Król tanga" to zbeletryzowana biografia popularnego w latach 40. XX wieku szczecińskiego piosenkarza, Tadeusza Millera, skromnego mężczyzny z ogromnym talentem, którym tak krótko obdarowywał melomanów. Nagrał ponad sześćdziesiąt piosenek, które szybko stały się przebojami. Miano króla tanga otrzymał, ponieważ niezrównanie interpretował właśnie ten gatunek muzyczny. Jego błyskotliwą karierę przerwał tragiczny wypadek, w którym Miller zginął, mając zaledwie trzydzieści dwa lata. Być może to właśnie było powodem, iż zapomniano o nim na długie lata. Intensywna, lecz zbyt krótka to była kariera, aby zdążył zapisać się w pamięci kolejnych pokoleń.   

Kiedy Tadeusz wraz z żoną Luną jechali po wojnie do nieznanego im wtedy Szczecina, nie wiedzieli na co się piszą, co czeka ich na miejscu i jak poradzą sobie w powojennej rzeczywistości. Jechali z obawami, ale także z nadzieją na powrót do normalności po strasznych przeżyciach, które ich spotkały podczas wojennej zawieruchy. Pierwszym wsparciem na miejscu, w obcym mieście, była dla nich siostrzenica Luny, Basia, której wojna również nie oszczędziła. 

Po początkowych perturbacjach związanych z adaptacją w nowym miejscu, Millerowie w końcu zaczęli układać sobie życie na nowo. Już samo zdobycie wypatrzonego mieszkania okupione zostało ogromnymi emocjami. Uznali, że to znak, kiedy zobaczyli w nim pianino i dopięli swego. Lokum z instrumentem ostatecznie stało się ich własnością.  

Tadeusz marzył o pracy związanej z muzyką, którą tak kochał. Droga do śpiewania była jednak długa i wyboista. Kiedy trafił na posadę urzędnika w radiu, los się do niego uśmiechnął. Nie dość, że udało mu się również zaczepić w restauracji, gdzie grał i śpiewał dla klientów, przypadek zrządził, że pewnego dnia zaproponowano mu zaśpiewanie w radiowym koncercie życzeń i... sprawy ruszyły z kopyta. 

Nagle pociąg do sławy wystartował i rozpędzał się coraz bardziej. Gdyby w tamtych czasach było pendolino, chyba można by je porównać do tempa wydarzeń, które rozgrywały się w życiu Tadeusza. Jak mężczyzna przyjął nagłą popularność? W jaki sposób te niespodziewane zmiany wpłynęły na Lunę i jej uczucie do męża? Czy Tadeusz dał się porwać marzeniu? Ile zdążył zrobić, zanim jego życie zostało tak brutalnie zakończone?

Choć oś czasu w tym przypadku nie jest zbyt długa, dużo się dzieje w tej historii. Co można o niej powiedzieć na pewno, to to, że była niesamowicie intensywna, momentami aż nie do wytrzymania. Wiele razy myślałam sobie, że zwykły człowiek nie udźwignąłby tego ciężaru, który niósł na barkach Miller. Sądzę, że siłę czerpał z ogromnej pasji, prosto z serca, które wypełnione było muzyką po brzegi. 

Cieszę się, że mogłam poznać historię Tadeusza i Luny Millerów, którą Sylwia Trojanowska przywróciła do życia po osiemdziesięciu latach zapomnienia. Opowieść, którą pisarka stworzyła dla nas na podstawie pozostawionych przez Millerów materiałów, jest na wskroś prawdziwa i pełna emocji. Zostaje na długo w pamięci, gdzie mości sobie gniazdko i pozwala powoli uwalniać się obrazom, które powstają jeszcze długo po lekturze.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy i Autorce


poniedziałek, 11 maja 2026

"Pani Pompa ratuje przedszkole" Sylwia Trojanowska - recenzja


Tytuł: "Pani Pompa ratuje przedszkole"
Autor tekstu: Sylwia Trojanowska
Ilustrator: Hanna Lepieszkiewicz-Woś
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 34
Wydawnictwo: Draka
Seria: Pani Pompa

Moja ocena: 6/6

Wiedzieliście, że jednymi z najbardziej charakterystycznych symboli Szczecina są... pompy? Są to przecudnej urody niebieskie damy, które zostały ujęte w ciekawy Szlak Pompastyczny. Można rzec, że są w statecznym wieku, bo część z nich ma już ponad 100 lat. I mają swoje imiona! Są otoczone opieką miejskiego konserwatora zabytków, a więc mimo swoich lat prezentują się wspaniale i można je podziwiać w różnych częściach miasta. A jest się czym zachwycać, sami sprawdźcie, jak wyglądają prawdziwe pompy, na żywo lub na zdjęciach w sieci. 

Główna bohaterka książki Sylwii Trojanowskiej pt.: "Pani Pompa ratuje przedszkole" ma ponad trzy metry wzrostu i jest w pięknym niebieskim kolorze. Mieszka wraz z innymi koleżankami pompami w Szczecinie i zawsze jest gotowa, aby chronić miasto i jego mieszkańców. 

Kiedy Pani Pompa wraz z towarzyszkami spędza miło czas w kawiarni przy ciasteczkach, Pompuś, jej uroczy piesek, zaczyna szczekać na alarm. Pali się przedszkole! Szef Pomp czym prędzej wysyła swoje podopieczne na ratunek. Czy niebieskie damy zdążą uchronić budynek przed spaleniem? 

Wierszowana opowiastka jest pełna emocji, które przekazuje nie tylko sam tekst, ale także jego wyróżnione inną czcionką fragmenty. Nie można pominąć również przepięknych ilustracji autorstwa Hanny Lepieszkiewicz-Woś, która fantastycznie oddała nie tylko sam wygląd Pani Pompy, ale także jej zadziorny charakter. Wszystkie obrazki zostały stworzone z wielką dbałością o szczegóły, dzięki czemu można bez końca oglądać je i analizować.

Książeczkę kończą mapki prezentujące dwie trasy z lokalizacją ośmiu pomp. O każdej z nich autorka napisała jakąś ciekawostkę. Spacer ich tropem na pewno będzie miłym sposobem spędzenia czasu.   

Zachęcam do przeczytania z dzieckiem i odwiedzenia Szlaku Pompastycznego, którego twórcą jest szczeciński przewodnik, Tomasz Wieczorek. Do kompletu polecam również wydaną przez Wydawnictwo Draka kolorowankę "Pani Pompa. Zabawy edukacyjne".



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Draka i Autorce

czwartek, 7 maja 2026

"Mrokowisko" Julia Halladin - recenzja


Tytuł: "Mrokowisko"
Autor: Julia Halladin
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Co to była za historia! Dla mnie sztos. W skrócie: duszny thriller pełen momentów grozy, wywołujących dreszczyk emocji. Rewelacyjne wyczucie chwili daje niezłego kopa w newralgicznych momentach fabuły. To był dobrze spędzony czas.

Główna bohaterka to Maja, agentka nieruchomości i mama nastoletniej Gabrieli. Kiedy w życiu kobiety coś zaczyna się psuć, decyduje się ona na przeprowadzkę z Sopotu do małej podlaskiej wsi, gdzie otrzymuje zlecenie na odnowienie starego domu. W okolicy jest on nazywany Czerwonym Domem i okrywa go bardzo zła sława. Mieszkańcy wsi uważają, że jest przeklęty i nikt nie ma odwagi tam zaglądać. Maja jednak nie wierzy w świat nadprzyrodzony i postanawia przeprowadzić remont, licząc na to, że pomoże jej to stanąć na nogi i po jakimś czasie wrócić na stare śmieci. Gabrysia nie jest szczególnie zadowolona z zachodzących w jej życiu zmian. Po przyjeździe na miejsce orientuje się, że jej sopoccy przyjaciele szybko zaakceptowali nieobecność koleżanki i wrócili do swojego życia. Dziewczyna czuje się samotna i opuszczona, nie mówiąc o tym, że straciła również możliwość realizowania pasji, jaką było prowadzenie bloga o tajemniczych wydarzeniach, które wraz z kolegami badała. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, postanowiła wykorzystać sytuację i założyć nowy blog, a jej pierwszą sprawą miało być rozwiązanie zagadki zaginięcia Liliany Wagner, która kiedyś mieszkała z rodziną w Czerwonym Domu. Pewnego dnia szesnastolatka zniknęła i przez piętnaście lat nie udało się odkryć, co się z nią stało. Gabrieli w śledztwie zaczyna pomagać mieszkający w wiosce chłopak, Sebastian. Jak wyjdą na tym śledztwie? Czy Czerwony Dom faktycznie jest nawiedzony? Kto straszy Maję i Gabrielę po nocach? Gdzie podział się jeden z przyjaciół Oskara Wagnera, który również zniknął bez śladu w czasie, gdy trwały poszukiwania Liliany? Pytań jest naprawdę wiele, bo i tajemnic wychodzi na jaw coraz więcej. Gabrysia z Sebastianem powoli odkrywają kolejne elementy układanki. Czy zdążą poznać prawdę, zanim komuś stanie się coś złego?      

Świetnie zarysowany klimat podlaskiej wsi pozwala czytelnikowi wtopić się świat jej mieszkańców. Nie brakuje informacji o ciągle żywych wierzeniach, zwyczajach czy zabobonach. Jedną z bohaterek jest Szeptucha, która również ma do odegrania swoją rolę, potęgującą atmosferę grozy. 

Rozwój wypadków obserwujemy z kilku perspektyw i różnych linii czasowych. Podobało mi się rozdzielenie ich przy pomocy innej czcionki. Mamy do dyspozycji pamiętnik Oskara Wagnera, ojca Liliany i Idy, narrację z perspektywy całej rodziny Wagnerów, a w szczególności Idy, dręczonej przez starszą siostrę, a także spojrzenie współczesne, gdzie prym wiodą Maja, Gabriela i Sebastian. Wszystkie narracje płynnie się przenikają i uzupełniają, dzięki czemu zyskujemy kolejne informacje do rozwiązania ukrytych w fabule tajemnic. A jest ich trochę, nie da się ukryć.   

Autorka dużo pracy włożyła w opisanie relacji między siostrami, starszą Lilą i młodszą Idą. Początkowa siostrzana miłość zmieniła się w horror, kiedy Lila rozpoczęła prywatną wendetę przeciwko Idzie, którą uważała za sedno wszystkich swoich problemów. To jeden z głównych wątków tej historii, na którym opiera się współczesna część fabuły. 

Gabriela nawet nie spodziewa się, co czeka ją po tym, jak postanawia zabrać się za rozwiązanie zagadki zaginięcia starszej Wagnerówny. I Wy również się tego nie spodziewacie, zaufajcie mi :) I sięgnijcie po ten thriller. Nie będziecie żałować.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

piątek, 1 maja 2026

"Szaleństwo i śmierć spłyną z gór" Maryla Szymiczkowa - recenzja


Tytuł: "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór"
Autor: Maryla Szymiczkowa
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cykl: Profesorowa Szymiczkowa Zofia, tom 6

Moja ocena: 5/6 

Szósty tom przygód profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej już za mną. Z przyjemnością wróciłam do świata stworzonego przez duet autorów, ukrywających się pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa, i śledziłam poczynania głównej bohaterki, która znów miała skomplikowany detektywistyczny orzech do zgryzienia.

Profesorowa Szczupaczyńska otrzymuje elektryzujący telegram z Zakopanego. Wynika z niego, że czeka tam na nią kolejna zagadka kryminalna. Niewiele myśląc, pani Zofia pakuje się i, zostawiając męża pod opieką oburzonej gosposi (wszak służąca liczyła na to, że pani zabierze ją ze sobą na tę nową przygodę!), wyrusza pociągiem do Zakopanego, gdzie czeka... trup. I sędzia śledczy Klossowitz, autor wspomnianej depeszy.

Kryminały retro mają to do siebie, że fabuła nie ocieka krwią, a akcja toczy się w miarę spokojnie. Prowadzone śledztwo nie sprawia, że wstrzymujemy oddech z nadmiaru emocji. Wszystkie działania bohaterów są wyważone i powoli prowadzą do rozwiązania zagadki. Nie inaczej jest w tym przypadku. Profesorowa Szczupaczyńska nie zasypia gruszek w popiele, tylko natychmiast zabiera się do pracy. Wcześniej ustawiając jeszcze do pionu śledczego, który zdecydowanie za dużo sobie wyobrażał na temat ich relacji. Śledztwo skupia się na rozmowach z lokalnymi mieszkańcami i mozolnym łączeniu kropek. Sprawa nabiera rumieńców, kiedy do Zakopanego na odpoczynek przybywa mąż Zofii, profesor Szczupaczyński, wraz z gosposią, która natychmiast dołącza do swojej pani, pomagając jej dyskretnie w zdobywaniu informacji wśród niższej klasy. 

Efekt researchu autorów jest imponujący. Dostajemy jak na tacy Zakopane z czasów Witkacego i Konopnickiej. Przełom XIX i XX wieku obfituje w różne ciekawe zdarzenia, które przewijają się w tle działań śledczych, uzupełniając fabułę.  

Świetnie oddana została góralska mentalność, szczególnie umiłowanie dutków i wyciąganie od letników każdego grosza za byle drobiazg. Tło społeczne dopracowane, uwypuklone zostały napięcia między klasami, a dialogi rewelacyjnie przeplatane gwarą. Nie zabrakło również humorystycznych sytuacji i rozmów. Podsumowując, same smaczki. 

Jeden minus za kilkukrotne włożenie w usta bohaterów słów piosenki Sławomira o miłości w Zakopanem. Kompletnie mi to disco polo do klimatu kryminału retro nie pasowało.