poniedziałek, 11 maja 2026

"Pani Pompa ratuje przedszkole" Sylwia Trojanowska - recenzja


Tytuł: "Pani Pompa ratuje przedszkole"
Autor tekstu: Sylwia Trojanowska
Ilustrator: Hanna Lepieszkiewicz-Woś
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 34
Wydawnictwo: Draka
Seria: Pani Pompa

Moja ocena: 6/6

Wiedzieliście, że jednymi z najbardziej charakterystycznych symboli Szczecina są... pompy? Są to przecudnej urody niebieskie damy, które zostały ujęte w ciekawy Szlak Pompastyczny. Można rzec, że są w statecznym wieku, bo część z nich ma już ponad 100 lat. I mają swoje imiona! Są otoczone opieką miejskiego konserwatora zabytków, a więc mimo swoich lat prezentują się wspaniale i można je podziwiać w różnych częściach miasta. A jest się czym zachwycać, sami sprawdźcie, jak wyglądają prawdziwe pompy, na żywo lub na zdjęciach w sieci. 

Główna bohaterka książki Sylwii Trojanowskiej pt.: "Pani Pompa ratuje przedszkole" ma ponad trzy metry wzrostu i jest w pięknym niebieskim kolorze. Mieszka wraz z innymi koleżankami pompami w Szczecinie i zawsze jest gotowa, aby chronić miasto i jego mieszkańców. 

Kiedy Pani Pompa wraz z towarzyszkami spędza miło czas w kawiarni przy ciasteczkach, Pompuś, jej uroczy piesek, zaczyna szczekać na alarm. Pali się przedszkole! Szef Pomp czym prędzej wysyła swoje podopieczne na ratunek. Czy niebieskie damy zdążą uchronić budynek przed spaleniem? 

Wierszowana opowiastka jest pełna emocji, które przekazuje nie tylko sam tekst, ale także jego wyróżnione inną czcionką fragmenty. Nie można pominąć również przepięknych ilustracji autorstwa Hanny Lepieszkiewicz-Woś, która fantastycznie oddała nie tylko sam wygląd Pani Pompy, ale także jej zadziorny charakter. Wszystkie obrazki zostały stworzone z wielką dbałością o szczegóły, dzięki czemu można bez końca oglądać je i analizować.

Książeczkę kończą mapki prezentujące dwie trasy z lokalizacją ośmiu pomp. O każdej z nich autorka napisała jakąś ciekawostkę. Spacer ich tropem na pewno będzie miłym sposobem spędzenia czasu.   

Zachęcam do przeczytania z dzieckiem i odwiedzenia Szlaku Pompastycznego, którego twórcą jest szczeciński przewodnik, Tomasz Wieczorek. Do kompletu polecam również wydaną przez Wydawnictwo Draka kolorowankę "Pani Pompa. Zabawy edukacyjne".



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Draka i Autorce

czwartek, 7 maja 2026

"Mrokowisko" Julia Halladin - recenzja


Tytuł: "Mrokowisko"
Autor: Julia Halladin
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Co to była za historia! Dla mnie sztos. W skrócie: duszny thriller pełen momentów grozy, wywołujących dreszczyk emocji. Rewelacyjne wyczucie chwili daje niezłego kopa w newralgicznych momentach fabuły. To był dobrze spędzony czas.

Główna bohaterka to Maja, agentka nieruchomości i mama nastoletniej Gabrieli. Kiedy w życiu kobiety coś zaczyna się psuć, decyduje się ona na przeprowadzkę z Sopotu do małej podlaskiej wsi, gdzie otrzymuje zlecenie na odnowienie starego domu. W okolicy jest on nazywany Czerwonym Domem i okrywa go bardzo zła sława. Mieszkańcy wsi uważają, że jest przeklęty i nikt nie ma odwagi tam zaglądać. Maja jednak nie wierzy w świat nadprzyrodzony i postanawia przeprowadzić remont, licząc na to, że pomoże jej to stanąć na nogi i po jakimś czasie wrócić na stare śmieci. Gabrysia nie jest szczególnie zadowolona z zachodzących w jej życiu zmian. Po przyjeździe na miejsce orientuje się, że jej sopoccy przyjaciele szybko zaakceptowali nieobecność koleżanki i wrócili do swojego życia. Dziewczyna czuje się samotna i opuszczona, nie mówiąc o tym, że straciła również możliwość realizowania pasji, jaką było prowadzenie bloga o tajemniczych wydarzeniach, które wraz z kolegami badała. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, postanowiła wykorzystać sytuację i założyć nowy blog, a jej pierwszą sprawą miało być rozwiązanie zagadki zaginięcia Liliany Wagner, która kiedyś mieszkała z rodziną w Czerwonym Domu. Pewnego dnia szesnastolatka zniknęła i przez piętnaście lat nie udało się odkryć, co się z nią stało. Gabrieli w śledztwie zaczyna pomagać mieszkający w wiosce chłopak, Sebastian. Jak wyjdą na tym śledztwie? Czy Czerwony Dom faktycznie jest nawiedzony? Kto straszy Maję i Gabrielę po nocach? Gdzie podział się jeden z przyjaciół Oskara Wagnera, który również zniknął bez śladu w czasie, gdy trwały poszukiwania Liliany? Pytań jest naprawdę wiele, bo i tajemnic wychodzi na jaw coraz więcej. Gabrysia z Sebastianem powoli odkrywają kolejne elementy układanki. Czy zdążą poznać prawdę, zanim komuś stanie się coś złego?      

Świetnie zarysowany klimat podlaskiej wsi pozwala czytelnikowi wtopić się świat jej mieszkańców. Nie brakuje informacji o ciągle żywych wierzeniach, zwyczajach czy zabobonach. Jedną z bohaterek jest Szeptucha, która również ma do odegrania swoją rolę, potęgującą atmosferę grozy. 

Rozwój wypadków obserwujemy z kilku perspektyw i różnych linii czasowych. Podobało mi się rozdzielenie ich przy pomocy innej czcionki. Mamy do dyspozycji pamiętnik Oskara Wagnera, ojca Liliany i Idy, narrację z perspektywy całej rodziny Wagnerów, a w szczególności Idy, dręczonej przez starszą siostrę, a także spojrzenie współczesne, gdzie prym wiodą Maja, Gabriela i Sebastian. Wszystkie narracje płynnie się przenikają i uzupełniają, dzięki czemu zyskujemy kolejne informacje do rozwiązania ukrytych w fabule tajemnic. A jest ich trochę, nie da się ukryć.   

Autorka dużo pracy włożyła w opisanie relacji między siostrami, starszą Lilą i młodszą Idą. Początkowa siostrzana miłość zmieniła się w horror, kiedy Lila rozpoczęła prywatną wendetę przeciwko Idzie, którą uważała za sedno wszystkich swoich problemów. To jeden z głównych wątków tej historii, na którym opiera się współczesna część fabuły. 

Gabriela nawet nie spodziewa się, co czeka ją po tym, jak postanawia zabrać się za rozwiązanie zagadki zaginięcia starszej Wagnerówny. I Wy również się tego nie spodziewacie, zaufajcie mi :) I sięgnijcie po ten thriller. Nie będziecie żałować.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

piątek, 1 maja 2026

"Szaleństwo i śmierć spłyną z gór" Maryla Szymiczkowa - recenzja


Tytuł: "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór"
Autor: Maryla Szymiczkowa
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cykl: Profesorowa Szymiczkowa Zofia, tom 6

Moja ocena: 5/6 

Szósty tom przygód profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej już za mną. Z przyjemnością wróciłam do świata stworzonego przez duet autorów, ukrywających się pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa, i śledziłam poczynania głównej bohaterki, która znów miała skomplikowany detektywistyczny orzech do zgryzienia.

Profesorowa Szczupaczyńska otrzymuje elektryzujący telegram z Zakopanego. Wynika z niego, że czeka tam na nią kolejna zagadka kryminalna. Niewiele myśląc, pani Zofia pakuje się i, zostawiając męża pod opieką oburzonej gosposi (wszak służąca liczyła na to, że pani zabierze ją ze sobą na tę nową przygodę!), wyrusza pociągiem do Zakopanego, gdzie czeka... trup. I sędzia śledczy Klossowitz, autor wspomnianej depeszy.

Kryminały retro mają to do siebie, że fabuła nie ocieka krwią, a akcja toczy się w miarę spokojnie. Prowadzone śledztwo nie sprawia, że wstrzymujemy oddech z nadmiaru emocji. Wszystkie działania bohaterów są wyważone i powoli prowadzą do rozwiązania zagadki. Nie inaczej jest w tym przypadku. Profesorowa Szczupaczyńska nie zasypia gruszek w popiele, tylko natychmiast zabiera się do pracy. Wcześniej ustawiając jeszcze do pionu śledczego, który zdecydowanie za dużo sobie wyobrażał na temat ich relacji. Śledztwo skupia się na rozmowach z lokalnymi mieszkańcami i mozolnym łączeniu kropek. Sprawa nabiera rumieńców, kiedy do Zakopanego na odpoczynek przybywa mąż Zofii, profesor Szczupaczyński, wraz z gosposią, która natychmiast dołącza do swojej pani, pomagając jej dyskretnie w zdobywaniu informacji wśród niższej klasy. 

Efekt researchu autorów jest imponujący. Dostajemy jak na tacy Zakopane z czasów Witkacego i Konopnickiej. Przełom XIX i XX wieku obfituje w różne ciekawe zdarzenia, które przewijają się w tle działań śledczych, uzupełniając fabułę.  

Świetnie oddana została góralska mentalność, szczególnie umiłowanie dutków i wyciąganie od letników każdego grosza za byle drobiazg. Tło społeczne dopracowane, uwypuklone zostały napięcia między klasami, a dialogi rewelacyjnie przeplatane gwarą. Nie zabrakło również humorystycznych sytuacji i rozmów. Podsumowując, same smaczki. 

Jeden minus za kilkukrotne włożenie w usta bohaterów słów piosenki Sławomira o miłości w Zakopanem. Kompletnie mi to disco polo do klimatu kryminału retro nie pasowało.

czwartek, 23 kwietnia 2026

"Strzępki sumień" Urszula Kusz-Neumann - recenzja


Tytuł: "Strzępki sumień"
Autor: Urszula Kusz-Neumann
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 5/6

"Strzępki sumień" to trzecia powieść Urszuli Kusz-Neumann, a dla mnie pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Opis fabuły zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po tę historię. 

Gdybyście mieli wybrać między wspinaniem się na górskie szczyty i schodzeniem do najgłębszych jaskiń, co byście wybrali? Marta Skonieczko nie zastanawiałaby się nawet chwili. Jako ceniona speleolożka, zdecydowanie ruszyłaby nawet do najciaśniejszej i najbardziej niebezpiecznej jaskini. Pieczary ją przyzywały, a ona rozumiała ich mowę. Penetrowała najtrudniejsze podziemne szlaki wraz z ekipą przyjaciół grotołazów, do której należał również jej mąż, do czasu, aż wydarzyła się tragedia, która na zawsze zmieniła jej życie. 

Policja rozpoczęła śledztwo, mające na celu wyjaśnienie tajemniczych zgonów kilku grotołazów. Z osoby dotkniętej niewyobrażalną wprost stratą, Marta nagle stała się jedną z głównych podejrzanych. W tej sytuacji kobieta postanawia zawalczyć o odkrycie prawdy i wraz z dziennikarzem, Wawrzyńcem Tokackim, wyrusza w niebezpieczną drogę do wnętrza jaskiń, które mogą odkryć przed nimi niewygodne i zaskakujące tajemnice. 

Skonieczko powoli zaczyna domyślać się, dlaczego zginęli jej mąż i koledzy, jednak czy ma rację? Czy zdąży poznać wszystkie odpowiedzi? Czy w jaskiniach ukrywa się morderca czy powodem śmierci grotołazów okaże się raczej ich nieostrożność? Tropem Marty podążają członkowie policyjnej ekipy, którą dowodzi komisarz Szymon Słaby. 

Autorka stworzyła ciekawe charakterologicznie postaci, które umieściła w mrocznym i dusznym świecie zdradliwych jaskiń. Ich relacje, prowadzone rozmowy i podejmowane decyzje pozwalają czynić obserwacje i analizować na bieżąco zmieniającą się jak w kalejdoskopie sytuację. Bardzo to wciągające i trudno było mi odłożyć książkę na później, kiedy tyle się działo. Poza tym fabuła związana z jaskiniami była dla mnie nowością.   

Czytając, odniosłam wrażenie, że pisarka przeprowadziła bardzo szczegółowy research dotyczący eksploracji jaskiń. Akcja, którą umieściła w ciasnych wnętrzach, podnosiła ciśnienie, a realistyczne opisy pomagały wszystko sobie wyobrazić.  

Nie do końca przypadł mi do gustu pomysł czarnych kartek i białego tekstu, ale możliwe, że jest to związane z tym, że czytam głównie wieczorem i przy sztucznym świetle czarne kartki mnie spowalniały. Rozumiem jednak, że autorka chciała taką kolorystyką podkreślić jaskiniowy mrok i narastające napięcie.       

"Strzępki sumień" to opowieść o ludzkich granicach i konsekwencjach podejmowanych decyzji. Hermetyczne wnętrza jaskiń, będące miejscem akcji, podsycają niepokojącą atmosferę i wywołują dreszczyk emocji. 

Polecam!

sobota, 11 kwietnia 2026

"Upiór" Maciej Siembieda - recenzja


Tytuł: "Upiór"
Autor: Maciej Siembieda
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 336 
Wydawnictwo AGORA
Cykl: Jakub Kania, tom 8

Moja ocena: 5/6

Najnowsza powieść Macieja Siembiedy "Upiór" to kolejny tom przygód już nie prokuratora, ale śledczego towarzystwa ubezpieczeniowego, Jakuba Kani. Tym razem główne wątki krążyły wokół biznesu funeralnego i tafefobii, czyli lęku przed pogrzebaniem żywcem. 

Początek tej historii to wielkie tąpnięcie dla fanów Jakuba, ponieważ śledczy podczas pobytu na basenie... umiera. I znika na dłuższą chwilę z kart powieści. Zaczyna się natomiast zupełnie inna opowieść, w której pierwsze skrzypce gra rodzina Kopczyńskich ze swoim pomysłem na biznes. Czym może zająć się w życiu dorosłym małżeństwo gotów? Oczywiście pochówkami. Zakładając Dom Pogrzebowy Kopczyńskich chyba jednak nie spodziewali się tego, jak potoczą się wydarzenia w ich życiu zarówno zawodowym, jak i prywatnym. 

Oprócz losów wspomnianej rodziny, gdzie po pewnym czasie pojawi się również córka, Beata, która przejmie firmę po rodzicach, autor poruszył wątek seansów spirytystycznych czy wynalazków dla osób bojących się pogrzebania żywcem i tego, jak można bezdusznie wykorzystywać ludzi będących w żałobie. 

Trzeci temat, o którym niewiele do tej pory wiedziałam, to postać Władysława Reymonta, która również odgrywa tutaj sporą rolę. Dzięki jednemu z bohaterów, który był niezwykle związany ze wspomnianym pisarzem, czytelnik pozna niechlubne wydarzenia z życia noblisty, o których nie mówi się zbyt często. 

Wszystkie te wątki łączy między innymi postać Kopczyńskiego i konsekwencje podejmowanych przez niego decyzji. Robi się dość nerwowo, kiedy ojciec Beaty orientuje się, że wdepnął w coś bardzo niebezpiecznego i trudno mu będzie się z tego wyplątać.   

Akcja w powieści nie jest szczególnie dynamiczna. Może jest to związane z tematyką dotyczącą śmierci, a może po prostu taki był zamysł autora. W każdym razie Kuba podejmuje się śledztwa, które może zaprowadzić go w bardzo niebezpieczne rejony, ale przecież to KANIA, więc z pewnością się go podejmie, nawet jeśli Kasia będzie mu ciosała kołki na głowie. 

Po lekturze, jak zwykle, będą wyjaśnienia, co z opisanych wydarzeń miało miejsce naprawdę, a co było jedynie fikcją literacką.

Kolejna przygoda Jakuba była może trochę inna i mniej naszpikowana historycznymi ciekawostkami, ale i tak czytało mi się bardzo dobrze.


sobota, 4 kwietnia 2026

"Chłód" Weronika Mathia - recenzja

Tytuł: "Chłód"
Autor: Weronika Mathia
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 5/6

"Chłód" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Weroniki Mathii. Myślę, że po tej lekturze sięgnę po pozostałe powieści autorki.

Szymon Biały po trzydziestu latach odsiadki za zabicie kolegi wychodzi na wolność. Wprowadza się do przygotowanego dla niego pokoju w domu syna Przemka i jego rodziny. Mężczyzna jest już stary i schorowany, wiecznie smutny, cichy i skryty. Wielu mieszkańców Pasymia obserwuje go i wygłasza nieprzychylne uwagi. Praktycznie cała społeczność podchodzi do niego z dystansem, nawet własna rodzina do końca mu nie ufa. Wszyscy lokalsi wciąż żyją tragedią sprzed lat, której miejsce, ośrodek wypoczynkowy Rudka, teraz stoi opuszczone, jak wyrzut sumienia. 

Najwięcej czasu z dziadkiem spędza jeden z jego dwóch wnuków, Patryk. Od dziecka wyszydzany przez rówieśników za bycie innym i odwagę wyrażania siebie poprzez fryzurę, makijaż czy stroje, które kompletnie nie pasują do chłopięcego stylu. Drugi wnuk, Dawid, stroni od dziadka, a wnuczka, Magda, bliźniaczka Patryka, choruje na porażenie mózgowe, więc to dziadek odwiedza ją, by zagrać dziewczynie na akordeonie. 

Mijają kolejne dni od wyjścia Szymona z więzienia, a powietrze wydaje się gęstnieć. Tajemnica morderstwa sprzed lat nie daje spokoju, napięcie rośnie, aż w końcu staje się coś, co zmienia wszystko. Na terenie ośrodka Rudka zostają znalezione zwłoki Patryka. Wygląda na to, że chłopak popełnił samobójstwo, jednak możliwe, że ktoś mu pomógł pożegnać się z życiem. Zagadkę śmierci Patryka postanawia rozwiązać Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, której babcia Nina mieszka w Pasymiu. Kobieta rozpoczyna prywatne śledztwo. Interesujące jest to, że starsza pani jest zamieszana w tragedię sprzed lat. Wkrótce zostaje znalezione drugie ciało. Możliwe, że obie zbrodnie są ze sobą powiązane, jednak Karolina potrzebuje czasu, aby rozwikłać tę makabryczną zagadkę. Rzecz jasna, podejrzenia natychmiast padają na Białego seniora. Jednak czy mężczyzna podniósłby rękę na wnuka? Czy w ogóle w jego wieku dałby radę nastolatkowi? Kim jest druga ofiara znaleziona w leśnym bunkrze nieopodal miasteczka? Do poszukiwań mordercy dołącza Dawid, a także Klaudia, siostra drugiej ofiary. Jakie tajemnice odkryją? Czy dramat sprzed lat wiąże się z obecnymi zgonami? Pytania mnożą się podczas lektury.    

Mała miejscowość, którą autorka wybrała na miejsce akcji, idealnie pokazuje mechanizm tworzenia się przez lata klaustrofobicznej atmosfery i napięcia, które budują mieszkający tam ludzie, zamieszani we wspólną tajemnicę. Autorka pisze krótko, acz treściwie, chociaż nie spodziewajcie się informacji podanych na tacy. Trzeba się tu trochę nakombinować, spróbować poukładać podrzucone przez nią klocki. Nie zdziwcie się jednak, jeśli Wam się to nie uda, bo niedopowiedzeń i niejasności, które zaburzają obraz, jest tu całe mnóstwo. I chyba o to chodzi. Śledztwo ujawnia fakty powoli, a i tak nie otrzymujemy odpowiedzi na część pytań. 

Stworzone przez autorkę postacie są wielowymiarowe, do bólu realistyczne, pełne niepewności i rozterek. Można stwierdzić, że pisarka wystawiła swoich bohaterów na ciężką próbę. Poza tym każdy z nich zbudowany jest inaczej. Mamy tu cały wachlarz charakterów. Jest człowiek, który po trzydziestu latach za kratami musi nauczyć się żyć na nowo i stawić czoła obserwującemu go światu, chłopak, który wciąż zbiera cięgi za to, że odstaje  od tradycyjnego wizerunku mężczyzny, starsza kobieta, która chciałaby zbawić cały świat, małżeństwo, które zmaga się między innymi z chorobą dziecka, rodzina naznaczona piętnem morderstwa... Każdy z bohaterów nosi w sobie coś, co go wyróżnia, przy czym nie są to niestety pozytywne cechy, a raczej coś, z czym muszą się zmagać każdego dnia. Ciężaru całej tej opowieści dodają więc nie tylko wątki fabularne, ale także charaktery postaci oraz ich wzajemne relacje, które wciąż się przeplatają.

Książka podzielona jest na rozdziały, których tytuły ukierunkowują czytelnika. Bardzo pomogło mi to uporządkować sobie całość tej historii. Dostajemy tutaj różne perspektywy, które wzajemnie się uzupełniają.     

Jedynym minusem było dla mnie to, że nie mogłam się wystarczająco mocno skupić na tej historii. Dlatego pewnie było mi trudno ogarnąć powiązania między bohaterami, a co za tym idzie - poszczególne wątki i konsekwencje kolejnych zdarzeń. Jednak czytało mi się świetnie i z pewnością sięgnę po pozostałe powieści autorki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


   

czwartek, 2 kwietnia 2026

"Noc trzydziesta" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Noc trzydziesta"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Zalesie, tom 2

Moja ocena: 5/6

Drugi tom serii Zalesie Katarzyny Puzyńskiej już za mną. Wciąż zaznajamiam się z nowymi bohaterami i rozważam, kogo lubię bardziej, a kogo mniej. Z pewnością najbardziej barwną postacią jest Piggy, ale w sumie każda z pojawiających się na kartach powieści osób ma w sobie coś interesującego. 

Komisarz Iwo Wilkowski odkrywa na leśnym parkingu zwłoki młodego małżeństwa azjatyckiego pochodzenia. Siedzą dziwnie upozowani na ławce, a ich obrażenia kojarzą się ze sprawą prowadzoną trzydzieści lat wcześniej, kiedy policja poszukiwała mordercy określanego mianem Amora. Problem w tym, że ten morderca został wtedy pojmany. Czyli to naśladowca czy ktoś w przeszłości popełnił błąd? 

Tydzień później w pobliskim stawie rybnym zostaje odnalezione ciało topielca. Śledczy szybko ustalają jego tożsamość, ale nie wiadomo, dlaczego akurat tego człowieka spotkała śmierć. Policja szuka powiązań ze sprawą sprzed lat i z odnalezionymi zwłokami młodych Azjatów. 

Prokurator Grzegorz Hala ma na głowie spory problem. Włącza się w działania operacyjne Michaliny i Kai, jednak jego własny kłopot, którym jest tajemnicza i bardzo niewygodna przesyłka znaleziona w bagażniku świeżo zakupionego samochodu, doprowadza go do białej gorączki. Nie ma pojęcia, jak rozwiązać powstały przez paczkę problem, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Dziennikarka Oliwia Bacewicz, znienawidzona przez śledczych przez jej specyficzne zachowanie i kompletny brak skrupułów, zdradza podkomisarz Michalinie Murawskiej pewne informacje, które zaprowadzą policjantkę do tajemnicy jej pochodzenia. Miśka jest zszokowana rewelacjami, które sprzedała jej dziennikarka. Do tego dochodzą problemy z nastoletnim synem, Sebastianem, a także trudna relacja z byłym partnerem. Podsumowując, Murawska nie ma łatwo w tym tomie, oj nie. Na szczęście nie jest sama ze swoimi problemami, jednak przychodzi moment, w którym zaczyna się zastanawiać, komu może zaufać.   

Każdy w tej powieści nosi w sobie jakiś sekret. Duszna atmosfera jest wyczuwalna praktycznie cały czas, a kolejne kroki podejmowane przez śledczych nie zawsze prowadzą ich w dobrym kierunku. Interesujące było podążanie za tokiem rozumowania bohaterów. Udało mi się tym razem wytypować sprawcę zanim ta informacja pojawiła się w tekście. Kilka wątków zostało otwartych, a zatem trzeba cierpliwie poczekać na kolejny tom. 

Jeśli chodzi o gabaryt książki, nie uderzył we mnie zupełnie, bo w czytniku tego nie widać :) Ale nie zdziwiłam się rozmiarem tej historii, bo Lipowo mam już dawno za sobą, a tam nie ma krótkich historii. W każdym razie styl autorki sprawia, że czyta się bardzo szybko i płynnie. Do tego dochodzi zmiana narracji, dzięki czemu jest dynamicznie, a przy okazji obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. 

Myślę, że to będzie równie dobra seria, co Lipowo, chociaż będę potrzebowała trochę czasu, żeby się do niej całkowicie przekonać, bo jednak ekipa ze wspomnianego Lipowa była ze mną znacznie dłużej :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


         

środa, 25 marca 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch - recenzja


Tytuł: "Zima pożegnanych"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4

Moja ocena: 6/6

Na ostatni tom serii o Krystynie Lesińskiej czekałam cztery lata, ale zdecydowanie było WARTO. Od wydarzeń opisanych w "Wiośnie zaginionych" minęło kilka lat.

Do emerytowanej policjantki, Krystyny Lesińskiej, zgłasza się młody sąsiad, Miłosz Najder, za którym kobieta nie przepada, ale decyduje się wysłuchać jego prośby. Chłopak przychodzi z nietypową sprawą. Opowiada Lesińskiej, że otrzymał dziwny filmik, który chciałby jej pokazać. Okazuje się, że na nagraniu znajduje się idąca skrajem lasu kobieta. Jest tyłem, więc nie sposób poznać, kto to taki. Analiza elementów znajdujących się na filmie nie wnosi nic nowego. Jest on po prostu za krótki i nie przedstawia nic poza idącą w mroku kobietą i drzewami. Kiedy Miłosz dostaje kolejny film, nagranie jest odrobinę dłuższe i znów przedstawia tę sama kobietę. Krystyna, chociaż początkowo uważała, że ktoś robi sobie z chłopaka żarty, postanowiła poprosić o pomoc przy analizie filmu wnuka. Młody mężczyzna ma pewne umiejętności, które mogą się przydać w tej sytuacji. Po pewnym czasie Miłosz odbiera trzeci film, z którego wnuk Krystyny jest w stanie wyciągnąć już całkiem sporo informacji. Czy jest sposób, aby odnaleźć tajemniczą blondynkę? Czy faktycznie grozi jej niebezpieczeństwo, o czym jest przekonany Miłosz? Krystyna wkręca się w prywatne śledztwo, podczas którego korzysta ze znajomości, które pozostały jej po służbie w policji. W działaniach pomaga emerytowanej policjantce pisarz interesujący się true crime, Olgierd Darski. Akcja przyspiesza, kiedy po pewnym czasie do tego duetu dociera informacja o podwójnym zabójstwie. Ofiarami są tajemnicza blondynka, która została w końcu zidentyfikowana jako Dorota Podgórska, i... Miłosz Najder. 

Autorka stworzyła w powieści bardzo realistyczny świat. Naturalnie prowadzone rozmowy i dialogi bohaterów napędzają akcję, a ich dopracowane charaktery sprawiają, że zdają się być ludźmi z krwi i kości. 

Uwielbiam styl pisania Anny Kańtoch i tą wieczną niepewność, co do rozwoju akcji. Jak tylko już, już mam wrażenie, że idę dobrym tropem, autorka rozwiewa moje nadzieje, podrzucając kolejną wskazówkę, która kompletnie zmienia sytuację :D Ale ja lubię takie niespodzianki, bo mogę kombinować od nowa. I, rzecz jasna, nie odkryłam prawdy przed finałem. Ale co tam, i tak świetnie się bawiłam podczas lektury i naprawdę żałuję, że mamy tylko cztery pory roku. Może nie byłoby źle wykorzystać te dodatkowe, czyli wiecie: przedwiośnie, polecie czy przedzimie? Wtedy tomów serii mogłoby być więcej. Krystyna na pewno nie jest jeszcze zmęczona śledztwami na emeryturze :D

Polecam gorąco całą serię!


     

niedziela, 22 marca 2026

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz - recenzja


 Tytuł: "Gen zła"
Autor: Katarzyna Wolwowicz
Czas trwania: 7 h 58 minut
Lektor: Filip Kosior
Wydawnictwo: Zwierciadło
Cykl: Komisarz Olga Balicka, tom 11

Moja ocena: 6/6

"Gen zła" to jedenasty tom serii o przygodach komisarz Olgi Balickiej. Przyjemnie było wrócić do świata Olgi i Kornela, a także obserwować ich kolejną sprawę.

Tym razem historia zaczyna się w chwili, kiedy Olga budzi się związana w ciemności. Pamięta, że została pobita i kojarzy, że w sprawę zamieszana jest Maria Łagowska, która jednak nie potwierdzi tego, co mówi Olga. Kobieta nie wie, gdzie się znajduje, ale jak to ona, nie poddaje się. Szuka wyjścia z pułapki, co rzecz jasna się udaje, jednak jest to dopiero początek kłopotów. Zostają bowiem odnalezione ciała dwóch kobiet, jednak nie zginęły one w tym samym czasie. 

Drugi wątek dotyczy Tobiasza, którego dzieciństwo skończyło się, kiedy ojciec zabił matkę, w wyniku czego dwunastoletni chłopiec z młodszym braciszkiem trafił do domu dziecka. Szybko okazało się, że pijackie burdy w domu były niczym przy tym, co spotkało go w ośrodku. Ten wątek pokazuje, jak wielki wpływ na teraźniejszość mogą mieć wydarzenia z przeszłości.    

Dynamiczne skoki akcji, świetny styl autorki, realistycznie opisane relacje między bohaterami, elektryzujący głos Filipa Kosiora to tylko kilka argumentów, dla których naprawdę warto poznać tę powieść, chociaż to już jedenasty tom tej serii. Absolutnie świetny, bo autorka nie obniża poprzeczki. Wydarzenia z życia prywatnego bohaterów świetnie komponują się ze śledztwem. Śledczy prowadzący sprawę to policjanci z krwi i kości. Realne problemy i autentyczne zdarzenia sprawiają, że od pierwszych stron wpadamy w sam środek tej opowieści. I nie chcemy wychodzić, dopóki nie poznamy jej zakończenia.

Polecam.

wtorek, 17 marca 2026

"Lokatorka" Frieda McFadden - recenzja


Tytuł: "Lokatorka"
Autor: Frieda McFadden
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 5/6

"Lokatorka" to kolejny thriller psychologiczny Friedy McFadden, po który sięgnęłam i zdecydowanie nadal jestem na TAK. Jak bardzo wciągnęła mnie ta historia, może świadczyć chytry plan, który zagościł w mojej głowie, aby nie iść do pracy, tylko schować się pod kocykiem i czytać! Na szczęście wygrał zdrowy rozsądek, ale naprawdę ciężko było odłożyć tę książkę...

Blake to facet o dość wybujałym ego, jeden z tych, którzy w swoim korpo prą do przodu, nie zważając na konsekwencje. Ma piękną narzeczoną i niedawno kupił kamienicę w Nowym Jorku. Ma zamiar mieszkać w niej z ukochaną kobietą, z którą chce założyć rodzinę. Kiedy wreszcie dostaje posadę, o której marzył, i powoli naciesza się nowym gabinetem i wysoką pozycją, staje się coś, co zmienia jego sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle zostaje wyrzucony z pracy z wilczym biletem, a kredyt za kamienicę sam się nie spłaci. Jego morale powoli się obniża, szczególnie, że fatalna opinia nie pozwala mu znaleźć pracy odpowiadającej jego kwalifikacjom. Narzeczona Krista wspiera go i motywuje, aż w końcu podpowiada rozwiązanie, które nie podoba się mężczyźnie, ale ma świadomość, że naprawdę nie ma innego wyjścia. Muszą znaleźć lokatorkę. Po rozwieszeniu ogłoszenia, na rozmowy zgłaszają się przedziwni ludzie, wśród których jedna wydaje się idealną kandydatką. Whitney Cross właśnie straciła dach nad głową, więc pokój u Kristy i Blake'a byłby wybawieniem. Opór Blake'a zelżał, Krista była zachwycona Whitney, więc kobieta szybko wprowadziła się do kamienicy.

Nie minęło wiele czasu, od kiedy bohaterowie zamieszkali we troje, a w kamienicy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Sąsiad z kamienicy obok dosłownie uwziął się na Blake'a, w kuchni zakotwiczyły setki muszek owocówek, a zapach zaczął przypominać obornik, a nocami mężczyznę budzą hałasy niewiadomego pochodzenia. Idealna lokatorka przestaje być taka idealna, bez skrupułów korzysta z kosmetyków Blake'a i wyjada jego płatki śniadaniowe. Do tego między Kristą i Blake'a coś zaczyna się psuć. Sielanka zamienia się w pełną napięcia atmosferę. Co jest powodem tej sytuacji? Kto psuje relacje między trójką bohaterów? Czy to bezpieczne, zapraszać pod swój dach właściwie obcą osobę? Czy wszyscy wyjdą z tego żywi? 

Styl autorki jest lekki i naprawdę wciągający. Było w powieści kilka fragmentów, które bardziej mnie rozbawiły, niż wystraszyły, ale ogólnie naprawdę mocno się wkręciłam w tę historię. Pogrzeb złotej rybki to był sztos, a najbarwniejszą postacią była dla mnie pewna wróżka.

Jeśli macie chęć na wieczorny relaks z książką, ta powieść sprawdzi się w stu procentach.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


niedziela, 15 marca 2026

"Ostrze sierpa" Andrzej H. Wojaczek - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Ostrze sierpa"
Autor: Andrzej H. Wojaczek
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Żniwo Ognia, tom 2

Moja ocena: 6/6 

Powieść "Ostrze sierpa" autorstwa Andrzeja H. Wojaczka to historyczna opowieść osadzona w realiach II wojny światowej, ukazująca dramat ludzi deportowanych w głąb Związku Radzieckiego. 

Głównym bohaterem jest Teofil Kłosek, który po wydarzeniach z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku zostaje zmuszony do trudnej wędrówki przez łagry, stepy i obce, nieprzyjazne miejsca.

Autor skupia się przede wszystkim na doświadczeniu przetrwania w nieludzkich warunkach. Pokazuje codzienność zesłańców – głód, ciężką pracę i ciągłą niepewność jutra – ale jednocześnie podkreśla znaczenie solidarności i siły charakteru. Dzięki temu historia nie jest jedynie opisem cierpienia, lecz także opowieścią o walce o zachowanie godności. 

Dużą rolę odgrywa symbolika tytułu. „Sierp” można odczytać jako nawiązanie do systemu, który doprowadził do tragedii bohaterów, ale także jako znak narzędzia w rękach człowieka – mogącego zarówno niszczyć, jak i chronić. 

"Ostrze sierpa", drugi tom cyklu Żniwo ognia, to poruszająca powieść historyczna o losie jednostki w starciu z brutalną rzeczywistością wojny. Książka skłania do refleksji nad tym, jak w skrajnych sytuacjach ujawniają się prawdziwe cechy ludzkiego charakteru.

Podczas lektury odniosłam wrażenie, że druga część jest bardziej dynamiczna niż pierwsza. Wiele się dzieje, autor przygotował Teofilowi całe mnóstwo problemów i rzucił mu wiele kłód pod nogi. Obserwujemy mężczyznę w tej nierównej walce z wojenną codziennością przez dwa lata. Dwa lata udręki i cierpienia, ale także niezłomnej siły, która wciąż tli się delikatnym płomieniem. Krótkie chwile stabilizacji związane są ze spotkaniami z ludźmi, którzy pojawiają się na jego trudnej drodze. To dzięki tym ludzkim relacjom w nieludzkim świecie Kłosek idzie dalej, w kierunku przetrwania.

Jestem bardzo ciekawa finału tej poruszającej historii.

Za możliwość przeczytania książki i patronowania dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina



sobota, 14 marca 2026

"O kocie, który ratował bibliotekę" Sosuke Natsukawa - recenzja


Tytuł: "O kocie, który ratował bibliotekę"
Autor: Sosuke Natsukawa
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 245 
Wydawnictwo: ZNAK Koncept
Cykl: Kot, który..., tom 2

Moja ocena: 5/6

Po pierwszym tomie z cyklu Kot, który... autorstwa Sosuke Natsukawy sięgnęłam od razu po tom drugi, czyli "O kocie, który ratował bibliotekę". Byłam ciekawa, czy kontynuacja okaże się równie magiczna i intrygująca, co pierwsza część.

Chociaż w tej powieści również występuje znany nam już z pierwszego tomu Rintaro Natsuki, jej główną bohaterką jest trzynastoletnia Nanami Kosaki, dziewczynka, która uwielbia czytać, a jej ukochanym miejscem jest lokalna biblioteka. Nanami zmaga się z chorobą, która utrudnia jej normalne funkcjonowanie. Jej ojciec natomiast jest bardzo opiekuńczy w stosunku do córki, szczególnie, że matka dziewczynki przedwcześnie zmarła. Nanami nie może robić wielu rzeczy, które dla jej rówieśników są codziennością, jednak czytania i odwiedzania biblioteki nie zamierza sobie odmawiać. 

Kiedy pewnego dnia dostrzega w ukochanej placówce podejrzanego mężczyznę w szarym garniturze, zwraca na niego uwagę i zastanawia się nad jego zachowaniem. W odpowiednim momencie, rzecz jasna, pojawia się również rudy gadający kot. I jak możecie się domyślić, potrzebuje pomocy Nanami. 

I tak rozpoczyna się przygoda, chociaż nowa, to jednak trochę podobna do tej, którą przeżył nieśmiały Rintaro. Teraz Rintaro jest dorosłym żonatym mężczyzną i właścicielem antykwariatu, który odziedziczył po dziadku. Tym razem jednak to nie on wiedzie prym w ratowaniu biblioteki, lecz delikatna nastolatka z astmą, która przezwycięża wszelkie trudności, aby ratować to, co kocha najbardziej - książki.

Świat, do którego wkracza Nanami z kotem Torą, okazuje się miejscem zimnym i nieprzyjaznym, zupełnie jak w dużej mierze ten nam współczesny. Można się wystraszyć jego mieszkańców i ich działań, zmierzających do zniszczenia literatury. Czy Nanami zdoła rozwiązać zagadkę mężczyzny w szarym garniturze? Gdzie znikają książki z bibliotecznych półek? 

Drugi tom trochę mniej mi się podobał, jednak magiczny klimat został zachowany, a morał jest równie filozoficzny, jak w przypadku pierwszej części. Spodziewajcie się wielu fragmentów, nad którymi warto się zatrzymać i zastanowić nad tym, jaką rolę w życiu człowieka odgrywają książki i co tak naprawdę nam daje ich czytanie.

Polecam!


wtorek, 10 marca 2026

"O kocie, który ratował książki" Sosuke Natsukawa - recenzja


Tytuł: "O kocie, który ratował książki"
Autor: Sosuke Natsukawa
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: ZNAK Koncept
Cykl: Kot, który..., tom 1

Moja ocena: 6/6

Jedyna książka japońskiego autora, jaką sobie przypominam, to "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro, którą czytałam dość dawno temu. Pamiętam, że mi się podobała, ale nie zmotywowałam się do poznania innych autorów z Japonii. Muszę jednak doprecyzować, że Kazuo Ishiguro to pisarz brytyjski japońskiego pochodzenia, więc trudno mi powiedzieć, czy jego styl przypomina pisarstwo Japończyków :)

Po powieść "O kocie, który ratował książki" autorstwa Sosuke Natsukawy sięgnęłam oczywiście głównie ze względu na książki w tytule. No i dobra, przyznam się, również z uwagi na piękną okładkę :D Nie ruszył mnie natomiast napis na okładce, że to światowy bestseller. W sumie to nawet go nie zauważyłam, kiedy kupowałam książkę.

"Jeśli czytasz i myślisz sobie, że książka jest trudna, to dlatego, że jest w niej coś dla ciebie nowego. Zetknięcie się z trudną książką to prawdziwa szansa".

Głównym bohaterem powieści jest nastoletni Rintaro Natsuki, który właśnie został na świecie sam. Po śmierci rodziców zaopiekował się nim dziadek, właściciel Antykwariatu Natsuki. Teraz, kiedy i dziadek odszedł, świat chłopca ma się całkowicie zmienić. Wkrótce będzie musiał się przenieść do ciotki, której właściwie nie zna. Przytłoczony sytuacją, nie chodzi do szkoły, tylko przesiaduje w antykwariacie i próbuje oswoić się z tym, co go spotkało. Kiedy pewnego dnia odwiedza go kot mówiący ludzkim głosem, Rintaro nawet nie spodziewa się, jak wyjątkowe wydarzenia staną się jego udziałem. Kot informuje nastolatka, że potrzebuje jego pomocy, a dokładniej - potrzebują jej książki, które ktoś krzywdzi. Natsuki postanawia ruszyć z odsieczą i wejść wraz z kotem (a wkrótce również z koleżanką ze szkoły) do tajemniczego, magicznego świata. Przed naszymi bohaterami otworzą się cztery labirynty, w których spotkają dziwnych ludzi i wymagające wsparcia, niszczone woluminy. Jak nieśmiały i wycofany Rintaro poradzi sobie z uratowaniem książek? Tego dowiecie się z kolejnych rozdziałów.

Styl pisarza jest bardzo plastyczny i przyjemny w odbiorze. W tekście umieścił on wiele interesujących fragmentów o książkach i czytaniu, nad którymi warto się zastanowić. Wiele z nich idealnie nadaje się do cytowania. 

Z przyjemnością obserwowałam przemianę nieśmiałego Rintaro. Początkowo wycofany i przerażony perspektywą przejmowania inicjatywy w jakichkolwiek działaniach, w obronie książek potrafił podjąć walkę i celnymi uwagami zmieniał perspektywę niszczycieli.     

Gdybym miała określić tę historię jednym słowem, chyba wybrałabym: magiczna. Trochę ze względu na gadającego ludzkim głosem kota i przemieszczanie się bohaterów w przestrzeni, a trochę z uwagi na jej klimat, miękki jak kocie futerko.

Polecam! 


niedziela, 8 marca 2026

"Zanim powiesz żegnaj" Reese Witherspoon, Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Zanim powiesz żegnaj"
Autor: Reese Witherspoon, Harlan Coben
Gatunek: thriller medyczny
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6

Kiedy zobaczyłam, że Harlan Coben napisał powieść wspólnie z Reese Witherspoon, postanowiłam sprawdzić, co z tego wyszło, ponieważ lubię zarówno pisarza, jak i aktorkę. Jak zwykle zastanawiałam się podczas lektury, kto napisał poszczególne fragmenty i w ogóle, jak wyglądała praca pisarska w duecie. W przypadku Reese to debiut literacki. Dla Cobena zaś to kolejny thriller. Jak ostatecznie wypadło to literackie combo?

Maggie McCabe to pozbawiona prawa do wykonywania zawodu chirurg plastyczna, która zmaga się z żałobą po stracie męża, również lekarza. Mieszka z siostrą i jej synem, tonie w długach i staje się pośmiewiskiem całego medycznego środowiska, w którym popełnienie błędu lekarskiego skreśla na zawsze z listy pożądanych osób, choćby nie wiadomo jaką do tej pory miało się wspaniałą reputację. 

Maggie jest jedną z najlepszych, dlatego właśnie ją zaprasza na rozmowę przyjaciel jej matki, bardzo poważany lekarz, przedstawiając jej rewelacyjną i dobrze płatną propozycję przeprowadzenia pewnej operacji. Głównym zainteresowanym jest niesamowicie bogaty rosyjski oligarcha, który w całkowitej dyskrecji chce zmienić wygląd swój i swojej kochanki. Maggie dostaje zapewnienie, że jeśli wszystko przebiegnie bez komplikacji, jej problemy i kłopoty jej siostry się skończą. Długi znikną, a sprawa w sądzie, która toczy się przeciwko niej, zostanie umorzona. Poza tym Maggie coraz bardziej brakuje atmosfery sali operacyjnej i wszystkiego, co jest związane z pomaganiem ludziom ze skalpelem w ręku. Kto by się w tej sytuacji nie zdecydował?

Kiedy lekarka przekracza próg posiadłości Olega Ragorawicza, nie ma już odwrotu. Środki bezpieczeństwa, które podejmują pracownicy bogacza, trochę niepokoją Maggie, ale chęć powrotu na salę operacyjną i pozbycia się problemów finansowych są silniejsze niż strach. Wszystko zaczyna się sypać, kiedy po przeprowadzeniu obu operacji kobieta orientuje się, że jej pacjent zniknął, Nadia, jego kochanka, ma na udzie identyczny tatuaż jak jej zmarły mąż, a szef ochrony Ragorawicza nakłania ją do jak najszybszego opuszczenia posiadłości, chociaż początkowe ustalenia były całkiem inne. 

Maggie, zamiast spakować się i wyjechać, rozpoczyna własne śledztwo, w którym  pomaga jej niespodziewanie kobieta Olega. Pojawiają się pewne wątki, które nie dają lekarce spokoju. Skąd na nodze Nadii kopia tatuażu Marka? Dlaczego kochanka Olega udaje przed nim, że nie zna angielskiego? Gdzie podział się przyjaciel Maggie i jej męża, trzeci chirurg Trace? Czy śmierć Marka faktycznie była skutkiem napaści bandytów na ośrodek, w którym pomagał potrzebującym w czasie misji humanitarnej? 

Sporo wydarzeń w tej fabule określiłabym mianem naciąganych. Choćby to, że Maggie, chirurg plastyczny, przeprowadziła transplantację serca. Akcja była niezwykle dynamiczna, na zasadzie "zabili go i uciekł", ale w sumie czytało mi się bardzo dobrze. Poruszone wątki były interesujące, a ujawnione tajemnice sprawiały, że chciałam czytać dalej. Styl powieści sprawił, że ciąg zdarzeń toczył się płynnie i szybko. 

Zakończenie takie trochę bez efektu wow. Liczyłam na jakiś fajerwerk na koniec, ale nie pojawił się. Mimo tego mankamentu polecam, chyba że nie lubicie thrillerów medycznych :)


sobota, 28 lutego 2026

"Droga ku nadziei" Danuta Chlupowa - recenzja


Tytuł: "Droga ku nadziei"
Autor: Danuta Chlupowa
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkami wojennymi
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Książnica
Cykl: Podróż w niechciane, tom 2

Moja ocena: 6/6

Trochę mi to zajęło, ale wreszcie udało mi się poznać zakończenie dylogii z cyklu Podróż w niechciane Danuty Chlupowej. Drugi tom nosi tytuł "Droga ku nadziei" i o tym właśnie opowiada. O powrocie do życia po strasznych wojennych doświadczeniach. 

Z przyjemnością wróciłam do świata dwóch silnych i odważnych kobiet, Bogusi i Jadwigi, chociaż wspomnianą przyjemność, dzięki lekturze, odczuwałam tylko ja, ponieważ obu bohaterkom los zgotował naprawdę trudne chwile w wojennej rzeczywistości.

Bogusia Brzezińska wciąż pozostaje w związku z Florianem, za którym bardzo tęskni, ale chwilowo mieszka z córeczką Urszulką w Krakowie, gdzie pomaga w gospodarstwie domowym i opiece nad dziećmi niepełnosprawnej Lucynie Mączkowej. Początkowa niechęć kobiet do siebie zamienia się w przyjaźń, a Urszulka bardzo przywiązuje się do dzieci Lucyny, które traktuje jak rodzeństwo. Tym trudniej jest zarówno Bogusi, jak i Urszulce pożegnać się z nimi, by wyruszyć do Drogomyśla, gdzie czeka na nie Florian. Nikt jednak nie spodziewa się tego, że kiedy wreszcie dotrą na wieś, masztalerz znów zostanie przeniesiony, a one znajdą się na łasce obcych ludzi. Czas pokaże, czy Brzezińska z córką zostaną na wsi i czy narzeczeństwo Bogusi i Floriana zakończy się ślubem.

Jadwiga Paterek czuje, że jej serce coraz mocniej bije dla znacznie starszego od niej Mieczysława. Poznała go w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku, na samym początku wojny. Od tej chwili minęło już kilka lat, a jej uczucie nie wygasło, chociaż Mieczysław waha się, zdając sobie sprawę z różnicy wieku, która ich dzieli. Poza tym Jadzia szybko przekonuje się, że znajomość z członkiem Armii Krajowej, który aktywnie działa w podziemiu, może być bardzo niebezpieczna. Jedno z ich spotkań kończy się bowiem w więzieniu w lubelskim zamku. Nie będzie to jednak jedyny problem, który pojawi się między tą parą. Zarówno Jadzia, jak i Mietek, będą musieli przemyśleć swoje uczucia i podjąć niezwykle ważną decyzję, która zaważy na całym ich życiu.

Styl autorki zachęca do lektury i sprawia, że z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik głębiej wchodzi w relacje bohaterów. Stają mu się oni bliscy, a ich losy przeżywa, jakby mieszkali obok w realnym życiu. Możliwe, że jest to związane między innymi z decyzją autorki o stworzeniu historii na podstawie prawdziwych wydarzeń. W trakcie lektury znajdziecie przypisy z informacją, które z opisywanych postaci są autentyczne. Wspaniale odmalowane i dopracowane tło społeczne uzupełnia sytuacje, które wymyśliła dla swoich bohaterów autorka. 

Zdecydowanie polecam Wam dylogię Droga w niechciane. Warto poświęcić czas, aby poznać jej bohaterów i ich niełatwe losy. Na długo zostają w pamięci.

   

czwartek, 26 lutego 2026

"Lodowa pułapka" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Lodowa pułapka"
Autor: James Rollins
Gatunek: sensacja, sci-fi
Liczba stron: 494
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6 

James Rollins to amerykański pisarz z polskimi korzeniami, którego powieści pochłaniam, jak tylko pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Jedną z nich jest "Lodowa pułapka", wydana w Polsce w dwa tysiące szóstym roku, ale trudno ją było zdobyć, ponieważ wznowienie pojawiło się dopiero w styczniu tego roku. Jest to jedna z pierwszych powieści Rollinsa, ale już można w niej dostrzec styl, który nie opuszcza go do tej pory - dużo dynamiki i niespodziewane zwroty akcji. Fakty naukowe pomieszane z fantastyką, ale świetnie współgrające, co pozwala na rozważanie, czy to wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę.

Na biegunie północnym znajduje się Stacja Polarna Grendel. Jest to miejsce kryjące makabryczną tajemnicę, związaną z pewnym sowieckim eksperymentem sprzed wielu lat. Ponieważ działania naukowców na stacji uznano za nieetyczne, postanowiono nie ujawniać wyników ich pracy. Kiedy współczesny amerykański statek badawczy natrafia przypadkiem na zapomnianą, ukrytą pod lodem stację naukową, sytuacja szybko się zmienia. Rosjanie są gotowi na wiele, aby uniemożliwić Amerykanom ujawnienie tajnych do tej pory badań. 

W tym samym czasie Matt Pike, mieszkaniec Alaski i były komandos, jest świadkiem katastrofy samolotu w górach Arktyki. Pilot ginie, jednak pasażerowi udaje się przeżyć i Matt pomaga mu przetrwać. Szybko okazuje się, że rozbicie się samolotu to nie przypadek, a uratowany mężczyzna jest ścigany. Decydując się na uratowanie nieznajomego, który okazuje się być reporterem wysłanym w celu napisania artykułu o tajemniczej sowieckiej stacji naukowej, Matt zostaje wciągnięty w ciąg zdarzeń, które okazują się bardzo niebezpieczne. Obaj podejmują walkę o przetrwanie, a przy okazji dążą do poznania prawdy o eksperymentach prowadzonych w stacji polarnej Grendel. 

Oprócz Matta i dziennikarza w powieści natraficie na całe mnóstwo ciekawych bohaterów. Wśród nich znajdzie się wielu naukowców, wojskowych, a także była żona Matta, Inuitka. Łączy ją z mężczyzną wspólny dramat, który równocześnie ich rozdzielił. Odkrycie strasznej tajemnicy ukrytej stacji polarnej to dla niej dodatkowy szok, ponieważ badania tam prowadzone dotyczyły rdzennej grupy ludności arktycznej, a więc jej pobratymców. 

Dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się mojego ulubionego bohatera z cyklu Sigma, Kowalskiego, który tutaj jest matem i bierze czynny udział w walce o przetrwanie w polarnej bazie i jej otoczeniu. Uwielbiam sceny z jego udziałem i dialogi, w których uczestniczy.      

Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, jak to u Rollinsa. Końcówka może nawet jest trochę zbyt nakręcona, ale ostatecznie całość bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie dość szybko. Potrzebowałam tylko trochę czasu na starcie, żeby połączyć bohaterów i zapamiętać, kto jest kim i z kim trzyma :)

Zdecydowanie polecam!

wtorek, 17 lutego 2026

"Wampir z Woźnickich Dołów" Konrad Chęciński - recenzja


Tytuł: "Wampir z Woźnickich Dołów"
Autor: Konrad Chęciński
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: MOVA

Moja ocena: 6/6

"Wampir z Woźnickich Dołów" to pierwsza książka Konrada Chęcińskiego, którą miałam okazję przeczytać, jednak nie jest to debiut tego autora. Przyznam, że do lektury zachęcił mnie opis, a konkretnie informacja, że wśród opisanych wątków znajdę taki z zamordowaną bibliotekarką. No przecież nie przeszłabym obojętnie obok takiej historii! 

W listopadowy poranek w cichej bibliotece szkolnej, umiejscowionej poza budynkiem szkoły, zostają znalezione zwłoki pracującej tam od lat bibliotekarki, Haliny Madej. Kobieta była znana w Woźnickich Dołach jako dość dziwna i mocno wycofana osoba, która z nikim nie utrzymywała kontaktów. Mieszkała w jednym gospodarstwie z bratem, również dość specyficznym człowiekiem. 

Kiedy na miejscu zbrodni pojawiają się śledczy, ich działania ujawniają jeden wielki chaos, jakby ktoś czegoś szukał. A zatem co mogło się stać kobiecie? Czy nakryła przypadkowego włamywacza i dlatego zginęła? Czy raczej posiadała coś, po co przyszedł morderca? Podczas pracy policjanci znajdują wśród rozrzuconych w pomieszczeniu książek zagadkowe zdjęcie trójki dzieci z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Możliwe, że to jakaś wskazówka do rozwiązania zagadki popełnionej zbrodni.

Sprawę prowadzi inspektor Nikifor Poradecki. Metodycznie analizuje pojawiające się tropy i powoli dopasowuje elementy kryminalnej układanki, zaczynając od sekretów starego dworu, który z czasem zamieniono w cieszący się złą sławą sierociniec. Wraz z inspektorem nad sprawą pracuje pani prokurator Anna Rajkowska, której życie prywatne w pewnym momencie splecie się z niektórymi wątkami śledztwa. 

W tak małych miejscowościach mieszkańcy najczęściej wolą milczeć, chociaż wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. W przypadku Woźnickich Dołów nie jest inaczej, atmosfera jest napięta i aż gęsta od niedopowiedzeń. Czego dowiedzą się śledczy od mieszkańców? Co uda im się wyrwać z odmętów historii tego miejsca? Czy ktoś jeszcze straci życie, zanim policjanci powiążą wszystkie fakty i odkryją prawdę?        

Po lekturze tej wciągającej powieści z pewnością sięgnę po dwie pozostałe książki autora z serii o oficerze Piotrze Wernerze.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MOVA

sobota, 14 lutego 2026

"Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL" Grzegorze Wielgus - recenzja

Tytuł: "Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL"
Autor: Grzegorz Wielgus
Gatunek: kryminał, sensacja 
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 6/6

"Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL" to druga powieść Grzegorza Wielgusa, którą miałam okazję przeczytać. Byłam bardzo ciekawa, jak autor opisał historię, której finał jest powszechnie znany. Przedstawioną przez pisarza zbrodnią żyła kiedyś cała Polska. 

Książka ta to zbeletryzowana wersja krwawej zbrodni z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego szóstego roku. Mieszkańcy miejscowości Poręba wracają autokarem do domów po pasterce. Wśród nocnej ciszy, przy trasie, ich oczom ukazuje się makabryczny widok. Na drodze leży martwa ciężarna kobieta, a obok niej zwłoki jej męża i nastoletniego brata. Lokalni milicjanci i prokuratura orzekają, iż był to wypadek. Tubylcy nabierają wody w usta, chociaż byli na miejscu, kiedy rozgrywały się wydarzenia. Niewiele można zdziałać, ponieważ znikają kluczowe dowody, które mogłyby zmienić bieg śledztwa. Zmowa milczenia sprawia, że mordercy pozostają bezkarni. Na szczęście pojawia się ktoś, kto decyduje się nie przechodzić obojętnie obok tej koszmarnej zbrodni.

Do Poręby przyjeżdża z Krakowa komisarz Oskar Grewling, którego zadaniem jest dotarcie do prawdy. Od razu natyka się on jednak na mur niechęci, zbudowany przez mieszkańców. Milicjant szybko orientuje się, kto pociąga tu za sznurki, manipuluje sąsiadami i zastrasza ich, aby nie zdradzili tajemnicy tamtej nocy. Na szczęście śledczy nie zamierza się poddać i powoli, ale jak taran dąży do rozwiązania makabrycznej zagadki. 

Akcja zagęszcza się, kiedy dzięki zeznaniom jednego ze świadków prokurator zarządza ekshumację trzech ofiar, przez co pojawiają się wreszcie dowody na to, że była to straszna zbrodnia, a nie wypadek. Od tego momentu śledztwo nabiera rumieńców, a ekipa śledczych odkrywa kolejne elementy układanki. 

Najstraszniejsze w całej tej sprawie było według mnie to, że świadkowie potrafili zgodnie milczeć, kryjąc morderców, żyjących obok nich jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.

Autor świetnie odtworzył prowadzone przez milicję śledztwo, a także ówczesne realia, będące tłem rozgrywających się wydarzeń. Czytając, czułam się, jakbym była ich uczestniczką, a nie obserwatorką. 

Zdecydowanie polecam, ale uprzedzam, powieść niesamowicie wciąga!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Initium