czwartek, 2 kwietnia 2026

"Noc trzydziesta" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Noc trzydziesta"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Zalesie, tom 2

Moja ocena: 5/6

Drugi tom serii Zalesie Katarzyny Puzyńskiej już za mną. Wciąż zaznajamiam się z nowymi bohaterami i rozważam, kogo lubię bardziej, a kogo mniej. Z pewnością najbardziej barwną postacią jest Piggy, ale w sumie każda z pojawiających się na kartach powieści osób ma w sobie coś interesującego. 

Komisarz Iwo Wilkowski odkrywa na leśnym parkingu zwłoki młodego małżeństwa azjatyckiego pochodzenia. Siedzą dziwnie upozowani na ławce, a ich obrażenia kojarzą się ze sprawą prowadzoną trzydzieści lat wcześniej, kiedy policja poszukiwała mordercy określanego mianem Amora. Problem w tym, że ten morderca został wtedy pojmany. Czyli to naśladowca czy ktoś w przeszłości popełnił błąd? 

Tydzień później w pobliskim stawie rybnym zostaje odnalezione ciało topielca. Śledczy szybko ustalają jego tożsamość, ale nie wiadomo, dlaczego akurat tego człowieka spotkała śmierć. Policja szuka powiązań ze sprawą sprzed lat i z odnalezionymi zwłokami młodych Azjatów. 

Prokurator Grzegorz Hala ma na głowie spory problem. Włącza się w działania operacyjne Michaliny i Kai, jednak jego własny kłopot, którym jest tajemnicza i bardzo niewygodna przesyłka znaleziona w bagażniku świeżo zakupionego samochodu, doprowadza go do białej gorączki. Nie ma pojęcia, jak rozwiązać powstały przez paczkę problem, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Dziennikarka Oliwia Bacewicz, znienawidzona przez śledczych przez jej specyficzne zachowanie i kompletny brak skrupułów, zdradza podkomisarz Michalinie Murawskiej pewne informacje, które zaprowadzą policjantkę do tajemnicy jej pochodzenia. Miśka jest zszokowana rewelacjami, które sprzedała jej dziennikarka. Do tego dochodzą problemy z nastoletnim synem, Sebastianem, a także trudna relacja z byłym partnerem. Podsumowując, Murawska nie ma łatwo w tym tomie, oj nie. Na szczęście nie jest sama ze swoimi problemami, jednak przychodzi moment, w którym zaczyna się zastanawiać, komu może zaufać.   

Każdy w tej powieści nosi w sobie jakiś sekret. Duszna atmosfera jest wyczuwalna praktycznie cały czas, a kolejne kroki podejmowane przez śledczych nie zawsze prowadzą ich w dobrym kierunku. Interesujące było podążanie za tokiem rozumowania bohaterów. Udało mi się tym razem wytypować sprawcę zanim ta informacja pojawiła się w tekście. Kilka wątków zostało otwartych, a zatem trzeba cierpliwie poczekać na kolejny tom. 

Jeśli chodzi o gabaryt książki, nie uderzył we mnie zupełnie, bo w czytniku tego nie widać :) Ale nie zdziwiłam się rozmiarem tej historii, bo Lipowo mam już dawno za sobą, a tam nie ma krótkich historii. W każdym razie styl autorki sprawia, że czyta się bardzo szybko i płynnie. Do tego dochodzi zmiana narracji, dzięki czemu jest dynamicznie, a przy okazji obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. 

Myślę, że to będzie równie dobra seria, co Lipowo, chociaż będę potrzebowała trochę czasu, żeby się do niej całkowicie przekonać, bo jednak ekipa ze wspomnianego Lipowa była ze mną znacznie dłużej :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


         

środa, 25 marca 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch - recenzja


Tytuł: "Zima pożegnanych"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4

Moja ocena: 6/6

Na ostatni tom serii o Krystynie Lesińskiej czekałam cztery lata, ale zdecydowanie było WARTO. Od wydarzeń opisanych w "Wiośnie zaginionych" minęło kilka lat.

Do emerytowanej policjantki, Krystyny Lesińskiej, zgłasza się młody sąsiad, Miłosz Najder, za którym kobieta nie przepada, ale decyduje się wysłuchać jego prośby. Chłopak przychodzi z nietypową sprawą. Opowiada Lesińskiej, że otrzymał dziwny filmik, który chciałby jej pokazać. Okazuje się, że na nagraniu znajduje się idąca skrajem lasu kobieta. Jest tyłem, więc nie sposób poznać, kto to taki. Analiza elementów znajdujących się na filmie nie wnosi nic nowego. Jest on po prostu za krótki i nie przedstawia nic poza idącą w mroku kobietą i drzewami. Kiedy Miłosz dostaje kolejny film, nagranie jest odrobinę dłuższe i znów przedstawia tę sama kobietę. Krystyna, chociaż początkowo uważała, że ktoś robi sobie z chłopaka żarty, postanowiła poprosić o pomoc przy analizie filmu wnuka. Młody mężczyzna ma pewne umiejętności, które mogą się przydać w tej sytuacji. Po pewnym czasie Miłosz odbiera trzeci film, z którego wnuk Krystyny jest w stanie wyciągnąć już całkiem sporo informacji. Czy jest sposób, aby odnaleźć tajemniczą blondynkę? Czy faktycznie grozi jej niebezpieczeństwo, o czym jest przekonany Miłosz? Krystyna wkręca się w prywatne śledztwo, podczas którego korzysta ze znajomości, które pozostały jej po służbie w policji. W działaniach pomaga emerytowanej policjantce pisarz interesujący się true crime, Olgierd Darski. Akcja przyspiesza, kiedy po pewnym czasie do tego duetu dociera informacja o podwójnym zabójstwie. Ofiarami są tajemnicza blondynka, która została w końcu zidentyfikowana jako Dorota Podgórska, i... Miłosz Najder. 

Autorka stworzyła w powieści bardzo realistyczny świat. Naturalnie prowadzone rozmowy i dialogi bohaterów napędzają akcję, a ich dopracowane charaktery sprawiają, że zdają się być ludźmi z krwi i kości. 

Uwielbiam styl pisania Anny Kańtoch i tą wieczną niepewność, co do rozwoju akcji. Jak tylko już, już mam wrażenie, że idę dobrym tropem, autorka rozwiewa moje nadzieje, podrzucając kolejną wskazówkę, która kompletnie zmienia sytuację :D Ale ja lubię takie niespodzianki, bo mogę kombinować od nowa. I, rzecz jasna, nie odkryłam prawdy przed finałem. Ale co tam, i tak świetnie się bawiłam podczas lektury i naprawdę żałuję, że mamy tylko cztery pory roku. Może nie byłoby źle wykorzystać te dodatkowe, czyli wiecie: przedwiośnie, polecie czy przedzimie? Wtedy tomów serii mogłoby być więcej. Krystyna na pewno nie jest jeszcze zmęczona śledztwami na emeryturze :D

Polecam gorąco całą serię!


     

niedziela, 22 marca 2026

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz - recenzja


 Tytuł: "Gen zła"
Autor: Katarzyna Wolwowicz
Czas trwania: 7 h 58 minut
Lektor: Filip Kosior
Wydawnictwo: Zwierciadło
Cykl: Komisarz Olga Balicka, tom 11

Moja ocena: 6/6

"Gen zła" to jedenasty tom serii o przygodach komisarz Olgi Balickiej. Przyjemnie było wrócić do świata Olgi i Kornela, a także obserwować ich kolejną sprawę.

Tym razem historia zaczyna się w chwili, kiedy Olga budzi się związana w ciemności. Pamięta, że została pobita i kojarzy, że w sprawę zamieszana jest Maria Łagowska, która jednak nie potwierdzi tego, co mówi Olga. Kobieta nie wie, gdzie się znajduje, ale jak to ona, nie poddaje się. Szuka wyjścia z pułapki, co rzecz jasna się udaje, jednak jest to dopiero początek kłopotów. Zostają bowiem odnalezione ciała dwóch kobiet, jednak nie zginęły one w tym samym czasie. 

Drugi wątek dotyczy Tobiasza, którego dzieciństwo skończyło się, kiedy ojciec zabił matkę, w wyniku czego dwunastoletni chłopiec z młodszym braciszkiem trafił do domu dziecka. Szybko okazało się, że pijackie burdy w domu były niczym przy tym, co spotkało go w ośrodku. Ten wątek pokazuje, jak wielki wpływ na teraźniejszość mogą mieć wydarzenia z przeszłości.    

Dynamiczne skoki akcji, świetny styl autorki, realistycznie opisane relacje między bohaterami, elektryzujący głos Filipa Kosiora to tylko kilka argumentów, dla których naprawdę warto poznać tę powieść, chociaż to już jedenasty tom tej serii. Absolutnie świetny, bo autorka nie obniża poprzeczki. Wydarzenia z życia prywatnego bohaterów świetnie komponują się ze śledztwem. Śledczy prowadzący sprawę to policjanci z krwi i kości. Realne problemy i autentyczne zdarzenia sprawiają, że od pierwszych stron wpadamy w sam środek tej opowieści. I nie chcemy wychodzić, dopóki nie poznamy jej zakończenia.

Polecam.

wtorek, 17 marca 2026

"Lokatorka" Frieda McFadden - recenzja


Tytuł: "Lokatorka"
Autor: Frieda McFadden
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 5/6

"Lokatorka" to kolejny thriller psychologiczny Friedy McFadden, po który sięgnęłam i zdecydowanie nadal jestem na TAK. Jak bardzo wciągnęła mnie ta historia, może świadczyć chytry plan, który zagościł w mojej głowie, aby nie iść do pracy, tylko schować się pod kocykiem i czytać! Na szczęście wygrał zdrowy rozsądek, ale naprawdę ciężko było odłożyć tę książkę...

Blake to facet o dość wybujałym ego, jeden z tych, którzy w swoim korpo prą do przodu, nie zważając na konsekwencje. Ma piękną narzeczoną i niedawno kupił kamienicę w Nowym Jorku. Ma zamiar mieszkać w niej z ukochaną kobietą, z którą chce założyć rodzinę. Kiedy wreszcie dostaje posadę, o której marzył, i powoli naciesza się nowym gabinetem i wysoką pozycją, staje się coś, co zmienia jego sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle zostaje wyrzucony z pracy z wilczym biletem, a kredyt za kamienicę sam się nie spłaci. Jego morale powoli się obniża, szczególnie, że fatalna opinia nie pozwala mu znaleźć pracy odpowiadającej jego kwalifikacjom. Narzeczona Krista wspiera go i motywuje, aż w końcu podpowiada rozwiązanie, które nie podoba się mężczyźnie, ale ma świadomość, że naprawdę nie ma innego wyjścia. Muszą znaleźć lokatorkę. Po rozwieszeniu ogłoszenia, na rozmowy zgłaszają się przedziwni ludzie, wśród których jedna wydaje się idealną kandydatką. Whitney Cross właśnie straciła dach nad głową, więc pokój u Kristy i Blake'a byłby wybawieniem. Opór Blake'a zelżał, Krista była zachwycona Whitney, więc kobieta szybko wprowadziła się do kamienicy.

Nie minęło wiele czasu, od kiedy bohaterowie zamieszkali we troje, a w kamienicy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Sąsiad z kamienicy obok dosłownie uwziął się na Blake'a, w kuchni zakotwiczyły setki muszek owocówek, a zapach zaczął przypominać obornik, a nocami mężczyznę budzą hałasy niewiadomego pochodzenia. Idealna lokatorka przestaje być taka idealna, bez skrupułów korzysta z kosmetyków Blake'a i wyjada jego płatki śniadaniowe. Do tego między Kristą i Blake'a coś zaczyna się psuć. Sielanka zamienia się w pełną napięcia atmosferę. Co jest powodem tej sytuacji? Kto psuje relacje między trójką bohaterów? Czy to bezpieczne, zapraszać pod swój dach właściwie obcą osobę? Czy wszyscy wyjdą z tego żywi? 

Styl autorki jest lekki i naprawdę wciągający. Było w powieści kilka fragmentów, które bardziej mnie rozbawiły, niż wystraszyły, ale ogólnie naprawdę mocno się wkręciłam w tę historię. Pogrzeb złotej rybki to był sztos, a najbarwniejszą postacią była dla mnie pewna wróżka.

Jeśli macie chęć na wieczorny relaks z książką, ta powieść sprawdzi się w stu procentach.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


niedziela, 15 marca 2026

"Ostrze sierpa" Andrzej H. Wojaczek - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Ostrze sierpa"
Autor: Andrzej H. Wojaczek
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Żniwo Ognia, tom 2

Moja ocena: 6/6 

Powieść "Ostrze sierpa" autorstwa Andrzeja H. Wojaczka to historyczna opowieść osadzona w realiach II wojny światowej, ukazująca dramat ludzi deportowanych w głąb Związku Radzieckiego. 

Głównym bohaterem jest Teofil Kłosek, który po wydarzeniach z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku zostaje zmuszony do trudnej wędrówki przez łagry, stepy i obce, nieprzyjazne miejsca.

Autor skupia się przede wszystkim na doświadczeniu przetrwania w nieludzkich warunkach. Pokazuje codzienność zesłańców – głód, ciężką pracę i ciągłą niepewność jutra – ale jednocześnie podkreśla znaczenie solidarności i siły charakteru. Dzięki temu historia nie jest jedynie opisem cierpienia, lecz także opowieścią o walce o zachowanie godności. 

Dużą rolę odgrywa symbolika tytułu. „Sierp” można odczytać jako nawiązanie do systemu, który doprowadził do tragedii bohaterów, ale także jako znak narzędzia w rękach człowieka – mogącego zarówno niszczyć, jak i chronić. 

"Ostrze sierpa", drugi tom cyklu Żniwo ognia, to poruszająca powieść historyczna o losie jednostki w starciu z brutalną rzeczywistością wojny. Książka skłania do refleksji nad tym, jak w skrajnych sytuacjach ujawniają się prawdziwe cechy ludzkiego charakteru.

Podczas lektury odniosłam wrażenie, że druga część jest bardziej dynamiczna niż pierwsza. Wiele się dzieje, autor przygotował Teofilowi całe mnóstwo problemów i rzucił mu wiele kłód pod nogi. Obserwujemy mężczyznę w tej nierównej walce z wojenną codziennością przez dwa lata. Dwa lata udręki i cierpienia, ale także niezłomnej siły, która wciąż tli się delikatnym płomieniem. Krótkie chwile stabilizacji związane są ze spotkaniami z ludźmi, którzy pojawiają się na jego trudnej drodze. To dzięki tym ludzkim relacjom w nieludzkim świecie Kłosek idzie dalej, w kierunku przetrwania.

Jestem bardzo ciekawa finału tej poruszającej historii.

Za możliwość przeczytania książki i patronowania dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina



sobota, 14 marca 2026

"O kocie, który ratował bibliotekę" Sosuke Natsukawa - recenzja


Tytuł: "O kocie, który ratował bibliotekę"
Autor: Sosuke Natsukawa
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 245 
Wydawnictwo: ZNAK Koncept
Cykl: Kot, który..., tom 2

Moja ocena: 5/6

Po pierwszym tomie z cyklu Kot, który... autorstwa Sosuke Natsukawy sięgnęłam od razu po tom drugi, czyli "O kocie, który ratował bibliotekę". Byłam ciekawa, czy kontynuacja okaże się równie magiczna i intrygująca, co pierwsza część.

Chociaż w tej powieści również występuje znany nam już z pierwszego tomu Rintaro Natsuki, jej główną bohaterką jest trzynastoletnia Nanami Kosaki, dziewczynka, która uwielbia czytać, a jej ukochanym miejscem jest lokalna biblioteka. Nanami zmaga się z chorobą, która utrudnia jej normalne funkcjonowanie. Jej ojciec natomiast jest bardzo opiekuńczy w stosunku do córki, szczególnie, że matka dziewczynki przedwcześnie zmarła. Nanami nie może robić wielu rzeczy, które dla jej rówieśników są codziennością, jednak czytania i odwiedzania biblioteki nie zamierza sobie odmawiać. 

Kiedy pewnego dnia dostrzega w ukochanej placówce podejrzanego mężczyznę w szarym garniturze, zwraca na niego uwagę i zastanawia się nad jego zachowaniem. W odpowiednim momencie, rzecz jasna, pojawia się również rudy gadający kot. I jak możecie się domyślić, potrzebuje pomocy Nanami. 

I tak rozpoczyna się przygoda, chociaż nowa, to jednak trochę podobna do tej, którą przeżył nieśmiały Rintaro. Teraz Rintaro jest dorosłym żonatym mężczyzną i właścicielem antykwariatu, który odziedziczył po dziadku. Tym razem jednak to nie on wiedzie prym w ratowaniu biblioteki, lecz delikatna nastolatka z astmą, która przezwycięża wszelkie trudności, aby ratować to, co kocha najbardziej - książki.

Świat, do którego wkracza Nanami z kotem Torą, okazuje się miejscem zimnym i nieprzyjaznym, zupełnie jak w dużej mierze ten nam współczesny. Można się wystraszyć jego mieszkańców i ich działań, zmierzających do zniszczenia literatury. Czy Nanami zdoła rozwiązać zagadkę mężczyzny w szarym garniturze? Gdzie znikają książki z bibliotecznych półek? 

Drugi tom trochę mniej mi się podobał, jednak magiczny klimat został zachowany, a morał jest równie filozoficzny, jak w przypadku pierwszej części. Spodziewajcie się wielu fragmentów, nad którymi warto się zatrzymać i zastanowić nad tym, jaką rolę w życiu człowieka odgrywają książki i co tak naprawdę nam daje ich czytanie.

Polecam!


wtorek, 10 marca 2026

"O kocie, który ratował książki" Sosuke Natsukawa - recenzja


Tytuł: "O kocie, który ratował książki"
Autor: Sosuke Natsukawa
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: ZNAK Koncept
Cykl: Kot, który..., tom 1

Moja ocena: 6/6

Jedyna książka japońskiego autora, jaką sobie przypominam, to "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro, którą czytałam dość dawno temu. Pamiętam, że mi się podobała, ale nie zmotywowałam się do poznania innych autorów z Japonii. Muszę jednak doprecyzować, że Kazuo Ishiguro to pisarz brytyjski japońskiego pochodzenia, więc trudno mi powiedzieć, czy jego styl przypomina pisarstwo Japończyków :)

Po powieść "O kocie, który ratował książki" autorstwa Sosuke Natsukawy sięgnęłam oczywiście głównie ze względu na książki w tytule. No i dobra, przyznam się, również z uwagi na piękną okładkę :D Nie ruszył mnie natomiast napis na okładce, że to światowy bestseller. W sumie to nawet go nie zauważyłam, kiedy kupowałam książkę.

"Jeśli czytasz i myślisz sobie, że książka jest trudna, to dlatego, że jest w niej coś dla ciebie nowego. Zetknięcie się z trudną książką to prawdziwa szansa".

Głównym bohaterem powieści jest nastoletni Rintaro Natsuki, który właśnie został na świecie sam. Po śmierci rodziców zaopiekował się nim dziadek, właściciel Antykwariatu Natsuki. Teraz, kiedy i dziadek odszedł, świat chłopca ma się całkowicie zmienić. Wkrótce będzie musiał się przenieść do ciotki, której właściwie nie zna. Przytłoczony sytuacją, nie chodzi do szkoły, tylko przesiaduje w antykwariacie i próbuje oswoić się z tym, co go spotkało. Kiedy pewnego dnia odwiedza go kot mówiący ludzkim głosem, Rintaro nawet nie spodziewa się, jak wyjątkowe wydarzenia staną się jego udziałem. Kot informuje nastolatka, że potrzebuje jego pomocy, a dokładniej - potrzebują jej książki, które ktoś krzywdzi. Natsuki postanawia ruszyć z odsieczą i wejść wraz z kotem (a wkrótce również z koleżanką ze szkoły) do tajemniczego, magicznego świata. Przed naszymi bohaterami otworzą się cztery labirynty, w których spotkają dziwnych ludzi i wymagające wsparcia, niszczone woluminy. Jak nieśmiały i wycofany Rintaro poradzi sobie z uratowaniem książek? Tego dowiecie się z kolejnych rozdziałów.

Styl pisarza jest bardzo plastyczny i przyjemny w odbiorze. W tekście umieścił on wiele interesujących fragmentów o książkach i czytaniu, nad którymi warto się zastanowić. Wiele z nich idealnie nadaje się do cytowania. 

Z przyjemnością obserwowałam przemianę nieśmiałego Rintaro. Początkowo wycofany i przerażony perspektywą przejmowania inicjatywy w jakichkolwiek działaniach, w obronie książek potrafił podjąć walkę i celnymi uwagami zmieniał perspektywę niszczycieli.     

Gdybym miała określić tę historię jednym słowem, chyba wybrałabym: magiczna. Trochę ze względu na gadającego ludzkim głosem kota i przemieszczanie się bohaterów w przestrzeni, a trochę z uwagi na jej klimat, miękki jak kocie futerko.

Polecam! 


niedziela, 8 marca 2026

"Zanim powiesz żegnaj" Reese Witherspoon, Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Zanim powiesz żegnaj"
Autor: Reese Witherspoon, Harlan Coben
Gatunek: thriller medyczny
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6

Kiedy zobaczyłam, że Harlan Coben napisał powieść wspólnie z Reese Witherspoon, postanowiłam sprawdzić, co z tego wyszło, ponieważ lubię zarówno pisarza, jak i aktorkę. Jak zwykle zastanawiałam się podczas lektury, kto napisał poszczególne fragmenty i w ogóle, jak wyglądała praca pisarska w duecie. W przypadku Reese to debiut literacki. Dla Cobena zaś to kolejny thriller. Jak ostatecznie wypadło to literackie combo?

Maggie McCabe to pozbawiona prawa do wykonywania zawodu chirurg plastyczna, która zmaga się z żałobą po stracie męża, również lekarza. Mieszka z siostrą i jej synem, tonie w długach i staje się pośmiewiskiem całego medycznego środowiska, w którym popełnienie błędu lekarskiego skreśla na zawsze z listy pożądanych osób, choćby nie wiadomo jaką do tej pory miało się wspaniałą reputację. 

Maggie jest jedną z najlepszych, dlatego właśnie ją zaprasza na rozmowę przyjaciel jej matki, bardzo poważany lekarz, przedstawiając jej rewelacyjną i dobrze płatną propozycję przeprowadzenia pewnej operacji. Głównym zainteresowanym jest niesamowicie bogaty rosyjski oligarcha, który w całkowitej dyskrecji chce zmienić wygląd swój i swojej kochanki. Maggie dostaje zapewnienie, że jeśli wszystko przebiegnie bez komplikacji, jej problemy i kłopoty jej siostry się skończą. Długi znikną, a sprawa w sądzie, która toczy się przeciwko niej, zostanie umorzona. Poza tym Maggie coraz bardziej brakuje atmosfery sali operacyjnej i wszystkiego, co jest związane z pomaganiem ludziom ze skalpelem w ręku. Kto by się w tej sytuacji nie zdecydował?

Kiedy lekarka przekracza próg posiadłości Olega Ragorawicza, nie ma już odwrotu. Środki bezpieczeństwa, które podejmują pracownicy bogacza, trochę niepokoją Maggie, ale chęć powrotu na salę operacyjną i pozbycia się problemów finansowych są silniejsze niż strach. Wszystko zaczyna się sypać, kiedy po przeprowadzeniu obu operacji kobieta orientuje się, że jej pacjent zniknął, Nadia, jego kochanka, ma na udzie identyczny tatuaż jak jej zmarły mąż, a szef ochrony Ragorawicza nakłania ją do jak najszybszego opuszczenia posiadłości, chociaż początkowe ustalenia były całkiem inne. 

Maggie, zamiast spakować się i wyjechać, rozpoczyna własne śledztwo, w którym  pomaga jej niespodziewanie kobieta Olega. Pojawiają się pewne wątki, które nie dają lekarce spokoju. Skąd na nodze Nadii kopia tatuażu Marka? Dlaczego kochanka Olega udaje przed nim, że nie zna angielskiego? Gdzie podział się przyjaciel Maggie i jej męża, trzeci chirurg Trace? Czy śmierć Marka faktycznie była skutkiem napaści bandytów na ośrodek, w którym pomagał potrzebującym w czasie misji humanitarnej? 

Sporo wydarzeń w tej fabule określiłabym mianem naciąganych. Choćby to, że Maggie, chirurg plastyczny, przeprowadziła transplantację serca. Akcja była niezwykle dynamiczna, na zasadzie "zabili go i uciekł", ale w sumie czytało mi się bardzo dobrze. Poruszone wątki były interesujące, a ujawnione tajemnice sprawiały, że chciałam czytać dalej. Styl powieści sprawił, że ciąg zdarzeń toczył się płynnie i szybko. 

Zakończenie takie trochę bez efektu wow. Liczyłam na jakiś fajerwerk na koniec, ale nie pojawił się. Mimo tego mankamentu polecam, chyba że nie lubicie thrillerów medycznych :)


sobota, 28 lutego 2026

"Droga ku nadziei" Danuta Chlupowa - recenzja


Tytuł: "Droga ku nadziei"
Autor: Danuta Chlupowa
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkami wojennymi
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Książnica
Cykl: Podróż w niechciane, tom 2

Moja ocena: 6/6

Trochę mi to zajęło, ale wreszcie udało mi się poznać zakończenie dylogii z cyklu Podróż w niechciane Danuty Chlupowej. Drugi tom nosi tytuł "Droga ku nadziei" i o tym właśnie opowiada. O powrocie do życia po strasznych wojennych doświadczeniach. 

Z przyjemnością wróciłam do świata dwóch silnych i odważnych kobiet, Bogusi i Jadwigi, chociaż wspomnianą przyjemność, dzięki lekturze, odczuwałam tylko ja, ponieważ obu bohaterkom los zgotował naprawdę trudne chwile w wojennej rzeczywistości.

Bogusia Brzezińska wciąż pozostaje w związku z Florianem, za którym bardzo tęskni, ale chwilowo mieszka z córeczką Urszulką w Krakowie, gdzie pomaga w gospodarstwie domowym i opiece nad dziećmi niepełnosprawnej Lucynie Mączkowej. Początkowa niechęć kobiet do siebie zamienia się w przyjaźń, a Urszulka bardzo przywiązuje się do dzieci Lucyny, które traktuje jak rodzeństwo. Tym trudniej jest zarówno Bogusi, jak i Urszulce pożegnać się z nimi, by wyruszyć do Drogomyśla, gdzie czeka na nie Florian. Nikt jednak nie spodziewa się tego, że kiedy wreszcie dotrą na wieś, masztalerz znów zostanie przeniesiony, a one znajdą się na łasce obcych ludzi. Czas pokaże, czy Brzezińska z córką zostaną na wsi i czy narzeczeństwo Bogusi i Floriana zakończy się ślubem.

Jadwiga Paterek czuje, że jej serce coraz mocniej bije dla znacznie starszego od niej Mieczysława. Poznała go w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku, na samym początku wojny. Od tej chwili minęło już kilka lat, a jej uczucie nie wygasło, chociaż Mieczysław waha się, zdając sobie sprawę z różnicy wieku, która ich dzieli. Poza tym Jadzia szybko przekonuje się, że znajomość z członkiem Armii Krajowej, który aktywnie działa w podziemiu, może być bardzo niebezpieczna. Jedno z ich spotkań kończy się bowiem w więzieniu w lubelskim zamku. Nie będzie to jednak jedyny problem, który pojawi się między tą parą. Zarówno Jadzia, jak i Mietek, będą musieli przemyśleć swoje uczucia i podjąć niezwykle ważną decyzję, która zaważy na całym ich życiu.

Styl autorki zachęca do lektury i sprawia, że z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik głębiej wchodzi w relacje bohaterów. Stają mu się oni bliscy, a ich losy przeżywa, jakby mieszkali obok w realnym życiu. Możliwe, że jest to związane między innymi z decyzją autorki o stworzeniu historii na podstawie prawdziwych wydarzeń. W trakcie lektury znajdziecie przypisy z informacją, które z opisywanych postaci są autentyczne. Wspaniale odmalowane i dopracowane tło społeczne uzupełnia sytuacje, które wymyśliła dla swoich bohaterów autorka. 

Zdecydowanie polecam Wam dylogię Droga w niechciane. Warto poświęcić czas, aby poznać jej bohaterów i ich niełatwe losy. Na długo zostają w pamięci.

   

czwartek, 26 lutego 2026

"Lodowa pułapka" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Lodowa pułapka"
Autor: James Rollins
Gatunek: sensacja, sci-fi
Liczba stron: 494
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6 

James Rollins to amerykański pisarz z polskimi korzeniami, którego powieści pochłaniam, jak tylko pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Jedną z nich jest "Lodowa pułapka", wydana w Polsce w dwa tysiące szóstym roku, ale trudno ją było zdobyć, ponieważ wznowienie pojawiło się dopiero w styczniu tego roku. Jest to jedna z pierwszych powieści Rollinsa, ale już można w niej dostrzec styl, który nie opuszcza go do tej pory - dużo dynamiki i niespodziewane zwroty akcji. Fakty naukowe pomieszane z fantastyką, ale świetnie współgrające, co pozwala na rozważanie, czy to wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę.

Na biegunie północnym znajduje się Stacja Polarna Grendel. Jest to miejsce kryjące makabryczną tajemnicę, związaną z pewnym sowieckim eksperymentem sprzed wielu lat. Ponieważ działania naukowców na stacji uznano za nieetyczne, postanowiono nie ujawniać wyników ich pracy. Kiedy współczesny amerykański statek badawczy natrafia przypadkiem na zapomnianą, ukrytą pod lodem stację naukową, sytuacja szybko się zmienia. Rosjanie są gotowi na wiele, aby uniemożliwić Amerykanom ujawnienie tajnych do tej pory badań. 

W tym samym czasie Matt Pike, mieszkaniec Alaski i były komandos, jest świadkiem katastrofy samolotu w górach Arktyki. Pilot ginie, jednak pasażerowi udaje się przeżyć i Matt pomaga mu przetrwać. Szybko okazuje się, że rozbicie się samolotu to nie przypadek, a uratowany mężczyzna jest ścigany. Decydując się na uratowanie nieznajomego, który okazuje się być reporterem wysłanym w celu napisania artykułu o tajemniczej sowieckiej stacji naukowej, Matt zostaje wciągnięty w ciąg zdarzeń, które okazują się bardzo niebezpieczne. Obaj podejmują walkę o przetrwanie, a przy okazji dążą do poznania prawdy o eksperymentach prowadzonych w stacji polarnej Grendel. 

Oprócz Matta i dziennikarza w powieści natraficie na całe mnóstwo ciekawych bohaterów. Wśród nich znajdzie się wielu naukowców, wojskowych, a także była żona Matta, Inuitka. Łączy ją z mężczyzną wspólny dramat, który równocześnie ich rozdzielił. Odkrycie strasznej tajemnicy ukrytej stacji polarnej to dla niej dodatkowy szok, ponieważ badania tam prowadzone dotyczyły rdzennej grupy ludności arktycznej, a więc jej pobratymców. 

Dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się mojego ulubionego bohatera z cyklu Sigma, Kowalskiego, który tutaj jest matem i bierze czynny udział w walce o przetrwanie w polarnej bazie i jej otoczeniu. Uwielbiam sceny z jego udziałem i dialogi, w których uczestniczy.      

Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, jak to u Rollinsa. Końcówka może nawet jest trochę zbyt nakręcona, ale ostatecznie całość bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie dość szybko. Potrzebowałam tylko trochę czasu na starcie, żeby połączyć bohaterów i zapamiętać, kto jest kim i z kim trzyma :)

Zdecydowanie polecam!

wtorek, 17 lutego 2026

"Wampir z Woźnickich Dołów" Konrad Chęciński - recenzja


Tytuł: "Wampir z Woźnickich Dołów"
Autor: Konrad Chęciński
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: MOVA

Moja ocena: 6/6

"Wampir z Woźnickich Dołów" to pierwsza książka Konrada Chęcińskiego, którą miałam okazję przeczytać, jednak nie jest to debiut tego autora. Przyznam, że do lektury zachęcił mnie opis, a konkretnie informacja, że wśród opisanych wątków znajdę taki z zamordowaną bibliotekarką. No przecież nie przeszłabym obojętnie obok takiej historii! 

W listopadowy poranek w cichej bibliotece szkolnej, umiejscowionej poza budynkiem szkoły, zostają znalezione zwłoki pracującej tam od lat bibliotekarki, Haliny Madej. Kobieta była znana w Woźnickich Dołach jako dość dziwna i mocno wycofana osoba, która z nikim nie utrzymywała kontaktów. Mieszkała w jednym gospodarstwie z bratem, również dość specyficznym człowiekiem. 

Kiedy na miejscu zbrodni pojawiają się śledczy, ich działania ujawniają jeden wielki chaos, jakby ktoś czegoś szukał. A zatem co mogło się stać kobiecie? Czy nakryła przypadkowego włamywacza i dlatego zginęła? Czy raczej posiadała coś, po co przyszedł morderca? Podczas pracy policjanci znajdują wśród rozrzuconych w pomieszczeniu książek zagadkowe zdjęcie trójki dzieci z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Możliwe, że to jakaś wskazówka do rozwiązania zagadki popełnionej zbrodni.

Sprawę prowadzi inspektor Nikifor Poradecki. Metodycznie analizuje pojawiające się tropy i powoli dopasowuje elementy kryminalnej układanki, zaczynając od sekretów starego dworu, który z czasem zamieniono w cieszący się złą sławą sierociniec. Wraz z inspektorem nad sprawą pracuje pani prokurator Anna Rajkowska, której życie prywatne w pewnym momencie splecie się z niektórymi wątkami śledztwa. 

W tak małych miejscowościach mieszkańcy najczęściej wolą milczeć, chociaż wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. W przypadku Woźnickich Dołów nie jest inaczej, atmosfera jest napięta i aż gęsta od niedopowiedzeń. Czego dowiedzą się śledczy od mieszkańców? Co uda im się wyrwać z odmętów historii tego miejsca? Czy ktoś jeszcze straci życie, zanim policjanci powiążą wszystkie fakty i odkryją prawdę?        

Po lekturze tej wciągającej powieści z pewnością sięgnę po dwie pozostałe książki autora z serii o oficerze Piotrze Wernerze.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MOVA

sobota, 14 lutego 2026

"Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL" Grzegorze Wielgus - recenzja

Tytuł: "Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL"
Autor: Grzegorz Wielgus
Gatunek: kryminał, sensacja 
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 6/6

"Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL" to druga powieść Grzegorza Wielgusa, którą miałam okazję przeczytać. Byłam bardzo ciekawa, jak autor opisał historię, której finał jest powszechnie znany. Przedstawioną przez pisarza zbrodnią żyła kiedyś cała Polska. 

Książka ta to zbeletryzowana wersja krwawej zbrodni z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego szóstego roku. Mieszkańcy miejscowości Poręba wracają autokarem do domów po pasterce. Wśród nocnej ciszy, przy trasie, ich oczom ukazuje się makabryczny widok. Na drodze leży martwa ciężarna kobieta, a obok niej zwłoki jej męża i nastoletniego brata. Lokalni milicjanci i prokuratura orzekają, iż był to wypadek. Tubylcy nabierają wody w usta, chociaż byli na miejscu, kiedy rozgrywały się wydarzenia. Niewiele można zdziałać, ponieważ znikają kluczowe dowody, które mogłyby zmienić bieg śledztwa. Zmowa milczenia sprawia, że mordercy pozostają bezkarni. Na szczęście pojawia się ktoś, kto decyduje się nie przechodzić obojętnie obok tej koszmarnej zbrodni.

Do Poręby przyjeżdża z Krakowa komisarz Oskar Grewling, którego zadaniem jest dotarcie do prawdy. Od razu natyka się on jednak na mur niechęci, zbudowany przez mieszkańców. Milicjant szybko orientuje się, kto pociąga tu za sznurki, manipuluje sąsiadami i zastrasza ich, aby nie zdradzili tajemnicy tamtej nocy. Na szczęście śledczy nie zamierza się poddać i powoli, ale jak taran dąży do rozwiązania makabrycznej zagadki. 

Akcja zagęszcza się, kiedy dzięki zeznaniom jednego ze świadków prokurator zarządza ekshumację trzech ofiar, przez co pojawiają się wreszcie dowody na to, że była to straszna zbrodnia, a nie wypadek. Od tego momentu śledztwo nabiera rumieńców, a ekipa śledczych odkrywa kolejne elementy układanki. 

Najstraszniejsze w całej tej sprawie było według mnie to, że świadkowie potrafili zgodnie milczeć, kryjąc morderców, żyjących obok nich jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.

Autor świetnie odtworzył prowadzone przez milicję śledztwo, a także ówczesne realia, będące tłem rozgrywających się wydarzeń. Czytając, czułam się, jakbym była ich uczestniczką, a nie obserwatorką. 

Zdecydowanie polecam, ale uprzedzam, powieść niesamowicie wciąga!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Initium

wtorek, 10 lutego 2026

"Czas korony" Ewa Kassala - recenzja


Tytuł: "Czas korony"
Autor: Ewa Kassala
Gatunek: powieść historyczna, slavic book
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Sonia Draga
Cykl: Słowiański szlak, tom 3

Moja ocena: 5/6

"Czas korony" to trzeci tom serii Słowiański szlak autorstwa Ewy Kassali. Z przyjemnością wróciłam do czasów naszych przodków, aby obserwować zachodzące na ich ziemiach zmiany w zbeletryzowanej wersji.

Autorka za sprawą swojej powieści przenosi czytelnika w czasy Bolesława Chrobrego, przed którym naprawdę trudne zadanie - wprowadzenie nowej religii na ziemiach, gdzie do tej pory królowali starzy bogowie. Równocześnie Chrobry robi wszystko, by zostać pierwszym królem Polski. Tematy te są ze sobą nierozerwalnie złączone. Bolesław bowiem zdaje sobie sprawę, że nie może otrzymać korony, będąc bezbożnikiem. Rozpoczyna zatem wprowadzanie zmian. Nie jest to zadanie proste, szczególnie w sytuacji, kiedy wśród poddanych wciąż jest wielu takich, dla których religia słowiańska jest najważniejsza i są gotowi walczyć za swoich bogów, którym służą od lat. Decyzje Bolesława wywołują ogromne emocje wśród ludu, zaś sam władca miota się między pragnieniem zdobycia korony, z czym wiąże się zaakceptowanie Jezusa Chrystusa jako jedynego Boga, a życiem według dawnych zasad. 

Ewa Kassala w mistrzowski sposób opisuje realia słowiańskiego świata, zwyczaje i wierzenia, którymi żyli Słowianie. Plastyczne opisy pozwalają wyobrazić sobie ich życie i ówczesny świat. Bardzo wciągający był dla mnie wątek opisujący wprowadzanie przez Bolesława zmian w religii, bezpardonowe burzenie słowiańskich wierzeń za cenę królewskiej korony. Interesujący był przedstawiony przez autorkę obraz władcy, który w dość specyficzny sposób interpretował po swojemu zasady wiary w Chrystusa.

"Czas korony" to jedna z tych książek, która oferuje czytelnikowi ogrom treści, mnóstwo wątków i wielu bohaterów, co trochę przytłacza, ale mimo to czytało mi się bardzo dobrze i z dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne wydarzenia. 

Autorka zdecydowała się na ożywienie fabuły elementami magii. Ożywiła słowiańskie bóstwa, a w ręce bohaterek włożyła czary. Trochę się to kłóci z umiejscowieniem powieści wśród typowo historycznych, ale ponieważ czyta się bardzo płynnie, jest to do wybaczenia :D  

Polecam całą trylogię Słowiański szlak!


środa, 28 stycznia 2026

"Pomyśl dwa razy" Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Pomyśl dwa razy"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Myron Bolitar, tom 12

Moja ocena: 6/6

Po dłuższym czasie mogłam wreszcie wrócić do świata Myrona i Wina. Brakowało mi już ich humorystycznych dialogów pełnych podtekstów i stylu, w jakim prowadzą swoje śledztwa.

Trzy lata wcześniej Myron wygłosił mowę pożegnalną na ceremonii pogrzebowej znanego koszykarza, Grega Downinga. Ich wspólna historia pełna była emocji, nie zawsze tych pozytywnych, jednak po etapie ostrej rywalizacji na parkiecie w liceum, ostatecznie stali się klientami biznesowymi. Kiedy po trzech latach od pogrzebu do Myrona zgłaszają się agenci FBI z pytaniem, gdzie znajduje się Greg, Bolitar nie wie, o co im chodzi. Przecież Greg nie żyje! Okazuje się jednak, że nie jest to takie oczywiste, ponieważ na miejscu zbrodni, gdzie zostały zamordowane dwie osoby, znaleziono DNA Downinga. Jak to możliwe?

Myron i Win nie byliby sobą, gdyby nie rozpoczęli prywatnego śledztwa. Intuicja Bolitara i pieniądze Lockwooda potrafią zdziałać cuda, ale tym razem mogą nie wystarczyć. Im dalej brną w pogmatwane wątki, tym większe niebezpieczeństwo im grozi. Dwie ofiary to jedynie czubek góry lodowej zbrodni, które powoli wychodzą na światło dzienne. Czy morderstwa te są powiązane? Kto morduje? Jak to możliwe, że oskarżony zostaje mężczyzna, który od trzech lat nie żyje? 

Poza prowadzonym śledztwem, autor nie szczędzi czytelnikowi prywatnych informacji o pojawiających się bohaterach. Bardzo lubię takie wtrącenia w powieściach, ponieważ pozwalają nam one poznać lepiej bohaterów i ich życie. Tym razem najbardziej przypadły mi do gustu sceny z rodzicami Myrona.     

Dwanaście tomów cyklu nie wystarczyło, aby przygody Myrona i Wina mi się znudziły, więc liczę na to, że nie jest to ostatni tom i wkrótce znowu spotkam moich ulubieńców.  


niedziela, 18 stycznia 2026

"Mosty na Wiśle" Irena Małysa - recenzja

Tytuł: "Mosty na Wiśle"
Autor: Irena Małysa
Gatunek: kryminał z wątkiem historycznym
Czas trwania: 8 h 55 min
Lektor: Filip Kosior
Wydawnictwo: Mova

Moja ocena: 5/6

Irenę Małysę znam z serii o policjantce Baśce Zajdzie. Ponieważ historie kryminalne spod Babiej Góry słuchały mi się świetnie, nie zastanawiałam się długo, kiedy zobaczyłam w ofercie Storytel kolejny tytuł tej autorki.

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch torach czasowych w Krakowie: II wojna światowa oraz lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Kiedy w czasach współczesnych niedaleko dwóch krakowskich mostów zostają znalezione zwłoki dwóch Niemców, rozpoczyna się śledztwo, które prowadzi Walenty Cichocki. Lata wojny to opowieść o prywatnym życiu policjanta. Rewelacyjnie nakreślone tło historyczne prezentuje czasy wojennej zawieruchy w Krakowie i realia życia, a właściwie wegetacji, w getcie.

Walenty to pięćdziesięcioletni śledczy, człowiek samotny i z wieloma problemami natury emocjonalnej. Ich źródła należy upatrywać w trudnym dzieciństwie mężczyzny. Opisana przez autorkę historia z czasów dzieciństwa Cichockiego tłumaczy dziwne zachowanie bohatera i pozwala nam go lepiej poznać. Zagłębiając się w tor wojenny, obserwujemy Hanię, jego matkę, która boryka się z problemami codzienności w okupowanym Krakowie. Mały Waluś jest jej największym skarbem, o który dba tak, jak to tylko możliwe w tych strasznych czasach. Wydarzenia, w których uczestniczy, zmieniają ją nieodwracalnie, a co za tym idzie, wpływają również na chłopca i jego przyszłość. Walenty każdego dnia mierzy się z tym, jak ukształtowała go wojna i lata powojenne. 

Muszę przyznać, że historia z czasów wojennych wciągnęła mnie o niebo bardziej niż współczesne śledztwo toczące się wokół krakowskich kibiców i zamordowanych niemieckich turystów, którzy mieli powiązania ze światem sztuki, a dokładniej interesowali się dziełami zrabowanymi w czasie wojny. Autorka płynnie połączyła oba tory czasowe i opisywane w nich wydarzenia. Tempo akcji jest zadowalające, a lektor w osobie Filipa Kosiora jak zwykle robi robotę.

Polecam :)


czwartek, 15 stycznia 2026

"Rozpacz" Klaudia Muniak - recenzja


Tytuł: "Rozpacz"
Autor: Klaudia Muniak
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 317
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Wiktoria Błońska, tom 1

Moja ocen: 6/6

Ile matka jest w stanie poświęcić dla własnego dziecka i dla siebie samej? Co bylibyście w stanie zrobić, gdyby ktoś, kogo kochacie odszedł, a Waszym jedynym marzeniem byłoby go odzyskać? Na te pytania odpowiada w swojej nowej powieści Klaudia Muniak. "Rozpacz" to pierwszy tom nowego cyklu autorki o przygodach dziennikarki Wiktorii Błońskiej.

W powieści czekają na czytelnika dwa główne wątki: pierwszy dotyczy Kingi Urbaniak, matki, która straciła ukochaną córeczkę, przez co wpadła w rozpacz, z której zrodził się niewyobrażalny wprost pomysł na poprawę przytłaczającej ją sytuacji, drugi natomiast to historia Bogny Chojnackiej, która jako opiekunka trafia do rodziny na pierwszy rzut oka idealnej. Jej podopieczni to słodka trzyletnia Rozalka i pięcioletni Tymon. Matka dzieci ewidentnie faworyzuje dziewczynkę, a chłopca ledwie toleruje. Bogna nie rozumie takiego podziału i od pierwszych chwil stara się pomóc chłopcu w podniesieniu poczucia własnej wartości.

W pewnym momencie wspomniane wątki trafiają na wspólną płaszczyznę. Do Wiktorii, która rozpoczyna prywatne śledztwo w sprawie śmierci Anielki i Kingi, dołącza przyjaciółka Kingi, Sonia. Obie kobiety są zdeterminowane, aby poznać prawdę. Atmosfera robi się coraz gęstsza, a sytuacji nie poprawia dziwne zachowanie męża Urbaniak, który twierdzi, że jego żona oszalała z rozpaczy po stracie córeczki. Czy to on zabił żonę? Co Kinga planowała zrobić, aby odzyskać Anielkę? Jak poprowadzą śledztwo Wika i Sonia?

Oprócz głównych wątków spodziewajcie się również kilku pobocznych, prezentujących prywatne życie bohaterów. To jest właśnie combo, które lubię najbardziej: śledztwo i tło społeczne, dzięki któremu poznajemy lepiej postacie. Ludzie, o których czytamy stają się realni, jakby mieszkali lub pracowali obok nas. Pierwszy tom zobowiązuje do przedstawienia bohaterów, z którymi spędzimy czas przy kolejnych tomach. Wiktoria, na której przygodach opiera się ten cykl, to zadziorna dziennikarka, przed którą nie ma ratunku. Jak się uprze, że z kimś porozmawia, to nie ma zmiłuj. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak potoczą się jej losy w kolejnej części. 

Zdecydowanie polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


środa, 14 stycznia 2026

"Pogrzeb baśni" Wiktoria Korzeniewska - recenzja


Tytuł: "Pogrzeb baśni"
Autor: Wiktoria Korzeniewska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 164
Wydawnictwo: Aniversum

Moja ocena: 3/6

"Pogrzeb baśni" to druga książka Wiktorii Korzeniewskiej, nie licząc antologii i komiksu. Jest niewiele grubsza od "Czerwonej baśni" i równie specyficzna. Nie do końca tego się spodziewałam. Nie zagrało, nie było fajerwerków, nie poczułam słowiańskiego klimatu, na który tak liczyłam. Mroku też tu było niewiele.

Dość monotonna akcja nie powoduje napięcia i nie sprawia, że chce się czytać dalej. Przeczytałam, bo byłam ciekawa, czy coś się w końcu w tej historii zadzieje.

Fabuła kręci się wokół głównego bohatera, Mora, który jest pisarzem. Obok mężczyzny pojawia się kobieta, Wera, właścicielka sklepu, do którego Mor zaczyna regularnie zaglądać, aby pisać tam swoje opowieści. Książki, które tworzy Mor, powstają na bazie historii, które przekazują mu różni ludzie. Kiedy zaczyna odwiedzać osoby polecone mu przez Werę, pisarz zaczyna się zmieniać. Jego wnętrze wypełniają emocje i przeróżne uczucia, których do tej pory nie doświadczał. Poświęcał czas słuchaczom, a kiedy chciał do nich wrócić, okazywało się, że zniknęli. To go niezwykle niepokoiło i mocno zaburzyło jego spokój. 

O bohaterach praktycznie nic nie wiemy przez większość książki. Dopiero końcówka odsłania, kim są Wera i Mor. 

"Pogrzeb baśni" nie wiąże się fabularnie z "Czerwoną baśnią", ale obie książki mają pewne powiązania. 

Jeśli lubicie spokojne historie z metaforycznym przesłaniem, zarówno ta, jak i "Czerwona baśń" powinna Wam się spodobać.


wtorek, 13 stycznia 2026

"Idealny syn" Freida McFadden - recenzja


Tytuł: "Idealny syn"
Autor: Freida McFadden
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 351
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 5/6

"Idealny syn" to kolejna powieść Freidy McFadden, którą miałam okazję poznać. Lubię styl autorki, więc w ogóle nie przeszkadzało mi to, że fabuła okazała się dość przewidywalna, a pomysł lekko oklepany. Zmierzając do finału, czekałam z niecierpliwością na moment, w którym okaże się, czy udało mi się dobrze wytypować czarny charakter tej historii.

Liam Cass, tytułowy idealny syn, faktycznie wydaje się być nastolatkiem bez wad. Rzadko zdarza się, aby szesnastolatek był tak odpowiedzialny, mądry, zaangażowany w wiele działań szkolnych, a do tego przystojny. Świetny sportowiec, genialny dyskutant, najlepszy uczeń i syn-marzenie - tak mógłby wyglądać krótki opis Liama. Może dlatego jego matka zdecydowanie faworyzuje chłopaka, chociaż ma również nastoletnią córkę, Hannah.

Kiedy pewnej nocy znika koleżanka ze szkoły Liama, szybko okazuje się, że to on widział dziewczynę jako ostatni. Sytuacja jest wyjątkowo podejrzana i nie da się ukryć, że jest to woda na młyn lokalsów, którzy natychmiast zaczynają snuć przeróżne teorie, w których to właśnie młody Cass jest tym potworem, który porwał i z pewnością zabił Olivię. Policja rozpoczyna śledztwo, które po nitce do kłębka prowadzi do Liama. Chłopak zachowuje niezdrowy wręcz spokój, nie okazuje kompletnie emocji, a jego matka świetnie wie, do czego jest zdolny. Czy jednak możliwe jest, że porwał i zabił dziewczynę, która mu się podobała? A może Olivia wciąż żyje i czeka gdzieś na ratunek? Ewentualnie uciekła z domu? Policjanci muszą sprawdzić każdy wątek, który może doprowadzić ich do rozwiązania sprawy. Czy jednak wystarczy im czasu, aby odnaleźć nastolatkę cała i zdrową?   

Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku osób. Pojawiają się również transkrypcje przesłuchań policyjnych bohaterów powiązanych w jakiś sposób z Liamem. Dzięki temu akcja toczy się wartko, a autorka funduje czytelnikowi częste zwroty. Krótkie rozdziały i przeskoki między opowiadającymi historię bohaterami powodują, że bardzo trudno jest odłożyć książkę. Praktycznie już na początku pojawia się znany syndrom książkoholika: jeszcze tylko jeden rozdział.        

Zdradzę Wam, że podczas lektury usilnie szukałam bohatera, który będzie pasował do portretu poszukiwanego przez policję zbrodniarza. Jestem z siebie dumna, że trafiłam :D Zabawa była przednia, a kolejna powieść Freidy McFadden mnie nie zawiodła. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


niedziela, 11 stycznia 2026

"Czerwona baśń" Wiktoria Korzeniewska - recenzja


Tytuł: "Czerwona baśń"
Autor: Wiktoria Korzeniowska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 150
Wydawnictwo: Aniversum
Moja ocena: 4/6

Od dłuższego czasu polowałam na "Czerwoną baśń" Wiktorii Korzeniewskiej, ponieważ pierwsze wydanie szybko zniknęło i nie zdążyłam go kupić. Wreszcie wydawnictwo wystawiło w swoim sklepie dwupak wraz z "Pogrzebem baśni" z autografem autorki, więc się skusiłam. Książki właściwie nie są ze sobą fabularnie powiązane, jednak łączą je pewne nici.

"Czerwona baśń" to momentami dość brutalna opowieść, z pewnością nie nadająca się dla dzieci. Jest to połączenie kilku znanych z innych historii motywów i wątków, dla których tłem jest mroczny las.

Początkowo obserwujemy dwie dziewczyny: Jadis, którą matka wysyła do lasu, gdzie w chatce mieszka samotnie nieznana jej do tej pory babcia, i Gretel, którą jako najbrzydszą dziewczynkę we wsi mieszkańcy wysyłają do tajemniczej Tej jako ofiarę za cenę spokoju w wiosce. Każda z bohaterek natrafia w lesie na niebezpieczeństwa, którym musi stawić czoła. Na ich drodze staną stwory baśniowe, słowiańskie, znane z dawnych legend i wierzeń. Przeczytacie o chatce, która żyje i ma własną wolę, o Horyzoncie i jego ogromnych oczach, poznacie Domowika, a nawet Kościeja, czyli świat, który powoli zanika. Ludzie nie wierzą już w prastare demony i nie interesuje ich ten magiczny świat, a brak wiary powoduje znikanie słowiańskiego uniwersum.

Opisywana przez autorkę historia została po części ukryta pod płaszczykiem bardziej współczesnych i znanych nam wątków. Wilk, Czerwony Kapturek i babcia - kto nie zna tej baśni w interpretacji Charles'a Perraulta czy braci Grimm? Mamy również postać Baby Jagi, której wszyscy się boją. Takie pomieszanie słowiańskich demonów, na które natrafia w swej wędrówce Gretel, z baśniami, które znamy z dzieciństwa. Możliwe, że celem takiego połączenia było łatwiejsze przyswojenie rodzimych treści mitologicznych przez współczesnego czytelnika?

Chociaż bardziej kręcą mnie powieści osnute na wierzeniach Słowian i ich postrzeganie rzeczywistości w czasach, kiedy nauka nie wyjaśniała zjawisk rządzących światem, a nie baśnie, to czytało się nawet nieźle.