Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf SA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf SA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2020

"Czarny Wygon. Bisy II" Stefan Darda - recenzja



Ostatni tom serii Czarny Wygon już za mną. Wątki się domknęły, tajemnice zostały odkryte, a moja ciekawość zaspokojona.

Tym razem jesteśmy z bohaterami we współczesnym świecie. Witek nie może sobie darować, że przez niego Adam wylądował w Starzyźnie. Nawet ma obawy, że przyjaciel nie żyje. Jednak kiedy w brulionie pojawia się tekst świadczący o tym, że Adam jednak tam przebywa i na razie jest cały i zdrowy, postanawia spróbować go wyciągnąć. Razem z nim do działania przystępują przyjaciele, którym pomógł uwolnić się z przeklętej wioski i Rafał, od którego wszystko się zaczęło. Czy jednak zdążą na czas?  

Nadal nie odczułam prawdziwej grozy, ale klimat trochę się zagęścił w porównaniu do poprzednich tomów. Czytelnik otrzymuje tutaj dodatkowy wątek – porwanie małego Mateusza i działania zmierzające do jego odnalezienia i uwolnienia. Ponadto bohaterowie muszą zmierzyć się ze Złem, które coraz bardziej panoszy się we współczesnym świecie i nie sposób zamknąć go w Starzyźnie. Tutaj rzeczywiście można przestraszyć się wizji wszędobylskiego diabła, którego większość ludzi nie dostrzega.

Jeśli zdecydujecie się przeczytać ten cykl, to najlepiej nie róbcie zbyt długich przerw między kolejnymi tomami. I nie nastawiajcie się na dreszcze na plecach czy trupi oddech na karku. Zdecydowanie większe emocje wzbudził we mnie cykl Dom na Wyrębach.

Tytuł: Czarny Wygon. Bisy II
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy bez grozy ;)
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Videograf SA
Cykl: Czarny Wygon, tom 4

Moja ocena: 5/6


niedziela, 26 lipca 2020

„Czarny Wygon. Bisy” Stefan Darda - recenzja



Trzeci tom serii Czarny Wygon to dalsze losy dziennikarza z Warszawy, Witolda Uchmanna. Tym razem jednak akcja rozgrywa się w świecie nam współczesnym, a nie w Starzyźnie, z której Witek właśnie wrócił. Liczyłam na rozwiązanie wątków, a tymczasem pojawiło się jeszcze więcej pytań i niejasności. Autor wprowadził też nowych bohaterów. W tym tomie spotkamy między innymi Czarnego, postać z kręgu zła jeszcze większego niż to, którym operował upiorny ksiądz Dobrowolski.

Wstęp stanowi opowiadanie pt. „Słowo Czarnego”. Nie zrobiło na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia, ale stanowi podstawę do akcji „Bisów” i „Bisów II”. Czytamy w nim o Teresie Bielak i jej ciężko chorym synku Mateuszu. Rom o nazwisku Bobowicz, którego ludzie nazywają Czarnym, obiecuje kobiecie pomoc w opłaceniu leczenia dziecka w zamian za wyświadczenie mu pewnej przysługi.

Witek wraca do współczesnego świata, na Roztocze, jednak równocześnie znika jego przyjaciel, Adam. Uchmann kręci się więc w okolicach Guciowa, gdzie pomieszkuje u niejakich Adamowiczów. Dużo miejsca w powieści zajmują jego dylematy i rozmyślania o tym, czy ma na tyle odwagi, by ruszyć przyjacielowi na pomoc. Według niego bowiem Adam może już nie żyć, chociaż istnieje szansa, że czeka w wyludnionej Starzyźnie na ratunek.

Przyznam, że fabuła zaciekawiła mnie dopiero, kiedy Uchmann wylądował u Adamowiczów. Brakowało mi trochę opisów życia w Starzyźnie. Ponieważ jednak z wioski została zdjęta klątwa zatajenia, przestała ona być jednym z głównych wątków powieści. Trafiamy do niej w trakcie lektury zaledwie kilka razy i jedynie na chwilę.

Nie spodziewajcie się grozy i przerażających historii. Nadal uważam, że jest to powieść grozy bez grozy. Nawet klimat tej części nie jest już tak „upiorny” jak w poprzednich dwóch tomach. Przeczytałam go, aby mieć pojęcie co się wydarzyło, ale liczę na porządny finał w czwartej części.

Tytuł: „Czarny Wygon. Bisy”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy bez grozy ;-)
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Videograf SA
Cykl: Czarny Wygon, tom 3

Moja ocena: 4/6



czwartek, 18 czerwca 2020

"Jedna krew" Stefan Darda - recenzja



„Jedna krew” to najnowsza książka Stefana Dardy, określana jako powieść grozy. Czy faktycznie było się czego bać podczas lektury? Czy pojawiła się gęsia skórka, a każdy niezidentyfikowany dźwięk przyprawiał o palpitacje serca?

„Jedna krew burzy się w żyłach po śmierci, nie chce wystygnąć i trzeba wtedy wstawać z grobu, trzeba szukać innej, która da ukojenie”.

Głównym bohaterem powieści jest Wieńczysław Pskit. Chociaż ma już blisko czterdzieści lat, wciąż mieszka z matką i nie czuje potrzeby, by coś w swoim wygodnym życiu zmieniać. Pracuje na stacji benzynowej, nie myśli o zakładaniu rodziny i pozwala, by matka zajmowała się domem i jego potrzebami. Mężczyzna wspomina swoje dzieciństwo, dzięki czemu poznajemy fundament wydarzeń, które rozgrywają się we współczesnej Wieńczykowi rzeczywistości. Kiedy w latach osiemdziesiątych Sławek jako kilkulatek bierze udział w pogrzebie tragicznie zmarłej, ukochanej kuzynki Niki, podczas wystawienia zwłok ma miejsce dziwne zdarzenie, które chłopiec zapamiętuje na zawsze. Ma ono związek z pewną legendą, przekazywaną w Bieszczadach, gdzie rozgrywa się akcja, z pokolenia na pokolenie, o wampirach wstających z grobu i o sposobach ich neutralizacji. Wieńczysław liczył na to, że klątwa pierwszej krwi go nie dopadnie, ale przestaje być tego taki pewien, kiedy umiera ojciec Niki, a jego matka nie może dodzwonić się do wdowy po nim, cioci Grażynki. Mężczyzna postanawia zawieźć matkę do Żernicy, niewielkiej bieszczadzkiej wioski, gdzie mieszka Grażynka. Czy ta wizyta rozwieje niepokoje starszej pani? Dlaczego Grażyna nie odbiera telefonu? Czy dopadła ją klątwa jednej krwi? Jak skończy się ta wizyta Pskitów?

Wieńczyk nie jest sympatycznym bohaterem. Jakoś trudno było mi go polubić. Właściwie chyba mi się to nie udało. To wygodnicki i dość samolubny facet, na którego ogromny wpływ miała śmierć Niki i jego specyficzna próba pożegnania się z nią. Czy wydarzenia potoczyłyby się inaczej, gdyby nie wlazł do trumny, by przytulić kuzynkę? Możliwe, że ta cała klątwa to tylko legenda, ale kto wie, czy na pewno? Zwyczaj unicestwiania potencjalnych wampirów był praktykowany w tym miejscu przez wiele lat. Ludzie musieli mieć jakieś podstawy, skoro decydowali się na przebijanie zmarłym serca metalowym zębem brony i odcinanie im głowy, zanim złożono ich ciała w grobie.

Przyznam, że spodziewałam się większych emocji. Fabuła jest wciągająca i została poprowadzona w intrygujący sposób. Jednak w moim mniemaniu nie było się tu czego bać. Nie było zapowiadanej grozy, atmosfery strachu i napięcia. Zgrabnie skonstruowana historia zaciekawia, a kolejne rozdziały łączą się płynnie, zachęcając do dalszej lektury. Jednak nie spodziewajcie się gęsiej skórki i paraliżującego oddechu na karku. Myślę, że bliżej tej opowieści do studium przypadku człowieka, którego całe życie zaczyna kręcić się wokół klątwy, w której istnienie święcie wierzy.

Przede mną cztery tomy cyklu Czarny Wygon. Mam nadzieję, że tam będzie więcej grozy i emocji.

Tytuł: „Jedna krew”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść (nie do końca) grozy
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


sobota, 28 września 2019

"Blask" Marek Stelar - recenzja



„Blask” to pierwsza powieść Marka Stelara, po którą sięgnęłam. Opisana tu historia zawiera wszystkie lubiane przeze mnie elementy fabuły: są zabójstwa, jest tajemnica sprzed lat i zaginiony skarb, a także obyczajowe powiązania bohaterów. Czy to wystarczyło, by intryga porwała mnie, wymiętosiła i wypluła dopiero po ostatniej stronie?

Autor zafundował czytelnikowi aż trzy przedziały czasowe. Tor pierwszy to powojnie, rok tysiąc dziewięćset czterdziesty szósty. Następnie mamy wydarzenia rozgrywające się w czasach PRL, w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym. Ostatni przedział to czasy współczesne, rok dwa tysiące osiemnasty. Wszystkie są uporządkowane i jasno określone, więc nie sposób się pogubić. Jedyne, co sprawiało mi trudność, to nadążanie za rodzinnymi koligacjami. W dzisiejszych czasach rzadko zwraca się uwagę na szczegóły rodzinnych powiązań. Są wujkowie, ciotki, kuzyni i tyle. Bez jakiegoś roztrząsania i nadmiernej analizy dziejowej. Tutaj musiałam się nieźle skupić, żeby ogarnąć drzewo genealogiczne występujących we wszystkich trzech okresach bohaterów.

Historia powojenna dotyczy Wiktora Krugły, który przyjeżdża po wojnie do Szczecina, do swojej siostry, gdzie zostaje wplątany w zabójstwo żydowskiego chłopca, w którego dłoni tkwił wielki brylant, i tajemnicę pewnego ukrytego na terenie miasta skarbu. Kiedy ginie kolejne żydowskie dziecko, atmosfera zaczyna się zagęszczać, a wokół Wiktora narasta negatywne nastawienie władz różnego kalibru.
Kolejny tor to czasy PRL-u i zabójstwo dwóch prostytutek. Kobiety zostały uduszone specyficznym sznurem od munduru. Posądzony o ten czyn Niemiec zostaje jednak bardzo szybko zwolniony z aresztu, do czego przyczynia się pracownik SB, Witold Prażmowski. Mężczyzna ma plan, który bardzo chce zrealizować, przy współpracy niemieckiego obywatela…
Akcja, która rozgrywa się współcześnie, związana jest w dużym stopniu z córką Witolda Prażmowskiego, Agatą. Kobieta pracuje jako prawnik i pewnego dnia rozpoznaje w pewnej zabitej dziewczynie swoją klientkę. Wkrótce umiera ojciec Agaty, zostawiając po sobie niejasne sprawy i zagadkowe przedmioty. Ponieważ nigdy nie mieli ze sobą dobrego kontaktu, Agata niewiele o ojcu wiedziała. Dopiero po jego śmierci zaczęła poszukiwać odpowiedzi na dręczące ją pytania. To, co wychodzi na jaw w toku jej prywatnego śledztwa sprawia, że jej poukładany świat w jednej chwili zmienia się w kupkę gruzu. Jakie powiązania łączą historię z czasów powojennych i tę z lat siedemdziesiątych?

To nie jest powieść pełna wartkiej akcji. Uprzedzam na wypadek, gdyby chciał ją przeczytać ktoś, kto uwielbia, gdy dużo się dzieje, a zwroty o sto osiemdziesiąt stopni występują na każdej stronie. Intryga skonstruowana jest ciekawie, ale do rozwiązania dochodzimy powoli, obserwując działania Agaty i jej kuzyna, Roberta. Przy okazji autor dorzucił też przemyślenia kobiety na temat życia z ojcem, który rodzicem był jedynie z nazwy. Dlaczego kochający tata nagle stał się zimny, jak kamień? Co ukrywał mężczyzna? Jak wydarzenia sprzed lat zmieniły życie jego i jego rodziny?

Nietypowe jest to, że większość zagadek wyjaśnia się mniej więcej w połowie powieści. Jednak nie wszystkie szczegóły i powiązania zostają ujawnione. Agata do ostatniej chwili drąży pewne interesujące ją tematy, a znane nam już z jednej perspektywy sytuacje możemy po pewnym czasie zobaczyć z innej strony, kiedy opowiada o nich kolejny bohater. Zabieg ten dodaje wydarzeniom trójwymiarowości, a uzupełniane sukcesywnie informacje w końcu tworzą pełny obraz opisywanej historii.

Czy wszystkie tajemnice zostaną wyjaśnione? Czy Agacie uda się poznać ojca poprzez opowieści znających go kiedyś ludzi? Gdzie ukryty jest skarb? I wreszcie, czy jej usilne poszukiwanie prawdy bardziej pomoże czy zaszkodzi naszym bohaterom?  

Chociaż powieść podobała mi się, pełnej liczby punktów w ocenie nie będzie, ponieważ zabrakło mi przypisów z tłumaczeniami obcojęzycznych fragmentów. O ile niemieckie wypowiedzi nie stanowiły dla mnie problemu, to rosyjskich, niestety, nie zrozumiałam w stu procentach, nawet z samego kontekstu. Uważam, że nie każdy czytelnik musi znać języki obce i niekoniecznie będzie mu się chciało odrywać od powieści, by sprawdzać w słowniku czy w Internecie nieznane mu słowa czy zdania. Wystarczyłoby naprawdę dodać przypis z tłumaczeniem i po kłopocie.    

Tytuł: „Blask”
Autor: Marek Stelar
Gatunek: powieść sensacyjna, kryminalna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf SA




sobota, 13 kwietnia 2019

"Słoneczniki po burzy" Ewelina Maria Mantycka - recenzja


Okładka pierwszego tomu sagi autorstwa Eweliny Marii Mantyckiej czaruje pięknymi słonecznikami. Czy kwiaty te są wstępem do interesującej fabuły? Myślę, że wiele zależy od tego, czego czytelnik oczekuje od lektury. Tutaj możecie spodziewać się w dużej mierze zwyczajnej historii obyczajowej, raczej bez niespodzianek. 

Główną bohaterką tego tomu jest Liliana Kłosowska-Maj, rozwódka, która właśnie uciekła od znęcającego się nad nią męża. Kobieta odważyła się po pięciu latach odejść, głównie dla dobra dziecka, kilkuletniej Kai. Teraz mieszka w niewielkiej wsi, wraz z trochę już przygłuchym dziadkiem Jankiem, którym się opiekuje. Niedaleko stoi dom jej kuzyna Raja, samotnego ojca trójki sympatycznych dzieciaków. Do gospodarstwa dziadka zagląda też pewien przystojny młody mężczyzna, któremu Lilka szybko wpada w oko. Czy coś wyniknie z jego prób zainteresowania kobiety swoją osobą? 

Mimo poruszonego w powieści trudnego tematu przemocy domowej, zdarzają się fragmenty zabawne, szczególnie dialogi, w których uczestniczy Raj. To zdecydowanie moja ulubiona postać. Fantastyczny, chociaż ciut nadopiekuńczy, ojciec dwóch bliźniaków, Oliego i Kajtka, oraz starszej od nich trochę Kingi, bardzo wzbogacił i ocieplił fabułę swoimi wypowiedziami. 

Język powieści jest lekki i nieskomplikowany. Książkę czyta się szybko, a opisy pozwalają wyobrazić sobie plenery, w których rozgrywają się kolejne wydarzenia. Akcja toczy się jednak dość wolno, a sporo miejsca zajmują opisy samopoczucia Liliany po rozstaniu z mężem i jej rozważania dotyczące bezpieczeństwa córeczki i ich przyszłości. Znajdziecie tutaj również wątek romansowy, choć nie taki typowy, jak w wielu innych powieściach. Lilka w końcu sporo przeszła i wcale nie jest zainteresowana amorami... 

Czas na wyjaśnienie, gdzie podziały się dwa punkty z oceny. Otóż, tradycyjnie - korekta. Ja wszystko rozumiem, literówki zdarzają się wszędzie, ale zdejmowanie kurtki dwa razy w tej samej scenie, przez tę samą postać, to lekka przesada... Poza tym wychodzi na to, że bliźniaki Raja "zimowały" ze dwa razy, bo mając czternaście lat chodzą do... szóstej klasy. I zachowują się trochę jak dwunastolatki, więc może założenie było takie, że są jednak w wieku szóstoklasistów, tylko ktoś źle policzył ich wiek? Nie wiem :-) Drugi punkt z oceny odpadł w chwili, kiedy zmęczyło mnie wszechobecne imię głównej bohaterki. Używanie go po 3 - 5 razy na stronie, to jednak trochę za dużo. Po pewnym czasie ten zabieg zaczyna trochę irytować i nadawać sztuczności rozmowom, bo nikt tak w rzeczywistości nie mówi.

Cykl składać się będzie z kilku tomów, a w każdym z nich czekać będzie opowieść o życiu kolejnych bohaterów. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf SA



czwartek, 23 listopada 2017

"Szept wiatru" Sylwia Trojanowska - recenzja

Tytuł: "Szept wiatru"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Videograf SA
Seria: Szkoła latania, tom 3 i ostatni


Dopiero co odłożyłam trzeci tom serii autorstwa Sylwii Trojanowskiej, a już żałuję, że nie ma kolejnych części, opowiadających o bohaterach, których tak bardzo polubiłam. Może warto napisać osobną książkę, np. o Zośce? Jej wątek w ostatnim tomie tak pięknie się zaczął... Chociaż nie, może lepiej zostawić tę historię wyobraźni...

Poruszane w trylogii problemy dotyczą codzienności wielu ludzi. Nadwaga i jej konsekwencje w postaci nie tylko problemów zdrowotnych, ale i emocjonalnych, a także towarzyskich, brak wiary we własne siły i możliwości czy lęk przed zaufaniem drugiej osobie to tylko ułamek fabuły, pełnej trudnych spraw i tematów, o których warto mówić. Przedstawione są jednak prostym językiem, takim płynącym z serca.

Związek Kasi i Maksa dalej wisi na włosku. Karolina nie odpuszcza i robi się naprawdę niebezpiecznie. To chyba jakaś psychopatka! Zrobi wszystko, żeby zatrzymać Maksa. Czy posunie się do wyrządzenia krzywdy Kaśce, czy poprzestanie na groźbach? Maks miota się między poczuciem obowiązku a prawdziwym, głębokim uczuciem. Co wybierze? 
Kim okazała się być tajemnicza Franciszka Księżopolanka, którą Kasia spotyka co jakiś czas? Miałam pewne podejrzenia i... sprawdziły się. Bardzo przypadła mi do gustu ta postać, mądra i zabawna jednocześnie. Oprócz Franciszki, moją sympatię wzbudziła Penelopa, terapeutka Kasi ze Szkoły latania. Gdybym miała kiedyś uczestniczyć w jakiejkolwiek terapii, chciałabym, żeby prowadząca była tak dobrze przygotowana do swojego zadania, jak ona. Profesjonalna, ale nie zimna i zdystansowana. Widać było, że zależy jej na tych młodych ludziach, dla których odchudzanie to nie jest nic nieznaczący drobiazg. Podobało mi się jej zaangażowanie i świetny zmysł obserwacji. Powiecie, że to przecież tylko postać z książki. A ja myślę, że w realnym świecie wiele jest takich właśnie Penelop, które są dla innych prawdziwym oparciem w walce o lepsze jutro. 


Podobało mi się wplatanie w tekst maili i smsów, z odpowiednimi oznaczeniami na początku. Wyróżnino też w inny sposób listy i krótkie notatki. Zabieg ten sprawił, że tekst nie był jednostajny, więc czytanie nie nużyło. Krótkie rozdziały przyspieszały bieg wydarzeń. Trochę zajęło mi przyzwyczajenie się do nietypowej czcionki, ale ostatecznie dałam radę. Tylko pytajniki mnie irytowały. Dlaczego wyglądają, jakby były drukowane odwrotnie? Nie mam pojęcia :D


Dialogi, pełne emocji, czasem nawet bardzo mocnych, sprawiały, że bohaterowie ożywali w mojej głowie. Widziałam Zośkę opowiadającą o trudnym życiu i o czekającej ją fantastycznej przyszłości, a także Kaśkę, uryczaną po pachy i zawieszoną między "pragnę" a "boję się zaufać". Z uśmiechem obserwowałam również niesamowitą przemianę mentalną pana Roberta Laski, ojca Kasi. Z mruka i wiecznie niezadowolonego minimalisty w okazywaniu uczuć zamienił się w... człowieka. Może przesadą byłoby określanie go wrażliwym, ale powoli zaczynał przypominać osobnika o ludzkich odruchach. Podobało mi się rozkwitanie zahukanej do tej pory matki Kasi, Małgorzaty. W końcu odważyła się być kobietą, czasami nawet stanowczą, a do tego piękną i dobrą. W ogóle każdy z bohaterów w tej ostatniej części przeszedł jakąś przemianę. Nawet trzeźwo patrząca na świat Zośka odpadła, zapatrzona ślepo w oczy swojej pierwszej prawdziwej Miłości. 


Zaskoczeniem jest finał powieści. Autorka pozwala nam wybrać, jak skończy się historia Kasi i Maksa. I całe szczęście, bo choć przeczytałam wszystkie zaproponowane możliwości, to już wybrałam swoją wersję i będę się jej trzymać :-) 




środa, 22 listopada 2017

"Blisko chmur" Sylwia Trojanowska - recenzja

Tytuł: "Blisko chmur"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Videograf SA

Seria: Szkoła latania, tom 2

Drugi tom serii "Szkoła latania" przeczytałam piorunem. Inna sprawa, że wiem mniej niż po lekturze tomu pierwszego, ale cóż zrobić... Trzeba szybko sięgnąć po ostatnią część, która - na moje szczęście - już czeka na półce.

Kaśka ma mętlik w głowie. Rozstała się z Maksem, ale jej serce ma zupełnie inne plany w tym temacie. Wciąż o nim myśli, następnie irytuje się na siebie, po czym... znów o nim myśli. Odchudzanie trwa, choć teraz dziewczynie jest trochę trudniej, ponieważ uczestnictwo w programie Szkoły latania nierozerwalnie łączy się z Maksem. Z racji zamieszania uczuciowego motywacja też spadła, ale Key nie zamierza zaprzepaścić tygodni wyrzeczeń. Mimo rozterek bierze udział w spotkaniach. Jest jej o tyle łatwiej, że Penelopa przesunęła Maksa do innej grupy. 



Maks próbuje przekonać Kasię, że to ją kocha nad życie, a nie Karolinę, która nachodzi dziewczynę wręcz jej grożąc. Nowe wiadomości dotyczące związku Karoliny i Maksa dobiły Kaśkę i zraniły do głębi. Postanowiła definitywnie zakończyć związek z ukochanym mężczyzną. Pomocny miał okazać się wyjazd na ferie do cioci Róży, do Zakopanego. Kilka dni z dala od zaborczej i gotowej na wszystko Karoliny, rozdartego Maksa i szalejącej w Kaśce burzy uczuć okazuje się być idealnym rozwiązaniem. Dziewczyna wyjeżdża, by przemyśleć i poukładać sobie wszystko. Czeka ją trudna decyzja, dać drugą szansę Maksowi czy odpuścić i zapomnieć? Co wybierze Kasia? Kto i w jaki sposób wpłynie na jej postanowienie? 



Książka jest pełna ciepłych momentów i zabawnych dialogów. Akcja nie pędzi na łeb, na szyję, dzięki czemu możemy przyjrzeć się dokładniej głównej bohaterce i jej przemyśleniom, zachodzącym w niej zmianom, rozterkom, z którymi musi się zmierzyć. To typowa powieść obyczajowa, życiowa, o codzienności, w której czasami zdarzają się tak niesamowite sytuacje, że najlepszy scenarzysta by tego nie wymyślił. A może warto przenieść tę historię na ekran? Z chęcią obejrzałabym jej ekranizację, na przykład w formie serialu.      

Najlepsza postać tego tomu? Dla mnie to zdecydowanie dziewięcioletni Karolek Zarębski. Gdybym spotkała go w życiu realnym, już w pierwszych chwilach naszego spotkania prawdopodobnie skończyłby związany i zakneblowany w koszu na pranie, ale w książce bardzo mnie bawił. 
Bohaterowie są dopracowani, ciekawi, trójwymiarowi. Każdy z nich jest wyjątkowy i ma w sobie to "coś", za co można go polubić lub się do niego uprzedzić. Tu nie ma tak wielu scen z Maksem i Kasią. Obserwujemy zmagania dziewczyny z własnymi uczuciami i poznajemy lepiej członków jej rodziny i niezastąpioną Zośkę, najlepszą przyjaciółkę w galaktyce. 

"Blisko chmur" to powieść o sile miłości, przyjaźni i więzach rodzinnych. Warto poznać Kasię i pozostałych jej bohaterów. 






niedziela, 5 listopada 2017

"Szkoła latania" Sylwia Trojanowska - recenzja

Tytuł: "Szkoła latania"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: literatura współczesna
Liczba stron: 278
Wydawnictwo: Videograf SA
Cykl: Szkoła latania, tom 1

Skojarzynki:
niepewność * otyłość * zakochanie * dieta * rozterki * terapia


Zachęcona opisami w sieci zaopatrzyłam się w książkę autorstwa Sylwii Trojanowskiej pt. "Szkoła latania". Jakoś tak poczułam pewną bliskość z główną bohaterką, moją imienniczką, której problemy i rozterki są mi w pewnym stopniu znane. Czas jakiś książka odczekała na półce, by nabrać mocy urzędowej, aż w końcu przedwczoraj nadeszła jej pora.


Kaśka to dziewczyna o wdzięcznym nazwisku Laska, jednak wcale "laski" nie przypomina. To nazwisko to zmora jej życia, podobnie jak nadprogramowe kilogramy, których nazbierało się przez lata o wiele za dużo. Trudno jednak, mając osiemnaście lat, przeciwstawić się prawie całej rodzinie, która hołduje kultowi ciała obfitego, wypchanego do granic możliwości wszystkim, co nadaje się do zjedzenia. A taka właśnie jest rodzina ze strony ojca Kaśki, Roberta. Prym wiedzie tam niesamowicie apodyktyczna ciotka Matylda, dla której obfite kształty to sens życia. Jedyną osobą w rodzinie, która podejmuje walkę o lepsze jutro dla dziewczyny, jest jej matka, Małgorzata. Kobieta filigranowa, zdominowana kompletnie przez męża. W tej jednak kwestii doprowadza do tego, że jej córka, po kilku nieudanych próbach, trafia na dość ekscentryczną terapeutkę, Penelopę Hoppe, z którą rozpoczyna pracę nad sobą. Celem jest nie tylko zgubienie znienawidzonych przez Kaśkę kilogramów, ale także przestawienie jej myślenia i postrzegania samej siebie. I od momentu wkroczenia na ścieżkę odchudzania, zaczyna się całkiem nowe życie nastolatki... 

Kolejną postacią w powieści, która bardzo przypadła mi do gustu, jest Zośka, najlepsza - i jedyna - przyjaciółka Kaśki. Bardzo spodobało mi się jej podejście do życia. Mimo problemów w domu daje radę, uśmiecha się, cieszy życiem i dopinguje Kaśkę. Kiedy dziewczyna poznaje na sesjach terapeutycznych swojego pierwszego w życiu chłopaka, Maksa, co sprawia, że jej emocje lądują na rollercoasterze, Zośka podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo. Jak w każdym związku (a tutaj to dopiero początki początków), zdarzają się wzloty i upadki. Kaśka przeżywa strasznie każdą niejasność, niepewność i niedopowiedzenie. Trochę mnie tą nadwrażliwością wkurzała, ale z drugiej strony rozumiem, że w jej sytuacji można się tak czuć, kiedy dziewczyna jest niepewna siebie, swojej wartości i - przede wszystkim - urody. 

Maks... no właśnie, Maks. Jego zachowanie wydało mi się dość podejrzane. Nie będę pisać szczegółowo, żeby nie spojlerować, ale jestem bardzo ciekawa, czy moja teoria się sprawdzi. Poza tym mogę powtórzyć za Zośką: "Jezu, skąd on się urwał?!"... 

Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to od dawna się tak
nie zmęczyłam przy czytaniu! I nie mam na myśli samej lektury powieści, tylko to, że musiałam książkę trzymać obiema rękami i praktycznie cały czas na siłę rozkładać. To naprawdę męczące, a o trzymaniu jej jedną ręką mogłam zapomnieć... No ale czego się nie robi dla poznania kolejnej ciekawej historii? :) 

Historia kończy się w taki sposób, że już zamówiłam kolejne tomy tej serii, bo jestem bardzo ciekawa, jak to się wszystko rozwiąże... Wbrew pozorom nie zdradziłam Wam wiele z fabuły. Dzieje się tu dużo, pełno w tej opowieści emocji, czasem trochę (bardzo!) rozchwianych, czasem irytujących, ale myślę, że warto poznać Kaśkę i jej świat. Daje to wszystko do myślenia...

I na koniec ostatnia refleksja, związana z odchudzaniem i tym, czego Kaśce zazdroszczę. Gdybym dysponowała własną siłownią w domu, ćwiczyłabym codziennie. Nic tak nie deprymuje, jak spojrzenia osób w rozmiarze 36, ćwiczących na siłce dla przyjemności czy ogólnego komfortu, kiedy człowiek w pocie czoła próbuje zrzucić nadprogram kilogramów...