czwartek, 22 lutego 2018

"Ptakologia" Sy Montgomery - recenzja


Od jakiegoś czasu rynek wydawniczy aż kipi od książek związanych z naturą. Nie inaczej jest z "Ptakologią" autorstwa Sy Montgomery. Książka ta należy do serii EKO, która zawiera obecnie 12 pozycji dotyczących niezwykłego świata roślin i zwierząt. Autorka tej nietypowej książki jest dziennikarką, podróżniczką i przyrodniczką, zakochaną w zwierzętach i ich świecie. Wikipedia informuje, że Sy napisała ok. 20 wyróżnionych nagrodami książek dla dzieci i dorosłych. "Ptakologia" jest jedną z nich. 

Wyjątkowość tej książki polega na tym, że autorka opisuje własne doświadczenia w kontakcie z ptakami. Możemy poznać losy jej ukochanych kur, które nazwała Damami. W kolejnym rozdziale opowiada o kazuarach, później o kolibrach, sokołach, gołębiach, papugach i wronach. Podczas lektury dowiedziałam się o tych ptakach niesamowitych rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia. Wiedzieliście na przykład, że kazuary przypominają dinozaury? Albo jak trudno jest uratować maleńkiego kolibra od śmierci? Jak nauczyć sokoła polować? Jak to jest ze zdolnościami nawigacyjnymi gołębi? I czego można nauczyć papugi? Zawsze uważałam wrony za brzydkie i nieciekawe ptaki, a tu taka niespodzianka. Okazuje się bowiem, że wrony są niezwykle inteligentne, a Sy zauważyła, że wielokrotnie odciągały uwagę drapieżników od jej kur, którym udawało się uciec, czego nie można było czasami powiedzieć o wronach... Właśnie o tym wszystkim i wielu innych rzeczach pisze szczegółowo autorka.  

Z każdym rozdziałem robi się ciekawiej. Sy opowiada o wszystkim dokładnie, z własnej perspektywy. Nie jest to jednak suchy tekst, lecz porywająca historia z przytaczanymi dialogami. Ponadto książka jest pięknie wydana i idealnie nadaje się na przykład na prezent dla pasjonata przyrodniczego :-)  

Muszę przyznać, że trochę brakowało mi kolorowych ilustracji, szczególnie w rozdziale o papugach. Grafiki w książce to czarno-białe zdjęcia i, również czarno-białe, rysunki. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego :-) Mogłoby też być coś o wróbelkach i sowach ;-) 

Moja ocena:



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy


niedziela, 18 lutego 2018

"Zacisze 13" Olga Rudnicka - recenzja




Dość niepozorna i cienka książka autorstwa Olgi Rudnickiej, która dołączyła do mojego księgozbioru dzięki wymianie książkowej, okazała się świetną lekturą. 

Prosta fabuła nie jest przeładowana treścią i choć może poszczególne sytuacje są trochę przerysowane, to wcale mnie to nie raziło podczas lektury. Czytałam z przyjemnością i dreszczykiem zaciekawienia, jak też autorka rozwiąże opisaną intrygę. 


Główna bohaterka powieści, Marta Żywek, to kobieta po przejściach, obecnie samotna nauczycielka historii w liceum w Śremie. Jej jedyną przyjaciółką jest Aneta, również belferka, dla odmiany biologiczka, pracująca w tej samej szkole. Życie obu kobiet uległo diametralnej zmianie w chwili, kiedy na ich drodze pojawili się dwaj mężczyźni. Jeden martwy, ukatrupiony został przez nieznanego sprawcę w ogródku Marty. Drugi zaś, początkowo żywy, w wyniku wypadku również stracił życie. Marta spanikowała i w tajemnicy ukryła swojego trupa w piwnicy. Wkrótce po tym Aneta, która na czas remontu swojego zalanego mieszkania wprowadziła się do domku Marty, również postanowiła ukryć swojego "wypadkowego" trupa. Jej wybór padł na... piwnicę. Zdziwienie obu kobiet było ogromne, kiedy zorientowały się, z jaką sytuacją przyszło im się zmierzyć.
Jak wybrną z impasu? Dlaczego Marta ukryła trupa zamiast zawiadomić policję? Kim jest para młodych ludzi obserwujących bohaterkę i jej dom? Czy Damian darzy Martę prawdziwym uczuciem czy jedynie odgrywa rolę zakochanego, by odzyskać ukryty gdzieś łup pochodzący z napadu na zakład jubilerski? Kim byli trzej obcy mężczyźni, próbujący dostać się do domu Marty? Odpowiedzi na te i więcej pytań znajdziecie na kartach powieści.   

Genialne dialogi Marty i jej przyjaciółki Anety wiele razy wywoływały u mnie niepohamowany chichot. Można odnieść wrażenie, że dziewczyny zostały potraktowane przez autorkę jak stereotypowe blondynki z dowcipów, ale z drugiej strony, ile kobiet zna się na betonie, cemencie, wylewkach i kładzeniu płytek? Jestem przekonana, że tego typu rozmowy byłyby jak najbardziej prawdopodobne :D

Wątek romansowy też nie jest zły, żadnej nachalności czy przytłaczającego uczucia, które w powieści kryminalnej powinno według mnie być jedynie tłem, skoro już musi być. Jedyne, co mnie trochę irytowało, to te wszechobecne rumieńce bohaterów. Kiedy podczas rozmowy ludzie przy każdej dosłownie wypowiedzi się rumienią, coś chyba z nimi jest nie tak... ;-)


Kilka błędów i literówek znalazłam, ale nie zgrzytałam z tego powodu zębami, bo styl autorka ma naprawdę świetny. Powtórzę się, że królowa kryminału z humorem jest tylko jedna, więc wybierając lektury z tego gatunku nie szukam jej następczyni czy następcy ;-) Moim celem jest dobra zabawa podczas czytania i tutaj ten cel osiągnęłam. 

Więcej nie piszę, bo drugi tom cyklu zerka na mnie pożądliwie... ;-)

Moja ocena:

piątek, 16 lutego 2018

"Jak cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński - recenzja


Po przeczytaniu przygód Róży Krull, z nadzieją na przyjemną lekturę, wzięłam do ręki powieść kryminalną z humorem pt. "Jak cię zabić, kochanie?" i... chyba się trochę zawiodłam.
Nie jest to książka związana z Różą, lecz osobna historia. Pomysł na fabułę bardzo fajny i dający wiele możliwości zbudowania napięcia, a także zarówno śmiesznych, jak i niebezpiecznych sytuacji. 

Kasia, główna bohaterka, ma szansę na odziedziczenie wielkiego majątku. Pewna niezwykle religijna staruszka umieściła jednak w swoim testamencie pewne warunki, które Kasia Donek wraz z mężem muszą spełnić, by mogli wejść w posiadanie grubych milionów. Ślub kościelny mają, więc tutaj sprawa jest załatwiona. Niestety, do kompletu, w ciągu pięciu lat od ślubu, miało na świecie pojawić się ich dziecko. Czas na spełnienie warunków wkrótce się skończy. Jeśli Kasia i jej mąż Darek nie spłodzą potomka, pieniądze przejmie... wymieniony przez staruszkę kościół.
Istnieje też inny sposób na przygarnięcie tej sporej sumki. Jedno z małżonków musi umrzeć, by drugie mogło przejąć spadek... Nie muszę chyba dodawać, że pewien duchowny również liczy na te pieniądze, gdyż to pozwoli uratować jego kościół przed zamknięciem. Jak potoczą się losy Donków? Jakie perturbacje spotkają ich na drodze do milionów? Jakie przygotują plany na uśmiercenie współmałżonka?        


Zaczęło się ciekawie, nawet zabawnie, ale im dalej, tym więcej było wydarzeń i postaci do ogarnięcia. W końcu poczułam się, jak bym czytała papierową wersję komedii w stylu "Szklanką po łapkach 8". Zbyt wiele treści, mającej na celu rozbawić czytelnika, w końcu zaczyna odnosić odwrotny skutek. 

Ilość błędów, literówek, powtórzeń i zjedzonych liter mnie przytłoczyła. Podrzucę tylko kilka, dla przykładu, bo gdybym miała zaznaczać wszystko, brakłoby mi zakładek... Podczas lektury zaatakowały mnie między innymi "Zgrzyt zamku i odgłos chowania się bolców...", do tego wciąż jakiś bohater "gromił wzorkiem", o niewłaściwym używaniu zaimków mi i mnie nie wspomnę. Może wymagam zbyt wiele? W końcu to tylko kryminalna komedia omyłek. Nie spodziewałam się poziomu Joanny Chmielewskiej, bo królowa jest tylko jedna, ale mimo wszystko... zmęczyłam się trochę, zamiast dobrze się bawić ;)   

Poza tym zauważyłam, że każdy chyba autor ma jakieś swoje ulubione słowo, którego często używa w tekście. Ewentualnie wystarczy, że użyje go dwa, może trzy razy, ale jeśli jest to wyraz rzadko używany lub kompletnie nie pasujący do reszty tekstu, to wyjątkowo rzuca się w oczy. Tutaj jest to słowo konweniować... Nie można było napisać, że coś przypadło go gustu. było odpowiednie czy z czymś zgodne? Wiem, czepiam się :) 

Czytało mi się szybko, akcja gnała, głównie dzięki wielu dynamicznym dialogom, ale nie czułam dreszczyku emocji, nie było wybuchów śmiechu ani nawet uśmiechu. Przeczytałam. I tyle.

Moja ocena:

środa, 14 lutego 2018

"Trzydziesta pierwsza" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Kolejne spotkanie z policjantami z Lipowa uważam za bardzo udane. Znów nie zauważyłam, kiedy przeczytałam te ponad 500 stron. Działo się wiele, chyba więcej niż w poprzednich tomach i muszę przyznać, że już zaczynam się zastanawiać, co autorka zaserwowała czytelnikom w czwartym tomie, który przede mną. 

Tym razem intryga była jak kłębek wełny poplątany przez kota. Domysłom podczas lektury nie było końca, tradycyjnie podejrzewałam połowę bohaterów :D Autorka przygotowała niesamowity koktajl wątków, których początek umiejscowiła w latach 60. XX wieku, kiedy to członkowie sekty z Cichego Lasku niedaleko Lipowa popełnili zbiorowe samobójstwo. To jednak dopiero początek całej lawiny wydarzeń, bo oprócz naukowca, który przybył dokładnie zbadać miejsce, gdzie żyli ci ludzie, dostajemy jeszcze pożar, kilka morderstw, szaleństwo i wiele niejasnych sytuacji. Z każdą stroną robiło się bardziej mrocznie, a moje ciśnienie wędrowało w górę jak szalone. Znów żałowałam, że nie czytam zbyt szybko, bo mam zasadę, by nie zaglądać na ostatnią stronę, a powstrzymanie się było naprawdę trudne. 


Co u naszych bohaterów? Paweł Kamiński, przez ułamek sekundy, ale zawsze to coś, zyskał odrobinę człowieczeństwa (ale nie liczcie na wiele ;) ), za to Daniel Podgórski na chwilę stracił głowę i popadł w chaos wewnętrzny.
Nowa bohaterka, policjantka Emilia Strzałkowska, zastępująca chwilowo Janusza Rosoła i Marka Zarębę, dostarczyła nowych wątków obyczajowych, a Maria Podgórska odkryła przed synem tajemnicę sprzed lat. Trochę brakowało mi Klementyny, ale wiem, że wróci, więc nie rozpaczam. Pojawią się także bohaterowie trochę młodsi, córka Zaręby, Andżelika, i syn Strzałkowskiej, Łukasz. I dodadzą swoje trzy grosze do całej tej historii. Biorąc pod uwagę większą część dzisiejszej młodzieży i jej zachowanie, Łukasz to złoty chłopak, aż normalnie nierealny jakiś... ;) 

Przebieram już nogami do czwartego tomu!

Moja ocena:


wtorek, 13 lutego 2018

Book tour - "Trup na plaży..." - wędrówki ciąg dalszy

"Trup na plaży..." Anety Jadowskiej powędrował już do Kasi - @czytado. W kolażu możecie zobaczyć, co wraz z książką znalazła w kopercie Wiola - @nie.wiola. Zawartość przesyłki dla Kasi to tajemnica, żeby była niespodzianka ;-) Ja już wiem, co tam jest w środku, a Wam pokażę, jak tylko Kasia odbierze przesyłkę i sama obejrzy spakowane przez Wiolę skarby ;-)

Trasa do przebycia zacna: Olsztynek ---> Gdynia :-)


czwartek, 8 lutego 2018

"Cień przeszłości" Grzegorz Gołębiowski - recenzja


Powieść "Cień przeszłości" jest debiutem Grzegorza Gołębiowskiego. Wcześniejsze publikacje autora oscylują wokół tematów ekonomicznych, ponieważ jest on doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych i nauczycielem akademickim. Tematyka opisanej przez niego intrygi, czyli historia, a dokładniej genealogia, to jego pasja. 

Początkowo nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autor opisując kolejne wydarzenia drepcze zbyt długo w miejscu, chcąc dokładnie wyjaśnić czytelnikowi wszystko i uściślić, co nieścisłe, choćby to, że kiedy bohater podchodzi do przejścia dla pieszych, to będzie czekał aż światło z czerwonego zmieni się na zielone i wtedy przejdzie przez pasy. Dotyczą tego również opisy stanów emocjonalnych poszczególnych bohaterów. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się jednak do tego stylu, zawierającego sporo wyjaśnień spraw oczywistych. Porównałabym ten styl i jego dokładność do podręczników do nauki języka polskiego dla obcokrajowców. Nie potoczny język, którego używamy na co dzień jest tu używany, tylko właśnie ten wygładzony, podręcznikowy. Choć w dialogach, jeśli było to zasadne, pojawiły się nawet wulgaryzmy. 


Główny bohater, Adam Floriański, zajmuje się genealogią. Dostaje zlecenia od ludzi, którzy chcą poznać swoje korzenie, i wyszukuje ich przodków. Niby nudne, co? Ale dla Adama te poszukiwania to jak wędrówka w czasie. Bardzo to lubi i spędza długie godziny w bibliotekach i archiwach. Pewnego dnia, który również spędzał w bibliotece, zostaje poproszony przez siedzącego obok starszego pana o pomoc w odszyfrowaniu imienia znajdującego się na mikrofilmie. Zdziwienie Adama było spore, kiedy zorientował się, że nieznajomy szuka kogoś w okolicy, którą sam przeczesywał właśnie dla swoich celów. W jednej chwili Adam pomagał temu człowiekowi, a w następnej patrzył przez okno biblioteczne, jak karetka pogotowia zabiera go do szpitala. Zorientowawszy się, że mężczyzna nie wziął swojej teczki, Adam zabiera ją ze sobą. Kilka godzin później mężczyzna ze zgrozą przyjmuje informację dotyczącą nieznajomego.  Człowiek ten prawdopodobnie zmarł. Tymczasem w teczce znajdują się pewne dokumenty z czasów II wojny światowej i pendrive zabezpieczony hasłem. Do akcji wkracza koleżanka z liceum Adama, Anna, specjalistka od wszystkiego, co związane z komputerami i siecią. Kiedy kobiecie udaje się złamać hasło i dostać do informacji zapisanych na pendrivie, nagle wraz z Adamem znajdują się w niebezpieczeństwie. Czego dotyczy tak pożądany przez przestępców plik z pendriva? Czy Adam odnajdzie rodzinę ludzi, których drzewo genealogiczne odtwarzał nieznajomy? Czy mężczyzna rzeczywiście umarł na zawał czy ktoś mu "pomógł"? Jaka tajemnica kryje się za działaniami starszego pana? Do czego posuną się ci, którzy usiłują przechwycić zawartość teczki? 

Akcja rozwija się raczej powoli, powiedziałabym z namaszczeniem, i biegnie dwutorowo, współcześnie oraz w czasie II wojny światowej. Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, lubię takie klimaty. Szkoda, że autor nie wykorzystał do końca potencjału tej historii. Brakowało mi więcej opisów, szczególnie scen rozgrywających się w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen, ale to moje subiektywne odczucie, ponieważ tematyka obozów i gett mnie interesuje. 

Moja ocena:


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res

środa, 7 lutego 2018

Book tour - Aneta Jadowska - "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne"


Stało się, ruszył pierwszy organizowany przeze mnie book tour :-) Już nie mogę się doczekać obserwowania wędrówki książki po całej Polsce. Oto miasta, w których zagości Garstka: Poręba, Olsztynek, Warszawa, Gdańsk, Poznań, Libusza, Wrocław, Gliwice i Łódź. Nieźle, co? 

Mam nadzieję, że będziemy mogli z zainteresowaniem śledzić podróż Garstki oraz jej pobyt w kolejnych domach. 

Zasady są standardowe, jak w większości book tourów. Przeczytać, napisać swoje wrażenia i posłać dalej. Przy okazji można uzupełnić mapkę w książce i zostawić kilka słów dla mnie ;-) 

Czas pokaże, jak nam się będzie bawiło :-)

wtorek, 6 lutego 2018

"Więcej czerwieni" Katarzyna Puzyńska - recenzja





Czytanie książek w formie e-booka ma niesamowitą zaletę. Przeżyłam szok (pozytywny!) wypełniając metryczkę recenzji, kiedy zobaczyłam, że ta książka ma w papierze 560 stron!  

Wróciłam do Lipowa z prawdziwą przyjemnością. Tym razem zbrodnie kręcą się wokół pewnej grupy młodych ludzi, których łączy wspólna przeszłość. Czy jednak o to chodzi? O coś, co wydarzyło się wiele lat temu? Czy mordercą jest ktoś z nich? Jaki powód przyświecał zbrodniarzowi? Upokorzenie? Żal? Zemsta? 

To, kto jest mordercą, zaświtało mi w głowie mniej więcej w połowie książki. Nie przeszkodziło mi to jednak pałętać się po meandrach umysłu autorki jak dziecko we mgle. No cóż,  przyznaję, dałam się kilka razy wpuścić w maliny :D


Tym razem sporo miejsca autorka oddała Klementynie i jej rozterkom. Dzięki temu zabiegowi mogłam poznać lepiej tę szorstką policjantkę i jej przeszłość. Wprawdzie jest pewien wątek z nią związany, który wycięłabym bez szkody dla fabuły, ale skoro autorka miała taki zamysł, to trudno ;-)


Bardzo podoba mi się to, że w tej serii warstwa obyczajowa jest równie bogata, co intryga kryminalna zawiła. Dzięki temu zarówno powieść, jak i poszczególni bohaterowie nabierają trójwymiarowości. Jednych można polubić, innych wręcz przeciwnie. Mam swoje sympatie i antypatie, ale myślę, że to może się zmieniać w zależności od tomu.   

Moja ocena

piątek, 2 lutego 2018

"Dobrzy ludzie muszą umrzeć" Helen Fields - recenzja


Właśnie skończyłam czytać książkę z book toura, organizowanego przez Żukotekę, więc na gorąco dzielę się z Wami opinią na jej temat. 

Z Helen Fields miałam do czynienia po raz pierwszy. Czy ostatni? Nie wiem, zależy czy wpadnie mi w ręce "Perfekcjonista", czyli pierwszy tom tej serii. W sumie już nie raz czytałabym powieści z jednej serii od końca :D


Przede wszystkim muszę uprzedzić, że autorka zdecydowała się na dość wysoki poziom brutalności. Niektóre opisy zbrodni są dość drobiazgowe, bo tego wymaga ta historia. To jeden z elementów czyniących tę opowieść tak wciągającą.
Pomysł na fabułę autorka miała pogmatwany i naprawdę ciekawy. Jeszcze się z takim nie spotkałam. 

Podczas koncertu rockowego, w tłumie ludzi, zostaje zamordowany chłopak. Morderca prawie przeciął go na pół i rozpłynął się w tłumie. Edynburska policja rozpoczyna śledztwo. W krótkim czasie giną kolejne osoby. Bibliotekarz, lizakowa pani, pielęgniarka. Osoby, które w jakiś sposób przysłużyły się społeczeństwu i można było o nich przeczytać w sieci. Mieszkańcy Edynburga przestali czuć się bezpiecznie, bo co można pomyśleć o kimś, kto morduje ludzi za to, że pomagali innym? Inspektor Callanach wraz ze swoją ekipą usiłuje rozpracować mordercę jak najszybciej. Okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie proste. Do tego Edgar, niesympatyczny bufon z londyńskiej policji, szarogęsi się na szkockim komisariacie, prezentując wszystkim, a w szczególności Callanachowi, swoją zażyłość z Avą, policjantką, która nie jest Lucowi do końca obojętna.


Dobrze, że oprócz brutalnego wątku w książce znalazły się wątki obyczajowe. Między kolejnymi informacjami dotyczącymi śledztwa i morderstw obserwujemy Luca i jego próby radzenia sobie z samotnością i problemami z męskością, związanymi z doświadczeniami z Francji. Mamy też wgląd w życie Avy i jej próby pogodzenia się z matką. Do tego kilka innych postaci, o których nie będę pisać, bo zdradziłabym za dużo fabuły.   

Co mi trochę przeszkadzało, to dość mała czcionka i małe odstępy między wierszami. To trochę męczy podczas czytania, ale warto było poświęcić się dla takiej lektury. 

Marto, dziękuję za możliwość poznania twórczości Helen Fields.

Moja ocena


niedziela, 28 stycznia 2018

"Trup na plaży i inne sekrety" Aneta Jadowska - recenzja


Do tej pory siedziało mi w głowie, że Aneta Jadowska to tylko fantastyka, ale całe szczęście, że mimo tego przekonania, zdecydowałam się zapolować na najnowsza książkę autorki, będącą pierwszym tomem serii Garstka z Ustki. Który fantastyką wcale nie jest, żeby była jasność.

Byliście kiedyś w takiej sytuacji, kiedy skończywszy studia I stopnia nagle nie wiedzieliście, co ze sobą zrobić? Jak dalej pokierować życiem? Czy coś zmienić czy zostawić tak, jak jest? W takiej właśnie sytuacji znalazła się główna bohaterka powieści, Magdalena Garstka, świeżo upieczona licencjatka pedagogiki. Dziewczyna znad morza, po kilku latach spędzonych w Łodzi, tęskniła już trochę za morską bryzą, pianą burzącą się na grzbietach fal i piaskiem na plaży. W dniu rozdania dyplomów, które absolwenci otrzymali podczas uroczystej gali, Magda ze zdziwieniem dostrzegła na sali swoją babcię, która przyjechała na tę uroczystość, zaproszona przez uczelnię, z Ustki. Podczas rozmowy kobieta zaprosiła Magdę do siebie, do pensjonatu Wielka Niedźwiedzica, który prowadziła. Dlaczego jednak była wyraźnie zdenerwowana sytuacją? Czemu tak jej zależało na tym, by Magda spędziła z nią choć trochę czasu? Od lat coś tajemniczego wisiało nad ich głowami, ale nikt nie próbował dziewczynie wyjaśnić, skąd dziwne zachowanie cioci Tamary, która nie pozwalała, by Magda spędziła z babcią w Ustce więcej niż kilka dni. Podejrzane to wszystko... Tym razem dziewczyna podjęła szybką decyzję i ruszyła z babcią nad morze. Miało być spokojnie, pracowicie i przyjemnie. Tymczasem, podczas jednego z porannych spacerów plażą, Magda dojrzała wśród fal dryfujące ciało. Natychmiast zadzwoniła do wujka Marka, policjanta pracującego w Ustce, i karuzela wydarzeń ruszyła z kopyta... 

Owszem, myślała o jakichś zmianach, zastanawiała się nad przyszłością, ale w najśmielszych nawet planach czy pomysłach na życie nie pojawił się żaden... denat. W dodatku zwróciła uwagę na nagłe zniknięcie jednego z pensjonariuszy Wielkiej Niedźwiedzicy. I co teraz???


Co Was czeka, jeśli sięgniecie po tę powieść? Dużo humoru (uśmiałam się jak norka z pewnego słonia z cekinów... Nie pytajcie, to trzeba przeczytać), trochę wzruszeń, pewna skrzętnie ukrywana tajemnica i, oczywiście, efekty śledztwa prowadzonego po cichu przez Magdę. Naprawdę warto sięgnąć po pierwszy tom tej serii, która - mam nadzieję - szybko powiększy się o kolejne części.

Kryminał z warstwą obyczajową, to coś, co lubię i polecam tym, którzy również wolą, by bohaterowie czytanej książki zyskali odrobinę trójwymiarowego człowieczeństwa w tej pogoni za zbrodniarzem, którą przecież można mieć wszędzie, w każdym innym kryminale. A tu nie dość, że trup, to jeszcze przy okazji wiele emocji związanych z rodzinnymi tajemnicami. Polecam :-)

Moja ocena:


Książkę mogłam przeczytać dzięki czytampierwszy.pl