środa, 28 stycznia 2026

"Pomyśl dwa razy" Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Pomyśl dwa razy"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Myron Bolitar, tom 12

Moja ocena: 6/6

Po dłuższym czasie mogłam wreszcie wrócić do świata Myrona i Wina. Brakowało mi już ich humorystycznych dialogów pełnych podtekstów i stylu, w jakim prowadzą swoje śledztwa.

Trzy lata wcześniej Myron wygłosił mowę pożegnalną na ceremonii pogrzebowej znanego koszykarza, Grega Downinga. Ich wspólna historia pełna była emocji, nie zawsze tych pozytywnych, jednak po etapie ostrej rywalizacji na parkiecie w liceum, ostatecznie stali się klientami biznesowymi. Kiedy po trzech latach od pogrzebu do Myrona zgłaszają się agenci FBI z pytaniem, gdzie znajduje się Greg, Bolitar nie wie, o co im chodzi. Przecież Greg nie żyje! Okazuje się jednak, że nie jest to takie oczywiste, ponieważ na miejscu zbrodni, gdzie zostały zamordowane dwie osoby, znaleziono DNA Downinga. Jak to możliwe?

Myron i Win nie byliby sobą, gdyby nie rozpoczęli prywatnego śledztwa. Intuicja Bolitara i pieniądze Lockwooda potrafią zdziałać cuda, ale tym razem mogą nie wystarczyć. Im dalej brną w pogmatwane wątki, tym większe niebezpieczeństwo im grozi. Dwie ofiary to jedynie czubek góry lodowej zbrodni, które powoli wychodzą na światło dzienne. Czy morderstwa te są powiązane? Kto morduje? Jak to możliwe, że oskarżony zostaje mężczyzna, który od trzech lat nie żyje? 

Poza prowadzonym śledztwem, autor nie szczędzi czytelnikowi prywatnych informacji o pojawiających się bohaterach. Bardzo lubię takie wtrącenia w powieściach, ponieważ pozwalają nam one poznać lepiej bohaterów i ich życie. Tym razem najbardziej przypadły mi do gustu sceny z rodzicami Myrona.     

Dwanaście tomów cyklu nie wystarczyło, aby przygody Myrona i Wina mi się znudziły, więc liczę na to, że nie jest to ostatni tom i wkrótce znowu spotkam moich ulubieńców.  


niedziela, 18 stycznia 2026

"Mosty na Wiśle" Irena Małysa - recenzja

Tytuł: "Mosty na Wiśle"
Autor: Irena Małysa
Gatunek: kryminał z wątkiem historycznym
Czas trwania: 8 h 55 min
Lektor: Filip Kosior
Wydawnictwo: Mova

Moja ocena: 5/6

Irenę Małysę znam z serii o policjantce Baśce Zajdzie. Ponieważ historie kryminalne spod Babiej Góry słuchały mi się świetnie, nie zastanawiałam się długo, kiedy zobaczyłam w ofercie Storytel kolejny tytuł tej autorki.

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch torach czasowych w Krakowie: II wojna światowa oraz lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Kiedy w czasach współczesnych niedaleko dwóch krakowskich mostów zostają znalezione zwłoki dwóch Niemców, rozpoczyna się śledztwo, które prowadzi Walenty Cichocki. Lata wojny to opowieść o prywatnym życiu policjanta. Rewelacyjnie nakreślone tło historyczne prezentuje czasy wojennej zawieruchy w Krakowie i realia życia, a właściwie wegetacji, w getcie.

Walenty to pięćdziesięcioletni śledczy, człowiek samotny i z wieloma problemami natury emocjonalnej. Ich źródła należy upatrywać w trudnym dzieciństwie mężczyzny. Opisana przez autorkę historia z czasów dzieciństwa Cichockiego tłumaczy dziwne zachowanie bohatera i pozwala nam go lepiej poznać. Zagłębiając się w tor wojenny, obserwujemy Hanię, jego matkę, która boryka się z problemami codzienności w okupowanym Krakowie. Mały Waluś jest jej największym skarbem, o który dba tak, jak to tylko możliwe w tych strasznych czasach. Wydarzenia, w których uczestniczy, zmieniają ją nieodwracalnie, a co za tym idzie, wpływają również na chłopca i jego przyszłość. Walenty każdego dnia mierzy się z tym, jak ukształtowała go wojna i lata powojenne. 

Muszę przyznać, że historia z czasów wojennych wciągnęła mnie o niebo bardziej niż współczesne śledztwo toczące się wokół krakowskich kibiców i zamordowanych niemieckich turystów, którzy mieli powiązania ze światem sztuki, a dokładniej interesowali się dziełami zrabowanymi w czasie wojny. Autorka płynnie połączyła oba tory czasowe i opisywane w nich wydarzenia. Tempo akcji jest zadowalające, a lektor w osobie Filipa Kosiora jak zwykle robi robotę.

Polecam :)


czwartek, 15 stycznia 2026

"Rozpacz" Klaudia Muniak - recenzja


Tytuł: "Rozpacz"
Autor: Klaudia Muniak
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 317
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Wiktoria Błońska, tom 1

Moja ocen: 6/6

Ile matka jest w stanie poświęcić dla własnego dziecka i dla siebie samej? Co bylibyście w stanie zrobić, gdyby ktoś, kogo kochacie odszedł, a Waszym jedynym marzeniem byłoby go odzyskać? Na te pytania odpowiada w swojej nowej powieści Klaudia Muniak. "Rozpacz" to pierwszy tom nowego cyklu autorki o przygodach dziennikarki Wiktorii Błońskiej.

W powieści czekają na czytelnika dwa główne wątki: pierwszy dotyczy Kingi Urbaniak, matki, która straciła ukochaną córeczkę, przez co wpadła w rozpacz, z której zrodził się niewyobrażalny wprost pomysł na poprawę przytłaczającej ją sytuacji, drugi natomiast to historia Bogny Chojnackiej, która jako opiekunka trafia do rodziny na pierwszy rzut oka idealnej. Jej podopieczni to słodka trzyletnia Rozalka i pięcioletni Tymon. Matka dzieci ewidentnie faworyzuje dziewczynkę, a chłopca ledwie toleruje. Bogna nie rozumie takiego podziału i od pierwszych chwil stara się pomóc chłopcu w podniesieniu poczucia własnej wartości.

W pewnym momencie wspomniane wątki trafiają na wspólną płaszczyznę. Do Wiktorii, która rozpoczyna prywatne śledztwo w sprawie śmierci Anielki i Kingi, dołącza przyjaciółka Kingi, Sonia. Obie kobiety są zdeterminowane, aby poznać prawdę. Atmosfera robi się coraz gęstsza, a sytuacji nie poprawia dziwne zachowanie męża Urbaniak, który twierdzi, że jego żona oszalała z rozpaczy po stracie córeczki. Czy to on zabił żonę? Co Kinga planowała zrobić, aby odzyskać Anielkę? Jak poprowadzą śledztwo Wika i Sonia?

Oprócz głównych wątków spodziewajcie się również kilku pobocznych, prezentujących prywatne życie bohaterów. To jest właśnie combo, które lubię najbardziej: śledztwo i tło społeczne, dzięki któremu poznajemy lepiej postacie. Ludzie, o których czytamy stają się realni, jakby mieszkali lub pracowali obok nas. Pierwszy tom zobowiązuje do przedstawienia bohaterów, z którymi spędzimy czas przy kolejnych tomach. Wiktoria, na której przygodach opiera się ten cykl, to zadziorna dziennikarka, przed którą nie ma ratunku. Jak się uprze, że z kimś porozmawia, to nie ma zmiłuj. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak potoczą się jej losy w kolejnej części. 

Zdecydowanie polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


środa, 14 stycznia 2026

"Pogrzeb baśni" Wiktoria Korzeniewska - recenzja


Tytuł: "Pogrzeb baśni"
Autor: Wiktoria Korzeniewska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 164
Wydawnictwo: Aniversum

Moja ocena: 3/6

"Pogrzeb baśni" to druga książka Wiktorii Korzeniewskiej, nie licząc antologii i komiksu. Jest niewiele grubsza od "Czerwonej baśni" i równie specyficzna. Nie do końca tego się spodziewałam. Nie zagrało, nie było fajerwerków, nie poczułam słowiańskiego klimatu, na który tak liczyłam. Mroku też tu było niewiele.

Dość monotonna akcja nie powoduje napięcia i nie sprawia, że chce się czytać dalej. Przeczytałam, bo byłam ciekawa, czy coś się w końcu w tej historii zadzieje.

Fabuła kręci się wokół głównego bohatera, Mora, który jest pisarzem. Obok mężczyzny pojawia się kobieta, Wera, właścicielka sklepu, do którego Mor zaczyna regularnie zaglądać, aby pisać tam swoje opowieści. Książki, które tworzy Mor, powstają na bazie historii, które przekazują mu różni ludzie. Kiedy zaczyna odwiedzać osoby polecone mu przez Werę, pisarz zaczyna się zmieniać. Jego wnętrze wypełniają emocje i przeróżne uczucia, których do tej pory nie doświadczał. Poświęcał czas słuchaczom, a kiedy chciał do nich wrócić, okazywało się, że zniknęli. To go niezwykle niepokoiło i mocno zaburzyło jego spokój. 

O bohaterach praktycznie nic nie wiemy przez większość książki. Dopiero końcówka odsłania, kim są Wera i Mor. 

"Pogrzeb baśni" nie wiąże się fabularnie z "Czerwoną baśnią", ale obie książki mają pewne powiązania. 

Jeśli lubicie spokojne historie z metaforycznym przesłaniem, zarówno ta, jak i "Czerwona baśń" powinna Wam się spodobać.


wtorek, 13 stycznia 2026

"Idealny syn" Freida McFadden - recenzja


Tytuł: "Idealny syn"
Autor: Freida McFadden
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 351
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 5/6

"Idealny syn" to kolejna powieść Freidy McFadden, którą miałam okazję poznać. Lubię styl autorki, więc w ogóle nie przeszkadzało mi to, że fabuła okazała się dość przewidywalna, a pomysł lekko oklepany. Zmierzając do finału, czekałam z niecierpliwością na moment, w którym okaże się, czy udało mi się dobrze wytypować czarny charakter tej historii.

Liam Cass, tytułowy idealny syn, faktycznie wydaje się być nastolatkiem bez wad. Rzadko zdarza się, aby szesnastolatek był tak odpowiedzialny, mądry, zaangażowany w wiele działań szkolnych, a do tego przystojny. Świetny sportowiec, genialny dyskutant, najlepszy uczeń i syn-marzenie - tak mógłby wyglądać krótki opis Liama. Może dlatego jego matka zdecydowanie faworyzuje chłopaka, chociaż ma również nastoletnią córkę, Hannah.

Kiedy pewnej nocy znika koleżanka ze szkoły Liama, szybko okazuje się, że to on widział dziewczynę jako ostatni. Sytuacja jest wyjątkowo podejrzana i nie da się ukryć, że jest to woda na młyn lokalsów, którzy natychmiast zaczynają snuć przeróżne teorie, w których to właśnie młody Cass jest tym potworem, który porwał i z pewnością zabił Olivię. Policja rozpoczyna śledztwo, które po nitce do kłębka prowadzi do Liama. Chłopak zachowuje niezdrowy wręcz spokój, nie okazuje kompletnie emocji, a jego matka świetnie wie, do czego jest zdolny. Czy jednak możliwe jest, że porwał i zabił dziewczynę, która mu się podobała? A może Olivia wciąż żyje i czeka gdzieś na ratunek? Ewentualnie uciekła z domu? Policjanci muszą sprawdzić każdy wątek, który może doprowadzić ich do rozwiązania sprawy. Czy jednak wystarczy im czasu, aby odnaleźć nastolatkę cała i zdrową?   

Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku osób. Pojawiają się również transkrypcje przesłuchań policyjnych bohaterów powiązanych w jakiś sposób z Liamem. Dzięki temu akcja toczy się wartko, a autorka funduje czytelnikowi częste zwroty. Krótkie rozdziały i przeskoki między opowiadającymi historię bohaterami powodują, że bardzo trudno jest odłożyć książkę. Praktycznie już na początku pojawia się znany syndrom książkoholika: jeszcze tylko jeden rozdział.        

Zdradzę Wam, że podczas lektury usilnie szukałam bohatera, który będzie pasował do portretu poszukiwanego przez policję zbrodniarza. Jestem z siebie dumna, że trafiłam :D Zabawa była przednia, a kolejna powieść Freidy McFadden mnie nie zawiodła. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona