środa, 22 lipca 2026
"Blisko chmur" Sylwia Trojanowska - recenzja [PATRONACKA]
wtorek, 21 lipca 2026
"Szkoła Latania" Sylwia Trojanowska - recenzja [PATRONACKA]
Data premiery: 24.07.2026
poniedziałek, 13 lipca 2026
"Nie ma głupich" Harlan Coben - recenzja
Moja ocena: 5/6
"Nie ma głupich" to drugi tom cyklu, którego bohaterem jest detektyw Kierce. Pierwszą część czytałam dawno temu, bo w dwa tysiące siedemnastym roku, i muszę przyznać, że nie pamiętam już fabuły. Nie ma to jednak wpływu na lekturę drugiego tomu, ponieważ wydarzenia się nie łączą, a nawet postać głównego bohatera została przez Cobena trochę zmieniona. Detektyw dostał nowe imię i jego życiorys również trochę się zmienił, a zmian tych autor dokonał pod wpływem adaptacji serialowej książki z Netflixa.
Sami Kierce to były policjant, który został wydalony ze służby za zaniedbania, których dopuścił się podczas pracy. Obecnie pracuje jako detektyw i zajmuje się prowadzeniem kursów dla detektywów amatorów, aby zarobić na utrzymanie rodziny, żony Molly i rocznego synka, Henry'ego. Tymczasem z więzienia wychodzi Tad Grayson, który został oskarżony i osadzony za zabójstwo ówczesnej narzeczonej Samiego, policjantki Nicole Brett. Po dyscyplinarnym wydaleniu Kierce'a ze służby, przeróżni adwokaci analizowali sprawy prowadzone przez niego, szukając uchybień, dzięki którym mogliby wyciągnąć z więzienia swoich klientów. Udało się zwolnić w ten sposób już trzy osoby. Sędzia zdecydował również o zwolnieniu Graysona, chociaż ten miał odsiadywać dożywocie. Dla Kierce'a to duży cios. Zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo swojej rodziny.
Podczas jednego z kursów wieczorowych, które prowadzi Kierce, detektyw dostrzega wśród słuchaczy znajomą kobietę, Annę. Jej obecność jest dla niego ogromnym zaskoczeniem, ponieważ był przekonany, że Anna zmarła dwadzieścia dwa lata wcześniej. Poznał ją jako młody chłopak, kiedy spędzał czas z kolegami w Hiszpanii. Szybko zapałał do niej uczuciem i spędzili razem upojny czas, a nawet zaczęli snuć plany dotyczące wspólnej przyszłości. We wspomnieniach, do których starał się nie wracać, wciąż widział ostatni moment, kiedy obudził się obok niej, zakrwawionej i martwej. Trzymał w ręce pobrudzony krwią nóż. Spanikowany uciekł z mieszkania Anny. Próbował zgłosić sprawę na policję, ale kiedy przybył z policjantem na miejsce, ciała ukochanej nie było. Zaraz potem uciekł przed odpowiedzialnością. Wrócił do domu odmieniony i pełen poczucia winy. Zrezygnował z pójścia na studia medyczne, o czym wcześniej marzył. Zamiast świetlanej przyszłości w roli kardiologa, wylądował w policji, a następnie w szkole wieczorowej, gdzie uczył przyszłych detektywów amatorów i zmagał się z demonami z przeszłości.
Ruszając w pogoń za Domniemaną Anną, Kierce bezwiednie uruchamia ciąg zdarzeń, które wciągną go w niebezpieczną i pogmatwaną grę. Dociera za kobietą do posiadłości majętnych Nowojorczyków, który bardzo chronią swoją prywatność. Rodzina jest powiązana ze znaną sprawą porwania Victorii Belmond, która została odnaleziona po jedenastu latach i od tej pory była strzeżona przez rodziców i brata jak skarb narodowy. Ponieważ Kierce jest człowiekiem, który łatwo nie odpuszcza, powoli odkrywa kolejne elementy układanki i poznaje prawdę o wydarzeniach sprzed lat, których był uczestnikiem, a także o sprawie zniknięcia Victorii.
Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka wciągnęła, chociaż ujmuję punkt za trochę drętwe dialogi. Coben zaszalał ze zwrotami akcji, dopiero pod sam koniec przyszło mi do głowy rozwiązanie, które się sprawdziło. Jednak do końca jest napięcie i cały czas coś się dzieje, więc nie ma nudy. Finał zapowiada kolejny tom, na który czekam z niecierpliwością.
czwartek, 9 lipca 2026
"Kantyk słowika" Andrzej H. Wojaczek - recenzja [PATRONACKA]
Moja ocena: 6/6
"Kantyk słowika" to ostatni tom trylogii Żniwo Ognia autorstwa Andrzeja H. Wojaczka. Zarówno trzy części wspomnianego cyklu, jak i trzy wcześniejsze: Wrzeciono Boga, opowiadają losy Teofila Kłoska, którego poznajemy jako nastoletniego chłopaka, a w ostatnim tomie żegnamy się z nim, kiedy jego życie dobiega końca. Pierwszy tom drugiego cyklu to "Ciernie i osty", a drugi "Ostrze sierpa". Wszystkie trzy są spójną całością, prezentującą codzienność, w której przyszło żyć Teofilowi.
Wraz z pierwszym rozdziałem finałowego tomu wkraczamy z Teofilem Kłoskiem w świat Polski Ludowej. Spełnia się jego największe marzenie. Wreszcie może zaznać spokojnego życia u boku ukochanej Klary. Po burzliwych wydarzeniach, które nie oszczędzały obojga, pracują teraz w jednym szpitalu, gdzie Teofil jest referentem inwentarzowym, a Klara pielęgniarką na oddziale położniczym. Nie ma jednak nudy w ich obecnym życiu. Zarówno Klara, jak i Teofil, żyją według jasno określonych moralnych zasad, które sami sobie wytyczyli. Momentami te zasady prowadzą ich w niebezpieczne rejony systemu, z którym podejmują nierówną walkę.
Fabuła utkana została ze zwyczajnych zdarzeń, takich, które mogłyby przydarzyć się każdemu z nas, gdyby przyszło nam żyć w czasach Polski Ludowej. Autor niespiesznie opisuje świat Teofila Kłoska, w którym co rusz pojawia się ktoś, komu trzeba pomóc, z kim trzeba porozmawiać, ewentualnie przez kogo będą kłopoty, o które w PRL-u nie było wcale trudno. Przekonał się o tym między innymi Michał Tatarczyk, młody chłopak dopiero wchodzący w dorosłość, a już postrzegany przez system jako zagrożenie. Wraz z nim w systemowym bagnie wylądowała córka wysoko postawionego członka partii, Alicja, która na swoje nieszczęście pokochała niewłaściwego według jej ojca człowieka, a ich koleżanka Zosia pogubiła priorytety. Co wyniknęło z uporu młodych? Jak potoczyły się ich losy? Co ma wspólnego z tą sytuacją Teofil?
Bardzo ciekawy okazał się wątek pokazujący relację Kościoła z młodzieżą w czasach PRL-u. Postać księdza Papierskiego, charyzmatycznego wikarego, wywołuje sporo emocji. Jest to człowiek niezwykle surowy, stawiający grupie wchodzących w dorosłość ludzi ogromne wymagania. Mimo kar, które kaznodzieja nie raz stosuje wobec na przykład niepokornych według niego ministrantów, młode pokolenie lgnie do niego jak pszczoły do miodu, co niekoniecznie podoba się władzy.
Autor postawił bohaterów powieści przed wieloma trudnymi próbami, a podjęte przez nich decyzje miały niejednokrotnie bolesne konsekwencje. Chociaż jest to głównie opis codziennego życia w szarej rzeczywistości Polski Ludowej, zapewniam Was, że nie ma nudy. Losy Teofila i jego bliskich dają do myślenia i skłaniają do analizowania ich moralnych dylematów.
Koniecznie sięgnijcie po całą trylogię.
Za możliwość patronowania i przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina
niedziela, 5 lipca 2026
"Wakacje po włosku" Katarzyna Kielecka - recenzja
Moja ocena: 6/6
Przecież ja wiedziałam, że tak to się skończy, jak sięgnę po kolejną powieść Kasi Kieleckiej. Podczas lektury co rusz przychodziły mi do głowy myśli w stylu: "Mój borze szumiący, przecież to wszystko NIE MIAŁO PRAWA PRZYDARZYĆ SIĘ jednej rodzinie!". A jednak, ostatecznie jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż wciąż zadziwia mnie fakt, że nikt tam nie zginął. Byłaby to wtedy tragikomedia kryminalna, bez dwóch zdań. Od razu napomknę jednak, że jeśli ktoś nastawia się na miniprzewodnik po włoskiej ziemi ze szczegółowymi opisami przyrody lub zabytków, to nie jest to taki rodzaj publikacji. Owszem, znajdziecie trochę informacji o miejscach, które odwiedzali bohaterowie, jednak głównym wątkiem fabuły są perypetie rodziny w walce z systemem firmy ubezpieczeniowej z piekła rodem.
Rodzina Sarneckich, Tadeusz i Joanna wraz z dziećmi: Antoniną i Kostkiem, ma w planie spędzić cudowny wakacyjny czas na włoskiej ziemi. Pozwiedzać, odpocząć, zrelaksować się. Normalne marzenia o wypoczynku, prawda? Wprawdzie Kostek potwornie marudzi, bo wolałby w tym czasie szaleć z kolegami, a Tosia już myśli o zbliżających się praktykach studenckich w Akwarium Gdyńskim, ale ogólnie pobyt w pięknych okolicznościach przyrody rysuje się bardzo optymistycznie. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy podczas jednej z wycieczek Sarneckim psuje się samochód. Systematycznie podlewana marudzeniem Kostka atmosfera robi się jeszcze bardziej nerwowa, kiedy okazuje się, że uszkodzenie nie jest drobne, a firma ubezpieczeniowa, w której w ostatniej chwili przed wyjazdem wykupił polisę Tadeusz, nie do końca spełnia ich oczekiwania. Do tego dochodzi warsztat samochodowy, który pracuje w stylu "maniana", a wisienką na torcie są próby uzyskania od ubezpieczyciela samochodu zastępczego. Uważacie, że to prosta sprawa? Nic bardziej mylnego. Przekonuje się o tym Tadeusz, któremu przyszło prowadzić tę nierówną walkę. Reszta rodziny dostaje rykoszetem, a chyba najbardziej stabilny emocjonalnie w tej sytuacji pozostaje pies Wafel.
Chociaż Kasia zmieniła personalia bohaterów, niewiele to dało w moim przypadku, ponieważ czytając i tak miałam przed oczami członków jej rodziny i ich prawdziwego psa Leona :D I powiem Wam jeszcze, że za żadne skarby świata nie chciałabym się znaleźć na miejscu rodziny Sarneckich. W moim przypadku NA PEWNO ktoś zostałby skrócony o głowę... ;-)
Wspomnę jeszcze o absolutnie cudnym wydaniu. Rzadko zwracam większą uwagę na wygląd książki, bo ważniejsza jest dla mnie jej zawartość, ale tym razem zachwyciły mnie malowane brzegi i drobne rysunki psa porządkujące tekst. I jeszcze jedna niespodzianka tam na Was czeka. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, że można ożywić obraz z książki. Sprawdźcie koniecznie, o co chodzi. Ja sprawdziłam i uważam, że pomysł jest wprost genialny.
Polecam, sięgnijcie koniecznie, jeśli chcecie spędzić czas z pełną humoru lekturą.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Dobre Strony











