Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WILGA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WILGA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 listopada 2021

"Tajemnica domu w Bielinach" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

Byłam bardzo ciekawa najnowszej książki Katarzyny Bereniki Miszczuk. Po pierwsze dlatego, że jest to historia dla dzieci, a po drugie dlatego, że fabuła miała być słowiańska. Czy faktycznie była? Poza tym nazwa wsi w tytule skojarzyła mi się z miejscem akcji jednej z moich ulubionych serii tej autorki - Kwiat paproci. I okazało się, że miałam rację, bo wśród bohaterów znaleźli się również znani ze wspomnianej serii Gosia, Mieszko i Baba Jaga. Lubię takie mariaże :)

Rodzeństwo Lipowskich: Bogusia, Leszek, Tosia i Dąbrówka przyjeżdżają wraz z mamą do nieznanej im wsi o nazwie Bieliny, gdzie od tej pory mają mieszkać wraz z ciotką Mirką. Zmiana ta związana jest z rozwodem rodziców, który dzieci przeżyły każde na swój sposób. Nie dość, że musiały poradzić sobie z negatywnymi emocjami związanymi z rozstaniem rodziców, to jeszcze ten nieszczęsny wyjazd i pozostawienie w Warszawie całego dotychczasowego świata. To bardzo dużo do udźwignięcia. Autorka bez zbędnych zawiłości przedstawiła wątek zmagania się Bogusi ze złością na ojca, który postanowił założyć nową rodzinę. 

Dzieciaki starają się nie dokładać mamie zmartwień i zaprzyjaźnić się z ciocią Mirką. Jest to o tyle utrudnione, że kobieta ma problemy z pamięcią, za co odpowiada Alzheimer, a jej dom jest dość... dziwny. Nie sposób go posprzątać i nie da się skosić trawy, bo natychmiast odrasta, a do tego ciągle coś się w tym domu przewraca albo spada. Samo. Co się dzieje? Dzieci postanawiają rozwiązać tę zagadkę. Czy uda im się odkryć, co zagnieździło się w domu cioci, która kiedyś była szeptuchą?

Polska w powieści jest trochę innym krajem niż ten, który znamy. Ponieważ nie odbyło się przyjęcie chrztu w 966 roku, w Polsce króluje wiara słowiańska. Bogowie i demony są na porządku dziennym, jednak niewiele jest o tym w opisach. Trochę mi brakowało tych szczegółów tworzących tło rozgrywających się wydarzeń. Mam jednak nadzieję, że to wyłączenie dlatego, iż ten tom otwiera nową serię. Liczę na więcej słowiańskości w kolejnych, na które już czekam :)

Tytuł: "Tajemnica domu w Bielinach"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: literatura dla dzieci, słowiańska
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: WILGA
Cykl: Klub Kwiatu Paproci, tom 1

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga




środa, 27 października 2021

"Małe Licho i babskie sprawki" Marta Kisiel - recenzja

Czwarty tom przygód Bożka i nadprzyrodzonej ferajny gwarantuje sporo emocji i trochę nowych wątków. Nasz bohater wkracza powoli w wiek, w którym oprócz kumpli zaczyna się dostrzegać również dziewczyny i nawet można się z nimi zaprzyjaźnić. 

Świat Bożka zaczyna się zmieniać. Do tej pory jego centrum stanowił dom z wyjątkowo niecodziennymi mieszkańcami, a teraz niepostrzeżenie miejsce małego anioła w bamboszach zajęli koledzy z klasy.

"Patrząc na Licho pochłonięte Własnymi Sprawami, z którymi on nie miał nic a nic wspólnego, Bożek dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo... no, jak bardzo wyszedł z domu. Tak dosłownie - i tak w przenośni. Jak bardzo wciągnęła go czwarta klasa i to, co się z nią wiązało".

Bożek wyrusza na spotkanie nowych wyzwań. To naturalna kolej rzeczy, więc Licho chyba również przyjęło to spokojnie, a poza tym miało jak zwykle pełne ręce roboty, bowiem w pensjonacie wujka Konrada zamieszkały... krasnoludki. W tej sytuacji Bożek spokojnie mógł zgłębiać tajniki relacji rówieśniczych i przyzwyczajać się do szkolnych nowości. Nowa klasa, nowy wychowawca, w dodatku matematyk!, całkiem sporo zmian. W dodatku ten nauczyciel jest jakiś... dziwny. Trochę straszny i tajemniczy. Groźny i śmiertelnie poważny. No wszystko w nim wypada na niekorzyść. Niekorzyść Bożka i jego kolegów. Pan Więch wprowadza nowe porządki i dręczy uczniów zadaniami matematycznymi. A że Bożkowi nie idzie w liczeniu, to sami rozumiecie...

Fabuła w tym tomie kręci się wokół zmian i nowego nauczyciela, który trochę przeraża i wywołuje w uczniach dziwne odczucia. Akcja jest wartka i bogata w wydarzenia, jak życie dziesięciolatków. Bożek znów znajdzie się w niebezpieczeństwie, a wraz z nim - rzecz jasna - jego przyjaciele. Do ekipy dołącza Zmyłka, nowa uczennica w klasie czwartej be. Na pewno nie będziecie się nudzić podczas lektury.

Tym razem Marta Kisiel poruszyła trudny temat lęków i obaw, które dopadają człowieka zupełnie niespodziewanie i zatruwają mu życie. Przy okazji niecnie wykorzystała glutowatego panicza Szczęsnego do mistrzowskiego opisania zasady prywatności, która dla dorastającego chłopca stała się niezwykle istotna. Pytanie brzmi, czy widmowy ojciec zrozumie, że nie może podsłuchiwać i śledzić syna? 

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać Bożka i jego przyjaciół, koniecznie to naprawcie i przeczytajcie wszystkie tomy tej ciepłej i pełnej magii serii. Ja już nie mogę się doczekać piątego tomu. Aha, byłabym zapomniała. Dialogi krasnoludków to normalnie sztos! <3

Tytuł: "Małe Licho i babskie sprawki"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci, fantasy
Liczba stron: 238
Wydawnictwo: WILGA
Cykl: Małe Licho, tom 4

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WILGA

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

"Małe Licho i lato z diabłem" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Trzeci tom przygód Bożka i jego małego anioła stróża to kolejna rewelacyjna porcja pięknego języka polskiego (wraz z przesłodką czarcią wadą wymowy) i serii zdarzeń, które gładko poprowadzą czytelnika nie tylko przez świat realny, ale także przez ten magiczny, tajemniczy i momentami groźny. 

Bożek właśnie skończył trzecią klasę i rozpoczął wyczekiwane wakacje. Zanim jednak zdążyli wraz z Lichem i resztą ferajny uskutecznić prawdziwy odpoczynek, okazało się, że w domu wujka Konrada rozpoczyna się właśnie Wielki Remont. W związku z tym dorośli podjęli decyzję, że Bożek na ten czas wyjedzie do cioci Ody. Chłopiec nie byłby sobą, gdyby nie poprosił o wysłanie z nim również Licha, które przecież nigdy jeszcze nie miało okazji, by przeżyć prawdziwą Przygodę. Radość małych wczasowiczów jest nieopisana, kiedy docierają na miejsce i wreszcie mogą rozpocząć prawdziwe wakacje. Atmosfera błogiego lenistwa odrobinę się elektryzuje, kiedy Bożek spotyka nielubianego szkolnego kolegę. Zapowiada się natomiast na burzę z piorunami, kiedy okazuje się, że chłopcy będą musieli spędzić trochę czasu RAZEM. To już nie jest ciekawa perspektywa, bo wspomniany kolega jest złośliwy, niemiły i nazywa Bożka dziwakiem, a do tego wszystko wie najlepiej i bez przerwy się wymądrza. I jak tu się bawić z kimś, kto nie wierzy w magię i niebezpieczeństwa czyhające w lesie? No jak to jak? Z atrakcjami! Kolejna nadprzyrodzona przygoda pojawiła się na horyzoncie bardzo szybko…

Styl Marty Kisiel jest nie do podrobienia. Stworzone postaci również jedyne w swoim rodzaju. Jest to zatem naturalne, że każdy kolejny tom przygód ludzko-magicznej ferajny musi znaleźć się w moich rękach. Nie dość, że będzie to uczta dla mojego puryzmu językowego, to jeszcze nacieszę się wadą wymowy Bazyla i alergią na pierze Licha. Najpiękniejsze jest jednak to, że pod płaszczykiem pozornie prostej historii Ałtorka przemyca uniwersalne prawdy i wskazuje, co jest w życiu naprawdę ważne, czy jest się w mniejszym lub większym stopniu człowiekiem, małym czortem, aniołem w bamboszkach, czy potworem z najgłębszych głębin. Nie da się po prostu przejść obok tej serii obojętnie!

Swoją drogą bardzo jestem ciekawa czy Ałtorka pozwoli Bożkowi dorosnąć w kolejnych tomach. Chyba trudno jest znaleźć tę granicę, za którą nie należy przechodzić, by bohater pozostał w wyobraźni czytelników postacią najlepszą z najlepszych. Ale wyczuwam wewnętrzny konflikt, no bo z jednej strony żal byłoby rozstać się z Bożkiem i jego przyjaciółmi, ale z drugiej może okazać się, że starszy Bożek to już nie to samo… Trudny orzech do zgryzienia, więc na razie zamierzam po prostu nacieszać się obecnymi przygodami Licha, Bazyla i spółki.

Tytuł: „Małe Licho i lato z diabłem”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 254
Wydawnictwo: Wilga
Cykl: Małe Licho, tom 3 

Moja ocena: 6/6

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga

środa, 9 października 2019

"Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Powrót do magicznego świata Bożydara Antoniego Jekiełłki był dla mnie ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na chwilę, w której będę mogła poznać dalsze losy realnych i fantastycznych bohaterów cyklu Małe Licho, stworzonych przez Martę Kisiel.

Wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Mieszkańcy nawiedzonego domu Bożka (Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ten drugi dom nie ma nazwy, jak Lichotka? A może coś przegapiłam?) angażują się w przygotowania, w których prym wiedzie tradycyjne pierniczenie. Niemieckie widma ściągają ze strychu ozdoby choinkowe, wujaszek Turu zadbał o imponującą choinkę, a zatem wszystko zmierza ku idealnym świątecznym dniom. Jednak Bożek ma pewien kłopot. Mianowicie, kolega w szkole uświadomił mu ze złośliwą satysfakcją, że skoro nie chodzi na religię, to nie może obchodzić świąt, śpiewać kolęd, ani uczestniczyć w wigilijnym spotkaniu ze swoją klasą. Kiedy chłopiec dzieli się swoim problemem z wujkiem Konradem, ten w przystępny sposób wyjaśnia mu, jak to jest z tymi świętami i chrześcijaństwem. I nie tylko ze świętami, bo w rozmowach Romańczuka z Bożkiem znajdziemy również wyjaśnienia dotyczące aniołów stróżów i tego, skąd te istoty się wywodzą... Nie wszystkim mieszkańcom wiedza ta przypadnie do gustu, oj nie wszystkim :-) W każdym razie problem został rozwiązany po mistrzowsku, sami się przekonacie podczas lektury.

Przygotowania, w które wszyscy włączyli się pełną parą, zaowocowały Wigilią z prawdziwego zdarzenia. Z życzeniami, dekoracjami, rodzinną atmosferą, smakowitymi potrawami i prezentami. Bożek nawet własnoręcznie przygotował prezent dla jednego z domowników, jednak obdarowany nieszczególnie się z niego ucieszył. Dlaczego? Nie zdradzę, ale ten wątek również bardzo mi się spodobał. Według mnie idealnie nadawałby się na zajęcia biblioterapeutyczne. Zresztą nie tylko ten jeden można wykorzystać w takim celu.

Z pewnością pamiętacie z pierwszego tomu, że Bożek dopiero wchodzi w świat swoich rówieśników, zatem całkiem niedawno zyskał prawdziwego przyjaciela, Tomka. I udało mu się namówić mamę, aby pozwoliła zaprosić kolegę do domu. Wszyscy świetnie się bawili, były różne smakołyki, szalone gry i zabawy, a na finał – ospa wietrzna, którą przyniosła do domu siostra Tomka. Rozłożyło się Licho, zaospował się Krakers, a na dokładkę wujek Konrad dostał półpaśca. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak wyekspediować Bożka, Gucia i Tsadkiela, których choroba jeszcze nie dopadła, do nieznanej im cioci. Co wyniknie z tej wizyty? O jaką ciocię chodzi? Kto i przez kogo wpadnie w poważne tarapaty? Doprawdy, jeszcze się nie domyślacie? Nie pozostaje Wam zatem nic innego, jak zamówić i przeczytać! Jak najszybciej, alleluja!   

Akcja powieści jest dość dynamiczna, a w finale zdecydowanie przyspiesza. Kolejne wydarzenia przede wszystkim bawią, ale także dają do myślenia. W pomieszaniu z poplątaniem, wśród magicznych stworzeń, Bożek rozwiązuje pojawiające się problemy różnej maści i rzuca się w wir walki, aby pomóc jednemu z bohaterów, który znalazł się w niebezpieczeństwie. Gwarantuję, że będzie się działo. Drugi tom podobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwszy. Piękna okładka, w moim ulubionym kolorze, zdecydowanie wprowadza w klimat.

Rzecz jasna, jest i minus tej opowieści. I to potężny. Za szybko mi się skończyła…

Polecam ten cykl (i inne powieści Ałtorki) każdemu, niezależnie od wieku.


Tytuł: „Małe Licho i anioł z kamienia”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 304
Cykl: Małe Licho, tom 2
Wydawnictwo: Wilga

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga


wtorek, 19 marca 2019

"Zagubione zwierzaki. Szukaj. Znajduj. Baw się" Katarzyna Urbaniak - recenzja


Książeczki z serii Szukaj. Znajduj. Baw się zawierają piękne, pełne szczegółów ilustracje, przy których można przyjemnie spędzić czas. Zaproponowane w "Zagubionych zwierzakach" zadania to zaledwie początek przygody z odnajdywaniem umieszczonych na obrazkach elementów. Gdzie schował się tchórz? Ile wiewiórek mieszka w parku? Ile hipopotamów postanowiło dziś wziąć kąpiel w rzece? Kto wypuścił małpy z klatki w ZOO? 


Na czternastu stronach czeka na młodego odkrywcę siedem miejsc pełnych zwierząt: park, ZOO, las, góry i morze, a także rzeka i ogród. Każda ilustracja, dopracowana i bajecznie kolorowa, zachęca do wodzenia palcem po wycinku świata zwierząt małych i dużych. 

Seria wydawnictwa Wilga ćwiczy spostrzegawczość i koncentrację uwagi. Jest tu również nauka liczenia, ponieważ ukryte zwierzaki trzeba policzyć. Na każdej kolejnej ilustracji dziecko ma o jedno zwierzątko więcej do odszukania. Twarda oprawa i kartki pozwolą korzystać z książeczki przez długi czas bez większego uszczerbku. 

Warto spędzić z dzieckiem czas zarówno przy ej książeczce, jak i przy drugiej z serii, o zagubionych rzeczach. Ogrom szczegółów stanie się niewyczerpanym źródłem rozmów i zadań proponowanych maluchowi.

Przykłady stron:
http://katarzynaurbaniak.blogspot.com/2019/02/zagubione-zwierzaki-miasto-zagubionych.html

http://katarzynaurbaniak.blogspot.com/2019/02/zagubione-zwierzaki-miasto-zagubionych.html


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl


niedziela, 17 lutego 2019

"Szukaj. Znajduj. Baw się. Miasto zagubionych rzeczy" - recenzja


Książka graficzna z serii Szukaj. Znajduj. Baw się, z krótkimi tekstami do każdej planszy, to idealny tytuł dla maluchów, które uwielbiają wyszukiwać drobne elementy na dużych ilustracjach. Rysunki zawierają mnóstwo szczegółów, więc jest to nie lada wyzwanie nawet dla starszych śmiałków.

W pozycji znajduje się siedem plansz z ilustracjami tematycznymi. Mamy do dyspozycji: wnętrze dużego sklepu, wycinek prezentujący skrzyżowanie i ulicę, Stare Miasto z wieloma spacerowiczami, teatr z widownią i sceną, blok mieszkalny, targ pełen straganów oraz zapchany pasażerami autobus. Wszystkie są niezwykle szczegółowe i bardzo kolorowe, ale jednocześnie nie krzykliwe. 

Krótkie zadanie, zaproponowane w książeczce, to dopiero początek zabawy. Wyszukanie np. pięciu pasażerów autobusu, którzy mają ze sobą torby i torebki, to nie tylko ćwiczenie spostrzegawczości, ale także umiejętności liczenia. Kolejne zadania możemy wymyślać już sami. Materiału jest aż nadto. Możemy zadawać dziecku pytania dotyczące sprzedawanych na targu produktów czy znajdujących się na starym mieście zabytków, albo poprosić, aby to ono znalazło dla nas trudną do wyszukania zagadkę. Wzajemne naprowadzanie się na wybraną postać czy przedmiot na ilustracji może być źródłem świetnej zabawy. 

Książeczkę można delikatnie przetrzeć wilgotną ściereczką, jeśli się zabrudzi, ale nie należy jej narażać na leżenie w wilgotnym miejscu, ponieważ tektura może się rozwarstwić. Twarde kartki z pewnością pomogą ochronić ją przed "niszczycielskimi" zapędami młodszych dzieci. 

Bardzo jestem ciekawa, jak wygląda drugi tom tej serii, w którym tematem przewodnim są zwierzęta.




Książkę "Miasto zagubionych rzeczy" możecie zakupić na stronie Księgarni taniaksiazka.pl

Książki dla dzieci w księgarni Tania Książka

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Tania Książka

piątek, 14 września 2018

"Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Kto zna historię willi Lichotki i jej mieszkańców, nie może przejść obojętnie obok tej książeczki. Co ja gadam, nawet jeśli nie wiecie, co to Lichotka, koniecznie przeczytajcie "Małe Licho"! I nieważne, czy macie lat siedem, czy siedemdziesiąt siedem - Małe Licho poznać musicie!

Niebożątko to główny bohater tej opowieści. Dziewięcioletni Bożek, do tej pory zwany często Niebożątkiem, staje przed nowym wyzwaniem, które w ogóle mu się nie podoba. Nadszedł bowiem dzień, w którym wujek Konrad oznajmił reszcie mieszkańców pewnego domu pełnego magii i różnych dziwnych stworzeń, że Bożek powinien wreszcie wyjść do ludzi, w tym konkretnym wypadku - pójść do szkoły... Do tej pory bowiem chłopiec mieszkał sobie bezpiecznie w starym, tajemniczym domu, będącym własnością wspomnianego wujka Konrada. Towarzyszami jego zabaw byli mały potwór Gucio, anioł stróż w puchatych bamboszkach hand made, Licho, oraz stado różowych królików. Smakowite posiłki gotował Krakers, potwór znacznie większy od Gucia, zamieszkujący podziemia domu, a ogarnianiem życia zajmował się anioł Tsadkiel. Do tego towarzystwa zaliczyć należy także wujaszka Turu i mamy właściwie komplet, bo mama Bożka i wujek Konrad raczej do tej wesołej ferajny się nie zaliczają. Mama, bo jest po prostu mamą, a wujek Konrad, bo przez większość roku kalendarzowego jest smutny i ponury. Teraz jednak wszystko ulegnie zmianie. Bożek jest przerażony nową perspektywą i nieznanym, które go czeka. Nowa szkoła, nauczyciele, koledzy, nauka... Dlaczego nie może zostać tak, jak do tej pory? Tyle czasu uczył się sam w domu i wszyscy byli zadowoleni! Po co wujek Konrad zmusza go do czegoś, czego Bożek nie chce?! Emocje aż buzują w sercu chłopca, który sam do końca nie wie, co z tym fantem zrobić. Wyjścia nie ma, więc chłopiec rusza do szkoły 1 września i robi co może, by poradzić sobie w tej nowej sytuacji. Łatwo nie jest, bo nowi koledzy uważają go za dziwaka, stroją sobie z niego żarty... Bo kto to widział, żeby nie wiedzieć na przykład, co to jest FIFA? Jak chłopiec wybrnie z tego impasu? Po co wujaszek Turu uszyje strój anioła? Co wyniknie z kpin kolegów? I kto ruszy na ratunek, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli? 

Ta opowieść idealnie nadaje się do biblioterapii. Znajdziecie tutaj lęki, które ktoś stara się oswoić, złe emocje, wściekłość i rozczarowanie, nad którym ktoś musi nauczyć się panować, otuchę i wsparcie w każdej ilości, a także życzliwość i przyjaźń, bez których ciężko radzić sobie z trudnościami. A wszystko to zostało podlane sosem upichconym z miłości, ze szczyptą przytulania sympatycznymi mackami i kubkiem ciepłego kakao. Czyż nie jest to idealna lektura na każdą porę dnia i nocy? I dla każdego, kto akurat potrzebuje natychmiastowej poprawy nastroju? JEST! :-) 

Styl Ałtorki jest niepowtarzalny. Marta Kisiel pisze z humorem i lekko, a jej powieści czyta się tak, jakby człowiek leżał sobie wygodnie na pachnącej kwieciem wszelakim łące i oglądał płynące po niebie baranki, ewentualnie tęczowe bańki mydlane lub piórka anielskie. Czyż to nie genialna perspektywa? Czysta beztroska i dobry humor :-) 

Jeśli nie czytaliście jeszcze "Dożywocia" ani "Siły niższej", to również polecam, a może nawet warto przeczytać je przed lekturą "Małego Licha i tajemnicy Niebożątka". Wtedy dodatkową przyjemność stanowi wiedza o przygodach bohaterów tej historii, pochodząca z wymienionych tomów. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga

poniedziałek, 8 czerwca 2015

"Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Źrebaki i rumaki" Agnieszka Mielech - recenzja

Tytuł: "Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Źrebaki i rumaki"

Autor: Agnieszka Mielech
Liczba stron: 175
Wydawnictwo: WILGA, Grupa Wydawnicza Foksal
seria: Emi i Tajny Klub Superdziewczyn, tom 5


Przygody Emi i jej przyjaciół to nie jest lektura dla nastolatków, tylko raczej dla młodszych dziewczynek. Zarówno język, jakim książka jest napisana, jak i sposób jej wydania idealnie nadają się nawet dla kilkulatek. Jest to już piąty tom z tej serii, więc bohaterowie świetnie się znają i wydaje mi się, że najlepiej byłoby zacząć od początku i poznać wszystkie poprzednie części, aby nie domyślać się w trakcie lektury rzeczy, o których jest mowa w treści, a wydarzyły się w poprzednich tomach. 
Emi wraz z koleżankami zakłada tytułowy Tajny Klub Superdziewczyn (tom 1. serii). Motto grupy brzmi: "nigdy więcej nudy". Członkinie klubu stosują się do niego, więc czytelnik z pewnością nie będzie się nudzić podczas lektury. Szczególnie, że w tym tomie do grupy dołączył CHŁOPAK. Tym razem członkowie klubu otrzymują dziwny list. Jego treść jest zaszyfrowana... O co chodzi? Kto go przysłał i co chciał przekazać? Czy śledztwo klubowiczów przyniesie spodziewane efekty? Dlaczego właścicielka stadniny koni posądzana jest o bycie czarownicą? I czy jest nią naprawdę? Te i wiele innych pytań czekają na odpowiedzi, więc czym prędzej zabierajcie się za lekturę!
Historie opisywane w serii o Emi są tak zabawne i wciągające, że książka idealnie nadaje się do tego, by zachęcić do czytania młodsze dziewczynki, które dopiero uczą się czytać samodzielnie. Z pewnością zainteresuje je to, co spotkało bohaterów i będą chciały przeczytać do końca. Całości dopełniają sympatyczne ilustracje. Polecam młodszym czytelniczkom lub ich mamom, aby czytał razem z córkami.

piątek, 22 maja 2015

"Biblioteka pana Lemoncella" Chris Grabenstein - recenzja

Tytuł: "Biblioteka pana Lemoncella"

Autor: Chris Grabenstein
Liczba stron: 333
Wydawnictwo: Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal
pierwszy tom cyklu

Postanowiłam przeczytać tę książkę, ponieważ w opisie znalazłam informację, że jest idealna dla fanów "Nocy w bibliotece" i "Charliego i fabryki czekolady". Ponieważ lubię takie klimaty, nie zniechęcił mnie nawet napis, że książka przeznaczona jest dla czytelników +9 :-)
Niewiele jest na rynku wydawniczym książek, w których akcja rozgrywa się w otoczeniu książek czy w bibliotece. Tym bardziej warto przeczytać tę pozycję, zagłębić się w zagadki i tajemnice, a przy tym świetnie się bawić. 
Ponieważ dwanaście lat wcześniej została zburzona stara miejska biblioteka, a na jej miejscu postawiono parking, mieszkańcy zostali pozbawieni publicznej biblioteki na bardzo długo. W związku z tym, po dwunastu długich latach bez wypożyczalni, czytelni i specyficznego zapachu woluminów, wybudowano nową bibliotekę i ogłoszono konkurs na esej pt. "Dlaczego cieszę się z nowej miejskiej biblioteki?" Dwunastu dwunastolatków, którzy napiszą najlepsze eseje, będzie mogło spędzić piątkowy wieczór na zamkniętej imprezie w nowej bibliotece zanim zostanie ona udostępniona czytelnikom. Intrygujące, nieprawdaż? Dzieciaki napisały swoje prace na różne sposoby. Jedni się przyłożyli, inni... trochę mniej. Jurorem ostatniego etapu konkursu na esej o bibliotece był sam pan Lemoncello. Czy Kyle znajdzie się wśród dwunastu szczęśliwców, którzy otrzymają zaproszenie na tajemniczą imprezę? I czy dwunastu zwycięzców konkursu faktycznie można nazwać szczęśliwcami? Kiedy drzwi biblioteki zamknęły się za nimi, zaczęła się (na szczęście bezkrwawa) walka na zagadki. 
Muszę przyznać, że przygody grupy dwunastolatków bardzo mnie wciągnęły. Kto wygra? Czy walka będzie fair? Jaką taktykę przyjmą uczestnicy gry - będą walczyć indywidualnie czy połączą siły? Przeczytajcie książkę, a poznacie odpowiedzi na te pytania. I na wiele innych. Gwarantuję świetną zabawę podczas lektury.
Chociaż Charles to trochę wkurzający lizus, podoba mi się jego stwierdzenie, że otwarcie książki otwiera umysł. I tego się będę trzymać, sięgając po drugi tom z cyklu przygód pana Lemoncella.