Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2026

"Król tanga" Sylwia Trojanowska - recenzja [PREMIEROWA]


Tytuł: "Król tanga"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść biograficzna
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6

"Król tanga" to zbeletryzowana biografia popularnego w latach 40. XX wieku szczecińskiego piosenkarza, Tadeusza Millera, skromnego mężczyzny z ogromnym talentem, którym tak krótko obdarowywał melomanów. Nagrał ponad sześćdziesiąt piosenek, które szybko stały się przebojami. Miano króla tanga otrzymał, ponieważ niezrównanie interpretował właśnie ten gatunek muzyczny. Jego błyskotliwą karierę przerwał tragiczny wypadek, w którym Miller zginął, mając zaledwie trzydzieści dwa lata. Być może to właśnie było powodem, iż zapomniano o nim na długie lata. Intensywna, lecz zbyt krótka to była kariera, aby zdążył zapisać się w pamięci kolejnych pokoleń.   

Kiedy Tadeusz wraz z żoną Luną jechali po wojnie do nieznanego im wtedy Szczecina, nie wiedzieli na co się piszą, co czeka ich na miejscu i jak poradzą sobie w powojennej rzeczywistości. Jechali z obawami, ale także z nadzieją na powrót do normalności po strasznych przeżyciach, które ich spotkały podczas wojennej zawieruchy. Pierwszym wsparciem na miejscu, w obcym mieście, była dla nich siostrzenica Luny, Basia, której wojna również nie oszczędziła. 

Po początkowych perturbacjach związanych z adaptacją w nowym miejscu, Millerowie w końcu zaczęli układać sobie życie na nowo. Już samo zdobycie wypatrzonego mieszkania okupione zostało ogromnymi emocjami. Uznali, że to znak, kiedy zobaczyli w nim pianino i dopięli swego. Lokum z instrumentem ostatecznie stało się ich własnością.  

Tadeusz marzył o pracy związanej z muzyką, którą tak kochał. Droga do śpiewania była jednak długa i wyboista. Kiedy trafił na posadę urzędnika w radiu, los się do niego uśmiechnął. Nie dość, że udało mu się również zaczepić w restauracji, gdzie grał i śpiewał dla klientów, przypadek zrządził, że pewnego dnia zaproponowano mu zaśpiewanie w radiowym koncercie życzeń i... sprawy ruszyły z kopyta. 

Nagle pociąg do sławy wystartował i rozpędzał się coraz bardziej. Gdyby w tamtych czasach było pendolino, chyba można by je porównać do tempa wydarzeń, które rozgrywały się w życiu Tadeusza. Jak mężczyzna przyjął nagłą popularność? W jaki sposób te niespodziewane zmiany wpłynęły na Lunę i jej uczucie do męża? Czy Tadeusz dał się porwać marzeniu? Ile zdążył zrobić, zanim jego życie zostało tak brutalnie zakończone?

Choć oś czasu w tym przypadku nie jest zbyt długa, dużo się dzieje w tej historii. Co można o niej powiedzieć na pewno, to to, że była niesamowicie intensywna, momentami aż nie do wytrzymania. Wiele razy myślałam sobie, że zwykły człowiek nie udźwignąłby tego ciężaru, który niósł na barkach Miller. Sądzę, że siłę czerpał z ogromnej pasji, prosto z serca, które wypełnione było muzyką po brzegi. 

Cieszę się, że mogłam poznać historię Tadeusza i Luny Millerów, którą Sylwia Trojanowska przywróciła do życia po osiemdziesięciu latach zapomnienia. Opowieść, którą pisarka stworzyła dla nas na podstawie pozostawionych przez Millerów materiałów, jest na wskroś prawdziwa i pełna emocji. Zostaje na długo w pamięci, gdzie mości sobie gniazdko i pozwala powoli uwalniać się obrazom, które powstają jeszcze długo po lekturze.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy i Autorce


środa, 25 marca 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch - recenzja


Tytuł: "Zima pożegnanych"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4

Moja ocena: 6/6

Na ostatni tom serii o Krystynie Lesińskiej czekałam cztery lata, ale zdecydowanie było WARTO. Od wydarzeń opisanych w "Wiośnie zaginionych" minęło kilka lat.

Do emerytowanej policjantki, Krystyny Lesińskiej, zgłasza się młody sąsiad, Miłosz Najder, za którym kobieta nie przepada, ale decyduje się wysłuchać jego prośby. Chłopak przychodzi z nietypową sprawą. Opowiada Lesińskiej, że otrzymał dziwny filmik, który chciałby jej pokazać. Okazuje się, że na nagraniu znajduje się idąca skrajem lasu kobieta. Jest tyłem, więc nie sposób poznać, kto to taki. Analiza elementów znajdujących się na filmie nie wnosi nic nowego. Jest on po prostu za krótki i nie przedstawia nic poza idącą w mroku kobietą i drzewami. Kiedy Miłosz dostaje kolejny film, nagranie jest odrobinę dłuższe i znów przedstawia tę sama kobietę. Krystyna, chociaż początkowo uważała, że ktoś robi sobie z chłopaka żarty, postanowiła poprosić o pomoc przy analizie filmu wnuka. Młody mężczyzna ma pewne umiejętności, które mogą się przydać w tej sytuacji. Po pewnym czasie Miłosz odbiera trzeci film, z którego wnuk Krystyny jest w stanie wyciągnąć już całkiem sporo informacji. Czy jest sposób, aby odnaleźć tajemniczą blondynkę? Czy faktycznie grozi jej niebezpieczeństwo, o czym jest przekonany Miłosz? Krystyna wkręca się w prywatne śledztwo, podczas którego korzysta ze znajomości, które pozostały jej po służbie w policji. W działaniach pomaga emerytowanej policjantce pisarz interesujący się true crime, Olgierd Darski. Akcja przyspiesza, kiedy po pewnym czasie do tego duetu dociera informacja o podwójnym zabójstwie. Ofiarami są tajemnicza blondynka, która została w końcu zidentyfikowana jako Dorota Podgórska, i... Miłosz Najder. 

Autorka stworzyła w powieści bardzo realistyczny świat. Naturalnie prowadzone rozmowy i dialogi bohaterów napędzają akcję, a ich dopracowane charaktery sprawiają, że zdają się być ludźmi z krwi i kości. 

Uwielbiam styl pisania Anny Kańtoch i tą wieczną niepewność, co do rozwoju akcji. Jak tylko już, już mam wrażenie, że idę dobrym tropem, autorka rozwiewa moje nadzieje, podrzucając kolejną wskazówkę, która kompletnie zmienia sytuację :D Ale ja lubię takie niespodzianki, bo mogę kombinować od nowa. I, rzecz jasna, nie odkryłam prawdy przed finałem. Ale co tam, i tak świetnie się bawiłam podczas lektury i naprawdę żałuję, że mamy tylko cztery pory roku. Może nie byłoby źle wykorzystać te dodatkowe, czyli wiecie: przedwiośnie, polecie czy przedzimie? Wtedy tomów serii mogłoby być więcej. Krystyna na pewno nie jest jeszcze zmęczona śledztwami na emeryturze :D

Polecam gorąco całą serię!


     

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

"Trzecia osoba" Anna Kańtoch - recenzja


Tytuł: "Trzecia osoba"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 328 
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6

Bardzo lubię pióro Anny Kańtoch, więc nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy w ręce wpadł mi thriller jej autorstwa pod tytułem "Trzecia osoba". Od pierwszych stron historia mnie wciągnęła i czytałam czym prędzej, żeby poznać jej finał.

Monika i Mirek Bresiowie pewnego dnia zapakowali dzieci do samochodu i wybrali się na wycieczkę do lasu, w okolice powojennych bunkrów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że dzieci zaaferowane zabawą, nie zwróciły uwagi na to, że rodzice gdzieś zniknęli. Poszukiwania niewiele dały, dwójka dorosłych zapadła się pod ziemię, zostawiając trójkę maluchów w lesie. Dziewięcioletni Marcin, jako najstarszy z rodzeństwa, zaprowadził Milenę i Matiego do wioski, gdzie otrzymali pomoc. Policja rozpoczęła poszukiwania ich rodziców, a opiekę nad dziećmi przejęła babcia. Minęły lata, ale tajemnica zniknięcia Bresiów nie została rozwiązana.

W dawnym domu zaginionych zamieszkała inna rodzina, Sławek Dębski z rodzicami. Chłopak zainteresował się tematem rodziny Bresiów i podjął prywatne śledztwo. Nie spodziewał się jednak, dokąd go ono zaprowadzi. Marcin Breś kupił dom po sąsiedzku, ponieważ wciąż dręczyła go sprawa zaginięcia rodziców. Działania śledcze Sławka wywołały lawinę zdarzeń, które stały się punktem wyjścia do analizy wspomnień rodzeństwa. Każde z nich na swój sposób usiłuje zmierzyć się z sytuacją i wieloletnim życiem w zawieszeniu. Czy zdołają znaleźć w odmętach pamięci coś, co doprowadzi ich do nowych rozwiązań? Czy działania Sławka pomogą, czy zaszkodzą sprawie? Gdzie podziali się Bresiowie? 

Fabuła podzielona jest na trzy części. W każdej z nich prym wiedzie jedno z rodzeństwa. Perspektywa każdego z nich odrobinę się różni, chociaż przecież dotyczy tego samego wydarzenia. Autorka świetnie oddała trzy różne spojrzenia dorosłych już dzieci na zniknięcie rodziców i zgrabnie powiązała wszystkie wątki, które doprowadziły do finału.  

Zdecydowanie polecam powieści Anny Kańtoch. Nieoczywiste fabuły pełne zmyłek i tajemnic nie pozwalają wprost odłożyć książki!


środa, 7 maja 2025

"Kobieta o białych oczach" Sylwia Trojanowska - recenzja [PREMIEROWA]


Tytuł: "Kobieta o białych oczach"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 304 
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Córki czarnego munduru, tom 2

Moja ocena: 6/6

"Kobieta o białych oczach" to kontynuacja, a zarazem domknięcie wydarzeń opisanych przez Sylwię Trojanowską w powieści "Córki czarnego munduru". Zanim zatem sięgniecie po drugi tom, koniecznie przeczytajcie początek tej historii.

Gaja, starsza kobieta mieszkająca na odludziu, znajduje w lesie dziewczynkę i zabiera ją do siebie. Mała szybko nabiera zaufania do nieznajomej. Staruszka opiekuje się dziewczynką z troską, chociaż wie, że nadejdzie dzień, w którym będzie musiała się z nią pożegnać. W opiece nad Sofią pomaga Gai tajemniczy On. Nie jest to jednak jedyna mieszkanka Wisielczej Chaty. Pewnego dnia w oborze dziewczynka znajduje przypadkiem dwie ukrywające się kobiety. Debora i Ewa również znalazły się pod skrzydłami staruszki i Jego. Wojna w nieubłagany sposób rozprawiała się z ludźmi, których jedyną winą było niewłaściwe według Niemców pochodzenie... Kobiety radziły sobie dobrze do momentu, w którym ktoś doniósł policji o ukrywających się Żydówkach i zrobiło się niebezpiecznie. Debora z córką musiały uciekać. Gaja i Sofia zostały same, ale na jak długo? Co jeszcze je czeka? Kto zakłóci ich leśny spokój? Czy znajdzie się ktoś, kto wyciągnie do Sofii pomocną dłoń? 

Pytania mnożą się bardzo szybko, a lektura wciąga od pierwszych stron. Jeszcze ciekawiej robi się w drugiej części powieści, gdzie uciekająca przed radzieckimi żołnierzami Sofia zostaje znaleziona przez obcych ludzi w domu, w którym się schroniła. Hanna i Roman to małżeństwo, które przeżyło ogromną stratę. Kobieta natychmiast chce pomóc wyraźnie chorej dziewczynce, Roman zaś jest niechętny. Uważa, że będą z tego kłopoty. Gaja przepowiedziała dziewczynce, że to dobrzy ludzie i zaopiekują się nią. Czy jednak Roman da się przekonać? Jak będzie wyglądało życie Sofii?

W każdej czytanej powieści mam ulubione postacie lub sceny, które wywarły na mnie wrażenie lub rozśmieszyły. Tutaj nie było inaczej. Chyba najbardziej rozbawiła mnie scena, kiedy państwo Lubiczowie, czyli Hania i Roman z Zosią, przyjeżdżają do Bojanowa, gdzie mają zacząć nowe życie. Zanim to jednak nastąpi, trzeba dopełnić formalności i sprawdzić nowe mieszkanie. I kiedy właśnie Romek z kolegą Kowalem idą zobaczyć, jak wygląda mieszkanie, które otrzymali, jeden z sąsiadów bierze ich za szabrowników i wyskakuje na nich z gazrurką. To była naprawdę świetna, pełna humoru scena, rozjaśniająca ciężkie, powojenne tematy.   

Nie macie pojęcia, co Was czeka na kartach tej powieści. To nie będzie stereotypowa historia wojenna. Wszystkie poruszone w niej wątki są przemyślane i dopracowane. Skrywają wiele podtekstów i łączą się w niespodziewane ornamenty. Gwarantuję, że przepadniecie bez reszty, aż nie dotrzecie do ostatniej kartki. Spodziewajcie się niespodziewanego.   

A jeśli spotkacie kiedyś na swojej drodze białą wilczycę, wiedzcie, że Gaja czuwa.   

   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Marginesom i Autorce


wtorek, 18 lutego 2025

"Kroniki Francine R." Boris Golzio - recenzja


Tytuł: "Kroniki Francine R."
Autor: Boris Golzio
Gatunek: komiks wojenny
Liczba stron: 138 
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 5/6

"Kroniki Francine R." to powieść graficzna stworzona na podstawie nagrania, zawierającego wspomnienia wojenne tytułowej Francine, działaczki francuskiego ruchu oporu. 

Francine i jej siostrę Gestapo aresztuje w kwietniu tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku i od tego czasu zaczyna się jej wojenna tułaczka. O swoich przeżyciach kobieta opowiedziała autorowi książki, Borisowi Golzio, który stworzył rysunkową wersję tej historii. 

Znajdziemy tu często opisywane w publikacjach wojennych pobyty w obozach, eksperymenty medyczne, choroby, głód, koszmarne warunki czy wykańczające prace, które kobieta musiała wykonywać. Wspomnienia Francine kończą się na wyzwoleniu i początkach powrotu do życia. Opowieść jest dość chaotyczna i trochę lakoniczna, ale może to wina formy przekazu, jaką jest komiks? Trudno powiedzieć.

Kolorystyka w sepii z elementami o innej barwie podkreśla trudny charakter wspomnień i ciężar całej tej historii. 


      

poniedziałek, 16 września 2024

"Samotnia" Anna Kańtoch - recenzja


Tytuł: "Samotnia"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: thriller
Czas trwania: 9 h 11 minut
Lektor: Jan Marczewski
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 5/6

Mam za sobą już kilka powieści Anny Kańtoch i wszystkie były świetne. Tym razem zdecydowałam się wysłuchać thrillera "Samotnia".

Życie Leona Cichego, w czepku urodzonego pisarza kryminałów, pewnego dnia zmienia się diametralnie. W wyniku wypadku mężczyzna traci wzrok i z dnia na dzień staje się uzależniony od pomocy innych osób. W dodatku ma wrażenie, że kobieta, z którą mieszka i która się nim opiekuje, to nie jego żona... Próbuje samodzielnie analizować to, co jest w stanie, jednak bez wzroku nie ma szans na rozwiązanie tej zagadki. Powoli zaczyna nawiązywać kontakt ze znajomymi i członkami rodziny, którym próbuje opowiedzieć o swoich podejrzeniach. Nie jest łatwo, bo początkowo uważają, że oprócz wzroku, pisarz stracił rozum. Z czasem jednak wciągają się w śledztwo, które ujawnia coraz więcej ciekawych elementów układanki. Czy kobieta, z którą mieszka Leon, jest jego żoną? Gdzie się podziała, kiedy zniknęła pewnego dnia? Kto uwierzy w dziwne teorie Cichego i pomoże mu odkryć prawdę? I jak się do tego wszystkiego ma krawat w różowe słonie?

Autorka zastosowała ciekawy rodzaj narracji. Kolejne rozdziały zostały zapisane w formie nagrania na dyktafon, w pierwszej osobie liczby pojedynczej.

Rozwiązanie intrygi jest ciekawe, chociaż muszę przyznać, że musiałam słuchać na delikatnym przyspieszeniu, bo trochę mi się ta historia dłużyła.


środa, 14 sierpnia 2024

"Córki czarnego munduru" Sylwia Trojanowska - recenzja [PREMIEROWA]


Tytuł: "Córki czarnego munduru"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6

Sylwia Trojanowska to szczecińska pisarka, która ma na swoim koncie już kilkanaście książek, trzy opowiadania w antologiach, a także dwie powieści napisane w duecie z Malwiną Kozłowską. Tym razem postanowiła zabrać swoje czytelniczki i czytelników do Wielkiej Rzeszy.

Zbeletryzowane powieści historyczne najczęściej przedstawiają historie bohaterów różnych narodowości, którym przyszło zmierzyć się z okrucieństwami wojny. Opisywane w nich wydarzenia rozgrywają się między innymi w hitlerowskich obozach koncentracyjnych lub na terenie getta w różnych polskich miastach. 

"Córki czarnego munduru" to opowieść zupełnie inna od tych nam znanych. Historia rozgrywa się w latach trzydziestych dwudziestego wieku, a miejscem akcji jest Wielka Rzesza. Główni bohaterowie to Niemcy: Ingrid Frommhagen i Wilhelm Halterman. Co łączy tę parę? Jak wyglądał niemiecki świat na chwilę przed wybuchem II wojny światowej i podczas niej? Jak żyli wtedy Niemcy?

Już na początku poznajemy Ingrid, żonę Wilhelma Haltermana, i ich dwie córeczki, Sofię i Charlotte, a także historię przyjścia dziewczynek na świat. Nie był to łatwy poród, a Ingrid prawie umarła, jednak doktor Becker wyrwał ją ze szponów śmierci. Wilhelm zaś, zamiast cieszyć się z podwójnego szczęścia, pomstował na cały świat, bo przecież Ingrid miała mu urodzić syna, Syna Wielkiej Rzeszy... 

Dzięki retrospekcji poznajemy wcześniejsze losy Ingrid, zanim została panią Halterman, a także dowiadujemy się, jak to się w ogóle stało, że ta nieśmiała choć piękna dziewczyna znalazła się w kręgu zainteresowań przystojnego Wilhelma.

Najbardziej chyba polubiłam babcię Ingrid i doktora Beckera, dżentelmena z ogromnym sercem na dłoni. Bez tych dwojga Ingrid nie byłaby taka, jaką ją poznajemy i jakiej towarzyszymy przez wszystkie burze, które przetoczyły się nad jej głową. Czy jednak dała radę odeprzeć wszystkie trudności? 

To, co wyróżnia tę powieść, to między innymi perspektywa. Jesteśmy przyzwyczajeni do powieści wojennych, których bohaterami są prześladowani Żydzi lub Polacy, tymczasem tutaj mamy możliwość śledzenia losów Niemców. Zobaczyć wojnę z zupełnie innej strony, bo przecież musimy pamiętać, że tak jak nie wszyscy Polacy pomagali Żydom, tak samo nie wszyscy Niemcy byli nazistami.

Koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Spędzicie z nią kilka godzin, zanurzając się w świat pełen emocji, trudnych wyborów i podejmowanych z drżeniem serca decyzji.    

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy i Autorce

niedziela, 26 lutego 2023

'Żona nazisty" Sylwia Trojanowska - recenzja


Tytuł: "Żona nazisty"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkiem wojennym
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Marginesy
PREMIERA: 8.02.2023
Cykl: Anna i Gustaw, tom 2

Moja ocena: 6/6


"Żona nazisty" Sylwii Trojanowskiej to kontynuacja powieści "Łabędź", która opowiada o losach rodziny Łabędziów z bydgoskiego Fordonu. Tom drugi to dalsze losy córki państwa Łabędziów, Anny, której przyszło się zmierzyć z wieloma trudnościami. 

Anna i Gustaw przenoszą się do wojennego Stettina. Kobieta musi wznieść się na wyżyny aktorskiego kunsztu, aby przekonać Niemców, wśród których przyjdzie jej żyć, że sama również jest rodowitą Niemką. Gustaw zaryzykował wiele, by uratować ukochaną i poświęcił mnóstwo czasu, by nauczyć ją odpowiedniego zachowania. Zapewnił jej fałszywe dokumenty, załatwił papiery potwierdzające zawarcie małżeństwa i zabrał ją do swojego mieszkania jako młodą panią Guderian. Reszta zależała już od samej Anny. Nie było jej łatwo wstawać co rano, kiedy w wyobraźni wciąż przesuwały się dramatyczne obrazy z niedalekiej przeszłości. Emocje zalewające serce nie pozwalały Annie cieszyć się tym, że Gustaw uratował jej życie. Doceniała jego starania, jednak wciąż wracała myślami do chwil, w których straciła wszystkie bliskie jej osoby.

Przełom nastąpił, kiedy próg ich szczecińskiego mieszkania przekroczyła Julia Guderian, żywiołowa starsza pani, babka Gustawa. Od tej chwili życie Anny zaczęło nabierać kolorów. Nie zawsze tego chciała, jednak wiedziała, że nie ma innego wyjścia, jeśli chce przeżyć i nie narobić kłopotów mężowi. Bywa więc wśród Niemców, odwiedza niemieckie domy, spędza czas z niemieckimi kobietami, bawi się na rautach, bywa na przedstawieniach... Czy w tej sytuacji Anna zdoła zachować swoją polskość? Co jeszcze czeka ją w tym obcym jej świecie? Jak zakończy się historia miłości Anny i Gustawa?  

Autorka bardzo plastycznie opisała przemianę Anny Łabędź z fordońskiej polskiej dziewczyny w Niemkę, żonę nazisty, Gustawa Guderiana. Pisząc, pamiętała o jej emocjach, dylematach, lękach i walce, którą kobieta stoczyła wielokrotnie z samą sobą i swoimi obawami. Dzięki temu stworzyła naprawdę realistyczną postać, która zapada w pamięć. 

W "Łabędziu" największą sympatią obdarzyłam Jolę Pietranek, a tym razem moją ulubioną postacią została Julia Guderian. Dystyngowana starsza pani, która żyła według własnych zasad, wniosła w tę historię dynamikę i sporo emocji.

Chociaż historia Anny i Gustawa to fikcja literacka, uważam, że autorka świetnie przedstawiła tło historyczne, oparte na prawdziwych wydarzeniach, a przy okazji płynnie wplotła w fabułę pewne "smaczki" dla wiernych czytelników, którzy znają inne jej powieści. Aby nie spojlerować, nie zdradzę, co lub kogo znajomego możecie spotkać na kartach powieści :)

Ponieważ zdecydowałam się również przesłuchać audiobook, muszę napisać, że interpretacja Joanny Gajór jest mistrzowska. Gdyby dodać efekty dźwiękowe, wyszłoby profesjonalne słuchowisko. Jeśli macie możliwość, koniecznie posłuchajcie :-)

Nie da się przejść obojętnie ani obok "Łabędzia", ani obok "Żony nazisty". Zdecydowanie polecam i gwarantuję Wam wiele emocji podczas lektury.


niedziela, 12 czerwca 2022

"Lato utraconych" "Jesień zapomnianych" Anna Kańtoch - recenzja

Z przykrością stwierdzam, że trylogia o Krystynie Lesińskiej autorstwa Anny Kańtoch już za mną. Po lekturze "Wiosny zaginionych" długo czekałam na kolejne części, a tymczasem okazało się, że kiedy już otworzyłam pierwszą z nich, pochłonęłam obydwa tomy w trzy dni... 

Akcja "Lata utraconych" rozpoczyna się w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym dziewiątym roku. Krystyna Lesińska przeżywa osobistą stratę, jednak nie poddaje się rozpaczy. Nie jest jej lekko zaakceptować śmierć męża, bo tego się raczej zrobić nie da, jednak postanawia nie zamykać się w czterech ścianach. Kiedy dostaje telefon o morderstwie w leśniczówce Pogański Młyn, natychmiast rusza na miejsce. Nie spodziewa się nawet tego, co tam zastanie. Tymczasem okazuje się, że piękne miejsce w lesie stało się świadkiem krwawej zbrodni. Ktoś zamordował w bestialski sposób cztery osoby z pięcioosobowej rodziny: rodziców i dwie ich córeczki. Przeżył jedynie najstarszy syn. Sprawa robi się jeszcze bardziej intrygująca, kiedy okazuje się, iż ocalały chłopak to dziecko, które dwanaście lat wcześniej zniknęło w górach i dopiero niedawno się odnalazło. Czy dawna sprawa porwania ma związek z masakrą w lesie? Czy Kuba będzie w stanie powiedzieć, kto zabił jego cudem odzyskaną rodzinę? 

"Jesień utraconych" to finał trylogii. Cofamy się do tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego szóstego roku i obserwujemy Krystynę, która właśnie dostała się na studia prawnicze, a jej brat, Roman zaginął w górach przed trzema laty. Krysia mieszka z rodzicami, ale jej rodzinny dom zmienił się w chwili, kiedy Lesińscy otrzymali informację o zaginięciu syna. Wciąż czekają na wiadomość o Romanie, a życie toczy się jakby obok nich. Krystyna próbuje funkcjonować w tej atmosferze zawieszenia, chociaż nie jest to proste. Wciąż zmaga się też z podejrzeniem, że to Roman był tym bardziej kochanym przez rodziców dzieckiem. Dziewczyna bierze udział w pogrzebie kolegi z dzieciństwa, który popełnił samobójstwo. Wkrótce okazuje się, że to nie pierwsza taka sprawa w dzielnicy, w której mieszkał młody mężczyzna. W dodatku pozostałe ofiary zginęły na przestrzeni kilku ostatnich lat w identyczny sposób. Pojawia się coraz więcej wątpliwości wokół tych śmierci. Krystynę zaczepia pewien dziennikarz, który namawia ją, by pomogła mu rozwiązać zagadkę serii samobójstw. Kiedy Krysia dowiaduje się od niego, że tymi zgonami interesował się również Roman, decyduje się dołączyć do dziennikarza. Czy śmierć młodych mężczyzn to rzeczywiście samobójstwa? Czy przy okazji rozpytywania tubylców uda jej się dowiedzieć czegoś nowego o sprawie zaginięcia brata?

Mroczna atmosfera powieści daje się odczuć na każdym kroku. Niechęć mieszkańców Drugich Szopienic jest namacalna. Krysia musi się nieźle nakombinować, żeby ludzie w ogóle chcieli z nią rozmawiać. Sporo tu mamy rozważań dwójki głównych bohaterów nad motywami samobójstw/zabójstw, ale rozbudowana jest też warstwa obyczajowa, obejmująca sytuację Krystyny i jej rodziców po zniknięciu Romka oraz ich relacje po tej tragedii. Psychologiczne wtręty bardzo ubogaciły fabułę. Do tego dodać należy świetnie odmalowaną atmosferę PRL-u. Jak dla mnie całą trylogię czyta się świetnie, nawet trochę za szybko, bo szkoda tak szybko rozstawać się z tą historią i postaciami. I trochę żal, że zimy nie będzie. Definitywnie.  

Wszystkie trzy zagadki kryminalne bardzo mnie wciągnęły, ale nie jestem pewna, co sądzę o zakończeniu wątku zniknięcia Romka. Nie będę jednak opisywać swoich wątpliwości, żeby nie spojlerować. Po prostu każdy musi sam przekonać się, czy pomysł autorki utrafił w jego gust czytelniczy i oczekiwania.

Tytuł: "Lato utraconych"; "Jesień zapomnianych"
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 392; 368
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 2 i 3

Moja ocena: 6/6


piątek, 18 marca 2022

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch - recenzja

"Wiosna zaginionych" to pierwszy tom trylogii, w którym poznajemy główną bohaterkę serii, Krystynę Lesińską, emerytowaną policjantkę. Chociaż kobieta ma siedemdziesiątkę na karku, wciąż jest aktywna, a jej przemyślenia dotyczące nie tylko intrygi kryminalnej, ale także życia osobistego i zawodowego, stanowią sporą część powieści. Powiązane z Lesińską wątki krążące wokół codziennego życia świetnie uzupełniają fabułę.

Kiedy w osiedlowym sklepie Krystyna natyka się na mężczyznę, w którym rozpoznaje kolegę zaginionego dawno temu w górach brata, postanawia przyjrzeć mu się bliżej. Okazuje się, że Jacek mieszka niedaleko i prowadzi zwyczajne życie emeryta, którego nikt nie podejrzewa o to, że jest... mordercą. Kiedy mężczyzna zostaje znaleziony martwy, wydarzenia nabierają tempa. Policja rozpoczyna śledztwo, do którego również Krystyna - wbrew przepisom - zostaje dopuszczona. Ma to dla niej duże znaczenie, z różnych powodów. Korzysta z możliwości uczestniczenia w działaniach śledczych, aby odkryć prawdę nie tylko o świeżym zabójstwie, ale także o zaginięciu jej brata i kilku jego przyjaciół. Czy zdoła odkryć prawdę?      

Narracja jest wymiennie pierwszo- i trzecioosobowa. Zaczynając kolejny rozdział, zmieniamy perspektywę. Intryga wciąga od pierwszych stron, a napięcie wzrasta stopniowo. Rozgrywające się wydarzenia są realistyczne, postacie prawdziwe i wielowymiarowe, a główną bohaterkę da się lubić. Starszą panią, którą czasem gdzieś strzyka, a innym razem ma zadyszkę, zdecydowanie łatwiej traktować jak realną sąsiadkę zza ściany. To dopiero byłaby atrakcja, mieszkać drzwi w drzwi z byłą policjantką z dochodzeniówki ;-) Pozostali bohaterowie powieści znajomość z Krystyną z pewnością zapamiętają na długo. 

Bardzo podoba mi się styl Anny Kańtoch. Rewelacyjny warsztat pisarski, który miałam już okazję poznać przy innej trylogii tej autorki: "Łaska", "Wiara", "Pokuta" wciąż mnie zachwyca i sprawia, że chcę przeczytać kolejne powieści z dorobku autorki.   

Nie przepadam za powieściami, w których zakończenie nie wskazuje rozwiązania zagadki kryminalnej, ale cóż zrobić, skoro to trylogia. Cierpliwie poczekam na możliwość przeczytania kolejnych tomów. Zdecydowanie warto! 

Tytuł: Wiosna zaginionych
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 1

Moja ocena: 6/6


niedziela, 6 lutego 2022

"Łabędź" Sylwia Trojanowska - recenzja


Jak żyć, kiedy marzenia i pragnienia zamieniają się w kupkę popiołu? Marzyć dalej? Odpuścić? Walczyć o swoje za wszelką cenę? Iść do celu po trupach? Co powinno być najważniejsze w życiu? Miłość? Rodzina? Pieniądze? Te i wiele innych dylematów czeka na bohaterkę najnowszej powieści Sylwii Trojanowskiej pt. "Łabędź".

Główną bohaterkę "Łabędzia", Annę, poznajemy w chwili, kiedy wkracza powoli w dorosły wiek. Ma osiemnaście lat i marzy o tym, by zostać pielęgniarką i nieść pomoc potrzebującym i chorym. Nie ogląda się na rodzinny dom, w którym się nie przelewa, lecz stara się sama, w miarę swych możliwości, zarobić na upragnioną szkołę w Warszawie. Aby wesprzeć rodziców, Justynę i Jana, w codziennym życiu, podejmuje pracę w restauracji "Wiślana". Justyna początkowo nie jest zachwycona decyzją córki, bo co to za praca dla młodej kobiety, ale rozumie jej determinację i upór. Oboje z Janem są dumni z córki, a także z dwóch synów, Olka i Radka. Chłopcy są starsi od Ani o pięć lat i kochają siostrę nad życie, co wiele razy będą mieli okazję udowodnić. 

RODZINA

Łabędziowie to rodzina, dla której najważniejsze jest szczęście i bezpieczeństwo jej członków. Więzi łączące Justynę i Jana z dziećmi są wręcz nierozerwalne. Troska, jaką wzajemnie się otaczają, jest momentami wzruszająca. I wcale nie chodzi o rozpieszczanie dzieci, bo jest wręcz przeciwnie, szczególnie w przypadku łobuzujących chłopców, których oboje rodzice trzymają krótko, aby wyszli na ludzi. Przede wszystkim rodzice uczą dzieci szacunku do innych ludzi i do ojczyzny. Jak udało im się to zadanie, pokażą kolejne rozdziały powieści. 

FORDON

Nie znam Fordonu ani jego historii i nie znam Bydgoszczy. Autorka dołożyła jednak wszelkich starań, by podczas lektury to miasteczko, a obecnie dzielnica Bydgoszczy, jawiło mi się przed oczami. Bardzo podobało mi się to, że mogłam wędrować uliczkami z mieszkańcami, obserwować ich zachowania i słuchać rozmów. Nie zabrakło również interesującego opisu zmian społeczno-politycznych. Widać, że Sylwia Trojanowska spędziła wiele godzin nad materiałami dotyczącymi historycznych wydarzeń z miejsc wspomnianych w powieści.    

MIŁOŚĆ

Czy miłość zawsze jest dobra? Czy wszystko przetrwa i będzie się rozwijać nawet w niekorzystnych warunkach? A co, jeśli to uczucie jest zakazane i nieakceptowane przez innych? Przez rodzinę? Anna ma twardy orzech do zgryzienia. Jak bowiem przekonać polskie serce, że nie może darzyć uczuciem Niemca? 

WOJNA

Konflikt zbrojny zawsze burzy całe dotychczasowe życie dotkniętych nim ludzi. Nie inaczej było i tym razem. Świat Anny runął w gruzach bardzo szybko, choć wojna dopiero się zaczęła. Czy wystarczy jej siły, by podnieść się z kolan i ruszyć przed siebie, w nieznane i niepewne czasy? Trochę poznałam już Annę i wydaje mi się, że tak łatwo się nie podda. W filigranowej dziewczynie drzemie ogromna moc, której nie zawaha się użyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. A coś mi mówi, że w drugim tomie będzie się działo... :)

Podsumowując, chciałam zaznaczyć, że to NIE jest powieść o miłości. Nie wyłącznie, choć jest to jeden z przewijających się przez fabułę wątków. Jednak powiedzieć, że "Łabędź" opowiada o miłości to tak, jakby nic nie powiedzieć. Zatem o czym jest ta książka? Według mnie o ludziach takich jak my, którzy musieli zmierzyć się nie tylko ze światem, ale przede wszystkim ze sobą, swoimi uczuciami i wydarzeniami, które ich dotknęły. Musieli poradzić sobie z tym, że ich życie nieodwracalnie się zmieniło i nic nigdy nie będzie już takie samo.

Koniecznie poznajcie rodzinę Łabędziów. Nie będziecie tego żałować. Ja już nie mogę doczekać się drugiego tomu tej historii.

Tytuł: "Łabędź"
Autor: Sylwia Trojanowska
Gatunek: powieść obyczajowa z historią w tle
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Marginesy


piątek, 8 maja 2020

"Wyrwa" Wojciech Chmielarz - recenzja



Do przeczytania najnowszej powieści Wojciecha Chmielarza „Wyrwa” skłoniły mnie świetne opinie czytelników. Nie zastanawiałam się nad tym, czy spodziewam się czegoś konkretnego. Chyba przede wszystkim myślałam o tym, że to pewnie będzie coś kryminalnego, bo takie miałam doświadczenia z twórczością tego autora. Mortka przeczytany i czekam na więcej J Tymczasem „Wyrwa” okazała się iść bardziej w stronę thrillera psychologicznego, chociaż do klimatu powieści Magdy Stachuli czy Anny Kańtoch jeszcze sporo brakuje.

Kiedy Maciej Tomski dostaje wiadomość o wypadku samochodowym, w którym zginęła jego żona, natychmiast zostawia córeczki z przyjaciółką rodziny i rusza na miejsce zdarzenia. Coś mu się jednak nie zgadza, bo Janina powiedziała mu, że wyjeżdża w związku z pracą dziennikarską w zupełnie inny rejon Polski. Okoliczności samego wypadku również pozostają niejasne. Policja sugeruje, że to mogło być samobójstwo. Maciej zaczyna zastanawiać się nad tym, jak słabo znał własną żonę i co przed nim ukrywała. Ponieważ myśli te nie dają mu spokoju, postanawia rozpocząć prywatne śledztwo, mając nadzieję, że kiedy pozna odpowiedzi na dręczące go pytania i wątpliwości, będzie mógł wrócić do normalnego życia i opieki nad córeczkami. Czego dowie się w redakcji, w której pracowała Janina? Kim jest Wojnar, którego Maciej dostrzeże na pogrzebie żony? Co kobieta robiła na Mazurach, gdzie zginęła?

Czytelnik początkowo towarzyszy głównemu bohaterowi, patrząc jego oczami na rozwój sytuacji. Maciej przeżywa wiele emocji związanych ze śmiercią żony i tajemnicami, które w związku z tym wyszły na jaw. Nagle zorientował się, że chociaż byli ze sobą tyle lat, on właściwie nic o swojej żonie nie wiedział. Usiłuje poradzić sobie z wyrzutami sumienia, które dręczą go od chwili, w której zrozumiał, że to przez niego Janina postanowiła się zabić. Czy jednak tylko on ma podstawy, by czuć się odpowiedzialnym za śmierć dziennikarki?

Akcja nie jest zawrotna. Psychologiczne labirynty, po których wędruje Tomski, wymagają czasu i głębszej analizy, a tu nie ma co się spieszyć. Może dlatego momentami powieść trochę mi się dłużyła, bo wolę jednak trochę szybszy rozwój wypadków.

Żaden z bohaterów nie wyróżnił się, ani nie zapadł mi głębiej w serce. Właściwie obserwowałam ich poczynania bez większych emocji. Na moje oko zabrakło trochę dynamiki, mroku i napięcia. Podczas lektury thrillera trzeba „czuć czyjś chrapliwy oddech na plecach”, wiecie o co mi chodzi? Gdybym miała zakwalifikować tę powieść do konkretnego gatunku, chyba wybrałabym powieść obyczajową z elementami thrillera psychologicznego.

Jeśli macie cierpliwość, by doczytać do mniej więcej połowy, kiedy zacznie się dziać coś konkretniejszego, to polecam. Nie uważam, że to zła książka, absolutnie. Po prostu to dobrze napisana historia, która jednak nie sprawi, że dostaniecie gęsiej skórki.

Tytuł: „Wyrwa”
Autor: Wojciech Chmielarz
Gatunek: powieść obyczajowa z elementami thrillera psychologicznego
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy



wtorek, 28 kwietnia 2020

"Cienie" Wojciech Chmielarz - recenzja



„Cienie” Wojciecha Chmielarza to piąty tom serii o komisarzu Jakubie Mortce. Mam wrażenie, że „Cienie” straciły trochę przez to, że przeczytałam je po dwóch genialnych powieściach Anny Kańtoch. Przez to nie jestem tak usatysfakcjonowana tą lekturą, jak pozostałymi tomami cyklu. Co by jednak nie mówić, to kawał dobrej powieści.

W Milanówku zostają znalezione zwłoki dwóch kobiet, córki i partnerki pewnego gangstera. Okazuje się, że zginęły one od strzałów z broni podkomisarza Kochana, który zapada się pod ziemię. Nawiązuje kontakt z Mortką, którego prosi o pomoc. Przekonuje przyjaciela, że ktoś go wrabia. Tymczasem aspirantka Sucha pracuje nad inną sprawą. Policjantka jest w posiadaniu nagrania z ukrytej kamery, na którym widać, jak kilku wysoko postawionych mężczyzn gwałci chłopaka. Nie może tak po prostu ujawnić nagrania, bo wszystkiego się wyprą. Kiedy okazuje się, że chłopak popełnił samobójstwo, sytuacja się komplikuje. Kiedy Mortka z Suchą postanawiają wspólnie zająć się obiema sprawami, okazuje się, że śledztwa się łączą. Robi się naprawdę niebezpiecznie. Czy policjantom uda się rozwiązać obie sprawy? Co wyniknie przy okazji działań śledczych?   

Początkowo akcja toczy się wolno, można by rzecz, że statecznie. Policjanci prowadzą dochodzenia, wymieniają się spostrzeżeniami, zdobywają kolejne wskazówki, które prowadzą ich dalej. Tempo wydarzeń rozkręca się dopiero w finale.

Podsumowując, intryga została poprowadzona ciekawie, chociaż warto znać poprzedni tom serii, by połapać się we wszystkich powiązaniach. Bohaterowie zostali skonstruowani plastycznie i trójwymiarowo. Obserwujemy ich uczucia, podejmowane decyzje i związane z tym rozterki. Oprócz warstwy kryminalnej mamy też wątki obyczajowe, związane z poszczególnymi postaciami. Nie sposób się przy tej lekturze nudzić, ale warto pamiętać, że na szybszy rozwój akcji trzeba trochę poczekać.

Tytuł: „Cienie”
Autor: Wojciech Chmielarz
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Jakub Mortka, tom 5

Moja ocena: 4/6


poniedziałek, 3 lutego 2020

„Podróż Cilki” Heather Morris - recenzja



„Podróż Cilki” to kontynuacja „Tatuażysty z Auschwitz”, który wywołał burzę wśród pasjonatów literatury wojennej. Byłam ciekawa, jak będzie mi się czytało drugi tom, opisujący dzieje przyjaciółki Gity i Lalego, bohaterów pierwszej części cyklu. Tak naprawdę książkę tę można przeczytać niezależnie, ponieważ opisane w niej wydarzenia właściwie niewiele mają wspólnego z „Tatuażystą”.

Autorka uprzedza we wstępie, że powieść ta jest fikcją literacką, wariacją na temat Cecilii Klein. Stworzyła ją na podstawie opowieści Lalego Sokołowa. Heather Morris opisała prawdopodobne dzieje Cilki w bardzo realistyczny sposób. Owszem, można odnieść wrażenie, że ta dziewczyna była jakimś superhero, ale nie można przecież zaprzeczyć, że coś takiego miało miejsce.

Pisarka przedstawiła życie Cilki w syberyjskim łagrze, w którym dziewczyna spędziła dziesięć lat. W tym czasie przechodziła na różne stanowiska pracy, spotkało ją wiele upokorzeń, a głód i chłód były wszechobecne, ale także znalazła przyjaciółki, dzięki którym codzienność w więzieniu była do zniesienia. Swoją przeszłość z Auschwitz głęboko skrywała, ponieważ obawiała się reakcji współwięźniarek i odrzucenia.

W powieści prawdziwe doświadczenia kobiet zesłanych do sowieckich łagrów, a także tych, które przetrwały koszmar obozów koncentracyjnych, splatają się z fikcyjnymi kolejami losu Cilki i pozostałych bohaterów. Część z postaci powstała z inspiracji rzeczywistymi osobami.  

Zarówno „Tatuażysta z Auschwitz”, jak i „Podróż Cilki” zebrały sporo negatywnych opinii. Głównym problemem dla niezadowolonych osób jest dość lukrowany obraz obozów i łagrów, który można znaleźć w powieści. Cóż, faktem jest, że ogromną robotę wykonał tutaj marketing. Nawet jeśli czytelnicy wystawiają opinię negatywną, promocja osiągnęła swój cel, ponieważ książkę zdobyli i przeczytali. Myślę jednak, że ten cykl nie jest zły. Nie należy go po prostu stawiać na równi z takimi klasykami, jak: „Byłem asystentem doktora Mengele”, „Medaliony” czy „Przeżyłam Oświęcim”. Szczególnie, że sama autorka zaznaczyła, iż jest to fikcja literacka.

Tytuł: „Podróż Cilki”
Autor: Heather Morris
Gatunek: literatura wojenna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Marginesy

Moja ocena: 6/6



poniedziałek, 28 października 2019

„Matki i córki” Ałbena Grabowska - recenzja



Powieść „Matki i córki” to moje drugie spotkanie z Ałbeną Grabowską i jej twórczością. Wcześniej miałam okazję wysłuchać pierwszego tomu „Stulecia winnych”. Zachęcona interesującą fabułą, sięgnęłam i po tę opowieść. Nie jest to łatwa i przyjemna lektura. Trzeba się nad nią pochylić i poświęcić bohaterkom całą swoją uwagę. 

Cztery spokrewnione ze sobą kobiety i cztery historie pełne dramatów. Prababcia Maria, babcia Sabina, matka Magdalena i córka Lila. Każda opowiada koleje swojego życia. Sama nie wiem, która z nich wciągnęła mnie najbardziej. Chyba wszystkie mają w sobie coś wyjątkowego, co nie pozwala odłożyć powieści na dłużej, a jeśli już trzeba zostawić książkę na później, opisywane postaci podążają za nami, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Kobiety grają tu pierwsze skrzypce, mężczyźni zaś są tłem dla opowiadanych historii. Każda z nich musiała zmierzyć się z trudami życia. Maria wyruszyła za mężem na Syberię, Sabina przetrwała Ravensbrück, życie Magdy przypadło na czasy szaro-burego PRL-u, a najmłodsza Lila żyje w czasach współczesnych.

Początkowo w ogóle nie zorientowałam się, że czeka mnie między innymi wątek wojenny. Jakoś umknęło mi przeczytanie opisu książki. Dlatego kiedy dotarłam do rozdziału, w którym Sabina rozpoczyna swoją dość szczegółową opowieść, książka nabrała dla mnie jeszcze większej wartości. Z zapartym tchem czytałam kolejne fragmenty, będące swoistą przeplatanką losów czterech bohaterek. Ich historie, choć oddzielne, zazębiały się między innymi w chwilach, kiedy w życiu matki pojawiała się córka. To fascynujące, jak ludzkie losy potrafią się łączyć i przenikać. Miałam wrażenie, że na pierwszy plan wysunęła się Lila ze swoją potrzebą poznania własnych korzeni. Zarówno prababcia, jak i babcia oraz matka nie chciały opowiedzieć jej o swoim życiu. Nie miała praktycznie żadnej wiedzy o mężczyznach w rodzinie, a także o najbliższych kobietach, z którymi mieszkała. Drążyła, szukała, dopytywała, jednak napotykała głównie mur niechęci.

Jeśli zdecydujecie się na tę lekturę, czeka Was mnóstwo wydarzeń ciężkiego kalibru. Każda z bohaterek ma na swoim koncie trudne chwile. Napotkacie sceny, w których jedna z nich dla ratowania męża pozwoli się zgwałcić, inną ukochany zostawi przed samym ślubem, a trzecia straci szansę na międzynarodową karierę skrzypaczki. Jak doszło do tych dramatów? Nie chcę zdradzić szczegółów fabuły, więc tylko uchylam rąbka tajemnicy. Gwarantuję Wam sporo emocji. Uprzedzam jednak, że jest to powieść momentami przytłaczająca ogromem tej ciemniejszej strony życia. Jednak nasze bohaterki nie poddają się, chociaż wielokrotnie byłaby ku temu okazja. I choć można dostrzec pewną tragiczną prawidłowość podczas poznawania losów kobiet, one idą przed siebie i z podniesioną głową pokonują kolejne trudności.


Tytuł: „Matki i córki”
Autor: Ałbena Grabowska
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Marginesy
Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy



niedziela, 25 sierpnia 2019

"Moja ostatnia księżna" Daisy Goodwin - recenzja


Powieść "Moja ostatnia księżna" to książka stworzona przez autorkę scenariusza do serialu "Wiktoria". Ponieważ wspomniany film podobał mi się, pomyślałam, że również ta powieść będzie ciekawa. 

Akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku. Główna bohaterka, Cora Cash, to rozkapryszona młoda dziedziczka ogromnej fortuny. Nie dość, że jest niezwykle bogata, to jeszcze zjawiskowo piękna. Wychowano ją w przeświadczeniu, że należy jej się wszystko, co najlepsze. Kiedy dziewczyna ma za sobą swój debiutancki bal, na który zaproszono aż ośmiuset gości, matka zabiera ją do Anglii, aby znaleźć swojej ukochanej córeczce odpowiedniego kandydata na męża. Inna sprawa, że Cora nie jest zachwycona takim obrotem spraw i denerwuje ją ciągłe kontrolowanie przez matkę.    
Gdy podczas polowania, na które wybrała się podczas pobytu w Anglii, Cora spada z konia i traci przytomność, znajduje ją Ivo, który okazuje się być księciem. Bajkowa wręcz sytuacja wprawia matkę dziewczyny w błogostan, bo Ivo dość szybko oświadcza się i zostaje przyjęty. 

Życie młodej żony angielskiego księcia okazuje się być jednak trudniejsze, niż wydawało się Corze. Kobieta przekonuje się, że w porównaniu z Ameryką, w której się wychowała, Anglia to kraj pełen obłudy i fałszu. Dotkliwie odczuwa to szczególnie w tych chwilach, gdy decyduje się zaufać niewłaściwym osobom... 

Początkowo akcja toczyła się dość wolno, ale z czasem nabrała tempa i wciągnęła mnie w świat angielskich zwyczajów. Z zainteresowaniem śledziłam poczynania teściowej Cory i niejakiej Charlotte, które wciągały główną bohaterkę w różne intrygi.  
Czy Ivo ożenił się z Corą z miłości, czy raczej dla jej pokaźnego konta? Czy pieniądze dają szczęście? Jak Cora poradzi sobie w zupełnie nowej dla niej rzeczywistości? Kim tak naprawdę okaże się Charlotte? Czy miłość Cory do Ivo przetrwa wszystkie zawirowania, jakie zsyła jej los? 

Porównanie z serialem "Wiktoria" wypadło tak sobie. Film miał swój urok, był momentami zabawny i humorystyczny. Książka tymczasem okazała się być poważną powieścią obyczajową, pełną tajemnic i mroku. 

Jest to lektura idealna dla osób, które lubią śledzić życie ludzi z wyższych sfer. Zakończenie, wbrew pozorom, nie jest takie oczywiste i przewidywalne, więc warto przetrwać wolniejszą akcję, by cieszyć się interesującym finałem tej historii.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy