Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kielecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kielecka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2026

"Wakacje po włosku" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Wakacje po włosku"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 327
Wydawnictwo: Dobre Strony

Moja ocena: 6/6

Przecież ja wiedziałam, że tak to się skończy, jak sięgnę po kolejną powieść Kasi Kieleckiej. Podczas lektury co rusz przychodziły mi do głowy myśli w stylu: "Mój borze szumiący, przecież to wszystko NIE MIAŁO PRAWA PRZYDARZYĆ SIĘ jednej rodzinie!". A jednak, ostatecznie jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż wciąż zadziwia mnie fakt, że nikt tam nie zginął. Byłaby to wtedy tragikomedia kryminalna, bez dwóch zdań. Od razu napomknę jednak, że jeśli ktoś nastawia się na miniprzewodnik po włoskiej ziemi ze szczegółowymi opisami przyrody lub zabytków, to nie jest to taki rodzaj publikacji. Owszem, znajdziecie trochę informacji o miejscach, które odwiedzali bohaterowie, jednak głównym wątkiem fabuły są perypetie rodziny w walce z systemem firmy ubezpieczeniowej z piekła rodem.

Rodzina Sarneckich, Tadeusz i Joanna wraz z dziećmi: Antoniną i Kostkiem, ma w planie spędzić cudowny wakacyjny czas na włoskiej ziemi. Pozwiedzać, odpocząć, zrelaksować się. Normalne marzenia o wypoczynku, prawda? Wprawdzie Kostek potwornie marudzi, bo wolałby w tym czasie szaleć z kolegami, a Tosia już myśli o zbliżających się praktykach studenckich w Akwarium Gdyńskim, ale ogólnie pobyt w pięknych okolicznościach przyrody rysuje się bardzo optymistycznie. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy podczas jednej z wycieczek Sarneckim psuje się samochód. Systematycznie podlewana marudzeniem Kostka atmosfera robi się jeszcze bardziej nerwowa, kiedy okazuje się, że uszkodzenie nie jest drobne, a firma ubezpieczeniowa, w której w ostatniej chwili przed wyjazdem wykupił polisę Tadeusz, nie do końca spełnia ich oczekiwania. Do tego dochodzi warsztat samochodowy, który pracuje w stylu "maniana", a wisienką na torcie są próby uzyskania od ubezpieczyciela samochodu zastępczego. Uważacie, że to prosta sprawa? Nic bardziej mylnego. Przekonuje się o tym Tadeusz, któremu przyszło prowadzić tę nierówną walkę. Reszta rodziny dostaje rykoszetem, a chyba najbardziej stabilny emocjonalnie w tej sytuacji pozostaje pies Wafel.         

Chociaż Kasia zmieniła personalia bohaterów, niewiele to dało w moim przypadku, ponieważ czytając i tak miałam przed oczami członków jej rodziny i ich prawdziwego psa Leona :D I powiem Wam jeszcze, że za żadne skarby świata nie chciałabym się znaleźć na miejscu rodziny Sarneckich. W moim przypadku NA PEWNO ktoś zostałby skrócony o głowę... ;-)

Wspomnę jeszcze o absolutnie cudnym wydaniu. Rzadko zwracam większą uwagę na wygląd książki, bo ważniejsza jest dla mnie jej zawartość, ale tym razem zachwyciły mnie malowane brzegi i drobne rysunki psa porządkujące tekst. I jeszcze jedna niespodzianka tam na Was czeka. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, że można ożywić obraz z książki. Sprawdźcie koniecznie, o co chodzi. Ja sprawdziłam i uważam, że pomysł jest wprost genialny.

Polecam, sięgnijcie koniecznie, jeśli chcecie spędzić czas z pełną humoru lekturą.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Dobre Strony

czwartek, 25 września 2025

"Trzykrotki. Apetyt na życie" Katarzyna Kielecka - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Trzykrotki. Apetyt na życie"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Trzykrotki, tom 3

Moja ocena: 6/6

"Apetyt na życie" to tytuł trzeciego tomu przygód Trzykrotek, przyjaciółek, które od czasów licealnych wspierają się w najbardziej szalonych akcjach. Tym razem nie było inaczej, jak można się spodziewać po twórczości Katarzyny Kieleckiej. Nudy nie ma, za to są iskrzące dowcipem dialogi i całe mnóstwo zabawnych sytuacji.

Kamilla, Kasiula i Aleksandra poświęcają cały swój czas opiece nad wnuczętami. Wprawdzie maluchy więzami krwi połączone są tylko z Katarzyną i Kamillą, jednak żadna z trzech sześćdziesiątek nie wyobraża sobie, żeby miały się opiekować szkrabami w okrojonym składzie. Walczą zatem we trzy, jak trzej muszkieterowie, a właściwie trzy muszkieterki, ignorując własne potrzeby, szwankujące zdrowie i odkładając pasje na bliżej nieokreślone później. Trójka dwuipółlatków daje im nieźle popalić, a rodzice dzieciaków z radością poddają się wirowi życia. Są jeszcze wprawdzie dziadkowie, czyli mężowie Katarzyny i Kamilli, jednak nie angażują się w opiekę na tyle, aby przyjaciółki miały szansę chociaż od czasu do czasu odsapnąć. Czy ktoś zorientuje się, że coś w tym układzie szwankuje? Czy superbabcie wytrzymają presję do czasu, aż maluchy dorosną do tego, by pójść do żłobka? 

Kiedy pewnego dnia los zsyła naszym bohaterkom szansę na oderwanie się od codzienności, postanawiają wykorzystać okazję i zrobić coś dla siebie. Wybierają się na potańcówkę dla seniorów, jednak nikt nie ma pojęcia, jak wiele ten wypad zmieni w ich dotychczasowym życiu.    

Tym razem Katarzyna Kielecka wysyła swoich bohaterów na wycieczkę do pięknej Andaluzji. W wyjeździe biorą udział seniorzy, ale szybko okazuje się, że plan pobytu jest niezwykle wymagający. Jednak Trzykrotki biorą byka za rogi i zamierzają zrobić wszystko, aby świetnie się bawić. W końcu marzyły o odpoczynku od bąbelków w pięknych okolicznościach przyrody. Każdy dzień jest pełen niespodzianek. Mateusz Paliwoda wkurza przewodnika swoimi historycznymi opowieściami, za którymi przepadają inne uczestniczki wycieczki, Kamillę ogarnia furia zazdrości na sam widok dawnej koleżanki, Mirelli, która ewidentnie po raz kolejny zagięła parol na jej męża, Radzia, a z hotelowego balkonu Trzykrotek można oglądać niecodzienne przedstawienia... 

Co jeszcze się wydarzy, zanim nasza ekipa wróci do Polski? Nie macie zielonego pojęcia i nawet nie bylibyście w stanie tego wymyślić. Ja nie wymyśliłam, dlatego z zapartym tchem i niepohamowanym chichotem śledziłam koleje losów uczestników wycieczki. Koniecznie zróbcie to samo, bo obok tej książki nie można przejść obojętnie! 

 

Za możliwość patronowania powieści dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


piątek, 30 maja 2025

"Niewidzialna dziewczyna" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Niewidzialna dziewczyna"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 312 
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

Trzynastoletnia Ofelia to niezłe ziółko. Wycofana i zaniedbana, nie sprawia dobrego wrażenia. Czy jednak tylko na wrażeniach powinniśmy się opierać, chcąc kogoś poznać? Może jednak warto czasem poświęcić chwilę czy dwie, aby zobaczyć, jak wygląda czyjś świat i co ukształtowało tego konkretnego człowieka. Na drugi rzut oka Ofelia jest dzieckiem, które po prostu nie ma farta. Jej życie wypełniają niepowodzenia, rozczarowania, poniżanie i wyśmiewanie. Wciąż ucieka, kradnie, kryje się pod kapturem za dużej bluzy, a mimo to marzy o tym, żeby spotkało ją wreszcie coś dobrego.

Felka jest wyjątkowa. Z jednej strony boi się o siebie i o jutro, a z drugiej nie zamierza się poddawać i walczy o swoje. Jak trzcina, smagana wiatrem gnie się i szarpie, ale złamać się jej nie da. Niejeden by odpuścił, stoczył się na dno, ale nie ta dziewczyna. Odtrącana i lekceważona, zdaje się być niewidzialna dla otoczenia, aż pewnego dnia dowiaduje się o tym, że ma... starszą siostrę. Ta wiadomość sprawia, że w jej wyobraźni pojawia się nikłe światełko w tunelu, bo przecież kto, jak nie dorosła siostra, pomoże jej stanąć na nogi i zacząć normalne, beztroskie życie nastolatki? Życie, w którym trzynastolatka nie musi myśleć o tym, jak zdobyć jedzenie, gdzie się umyć czy co założyć, żeby nie zmarznąć. Marzenie... Czy jednak to realne, aby obca, młoda kobieta zechciała wziąć sobie na głowę taki kłopot? Ofelia, pełna nadziei, postanawia napisać do nieznanej siostry list, który ma przekonać ją do dziewczyny i połączyć je w prawdziwą rodzinę. Co wyniknie z działań Felki? Czy odnajdzie siostrę? Czy uda im się nawiązać nić porozumienia?      

Kasia Kielecka nie ucieka od trudnych tematów, a wręcz bierze byka za rogi i opisuje prawdziwe życie, z wszystkimi jego urokami. Jej bohaterowie nie są cukierkowymi lalkami, które mają idealne mieszkania, cudowne rodziny i żyją długo i szczęśliwie. Kasia tworzy postacie złożone, pełne wszelakich emocji, wyraziste i trudne do zapomnienia. Codzienność w jej książkach wypełnia sinusoida zdarzeń i decyzji, podejmowanych przez bohaterów, z których wynikają przeróżne konsekwencje. 

"Niewidzialna dziewczyna" to opowieść o pielęgnowaniu nadziei nawet w najciemniejszym momencie życia. I nawet jeśli bilans wypada kiepsko, zawsze warto wierzyć w to, że w końcu zza burzowych chmur wyjdzie słońce.

Ani się obejrzycie, jak wkręcicie się w świat Ofelii, która została potwornie oszukana przez los. Sprawdźcie koniecznie, jak zagrała mu na nosie. Felka nie da sobie w kaszę dmuchać!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


wtorek, 24 września 2024

"Obca kobieta" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Obca kobieta"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

"Obca kobieta" to tytuł najnowszej powieści Katarzyny Kieleckiej. Klimatyczna okładka zapowiada pełną emocji fabułę, jak to bywa u Kasi. Wątków zawsze jest sporo, a wszystkie przemyślane i dopracowane. Przyjemność z lektury gwarantowana.

Marta to dziewiętnastolatka, która do niedawna żyła ze świadomością, że jest kochana przez bliskich. Tymczasem zupełnie niespodziewanie jej świat zamienia się w gruzy. Praktycznie z dnia na dzień poczucie bezpieczeństwa Marty trafia szlag, a dziewczyna, zraniona do żywego między innymi przez ojca, który wybrał nową narzeczoną i ich nienarodzone jeszcze dziecko, pakuje się i ucieka z domu. Zawodzą ją również matka i kumpel, w którym Marta zaczęła nieśmiało dostrzegać kogoś więcej. Co robić? Jak poradzić sobie z takim kalibrem emocjonalnym? Ucieczka wydała się Marcie jedynym rozwiązaniem, ale czy dobrym? 

Kiedy do przedziału w pociągu do Gdańska, w którym wykupiła miejsce Marta, dosiadła się nauczycielka, Jagoda, która uczyła ją kiedyś w podstawówce, dziewczyna początkowo nie była zachwycona. Nie miała nastroju na towarzystwo, a tu trafiła jej się akurat belferka. Z czasem okazało się jednak, że niespodziewana wspólna podróż to nie był taki zły pomysł. 

Zarówno Marta, jak i Jagoda, mają do przepracowania sporo trudnych wspomnień i traum. Czy pomogą sobie wzajemnie? Jakie sekrety sprzed lat ujrzą światło dzienne? Czyja historia okaże się bardziej skomplikowana i czy kobiety znajdą wspólny mianownik? Z każdym kolejnym rozdziałem mnożą się pytania, a odpowiedzi czekają na cierpliwych w książce.

Powieść została podzielona na dwa tory czasowe. Obserwujemy Martę i Jagodę tu i teraz, a także wkraczamy do przeszłości nauczycielki. Kolejne rozdziały odkrywają dramat Jagody, który Marcie zaczyna idealnie pasować do pewnej układanki. Czy dwie kobiety mogą mieć jakieś powiązania, o których nie wiedzą?

Kasia Kielecka po mistrzowsku potrafi grać na emocjach. Ani się człowiek obejrzy, a już gna na łeb na szyję, nie tylko przyglądając się kolejnym wydarzeniom w powieści, ale wręcz w nich uczestnicząc. Z zapartym tchem śledziłam drogę obu kobiet do rozwiązania zagadek z przeszłości każdej z nich.

Zdecydowanie sięgnijcie, a gwarantuję, że nie będziecie mogli odłożyć tej powieści. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina

wtorek, 17 września 2024

„OBCA KOBIETA” – rozmowa z Katarzyną Kielecką z okazji premiery jej książki 25 września.


Rozmawiamy z okazji zbliżającej się premiery książki „Obca kobieta”, która przypada na 25 września. Katarzyna Kielecka, autorka powieści wydanej przez Szarą Godzinę, tak mówi: Uważam, że więzi, jakie powstają między kobietami to coś niebywale fascynującego. W przyjaźni potrafimy być jak gąbki, nasiąkamy cudzymi radościami i smutkiem. Mamy dużą zdolność współodczuwania i nie wstydzimy się tego. To rozwija, buduje wrażenie wspólnoty, zrozumienia, mnoży nasze doświadczenia, chroni od samotności. Takie relacje są bezcenne, chociaż często wiążą się ze sporym kosztem emocjonalnym, gdy pochłaniają nas cudze dramaty.

„Obca kobieta” to 16 książka w Pani literackim dorobku. W większości powieści porusza Pani trudne tematy, choć ich ciężar równoważy Pani dowcipem i ironią…

Takie połączenie sprawia, że moje historie są bliskie prawdziwego życia, które przecież potrafi podsuwać niemal jednocześnie radości i smutki, sukcesy i porażki, rozwiązania i problemy.

Początek historii, którą opowiada Pani w „Obcej kobiecie” jest, można powiedzieć, z życia wzięty. Marta zwierza się koledze: Tata wyprowadził się w październiku. Tak po prostu. Rano jeszcze żartował ze mną przy śniadaniu, pocałował mamę, gdy wychodził do pracy, a wieczorem spakował się i już go nie było…

W podobnych sytuacjach dziecko (nawet takie, które zdążyło dorosnąć, jak moja bohaterka) często nie rozumie skąd ta nagła volta i nie potrafi się z nią pogodzić, szczególnie, gdy dotąd było przekonane, że ma idealną rodzinę.

Ojciec zachowuje się tak, jakby córka nie istniała. Matka unika tematu. Milczenie to przepis na samotność i niezrozumienie, prawda?

To choroba naszych czasów. Mam wrażenie, że wszyscy wokół próbują grać, udawać lepszych niż są, szczęśliwszych, doskonalszych, mocniejszych, by udowodnić, że poradzą sobie z każdym zawirowaniem losu. Tego uczy nas chociażby świat kreowany przez social media, daleki od rzeczywistego. Matka Marty unika tematu, bo sama się przed nim broni, bo nie chce pokazać, że cierpi. Ojciec zaś, to całkiem inny temat. Jego postawę trudno obronić.

Świat wywrócił się Marcie do górny nogami dwukrotnie. Nie dość, że rozpadło się małżeństwo rodziców, to jeszcze okazuje się, że jest adoptowanym dzieckiem. Ucieka z domu?

Ucieka przed faktami, które ją przerosły. To nie do końca jest ucieczka z domu, bo przecież z góry zakłada, że niedługo wróci, nie porzuci studiów, nie zerwie kontaktu z adopcyjną matką. Jej dziecinną, spontaniczną reakcję hamuje dojrzałe poczucie obowiązku i rozsądek. Jest w tym pewien chaos, ale pamiętajmy, że to dzieciak, który dopiero wchodzi w dorosłość. W tym momencie pierwszy raz zderza się z bezwzględnością, brutalnością życia.

W pociągu do Gdańska Marta spotyka swoją dawną nauczycielkę Jagodę. Kobieta jedzie w rodzinne strony, by rozliczyć się z przeszłością…

I to ona staje się najważniejszą, wiodącą postacią tej powieści, dostarczając Czytelnikom podczas lektury okazji do refleksji, wzruszeń, a także wspomnień własnej młodości. Jej historia wplata się niepostrzeżenie w życie Marty i robi to nad wyraz skutecznie.

Jagoda tłumaczy Marcie: Wychodząc do ludzi, dajesz sobie szansę, by zrozumieć siebie. Jej dramatyczne przeżycia są dla dziewczyny lekcją dojrzewania?

Marta przechodzi przyspieszony kurs życia. Zanurza się w cudzych emocjach, dzięki czemu zaczyna lepiej rozumieć własne. Życie Jagody nie jest w żadnym stopniu kalką doświadczeń Marty, ale daje jej okazję do współprzeżywania nadziei, ekscytacji, lęku, rozczarowania, samotności. Pokazuje, że można wyjść z każdego życiowego zakrętu, ale warunkiem tego, jest zdobycie się na odwagę konfrontacji z rzeczywistością. Choćby za cenę utraty złudzeń.

Marcie morze kojarzy się z ukojeniem i bezpieczeństwem. Jest dobrą scenografią dla opowieści o życiu?

Morze jest dla mnie czymś doskonałym. Potrafi być niezmienne, pozostając w wiecznym ruchu, idealnie wpisuje się w ciszę, chociaż ani na moment nie milczy, gwarantuje pewien bezpieczny schemat, a jednak potrafi zaskakiwać. To oczywiście moje osobiste spojrzenie. W swoich podróżniczych wyborach zwykle stawiam na góry, a mimo to noszę w sobie głębokie uzależnienie od morza i muszę, po prostu muszę je odwiedzać chociaż na kilka dni w roku. Przywraca mi spokój i umiejętność skutecznego odpoczywania.

Piękna i prawdziwa jest ta relacja młodej i dojrzałej kobiety. Jak darcie pierza…

W ich relacji jest niezwykła harmonia, bo nie ma tu jednostronnego przepływu energii. Bohaterki czerpią z siebie nawzajem dokładnie to, czego najbardziej potrzebują i czego nie mogą im dać inni, choćby bliżsi im ludzie. Marta bez Jagody trwałaby w swoim zagubieniu, Jagoda mogłaby nie dźwignąć zadania, które sobie wyznaczyła. Dopełniają się, a dodatkowo wiąże je tajemnica, którą czuć w powietrzu, choć długo pozostaje niewypowiedziana, bo przecież Marta nie wie, co sprawiło, że trafiły do jednego pociągu.

Przykładem siostrzeństwa jest inspiracja do Pani poprzednich książek o Trzykrotkach, prawda?

Pisząc Obcą kobietę w ogóle nie myślałam o Trzykrotkach, za wyjątkiem jednej sceny, w której się pojawiają. Generalnie uważam, że więzi, jakie powstają między kobietami to coś niebywale fascynującego. W przyjaźni potrafimy być jak gąbki, nasiąkamy cudzymi radościami i smutkiem. Mamy dużą zdolność współodczuwania i nie wstydzimy się tego. To rozwija, buduje wrażenie wspólnoty, zrozumienia, mnoży nasze doświadczenia, chroni od samotności. Takie relacje są bezcenne, chociaż często wiążą się ze sporym kosztem emocjonalnym, gdy pochłaniają nas cudze dramaty.

Wierzy Pani w powiedzenie „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”?

W metaforycznym sensie jak najbardziej. Jeśli chowamy w sobie traumy, do których nie chcemy się przyznać sami przed sobą i tylko robimy dobrą minę do złej gry, nie może być mowy o wzmocnieniu. Taki stan nie zabija nas dosłownie, za to powolutku wciąga w otchłań, odbierając wiarę w siebie lub innych, odwagę, radość życia itd.

Czy do napisania „Obcej kobiety” zainspirowała Panią jakaś rzeczywista historia, czy to w całości fikcja literacka?

Powieść jako całość jest fikcją literacką. Za to wiele klocków, które się na nią składają, zaczerpnęłam z rzeczywistości: fragmenty rozmów, obrazy z przełomu XX i XXI wieku, kilka zdarzeń. Prawdziwe są także miejsca i mój stosunek do nich. Bardzo chciałam pokazać w tej powieści mój zachwyt okolicą ujścia Wisły oraz Mierzeją Wiślaną. Mam nadzieję, że mi się to udało.

Kim jest tytułowa obca kobieta? Matka, która urodziła, ale oddała dziecko, matka, która wychowywała, ale nie urodziła, kobieta spotkana w pociągu…

Jeśli się głębiej zastanowić, w tej powieści jest kilka kandydatek na tytułową „obcą”. To te, które nie stanęły na wysokości zadania oraz te, które wcale nie chciały być obce, lecz zostały poczęstowane gorzką pigułką rozczarowania. Niech Czytelnicy ocenią, która z nich najbardziej zasługuje na to miano.

Czy zgodzi się Pani, że „Obca kobieta” to również opowieść o stracie? Stracie ludzi, ale też stracie złudzeń?

Oczywiście, że tak. Ludzie zwykle odchodzą sami, nie dając nam wyboru, a złudzeń kurczowo się trzymamy, nakładając je na nasze doświadczenia, jak kolorowe filtry. Trzeba zrobić w głowie generalny remont wspomnień, przekonań, pragnień, a potem zebrać w sobie mnóstwo sił i odwagi, by ujrzeć swoje życie takim, jakim naprawdę jest.

Jaki temat chciałaby Pani podjąć w kolejnych książkach?

Pomysłów mam masę i największym wyzwaniem jest dla mnie uszeregowanie ich w odpowiedniej kolejności. Będzie emocjonalnie, wesoło, nostalgicznie, czyli różnorodnie, jak zwykle w moich książkach. Na ten moment wolałabym jeszcze niczego nie zdradzać.

Najważniejsze słowa, jakie Pani usłyszała od czytelników?

Najbardziej mnie porusza, gdy słyszę od Czytelników, że po lekturze mojej książki coś zrozumieli, dostrzegli w swoim życiu i zamierzają to przemyśleć, przewartościować, czasem zmienić. Dla mnie to dowód, że powieść zostaje z nimi na dłużej, towarzyszy im nadal po odłożeniu jej na półkę.

Magda Kaczyńska

niedziela, 16 czerwca 2024

"W drogę, Trzykrotki" Katarzyna Kielecka - recenzja [PREMIEROWA]


Tytuł: "W drogę, Trzykrotki!"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Trzykrotki, tom 2

Moja ocena: 6/6

Szalone Trzykrotki powracają! Drugi tom przygód zwariowanych przyjaciółek, Aleksandry, Kamilli i Katarzyny, jest jeszcze bardziej naszpikowany niesamowitymi zdarzeniami, które przytrafiają się kobietom właściwie codziennie. Jakim cudem jeszcze się nie pozabijały? Otóż... śmiem twierdzić, że to dzięki absolutnie najprawdziwszej przyjaźni w czystej postaci, która je łączy.

Akcja drugiej części rozgrywa się trzy lata po pierwszej. Trzykrotki nabrały ochoty na kolejny wyjazd kamperem, ale tym razem z połówkami. Panowie nie są szczęśliwi z tego powodu, ale ostatecznie pomysł zostaje przyjęty i rozpoczynają się przygotowania do wycieczki życia. Kiedy wszystko układa się za dobrze, wiadomo, że coś za chwilę strzeli. Tym razem strzeliło z hukiem, a w poświacie fajerwerków na scenę wkroczył... mały demon Odorek i zamordował piękny plan wycieczkowy dziadków Paliwodów oraz ich przyjaciół. Męska część wyprawy nie zmartwiła się nagłymi zmianami, albowiem na horyzoncie pojawiła się taka opcja, która zarówno Mateusza, jak i Iwa wprowadziła w stan euforii, natomiast ich połowice zmontowały całkiem nowy skład i mimo wszystko wyruszyły w drogę. Co wyniknęło z wycieczki trzech emerytek, jednej młódki i niespełna trzylatka? Mogłabym stwierdzić, że tego nie da się opisać słowami, jednak Autorce zdecydowanie się udało. 

Jest w tej opowieści moc i energia, bohaterki zaliczają przeróżne wtopy, z których wychodzą zazwyczaj obronną ręką, ewentualnie biorą na klatę to, co przynosi los. Można im pozazdrościć optymizmu i umiejętności trzymania się razem mimo chwilowych zawirowań i fochów różnego formatu.  

Przy okazji wędrówki z żeńsko-dziecięcą ekipą zwiedzamy piękne miejsca na ich trasie, a w przypadku wątku męskiego - poznajemy losy historycznych postaci, o których raczej nie usłyszy się w szkole na lekcji. Styl opowieści przypominał mi bardzo ten preferowany przez Wojtka Drewniaka w serii "Historia bez Cenzury". Z przyjemnością uczyłabym się historii opowiadanej w takim luźnym klimacie.          

Zdecydowanie polecam Wam tę powieść, choć jeśli nie czytaliście pierwszego tomu, to radzę zacząć od niego. Uśmiejecie się, może podniesie Wam się momentami ciśnienie, gwarantuję również odrobinę sensacji, a jakże. Dowiecie się, kim jest mały demon i jakim cudem znalazł się w ekipie kampera, a także jaką rolę odegrała w tej historii Elżunia Bośniaczka. Naprawdę warto sięgnąć!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina


środa, 18 października 2023

"Echo" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Echo"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Księżyc z Vajont, tom 2

Moja ocena: 6/6

Drugi tom dylogii z cyklu Księżyc nad Vajont to dalsze losy Teresy i Karoliny. Kobiety poznać można w tomie pierwszym pod tytułem "Fala". Dwutorowość akcji pozwala na retrospekcje, które wyjaśniają wiele spraw i pomagają zrozumieć zachowanie obu kobiet. Fabuła tej części jest przejmująca i pełna dramatycznych doświadczeń, które dźwigają na swych barkach bohaterowie.

Karolina Cichońska kolejny raz podpadła rodzinie, mężowi i dwóm synom. Obiecała swoim chłopakom wakacyjną wycieczkę we czwórkę do wymarzonej Bretanii. Traf chciał, że w ich plany znów wepchnęła się z impetem jej matka, dla której własne sprawy zawsze są na pierwszym miejscu, a pozostali muszą się po prostu dostosować. Nagła zmiana planów nie gwarantuje dobrej zabawy, a wprost przeciwnie. Nie wiadomo, czy mroczne rodzinne sekrety zamiast pomóc scalić małżeństwo, nie doprowadzą związku Cichońskich do rozwodu. Wspólny wyjazd Karoliny, Kajtka, Filipa i Jeremiego z seniorką będzie wybuchową i dość nieprzewidywalną mieszanką emocji.

Autorka z wyczuciem poprowadziła bohaterów przez meandry uczuć. Obserwowanie tych wszystkich koronkowych zmian było fascynujące, szczególnie w przypadku starszej pani, przy której niezmiennie otwierał mi się nóż w kieszeni :D

Piękny język, jakim raczy nas Kasia w każdej swojej powieści, dopełnił całości i jest po prostu cudownie. Ani jedna minuta spędzona z tą dylogią nie jest stracona, a wręcz przeciwnie. Chociaż skończyłam czytać jakiś czas temu, bohaterowie wciąż siedzą sobie wygodnie w mojej głowie. I powiem Wam jeszcze, że jeśli chodzi o okładki, to nie przepadam za tymi "ludzkimi", jednak w przypadku tych dwóch oczy dziewczynek hipnotyzują.     

Biorąc pod uwagę obydwa tomy, można stwierdzić, że tom pierwszy skupia się bardziej na dzieciństwie Teresy i tragedii z tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego trzeciego roku, natomiast część druga to zapis trudnej relacji między matką a córką i zachodzących w niej przemian. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina



      

poniedziałek, 16 października 2023

"Fala" Katarzyna Kielecka - recenzja


Tytuł: "Fala"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Księżyc nad Vajont, tom 1

Moja ocena: 6/6

Kiedy zobaczyłam, że szykuje się kolejna powieść Katarzyny Kieleckiej, i to do tego od razu w dwupaku, pomyślałam, że to świetna wiadomość, bo powieści Kasi pochłaniam bez umiaru. Później jednak, kiedy przeczytałam opis, zaczęłam się zastanawiać, co mnie może urzec w historii, która wydarzyła się we Włoszech w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim roku. Aż w końcu dostałam przesyłkę z książkami, a kiedy przeczytałam dwa pierwsze rozdziały, już wiedziałam, że będzie się działo, ponieważ Kasia znowu użyła swojej pisarskiej magii.

W pierwszym tomie dylogii spotykamy dwie rodziny, w których na pierwszy plan wysuwają się Teresa Lanza i Karolina Cichońska. Mała Tereska żyje z rodziną we Włoszech, w małym Casso, w latach sześćdziesiątych XX wieku, natomiast Karolina mieszka we współczesnej Łodzi wraz z mężem Kajetanem oraz dwoma synami. Początkowe rozdziały są rodzajem wprowadzenia do historii, którą zamierza opowiedzieć czytelnikom autorka. Poznajemy bliżej Teresę, jej rodziców, Federica i Mariannę, a także dwóch braci dziewczynki, malutkiego Lukę i nastoletniego Oscara. Fede pracuje na tamie, która jest źródłem wielu negatywnych emocji w dolinie Vajont. Mieszkańcy podzielili się na dwie grupy: zwolenników, bezgranicznie wierzących naukowcom, których wyliczenia potwierdziły niezawodność budowli, oraz przeciwników, którzy byli pewni, że naukowcy to oszuści, a tama stanie się wkrótce źródłem tragedii. We współczesnej Łodzi Karolina usiłuje pogodzić opiekę nad wymagającą, neurotyczną matką z życiem rodzinnym. Kryzys goni kryzys, a kobieta zalicza kolejne porażki i zawodzi zarówno synów, jak i męża. Cierpliwość Kajtka się kończy, a chłopcy mają już dość ciągłych rozczarowań. Co przyniesie tajemniczy list, który pewnego dnia otrzymuje starsza pani? Dlaczego rodzina Cichońskich wyląduje w wakacje we Włoszech, zamiast w wymarzonej Bretanii? Czego Karolina dowie się o swoich korzeniach? 

Uwierzcie, że nie sposób odłożyć tej książki! Z jednej strony szkoda, że ma tylko dwieście osiemdziesiąt stron, ale z drugiej może to plus w sytuacji, kiedy jest to powieść z gatunku tych nieodkładalnych. Nawet, kiedy musiałam przerwać lekturę, przeżycia bohaterów wciąż krążyły po mojej głowie. A ile się nakombinowałam, co może się jeszcze wydarzyć! Ile się nadenerwowałam nad koszmarnym wprost zachowaniem niektórych bohaterów. Wiele opisanych sytuacji wywoływało refleksję, jak ja zachowałabym się w tej czy innej chwili. Bardzo trudne decyzje, skomplikowane sprawy, momentami wydające się kompletnie bez wyjścia. No, emocji nie zabraknie, gwarantuję Wam to.

Nakreślone przez autorkę tło historyczno-społeczne (opisana przez Kasię Kielecką włoska tragedia sprzed lat wydarzyła się naprawdę) nienachalnie towarzyszy kolejnym wydarzeniom. Uzupełnia fabułę i ubogaca rozmowy bohaterów, nie wybijając czytelnika z rytmu.     

Dziękuję temu, kto zdecydował o premierze od razu obu tomów. Gdybym została z zakończeniem pierwszego tomu bez możliwości natychmiastowego poznania dalszych losów bohaterów, ktoś z pewnością by zginął...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


piątek, 7 lipca 2023

"Trzykrotki" Katarzyna Kielecka - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Trzykrotki"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

Przyjaźń to wyjątkowa więź między ludźmi, trwająca niejednokrotnie przez długie lata. Po czym poznać, że relacja łącząca dwie lub więcej osób to właśnie przyjaźń? Osoby te są dla siebie wzajemnie ważne, wspierają się i są gotowe pomóc w razie potrzeby. To tak w skrócie, bo o więziach międzyludzkich można by mówić i mówić. Niejeden człowiek marzy o tym, by w jego życiu pojawił się ktoś, na kogo mógłby liczyć w każdej sytuacji, nawet kompletnie odjechanej i niecodziennej. Niektórzy mają to szczęście, że przyjaciółki tylko czekają na sygnał, jak w przypadku Katarzyny, Aleksandry i Kamilli, głównych bohaterek "Trzykrotek" Katarzyny Kieleckiej.

Kiedy Starej Bibliotekarze pojawia się w kodzie szóstka z przodu, trzy przyjaciółki postanawiają przeżyć przygodę życia i zdobyć Kilimandżaro. Kto jak nie one? Ale że co, ONE nie dadzą rady? No to patrzcie, niedowiarki! Kobiety rozpoczynają przygotowania do podróży, jednak jak to zazwyczaj bywa w przypadku planowania, cel podróży trzech pań ostatecznie zmienia się całkowicie. Zamiast w Afryce lądują w kamperze zmierzającym w równie piękne Alpy. Nie jest to jednak wyprawa całkowicie turystyczna, chociaż małżonek Katarzyny usilnie pracuje nad tym, by podróżniczki przy okazji realizowania pewnej misji zwiedziły jak najwięcej interesujących miejsc.

Jak zwykle w przypadku powieści autorstwa Kasi Kieleckiej, mamy tutaj do czynienia nie tylko z lekką i zabawną historią podróży trzech przyjaciółek, ale także z poważniejszymi tematami związanymi z relacjami w związku i rodzinie, tolerancją, zaufaniem i bliskością. Ale z drugiej strony, żeby nie wyszło za poważnie, znajdziecie tu również sporo humoru i niesamowitych zbiegów okoliczności. Wszystkie elementy fabularnej układanki pięknie się ze sobą łączą, tworząc rewelacyjny i dopracowany obrazek. 

Zatem podsumowując... Trzy cichociemne w ciasnym kamperze, jedna psychopatka zorientowana na pewien przystojny acz zajęty męski cel, ciąża, trawka, bezdomne kotki, bogobojne śpiewy i oczywiście LEON!, a przy okazji sporo innych atrakcji, tego mniej więcej możecie się spodziewać po tej powieści. Aha, i koniecznie musicie poznać Reginę :-)

No, to liczę, że książka już czeka w Waszym koszyku i za chwilę zrealizujecie zamówienie. "Trzykrotki" to gwarancja świetnej zabawy, więc nie zwlekajcie.


Współpraca barterowa z Wydawnictwem Szara Godzina

niedziela, 18 września 2022

"Znajda" Katarzyna Kielecka - recenzja

"Koniec świata zazwyczaj przychodzi niespodziewanie i nie zawsze raczy wysyłać sygnały ostrzegawcze. Tymczasem życie obojętnie przeskakuje nad apokalipsą i unosi nas do kolejnych światów, które się jeszcze nie skończyły, a może dopiero zamierzają się zacząć".

Nie wiem, czy napisałam wystarczająco dobrą recenzję najnowszej powieści Katarzyny Kieleckiej. Czy udało mi się zawrzeć w niej wszystkie emocje, które mną targały podczas lektury. Bo targały, nie da się ukryć. Jakże trudno było mi się odrywać od kolejnych rozdziałów, kiedy trzeba było pójść spać albo wyjść do pracy! Z okazji kolejnej premiery Kasi muszę się chyba zakręcić wokół skombinowania jakiegoś zwolnienia z pracy w typie L4, ale z celem czytelniczym. Ciekawe, co powiedziałaby moja pani dyrektor, gdybym zgłosiła, że nie mogę przyjść do pracy, bo CZYTAM :D

W "Znajdzie" Kasia zastosowała mój ulubiony zabieg fabularny: dwutorową akcję. Uczestniczymy na zmianę w życiu rodziny Sitarzów, którzy mieszkają w Wieluniu, gdzie zaskakuje ich wybuch wojny, a współcześnie towarzyszymy Matyldzie, której świat diametralnie zmienia się po tym, jak znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Połączenie tych dwóch torów jest zaskakujące, jak to bywa u Kasi. Ten pomysł jednak jasno wskazuje, jak wiele w życiu może zależeć od przypadku i naszych decyzji. 

Można by pomyśleć, że tyle już powstało powieści historycznych, prezentujących temat wojny na milion sposobów, ale wtedy nagle pojawia się historia, która wyrywa z butów i nie daje o sobie zapomnieć. Taka właśnie jest "Znajda". 

Wieluńska część fabuły opowiedziana została z perspektywy dziecka. I powiem Wam, że to jest naprawdę sztos. W kolejnych rozdziałach tego toru czasowego poznajemy bliżej Lolka, Krysię i Mirkę Sitarzów, a później Olusia i Julka, którym przyszło zmierzyć się ze strasznymi wydarzeniami. Nikt nie powinien przeżywać czegoś takiego, a już na pewno nie dzieci, których życie powinno być beztroskie i radosne. Tymczasem oni już na początku swojego życia musieli patrzeć na śmierć, przeżyć niewyobrażalną stratę, cierpieć głód i bać się tego, że może być jeszcze gorzej.

Matylda wiedzie raczej szczęśliwe życie, którego centrum stanowi mąż Dominik. Jest im razem dobrze, chociaż jej matka wciąż wtrąca się do wszystkiego i nie pozwala się odstawić na boczny tor. Nie ustaje też w wysiłkach zachęcenia córki do zajścia w ciążę, aby wreszcie dała jej i mężowi upragnionego wnuka. Ta kobieta w realnym życiu byłaby nie do zniesienia, ale tutaj stanowiła genialny akcent humorystyczny.  

Dość szybko połapałam się, kim jest staruszka z toru współczesnego, ale myślę, że nie chodziło tutaj o trzymanie tego w tajemnicy, a raczej o to, jak się ta współczesna kobieta łączy z wcześniejszym torem czasowym. Jakie były jej losy i jak się ten główny wątek zakończy. A zakończy się pięknie, gwarantuję Wam to.

Nie mogę pominąć języka, którym posługuje się Kasia. Nie chodzi mi o motyw krzyżówkowej manii ojca Matyldy, dzięki której w tekście powieści pojawiło się sporo niespotykanych na co dzień słów, chociaż to też był zacny wątek. Mam na myśli ten moment, w którym czytam i nagle w oko wpada mi zatopiony w narracji w naturalny sposób wyraz, którego dawno już nie spotkałam w żadnej książce, jak zamtuz, epuzer czy destynacja. Cieszy mnie to, że są jeszcze pisarze, którzy wciąż używają rzadkich słów, ponieważ łaskocze mnie wtedy przyjemnie myśl, iż jestem postrzegana jako czytelniczka, której warto serwować słowa z level master. I to nie są fintifluszki. Bardzo doceniam te językowe smaczki.

Nie możecie przejść obojętnie obok tej powieści. Zabraniam Wam! :-)

"Życie wydaje się czymś naturalnym, oczywistym i nieskończonym, dopóki samo nie nauczy człowieka, czym jest śmierć".


Tytuł: "Znajda"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


środa, 23 marca 2022

"Gra w zielone" Katarzyna Kielecka - recenzja

Cóż mogę napisać... Dziesiąta powieść Katarzyny Kieleckiej to kolejny strzał w dziesiątkę. Właściwie w ogóle mnie to nie zdziwiło, bo spodziewałam się petardy. Nawiasem mówiąc, tylko takie petardy toleruję ;-) W najnowszej powieści obyczajowej Kasi możecie spodziewać się również wątku kryminalnego. Bardzo zacny mariaż, naprawdę smakowicie to Autorce wyszło. 

Szymon Maciak z Komendy Policji w Świnoujściu, jeden z głównych bohaterów powieści, zatrzymuje się w domu przyjaciela w Łodzi, gdzie zamierza spędzić jakiś czas. Z przyjemnością wtapia się w życie rodziny Rawickich, w której skład wchodzą Anna i Wojtek oraz ich dzieci, Zuzia i Franio. Jedyną przyjaciółką mężczyzny jest pewna egzotyczna dama, która zajmuje wiele miejsca w sercu gliniarza. 

W innym wątku poznajemy bliżej nastolatkę o niedzisiejszym imieniu Honorata i jej matkę. Życie dziewczyny różni się bardzo od tych, które wiodą jej rówieśnicy. Problemy też ma zupełnie nieprzystające do wieku, podobnie jak jej przyjaciółka Blanka. Nastolatki łączą podobne problemy z rodzicielkami. Czy jednak to wystarczy, aby ich przyjaźń przetrwała wszystkie burze?

Podczas wyjazdu integracyjnego pracowników korporacji Rawickiego alkohol leje się strumieniami, a ludziom puszczają wszystkie hamulce. W nocy ma miejsce nieszczęśliwy wypadek. Dzięki Sergiuszowi Parsymiukowi, byłemu podwładnemu ze Świnoujścia, Maciak ma szansę poznać szczegóły sprawy...

Ścieżki bohaterów przecinają się i płynnie łączą, a akcja wciąga bez reszty. Ogromnym atutem tej powieści jest wielowątkowość. Dzięki przemyślanej i dopracowanej fabule, która zaskakuje wieloma zwrotami, nie sposób się nudzić podczas lektury. Kasia perfekcyjnie opisuje emocje targające nastolatkami, a także problemy, z którymi muszą się zmierzyć, chociaż mają zaledwie czternaście lat i powinny zajmować je zupełnie inne sprawy.

Bardzo liczę na kolejny tom i to najlepiej nie jeden, a przynajmniej dwa, żeby wyszła zgrabna trylogia <3 

Tytuł: "Gra w zielone"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym
Liczba stron: 400 
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


piątek, 14 stycznia 2022

"Gieśki. Księga przygód" Katarzyna Kielecka - recenzja

Zanim zacznę pisać o kolejnej książce Katarzyny Kieleckiej, którą przeczytałam, pragnę nadmienić, że to absolutne oszukaństwo, kiedy księga przygód liczy wspomnianych przygód zaledwie pięć :D Optuję za kolejnym tomem i w ogóle wielotomową serią.

Gieśki to trójka kumpli, trzecioklasistów, z których każdy jest jedyny i niepowtarzalny. Chłopaki przyjaźnią się na dobre i na złe, nawet, kiedy mają inne spojrzenie na jakąś sytuację. Pewnie zastanawiacie się, co ciekawego można opowiadać, kiedy ma się dziewięć lat i chodzi się do podstawówki? Otóż, gwarantuję Wam, że całe mnóstwo genialnych historii. Jeśli dodatkowo zostały one przepuszczone przez pióro Kasi Kieleckiej, możecie liczyć na fenomenalnie spędzony czas.

Każda z przygód to przemyślana opowieść, iskrząca humorem i wypełniona mądrymi wątkami. Trudne tematy, od których Kasia nie stroni, pojawiają się najczęściej w dialogach chłopaków, którzy są dociekliwi i zawsze muszą poznać wszystkie aspekty danej sprawy. Tak było na przykład, kiedy usiłowali zrozumieć, co to znaczy "dałn" i dlaczego jest to negatywne określenie. Ta przygoda to majstersztyk pedagogiczny.

Giedź Naczelny, czyli wychowawczyni chłopców, pani Ania, to nauczycielka z pasją, której zależy nie tylko na edukacji uczniów, ale także na tym, by potrafili odnaleźć się w społeczeństwie i mogli egzystować w grupie rówieśniczej jako odrębne, unikatowe jednostki, a nie szara masa, idąca za tłumem lub podporządkowująca się innym w celu pozyskania ich akceptacji. Zresztą bądźmy szczerzy, żaden z Gieśków nie poddałby się presji tłumu. Chłopcy mają swoje zdanie na każdy temat, a ich przemyślenia wielokrotnie zaskakują dojrzałością. Prosty sposób tłumaczenia trudnych spraw daje do myślenia nawet starszym czytelnikom. 

Jeśli potrzebujecie odskoczni od codzienności, to Gieśki gwarantują dobrą zabawę. Polecam gorąco. Najlepiej czyta się na głos :D

Tytuł: "Gieśki. Księga przygód"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6

poniedziałek, 11 października 2021

"Zapach cytrusów" Katarzyna Kielecka - recenzja

Kolejna historia spod pióra Katarzyny Kieleckiej już za mną. I znowu przykro się było rozstawać z bohaterami, których polubiłam i z ciekawością śledziłam ich losy. Takie opowieści można czytać i czytać, a człowiek wciąż jest ciekawy, co będzie dalej.

W tej powieści spotykamy się z Bartkiem i jego bratankiem Tymkiem, którego dziesięcioletni świat w jednej chwili zmienił się w kupę gruzu. Drugą fantastyczną parą są pani Ludmiła i jej pierzasta przyjaciółka Zoja, złotodzioba papuga, wymuszająca na właścicielce głośne odtwarzanie muzyki Czajkowskiego. Jest również Ada, której autorka zafundowała sporo perturbacji i niebezpiecznych sytuacji, ale także przyjemne chwile i pozytywne uczucia. Zanim jednak kobieta będzie musiała podjąć najważniejszą decyzję, zdąży kogoś odrzucić, od kogoś uciec, kogoś odzyskać... Podsumowując, będzie się działo!

Życiowa fabuła wciąga i sprawia, że bohaterowie szybko stają się nam bliscy, jakby mieszkali za ścianą i mijali się z nami na klatce. Idealnej całości dopełniają realizm sytuacyjny i wachlarz emocji. Do tego plastyczne opisy i charakterni bohaterowie - to przepis na naprawdę smakowitą historię.      

Bokserka Kufa jest cudowna, chociaż pojawia się tym razem na krótko. Jednak sympatyczny zwierzęcy bohater sprawia, że pamięta się go nawet, jeśli wystąpił w jednej scenie.    

W powieściach Kasi Kieleckiej lubię przede wszystkim piękny język, ale także wplecione w tekst przypominajki z poprzednich tomów. Wiadomo, że część czytelników czyta kolejne powieści od razu po premierze, a to oznacza, że kolejne tomy dzieli sporo czasu. Można zapomnieć to i owo, ale autorka nie pozwala czytelnikowi poczuć się niepewnie w tej kwestii.

I na koniec cytat, który urzekł mnie chyba najbardziej :) 

"Życie jest jak pomidorówka. Pożywna, swojska. A miłość jest jak bukiet ziół. Potrafi zmienić zwykłą zupę w niebo w gębie, rozumiesz?"

Tytuł: "Zapach cytrusów"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Cytrusy, tom2

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina

piątek, 5 marca 2021

"Ślady. Psim tropem" i "Ślady. Rudy warkocz" Katarzyna Kielecka - recenzja

Z niecierpliwością czekałam na możliwość poznania dalszych losów Edyty i Jędrka oraz Wojtka i Ani, bohaterów "Sedna życia" i "Piętna dzieciństwa". Pióro Katarzyny Kieleckiej cenię przeogromnie, głównie ze względu na lekkość, płynność i piękny język. Właściwie przytuliłabym każdą nową powieść tej autorki, nawet taką bez związku z wymienionymi tytułami. I mam nadzieję, że niedługo Kasia ucieszy nas kolejną rewelacyjną historią. 

Jak wszystko idzie dobrze, często mamy takie wewnętrzne wrażenie, że coś rąbnie i nasze szczęście się posypie. U Edyty, Andrzeja i Grzesia wreszcie zaczęło się układać. Jest cudownie, z dużą dawką humoru i miłości. U Wojtka wszystko kręci się wokół Ani, której ciąża jest zagrożona. Wszyscy z utęsknieniem czekają na małą Agatkę, ale największym szaleństwem w temacie wykazuje się Wojtek, co niesamowicie irytuje Anię. Jednak co by się nie działo, w obu domach panuje atmosfera wzajemnej akceptacji i troski. Edyta rozpoczęła pracę w szkole jako nauczycielka historii, a Andrzej zajmuje się swoim ornitologicznym konikiem. W całym tym szczęściu ani Edyta, ani Jędrek nie dostrzegają podejrzanych mężczyzn, którzy kręcą się w ich otoczeniu. Kiedy Jędrek wyrusza na kolejne spotkanie z pewnym naukowcem, pod dom Blińskich podjeżdża obcy Edycie człowiek, który przedstawia się jako... profesor, do którego właśnie rzekomo pojechał Jędrek. Kobieta czuje się rozczarowana mężem i oszukana. Jej myśli natychmiast wędrują w kierunku jednej konkluzji: Jędrek na pewno ją zdradza! Rzecz jasna, jak to Edyta, nie daje sobie niczego wytłumaczyć. Poza tym ma jeszcze jeden powód do zdenerwowania. Właśnie odkryła guzek, który skojarzył jej się tylko z jednym - chorobą i śmiercią Agaty, biologicznej matki Grzesia. Jej cierpliwość została wystawiona na ogromną próbę. Na takie wyniki trzeba poczekać kilka dni. W dodatku właśnie zadzwonił Grześ i przyznał się, że złamał obietnicę i poszedł z Kufą na spacer w zakazane miejsce i zgubił sukę. Edyta rusza synowi na pomoc. Jędrek, wracając do domu, nastawiał się na trudną rozmowę i gęste tłumaczenia, ale po powrocie zastał dom pusty. Uznał, że Edyta się na niego boczy i specjalnie wybrała się gdzieś z Grzesiem i Kufą, żeby go ukarać. Martwić zaczął się jakiś czas później, kiedy ani żona, ani syn nie dawali znaku życia. 

Kim są dwaj podejrzani mężczyźni i po co obserwują Blińskich? Czy Edyta rzeczywiście jest chora? Gdzie podziała się razem z Grzesiem? Dokąd jeździł Jędrek w tajemnicy przed Edytą? Kto skrzywdził Kufę? Pytania można mnożyć, tyle się tam dzieje. Nie mogę Wam zdradzić więcej, bo nie chcę psuć nikomu przyjemności z lektury. Gwarantuję Wam, że to co napisałam powyżej, to zaledwie wstęp do reszty wydarzeń. To co się tam dzieje, to coś niesamowitego. Rollercoaster emocji i nagłych zwrotów akcji. Zgadzam się z opisem, że to połączenie obyczajówki i rasowego thrillera. Przychodzi taki moment zarówno w pierwszym, jak i drugim tomie, że bez kija nie podchodź, a najlepiej w ogóle odejdź i nie przeszkadzaj, dopóki nie skończę :D Całe szczęście, że wydawnictwo postanowiło wydać dwa tomy równocześnie. W przeciwnym wypadku autorce potrzebna byłaby ochrona.       

Spośród wszystkich postaci w powieści chyba najbardziej polubiłam Grzesia. Jest rewelacyjnym dzieciakiem. Jak na swoje dziewięć (prawie dziesięć) lat jest bardzo dojrzały, ma duże poczucie humoru i spory dystans do siebie i świata. Zuzia też nie daje sobie w kaszę dmuchać i zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze. najbardziej irytowała mnie Edyta z tym swoim ciągłym uciekaniem od rozmowy, która mogłaby pomóc w szybszym porozumieniu obu stron. Jednak gdyby nie ta jej irytująca cecha, pewnie nie byłoby książki, bo nikt inny się tam tak spektakularnie nie obraża :D Wszyscy bohaterowie są dopracowani i różnią się charakterologicznie. Świetnie się czyta dialogi iskrzące dowcipem lub ociekające ironią. I na koniec Kufa <3. Boksery są przecudowne z tą grą emocji na pyskach. Opisy scen z suką są tak plastyczne, że po prostu widzi się w wyobraźni tego psiaka i jego zachowanie, tak jakby był tuż obok.          

Bardzo dobrym zabiegiem było przypomnienie kluczowych wydarzeń z poprzednich dwóch tomów. Dzięki temu nawet, jeśli czytało się je dawno, można ułożyć sobie w głowie fabułę przed przejściem do nowych wątków. Mnie to bardzo pomogło, bo pamięć mam świetną, tylko krótką, a jednak warto znać poprzednie tomy, aby połapać się w fabule "Śladów".

Polecam gorąco i wręcz naciskam. Czytajcie! 

Tytuł: "Ślady. Psim tropem" i "Ślady. Rudy warkocz"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa i thriller
Liczba stron: 272 i 320
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Sedno, tom 3 i 4
PREMIERA: 24 lutego 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książek dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


poniedziałek, 28 grudnia 2020

"Piętno dzieciństwa" Katarzyna Kielecka - recenzja

"Piętno dzieciństwa" to drugi tom serii Sedno autorstwa Katarzyny Kieleckiej. Z przyjemnością wróciłam do świata bohaterów, których poznałam podczas lektury "Sedna życia". W pierwszym tomie fabuła koncentrowała się na życiu Edyty, bliźniaczki Wojtka Rawickiego. Tam to ona musiała zmierzyć się z demonami z dzieciństwa i nie tylko. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Wojtek i jego pokiereszowana przez ojca psychika. 

Z zewnątrz życie Wojtka wygląda jak bajka. Piękna żona, dwójka grzecznych jak aniołki dzieci, wielki dom, samochód, dobrze płatna praca na wysokim kierowniczym stanowisku. Czego chcieć więcej? Wielu z pewnością zazdrościło mu powodzenia, jednak nikt nie pokusił się o spojrzenie głębiej i przekonanie się, ile w tym obrazku jest prawdy, a ile udawania. Nikt nie zna Wojtka tak dobrze, jak jego siostra, ale nawet ona nie wie wszystkiego. Nie ma pojęcia, co działo się za zamkniętymi drzwiami gabinetu ich ojca, kiedy na długie godziny znikał tam z Wojtkiem. A Rawicki nie potrafi opowiadać o swoich uczuciach, bo całe lata był uczony powściągliwości. Tej przesadnej, przez którą człowiek staje się nieczuły, a jego twarz to obojętna maska. Jak w takiej sytuacji wyjść do ludzi? Otworzyć się? Pokazać prawdziwego siebie? Przekonać do siebie kogoś, kogo się kocha nad życie? 

Kiedy Wojtek dowiaduje się, że ma kilkuletnią córeczkę, jego świat zaczyna wirować, a on wariować. Robi wszystko, by poznać dziecko i przekonać do siebie jego matkę. Szybko przekonuje się, że lekko nie będzie. Żadna z nich go nie chce i wygląda na to, że nie potrzebuje. W sumie nie ma się co dziwić. Ta starsza została przez niego kiedyś skrzywdzona, a ta młodsza nie ma o nim pojęcia i właściwie ma już tatę. Jak Rawicki przekona do siebie te dwie uparte istoty? Jakie trudności przyjdzie mu pokonać? I co zrobi, kiedy okaże się, że największą przeszkodą na drodze do szczęścia jest... on sam? 

Ludzka psychika nadal jest nam mało znana. Lata badań i doświadczeń nie doprowadziły wciąż do całkowitego poznania człowieka. Wiadomo jednak, że dziecko jest jak gąbka. Chłonie wszystko z otoczenia i to, jak będzie wyglądało to jego najbliższe środowisko, wpłynie na jego charakter, osobowość, zachowanie i przede wszystkim na obraz samego siebie, jaki to dziecko będzie tworzyło przez lata dorastania. Katarzyna Kielecka świetnie opisała efekty sytuacji, kiedy dziecko jest latami poniżane i dręczone. Kto by to wytrzymał? Wojtek odziedziczył po "naukach" ojca koszmary, które śnią mu się prawie co noc, i kompletnie odrealnione podejście do relacji międzyludzkich. Czy uda mu się wyłowić z chaosu emocji te właściwe? Czy znajdzie sprzymierzeńców w tej walce? 

Dużo tu emocji, podobnie jak w pierwszym tomie. Tym razem też były fragmenty, w których bohaterowie mnie irytowali swoim podejściem, ale wszystkie ich zachowania miały swój cel i prędzej czy później pojawiało się ich wyjaśnienie. Szczególnie trudno było mi czytać ciągłe niepewności Wojtka i próbować zrozumieć jego wahania nastrojów. Dlatego uprzedzam, że w tym tomie zdecydowanie potrzebna jest cierpliwość. Katarzyna Kielecka naprawdę umie w stopniowanie napięcia ;-) Wszystko się pięknie składa, a każdy element fabuły jest przemyślany i do czegoś potrzebny.

Zdecydowanie polecam zarówno pierwszy, jak i drugi tom, szczególnie, że już za progiem finał tej historii, bo w lutym 2021 pojawią się "Ślady", których już nie mogę się doczekać. Aby w pełni cieszyć się lekturą, koniecznie czytajcie we właściwej kolejności. Najpierw "Sedno życia", a po nim "Piętno dzieciństwa".

Tytuł: "Piętno dzieciństwa"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Sedno, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina



wtorek, 24 listopada 2020

"Sedno życia" Katarzyna Kielecka - recenzja

"Sedno życia" to debiutancka powieść Katarzyny Kieleckiej-Masłochy. Dla mnie była to kolejna odsłona talentu pisarki, ponieważ tak się złożyło, że zaczęłam znajomość z jej piórem rok temu od powieści w klimacie świątecznym "Pod tym samym niebem". Sięgnęłam po nią zachęcona przez koleżankę i był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że okładka piękna, to jeszcze kryjąca się pod nią historia mnie urzekła, a styl autorki zachwycił. Katarzyna Kielecka dołączyła więc szybko do listy moich ulubionych autorek, po których książki mogę sięgać w ciemno. Po drugim tomie serii o Lilce i Śliwie pt. "Na tej samej ziemi" oraz "Cytrusowym gaju" w końcu nadeszła pora na posmakowanie debiutu.

Główną bohaterką tej opowieści jest Edyta. Trzydziestoletnia, samotna i zakompleksiona. Świat jawi jej się jako zło konieczne, a samą siebie postrzega jak w krzywym zwierciadle. Jej negatywny obraz własnej osoby bardzo wpływa na relacje, których kompletnie nie potrafi tworzyć. Zero komunikacji, nieumiejętność mówienia o tym, co czuje i myśli, wycofywanie się na z góry upatrzone pozycje w każdej sytuacji, którą uzna za zagrażającą jej status quo. Lekko nie ma, ale sama sobie funduje te tortury, przy okazji siejąc spustoszenie wśród ludzi pojawiających się w jej otoczeniu. O paranoicznych rozmyślaniach i analizach już nawet nie wspomnę.  

Wojtek to brat Edyty, który ją rozumie, ponieważ sam również ma podobne problemy. Oboje są poranieni i przepełnieni koktajlem emocji wszelakich z naciskiem na te negatywne, które narosły w nich przez lata mieszkania z ojcem tyranem. Ceną za koszmar z dzieciństwa jest nieumiejętność radzenia sobie z uczuciami w dorosłym życiu. Różnica między rodzeństwem polega na tym, że Wojtek ma rodzinę. Czy jednak jest szczęśliwy? 

Kiedy Wojtek wyciąga rękę do siostry, proponując jej pracę, w tym samym mniej więcej czasie kobieta dowiaduje się, że jest chora. To nie przelewki, musi wziąć się za siebie i to ostro. Podczas leczenia wpada na przyjaciółkę z dzieciństwa, z której zniknięciem nigdy się nie pogodziła. Agata również choruje, więc postanawiają się wspierać i razem zawalczyć o nowe życie. W poukładanym świecie Edyty zachodzą duże zmiany. Przede wszystkim za sprawą Agaty pojawia się w nim mały człowiek - Grześ. Kilkulatek stawia na głowie dotychczasową egzystencję zamkniętej w sobie Edyty i uczy ją na swój wyjątkowy sposób wielu przydatnych na co dzień rzeczy. Co z tego wyniknie?

Nie będę wymieniać tu wszystkich bohaterów, jednak wiedzcie, że każdy jest inny i intrygujący. Dopracowani są aż do bólu, nie ma niepotrzebnych elementów. To układanka idealna, na którą składa się zarówno charakter postaci, jak i jej przemiany. A przemian ci tutaj dostatek. Nie będziecie się nudzić. Muszę się przyznać, że Edyta to mnie nieźle irytowała przez większość książki :D Może dlatego, że nie do końca rozumiałam te jej paranoje, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji? W każdym razie nie raz miałam ochotę palnąć ją w czoło, żeby się uspokoiła z tymi analizami, które uskuteczniała jak koń pod górkę.

Spodziewajcie się oceanu emocji. A czasami nawet sztormu. Wątki są tak wykreowane, że pięknie się zazębiają i uzupełniają. Opowieść snuje się jak film przed oczami, a dla łatwo wzruszających się konieczne będą chusteczki. Nie mogę się już doczekać chwili, w której sięgnę po drugi tom. Finał pierwszego pozostawił we mnie ogromną ciekawość.

Polecam gorąco!

Tytuł: "Sedno życia"
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 408
Wydawnictwo Szara Godzina
Cykl: Sedno, tom 1

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina