wtorek, 17 grudnia 2019

„Pod tym samym niebem” Katarzyna Kielecka - recenzja



Nie zawsze książki z polecenia trafiają w nasz gust czytelniczy. Niebezpieczeństwo takich polecajek polega na tym, że każdy z nas oczekuje od danej lektury czegoś innego. Tym razem skusiłam się na rekomendowaną przez koleżankę książkę, ale nie ukrywam, że najpierw urzekła mnie jej okładka. Bajkowa i taka jakaś magiczna. Jednak od razu muszę Was uprzedzić, że treść powieści niewiele ma wspólnego ze świątecznym klimatem. Owszem, są akcenty, ale jednak nie jest to typowa lukrowana opowiastka. Zatem pytanie, czy książka ta spełniła moje oczekiwania?

Głównymi bohaterkami powieści są dwie przyjaciółki, Lilianna i Kinga. Właściwie kobiety mają tylko siebie nawzajem, bo rodzice Kingi rzadko się z nią kontaktują, a Lilianna samotnie wychowuje czteroletnią córeczkę, Nelę. Pewnego dnia Lilka otrzymuje list od nieznanej kobiety, która przedstawia się jako siostra bliźniaczka jej zmarłej kilka miesięcy wcześniej babci. Obie z Kingą zastanawiają się jednak, czy ktoś nie robi sobie głupich żartów. Babcia Janka nigdy nie rozmawiała z Lilką o swojej siostrze. A może to Lilka za mało pytała o przeszłość starszej pani? Przychodzące co jakiś czas listy pełne są tęsknoty i poczucia winy. Nieznajoma staruszka zaklina Liliannę, by ta przyjechała do niej na święta i przyjęła dom, który cioteczna babcia zapisuje jej w spadku. Jaką decyzję podejmie kobieta?

Kinga wspiera przyjaciółkę ze wszystkich sił, chociaż ma też swoje problemy. Jej ukochany, Adam, stawia wszystko na jedną kartę i kupuje pierścionek zaręczynowy. Jednak Kinga potrzebuje do życia poczucia wolności. Nie w głowie jej obrączka i pieluchy. Jak zareaguje na niespodziewane oświadczyny? Czy ich związek przetrwa ciężką próbę konfliktu interesów?

Listy starszej pani są świetnie napisane i wciągające. Udał się autorce ten zamysł, by we współczesny czas akcji wpleść wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat. Wspomnienia staruszki z czasów wojny gładko wpasowały się w tę historię i nie ukrywam, że bardzo ucieszył mnie ten wątek.  

Biorąc powieść do ręki miałam nadzieję na coś więcej niż pieczenie pierników i ubieranie choinki. I nie przeliczyłam się. Wielowątkowość nie pozwala znudzić się lekturą. Na kolejnych stronach czekają tematy związane z chorobą i reakcją otoczenia na niepełnosprawność, z lękiem przed bliskością i związkiem czy tęsknotą za rodzinnym ciepłem. Może nie są to sprawy najłatwiejsze, ale autorka idealnie przeplata codzienne smutki i problemy ze świątecznymi akcentami.

Stworzeni przez pisarkę bohaterowie są bardzo plastyczni, zróżnicowani i trójwymiarowi. Charakterna Kinga, która skrywa swoje słabości za twardą skorupą, Lilianna marząca o miłości i poczuciu bezpieczeństwa u boku ukochanego, tajemnicza cioteczna babcia, której charyzma wyziera zza każdej literki pisanych listów i Nela, prawdziwe maleńkie „żywe srebro” z genialnym własnym słownictwem. To nie wszystkie postaci, które spotkacie na kartach powieści. Są i faceci, rzecz jasna. W tej kwestii równowaga została zachowana.  

Piękny język i świetna korekta są dodatkowymi atutami tej powieści. I dialogi! Brzmiące bardzo realnie, z humorem lub powagą, wedle potrzeb kolejnych scen. Czytało mi się ją wybornie i z przyjemnością napotykałam w tekście rzadko używane na co dzień słowa. Wiecie, na przykład, kim jest basałyk? :-)

Chociaż finał powieści można by uznać za zamykający, to jednak istnieją wątki, które mogą mieć swój dalszy ciąg. Z niecierpliwością czekam zatem na drugi tom tej historii.


Tytuł: „Pod tym samym niebem”
Autor: Katarzyna Kielecka
Gatunek: powieść obyczajowa o zabarwieniu świątecznym
Liczba stron: 302
Wydawnictwo: Szara Godzina

Moja ocena: 6/6


Książkę mogłam przeczytać dzięki pewnej Dorotce, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna <3




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)