Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Pascal. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2025

"Jurajskie ścieżki. Opowieść fotografa i podróżnika o wędrówkach po krainie Orlich Gniazd" Mikołaj Gospodarek - recenzja


Tytuł: "Jurajskie ścieżki. Opowieść fotografa i podróżnika o wędrówkach po krainie Orlich Gniazd"
Autor: Mikołaj Gospodarek
Gatunek: reportaż, przewodnik, autobiografia podróżnicza
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Pascal

Moja ocena: 6/6

Publikacja "Jurajskie ścieżki. Opowieść fotografa i podróżnika o wędrówkach po krainie Orlich Gniazd" łączy w sobie kilka gatunków. Po lekturze widzę w tej książce elementy reportażu i przewodnika z wątkami autobiograficznymi. Mikołaj Gospodarek zaprosił czytelników do swojego jurajskiego świata. Nie na Jurę z perspektywy przewodnika, który chce zaprezentować atrakcyjne miejsce turystom, ale przez pryzmat miłości do ścieżek i tras, które przemierza od lat i wciąż mu ich mało.

Książka podzielona jest na rozdziały będące przystankami w tej nietypowej opowieści. Poszczególne tematy zostały przemyślane i uporządkowane w konkretny sposób. Miałam wrażenie, że przemierzam opisywane zakamarki wraz z autorem. Chociaż mieszkam na Jurze od urodzenia, wielu miejsc nie znałam do tej pory, a nawet o nich wcześniej nie słyszałam. Taką właśnie Jurę prezentuje w swojej książce Mikołaj Gospodarek - często nieznaną i mało uczęszczaną, a równie piękną, jak ta wypromowana w typowych przewodnikach.

Dwadzieścia rozdziałów zawiera sporą dawkę wiedzy o jurajskich atrakcjach, a także piękne zdjęcia, uzupełniające treść. Znajdziecie na nich nie tylko urokliwe miejsca, zabytki czy smakowite dania, ale także fotografie z archiwum autora. 

Wiecie, które miasto określane jest Srebrnym Miastem? Gdzie znajdują się źródła Warty? Jakie ryby serwuje się w Złotym Potoku? Co oferuje trasa turystyczna Podziemny Olkusz? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie właśnie w tym wyjątkowym przewodniku, który powstał z miłości do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Pięknie wydana, publikacja ta może stanowić piękny prezent zarówno dla pasjonata wędrówek po Jurze, jak i kogoś, kto dopiero zamierza poznać to miejsce.

Nie wahajcie się, sięgnijcie po opowieść Mikołaja Gospodarka, a z pewnością spędzicie dzięki niej miłe chwile na Jurze. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal

wtorek, 23 lipca 2019

"Żona na zamówienie" Nina Majewska - Brown - recenzja





Kiedy zobaczyłam, że w ofercie Pascala dostępny jest dalszy ciąg losów bohaterów powieści "Mąż na niby", postanowiłam zdobyć tę książkę i przeczytać. Perypetie bohaterów, jak i styl autorki, bardzo przypadły mi do gustu. Z przyjemnością wróciłam więc do świata Zofii, jej córki Poli i niewiernego męża, Pawła, a także mamuśki z piekła rodem. 

Życie Zosi, nauczycielki języka angielskiego i mamy nastoletniej Poli, z dnia na dzień zostaje wywrócone do góry nogami. Jej ukochany mąż, który jest dla kobiety całym światem, wybiera znacznie od niej młodszą Sarę, która na domiar złego, spodziewa się jego dziecka. Kobieta jest zdruzgotana, a do tego od własnej matki dowiaduje się, że sama jest sobie winna. Jej "prawie były mąż" wprowadza się do domu zachwyconej nim teściowej (matka Zosi hołubi skrzywdzonego według niej zięcia), gdzie rozgaszcza się w panieńskim pokoiku Zośki. Życie toczy się dalej, choć nic nie jest już takie, jak przed epoką Sary...

Fabuła oparta jest na wątku głównym, czyli zdradzie Pawła. Wokół tego wydarzenia toczy się życie bohaterów. Zofia z dnia na dzień musi podjąć walkę z niepewnością jutra, znaleźć w sobie siłę, by sprostać samotnemu rodzicielstwu, a także zapewnić godny byt sobie i córce. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo złamanego serca i poczucia krzywdy, wciąż kocha męża. Pytanie, czy będzie potrafiła mu wybaczyć? Czy spróbują odbudować swój związek? A może zdecyduje się byś samotną matką? Kto będzie wspierał kobietę w podejmowaniu życiowych decyzji? Jak w całej tej sytuacji zachowa się matka Zosi?  

Wśród wątków opisanych w powieści znajdą się między innymi przygotowania do ślubu i samo wesele matki Zofii (scena oczepin to majstersztyk!), szantaż, jaki zastosował dyrektor w szkole, w której pracuje Zosia, problemy Poli w nawiązywaniu przyjaźni w prywatnej placówce, do której uczęszcza dziewczynka, a także szokujące zmiany w życiu siostry Pawła, Eli, których nie potrafi zaakceptować ich matka. Gwarantuję, że z tą książką nie sposób się nudzić.   

Autorka świetnie opisała relacje między małżonkami, a także uczucia, które towarzyszą kobiecie w tej trudnej dla niej sytuacji. Wahanie, niepewność, wściekłość, krzywda, rodząca się nieśmiało odwaga to tylko fragment wachlarza emocji, który otwiera przed czytelnikami autorka. Pierwszoosobowa narracja pozwala zagłębić się bez reszty w wykreowanym przez pisarkę świecie. Poruszane w powieści trudne tematy (zdrada, mobbing, a także rasowe uprzedzenia) łagodzą pełne humoru dialogi.     

Polecam tę powieść na chwilę relaksu. Czyta się szybko i przyjemnie, z uśmiechem.


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl


czwartek, 27 grudnia 2018

"Mąż na niby" Nina Majewska - Brown - recenzja





Rzadko kiedy jestem tak przekonana do oceny, którą daję przeczytanej książce, jak w tym przypadku. I żałuję, że dopiero teraz znalazłam czas na jej lekturę :-) 

Główną bohaterką jest Zofia, kobieta po trzydziestce, nauczycielka, matka dwunastoletniej Poli i żona Pawła. Chociaż z tym ostatnim właściwie już nie do końca, ponieważ poznajemy ją w chwili, kiedy mąż decyduje się opuścić żonę i córkę, by zamieszkać z inną. Zofia jest zszokowana i zdezorientowana, ponieważ według niej nic nie zapowiadało tragedii. Niczego nie zauważyła, chociaż okazało się, że wszyscy wokoło wiedzieli o trwającym od dwóch lat romansie Pawła ze znacznie młodszą Sarą. Kobieta czuje się bezwartościowa i niekochana. Jedynie konieczność otoczenia opieką córki trzyma ją jako tako w pionie. 
Czas jej sprzyja, ponieważ zaczynają się wakacje, więc może na spokojnie przyjrzeć się całej sytuacji i jakoś ułożyć sobie wszystko w głowie. Zdecydowanie nie pomagają jej niezdrowo zainteresowani sytuacją znajomi, wiecznie niezadowolona z niej matka ani wrogo nastawieni teściowie. Wszyscy na zmianę ją oskarżają lub wypytują o szczegóły rozstania. Zosia ma serdecznie dość tych rozmów i postanawia wykupić jakąś wycieczkę w ciepłe miejsce dla siebie i Poli, aby oderwać się od "tego całego bagna". Niestety jej plan sypie się, kiedy matka nadludzkim wysiłkiem zdobywa miejsce na tej samej wycieczce i wybiera się z nimi na Majorkę w ofercie last minute... Kolejne zwroty akcji to niesamowita mieszanka zabawnych sytuacji i dołów, które co jakiś czas łapie Zośka. 

Po raz pierwszy zetknęłam się z tą autorką i muszę przyznać, że było to spotkanie niezwykle udane. Książkę czyta się świetnie, choć doczepiłabym się do pewnego momentu w fabule, gdzie nie zgadzały mi się opisywane wydarzenia. Nie mogę zdradzić, o co dokładnie chodzi, bo to byłby duży spojler, ale najpierw z narracji dowiadujemy się, że pewne wydarzenie ma mieć miejsce za dwa dni, tymczasem zanim te dwa dni miną, Zośka zdąży jeszcze sporo przeżyć, więc wydawało mi się to jakoś niespójne. Ale poza tym drobnym chaosem fabuła jest świetnie skonstruowana. 

Dialogi, szczególnie między Zosią a jej matką, są tak zabawne, że czytałam je śmiejąc się w głos. Rozmowy bohaterów zajmują znaczną część tekstu, dzięki czemu akcja w powieści jest dynamiczna i wciągająca. 

Nieziemsko irytował mnie mąż Zosi. Jego zachowanie, poglądy i w ogóle całe podejście do życia, małżeństwa i zdrady były strasznie wkurzające. Za to z przyjemnością obserwowałam przemianę, która zachodziła w kobiecie pod wpływem przemyśleń i rozmów z przyjaciółką, Jolą. Nie obawiajcie się, nie jest tego dużo. Wręcz przeciwnie, odniosłam wrażenie podczas lektury, że wszystko było świetnie wyważone. Refleksje Zosi, "złote rady" jej matki, pogaduchy z przyjaciółką i wreszcie rozmowy z Pawłem dostarczyły mi wielu emocji. Do tego bardzo dojrzałe rozmowy z dorastającą córką. Autorka świetnie opisała to, co dzieje się w sercu i umyśle zdradzonej i oszukanej kobiety.  Szczególnie, kiedy nie ma wsparcie właściwie w nikim, bo jedyną osobą, która jest po jej stronie, jest ojciec, który jednak wyrusza w długą podróż, więc jest, a jakoby go nie było... 
Nie jest to cukierkowa historia (choć jest w niej sporo humoru), bo temat zdrady i oszukiwania partnerki to poważna i bolesna sprawa. Nie spodziewajcie się też żadnego wątku miłosnego. Jest to życiowa historia podana w bardzo oryginalny sposób. 

Jak poradzi sobie Zośka w nowej sytuacji? Kto poda jej pomocną dłoń? Jakie zmiany wprowadzi w swoim i Poli życiu? I jak przetrwa "wakacje w piekle"? Musicie się przekonać czytając tę powieść. Gwarantuję, że będzie to mile spędzony czas. Dlatego polecam gorąco, a sama lecę sprawdzić, czy ta autorka napisała więcej powieści ;-)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PASCAL


sobota, 3 listopada 2018

"W cieniu tamtych dni" Magdalena Majcher - recenzja



Kiedy widzę w opisie książki, że fabuła wiąże się z wydarzeniami wojennymi, a do tego jest jeszcze jakaś tajemnica z przeszłości, to jest prawie pewne, że prędzej czy później po tę historię sięgnę. Tak właśnie stało się z powieścią Magdaleny Majcher "W cieniu tamtych dni". Czy się nie zawiodłam? Po ocenie książki widać, że nie. Postaram się poniżej napisać w skrócie, dlaczego książka tak bardzo przypadła mi do gustu. 

Kiedy dwudziestoletni Mikołaj musiał na jakiś czas wprowadzić się do swojej babci Emilii, by pomóc starszej pani dojść do siebie po złamaniu biodra i związanej z tym operacji, nie spodziewał się nawet, czego dowie się o przeszłości staruszki... Babcia Mikołaja ma już 94 lata, ale mimo podeszłego wieku nie ma większych problemów z codziennymi obowiązkami. Dopiero wypadek, któremu uległa, sprawił, że pomoc wnuka okazała się konieczna. Wprawdzie starsza pani ma również córkę, matkę Mikołaja, ale Helena od lat mieszka w Paryżu i nie interesuje się zbytnio ani Emilią, ani własnym synem, którego zostawiła pod opieką swojej matki, gdy chłopiec miał zaledwie kilka lat. Teraz Mikołaj to już mężczyzna, który jednak nie do końca odnajduje się we współczesnym świecie. Jest zbyt nieśmiały, cichy i nie radzi sobie dobrze w kontaktach damsko-męskich. Aby zająć się babcią rezygnuje z wyjazdu na Mazury, który planował ze znajomymi. Miał tam bliżej poznać dziewczynę, która wpadła mu w oko, ale okazało się, że los chciał inaczej. Życie...

Czasami w powieściach dotyczących tematów okołowojennych więcej jest martyrologii i opisów dramatycznych walk niż ludzi i ich życia w tych trudnych czasach. Tym razem jednak autorka skupiła się właśnie na bohaterach, ich wyborach i konsekwencjach podejmowanych decyzji. Mamy tu relacje międzyludzkie, ludzkie dramaty i problemy rodzinne, a także wątek miłosny, który na szczęście nie zdominował całości. 

Kiedy Mikołaj znajduje na strychu pudełeczko ze starą opaską powstańczą i listami, których adresatem jest nieznany mu Krzysztof, nawet nie spodziewa się, że jego babcia Emilia ma coś wspólnego z Powstaniem Warszawskim. Okazuje się jednak, że ma i to całkiem sporo. Staruszka decyduje się opowiedzieć wnukowi swoją historię, którą trzymała w tajemnicy przez wiele lat. Przy okazji wychodzą na jaw inne sprawy, związane z życiem Mikołaja i jego matki. Podczas lektury przychodziło mi do głowy mnóstwo pytań do pojawiających się wątków. Na przykład, dlaczego Emilia tyle lat ukrywała przed wnukiem swoją przeszłość? Dlaczego Helena wyjechała do Paryża zostawiając małego synka z dziadkami? Co spowodowało chłód panujący od lat między Emilią i jej córką? Kim był Krzysztof? Jak potoczyły się losy Janka? Kto przetrwał wojenną zawieruchę, a komu ta sztuka się nie udała?

Fabuła powieści podzielona jest na dwie części. Mikołaj, jego babcia Emilia i matka Helena żyją współcześnie. I o ich tu i teraz opowiada część rozdziałów, w których poznajemy problemy oraz sytuację rodzinną całej trójki. Pozostałe rozdziały to historia Emilii, pseudonim Mila, członkini AK, która walczyła w Powstaniu Warszawskim, kochała na zabój pewnego przystojnego chłopaka i przez chwilę wierzyła w to, że świat należy do niej i jej przyjaciół, którzy wykurzą Niemców z Warszawy w kilka dni. Życie miało szybko zweryfikować jej młodzieńcze, odważne spojrzenie na świat...  

Autorka świetnie wyważyła obie płaszczyzny czasowe. Kiedy historia Mili zaczyna już przytłaczać ogromem cierpienia i bólu, który stał się udziałem bohaterów, czytelnik wraca do współczesności. Tam zaś czekają na niego zupełnie inne problemy i inna rzeczywistość, która jest mu lepiej znana, a więc łatwiejsza do przyjęcia. Magdalena Majcher nie odkrywa jednak wszystkich kart od razu. Odsłania kolejne elementy układanki powoli, co powoduje, że napięcie wzrasta z każdym rozdziałem. 

Pisarce udało się stworzyć wielowymiarowy i bardzo prawdziwy obraz życia powstańców. Plastyczne, choć niezbyt rozbudowane opisy trudnej codzienności walczących to ogromny atut tej powieści. Losy bohaterów wciągają od pierwszej strony i nie pozwalają odłożyć książki na dłużej. Rzadko zdarza mi się przeczytać książkę w kilka godzin, a tutaj tak właśnie się stało. Po prostu nie mogłam doczekać się rozwiązania wszystkich tajemnic i poznania odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w mojej głowie podczas lektury.  

Okładka przyciąga wzrok. Przełamany obraz łączący współczesność i czasy wojenne daje do myślenia. Natychmiast skojarzyła mi się ona z projektem Teraz44, w którym jego autorzy zestawili historyczne zdjęcia miejsc w Warszawie z ich współczesnymi odpowiednikami.  

Wybaczcie Ci, którzy dotarliście do końca tej opinii, że jednak nie wyszło mi w skrócie... Ale o takiej książce warto napisać więcej :-) Polecam ją serdecznie wszystkim miłośnikom gatunku i nie tylko. Przeczytajcie ją, by przekonać się, jak to jest, gdy "tamte dni" kładą się cieniem na życiu...




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal

 

sobota, 28 kwietnia 2018

"Kogut domowy" Natasza Socha - recenzja



Polskie autorki, co Wy ze mną robicie??? :D Zaczynam poważnie obawiać się o moje zamiłowanie do kryminałów i morderstw! Ale z drugiej strony, należałoby się zastanowić, czy mnie to martwi? W końcu mogę w mojej pasji czytelniczej znaleźć miejsce również dla powieści obyczajowych, szczególnie jeśli okazują się być tak świetnie napisane, jak ta, o której Wam zaraz trochę opowiem. 

Tytułowy kogut domowy ma na imię Kuba i jest bankowcem. Jest również mężem Bereniki i ojcem trzech dziewczynek, Mai, Matyldy i Marty, ale życie rodzinne w jego hierarchii znajduje się raczej dość nisko. Najważniejsza jest praca i wszystko, co się z nią wiąże. Jego żona pracuje w agencji reklamowej, ale tylko na jedną trzecią etatu. Przez resztę czasu zajmuje się domem i dziećmi, co bardzo jej odpowiada. Wszystko zmienia się jednak w chwili, kiedy Jakub zostaje... zredukowany. Pewnego dnia, zupełnie bez uprzedzenia, dowiaduje się, że nie ma już dla niego miejsca w banku i z wypowiedzeniem w ręce i szokiem emocjonalnym opuszcza gabinet szefa. W domu wszystko staje na głowie, no bo jak to? Nika nie może uwierzyć, że jej mąż tak po prostu pozwolił się zwolnić! Ostatecznie decydują, że ona podejmie pracę w agencji na cały etat, a on zajmie się domem i córeczkami. To znaczy Kuba proponuje to wyjście, na co Nika prawie zabija go śmiechem. Jest bowiem przekonana, że jej mąż, nigdy nie angażujący się w wychowanie córek ani w prace domowe, po prostu nie poradzi sobie z niczym... 
Czy kobieta ma rację i Kuba polegnie na placu boju? Co zmieni się w ich relacji małżeńskiej, kiedy to Berenika będzie całymi dniami pracować, a wieczorami zmęczona nie będzie angażować się w sprawy domowe, a Kuba z eleganckiego i zadbanego mężczyzny stanie się nagle facetem w wygniecionych i umazanych kaszką ciuchach? Sytuacja dodatkowo skomplikuje się, kiedy do ekipy w agencji Bereniki dołączy nowy pracownik, niejaki Makary. Młody, zdolny i nieziemsko przystojny, któremu Nika wyraźnie wpadnie w oko...

Śledzenie perypetii świeżo upieczonego gosposia domowego było świetną rozrywką. Do tego dochodzą rozterki sercowe Bereniki i chytry plan Makarego, i mamy powieść, przy której przyjemnie spędzimy kilka ładnych godzin. Humorystyczne sytuacje i dynamiczne, zabawne dialogi towarzyszyły mi przez cały czas. Z ogromnym zainteresowaniem chłonęłam fabułę, ciekawa co wydarzy się za chwilę.

Autorka świetnie wymyśliła i opisała swoich bohaterów. Dzięki informacjom, które podrzucała w odpowiednich momentach, mogłam sobie bez problemu wyobrazić zarówno Kubę i Berenikę oraz ich córeczki, jak i babcie, Zofię i Gabrielę, i dziadka Mariana, a także Mariannę i Maurycego, którego nawiasem mówiąc szczerze znielubiłam od pierwszego przeczytania. Najbardziej do gustu przypadła mi Marianna, emerytka dorabiająca sobie smażeniem naleśników. Może to ze względu na jej przeszłość, kiedy to jeździła zawodowo na wrotkach, które ja również bardzo lubię? Nie wiem, ale wydała mi się bardzo sympatyczną osobą. Rozczulały mnie także dialogi średniej córki, Matyldy, z Kubą. 
Myślę, że ten tacierzyński chrzest Jakub przeszedł pozytywnie, choć nie zawsze było różowo. Szczególnie początki jawiły mu się jak tajfun i armagedon w jednym. Skąd miał bowiem wiedzieć, że rajstopki MUSZĄ być pod kolor sukienki, a porannego szykowania trzech panienek do wyjścia nie da się zrealizować w ciągu pięciu minut? Całe szczęście, że miał pod ręką kolegę, Marka, również domowego tatę, wychowującego synka. Jedyny minus w tej postaci był taki, że przyjmując na siebie niejako rolę mentora Kuby, czasami wypowiadał się zbyt uczenie i przydługo, jakby czytał te wszystkie informacje w Wikipedii. Ale to był zaledwie szczegół, nie mający zupełnie wpływu na całość. 

Jakoś tak mi się skojarzyła ta książka z powieścią Nicholasa Sparksa "We dwoje". Nie macie takiego wrażenia? Ale to w sumie dobrze, bo tamta również bardzo mi się podobała. 

Była to moja pierwsza książka Nataszy Sochy, ale z pewnością nie ostatnia :-)


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Pascal  



piątek, 27 kwietnia 2018

"Odchudzanie zaczyna się w głowie. Odważona pyta i szuka odpowiedzi" Danuta Awolusi - recenzja



Zacznijmy od tego, że nie miałam w planach tej książki. Zupełnie. I wcale nie dlatego, że ten problem mnie nie dotyczy. Wręcz przeciwnie, od tak dawna męczę się z nadmiarem kilogramów, że zwyczajnie ten temat mnie już dobija i ograniczam związane z nim książki czy artykuły. Tymczasem Pascal zdecydował za mnie i wraz z inną książką do recenzji, zapakował również tę. Czy żałuję? Chyba nie, bo już po pierwszym pobieżnym przekartkowaniu byłam zaintrygowana tym, co znajdę w poradniku. I muszę przyznać, że przeczytałam tę książkę z zainteresowaniem. Nie tylko dlatego, że jest pięknie wydana, dopracowana w każdej kwestii i zawiera świetne zdjęcia, ale także dlatego, że nie jest to kolejny poradnik z serii "zrób tak i tak, a stanie się cud". 

Autorka zaprosiła nas do swojego świata związanego ze zdrowiem i odchudzaniem już po raz drugi, bo początki jej walki z nadprogramowymi kilogramami opisała w książce "Odważona dziewczyna minus 70 KG". 

Jeśli spodziewacie się porad, jak zgubić parę kilo, możecie się rozczarować. Autorka bowiem nie zdradza tutaj swoich tajnych recept odchudzających. Porusza za to bardzo ważne tematy związane głównie z psychiką i postrzeganiem własnego ciała. Szuka odpowiedzi na różne pytania, które pojawiły się w jej głowie w trakcie pracy nas sobą. Skąd się bierze zniekształcony obraz własnego JA? Gdzie podziała się kobiecość kobiet Plus Size? Jak ogarnąć wszechobecne kompleksy i skąd się one w ogóle biorą? Towarzyszą jej w tych rozważaniach kobiety, które z różnych powodów temat odchudzania i mankamentów urody oraz fałszywego postrzegania swojego ciała przerobiły lub przerabiają.   

Wiele z opisanych spostrzeżeń zaskakuje i daje do myślenia. To jest taka książka, przy której trzeba się zastanowić nad samym sobą i ze sobą pogadać. Książka bardzo szczera, bo autorka dzieli się nie tylko pozytywnymi aspektami spadku wagi, ale także wszystkimi swoimi obawami, niepewnością i trudnościami, które napotkała, choć teoretycznie, w tym nowym rozmiarze, powinna być najszczęśliwszą osobą na świecie. Można by pomyśleć, że przez to zdołuje czytelnika, ale jest właśnie odwrotnie. Dzięki temu przychodzi myśl, że nie ja jedna mam takie problemy. To nie jest jeden z tych poradników, w których wszystko jest "super", "ekstra" i "dasz radę", a ja próbuję i nic mi z tego nie wychodzi. To jest książka pod hasłem "ależ jest ciężko, dasz wiarę?", "spróbuj spojrzeć na siebie inaczej, tak, żeby samą siebie choć trochę polubić", "nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale zrób, ile możesz" i "spokojnie, masz czas". Tak ja to odbieram i po raz pierwszy chyba przeczytałam taką książkę z przyjemnością i bez wściekania się na to, że zawiera jakieś zadania niemożliwe do wykonania. Wreszcie ktoś zwrócił uwagę, że odchudzanie to nie tylko proces spadku wagi, ale także psychika i umiejętność życia w nowym, mniejszym rozmiarze, bez "grubaski" w głowie. 

Poza tym znajdziecie tu też trochę przepisów wypróbowanych przez autorkę. Zanim zaczęłam czytać, zrobiłam czekoladowe uderzenie z banana, mleka i gorzkiej czekolady. Pycha! Przede mną zaś surówka z selera, jabłka i chrzanu. Resztę też wypróbuję, na ile będę mogła znaleźć składniki, choć autorka pisze, że nie ma się co spinać, jak czegoś się nie chce w daniu mieć, to trzeba to usunąć albo czymś zastąpić. Wreszcie po ludzku :D Wszystkie wyglądają smakowicie, choć muszę przyznać, że ciasto czekoladowe z fasoli brzmi... dziwnie. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal