Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V.C.Andrews. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V.C.Andrews. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2019

"Mroczne cienie" V. C. Andrews - recenzja


Twórczość V. C. Andrews jest specyficzna. Wprawdzie nie czytałam wszystkich serii czy pojedynczych tomów tej autorki, ale kilka już mam za sobą, więc mogę stwierdzić, że ma swój styl, którego konsekwentnie się trzyma. Głównym jego elementem jest wszechobecny mrok. Każda opisywana historia musi wiązać się z trudnymi tajemnicami z przeszłości albo dotyczyć jakichś skomplikowanych relacji rodzinnych czy podejmowanych przez jednego z bohaterów działań, które źle wpływają na inne postaci. 

Pierwszy tom dylogii o Audrinie tak mnie irytował, że miałam zamiar odpuścić i nie czytać drugiej części. Jednak sposób pisania pani Andrews ma w sobie coś takiego, że nawet jeśli powieść wpienia mnie niesamowicie, to jednak jestem ciekawa, jak autorka poprowadzi dalej przynajmniej niektóre wątki. Tym razem było podobnie...

Audrina jest już dorosłą kobietą i żoną Ardena. Razem z mężem, a także ojcem i młodszą siostrą Sylwią, mieszka w posiadłości rodowej Whitefern. Cienie ponurego domiszcza nie opuszczają członków rodziny ani na chwilę. Dramaty, które kiedyś rozegrały się w tych ścianach, nie pomagają cieszyć się życiem. Arden dąży do wprowadzenia zmian w wielkim domu, ale ojciec Audriny i Sylwii sprzeciwia się propozycjom remontów. Pokój Audriny Pierwszej pozostał niezmieniony, mimo iż tajemnica "zmarłej" dziewczynki została już wyjaśniona i ojciec przyznał się do przeprowadzonej mistyfikacji. Arden zmienia się w bezwzględnego i chorobliwie ambitnego brokera, dla którego firma jest ważniejsza niż rodzina. Kiedy okazuje się, że ojciec Audriny zmienił testament i przekazał córce pięćdziesiąt procent udziałów w firmie, mężczyzna wpada w furię i za wszelką cenę próbuje przekonać żonę do przepisania udziałów na niego. Audrina ma jednak inne problemy na głowie. Złamała obietnicę daną ojcu, że będzie zawsze chronić młodszą siostrę i czuwać nad nią, by nie spotkało jej nic złego. Niestety, nie udało jej się zapobiec tragedii. W efekcie kobieta ląduje w kolejnym kłamstwie, z którego nie sposób się wyplątać... 

Jeśli chodzi o postacie, mamy tutaj dość zawężone grono pierwszoplanowych bohaterów. Ojciec, Audrina i Sylwia, Arden, pani Matthews, a także lekarz rodzinny i nauczyciel malarstwa, a reszta osób to postacie poboczne. W pierwszym tomie bohaterowie głównie na siebie krzyczeli i warczeli, a tutaj zastanawiałam się podczas lektury, co Sylwia i Audrina robią w domu całymi dniami, bo według większości opisów ich zajęcia koncentrowały się na spaniu, myciu się, sprzątaniu domu, przygotowywaniu posiłków, jedzeniu i siedzeniu w salonie. Zajmujące aktywności :D Fabuła poszerza się o więcej wydarzeń, kiedy Sylwia zaczyna lekcje malarstwa, ale nie będę zdradzać, o co chodzi, aby nie spojlerować, gdyby ktoś miał zamiar przeczytać tę książkę.  

Również tym razem powieść nie jest wolna od powtórzeń i ciągłego wracania do przeszłości, roztrząsania w koło Macieju znanych nam już wydarzeń i analizowania co, jak, dlaczego, kto i po co... W efekcie przez powieść przebrnęłam w kilka godzin, bo ileż można czytać o tym samym? ;-)

W tym tomie także czeka Was ponury nastrój i mrok. Fabuła jest też dość przewidywalna, więc czytałam głównie po to, by przekonać się, czy moje domysły się sprawdzą :-)




Książkę "Mroczne cienie" możecie zakupić na stronie Księgarni taniaksiazka.pl


Bestsellery w księgarni Tania Książka

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Tania Książka

niedziela, 11 listopada 2018

"Moja słodka Audrina" V. C. Andrews - recenzja


Kiedy zobaczyłam na stronie wydawnictwa, że jest już dostępna kolejna powieść V. C. Andrews, autorki serii "Kwiaty na poddaszu", która bardzo mi się podobała, od razu postanowiłam ją przeczytać. Muszę przyznać jednak, że książka ta okazała się dla mnie sporym rozczarowaniem... I gdybym miała ją określić jednym słowem, to chyba zdecydowałabym się na "dziwna". 

Fabuła, jak zwykle u pani Andrews, jest mroczna i pogmatwana. W wielkim i dość ponurym domu mieszka rodzina Whitefernów: Damian, jego żona Lucietta i córka Audrina oraz siostra Lucietty, Ellsbeth, i jej córka - Vera. Kilkuletnia Audrina nie chodzi do szkoły i strasznie zazdrości tego przywileju starszej kuzynce. Przed ludźmi wszyscy udają, że Vera jest rodzoną siostrą Audriny, aby nie wyśmiewano jej za to, iż nie wiadomo, z kim jej matka zaszła w ciążę. Nie jest to jednak jedyna tajemnica w tym przytłaczającym domu. Audrina nie ma pojęcia ile ma lat, ani jaki jest dzień tygodnia czy miesiąc. Nie docierają do niej żadne aktualne gazety, nie ogląda telewizji, a każdy zegar w domu pokazuje inną godzinę. Dziewczynka ma luki w pamięci i nie potrafi odnaleźć w niej żadnych swoich wspomnień. Wie tylko, że miała kiedyś starszą siostrę, która zmarła, gdy miała 9 lat, ponieważ źli chłopcy napadli ją w lesie i skrzywdzili. Pokój Pierwszej i Najlepszej Audriny (nasza bohaterka otrzymała bowiem imię po zmarłej siostrze) jest prawie jak świątynia, a znajdujący się w nim bujany fotel to miejsce katuszy żyjącej, drugiej Audriny. Ojciec zmusza ją bowiem do spędzania w bujaku wielu godzin, co ma sprawić cud i "wlać" w dziewczynkę "dar", który posiadała jej starsza siostra. Audrina bardzo stara się zadowolić ojca i dorównać starszej, idealnej, siostrze, jednak ma bolesną świadomość tego, że nigdy jej się to nie uda...  

Postacie stworzone przez autorkę są płaskie i niesympatyczne. Wciąż tylko na siebie wrzeszczą lub wręcz ryczą, ewentualnie syczą z ironią czy sarkazmem. Domownicy raczej nie lubią się wzajemnie, a Lucietta i Ellsbeth organizują co wtorek herbatkę z... nieżyjącą ciotką Mercy Marie. Dopiero, kiedy w życiu Audriny pojawia się Arden, który wprowadza się z matką do domku w lesie, wachlarz emocji rozszerza się o zainteresowanie, sympatię i wreszcie miłość. Cały czas jednak między postaciami wyczuwa się napięcie i przewagę negatywnych uczuć. 

Irytowały mnie ciągłe powtórzenia w tekście. Najbardziej chyba ojciec, w kółko rozprawiający o tym, że Audrina musi stać się pustym naczyniem. Ciągłe wracanie do Audriny Pierwszej i niekończące się rozważania drugiej Audriny nad tym, że żyje poza czasem, nie może chodzić do szkoły i nie ma pojęcia o świecie poza posiadłością jej ojca.  

W wielu miejscach fabuła ma dziury. Na przykład, najpierw dowiadujemy się, że Damian nie ma pieniędzy i nie stać go na wiele rzeczy (chociaż wielki dom jakoś jest w stanie utrzymać...), a za chwilę Audrina dostaje pozwolenie, by w końcu pójść do wymarzonej, prawdziwej szkoły i wtedy nagle znajduje się odpowiednia suma na zakup wszystkich potrzebnych do szkoły akcesoriów. A kiedy dziewczynka zaczyna chodzić do szkoły (co trwa jednak wyjątkowo krótko), temat jej nieokreślonego wieku jakoś odchodzi w niepamięć...
W kilku scenach wkradła się też niekonsekwencja, choćby w sytuacji, kiedy bohater w środku nocy ślęczy nad papierami z pracy, mówi, że weźmie zimny prysznic, który go orzeźwi, by mógł dalej pracować, a po prysznicu natychmiast kładzie się spać, czy bohaterka, która w narracji opowiada, że wzięła tylko jedną małą walizkę, by po chwili czytelnik dowiadywał się, że ktoś pomógł jej zanieść ciężkie walizy do samochodu. Niby drobiazgi, ale przy kolejnym takim "kwiatku" zaczyna to być denerwujące. 

Czego możecie spodziewać się, jeśli sięgnięcie po tę powieść? Z pewnością ponurej, przytłaczającej atmosfery, a także wątków związanych ze zbiorowym gwałtem, kalekimi i niepełnosprawnymi osobami, morderczymi schodami, elektrowstrząsami, poronieniem, kłamstwami i oszustwami, panicznym lękiem przed mężczyznami, a także porażającą wprost obawą przed nagością i pożądaniem. Ale to nie koniec, czeka Was bowiem znacznie więcej równie dziwnych tematów, o których może już nie będę wspominać.  

Mimo wszystkich tych minusów, pisarka zachowała swój największy atut, czyli manipulowanie szczegółami fabuły w taki sposób, by zainteresować czytelnika. Chociaż denerwował mnie słaby rozwój akcji i odpychający bohaterowie, to jednak czytałam, by przekonać się, jak potoczą się ich losy i czy dobrze wytypowałam zakończenie. 

W przygotowaniu jest kolejny tom "Mroczne cienie". Chyba zaczynam się obawiać, co też mogę w nim wyczytać...

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka



piątek, 15 czerwca 2018

"Wielki sekret" Virginia C. Andrews - recenzja




Victoria C. Andrews stworzyła prawie dwadzieścia serii opowiadających o rodzinnych, często mrocznych, tajemnicach i pogmatwanych ludzkich losach. Na razie udało mi się przeczytać trzy z tych, które wydano w Polsce. Na pierwszym miejscu w moim rankingu nieustająco pozostaje cykl o rodzinie Dollangangerów, czyli najbardziej chyba znane "Kwiaty na poddaszu" i pozostałe cztery części tej serii (nawiasem mówiąc polecam zarówno książki, jak i ich ekranizacje). Jednak historia Willow De Beers również mnie wciągnęła i czytałam kolejne tomy z zainteresowaniem. Jak było tym razem? Czy w tym tomie również znalazłam coś ciekawego?

Piąty tom cyklu podzielony został przez autorkę na dwie części. Obszerniejsza z nich to pamiętnik doktora Claude'a De Beers, a część druga to dziennik samej Willow. Początek tego tomu to krótki list od niej, w którym wyjaśnia, dlaczego postanowiła podzielić się z czytelnikami zapiskami ojca. 
Przewracamy kartkę i... wracamy do historii, którą znamy już świetnie z poprzednich czterech tomów. Ale czy na pewno o wszystkim już przeczytaliśmy? Chociaż czytamy o tych samych wydarzeniach, to teraz widzimy je z innej perspektywy. Wydają się zatem być pełniejsze. Nie wiem tylko, czy wałkowanie tej historii jeszcze raz ma sens. Oprócz finansowego, z perspektywy autorki :-) Ale dobra, niech będzie. Nie czytało mi się źle, naprawdę. Drażniło mnie tylko kilka drobiazgów, za które urwałam dwa punkty. Dialogi odebrałam jako trochę sztywne. Miałam chwilami wrażenie, że bohaterowie traktują wszystkich i wszystko (nawet samych siebie) tak jakoś z pobłażaniem i wyższością.   

Nie mogłam powstrzymać się od porównywania sposobu opisywania wydarzeń w powieści do stylu Mariusza Maxa Kolonko, który z najbłahszego zdarzenia potrafi uczynić niesamowity wprost news. Autorka niestrudzenie dreptała wokół emocji i uczuć poszczególnych bohaterów, opisywała je wylewnie i analizowała, a wyciągnięte wnioski wkładała najczęściej w usta doktora De Beersa. To sprawiło, że nasz naczelny psychiatra trochę się wymądrzał ;-) 

Mimo tych drobnych zgrzytów, głupio byłoby nie przeczytać ostatniego tomu serii :-)


Książkę mogłam przeczytać dzięki Wydawnictwu Prószyński i S-ka


piątek, 16 marca 2018

"W pułapce losu" Virginia C. Andrews - recenzja




Zastanawialiście się kiedyś, jak zareagowalibyście, gdyby Wasze życie nagle stanęło na głowie? Gdyby tak znany do tej pory świat zmienił się w zupełnie inny, a ludzie, którzy Was otaczali zamienili się miejscami z zupełnie innymi osobami? Jak tu żyć, kiedy wszystko jest nie tak, jak być powinno? Kiedy w sercu mieszka mrok i smutek, a los wciąż ściąga na głowę kolejne trudności? Kiedy orientujemy się, że tkwimy w pułapce losu? W takiej właśnie chwili poznajemy Grace, główną bohaterkę powieści i biologiczną matkę Willow. Chociaż właściwie nie poznajemy, lecz znów spotykamy, ponieważ powieść ta to czwarty, a zarazem ostatni, tom serii o losach rodziny De Beers. Autorka postanowiła zakończyć tę historię powrotem do przeszłości, by przedstawić nam Grace i jej życie, aby wszystkie elementy misternej układanki mogły znaleźć się na swoim miejscu. 

Życie Grace zmienia się całkowicie w chwili, kiedy jej ukochany ojciec, a mąż Jackie Lee, ginie w katastrofie śmigłowca. Uporządkowany do tej pory świat ich obu rozpada się, a bezpieczna baza, w której mieszkały wraz z innymi wojskowymi rodzinami, przestaje być azylem. Muszą się wyprowadzić, a Jackie Lee decyduje się pojechać do przyjaciółki, do Palm Beach, gdzie ma obiecaną posadę w restauracji. Od tej pory będzie zarabiać na życie jako kelnerka, a Grace będzie zmuszona przyzwyczaić się do zupełnie innego otoczenia niż to, które znała do tej pory. 

Nowy styl życia, inne obyczaje, koniec epoki czarno-białych relacji międzyludzkich i wiele innych trudności powoduje, że Grace zaczyna mieć problemy z dostosowaniem się do ogólnie panujących zwyczajów. Jest w trudnym wieku, ponieważ dojrzewa i z dziecka staje się nastolatką. Do tego nie jest typem towarzyskiej i otwartej dziewczyny. Nie dość, że musi poradzić sobie z traumą i żałobą po stracie ojca, spotyka ją wiele przykrości ze strony nowo poznanych znajomych. Złośliwości i różne kąśliwe uwagi są na porządku dziennym, a wszystko przez to, że Grace nie ugina się pod naciskiem śmietanki towarzyskiej w jej nowej szkole. "Elicie" nie podoba się, że nowa uczennica nie daje sobą rządzić. Dziewczyna poznaje kilka "dobrych dusz", jednak w krótkim czasie również je traci. Wraz z matką usiłuje nadążać za resztą świata, choć wcale nie jest to takie proste. Na ich drodze pojawia się przystojny Winston Montgomery, a później Kirby Scott, z którymi wiąże się spragniona blichtru i bywania na salonach Jackie Lee. Czy Grace zaakceptowała nowych partnerów matki? Czy przyzwyczaiła się do bogactwa i zaprzyjaźniła w końcu z mieszkańcami Palm Beach? Jak doszło do tego, że z pięknego domu pełnego służby musiały wyprowadzić się do domku przy plaży?

Obserwując zmagania Grace ze światem, który ją otacza, zaczynamy rozumieć wydarzenia opisane w poprzednich tomach. Wszystko układa się powoli, a historia dziewczyny z każdą stroną bardziej wciąga i fascynuje. Muszę przyznać, że rzadko zdarza mi się sytuacja, kiedy podoba mi się ostatni tom jakiejś serii. Często wydaje mi się, że jest naciągany i niepotrzebny. Tymczasem tutaj zupełnie nie miałam takiego wrażenia. Autorka zafundowała czytelnikom świetne zakończenie dość ciekawej serii, choć sądzę, że "Kwiatów na poddaszu" i tak nic innego nie pobije. 

Ciekawym zabiegiem pisarki jest dołączanie do ostatniego tomu danej serii listu, którego autorką jest bohaterka kolejnego cyklu jej książek. Postać ta pisze w nim o podobieństwach i różnicach między nią a Grace, a także opowiada trochę o sobie i zachęca ją (czyli w zamyśle V.C.Andrews - czytelniczki) do poznania jej losów w kilkutomowej sadze. 

Piękne wydanie prezentuje się bardzo ładnie na półce, wraz z pozostałymi seriami, przygotowanymi w podobnym klimacie. 

Moja ocena:



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka



piątek, 15 grudnia 2017

"Splątane korzenie" V. C. Andrews - recenzja

Tytuł: "Splątane korzenie"
Autor: V. C. Andrews
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Cykl: Rodzina De Beers, tom 3


Dość długo czekałam na możliwość przeczytania kolejnego tomu przygód Willow, ale autorka zawsze wplata w kolejny tom danej serii informacje pozwalające przypomnieć sobie wcześniejsze wydarzenia, więc bez problemu wciągnęłam się w dalszy ciąg tej historii. 

Tym razem główną bohaterką jest Hannah, córka Willow. Dziewczyna wkrótce skończy siedemnaście lat, ale problemy, z którymi musi się borykać, zdecydowanie nie pasują do nastolatki. Willow i jej mąż, a ojczym Hannah, Miguel, na co dzień zajmują się psychologią i terapią, a we własnym otoczeniu nie dostrzegają pojawiających się problemów. Usiłują trzymać Hannah pod kloszem, co nigdy nie wychodzi dziecku na dobre. Ojciec dziewczyny, niezwykle zamożny prawnik, Thatcher Eaton, założył nową rodzinę, a ona znalazła się właściwie poza kręgiem jego zainteresowań. Hannah nie tęskniła wprawdzie za sztucznością i blichtrem Palm Beach, ale za ojcem - owszem. Linden po długim leczeniu został umieszczony w hostelu, gdzie przebywali ludzie nie potrafiący poradzić sobie w życiu. Zarówno Willow, jak i Miguel nie powiedzieli córce całej prawdy o wcześniejszych wydarzeniach, więc dziewczyna miała do nich żal, że wujek musi mieszkać w takim miejscu, kiedy stać by ich było na zabranie go do wielkiej posiadłości. Kolejne wydarzenia, wśród których będzie również pojawienie się nowego członka rodziny, sprawią, iż Hannah poczuje się w swoim domu niekochana i niechciana. 


Człowiekiem, który sprawił, że serce Hannah zabiło mocniej był Heyden, rówieśnik ze szkoły, mieszkający w dzielnicy bliższej slamsom niż bogactwu Palm Beach. Uzdolniony muzycznie i marzący o ucieczce od skomplikowanego życia chłopak szybko stał się dla Hannah kimś wyjątkowym. Do tego stopnia, iż zdecydowali się na wspólną ucieczkę. Każde z nich chciało coś zostawić za sobą. W drogę mogli ruszyć dzięki... wujkowi Lindenowi, który w zamian za pomoc finansową, wyruszył wraz z nimi. Co z tego wyniknie? Czy człowiek tak chory jak Linden poradzi sobie, nagle wyrwany ze znanego otoczenia? Jakie trudności czekają na trójkę uciekinierów? Jak zareagują rodziny nastolatków? 


Tak w skrócie przedstawia się początek kolejnego, i nie ostatniego, tomu serii o rodzinie De Beers. Muszę przyznać, że do "Kwiatów na poddaszu" tej książce daleko, ale czytało mi się nieźle. Historia wciąga, choć język, jakiego używa autorka, jest momentami trochę pompatyczny, a rozważanie bohaterów czasami przydługie, ale całość robi dobre wrażenie i jestem ciekawa, co będzie dalej. Fabuła nie jest skomplikowana, ale i nie radosna, jak to u pani Andrews. Również w tym tomie czekają na nas rodzinne tragedie i emocjonalne problemy. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny tom, bo ciekawi mnie, jaki los zgotowała autorka bohaterom.

Książkę mogłam przeczytać dzięki Wydawnictwu Prószyński i S-ka


sobota, 15 lipca 2017

"Mroczny las" V.C. Andrews - recenzja

Tytuł: "Mroczny las"
Autor: V.C. Andrews
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Rodzina de Beers, tom 2

Skojarzynki
bogactwo * "Dynastia" * mrok * snobizm * choroba umysłowa * samotność


"Gdyby kwiaty nie wierzyły, że deszcz i chmury nie są wieczne, dawno by zwiędły i umarły. [...] Wszystko, co złe, kiedyś się kończy.[...] Chmury odsłonią błękitne niebo, promienie słońca przebiją się przez czarne listowie naszego mrocznego lasu i będziemy szczęśliwe."

Prolog rozpoczynający drugi tom pozwala czytelnikowi przypomnieć sobie wypadki z poprzedniej części i wejść w atmosferę powieści. 

Willow de Beers po śmierci ojca postanawia diametralnie zmienić swoje życie. Dowiedziawszy się, że człowiek, którego przez całe życie uważała za ojca adopcyjnego, w rzeczywistości był jej ojcem biologicznym, a do tego ma szansę na lepsze poznanie biologicznej matki, z którą doktor de Beers miał romans, Willow podejmuje decyzję o przeprowadzce do Palm Beach. Sprzedaje dom w Południowej Karolinie i przenosi się w sam środek świata pełnego obłudy, kłamstewek, plotek, ogromnych pieniędzy i wpływów. W domu jej matki mieszka rodzina Eatonów. Państwo Bunny i Asher Eaton to para typowych mieszkańców Palm Beach, miejsca specyficznego, w którym nie ma nawet cmentarza i szpitala, ponieważ takie rzeczy jak choroby czy śmierć nie wpisują się w klimat panującej tam wiecznej zabawy. Mieszkańcy żyją balami, herbatkami, lunchami i wystawnymi kolacjami wydawanymi z każdej możliwej okazji. W Joya del Mar mieszka również syn Eatonów, Thatcher, młody prawnik mający w światku Palm Beach opinię płytkiego uwodziciela i bawidamka. Willow, która właśnie zamieszkała z matką i bratem w ich domku przy plaży, natychmiast staje się tematem plotek i niemiłych uwag otoczenia. Przecież wszyscy wiedzą, że jej matka, Grace, i przyrodni brat, Linden, są niespełna rozumu... Krążące jak sępy wokół padliny mieszkanki Palm Beach nie zostawiają suchej nitki na Willow, co nie przeszkadza dziewczynie zakochać się w Thatcherze Eatonie, najbardziej pożądanym mężczyźnie w Palm Beach. Młody prawnik również szybko zauważa urodę i inteligencję Willow. Świat, w którym przyszło im żyć, wymusza na zakochanych różne decyzje. Poza tym Willow pragnie odzyskać dla matki jej własność, czyli dom, w którym obecnie mieszkają Eatonowie. 

Romans Thatchera i Willow rozkwita, choć nie wszystko jest takie, jak powinno. Linden obserwuje chmurnym wzrokiem Willow, którą powinien postrzegać jak siostrę. Lecz czy tak ją widzi? Grace stara się cieszyć szczęściem córki, lecz lata cierpień odcisnęły na niej swoje piętno. Początkowo Thatcher prosi Willow o zachowanie dyskrecji, więc ukrywają swoje uczucie, spotykają się potajemnie w "sekretnym miejscu". Kiedy wreszcie mogą wyjść z ukrycia, rusza karuzela zmian... Ślub to wielkie wydarzenie w Palm Beach, więc Bunny przejmuje dowodzenie i urządza imprezę stulecia. Willow ze wszystkich sił stara się cieszyć tym, że wkrótce będzie żoną ukochanego mężczyzny. Czy piękna bajka będzie miała szczęśliwe zakończenie? Czy jednak znajdzie się ktoś, kto zechce ją zniszczyć? Kto odejdzie? Kto zostanie? Kto pojawi się na scenie? 

Osobnym wątkiem w całej tej historii są relacje między Willow, jej matką i przyrodnim bratem. Troska, z jaką obie kobiety zajmują się Lindenem, kryje w sobie wiele poświęcenia i lęku o niego, ale także bezradności wobec choroby, która całkowicie zawładnęła jego umysłem. Mrok, w którym chłopak żyje, nie daje się okiełznać, a zarówno Willow, jak i Grace, nie decydują się na oddanie Lindena do ośrodka, w którym mógłby podjąć leczenie. Prowadzi to do wielu, często niebezpiecznych i dziwnych, sytuacji, które powodują istną huśtawkę nastrojów tak u zaburzonego artysty, jak i u jego opiekunek.   

Jeśli ktoś spodziewa się powieści na miarę "Kwiatów na poddaszu", to chyba trochę się rozczaruje. Przynajmniej dla mnie mrok tej historii jest dość przewidywalny i nie trzymał mnie w takim napięciu, jak historia o rodzeństwie Dollangangerów. Ale mimo to, jeśli oczekuje się perfekcyjnie napisanego romansu, to z takiej perspektywy książka jest interesująca i warto poświęcić czas na jej lekturę. Przyznam się jeszcze, że ostatnie strony powieści dostarczyły mi sporych emocji. Jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu. 

czwartek, 20 kwietnia 2017

"Willow" V. C. Andrews - recenzja

Tytuł: "Willow"
Autor: V. C. Andrews
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Rodzina de Beers, tom 1


Sięgając po pierwszy tom kolejnej serii Virginii Andrews zastanawiałam się, czy spodoba mi się historia kolejnej rodziny. Czy intryga będzie tak mroczna, jak w poprzednich sagach? Czy bohaterowie przeżyją tak wiele, jak ci, których już poznałam? Czy nie będę mogła oderwać się od nowej opowieści? Po lekturze uczucia mam mieszane...

Tytułowa Willow to główna bohaterka tego cyklu. Dziewczyna, która mimo młodego wieku, wiele już w swoim życiu przeszła. Została adoptowana przez szanowaną rodzinę De Beers, o czym nie pozwala jej zapomnieć matka adopcyjna. Od najmłodszych lat dziewczynka musi też wciąż na nowo słuchać historii o tym, że jej rodzoną matką była pacjentka z kliniki psychiatrycznej ojca. Pani De Beers odnajdywała perwersyjną wprost radość w doszukiwaniu się w dziecku symptomów jakiejkolwiek choroby psychicznej. Uważała bowiem, że skoro jej matka była "psychiczna", Willow z pewnością odziedziczyła wszystkie złe geny i lada chwila sama zacznie zachowywać się dziwnie. Ojciec rodziny wprawdzie stopował zapędy żony w tym temacie, ale równocześnie ukrywał swoje uczucia w stosunku do dziewczynki. W rezultacie Willow dorastała wśród ciągłych narzekań adopcyjnej matki i  w obliczu dystansu uczuciowego ojca. Czuła jego miłość, jednak zachowanie mężczyzny wcale nie wskazywało na to, by pragnął ją po ojcowsku przytulić czy chociaż obdarzyć cieplejszym uśmiechem. 
Wszystko zmienia się, kiedy dziewczyna, będąca już studentką, dowiaduje się o tym, że ojciec znalazł się w szpitalu. Jak najszybciej wraca do domu, jednak zabraknie jej dwudziestu minut, by się z nim pożegnać. Tym samym Willow zostaje sierotą, ponieważ jej matka adopcyjna ginie w wypadku samochodowym trzy lata wcześniej. Sytuacja jest naprawdę trudna. Ojciec jednak, pragmatyczny i niezwykle uporządkowany, zadbał o wszystko zawczasu. Willow dziedziczy cały jego majątek. Dodatkowo otrzymuje od rodzinnego prawnika tajemniczą kopertę, w której znajduje się list i coś jeszcze od ojca dla niej. Dziewczyna dostaje instrukcje, by otworzyć i przeczytać zawartość koperty na osobności. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ siostra jej ojca to niezwykle wścibska i nachalna osoba. Willow znajduje jednak w sobie siłę, by trzymać kobietę na dystans, co nie spotyka się ze zrozumieniem tej ostatniej. Ciotka Agnes chciałaby kontrolować każdy krok bratanicy... Co znalazła Willow w kopercie? Z pozoru nic szczególnego. Ojciec zostawił jej list i pamiętnik, który pisał przez jakiś czas. Co dziewczyna znalazła w jego zapiskach? Nie zdradzę, bo to byłby spoiler :-) W każdym razie historia, którą dziewczyna przeczytała sprawiła, że spojrzała na swojego ojca pod zupełnie innym kątem. To, czego dowiedziała się z pamiętnika sprawiło, że wyruszyła tropem swoich korzeni. Zapragnęła odnaleźć osobę, której nie znała, a tak bardzo pragnęła być częścią jej życia. O kogo chodzi? Czy Willow uda się ułożyć życie na nowo? Kto jej w tym pomoże, a kto będzie próbował zawrócić ją z obranej drogi? Pytań jest wiele, a odpowiedzi znajdziecie podczas lektury książki. 

Chociaż po przeczytaniu "Kwiatów na poddaszu" spodziewałam się bardziej mrocznego klimatu, nie uważam czasu spędzonego z tą książką za stracony. Czytałam z zainteresowaniem, odkrywając wraz z Willow kolejne tajemnice i obserwując bohaterów świata, do którego weszła w poszukiwaniu kogoś dla niej ważnego. Podobała mi się bezkompromisowość tej młodej dziewczyny, która nie ugięła się pod presją nowego towarzystwa, dla którego najważniejsza była dobra zabawa i pieniądze. Irytował mnie może trochę pompatyczny momentami język powieści, ale dało się go zignorować, skupiając się na fabule. Książka zapowiada kolejne ciekawe tomy, więc mam nadzieję, że niedługo będę mogła poznać dalsze losy Willow.

Polecam wszystkim, którzy lubią sagi rodzinne i ich tajemnice.

sobota, 11 maja 2013

"Ogród cieni" Virginia C.Andrews - recenzja

Piąty tom sagi napisanej przez Virginię C. Andrews to pewnego rodzaju spowiedź Olivii Winfield Foxworth. To początek historii opisanej w tomach poprzednich, który nadaje całości trochę inny koloryt...

Młodziutka Olivia Winfield mieszka z ojcem, który bardzo martwi się o przyszłość córki. Ponieważ dziewczyna nie jest zbyt urodziwa i zupełnie nie przystaje do standardów urody tych czasów, w których przyszło jej żyć, mężczyźni nie są nią zainteresowani. Jest bardzo wysoka, przez co góruje nad większością spotykanych mężczyzn, a poza tym interesuje ją ekonomia, polityka i ukończyła wyższe studia, aby pomagać ojcu w prowadzeniu interesów. Ojciec zaś wyszukuje coraz to nowych kandydatów na mężów dla córki, którzy jednak, po poznaniu Olivii, wycofują się rakiem i uciekają gdzie pieprz rośnie, a młoda kobieta jest coraz bardziej sfrustrowana całą tą sytuacją. Jak każda bowiem, marzy o cudownej miłości, którą zna jedynie z kartek czytanych powieści. Pewnego dnia poznaje niezwykle przystojnego Malcolma - partnera jej ojca w interesach. Młodzieniec zdaje się być nią poważnie zainteresowany, chce spędzać z nią czas, aż ostatecznie proponuje jej małżeństwo. Jest tak miły i dobrze wychowany, że zarówno ojciec, jak i córka, szybko zgadzają się na jego propozycję. Kobieta nie może uwierzyć w swoje szczęście, jednak jej romantyczne marzenia szybko tracą sens w sytuacji, w której znajduje się ona po ślubie. Okazuje się bowiem, że jej wspaniały mąż jest zupełnie innym człowiekiem niż ten, którego poznała przed ślubem. Jest nieczuły, wręcz zimny, arogancki i bezwzględny. Młoda żona w ogóle go nie interesuje, wymaga on od niej jedynie urodzenia mu dzieci i zarządzania ogromnym domem - Foxworth Hall. Olivia z dnia na dzień poznaje lepiej swojego męża i orientuje się, że na jego psychice odcisnęła się rodzinna tragedia. Malcolm, wtedy rezolutny i wprost zakochany w matce pięciolatek, przeżył ogromnie odejście rodzicielki z innym mężczyzną. Ojciec chłopca, Garland, poradził sobie z tą sytuacją na swój sposób, jednak Malcolm został z chaosem uczuć. Z jednej strony wciąż wielbił matkę i pamięć o niej, a z drugiej nienawidził jej i kobiet jej podobnych - pięknych, kruchych i w gruncie rzeczy głupiutkich, wydających tylko pieniądze mężów na stroje i biżuterię. Dlatego właśnie poślubił Olivię - ponieważ tak bardzo różniła się od tych wszystkich słabych "kobieciątek". Z czasem radość Olivii z zamążpójścia zupełnie zgasła, a życie z Malcolmem okazało się bardzo przykre i pełne bólu. Kobieta stawała się coraz bardziej chłodna i szorstka dla otoczenia, które wciąż dawało jej do zrozumienia, że nie pasuje do tego towarzystwa. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy po kilkuletniej podróży do domu wrócił Garland - ojciec Malcolma - przywożąc młodziutką żonę Alicję. Malcolm wpada w furię, kiedy orientuje się, że jego zaledwie dziewiętnastoletnia macocha, jest w ciąży...

Akcja bardzo mnie wciągnęła. Trochę dziwnie czyta się początek całej historii na końcu, ale ma to swoje plusy. Tylko trudno współczuć postaciom, których się przez poprzednie tomy tak nie lubiło. Mam tu na myśli Malcolma i Olivię, którzy tak mocno wpłynęli na życie pozostałych członków rodziny. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło...

Ciekawe, jak wyglądałoby zakończenie, gdyby autorka zdążyła napisać je sama. Niestety Virginia Andrews zmarła na raka w trakcie pisania ostatniej części, więc dzieła dokończył niejaki Andrew Neiderman. Nie każdemu saga o rodzinie Dollangangerów się podoba, ale ja czytałam wszystkie części z zapartym tchem.

niedziela, 20 stycznia 2013

"Kto wiatr sieje" Virginia C. Andrews - recenzja

Czwarty tom serii napisanej przez Virginię Andrews przeczytałam jednym tchem. Słyszałam głosy, że książki te są nudne, że mroczne, że męczące, ale wszystko zależy od upodobań czytelniczych danego człowieka. Według mnie są świetne, czyta się je szybko. Jak już brałam tom do ręki, trudno mi go było odłożyć, bo wciąż działo się coś ciekawego, coś, co wymagało po prostu doczytania kolejnych wersów, stron, kartek... Trzyma w napięciu.
Akcja powieści rozgrywa się w odbudowanym przez Barta, młodszego syna Cathy, Foxworth Hall. Gmaszysko na pierwszy rzut oka wygląda pięknie i okazale, zachwyca gości, ale jego mieszkańców łapie w straszną pułapkę...  
Bart marzy o przejęciu fortuny Foxworth'ów i przygotowuje wspaniałe przyjęcie z okazji swoich 25 urodzin. Udaje mu się namówić brata Jory'ego, znanego już tancerza, aby wystąpił dla jego gości. Niestety podczas występu wydarza się tragiczny w skutkach wypadek. Jory zostaje poważnie ranny, kiedy spadają na niego kolumny będące częścią scenografii. Jako Samson miał je powalić na ziemię, jednak ktoś zamoczył piasek, który je wypełniał, przez co stały się niebezpiecznie ciężkie. Jory wylądował w szpitalu z uszkodzonym kręgosłupem. Czy będzie mógł tańczyć? Czy jego żona Melodie weźmie pod uwagę to, że mógłby już nigdy nie zatańczyć i będzie go wspierać w trudnych chwilach? Czy Bart wreszcie znajdzie szczęście mając to, czego pragnął najbardziej?
Polecam tę część. Ja nie mogę się już doczekać ostatniej.  

poniedziałek, 1 października 2012

"A jeśli ciernie" Virginia C. Andrews

Wreszcie doczekałam się trzeciej części serii Virginii C. Andrews "A jeśli ciernie". Nie wszyscy lubią te książki, ale mnie przypadły do gustu. Tym razem obserwujemy życie Cathy i Chrisa oraz dwóch chłopców, synów Cathy z poprzednich małżeństw. Okazuje się, że choć chłopcy są już duzi, nadal nie znają tajemnicy swoich rodziców. Pewnego dnia w opuszczonej willi stojącej za płotem ich posiadłości zaczyna się ruch. Ekipa remontowa odnawia budynek i przygotowuje go do zamieszkania. Wreszcie zjawia się tajemnicza kobieta w czerni, która intryguje chłopców. Pierwszy staruszkę poznaje młodszy z synów Cathy - Bart. Okazuje się, że wraz z kobietą mieszka stary lokaj, który pewnego dnia daje Bartowi pamiętnik. Z czasem Bart dowiaduje się do kogo należały zapiski, które zmieniły go nie do poznania... Akcja jest wartka i ciekawa, więc polecam tę lekturę :-)
Z niecierpliwością czekam na kolejny tom ;-) 

czwartek, 21 czerwca 2012

"Płatki na wietrze" V.C. Andrews

Książka niesamowicie wciągająca i zaskakująca. Czyta się równie dobrze, jak pierwszą część. Dalsze losy trójki dzieci, którym udaje się zbiec z więzienia, jakie zafundowała im rodzona matka wraz ze swoimi rodzicami. W drodze najmłodsza z rodzeństwa Carrie zaczyna chorować. Starsze rodzeństwo rozpaczliwie próbuje jej pomóc, ale na nic zdają się ich wysiłki. Na szczęście w autobusie, którym jadą, znajduje się gospodyni doktora Paula Sheffielda, która zabiera ich ze sobą. I od tej pory wszystko w ich życiu zaczyna się po trochu odmieniać na lepsze. Jednak lata spędzone na strychu nie dają o sobie zapomnieć i utrudniają im życie na każdym kroku. Nie mogę się już doczekać trzeciej części :-)

wtorek, 6 marca 2012

"Kwiaty na poddaszu" Virginia C.Andrews

Muszę przyznać, że nie żałuję pieniędzy, które wydałam na tę książkę i z niecierpliwością czekam na wznowienie drugiego tomu. Z pewnością również go kupię i pochłonę ;) 
Historia zaczyna się zupełnie zwyczajnie. Jest szczęśliwa rodzina: piękna matka, zabójczo przystojny ojciec i czworo idealnych dzieci. Mieszkają w rodzinnym domu pełnym miłości i szczęścia. Aż pewnego dnia ich życie ulega diametralnej zmianie. Ukochany ojciec ginie w wypadku, a matka jest piękna, ale nie zaradna. Nie jest w stanie utrzymać czwórki dzieci i siebie, więc musi udać się po pomoc do swoich rodziców. Niestety nie jest to takie proste, ponieważ wiele lat wcześniej została wydziedziczona za coś, czego się dopuściła, a co w oczach jej niezwykle religijnych rodziców było potwornych grzechem. Kobieta otrzymuje odpowiedź na swój list wysłany do domu. Może przyjechać i błagać ojca o przebaczenie, ale jest pewien problem... on nie ma pojęcia o czwórce dzieci i nie może się o nich dowiedzieć... Babcia dzieci, potworna starsza pani, proponuje układ... ale jaki, tego już nie napiszę. Przeczytajcie sami, nie pożałujecie poświęconego czasu. Jeśli o mnie chodzi, książka spełniła wszystkie moje oczekiwania i mogę z ręką na sercu napisać, że jest wciągająca i zaskakująca :)