Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Wala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Wala. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2025

"Sekrety pałacu" Magdalena Wala - recenzja


Tytuł: "Sekrety pałacu"
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 6/6

Kiedy zobaczyłam okładkę najnowszej powieści Magdaleny Wali, pomyślałam, że to pewnie będzie romans i chciałam odpuścić. Później przeczytałam krótki opis, w którym znalazłam moje ulubione hasła-klucze: przeszłość, tajemnica, sekret. To w połączeniu z nazwiskiem autorki wystarczyło, bym postanowiła sprawdzić, czy ta historia mnie kupi.

Jest rok dwa tysiące piętnasty. Oliwia właśnie przygotowuje się do ślubu z Radkiem. Wszystko układa się świetnie, a ich wspólna przyszłość maluje się w pięknych barwach. Kiedy kobieta niespodziewanie wraca do remontowanego z narzeczonym mieszkania, zastaje go w jednoznacznej sytuacji, która rujnuje wszystko w jednej sekundzie. Oliwia wbrew najbliższej rodzinie, która nie rozumie jej nagłej decyzji o zakończeniu związku z Radkiem, wyjeżdża do kuzyna Krzyśka, gdzie rozpoczyna pracę w prowadzonym przez niego browarze. Podczas remontu kawalerki natrafia na wyrzuconą przez kogoś starą komodę. Postanawia ją zabrać i odnowić, ale nie ma pojęcia, co znajdzie na dnie jej szuflad.

Jest rok tysiąc dziewięćset trzydziesty ósmy. Liliana mieszka z rodzicami i braćmi w Warach, gdzie jej ojciec prowadzi lokalny browar. Dziewczyna jest niezwykle zainteresowana produkcją piwa, a jej marzeniem jest praca z ojcem. Co z tego jednak, kiedy w tych czasach panienki z dobrych domów na wydaniu nie zajmują się pracą, tylko wychodzą za mąż i stają się żonami idealnymi? Takie życie nie odpowiada Lilianie. Splot zdarzeń sprawia, że młoda kobieta rozpoczyna pracę w browarze ojca, chociaż zarówno matka, jak i jej bracia są przeciwni. 

Każda z bohaterek w swoich czasach poznaje mężczyznę, który namiesza w jej życiu. Skoro obie bohaterki spotykają na swojej drodze facetów, mamy i wątki romansowe, ale nie dominują one w fabule. Sporo się dzieje, szczególnie od momentu, kiedy Oliwia znajduje tajemnicze kartki w komodzie i zaczyna badać ich zawartość. Z każdą stroną byłam bardziej ciekawa, co się wydarzy i jak ta historia się skończy. I, rzecz jasna, w jaki sposób obie kobiety są powiązane, bo co do tego nie ma wątpliwości.

Jeśli chodzi o tematykę związaną z wytwarzaniem piwa, to autorka poświęciła sporo miejsca na opis procesu jego produkcji, ale na szczęście nie jest go zbyt dużo. Wątek jest wyważony, a informacji podano tyle, aby z jednej strony czytelnik mógł zyskać odpowiednią ilość wiedzy, a z drugiej nie znudzić się, jeśli browarnictwo go nie do końca interesuje.

Co autorka wymyśliła dla obu pań? Czy ulokują one uczucia we właściwych mężczyznach? Jaką rolę w ich życiach odegra browar? Przeczytajcie, myślę, że polubicie obie kobiety, a ich losy Was zaciekawią.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


  

środa, 18 września 2024

"W drodze do Nawii" Magdalena Wala - recenzja


Tytuł: "W drodze do Nawii"
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: fantasy z motywami słowiańskimi
Liczba stron: 320 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Raj&Co, tom 1

Moja ocena: 5/6

Ponieważ mam za sobą cykl Za zakrętem Magdaleny Wali, kiedy zobaczyłam zapowiedź powieści w zupełnie innym klimacie tej autorki, postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po nią. Dodatkowym motywatorem była informacja o tym, że fabuła zawiera wątki słowiańskie. Byłam ciekawa, jak pisarka poradziła sobie z tą tematyką.

Studentka psychologii Nina mieszka z mamą i bratem Filipem w Mysłowicach. Kiedy pewnej nocy dziewczynę budzi telefon od brata, nie spodziewa się nawet, jak bardzo zmieni się jej ustabilizowane do tej pory życie. Nina dowiaduje się, że Filip i jego dziewczyna Asia zostali napadnięci. Napastnik zbiegł z miejsca zdarzenia. Filipowi nic szczególnego się nie stało, jednak Asia została pogryziona, a ich kolega Romek trafił do szpitala z rozbitą głową. Nie mija wiele czasu, kiedy okazuje się, że Asia zapada na niezidentyfikowaną chorobę, a Romek w wyniku urazu głowy umiera. Pogrążona w żałobie dziewczyna Romka, Ewa, dowiaduje się, że jest z nim w ciąży. W otoczeniu Niny dzieje się sporo. 

Nina chce pomóc finansowo mamie, więc decyduje się podjąć pracę. Trochę obawia się, czy uda jej się pogodzić studia z zajęciem zarobkowym, ale kiedy trafia na interesujący anons i zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do firmy eventowej Raj & Co, postanawia spróbować i podpisuje umowę na sześć tygodni. W końcu jeśli jej się nie spodoba albo się nie sprawdzi, zawsze będzie mogła nie przedłużyć umowy, prawda? Powoli wdraża się w nowe obowiązki, jednak szybko okazuje się, że nie wszystkie zadania są standardowe i zwyczajne... Kim są jej szefowie, Jarek i Marzena? Kto jest właścicielem firmy? Jak to możliwe, że klientem Raj & Co jest... upiór? I czy powtarzający się sen, który Nina śni od dzieciństwa, wiąże ją w jakiś sposób z nowymi znajomymi? 

Osoby, które wcześniej zetknęły się z mitologią słowiańską, szybko rozszyfrują bohaterów po nadanych im imionach. Pomysł na fabułę jest ciekawy, chociaż mógłby zostać bardziej rozbudowany. Jednak biorę pod uwagę to, że te klimaty są dla autorki czymś nowym, a powieść to pierwszy tom cyklu i liczę na więcej w kolejnych książkach. 

Lekkie pióro pisarki sprawia, że perypetie Niny czyta się szybko. Odniosłam wrażenie, że to taka młodzieżówka fantasy. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach pojawi się więcej słowiańskości.

Tekst w książce jest mocno napowietrzony, więc spodziewajcie się sporych marginesów i odstępów między wersami. Okładka przyciąga oko pięknym drzewem w centrum i złoceniami. 

Zachęcam do sięgnięcia po pierwszy tom cyklu, abyście sami mogli wyrobić sobie zdanie o tym, czy autorka podołała zadaniu odnalezienia się w nowym gatunku literackim :-)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


piątek, 18 grudnia 2020

"Klątwa ruin" Magdalena Wala - recenzja

"Klątwa ruin" to romans z rozbudowanym tłem historycznym, którego akcja umiejscowiona jest w tysiąc dziewięćset dwudziestym roku na terenach Polski, atakowanej przez bolszewików.

Aniela Wilczkówna ma za sobą traumatyczne doświadczenia. Dziewczyna pochodzi z chłopskiej rodziny, co w ówczesnych czasach stawiało ją na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Kiedy w jej rodzinie wydarzyła się tragedia, dziewczynka miała zaledwie kilka lat, ale sąsiedzi ze wsi i tak zaczęli postrzegać ją jako "złą krew". W końcu sama zaczęła czuć się winna zaistniałej sytuacji. Dzięki protekcji udało jej się jednak przetrwać. Zdobywszy wykształcenie, trafiła do dworu pani Cyprianowej Strumieńskiej, gdzie objęła posadę panny do towarzystwa. Chlebodawczyni nie traktuje dziewczyny zbyt dobrze, ale ważne, że ma dach nad głową i zarabia chociaż te marne grosze. We dworze Aniela poznaje porucznika Rafała Mielżyńskiego, krewnego pani Strumieńskiej. Mężczyzna zwraca uwagę na Wilczkównę, jednak ona trzyma go na dystans, mając świadomość, jak ogromna przepaść społeczna ich dzieli. Dobrze wie, że gdyby pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, zapłaciłby za tę miłość towarzyskim ostracyzmem. Pułkownik ma jednak zupełnie inne zdanie na ten temat. Kiedy pewnego dnia Aniela poznaje legendę o klątwie związanej z pobliskimi ruinami, nie może przestać myśleć o nieszczęśliwej Rudowłosej i jej krzywdzie. 

Chociaż nie lubię romansów i właściwie ich nie czytam, tym razem zdecydowałam się ze względu na autorkę, której trylogia Za zakrętem bardzo mi się podobała, i na to historyczne tło z czasów, o których wiem niewiele. Ponieważ przekonałam się już, jak przyjemnie czyta się historyczne wątki budowane przez Magdalenę Walę, wiedziałam, że i tym razem opisy mnie zaciekawią i poprzez tę zbeletryzowaną formę poznam atmosferę niepokoju, panującą w Polsce, która dopiero co odzyskała wolność, a już musi bronić się przed kolejnym najeźdźcą. 

Chwilami traciłam cierpliwość do Anieli, ale próbowałam sobie tłumaczyć, że jej zachowanie i podejście do znajomości z pułkownikiem ściśle związane jest z panującymi ówcześnie zwyczajami, trzymaniem się sztywnych reguł towarzyskich i podziałem na klasy społeczne, gdzie granica była widoczna i nieprzekraczalna. Aniela miała prawo dystansować się i odpychać pułkownika, co nie zmienia faktu, że dzisiaj trudno niektóre jej zachowania zrozumieć. 

Jeśli sięgniecie po "Klątwę ruin", dostaniecie wątek romansowy, okraszony tajemnicą sprzed lat i mroczną klątwą, ale przede wszystkim bogate tło historyczno-społeczne, które pozwoli Wam zobaczyć, jakie nastroje panowały wśród Polaków w burzliwym tysiąc dziewięćset dwudziestym roku. 

Tytuł: "Klątwa ruin"
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: romans z tłem historyczno-społecznym
Liczba stron: 298
Wydawnictwo: Książnica

Moja ocena: 5/6


poniedziałek, 14 grudnia 2020

"Nazajutrz cię odnajdę" Magdalena Wala - recenzja

Musiałam uzbroić się w cierpliwość, aby poznać finał trylogii Za zakrętem Magdaleny Wali, ale było warto. Muszę jednak dodać, że jeśli ktoś ma możliwość czytać kolejno wszystkie tomy, to sposób "za jednym zamachem" jest zdecydowanie lepszy niż dawkowanie sobie tych części w czasie. Fabuła jest tak intrygująca i wciągająca, że naprawdę trudno się czeka na możliwość poznania dalszego ciągu.

W tym tomie Adriana poznaje pewne fakty z przeszłości, będące wyjaśnieniem w temacie nieudanego małżeństwa, w którym wciąż tkwi, chociaż mąż traktuje ją jak woła roboczego, podnóżek i chłopca do bicia w jednym. Kobieta powoli zaczyna dojrzewać do wprowadzenia drastycznych zmian w swoim życiu. Stefan nie jest zachwycony buntem potulnej do tej pory żony. 

Agnes kontynuuje swoje wojenne wspomnienia, w których dużą część stanowi historia prześladowań Górnoślązaków w ostatnim roku wojny i jakiś czas po wyzwoleniu. Sytuacja Ślązaków była nie do pozazdroszczenia. Najpierw zmuszono wielu z nich do przyjęcia niemieckiego obywatelstwa, aby po wejściu Sowietów stali się znów persona non grata dla "wyzwolicieli". Ostatecznie dotknęło ich wysiedlenie, często dotyczące również Ślązaków, którzy tam się urodzili i mieszkali całe swoje życie. Kiedy Adriana postanawia zapoznać się bliżej z pozostałymi po dziadku starymi dokumentami i zdjęciami, odkrywa niezwykłe powiązania sprzed lat. 

Dwutorowość akcji to jeden z moich ulubionych zabiegów literackich. Lubię przeskakiwać w czasie i śledzić losy bohaterów naprzemiennie. A jeśli jeszcze przy okazji jakieś fakty z tam i tutaj się splatają, tym lepiej. Połączenie współczesności z tajemnicami z przeszłości to mieszanka idealna. Dla mnie taka właśnie fabuła ma klimat i moc. Muszę też dodać, że wszystkie opisane w powieści sytuacje mają odzwierciedlenie w historii. Jest to forma zbeletryzowana, ale oparta na realnych wydarzeniach, które miały miejsce w Mysłowicach w czasie wojny.  

Wśród bohaterów polubiłam kilkoro, ale Stefana miałam ochotę zdzielić cygańską patelnią przez łeb tak, żeby aż zadzwoniło. Z ogromną przyjemnością obserwowałam, jak w Adrianie dojrzewa bunt i kobieta wreszcie decyduje się na odważny krok. Załatwiła drania koncertowo! I dobrze mu tak.  

Podziwiam odwagę autorki, która w jednym z wątków pokazała wycinek szkolnego piekiełka. Możecie nie wierzyć, ale tak się naprawdę dzieje w niejednej szkole.    

Jedyny minus to niedopracowana redakcja i korekta. Ktoś nie pochylił się wystarczająco nad tym naprawdę świetnym tekstem. Dlatego postanowiłam tym razem rozdzielić ocenę. 

Tytuł: "Nazajutrz cię odnajdę"
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkiem historycznym
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Za zakrętem, tom 3

Moja ocena: 6/6
Zespół redakcyjno-korekcyjny: 3/6

   

środa, 4 marca 2020

„Ostatnia iskra nadziei” Magdalena Wala - [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]



„Ostatnia iskra nadziei” to drugi tom cyklu Za zakrętem, którego pierwsza część – „Na moment przed świtem” – miała swoją premierę w sierpniu 2019 roku. Ponieważ czytam sporo, trochę martwiłam się, czy uda mi się przypomnieć sobie fabułę pierwszego tomu, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Może pomogło mi to, że powieści mają tylko dwa główne wątki, jeden współczesny, którego bohaterką jest Adriana, a drugi retrospektywny, gdzie obserwujemy życie Agnes i jej rodziny. W każdym razie szybko wróciły do mnie wydarzenia, o których autorka pisała w tomie pierwszym i bez przeszkód mogłam śledzić dalsze losy bohaterów.

Adriana tkwi w nieudanym małżeństwie. Apodyktyczny mąż odciął ją od rodziny i przy każdej okazji krytykował, aż zniszczył kompletnie jej poczucie własnej wartości. Kobieta przestała wierzyć w to, że mogłaby uwolnić się od psychicznego tyrana. Potulnie znosiła połajanki za najmniejszy drobiazg, jego fochy i wieczne niezadowolenie ze wszystkiego, co robiła. Mąż wmówił jej w końcu, że jest głupia i niewarta zachodu. Kiedy Adriana poznała Agnes i usłyszała historię jej życia, zrozumiała, że sama również może coś zmienić.

Tom drugi rozpoczyna się bardzo niezręczną dla Adriany sytuacją, w której stawia ją jej mąż, Stefan. Później jest tylko gorzej. Mężczyzna nie liczy się z uczuciami żony, którą traktuje jak niewolnicę, zarówno w przypadku prac domowych, jak i zadań, które zleca Stefanowi jego szef. Adriana w chwilach załamania ucieka do Agnes, która mieszka piętro wyżej. Tam może poznać dalszy ciąg opowieści staruszki, odpocząć od koszmarnej atmosfery w domu, a przede wszystkim zacząć zbierać siły na wprowadzenie koniecznych zmian.  

Muszę Wam się przyznać, że tak mnie irytował ten cały Stefan, że miałam ochotę strzelić go przez łeb patelnią żeliwną i poprawić kijem od szczotki. Adriana w sumie też była denerwująca z tą swoją uległością i ciągłym tłumaczeniem zachowania męża, ale nie byłam nigdy w takiej sytuacji, więc nie wiem, jak zachowują się tak stłamszone kobiety. W końcu zaczęła w niej zachodzić przemiana, ale ten proces z pewnością potrwa. Z każdym kolejnym rozdziałem dostrzegałam coraz większe światełko w tunelu, więc mogę się domyślać, że Adriana pójdzie wreszcie po rozum do głowy. A przynajmniej chciałabym, żeby kopnęła tego chłopa w… no, wiecie w co ;-)

Bardzo wciągnęła mnie historia Agnes, ale chyba nie umiem zdecydować, który wątek bardziej mnie zainteresował. Dla mnie są równorzędne, prowadzone naprzemiennie i w odpowiednich momentach urywane. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom cyklu.

Uprzedzam osoby, które planują jej lekturę, że nie jest to powieść historyczna. To dobrze napisana obyczajówka z wątkiem wojennym i akcentami psychologicznymi, bez nadmiaru wątków i setki bohaterów, w których można by się pogubić. Świetna lektura na wieczór, przy której można odpocząć po trudach dnia.

Tytuł: „Ostatnia iskra nadziei”
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkami historycznymi i psychologicznymi
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Za zakrętem, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


czwartek, 5 września 2019

"Na moment przed świtem" Magdalena Wala - recenzja



Z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po powieść sąsiadki zza miedzy, mysłowiczanki, Magdaleny Wali. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Literatura zawierająca wątki wojenne od dawna znajduje się na samym początku mojej listy lektur. Jeśli powieść zawiera wątki z tego okresu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że prędzej czy później trafi w moje ręce. „Na moment przed świtem” to pierwszy tom cyklu Za zakrętem.

Z posłowia dowiadujemy się, iż opisana w powieści historia wojenna została oparta na faktach. Decydując się na przedstawienie wątku z przeszłości, autorka chciała przybliżyć czytelnikom specyfikę wojny na Śląsku.

Główna bohaterka ma na imię Adriana i tkwi w nieudanym małżeństwie. Człowiek, z którym związała się przed laty, dręczy ją psychicznie i upokarza na każdym kroku. Domaga się od Adriany nieustającej atencji i uwagi, a w zamian pomiata nią i wyśmiewa. Kobieta podejmuje pracę w szkole na stanowisku sprzątaczki, równocześnie studiując. Jej decyzja nie spotkała się, rzecz jasna, z aprobatą męża, więc musi radzić sobie ze wszystkim sama. Na jej głowie są wszystkie domowe obowiązki, bo mąż nie raczy kiwnąć palcem, a także praca i studia.
Pewnego dnia szkołę odwiedza niecodzienny gość. Starsza pani, która opowiada uczniom o swoich wojennych przeżyciach. Adriana również ma okazję poznać historię Agnes, a właściwie jej fragment. Postanawia zrobić wszystko, by dowiedzieć się, jakie były dalsze losy staruszki i jej bliskich…

Autorka napisała swoją powieść dwutorowo. Wątek współczesny rozgrywa się tu i teraz. Jego główną bohaterką jest wspomniana wyżej Adriana i jej życie u boku apodyktycznego męża. Drugi tor to wspomnienia Agnes, Ślązaczki mieszkającej w Mysłowicach, z czasów drugiej wojny światowej. Rozdziały opisujące obydwa wątki przeplatają się, pozwalając czytelnikowi zgłębiać zarówno życiowe dylematy Adriany, jak i Agnes. Okazuje się, że kobiety, choć żyją w różnych epokach, mają bardzo podobne problemy. Zastanawiałam się podczas lektury, jak odebrałabym wątek Agnes, gdyby napisany został w formie pamiętnika, pierwszoosobową narracją. Autorka wybrała jednak narrację trzecioosobową, wyróżniając jedynie rozdziały z przeszłości kursywą.    

Język powieści jest prosty i okraszony gwarą śląską. Wszystkie wykorzystane słowa mają swoje wyjaśnienia w przypisach. Książkę czyta się szybko, również dzięki sporej czcionce. Bardzo zainteresował mnie m.in. przedstawiony w jednym z rozdziałów zwyczaj tłuczenia porcelany przed domem panny młodej w przeddzień ślubu. Przyznam, że nie znałam go, ale to pewnie dlatego, że nie mieszkam na Śląsku, tylko w Zagłębiu Dąbrowskim.  

Niesamowicie irytował mnie mąż Adriany, Stefan. Jego wielkopańskie podejście do życia i wykorzystywanie każdej okazji, by dopiec żonie sprawiły, że nie polubiłam go od początku i raczej się na to nie zanosi. Adriana właściwie też mnie denerwowała, zgadzając się potulnie na te jego niewybredne komentarze i doprowadzając siebie do ruiny, byle tylko ogarnąć wszystko pod dyktando tego tyrana. Obiad podaj, tylko ze świeżych produktów, bo inny niedobry, upierz, ugotuj, posprzątaj, wyprasuj koszule, przygotuj prezentację do mężowskiej firmy i policz za niego bilans… No, ileż można?
Co sprawiło, że Adriana pozwoliła wtłoczyć się w rolę poniewieranej wciąż kuchty i sprzątaczki? Czy kobieta zdoła wziąć się w garść i zmienić swoje życie? Jak zareaguje Stefan na próby uwolnienia się z tego koszmaru?  

Autorka zostawiła czytelników w takim momencie tej historii, że już nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Pozostało kilka otwartych wątków, których rozwiązania jestem bardzo ciekawa. Polecam powieść zarówno tym, którzy interesują się wojenną rzeczywistością i tym, jak radzili sobie wtedy ludzie, jak również czytelnikom lubiącym powieści obyczajowe, poruszające społeczne problemy i prezentujące relacje międzyludzkie.


Tytuł: „Na moment przed świtem”
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkiem historycznym
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Za zakrętem, tom 1

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona