Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Rollins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Rollins. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2026

"Lodowa pułapka" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Lodowa pułapka"
Autor: James Rollins
Gatunek: sensacja, sci-fi
Liczba stron: 494
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6 

James Rollins to amerykański pisarz z polskimi korzeniami, którego powieści pochłaniam, jak tylko pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Jedną z nich jest "Lodowa pułapka", wydana w Polsce w dwa tysiące szóstym roku, ale trudno ją było zdobyć, ponieważ wznowienie pojawiło się dopiero w styczniu tego roku. Jest to jedna z pierwszych powieści Rollinsa, ale już można w niej dostrzec styl, który nie opuszcza go do tej pory - dużo dynamiki i niespodziewane zwroty akcji. Fakty naukowe pomieszane z fantastyką, ale świetnie współgrające, co pozwala na rozważanie, czy to wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę.

Na biegunie północnym znajduje się Stacja Polarna Grendel. Jest to miejsce kryjące makabryczną tajemnicę, związaną z pewnym sowieckim eksperymentem sprzed wielu lat. Ponieważ działania naukowców na stacji uznano za nieetyczne, postanowiono nie ujawniać wyników ich pracy. Kiedy współczesny amerykański statek badawczy natrafia przypadkiem na zapomnianą, ukrytą pod lodem stację naukową, sytuacja szybko się zmienia. Rosjanie są gotowi na wiele, aby uniemożliwić Amerykanom ujawnienie tajnych do tej pory badań. 

W tym samym czasie Matt Pike, mieszkaniec Alaski i były komandos, jest świadkiem katastrofy samolotu w górach Arktyki. Pilot ginie, jednak pasażerowi udaje się przeżyć i Matt pomaga mu przetrwać. Szybko okazuje się, że rozbicie się samolotu to nie przypadek, a uratowany mężczyzna jest ścigany. Decydując się na uratowanie nieznajomego, który okazuje się być reporterem wysłanym w celu napisania artykułu o tajemniczej sowieckiej stacji naukowej, Matt zostaje wciągnięty w ciąg zdarzeń, które okazują się bardzo niebezpieczne. Obaj podejmują walkę o przetrwanie, a przy okazji dążą do poznania prawdy o eksperymentach prowadzonych w stacji polarnej Grendel. 

Oprócz Matta i dziennikarza w powieści natraficie na całe mnóstwo ciekawych bohaterów. Wśród nich znajdzie się wielu naukowców, wojskowych, a także była żona Matta, Inuitka. Łączy ją z mężczyzną wspólny dramat, który równocześnie ich rozdzielił. Odkrycie strasznej tajemnicy ukrytej stacji polarnej to dla niej dodatkowy szok, ponieważ badania tam prowadzone dotyczyły rdzennej grupy ludności arktycznej, a więc jej pobratymców. 

Dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się mojego ulubionego bohatera z cyklu Sigma, Kowalskiego, który tutaj jest matem i bierze czynny udział w walce o przetrwanie w polarnej bazie i jej otoczeniu. Uwielbiam sceny z jego udziałem i dialogi, w których uczestniczy.      

Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, jak to u Rollinsa. Końcówka może nawet jest trochę zbyt nakręcona, ale ostatecznie całość bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie dość szybko. Potrzebowałam tylko trochę czasu na starcie, żeby połączyć bohaterów i zapamiętać, kto jest kim i z kim trzyma :)

Zdecydowanie polecam!

środa, 31 grudnia 2025

"Ognisty przypływ" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Ognisty przypływ"
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 512 
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Sigma, tom 17

Moja ocena: 6/6

Siedemnasty tom serii Sigma autorstwa Jamesa Rollinsa nie obniża lotów. Dzieje się w nim mnóstwo, a opisana przez pisarza historia roi się od intrygujących wątków. Wprawdzie jest to kolejna powieść, w której bohaterowie ścigają się z czasem, aby uratować ludzkość i świat, ale wszystko jest tak zmyślnie opisane, że trudno się oderwać. Poza tym znów podczas lektury rozkminiałam wciąż, co z tych rewelacji jest prawdą, a co powstało w wyobraźni autora.

Główny wątek osnuty został na katastrofach naturalnych, które mogą doprowadzić świat do zagłady. Czasu jest niewiele. Erupcje wulkanów, tsunami czy trzęsienia ziemi zataczają coraz większe koła, a nasi bohaterowie jak zwykle muszą zapobiec zniszczeniom. Czy zdążą ułożyć elementy układanki, które tradycyjnie zupełnie do siebie nie pasują?

Międzynarodowa stacja badawcza Tytan prowadzi badania związane z lepszym poznaniem głębin morskich. Podczas badania strefy uważanej do tej pory za martwą, trafiają na niezwykły okaz koralowca, który prezentuje nietypowe właściwości. Przy okazji znajdują zatopiony okręt podwodny. Skąd się tu wziął i jakiego państwa jest własnością?

Grey, Seichan, Monk, Kat i Kowalski planowali odpocząć w Hongkongu, jednak nie dla nich prywatne wakacje. Agenci Sigma jak zwykle lądują w samym środku niebezpiecznych zdarzeń, których absolutnie nie da się zignorować. Wkrótce stacja Tytan zostaje zaatakowana przez chińską armię. Kto jest tutaj wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? 

Trudno uwierzyć, że wszystkie wydarzenia, które lawiną zwalają się na naukowców i agentów, mogą mieć związek z wierzeniami Aborygenów. Autor wykorzystał sporo legend, które funkcjonują wśród tych ludów od setek lat. Poszukiwania agentów Sigmy prowadzą do zamierzchłych czasów, w których należy szukać rozwiązania zagadki tajemniczych koralowców i ich niezwykłych właściwości. Ilu ludzi znajdzie się w niebezpieczeństwie lub straci życie, zanim bohaterom uda się dojść do rozwiązania i uratować świat?

Wprawdzie trochę mało mi tu było mojego ulubionego bohatera, czyli Kowalskiego, i jego dowcipnych komentarzy, ale akcja była tak dynamiczna, że wynagrodziła mi ten brak.

Po lekturze powieści autor zadbał o szczegółowy opis poruszonych wątków, odkrywając przed czytelnikiem, ile z nich to naukowe fakty, a co powstało w jego wyobraźni. 

Zdecydowanie polecam, jeśli lubicie połączenie przygodówki z dużą porcją naukowych faktów i zawrotną akcją. Wiele osób pisze, że nie trzeba tej serii czytać w kolejności, ale nie do końca się z tym zgodzę. Oprócz wydarzeń związanych z głównym wątkiem, jest sporo wycieczek do prywatnego życia bohaterów, a tutaj jednak trochę trzeba ich znać z poprzednich tomów, żeby połapać się w losach głównych postaci. 



sobota, 3 lutego 2024

"Królestwo kości" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Królestwo Kości"
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Sigma, tom 16

Moja ocena: 6/6

James Rollins kazał nam bardzo długo czekać na kolejną część cyklu Sigma, ale było warto uzbroić się w cierpliwość. To już szesnasty tom, w którym agenci Sigma Force ratują świat przed zagładą. 

Akcja powieści rozgrywa się tym razem w kongijskiej dżungli. Ludzie uciekają przed powodzią do obozu pomocy humanitarnej, gdzie pracuje między innymi doktor Charlotte Girard. Ogrom pracy sprawia, że początkowo pracownicy obozu nie zwracają uwagi na dziwne zachowanie niektórych zwierząt, na przykład mrówek, które nagle zrobiły się agresywne, a ich ugryzienia powodują dotkliwy ból, a także wprowadzają pogryzionych ludzi w dziwny stan katatonii czy śpiączki. Z czasem sytuacja robi się na tyle niebezpieczna i niecodzienna, że tamtejsi lekarze podejmują decyzję o wezwaniu pomocy. Wiadomość przeznaczona jest dla Franka Whitakera, weterynarza i wirusologa. Z odsieczą wyrusza również kapitan Tucker Wayne wraz ze swoim partnerem w walce, psem-żołnierzem, Kainem. Nie może zabraknąć także drużyny Sigma Force. Zanim jednak specjaliści zdołają dotrzeć na miejsce, w dżungli rozpęta się burza, nie tylko ta będąca zjawiskiem pogodowym. Najgorsze zaś jest to, że w ostatnim odebranym łączeniu dało się słyszeć kategoryczny nakaz, aby ratownicy jednak nie przyjeżdżali. Co mogło wydarzyć się w obozie pomocy humanitarnej? Czy jego pracownicy jeszcze żyją? Dlaczego obóz został zniszczony i kto porwał dwójkę lekarzy wzywających pomocy? Co to za epidemia dotknęła mieszkańców tego terenu? Na te i wiele innych pytań muszą odpowiedzieć znani nam już z poprzednich tomów bohaterowie, bo kto, jak nie oni wyruszą na ratunek, nie zważając na czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwa?

Powieść podzielona została na kilka części, które świetnie porządkują treść i opisywane przez autora wydarzenia. Niby jest to typowy dla Rollinsa schemat, który po piętnastu powieściach zna się już na pamięć, jednak wciąż czyta się jednym tchem, gna wraz z bohaterami w szaleńczym tempie i przeżywa z wypiekami na twarzy kolejne zwroty akcji.

Połączenie naukowych faktów z fikcją znów zdało egzamin. Ta mieszanka za każdym razem okazuje się tak realistyczna, że naprawdę trudno zgadnąć, co autor wymyślił na potrzeby tej historii, a co można znaleźć w naukowych opracowaniach. Z pomocą przychodzi zakończenie, w którym Rollins odkrywa tajemnice poruszonych w powieści tematów.  

Chociaż wciąż jestem wierna sympatii do Kowalskiego, to jednak tym razem najbardziej urzekł mnie wątek Tuckera i Kaina oraz ich niepowtarzalna więź. Fragmenty, w których obserwujemy sytuację oczami psa wywołały u mnie gęsią skórkę. Kontakt opiekuna z psim żołnierzem jest rewelacyjny. Idealne zgranie, bezgraniczne zaufanie i zdolność do przewidywania wzajemnie swoich decyzji to tylko część cech, którymi dysponuje ten duet.

Matko, co tu się działo! Zdecydowanie polecam Wam tę powieść. Wciąga i przyprawia momentami o palpitacje serca. Poszukiwane przez ekipę agentów Królestwo Kości robi wrażenie. Czym jest to miejsce i po co nasi bohaterowie narażają życie, aby je odnaleźć? Tego dowiecie się z książki. Zachęcam :-)



środa, 30 czerwca 2021

"Ostatnia odyseja" James Rollins - recenzja

"Ostatnia odyseja" to kolejny tom serii SIGMA Jamesa Rollinsa. Jak zwykle była to fantastyczna przygoda z ulubionymi bohaterami. Dla mnie ten właśnie tom był wyjątkowo wciągający, ponieważ na pierwszym planie jednego z wątków pojawił się mój faworyt - Joe Kowalski - a fabuła została oparta po części na greckiej mitologii, którą również lubię.

Na Grenlandii naukowcy natrafiają na uwięziony w lodzie statek sprzed wielu lat. Na miejsce zostaje wezwana archeolog Elena Cargill, która rozpoznaje w artefakcie arabski statek z dziewiątego wieku. Na dau zostaje odkryty tajemniczy ładunek, którego naukowcy nie potrafią na razie zidentyfikować. Jedno jest pewne, nie jest bezpieczny, za to pożądany przez innych poszukiwaczy. Badania nad znaleziskiem zostają brutalnie przerwane przez złoczyńców, którzy napadają na ekipę naukowców, uprowadzając Elenę. 

Ponieważ doktor Cargill to córka ważnego senatora, Painter Crow otrzymuje telefon od samego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Sigma znów musi ruszyć na pomoc, a jak okaże się z czasem, nie będzie to łatwe zadanie. Tym razem bowiem nasi bohaterowie staną oko w oko z czeluściami mitycznych piekieł.  

W warstwie obyczajowej towarzyszymy Seichan i Grayowi w pierwszych miesiącach rodzicielstwa, a także obserwujemy uczucie rodzące się powoli między Kowalskim a Marią. Jest to idealna odskocznia od pędzącej chwilami na łeb na szyję akcji. 

Dialogi i sceny z udziałem mojego ulubieńca jak zwykle iskrzą humorem w jego niepowtarzalnym stylu.

"- Ale skąd możemy być pewni, że Hunajn popłynął na południe, szukając kontynuacji granicy afrykańsko-eurazjatyckiej?
- Po pierwsze, nazwa Feakowie. Pochodzi od greckiego rdzenia Phaios, czyli "szary".
- A ja myślałem, że od faka - mruknął Kowalski".

Kowalski może nie jest najmądrzejszym członkiem wojskowej agencji DARPA, ale za to ma największe serce i potrafi poświęcić się dla przyjaciół. I jest geniuszem, jeśli chodzi o rozwalanie wszystkiego, co można roznieść w pył. Tak, w tym jest najlepszy.   

Może i jest trochę schematycznie, bo po raz kolejny mamy tajemniczą sektę, która bruździ naszym bohaterom, a także zagadkę sprzed wieków do rozwiązania i, rzecz jasna, ciągłe pościgi i strzelanki, ale to właśnie w tej serii kocham najbardziej! Dla mnie to, co może być postrzegane jako schemat jest po prostu znakiem rozpoznawczym tego cyklu i stylem pisarza. W każdej powieści zagadka jest inna, a autor naprawdę nieźle się nagłówkuje, żeby pogmatwać fabułę i nie spalić konceptu na samym początku. Wbrew pozorom łączenie fikcji i prawdy nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Wszelkie poruszone w powieści tematy są na zakończenie wyjaśniane w nocie od autora, więc dowiadujemy się ostatecznie, co było prawdą, a co fikcją. 

Zdecydowanie polecam całą serię. Warto czytać książki po kolei, ponieważ oprócz wątku głównego mamy obyczajowe tło, dzięki któremu poznajemy bliżej bohaterów i stają się nam oni bliżsi z każdym kolejnym tomem. "Ostatnia odyseja" to piętnasta część, ale gwarantuję Wam, że jeśli ten gatunek przypadnie Wam do gustu, nawet nie zauważycie, kiedy połkniecie je wszystkie. 

Tytuł: "Ostatnia odyseja"
Autor: James Rollins
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 15
PREMIERA: 19 maja 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


środa, 24 marca 2021

"Ołtarz Edenu" James Rollins - recenzja

Co stanie się, kiedy jakiś człowiek postanowi pobawić się w Boga i zaczyna eksperymentować z genetyką? James Rollins w swojej najnowszej powieści "Ołtarz Edenu" opowiada jedną z wersji, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby naukowcy postanowili odkryć tajemnicę sięgającą początków gatunku ludzkiego. Jest to drugie wydanie tej książki. Pierwszym Albatros uszczęśliwił swoich czytelników w dwa tysiące jedenastym roku.

Doktor Lorna Polk, pracownica Ośrodka Badawczego Gatunków Zagrożonych, zostaje poproszona o obejrzenie nietypowego ładunku pewnego trawlera znalezionego w Zatoce Meksykańskiej. Kiedy kobieta wchodzi na pokład, okazuje się, że zwierzęta umieszczone w klatkach są inne niż te znane jej dotychczas. Już na pierwszy rzut oka widać było, że przy ich tworzeniu ktoś znacznie namieszał w kodzie genetycznym. Zanim jednak ekipa zdołała zbadać dokładnie statek, nastąpiła eksplozja niszcząca łódź. Z życiem uchodzi zaledwie kilka genetycznie zmienionych zwierząt. Doktor Polk zamierza dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, a także kto i w jakim celu wykorzystał te stworzenia do swoich badań.     

Oprócz wątku naukowego, który w powieściach Rollinsa zajmuje zawsze większość fabuły, mamy również garść informacji o naszych bohaterach i ich życiu prywatnym. Dzięki temu stają się oni bardziej realni, a czytelnik zastanawia się, jak rozwiążą swoje własne problemy, kiedy już uratują świat. Bo musicie wiedzieć, że we wszystkich książkach Rollinsa bohaterowie ratują świat przed zagładą. Jeszcze nigdy nie zawiedli. Wzrastające podczas lektury napięcie generuje więc nie to, CZY im się uda, ale raczej JAK tego dokonają,  

Najnowsza powieść autora cyklu Sigma Force to osobna historia, przypominająca trochę "Wyspę doktora Moreau". Fabuła nie jest tak wymagająca, jak ma to miejsce we wspomnianej serii, ponieważ mamy tutaj jeden główny wątek i właściwie jedną ekipę bohaterów. W przypadku Sigmy wątków zawsze jest kilka i trzeba się nieźle skupić, aby nadążyć za zwrotami akcji. Tutaj skaczemy głównie między "naszymi" a wrogami. Autor umiejętnie ujawnia fragmenty układanki, które powoli wskakują na swoje miejsce, prezentując obraz przeprowadzanych eksperymentów, który może przerazić. Co kryje tajemnicza wyspa? Jak szaleni naukowcy zmieniają zwierzęta i czy tylko one poddawane są badaniom? Jaki jest cel głęboko utajnionych działań?

Zdecydowanie polecam zarówno tę, jak i pozostałe książki Jamesa Rollinsa. Jak zawsze warstwa naukowa została świetnie przygotowana. Nie jest to niezrozumiały naukowy wywód. Autor postarał się, by nawet te trudne tematy były opisane przystępnie. Dzięki temu nawet nie znając danego tematu, możemy spokojnie podążać za fabułą, nie tracąc nic z przekazywanej wiedzy. 

Tytuł: "Ołtarz Edenu"
Autor: James Rollins
Gatunek: powieść przygodowa, sensacja
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
PREMIERA: 8 marca 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

piątek, 18 września 2020

"Tygiel zła" James Rollins - recenzja


Tak się niedawno cieszyłam, że będę mogła spędzić trochę czasu z członkami grupy SIGMA, a tu kilka dni i znów muszę czekać na kolejny tom, który – mam nadzieję – już się pisze. Co tym razem zafundował nam autor?

Połączenie odkryć naukowych, które wydają się być jak z filmu science fiction, zagadek z przeszłości i niesamowicie szybkiej akcji to właśnie to, co lubię najbardziej. Tym razem ekipa DARPA też musi uratować świat, ale poza tym w niebezpieczeństwie znajduje się również ktoś  z nich. Czy uda im się zdążyć na czas?

W bibliotece naukowej w Portugalii ginie pięć kobiet. Ich spotkanie dotyczyło prezentacji sztucznej inteligencji o imieniu Ewa, którą stworzyła szósta z nich, Mara. Kobieta uchodzi z życiem tylko dlatego, że znajdowała się na łączach, a nie fizycznie w pomieszczeniu z pozostałymi naukowcami. Mara próbuje nauczyć Ewę odczuwania jak człowiek, a nie tylko wprowadzić do jej obwodów wiedzę. To trudne, ale wierzy w to, że jej „dziecko” podoła wyzwaniu. Może dzięki temu niewyobrażalnie rozwinięta technologicznie SI nie będzie taka niebezpieczna dla ludzkości? Jednak czy to w ogóle wykonalne?      

Kiedy komandor Gray Pierce zastaje swój dom splądrowany, a żonę przyjaciela Monka Kokkalisa ranną i nieprzytomną, wie, że czeka go niebezpieczna misja. Jego partnerka Seichan, będąca w zaawansowanej ciąży, oraz córeczki Monka zniknęły. Kto je porwał i dlaczego? Czy neurologom uda się czegoś dowiedzieć o napastnikach od pogrążonej w śpiączce Kat?

Gdy okazuje się, że te dwa wydarzenia są ze sobą powiązane, niezniszczalny duet Gray – Kokkalis rusza na ratunek światu i swoim najbliższym. W tym tomie walka o życie Seichan, Kat i dziewczynek zdecydowanie przeważa nad ratowaniem świata, jednak autor nie zapomina i o globalnej akcji. Tym razem kołowrotek zdarzeń kręci się wokół sztucznej inteligencji i… czarownic. Drużyna Sigmy wyrusza do Paryża, gdzie nieznani sprawcy planują wielkie zniszczenie miasta, oraz do Portugalii, za tajną organizacją Tygiel, która znajduje się po ciemnej stronie mocy. Kiedy orientują się, że ich wróg to znana im świetnie rosyjska zabójczyni, wiedzą już, że będzie trudniej niż przypuszczali. Wala nie spocznie, dopóki nie dostanie tego, czego chce, a chce Ewy…     

Niesamowicie ciekawe były dla mnie rozdziały, w których autor opisał poznawanie świata przez SI Ewę. Jej perspektywa była fascynująca, a jeszcze większym szokiem było zakończenie, czyli tradycyjne oddzielenie prawdy od fikcji. Okazuje się bowiem, że wiele z wykorzystanych w powieści informacji to najprawdziwsze naukowe fakty, a nie pomysł pisarza. Przyznam, że tak duże zaawansowanie w pracach nad SI jest odrobinę niepokojące.     

A teraz czas na mojego ulubieńca <3

„Kowalski poruszył się niespokojnie.
- Co to jest MSI?
- Mocna sztuczna inteligencja. Ludzki poziom inteligencji i świadomości.
- Nie martw się. – Gray spojrzał na Kowalskiego. – Też kiedyś do tego dojdziesz”.

- (…) Gray, pamiętaj, że te dwie młode kobiety się boją. Jeśli je wytropimy, postarajcie się ich nie przestraszyć.
- Więc może lepiej zostawię Kowalskiego na płycie lotniska”.

„- Dokąd idziecie?
- Do miasta zmarłych. – Gray poprowadził swoją ekipę w stronę klatki schodowej.
Kowalski obejrzał się gwałtownie.
- Co? Chyba żartujesz.
Monk popchnął wielkoluda w kierunku schodów.
- A skąd, on jest śmiertelnie poważny”.

„Kowalski wskazał na boczny tunel.
- Więc kto to poskładał? – spytał, starając się szeptać.
Na końcu przejścia stał tron sklecony z pożółkłych kości, z siedzeniem z klatek żebrowych, oparciem z kości udowych i poręczami z czaszek.
- Miejmy nadzieję, że zbudowały to ludzkie ręce. – Simon wzruszył ramionami. – Ale słyszy się różne historie, o kościach, które same się poruszają…
Kowalski wzdrygnął się i spojrzał wilkiem na Graya.
- Ostatni raz robisz za przewodnika wycieczki”.

„Silny podmuch zatrząsł maszyną, gdy wspinała się wśród chmur.
Siedzący obok Graya Kowalski jęknął i mocniej ścisnął w rękach pistolet maszynowy. Kolano mu podrygiwało w górę i w dół.
- Uspokój się – powiedział Gray. – Zanim kogoś tu postrzelisz.
- Już raz się dzisiaj rozbiłem. A to o jeden raz za dużo.
- Ale to nie ja pilotuję.
Kowalski zastanowił się nad tym i kolano przestało mu latać.
- Racja”.

Czyż Kowalski nie jest genialny? :D

 

Tytuł: „Tygiel zła”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 14 

Moja ocena: 6/6

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros

niedziela, 14 czerwca 2020

"Szósta apokalipsa" James Rollins - recenzja


Dziesiąty tom serii SIGMA, a dla mnie – ostatni. Tak wyszło, że przeczytałam wszystkie pozostałe, więc to na chwilę obecną moje pożegnanie z drużyną z agencji DARPA. Trochę szkoda, ale pozostaje mi mieć nadzieję, że pojawi się kolejny tom, w którym bohaterowie znów będą musieli ocalić świat od zagłady.

Motywem przewodnim tego tomu jest genetyka i niebezpieczne zabawy naukowców, których działania powodują katastrofę w pewnym ośrodku badawczym w Kalifornii. Skutkiem wydostania się wirusa może być całkowita zmiana ekosystemu na Ziemi. Oczywiście istnieje sposób na ratunek, ale nie wiadomo, czy bohaterom uda się wykonać wszystkie zadania na czas.

Czy zastanawialiście się kiedyś co stałoby się, gdyby komuś udało się odtworzyć wymarłe gatunki zwierząt? Albo nie tylko je odtworzyć, ale także udoskonalić? Inna sprawa, że należałoby się zastanowić, co naukowcy rozumieją pod pojęciem „udoskonalić”. Kiedy okazuje się, że szalonym naukowcem, pracującym nad zatrzymaniem wymierania gatunków, jest człowiek, który podobno od lat nie żyje, atmosfera robi się gęsta od domysłów.

Znów się sporo działo, chociaż dużo też było informacji typowo naukowych, ale podanych w jasny sposób. Dzięki tej wiedzy łatwiej można było zrozumieć działania agentów DARPA i dążenia naukowców znajdujących się po jasnej i ciemnej stronie mocy.

Z dużą przyjemnością podążałam za bohaterami, którzy znów musieli rozdzielić się, by zdążyć na czas i uratować świat przed totalną katastrofą. Bardzo interesujące było podziwianie stworzonego przez uważanego za nieżyjącego naukowca uniwersum, pełnego odtworzonych i podrasowanych gatunków zwierząt. Wyobraźnia autora chyba nie ma granic. Najstraszniejszą możliwą wizją chyba było to, że teoretycznie możliwe jest stworzenie wirusa, który mógłby sprawić, że człowiek cofnie się na poziomie neurologicznym do poziomu ludów pierwotnych.

Koniec powieści to, jak zwykle, wyjaśnienie wykorzystanych w książce wątków. Autor ujawnia, co było prawdą, a co fikcją, a przy okazji podaje bardzo interesujące fakty dotyczące prac nad genetyką i ewolucją gatunków.  

Zdecydowanie polecam, chociaż lepiej czytać tomy po kolei, aby oprócz samej przygody wyłapać również wątki społeczne, które są prowadzone równolegle i przechodzą do kolejnych części.

Tytuł: „Szósta apokalipsa”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 476
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 10

Moja ocena: 6/6



sobota, 23 maja 2020

"Oko Boga" James Rollins - recenzja



Kolejny tom serii SIGMA przeczytany i trochę smutno, że została mi jeszcze tylko jedna część do uzupełnienia i cały cykl będzie za mną. Szkoda, bo przygody tej ekipy to niezła dawka adrenaliny.

Oko Boga to satelita badawczy, którego zadaniem jest przesłanie na Ziemię informacji o komecie, która pojawiła się na orbicie okołoziemskiej. Kiedy przekazuje zdjęcie prezentujące Wschodnie Wybrzeże USA w zgliszczach, ekipa naukowców uznaje, że zdjęcie jest efektem zakrzywienia czasoprzestrzeni i przedstawia przyszłość, a dokładniej katastrofę, która będzie miała miejsce za cztery dni. Do drużyny z Sigmy dołącza astrofizyk Jada Shaw, której zadaniem jest odszukanie rozbitego satelity, aby nie dostał się w niepowołane ręce.

Vigor Verona otrzymuje od przyjaciela, którego dawno uznał za zmarłego, tajemniczą przesyłkę. Jest to czaszka i księga. Wkrótce okazuje się, że czaszka wydziela dziwną energię, a księga jest oprawiona w ludzką skórę. Badania pozwalają stwierdzić, że czaszka i skóra z księgi należały do Czyngis-chana. Vigor odczytuje z czaszki datę końca świata, która jest spójna z terminem wyliczonym przez naukowców zajmujących się Okiem Boga.    

Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczyna się inny wątek, dotyczący eskapady Graya i Seichan, której celem jest odnalezienie matki dziewczyny. W poprzednim tomie Seichan dowiedziała się bowiem, iż jej matka wciąż żyje. Czy bezwzględna szefowa triady, którą odnajdą, to rzeczywiście matka Seichan?

Oj, dzieje się w tym tomie, dzieje. Może trochę za dużo tej akcji tym razem. Wprawdzie zawsze powtarzam, że lubię, kiedy fabuła prze do przodu, ale tym razem autor trochę przedobrzył. Mamy tu bowiem jatkę w Korei Północnej, gdzie Seichan szuka matki, satelitę, który robi zdjęcie prezentujące katastrofę, po czym spada na tereny niedostępne zwykłym zjadaczom chleba, no i trzeba go stamtąd jakoś wydostać, relikwie Czyngis-chana i poszukiwanie jego grobowca, by zapobiec zagładzie świata, a do tego pomniejsze wątki obyczajowe, związane z poszczególnymi bohaterami. To naprawdę spora dawka… właściwie wszystkiego. Jest groźna triada, która daje się we znaki Grayowi, frakcja związana z wątkiem Czyngis-chana i jego podbojami, a to wszystko podlane sosem z ciągłych pościgów i strzelanin, podsycanych presją czasu. Momentami nie mogłam odłożyć książki, bo koniecznie musiałam dowiedzieć się, co dzieje się z poszczególnymi bohaterami!

Zaskakujące jest podwójne zakończenie. To dla mnie coś nowego u Rollinsa i nie wiem, czy takie rozdwojenie finału mi się podobało. W jednym z zakończeń Rollins uśmierca dwie istotne w serii postacie, więc choćby z tego powodu dobrze, że była i druga ewentualność. Ciekawa jestem, czy w kolejnym tomie ci bohaterowie się pojawią.

Jak w każdym tomie, również i tym razem mamy świetnie przedstawione fakty, perfekcyjnie wymieszane z fikcją, powstałą w wyobraźni pisarza. Ostatnie strony pozwalają rozstrzygnąć, co było prawdą, a co wymyślił James Rollins.

Niezmiennie polecam, chociaż nastawcie się na gorączkę czytelniczą, która trawić Was będzie aż do ostatniej strony.

Tytuł: „Oko Boga”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 9

Moja ocena: 5/6



piątek, 15 maja 2020

"Linia krwi" James Rollins - recenzja



Dawno nie sięgałam po moją ukochaną serię Sigma autorstwa Jamesa Rollinsa, bo wciąż było coś innego do czytania. Konieczność siedzenia w domu i ograniczona ilość książek napływających sprawiły, że wreszcie mogłam uzupełnić lekturę.

Biblia mówi, że człowiek może żyć maksymalnie 120 lat. Czy w takim razie możliwe jest znalezienie sposobu na nieśmiertelność? Jak wyglądałyby takie badania? Kto i na kim by je przeprowadzał? I co z etyką i moralnością? A może to już temat realizowany, tylko my o tym nie wiemy?

Kiedy Gray Pierce otrzymuje propozycję wzięcia udziału w misji ratunkowej mającej na celu odbicie somalijskim piratom pewnej ważnej amerykańskiej osobistości, czuje się zdziwiony, że Sigmę angażuje się do zwykłego porwania. W końcu Sigma to tajny oddział DARPA, złożony z wysoko wykwalifikowanych żołnierzy sił specjalnych, których przeszkolono w różnych dziedzinach nauki. Sytuacja ulega jednak zmianie, kiedy okazuje się, że to nie jest zwykłe porwanie, a ofiarami są córka prezydenta Stanów Zjednoczonych i jej mąż. Członkowie Sigmy muszą się spieszyć, ponieważ kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Komandor Gray szybko orientuje się, że za tym porwaniem wcale nie stoi chęć otrzymania okupu. Sprawa jest znacznie poważniejsza, a Amanda jest w ogromnym niebezpieczeństwie, a nawet nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze żyje. Czego zatem chcą porywacze? Dlaczego to właśnie Sigma musi ruszyć na ratunek? Co tym razem wydarzy się podczas misji?

Przy założeniu, że Sigma ma nieograniczone możliwości finansowania wszelkich swoich działań, a także że posiada najnowszy sprzęt, bez problemu można przyjąć, że wszystkie wydarzenia, które zostały opisane w tej książce, miałyby prawo się wydarzyć. Dlatego tak dobrze się to czyta. Wszystko w tych akcjach jest przemyślane, zaplanowane, jedno wynika z drugiego i nic nie ginie w chaosie, bo chaosu po prostu nie ma. Jest za to niesamowity pęd fabularny, który można chwilami porównać do tornada, a w innych miejscach chyba najbardziej do pendolino z podwójną mocą.    

Bardzo lubię styl Jamesa Rollinsa. Autor potrafi tak zamieszać prawdą i fikcją, że nie sposób odgadnąć, co jest realne, a co powstało w jego wyobraźni. Wszystkie opisywane sytuacje czy miejsca mają jakiś swój pierwowzór w realnym świecie. Pisarz decydował, w jakim stopniu wykorzysta fakty naukowe. W posłowiu zaś ujawnia, ile wymyślił, a ile wyszukał podczas researchu.   

Jeśli lubicie czytać powieści będące połączeniem przygód Indiany Jonesa i Kodu Leonarda da Vinci, to cała ta seria jest dla Was! Ja biegnę czytać kolejny tom.


Tytuł: „Linia krwi”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka z turboakcją
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Sigma, tom 8

Moja ocena: 6/6



niedziela, 24 marca 2019

"Diabelska Korona" James Rollins - recenzja




Chociaż "Diabelska Korona" jest trzynastym tomem z cyklu SIGMA, ta seria przygodowa z archeologicznym tłem jeszcze mi się nie znudziła. I nie wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi, ponieważ w każdym kolejnym tomie dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, że chce się czytać i czytać, jak najszybciej, ale równocześnie dawkować rozdziały, żeby nie musieć wychodzić z tego świata pełnego przygód i niebezpieczeństw. 

Dla miłośników serii nie będzie żadnym zaskoczeniem, że agenci Sigmy znów muszą uratować świat ;-) 

Akcja powieści rozgrywa się w kilku miejscach, co również jest typowe dla Rollinsa. Na Wyspie Węży, niedaleko Brazylii, nieznani sprawcy atakują naukowców badających żyjące tam złote węże. Niszczą wszystko, co żyje. Z wyspy ucieka jedynie jeden z naukowców, któremu udaje się zabrać ze sobą martwego węża. 
Na Hawajach, na wyspie Maui, pojawiają się nagle gigantyczne osy. Owady sieją zniszczenie i nikt nie potrafi ich powstrzymać. Niedaleko przebywa komandor Gray Pierce, który przerywa urlop, by wraz z Seichan dołączyć do pozostałych agentów. Misja nie jest łatwa. Drużyna musi się rozdzielić, by jak najszybciej rozpocząć poszukiwania klucza do zagadki. Jeśli nie odkryją powiązań między dwoma atakami a pewną wielką bryłą bursztynu, zostanie im zrzucenie bomby atomowej na Hawaje, bo tylko ona będzie w stanie zatrzymać monstrualne i śmiercionośne osy. W przeciwnym wypadku owady zniszczą wszystko, co stanie na ich drodze. 

Rollins ma zdolność opisywania zdarzeń w tak niesamowitym tempie, że czytając kolejne przygody bohaterów, można dostać zadyszki. Kiedy człowiek wczuje się w poszczególne wątki, chwilami zapomina oddychać! Obserwujemy równolegle kilka wątków i dwie główne grupy bohaterów, którzy ścigają się z czasem. Wraz z fabułą archeologiczną i przygodową mamy możliwość poznać również warstwę obyczajową. Poznajemy dalsze losy Graya i Seichan, Monka i Kat oraz innych postaci, znanych z wcześniejszych tomów. Nie zabrakło również mojego ulubionego bohatera, Kowalskiego ;-)

Dodatkowym elementem przyciągającym mnie do tej powieści był fakt, iż akcja rozgrywa się również w Polsce. Gdańsk, Wieliczka i typowo polskie imiona wyglądały w powieści zagranicznego autora fantastycznie. W sytuacji, kiedy w mediach nasz kraj często przedstawiany jest w negatywnym świetle, tutaj byłam dumna czytając o polskiej kopalni soli i poszukiwaniach prowadzonych na jej terenie. Należy wspomnieć, iż Rollins ma polskie pochodzenie, więc myślę, że i dla niego pisanie o kraju przodków było ciekawym doświadczeniem. Przy tak wymagające fabule musiał zrobić naprawdę porządny research, żeby opisywane wydarzenia były rzeczywiste. 

Chociaż tekst nie jest wolny od powtórzeń i literówek, to nie jest ich zbyt wiele. Zawsze trochę żałuję, że nie znam angielskiego na tyle, by móc czytać książki ulubionych anglojęzycznych pisarzy w oryginale. Tłumaczenie, choćby było najlepsze, to jednak zawsze będzie tylko tłumaczenie... 

Oczywiście, ostatnie strony poświęcone zostały na wyjaśnienie, co w powieści było fikcją, a co prawdą. Lubię tę część, ponieważ zawsze podczas lektury zastanawiam się, ile z tego, o czym czytam, powstało w wyobraźni autora, a co istnieje lub istniało naprawdę.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


sobota, 2 lutego 2019

"Kolonia Diabła" James Rollins - recenzja





"Nie możemy naprawdę poznać samych siebie, dopóki nie poznamy swojej historii".

Dużo czasu minęło od momentu, kiedy pochłonęłam wcześniejszy tom serii SIGMA, więc z ogromną przyjemnością zatopiłam się w kolejną przygodę moich ulubionych przygodowych bohaterów (tak, tak, mam dla Was genialne cytaty z Kowalskim! <3) Poza tym wkrótce premierę będzie miał trzynasty tom "Diabelska Korona". Już nie mogę się go doczekać :)

Autor wprowadza czytelników w temat tego tomu zostawiając dwie krótkie noty: historyczną i naukową. Następnie akcja przenosi nas na chwilę do XVIII wieku, na terytorium Kentucky, gdzie obserwujemy członków ekspedycji naukowej, odkrywających pewien skarb. Sytuacja staje się śmiertelnie niebezpieczna, kiedy grupę atakują Indianie. Czy jednak napastnicy naprawdę są tymi, za których się podają? Dlaczego napadli naukowców? Kto zginął w wyniku tej napaści? 
Kolejna stopklatka to czasy współczesne i dwóch młodych ludzi, którzy zapragnęli przekonać się, ile prawdy jest w opowieściach starych Indian o Wielkim Duchu i jaskini, w której dawno temu ukryto coś tak niebezpiecznego, że każdy, kto wejdzie do jaskini, już z niej nie wyjdzie. Dla jednego z chłopców przepowiednia okazuje się prawdziwa...
Podczas penetracji jaskini następuje wybuch, którego konsekwencje okazują się tragiczne dla całej ludzkości. Wstrząs uwolnił tajemniczą siłę, przed którą ostrzegali najstarsi Indianie, ale niewiele osób traktowało te legendy poważnie. Szybko okazało się, że pierwszy wybuch uaktywnił kolejne wulkany w innych miejscach Ziemi, a obudzona siła potrafi doprowadzić do rozpadu materii, a co za tym idzie - do unicestwienia nawet całego ziemskiego globu. 
 
Agenci Sigmy, Painter Crowe i Grey Pierson, znów ruszają na pomoc. W ekipie nie mogło zabraknąć również Monka i Kowalskiego. Wspierani przez różnych naukowców, usiłują odnaleźć trzecie miejsce na Ziemi, gdzie siła wybuchu będzie tak wielka, że nikt nie potrafi przewidzieć konsekwencji. Wszyscy są jednak pewni, że jeśli nie uda im się zapobiec eksplozji, prawdopodobnie ludzkość tego zawirowania po prostu nie przetrwa. 

Aby nie spojlerować, napiszę tylko, że tym razem motywem przewodnim w powieści są indiańskie legendy sprzed wieków, manipulowanie materią na poziomie atomów, nanotechnologia, tajemniczy "suchy eliksir", ojcowie założyciele i pomysł utworzenia czternastej kolonii, która miała znaleźć się w Unii wraz z pozostałymi koloniami. 

Ktoś może stwierdzić, że Rollins prowadzi swoich bohaterów zawsze tym samym torem, czyli mamy jakąś katastrofę na skalę światową, a agenci Sigmy pędzą na ratunek, po drodze prawie giną, ale udaje im się ostatecznie ocalić ludzkość, przy okazji ratując (lecz najczęściej, niestety, tracąc) jakiś niesamowity artefakt, który mógłby całkowicie zmienić historię świata. Dobra, zgadzam się, że tak to wygląda, ale mimo tej powtarzalności jego powieści czyta się świetnie. Akcja gna z taką mocą, że trudno się momentami oderwać od książki. Zdarzają się fragmenty, które ciut się dłużą, ale rozumiem, że skoro autor zdecydował się dodać do przygodówki elementy naukowe, to musi od czasu do czasu coś wyjaśnić, żeby czytelnik nadążał za rozwojem fabuły. Ponadto Rollins nie zostawia nas w niepewności, co było prawdą, a co fikcją. Po wielkim finale całej historii następuje krótki rozdział o tym, które elementy istnieją naprawdę, a co jest tylko mitem i wytworem wyobraźni autora. 

Podsumowując, jeśli macie chęć na sporą dawkę emocji, pościgi, strzelanie, pułapki, ucieczki i duuużo lawy, błota i wybuchów, to ta lektura będzie wprost idealna :D

A teraz obiecane cytaty:

"Wreszcie Kowalski wyłączył silnik chevroleta tahoe i spojrzał na zegarek.
- Dwadzieścia osiem minut. Czyli jest mi pan winien cygaro. 
- Powinienem posłuchać Graya. - Painter otworzył drzwi i omal nie wypadł z samochodu. - Mówił mi, żeby trzymać cię jak najdalej od wszystkiego, co ma kółka. 
Kowalski wzruszył ramionami i też wysiadł.
- Co Gray może wiedzieć? Facet prawie ciągle pedałuje po Waszyngtonie na rowerze. Gdyby Bóg chciał, żeby ludzie jeździli na rowerach, umieściłby na jaja w innym miejscu".

"Kiedy Painter się rozłączył, Kowalski mruknął z kanapy, nie podnosząc głowy:
- Wywołuje wybuchy wulkanów...
Painter zerknął w jego stronę.
- Jeżeli to coś naprawdę ma taką moc... - otworzyło się jedno oko i spojrzało na niego - to może lepiej uprzedzić Graya, żeby przed wyprawą na Islandię zapakował bieliznę z azbestu".

"Jedna zagadka została rozwiązana, ale Painter stanął wobec następnej.
Potrząsnął kratą.
- Zamknięta na kłódkę.
- Nie ma problemu. - Kowalski przecisnął się do przodu i uniósł pistolet. - Mam klucz".

"- W razie czego masz przy sobie C4? - spytał Painter.
Przed wyjazdem (...) prosił Kowalskiego, żeby zaopatrzył się w materiał wybuchowy, na wypadek, gdyby musieli wysadzić skałę, by dostać się do tunelu czy korytarza. Jego partner nie zabrał jednak żadnej torby ani plecaka.
- Trochę - przyznał Kowalski. Cofnął się i rozchylił poły długiego do ziemi płaszcza, pokazując kamizelkę nafaszerowaną kostkami C4.
- To ma być trochę?
Kowalski spuścił wzrok.
- Aha. Miałem wziąć więcej?"

"(...) - Wybuchły wszystkie gejzery naraz!
Gdy helikopter mknął nad tym niezwykłym widowiskiem, Painter podziwiał tańczące strumienie, tęczowe migotanie pary i nagle ogarnął go bezmierny zachwyt (...).
Kowalski z twarzą przylepioną do okna też był pod wrażeniem.
- Następnym razem trzeba użyć więcej C cztery".

niedziela, 19 sierpnia 2018

"Klucz zagłady" James Rollins - recenzja



Z zasady nie wracam do raz przeczytanych książek, ponieważ uważam, że jest całe mnóstwo tych, które wciąż czekają na swoją kolej. Jednak są takie historie, do których wraca się z prawdziwą przyjemnością i chociaż zna się już fabułę, to jednak wciąż jest ten dreszczyk emocji i ciary po plecach chodzą w trakcie lektury. Jedną z takich powieści jest "Klucz zagłady" Jamesa Rollinsa. Śmiem twierdzić, że cały cykl można spokojnie przeczytać kilka razy i się nie znudzić! 

Do tego jeszcze Wydawnictwo Albatros, ewidentnie czytając w moich myślach, wydało właśnie wznowienie, ponieważ poprzednie wydanie jest już praktycznie nie do zdobycia. Muszę przyznać, że obecna szata graficzna podoba mi się o niebo bardziej od poprzedniej. Cała seria pięknie prezentuje się na półce, choć jeszcze ciut brakuje mi do pełni szczęścia, czyli kompletu książek z tego cyklu. 

Warto czytać książki z tej serii kolejno, ponieważ autor zadbał również o warstwę obyczajową. Lubię wiedzieć, co słychać u poszczególnych bohaterów we właściwej chronologii, więc czasami zdarza mi się czekać naprawdę długo na kolejny tom jakiejś serii, którą czytam. Istnieje, rzecz jasna, niebezpieczeństwo, że nigdy się nie doczekam albo zapomnę, co było wcześniej, ale tutaj nie ma tego problemu. Kiedy tylko zaczyna się czytać, wszystkie wydarzenia układają się w głowie. Autor wplata w tekst informacje pomagające przypomnieć sobie, co działo się w poprzednich tomach. 


Sigma Force to jednostka, do której należą byli żołnierze sił specjalnych. Po odejściu ze służby studiowali różne dziedziny nauki, by móc pracować w terenie i rozwiązywać różne zagadki, najczęściej związane z tajemniczymi artefaktami. 
W tej części na czytelnika czekają trzy morderstwa na trzech kontynentach; w USA, Europie Południowej i Afryce Zachodniej. Co mają ze sobą wspólnego syn senatora, duchowny i profesor genetyki? Wszystkie ofiary łączy tajemniczy krzyż Druidów. 

Kto tym razem okaże się tym złym? Dlaczego pewnym ludziom zależy na odnalezieniu i przejęciu pewnej silnie toksycznej substancji? 
Komandor Gray Pierce wyrusza po raz kolejny w niebezpieczną podróż. Wraz z nim zagadkę rozwiązywać będzie Rachelle Verona. Kobieta dołącza do ekspedycji za sprawą pośredniego - poprzez jej wuja Vigora Veronę - połączenia z jedną z ofiar. I tym razem nie zabraknie problemów z Gildią i... Seichan. W sprawę zaangażuje się również Monk, który po pewnych perturbacjach powoli wraca do siebie i do służby. 

Rollins wplótł w tę historię również odrobinę miłości. Tak, tak, będzie wątek miłosny, ale nie nachalny. W sumie bez niego też byłoby spoko, ale jak tu nie wykorzystać okazji, skoro zarówno Rachelle, jak i Seichan miały swoje miejsce w sercu Graya? Jednak nie obawiajcie się, szybka akcja zwycięża ckliwe momenty. To znaczy tych ckliwych nie ma w ogóle :D 

Moja ulubiona postać to nadal Kowalski. Dlaczego? Zostawiam Wam dowody w postaci dwóch dialogów, w których bierze udział. Mam nadzieję, że ta postać w kolejnych tomach jeszcze się rozwinie :-)



Przygotujcie się na wiele wątków, które należy śledzić równocześnie. Skaczemy bowiem razem z bohaterami z miejsca na miejsce. Bez odrobiny skupienia ogarnięcie całości może być trudne, ale warto!   
   
James Rollins jest świetny w łączeniu fikcji z prawdą tak, że nie sposób się zorientować, gdzie jest granica. Jego wiedza jest wprost imponująca. Dopiero ostatnie strony książki dadzą odpowiedź na to, o było jedynie wytworem jego wyobraźni, a co prawdą.

czwartek, 8 marca 2018

"Siódma plaga" James Rollins - recenzja


Choć nie przeczytałam jeszcze wszystkich wcześniejszych tomów z cyklu Sigma Force, to nie mogłam przejść obojętnie obok jedenastego tomu, który właśnie ukazał się nakładem Wydawnictwa Albatros. Fantastyczna okładka, korespondująca z resztą aktualnie wydawanej serii, przyciąga wzrok. Ponieważ przeskoczyłam cztery tomy, trochę umknęło mi z warstwy obyczajowej, ale Rollins zdecydowanie bardziej skupia się na motywie głównym, związanym zawsze z jakimiś tajemnicami z przeszłości, których ujawnienie może zniszczyć świat. W związku z tym wcale mi te małe braki nie przeszkadzały w lekturze. 


Tym razem agenci Sigma Force muszą zmierzyć się z... biblijnymi plagami, a dokładniej z czymś, co je wywołało w dawnych czasach i właśnie zostało uwolnione ponownie. 
Grupa angielskich naukowców zaginęła w Sudanie. Nikt nie wie, co się wydarzyło ani co zdołali odkryć. Dwa lata później na pustyni zostaje znaleziony szef wyprawy, profesor McCabe. Jest w strasznym stanie i krótko po odnalezieniu umiera, zabierając tajemnicę do grobu. Podczas sekcji zwłok okazuje się, że jego ciało zostało poddane mumifikacji, a osoby, które miały z nim kontakt, zapadają na śmiertelną chorobę. Zasięg mikroorganizmu, który zagraża ludzkości jest ogromny. Światu grozi epidemia, którą tylko agenci Sigma Force mogą powstrzymać. Czy im się to uda? Czy wszyscy przetrwają swoje misje i wrócą bezpiecznie do domu? Gdzie odnajdą bezcenne antidotum? 

Moją ulubioną postacią w tym tomie stał się Kowalski. Nie dość, że nosi polskie nazwisko (autor ma polskie korzenie!), to jeszcze Rollins pozwolił mu na wyrażanie własnego zdania, co dało naprawdę świetny, niejednokrotnie humorystyczny, efekt. Z ogromną przyjemnością czekałam na sceny, w których Kowalski odgrywał choćby małą rólkę. 

"- Ma rację. W starożytnych świętych budowlach często były drogi ucieczki.
Derek spojrzał na jamę piersiową i z powrotem na łuk prowadzący do brzucha.
- Weszliśmy przez usta, więc jeśli ci budowniczowie znali się na anatomii...
Kowalski jęknął.
- No to będziemy w dupie."


Ciekawa mieszanka siły i wiedzy naukowej gwarantuje wiele emocji podczas lektury. Członkowie Sigma Force są bowiem agentami specjalnymi z wyjątkowym przygotowaniem naukowym. Mają głowy jak szafy gdańskie, co najmniej. Nawet nie próbowałam nadążyć za niektórymi wnioskami. Po prostu cieszyłam się lekturą, obserwując wysiłki wszystkich ekip, działających w różnych częściach świata. Tym razem walka z czasem trwała w Afryce i za kołem podbiegunowym. Oprócz poszukiwania antidotum na niebezpieczną i śmiertelną chorobę, agenci muszą poradzić sobie z szalonym miliarderem, który ubzdurał sobie, że - podobnie jak jego mistrz Nikola Tesla - przeprowadzi pewien eksperyment, który może wywołać nieodwracalne zniszczenia. 

Przy tym tomie, podobnie jak przy poprzednich, nie sposób się nudzić. Akcja gna do przodu cały czas, przyspieszając na ostatnich stronach do tempa rollercoastera. 

Zawsze bardzo mnie ciekawi, co z danego tomu było prawdziwe, a co powstało w głowie autora. Rollins daje czytelnikowi szansę na zorientowanie się w tym, zostawiając na końcu notę z wyjaśnieniami, co było faktem, a co fikcją.  

Moja ocena:



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros