Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Rumin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Rumin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 grudnia 2022

"Głosuj na Polaka!" Aleksandra Rumin - recenzja

Grzeszyn to spokojna wioska, jakich wiele w Polsce. Kiedy niespodziewanie zostaje uprowadzony wójt Mamrot, rozpoczynają się poszukiwania, które jednak nie dają pożądanych rezultatów. Ostatecznie wójt zostaje uznany za zmarłego, a zatem konieczne jest przeprowadzenie przedterminowych wyborów. Do walki o tak niespodziewanie zwolniony stołek wójta staje trzech mężczyzn, którzy chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego, na co się piszą. 

Lokalny arystokrata, były policjant i namaszczony przez obecną władzę przystojniak ze stolicy rozpoczynają wyścig polityczny. Nie brakuje im pomysłów na zjednanie sobie wyborców, nawet można rzec, iż ani kandydaci, ani ich współpracownicy nie przebierają w środkach. Po trupach do celu!

Bohaterowie zostali przedstawieni w krzywym zwierciadle, przez co śmieszą i bawią swoimi wypowiedziami, a płynnie zmieniające się wydarzenia rozkręcają akcję. Manipulacje, podkładanie sobie wzajemnie świni, ośmieszanie czy groźby to ich chleb powszedni. Śledząc losy trzech kandydatów na wójta i działania ich sztabów wyborczych, można dostrzec wiele porównań do współczesnego świata politycznego. Z drugiej strony trochę to straszne, kiedy człowiek uzmysłowi sobie, że jest częścią tego społeczeństwa, z którego żartuje autorka :-)

Dynamiczne dialogi pełne ironii i sarkazmu sprawiają, że książkę czyta się szybko. Może nie uśmiałam się do łez, ale książka zapewniła mi kilka godzin relaksu. 

Tytuł: "Głosuj na Polaka"
Autor: Aleksandra Rumin
Gatunek: komedia satyryczna
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 4/6

poniedziałek, 15 lutego 2021

"Zbrodnia na blokowisku" Aleksandra Rumin - recenzja

Czwarta powieść Aleksandry Rumin przeczytana. Nie trzeba ich czytać w kolejności wydawania, ponieważ nie łączą się fabularnie. Chociaż tom irlandzki trochę mnie rozczarował, blokowisko mogę polecić z czystym sumieniem. Jest śmiesznie i dynamicznie.

Kiedy Piotr Kasztelan, dziennikarz znany z rozjechania pewnej gwiazdy muzyki pop, rozpoczyna pracę w "Bielańczyku", gazecie lokalnej, nie ma pojęcia, co go wkrótce czeka i jakie będą tego konsekwencje. Pewnego wieczoru Kasztelan czeka na zwycięzcę konkursu, który ma odebrać wygrany sekator. Kiedy w drzwiach redakcji staje właściciel wydawnictwa Złota Rybka, Dagmar Homoncik, dziennikarzowi skacze ciśnienie. Mężczyzna odbiera nagrodę i wychodzi, a Kasztelan za nim. Tylko dziennikarz wie, z jakiego powodu spycha Homoncika z mostku prosto do płynącej pod nim rzeki. Wydawca upada tak nieszczęśliwie, że nabija się na wygrany sekator. Na szczęście nikt nie widział tej sceny, bo wszyscy oglądali mecz z Somalią. Ale czy dziennikarz na pewno może czuć się bezpiecznie? Kasztelan przestaje w to wierzyć, kiedy otwiera pierwszy anonim podrzucony do redakcji. Na kartce ktoś napisał tylko: "Wiem, co zrobiłeś".

Fabuła jest dynamiczna i pełna zabawnych sytuacji. Sporo wątków i sporo postaci może chwilami sprawiać wrażenie chaosu, ale książkę czyta się tak szybko, że wszystkie powiązania od razu układają się w głowie. Pomysł na intrygę kryminalną też jest ciekawy (rozwiązania możecie spodziewać się dopiero pod koniec powieści), chociaż muszę przyznać, że w przypadku komedii kryminalnych właściwie bardziej śledzę fragmenty komediowe niż kryminalne. Wśród tyle śmiesznych, co absurdalnych sytuacji najbardziej spodobała mi się scena, w której pewna kobieta wzięła zakładników, których przetrzymywała w bibliotece. Nie będę spojlerować i nie zdradzę, o co jej chodziło, ale scena naprawdę zacna.

Polecam na poprawę humoru i relaks. Czyta się świetnie, przygotujcie się na chichranie i parskanie.    

Tytuł: "Zbrodnia na blokowisku"
Autor: Aleksandra Rumin
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: INITIUM
Premiera: 20 lutego 2020

Moja ocena: 6/6

piątek, 8 stycznia 2021

"Zbrodnia po irlandzku" Aleksandra Rumin - recenzja

Po dwóch bardzo udanych spotkaniach z powieściami Aleksandry Rumin, postanowiłam przeczytać kolejną. Tym razem padło na "Zbrodnię po irlandzku". Ponieważ dwa poprzednie tomy były humorystyczne, tutaj również liczyłam na dobrą zabawę. Trudno powiedzieć, co zawiodło. Czy chodzi o to, że nie jestem zapaloną podróżniczką, więc szczegółowe opisy kolejnych dni wycieczki, rozpoczynające każdy rozdział, mnie nie interesowały, czy po prostu fabuła przytłaczała ilością wypadków, przypadających na każdego z bohaterów.

Właściciel biura turystycznego "Hej Wakacje" Rudolf Stanisławski organizuje konkurs dla klientów, w którym nagrodą jest voucher na wycieczkę "Szmaragdowa przygoda", czyli wyjazd do Irlandii. Zorganizowanie takiej wycieczki było marzeniem Rudolfa, ale niestety nie ma zbyt wielu chętnych. Ostatecznie zbiera się ośmioosobowa ekipa, której pilotem zostaje Tomasz Waciak. Mężczyzna o Irlandii nie wie nic i słabo zna angielski, za to jest dostępny, w przeciwieństwie do wszystkich innych pilotów, zatrudnionych w biurze Stanisławskiego. Jest tylko jedno małe "ale" - Tomek ma problem z alkoholem... 

Wycieczka jest objazdowa i ma trwać dziesięć dni. Program wyjazdu zapowiada się cudownie, ale kapryśna irlandzka pogoda wciąż wchodzi w paradę uczestnikom i pilotowi. I nie tylko ona. Bardzo szybko okazuje się bowiem, że nawet na niewinnej wycieczce zagranicznej można stracić życie. Waciak robi wszystko, co w jego mocy, by turyści przetrwali te dni w jednym kawałku. Bardzo pomocny okazuje się kierowca grupy, Alan, który na stałe mieszka z rodziną w Irlandii. 

Wachlarz osobowości w grupie wycieczkowiczów jest imponujący. Mamy tutaj między innymi psychiatrę Teodora, upierdliwą starszą panią, którą wszyscy za plecami nazywają Baronową Raszplą, tłustego prezesa Jelonka czy wytapetowaną ponad miarę Różyczkę. I wszyscy przeżywają swoje przygody, zatem fabuła naszpikowana jest do granic możliwości najdziwniejszymi sytuacjami. Ach, no tak, i jednak w ostatecznym rozrachunku nie wszyscy te przygody przeżyli...

Zdecydowanie nie tego się po tej powieści spodziewałam. Nie jestem zwolenniczką wycieczek grupowych i nie przepadam za błądzeniem palcem po mapie w poszukiwaniu zabytków zagranicznych krajów, więc wstępy z wymienianymi miejscami zwiedzania w każdym rozdziale omijałam. Ale okej, komuś innemu na pewno przypadną do gustu, szczególnie jeśli był w tych miejscach i wie, o co chodzi. 

Wciąż czekałam na humor, który poznałam w poprzednich dwóch tomach, ale z przykrością muszę stwierdzić, że się nie doczekałam. Jedynym jasnym promyczkiem tej historii jest wspomniana wcześniej Baronowa Raszpla, pani Maria Downar-Wiśniowiecka, która swoim zachowaniem przyprawiała wielu o apopleksję. Na okładce czytamy, że to ostra satyra na Polaków za granicą. Faktycznie, bardzo ostra. Polacy zostali przedstawieni jako wandale i przygłupy... No cóż, nie miałam okazji poczynić takich obserwacji, więc pozostawię to bez komentarza. Ostatni minus, który denerwował mnie od początku do końca lektury, to błędnie zapisywane nazwisko jednego z bohaterów. Pan prezes nazywał się Jelonek, jak sam przedstawił się na początku powieści, jednak w tekście uparcie przez caluteńki czas pojawiało się nazwisko Jelinek, a prawidłowy zapis: Jelonek powracał tu i ówdzie, jakby przypadkiem...

Mam nadzieję, że "Zbrodnia na blokowisku", która czeka w kolejce na lekturę, odczaruje mi tę serię.

Tytuł: "Zbrodnia po irlandzku"
Autor: Aleksandra Rumin
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 3/6

sobota, 12 grudnia 2020

"Zbrodnia i Karaś" Aleksandra Rumin - recenzja

Właśnie skończyłam kolejną powieść kryminalną z humorem autorstwa Aleksandry Rumin, więc od razu spieszę, by podzielić się wrażeniami z lektury. "Zbrodnia i Karaś" to debiut autorki, po który sięgnęłam zachęcona najnowszą powieścią pt. "Zbrodnia po polsku" (premiera: 20 września 2020).

Ernest Karaś to nieszczególnie lubiany pracownik Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Kiedy pewnego dnia zostaje znaleziony martwy w uczelnianej łazience, wielu z jego współpracowników oraz studentów po cichu cieszy się z takiego obrotu sprawy. W budynku przebywało tylko dziesięć osób. Czy którejś z nich mogło zależeć na śmierci Karasia? Okazuje się, że właściwie każdy z nich mógł mieć motyw, chociaż ze sposobnością trochę gorzej. Śledztwo jednak trwało krótko, ponieważ policja zdecydowała, że Karaś zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Czy tak było w rzeczywistości?

Bohaterowie powieści różnią się między sobą charakterologicznie, zatem nie wieje nudą. Ich dialogi są dynamiczne i pełne humoru. Wprawdzie nie ma tu typowego wątku śledztwa, ale w sumie pomysł na tę historię i tak jest ciekawy, więc nie brakowało mi kryminalnej pracy policji. Trzeba pamiętać o tym, że to nie jest typowy kryminał, tylko komedia kryminalna, więc należałoby oczekiwać bardziej humoru niż krwawych szczegółów zbrodni. I to właśnie dostajemy w powieści. Poza tym zdradzę jeszcze, że maskotką uczelni jest sympatyczny kot Stefan, a na korytarzach Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych pojawi się także duch. I ani słowa więcej w tym temacie :D  

Książka podzielona jest na rozdziały przypisane do poszczególnych bohaterów. Wydaje się to być dobrym pomysłem, ponieważ porządkuje fabułę i ukierunkowuje myśli czytelnika na konkretne wątki. Poznajemy postacie i ich powiązania, śledzimy ich życie prywatne i podejmowane decyzje. Lubię taki porządek. O wiele łatwiej mi się wtedy wciągnąć w lekturę. I tak było tym razem. Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do ostatniej strony, chociaż nie obyło się bez chochlików w tekście. 

Jeśli potrzebujecie zabawnej i lekkiej lektury, która poprawi Wam nastrój i pozwoli zapomnieć na chwilę o szaleństwach współczesnego świata, ta powieść będzie idealna. Zdecydowanie polecam.         

Tytuł: "Zbrodnia i Karaś"
Autor: Aleksandra Rumin
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 288
Wydawnictw: Initium

Moja ocena: 5/6


piątek, 20 listopada 2020

"Zbrodnia po polsku" Aleksandra Rumin - recenzja

Powieść "Zbrodnia po polsku" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Rumin. Okładka, dość nietypowa, wydała mi się zapowiedzią czegoś interesującego. Czy miałam rację?

Otóż, na wstępie dowiadujemy się, że: "Dobry węzeł to podstawa". Później, z każdą kolejną stroną, jest tylko lepiej. Komisarz Jan Polak zostaje wezwany na miejsce zbrodni. Zbrodni makabrycznej, której ofiarą jest pewna młoda kobieta. Dowodami w sprawie są tutaj bociany i tekst pieśni patriotycznej. Dlaczego? Tego nikt nie wie. No, może poza szalonym profilerem po zagranicznych kursach. Rozpoczyna się śledztwo, w którym udział bierze silna grupa pod wezwaniem z warszawskiego komisariatu. Specjaliści pierwszej wody robią wszystko, by jak najszybciej schwytać niebezpiecznego zabójcę, prawdopodobnie wariata... Czy uda im się wyprzedzić jego kroki i uratować inne zagrożone kobiety? Jakiego klucza używa morderca, wybierając ofiary? Komu uda się odkryć, kim jest "Prawdziwy Polak" i co z tego wyniknie?

Akcja powieści zamyka się w kilku dniach, co nie znaczy jednak, że dzieje się niewiele. Jest wręcz przeciwnie. Fabuła składa się z kilku przeplatających się wątków. Dotyczą one zarówno prowadzonego śledztwa, jak i życia osobistego komisarza Polaka. Sama nie wiem, w którym jest więcej humoru. Chyba pozostaje mi stwierdzić, że są wyważone, bo przy obu można się pośmiać podczas lektury.  

Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Od pierwszych stron czytało mi się świetnie, a bohaterowie skradli moje serce. Chyba najbardziej urzekł mnie Kowalski (Ciekawe, że to już druga książka, w której spodobał mi się bohater o takim nazwisku :D Druga seria to powieści przygodowe Jamesa Rollinsa), ale również Ola, córka Polaka, to niezła agentka. W życiu nie zgadniecie, jak dziewczyna ma na imię ;-)

Jedyne, co mi przez chwilę przeszkadzało podczas lektury, to brak większych marginesów. Książka ma je w wersji oszczędnej. Ale jak już się wkręciłam w akcję, to zapomniałam o marginesach :D

Jeśli potrzebujecie resetu i kilku godzin z książką, przy której nie sposób się nie chichrać, to zdecydowanie polecam tę powieść! 

Tytuł: "Zbrodnia po polsku"
Autor: Aleksandra Rumin
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Initium

Moja ocena: 6/6