Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UROBOROS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UROBOROS. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 września 2022

"Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony" antologia - recenzja

Ciągle powtarzam, że nie przepadam za opowiadaniami. To tak krótka forma, że nie sposób się zżyć z bohaterami. No, chyba że opowiadanie jest uzupełnieniem szerszej powieści. "Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony" to niezwiązane z innymi powieściami historie opowiadające losy ludzi i stających na ich drodze słowiańskich potworów.

Fantastyczna, przyciągająca wzrok okładka zapowiada sporo emocji. Osiem opowiadań, osiem słowiańskich historii, z których właściwie tylko jedno opowiadanie kompletnie nie przypadło mi do gustu i do tej pory nie rozumiem, jak znalazło się w tym zbiorze...

Wśród dostępnych w antologii opowiadań moją uwagę zwrócił tekst Marty Krajewskiej "Jezioro cię kocha", a także "Dziewanna i Księżyc" Anny Szumacher. Przyjemnie mi się czytało historię o studentach archeologach, których zwiodła na manowce pewna bogini. Pozostałe opowiadania mówią o problemach ludzi, którym musi zaradzić szeptucha, Wiedząca. Najbardziej humorystyczne było według mnie opowiadanie "Szpetucha" Jagny Rolskiej. Już sam tytuł zapowiada ciekawy pomysł i zabawną wersję wiedzącej.     

Niewiele z tych opowiadań zostało mi w pamięci. Cóż, napisanie dobrego opowiadania to naprawdę sztuka. Nie każdemu jest dana taka możliwość. 

Podsumowując, nie jest źle, ale wiele wykorzystanych tutaj pomysłów nie dostało szansy na rozwinięcie skrzydeł.

Tytuł: "Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony"
Autorzy: Rafał Dębski, Marta Krajewska, Katarzyna Berenika Miszczuk, Marcin Mortka, Marcin Podlewski, Jagna Rolska, Marta Raduchowska, Anna Szumacher
Gatunek: opowiadania z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 415
Wydawnictwo: UROBOROS

Moja ocena: 3/6

sobota, 29 lutego 2020

„Płacz” Marta Kisiel - [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]


W tekście znajdują się odniesienia do poprzednich tomów trylogii.

Trzeci tom cyklu wrocławskiego skończył się zdecydowanie za szybko. To znaczy wiecie, fabuła ma zakończenie, wątki zostały domknięte, ale chodzi mi o to, że przeczytałam ją piorunem! Ale nie ma się co dziwić, w końcu to powieść Ałtorki, której historie są wciągające i nieprzewidywalne. Człowiek czyta coraz szybciej, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się za chwilę i takie będą efekty niesamowitej wyobraźni Marty Kisiel.

Kolejne tomy trylogii łączą się płynnie, choć mają pomieszaną chronologię. Pierwsza jest „Toń”, w której poznajemy trzy Sternówny, siostry Dżusi i Eleonorę oraz ich ciotkę, Klarę. Dżusi wywija pewien numer, w którym uczestniczy tajemniczy antykwariusz Ramzes. Siostry ruszają w pogoń za mężczyzną, z czego wynikną różne zaskakujące sytuacje. W finale pojawia się Salomea, o której przeczytamy w tomie drugim pt. „Nomen omen”. Tam dziewczyna wraz z bratem Niedasiem będzie prowadzić pewne odrobinę przerażające poszukiwania. Co ciekawe, akcja tomu drugiego rozgrywa się wcześniej niż wydarzenia opisane w tomie pierwszym. Trzecia część to klamra spinająca wszystkie tomy w elegancką, choć dość pokręconą, całość. Zanim jednak ta całość pojawi się w finale w pełnej krasie, wydarzy się dużo realistyczno-fantastycznych sytuacji.

Eleonora znika bez śladu. Ramzes również jest nieosiągalny. Jadwiga i Matylda, dwie mojry, muszą nauczyć się żyć bez trzeciej siostry. Dżusi zaś stanie wobec całkiem nowego wyzwania. Kiedy w telefonie sióstr Bolesnych znów odzywają się głosy, kobiety wiedzą już, że dzieje się coś złego. Wzywają na pomoc pewnego zegarmistrza, który przyzwyczaił się już do ich dość nietypowych działań. Silna grupa pod wezwaniem wyrusza w Góry Sowie, by tam szukać odpowiedzi na cały wachlarz pytań. Zagadki i tajemnice to w końcu ich chleb powszedni, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

W tym tomie na czytelników czekają wydarzenia z czasów II Wojny Światowej, ale pojawi się również powiązanie z wiekiem dziewiętnastym, więc bądźcie czujni. Kto zanurkuje w przeszłości i po co? Kogo lub czego będzie szukać ekipa ratunkowa? Czy wszyscy wyjdą zwycięsko z podjętej akcji?   

Marta Kisiel podzieliła swoją powieść na rozdziały Teraz i Przedtem. Dzięki temu trzyma w napięciu cały czas. Taka przeplatanka nie daje szans na oddech, bo człowiek koniecznie chce wiedzieć, co dalej, CO DALEJ!? Można dostać zadyszki, ale co zrobić, wiadomo, że Marta Kisiel potrafi nie tylko w atmosferę, ale także w sytuacje urwane z choinki. Kiedy decydujemy się na lekturę jej książek, trzeba je brać w pakiecie z dreszczem ekscytacji i wielopoziomową fabułą, która nie jest taką sobie zwykłą fantastyczną historyjką, ale zawiera duży ładunek psychologiczny i historyczny.

Koniecznie sięgnijcie po tę trylogię, ponieważ za chwilę (PREMIERA „PŁACZU” już 11 marca) będziecie mogli przeczytać ciągiem całość. To zdecydowanie ułatwi ogarnięcie fabuły :D
Aha, zapomniałam dodać. Niesamowicie podobały mi się wplecione w tekst fragmenty ze znanych powieści, filmów i pewnie jeszcze innych tworów, których nie wyłapałam J Była to dla mnie dodatkowa atrakcja podczas lektury.

Tytuł: „Płacz”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 316
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: cykl wrocławski, tom 3

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros

czwartek, 20 lutego 2020

„Instytut” K.C.Archer - recenzja



Nie byłam pewna czy „Instytut” przypadnie mi do gustu, ponieważ na pierwszy rzut oka książka wygląda na literaturę młodzieżową. I owszem, po lekturze uważam, że jej fabuła wpasowałaby się w gusta nastolatków, ale na pewno zainteresuje również starszych czytelników.

Theodora Delaney Cannon to nietypowa dwudziestokilkulatka, która od zawsze pakowała się w kłopoty. Jej rodzice wykazywali się świętą cierpliwością, znosząc wszystkie jej ekscesy, włącznie z wydaleniem ze studiów i poważnym problemem z hazardem. Kiedy dziewczyna ląduje z ogromnym długiem, który musi spłacić niejakiemu Siergiejowi, decyduje się w przebraniu wejść do kasyna i wygrać te pieniądze. Radzi sobie świetnie, do czasu, aż przy stole do pokera dzieje się coś, czego Teddy kompletnie nie rozumie. Pojawia się przy niej nieznajomy, który w jakiś magiczny sposób sprawia, że goniące ją zbiry tracą zainteresowanie, a ona ucieka. Co ciekawe, mężczyzna przedstawia się jako Clint Corbett - wykładowca w Instytucie Szkoleń i Rozwoju Egzekwowania Prawa imienia Whitfielda. Teddy wietrzy podstęp. Kto by w końcu nie był podejrzliwy w takiej sytuacji? Co to za dziwaczna szkoła? Czego ten gość od niej chce? Po co proponuje jej miejsce w szkole, o której nigdy nie słyszała?

Teddy ma pewne zdolności, których nie jest świadoma. Nie wie, że to one pozwalają jej wygrywać w pokera. I właśnie ta jej niezwykłość sprawiła, że Clint zaproponował jej naukę w Instytucie. Sporą motywacją była dla dziewczyny obietnica, że jeśli pojedzie z nim do Whitfielda, jej dług u Siergieja zostanie anulowany, a rodzice będą bezpieczni. Podejmuje ryzyko i wyrusza w nieznane. Teddy całe życie polegała na swoich instynktach i dzięki nim podejmowała decyzje, tymczasem w tej szkole nie jest to możliwe. Musi zacząć ufać ludziom. Odkrycie to jest dla niej szokujące i trudne do zaakceptowania. W nowej szkole poznaje nowych ludzi, którzy z czasem stają się jej przyjaciółmi. Jednak zanim to nastąpi, minie sporo czasu i wiele się wydarzy.  

Fabuła mnie wciągnęła, a podczas lektury przyszły mi do głowy dwie inne książki, które w pewnym stopniu wydają mi się podobne do „Instytutu”. Mam na myśli „Wariant” Robisona Wellsa i „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins. Może dodałabym jeszcze jakiś pierwiastek z Hogwartu.

Nie jest to powieść dla wymagających czytelników. Myślę, że chodzi w niej głównie o to, żeby dobrze się bawić podczas lektury. Ten warunek został spełniony, czytało mi się ją świetnie i mam nadzieję, że będę mogła przeczytać kolejne tomy, ponieważ to dopiero początek cyklu.

Tytuł: „Instytut”
Autor: K.C.Archer
Gatunek: science fiction
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros
Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Uroboros

czwartek, 28 lutego 2019

"Oczy uroczne" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]




Na cykl Dożywocie składają się obecnie cztery publikacje. Po pierwszym i drugim tomie następuje tom o nietypowej numeracji 2.5 - "Szaławiła". Kolejne są "Oczy uroczne", czyli dalszy ciąg wspomnianego szaławiłowego opowiadania.

O fabule tego tomu pisać nie będę, ponieważ jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, to nie chciałabym psuć mu tej przyjemności.

Główną bohaterką powieści jest Oda Kręciszewska, lekarka kochająca swój nowy dom, zbudowany na odludziu, dokładnie w miejscu Lichotki, która poszła z dymem. Jest również Roch, często chmurny i milczący mężczyzna, który z oddaniem wypełnia powierzone mu zadania. 
Moje serce skradł Bazyl, ewidentnie. Czort nad czorty, najlepszy z możliwych! Jego wada wymowy sprawiła, że musiałam się wyjątkowo skupić na lekturze, ale to była ogromna przyjemność. Myślę, że mogę go spokojnie postawić na jednym szczebelku wraz z pewnym przesłodkim Lichem ;-)
Jest jeszcze kilka innych interesujących postaci, które nadają tej historii niepowtarzalnego klimatu. I żeby była jasność... Nie znacie dnia, ani godziny, w której okazać się może, że nie każdy jest tym, za kogo się podaje. 

Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Gładkie zdania sprawiają, że powieść czyta się naprawdę szybko (wyłączając wypowiedzi Bazyla :D) i z dużą przyjemnością. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe wydarzenia, nie ma czasu na nudę. 
Wprawdzie w wypowiedziach Ałtorki (pisownia zamierzona) pojawia się trochę straszne słowo "domknięcie", jednak tak sobie myślę, że wprawdzie odczuwam smutek z powodu zakończenia tej serii, ale z drugiej strony Marta Kisiel, ze swoją wyobraźnią bez granic, nie wytrzymałaby bez tworzenia dla nas, czytelników, kolejnych niezwykłych historii i równie niecodziennych bohaterów, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać... ;-)

Poniżej próbka możliwości językowych Bazyla:





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu UROBOROS

poniedziałek, 31 grudnia 2018

"Gdzie śpiewają diabły" Magdalena Kubasiewicz - recenzja


Nie jestem pewna, czy powinnam oceniać książki z tego gatunku, ponieważ bardzo rzadko je czytam, więc mam niewielkie porównanie. Ale spróbuję i zobaczymy, co mi z tego wyjdzie :-)

niedziela, 7 października 2018

"Pierwsze słowo" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]





Najnowsza książka Marty Kisiel będzie miała swoją premierę dopiero za 10 dni. Miałam jednak okazję już ją przeczytać i muszę Wam powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Uprzedzam, że to będzie całkowicie subiektywna opinia, ponieważ bardzo odpowiada mi styl autorki i z ogromną przyjemnością sięgam po wszystkie historie wychodzące spod jej pióra, również po ostatnią historię Niebożątka, napisaną dla dzieci. Ale przejdźmy do rzeczy... 

Opowiadania to nie jest mój ulubiony gatunek literacki. Jednak po lekturze "Pierwszego słowa" muszę stwierdzić, iż odkryłam zupełnie nowy gatunek, a mianowicie "opowiadania Marty Kisiel". Z całą pewnością stwierdzam, że te krótkie formy, traktujące każda o czymś innym, stanowią same w sobie tak spójną i dopracowaną całość, że czytając je ma się nadzieję, że autorka pewnego dnia weźmie na warsztat każde z nich i rozbuduje, pisząc na ich podstawie regularną powieść. To niesamowite, że można na tak niewielu stronach zmieścić wszystko, czego wymaga dobra historia. Zatem, w każdym tytule mamy odpowiedni dla fabuły klimat, zarys świata, w którym rozgrywa się akcja, trójwymiarowych bohaterów i zaskakujący finał. Czegóż chcieć więcej? No, może właśnie tej rozbudowanej wersji każdego opowiadania ;-) 


W książce spotkamy między innymi znanych nam już bohaterów z "Dożywocia" i "Szaławiły", a także teksty, które ukazały się w dwóch antologiach wydanych przez Fabrykę Słów w 2007 i 2009 roku oraz historie publikowane w czasopiśmie "Science fiction, Fantasy & Horror". Dla mnie to była nie lada gratka, ponieważ odkryłam twórczość Marty Kisiel stosunkowo niedawno i wcześniejszych opowiadań nie czytałam. A dzięki tej publikacji mogłam zacząć niejako od początku, bo zawartość "Pierwszego słowa" rozpoczyna debiut literacki autorki pt. "Rozmowa dyskwalifikacyjna", od którego wszystko się zaczęło. Sama autorka zaś określa tę publikację jako przekrój jej twórczości. Porównując opowiadania według umieszczenia ich w książce można dostrzec, jak na przestrzeni lat zmieniał się warsztat pisarski autorki. Nie robiłam tego jednak, ponieważ nie chciałam skupiać się na analizowaniu czegokolwiek, tylko czerpać przyjemność z lektury. 

Nie zdradzając treści poszczególnych opowiadań mogę napisać, że były momenty do śmiechu, ale były i takie, kiedy włos jeżył mi się na głowie, a i gęsia skórka się pojawiała. Dreszcz emocji podczas czytania gwarantowany!

Wielbiciele mieszkańców willi Lichotki mogą się mocno zdziwić poziomem mroku w niektórych opowiadaniach. Znajdą tu bowiem również historie o zupełnie innym klimacie i atmosferze odbiegającej znacznie od anielskiego miłośnika porządków i bamboszków czy nieszczęsnego wielokrotnego samobójcy. Zresztą, co ja Was będę tu przekonywać. Kto poznał chociaż jedną historię opisaną przez Martę Kisiel, nie poprzestanie na niej na pewno. Humor, czasami czarny, ironia, zabawne dialogi, charakterne postaci, zaskakujące zakończenia i lekkość pióra - to charakterystyczne elementy twórczości tej autorki, które cenię sobie najbardziej.

Tę książkę po prostu należy przeczytać. I już :-)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu UROBOROS

piątek, 10 sierpnia 2018

Nowe wydania powieści K.B. Miszczuk już wkrótce! - [ZAPOWIEDŹ]

Już 22 sierpnia po kilku latach nieobecności do księgarń powrócą nowe wydania pierwszych powieści autorki bestsellerowej „Szeptuchy” – „Wilk”, „Wilczyca”, a także „Druga Szansa”. 

„Wilk” i „Wilczyca” to dwie powieści o przygodach Margo Cook. Wszystko zaczyna się od przeprowadzki głównej bohaterki z Nowego Jorku do prowincjonalnego miasteczka Wolftown. Dla Margo to koniec świata. Dziewczyna nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości, w dodatku nieustannie dręczą ją koszmary, w których ucieka przed tajemniczym prześladowcą. W szkole poznaje lekko zwariowaną Ivette Reno oraz przystojnego Maksa Stone’a. Pewnego dnia okazuje się, że pozornie spokojne życie w niewielkiej miejscowości skrywa pewien sekret. Przyjaciele postanawiają wspólnie stawić czoła niebezpieczeństwu i dowiedzieć się, co takiego dzieje się za betonowymi murami tajemniczego Instytutu. 

„Druga Szansa” to intrygująca historia rodem z sennego koszmaru. Julia budzi się w pokoju, którego nie zna – co gorsza, nie poznaje własnego odbicia w lustrze i nie może przypomnieć sobie swojego imienia. Z czasem dowiaduje się, że cała jej rodzina zginęła w pożarze – jedynie Julii udało się przeżyć, ale wskutek odniesionych obrażeń straciła pamięć. I choć nazwa ośrodka – Druga Szansa – powinna napawać nadzieją, w szpitalu dzieją się dziwne rzeczy. Co myśleć o kobiecie, która nieustannie przepowiada Julii śmierć, niepokojących szeptach i pojawiającej się nagle tajemniczej dziewczynie? Co robić w sytuacji, gdy nie można zaufać nawet sobie? 

Wszystkie trzy powieści aż do ostatniej strony trzymają czytelnika w napięciu, wciągając w świat z pogranicza rzeczywistości i upiornej fantazji, dając dowód niezwykłej wyobraźni autorki serii „Kwiat paproci”. Wartka akcja i stopniowo odkrywana przez bohaterów tajemnica sprawiają, że od książek nie można się oderwać. 

Katarzyna Berenika Miszczuk – z wykształcenia jest lekarką. Ma w swoim dorobku kilkanaście książek, w tym między innymi powieści „Ja, diablica” (2010), „Ja, anielica” (2011) oraz „Ja, potępiona” (2012) z serii diabelsko-anielskiej, a także bestsellerową „Szeptuchę” (2016, Książka Roku 2016 w plebiscycie lubimyczytac.pl), „Noc Kupały” (2016), „Żercę” (2017, Książka Roku 2017 w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl) oraz najnowszą – „Przesilenie” z cyklu „Kwiat paproci”. W 2017 roku ukazał się także thriller jej autorstwa, którego akcja toczy się na warszawskim oddziale psychiatrii – „Obsesja”. 

[fragment powieści „Wilk”] 

Nie oglądałam się za siebie. W ciszy nocy słyszałam tylko swój świszczący oddech i szelest liści. Zagłębiając się coraz bardziej w ciemność ogromnego lasu, mijałam w biegu wysokie stare drzewa. Nagle coś za mną zatrzeszczało. Chociaż bardzo chciałam, nie mogłam się odwrócić. Przyspieszyłam tylko. Bardziej wyczuwałam, niż słyszałam, że ktoś lub coś biegnie parę kroków za mną. Coraz bliżej! Poczułam ciepły oddech na karku… Potknęłam się o wystający korzeń. Przerażona upadłam, kalecząc ręce, i zaczęłam głośno krzyczeć…

czwartek, 9 sierpnia 2018

"Alyssa i czary" A.G.Howard - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Okładka powieści A.G.Howard "Alyssa i czary" mnie... zaczarowała. Znowu uległam podszeptom intuicji i postanowiłam przeczytać tę książkę, choć fantasy niekoniecznie mieści się wśród moich ukochanych gatunków literackich. Jednak z tą powieścią sprawa ma się trochę inaczej, ponieważ jest to właściwie dark fantasy, więc trochę różni się od bajkowych historii o wróżkach, elfach i innych  magicznych stworzeniach. Ponadto jest to pierwszy tom cyklu, więc jestem ciekawa jakie przygody czekają jeszcze na Alyssę.

Autorka, zafascynowana powieścią Lewisa Carrolla, wykorzystała motyw przygód Alicji w swojej książce. Jak ma się ta historia do powieści Carrolla? Nie czytałam "Alicji w Krainie Czarów", ale coś tam pamiętam z filmów, które miałam okazję obejrzeć. Pewnie powinnam się doszkolić przed lekturą Alyssy, by móc porównać obie historie, ale stwierdziłam, że bez tej wiedzy też dam radę ;-) 
Ciekawe jest również to, że A.G.Howard opisała przygody Alyssy pracując w szkolnej bibliotece. To również moje miejsce pracy, więc kto wie, czy też kiedyś czegoś nie napiszę :D

Głównych bohaterów mamy troje. 
Tytułowa Alyssa Gardner to nastolatka, która każdego dnia zmaga się z urojeniami. Słyszy owady i rośliny. Rówieśnicy traktują ją jak dziwadło i przy każdej okazji stroją sobie żarty z niej i jej pokrewieństwa z Alicją Liddell, będącą inspiracją dla autora przygód Alicji w Krainie Czarów. Alyssa tworzy mozaiki z owadów, które do tego celu uśmierca. Tylko w ten sposób bowiem może je uciszyć. Jej matka, Alison, przebywa w ośrodku dla nerwowo chorych. Powodem są podobne urojenia, jak te, które ma Al. Czy to przypadek? Matka dziewczyny utrzymuje, że nad kobietami w ich rodzinie ciąży klątwa... 

"Począwszy od Alicji, członkowie mojej rodziny byli obłąkani. Czy to możliwe, żeby Alicja naprawdę wpadła do króliczej nory, a potem wróciła i opowiedziała tę historię, jednak po tym, czego doświadczyła, nigdy już nie była taka sama jak dawniej?" 

Jebediah Holt to przyjaciel Alyssy. Możliwe, że nawet trochę więcej niż przyjaciel, tylko że chłopak jest związany z inną, a Alyssę traktuje jak siostrę, którą się opiekuje. Jest to bohater wprost idealny. Przystojny, wysportowany, szarmancki i odważny. Wskoczyłby za Alyssą w ogień. I nie tylko, co udowadnia w powieści. I wszystko byłoby super, gdyby tylko zdrobnienie jego imienia, używane w całej praktycznie książce, nie brzmiało Jeb :D

Morpheus to ten zły. Chociaż chyba nie do końca. Nie zdradzę, po której stronie całej tej historii ostatecznie się opowiedział. W każdym razie nie mogłam się do niego przekonać i raczej to nie nastąpi, bo chociaż opisany jest w książce jako przystojniak pełen czaru, to jednak odstręczały mnie cały czas wielkie skrzydła, jak u ćmy, którymi dysponował jako netherling. 

Oprócz tych trzech postaci mamy jeszcze cały wachlarz fantastycznie opisanych mieszkańców Krainy Czarów, a są to m.in. Grólik Biały, Grenadyna, Czerwona Królowa, Królowa Ivora czy Dżabrokłap (złoty medal dla tłumacza!). Autorka nie zostawiła żadnego bohatera bez opieki. Wszyscy są barwni i zwariowani. Nie spodziewajcie się jednak, że będą tak słodcy, jak ci z powieści Carrolla. Niezwykle plastyczne opisy pozwalają sobie wyobrazić zarówno ich wszystkich, jak i wnętrza, w których przebywają.  

Akcja powieści jest wartka i zaskakująca. Im bliżej zakończenia, tym bardziej chce się je poznać. Alyssa staje przed bardzo trudnym zadaniem. Jej mama ma zostać poddana terapii elektrowstrząsowej. Dziewczyna chce temu zapobiec, ponieważ tylko ona wierzy w to, że tak naprawdę kobieta jest zdrowa. Aby uchronić matkę przed niepotrzebnym cierpieniem, Alyssa decyduje się odnaleźć króliczą norę i naprawić błędy, które 75 lat wcześniej popełniła Alicja, będąc w Krainie Czarów. Czy uda jej się zrealizować ten plan? Jakie niebezpieczeństwa na nią czekają? Kto okaże się sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Tego dowiecie się podczas lektury!  

"Może w ogóle nigdy nie wybrałam się do Krainy Czarów. Może to wszystko mi się tylko przyśniło..."

"Ciach, ciach, ciach".


poniedziałek, 14 maja 2018

"Toń" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Zupełnie nie wiedziałam, czego spodziewać się po nowej powieści Marty Kisiel. Lektura poprzednich jej książek sprawiła, że autorka ta (a właściwie ałtorka) zakotwiczyła w mojej głowie gdzieś w okolicach zabawnych perypetii i zwariowanych bohaterów, z których większość w rzeczywistym świecie nie istnieje. Co pisarka zaserwowała nam tym razem? Obserwując komentarze promujące książkę stworzyłam sobie ostrożnie jaki taki obraz tego, co mnie czeka. I już po kilku pierwszych rozdziałach zorientowałam się, że w moich domysłach poszłam w zupełnie innym kierunku. Spodziewałam się bowiem kryminału. W końcu Uroboros pisał, że nowa powieść będzie "tym razem na serio", do tego jeszcze miały być krwawe atrakcje. Po etapie zakochania w bohaterach cyklu "Dożywocie" nie byłam pewna, czy chcę czytać "poważną" Martę Kisiel, ale zaryzykowałam.  

Akcja powieści rozgrywa się we Wrocławiu, gdzie mieszkają trzy Sternówny. A właściwie aktualnie tylko dwie, gdyż trzecia - Dżusi - wyjechała studiować. Na prośbę ciotki Klary wraca jednak do domu po trzech latach nieobecności, by pomóc siostrze, Eleonorze, w dopilnowaniu mieszkania pod nieobecność ciotki. Klara wpoiła bratanicom trzy zasady postępowania, dzięki którym wszystkie trzy mogły bezpiecznie żyć. Jednak nigdy nie wyjaśniała im, po co muszą tych zasad przestrzegać. Do tego atmosfera ich domu od zawsze była wyjątkowo dziwna i tajemnicza, a rodzice dziewcząt zaginęli wiele lat temu bez wieści. Klara ewidentnie coś ukrywa, co bardzo irytuje Dżusi. Eleonora zna część tajemnicy, ale nie wie wszystkiego. Kiedy więc pod nieobecność starszej z sióstr do drzwi puka wyjątkowo urokliwy antykwariusz, Dżusi, nie zważając na jedną z zasad, mówiącą, by pod żadnym pozorem nie wpuszczać nikogo do mieszkania, zaprasza mężczyznę do środka. Okazuje się, że człowiek ten miał coś odnaleźć dla Klary, a w zamian ona obiecała mu jakiś przedmiot. Bardzo zmartwił się informacją, że kobieta wraca dopiero za trzy tygodnie. Ostatecznie więc Dżusi pomogła mu znaleźć wspomniany przedmiot wśród rzeczy ciotki. I w tym momencie ruszyła machina niesamowitych zdarzeń, z podróżami w czasie włącznie. Siostry bowiem postanowiły odnaleźć nieznajomego i odzyskać pudełeczko z zabranym przedmiotem.  Czy im się to uda? Czy zdążą wytropić antykwariusza przed powrotem ciotki? Kim jest Gerd i w jaki sposób jest związany z całą tą sytuacją? I w końcu, o co chodzi ze zniknięciem państwa Sternów, ciekawską sąsiadką i jej wnukiem oraz tajemniczym zegarem z pokoju ciotki?
Rzeczywiście, nie jest to komedia pomyłek. To historia, w której znajdziemy elementy humorystyczne, ale większy nacisk położony został na relacje międzyludzkie i różne "trupy w szafie", zarówno współczesne, jak i te historycznie odległe. 


Autorka opisała swoich bohaterów tak plastycznie, że czytając można sobie ich bez problemu wyobrazić. 
Ucieszyłam się bardzo, kiedy wśród postaci "Toni" odnalazłam aż trzy znane z wcześniejszych książek bohaterki. O kogo chodzi? Nie zdradzę, bo to byłby spojler, a tego Wam nie zrobię :-)
Wciąż w temacie postaci mogę jednak napisać, że bardzo lubię książki, w których występują bibliotekarze i antykwariusze. A już szczególnie podoba mi się, kiedy bohaterowie ci chociaż odrobinę odstają od ogólnie pojętej normy. Takie zboczenie zawodowe ;-) Tutaj zaś postać Eleonory jest po prostu genialna! Pedantyczna do bólu, punktualna bardziej niż szwajcarski zegarek, odpowiedzialna i zdyscyplinowana tak bardzo, że czytelnik obserwując ją zgrzyta czasem zębami. Oto cała Eleonora. Majstersztyk. 

Nie do końca zgodzę się z jednym hasłem promującym książkę. Rodzinne sekrety - tak, podróże w czasie i ukryte skarby - również tak, ale co do tej wyeksponowanej najbardziej "krwawej historii Dolnego Śląska", to mam wrażenie, że jednak ten wątek nie jest aż tak krwawy, jak by na to wskazywała wycapsowana czcionka. Albo po prostu inaczej rozumiem pojęcie "krwawych historii". I za to urywam jeden punkt. Poza tym drobiazgiem jednak czytało mi się świetnie i bardzo spodobała mi się ta nowa odsłona Marty Kisiel. Ciekawe, czy będzie dalszy ciąg... ;-)

Premiera już 23 maja 2018! Jest na co czekać ;-) 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Uroboros

piątek, 8 grudnia 2017

"Szaławiła" Marta Kisiel - recenzja

Tytuł: "Szaławiła"

Autor: Marta Kisiel
Gatunek:opowiadanie
Liczba stron: 63
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Dożywocie, tom 2.5


Skojarzynki

czort * nowy dom * słowiańskie klimaty


Kim jest szaławiła? Słownik Języka Polskiego informuje, że to żartobliwe określenie lekkomyślnego mężczyzny lub lekkomyślnej kobiety. 
Główną bohaterką tego (stanowczo zbyt) krótkiego opowiadania jest doktor Oda Kręciszewska. Lubi chodzić swoimi drogami oraz decydować sama o sobie i wszystkim, co jej dotyczy. Kiedy po śmierci matki kupuje dziwnie tani kawałek ziemi i stawia na nim dom, nie spodziewa się, co ją tam czeka. Wam może coś zaświta, kiedy zdradzę, że na terenie zakupionym przez Odę stała kiedyś willa Lichotka. I wszystko jasne, prawda? To miejsce po prostu nie jest zwyczajne, podobnie zresztą, jak Oda. Ona również nie jest... albo nie, nie napiszę nic więcej, bo jeszcze jedno słowo i zdradzę zbyt wiele. 
Obrazu całości dopełnia kuzynka Ody, Agnieszka, jej córka Halszka i, rzecz jasna, Roch. TEN Roch... :-)  

Poznajemy też kolejnego cudownego bohatera nierealnego, małego czorta Bazyla. Jest absolutnie słodki i przesympatyczny ze swoją gigantyczną wadą wymowy i historią życia taką, że można się zapłakać... ze śmiechu.

"Och. Och, dżem topry. Ja jesztem Baszyl.

-Baszyl?
-Ne, Baszyl! Pszesz szszszsz."

Alleluja i do przodu! Ciąg dalszy poproszę :-)

wtorek, 25 lipca 2017

"Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

Tytuł: "Druga szansa"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 330
Wydawnictwo: UROBOROS


Skojarzynki:
groza * lęk * ośrodek zamknięty * terapia * leki * tajemnice * fałsz * kruki * bezsilność * niepewność


To było moje pierwsze spotkanie z panią Katarzyną Bereniką Miszczuk. Byłam ciekawa, co z tego wyniknie i czy sięgnę po kolejne powieści tej autorki. Poniżej trochę moich przemyśleń z lektury...


Już pierwsze strony są dość niepokojące. Można by rzec, że powiało delikatnie grozą... Obserwujemy bowiem dziewczynę, która nie pamięta tego, kim jest i jak się nazywa, ani niczego ze swojego życia. Kiedy rozgląda się ostrożnie wokół siebie, w sali ośrodka Druga Szansa, w którym się znalazła po długiej hospitalizacji, pojawia się nieznana jej kobieta. Okazuje się, że jest to Zofia Morulska, psychiatra i jej aktualna opiekunka, a sama dziewczyna nazywa się Julia Stefaniak. Ale czy na pewno? Nic jej nie mówią te dane, a do tego jeszcze kobieta twierdzi, że rozmawiały już wcześniej, a ona nic nie pamięta! Co się tu dzieje?! 


Dziewczyna na własną prośbę poznaje historię swojego wypadku. Zofia informuje ją, że w pożarze, w którym przygniotła ją belka, zginęli jej rodzice, jedyna rodzina, jaką miała. Julia chwilowo przyjmuje to bez emocji. Jej światem na razie jest sala, w której została umieszczona, i okno, za którym dostrzega niepokojące ją kruki...


Mija kilka dni w ośrodku, aż wreszcie Julia postanawia nie wziąć dawki leku na uspokojenie. Na efekty nie musi długo czekać. Po krótkim czasie czuje się o niebo lepiej niż do tej pory. Znika senność i otępienie, wraca energia i chęć do życia. Zaczyna zastanawiać się nad swoją sytuacją. Ciekawi ją otoczenie, a szczególnie park wokół ośrodka. Kiedy wymyka się na dwór, poznaje innego pacjenta, starszego od niej o dwa lata Adama Krukowskiego. Chłopak ją trochę przeraża, ale i intryguje. Również stracił pamięć w wypadku, a Tapeta (jak nazywa doktor Morulską), uświadomiła mu, jak to się stało... 

Oprócz Julii i Adama niewielu jest w ośrodku pacjentów w podobnym wieku. Kiedy dziewczyna odważa się pójść do stołówki zamiast jeść w swoim pokoju, poznaje osiemnastoletnią Izę i trzydziestoletniego Pawła, który wkrótce wychodzi do domu. Jedyną szansą na opuszczenie ośrodka jest odblokowanie pamięci pacjenta. Poza świeżo poznanymi osobami w otoczeniu Julii pojawia się jeszcze dość niepokojąca sześcioletnia dziewczynka... 

Julia z każdym dniem poznaje lepiej ośrodek i jego mieszkańców. Spaceruje również po parku. Co jakiś czas przytrafia jej się coś dziwnego, czego nie rozumie, czego czasem się boi, ale mimo lęku próbuje rozwiązać te zagadki. Po co na terenie takiego ośrodka jezioro? Dlaczego ktoś podmienił zdjęcie, na którym jest ona z rodzicami? Kim jest Karolina? Dlaczego ta ruda dziewczyna pojawia się i znika? Co z całą sytuacją mają wspólnego kruki? I dlaczego jedna z pacjentek, Magdalena wciąż powtarza, że wszyscy zostaną zabici? Co za głosy słyszy Julia?   

Mimo grozy królującej w powieści, znajdziecie tu również elementy humorystyczne.

"- Dobrze się czujesz?
- Boże! - ryknęłam i podskoczyłam do góry.
- Wystarczy Adam. - Stojący przede mną chłopak wzruszył ramionami."

"[...] Chcę być sama. Przepraszam cię, ale...
- Ależ ja też pragnę samotności - przerwał mi. - To jak? Będziemy sami razem? Nie daj się prosić. Jest piękny dzień, ładna pogoda, ładne widoki... - Zapuścił żurawia w mój dekolt."

Treść książki dopełnia kilka ilustracji, które bardzo mi się spodobały.

Podczas lektury zauważyłam kilka nieścisłości, ale w sumie przy takiej tematyce zastanawiałam się czy to faktycznie błąd z przeoczenia czy raczej tak miało być :-) Książka daje do myślenia i wywołuje dreszczyk emocji. Przyznam się, że w okolicach 150 strony zaczęło mi świtać, o co w tym wszystkim chodzi, ale to wcale nie popsuło mi podążania za fabułą. Wręcz przeciwnie, porównywanie własnym domysłów z propozycją autorki było niezwykle interesującym doświadczeniem :-)

czwartek, 9 lutego 2017

"Siła niższa" Marta Kisiel - recenzja

Tytuł: "Siła niższa"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal; UROBOROS
cykl: Dożywocie, tom 2


"Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego!"


Ja się zwyczajnie nie zgadzam, żeby ten cykl miał tylko dwa tomy! Toż to rozbój w biały dzień! 
Wydawać by się mogło, że po lekturze "Dożywocia" nic mnie już bardziej nie rozbawi. Byłoby to jednak błędne rozumowanie, co już wiem, po zapoznaniu się z drugim tomem cyklu. Uprzedzam, że czytanie książek tej Autorki może się skończyć kaftanem bezpieczeństwa, lekami na uspokojenie niepohamowanych ataków śmiechu i poważnymi boleściami mięśni brzucha. Od ciągłego chichrania się nad kartami powieści po kątach.  

Bohaterów mamy trochę znanych i trochę nowych, więc w tej materii czytelnik nudzić się nie będzie. Coś się jednak zmieniło. Nowy dom, w którym zamieszkał Konrad z ferajną, niby jest przytulny, ale jednak czegoś brakuje, coś jest nie do końca TAK. Tylko co? Konrad wścieka się o drobiazgi, a za nim snuje się nieustannie gradowa chmura... Licho popłakuje po kątach i straciło serce do sprzątania... Krakersa nie ma... Szczęsny również już w zaświatach... Autorka raczy nas głębszą treścią w typowej dla siebie ironiczno-żartobliwej formie. Obserwujemy nie tylko zwariowane, fantastyczne przygody małego anioła w bamboszkach, dużego anioła NADopiekuńczego, Tutu czy Carmilli. Choć humor, zabawne teksty i szaleństwo wyzierają z każdej strony, z każdego dialogu i opisu, między wierszami widać tęsknotę, smutek, opuszczenie, same trudne emocje, których najczęściej chcemy się pozbyć, z którymi nie chcemy się zaprzyjaźniać. Jak poradzili sobie nasi bohaterowie? Czy Krakers powróci? Czy w tej części również spotkamy Szczęsnego? Kto mieszka na poddaszu nowego domiszcza? I kim jest Niebożątko?? 
  
Czytało mi się świetnie, chichotałam przy kolejnych perypetiach Konrada i Spółki. I mam nadzieję, że powstanie kolejny tom przygód tej nietypowej trzódki.