niedziela, 13 czerwca 2021

"Wiła" Robert Ziębiński - recenzja

Drugi tom serii Czarny Staw wciągnął mnie zdecydowanie bardziej niż pierwszy. Pewnie dlatego, że pierwsza część była niejakim wstępem do całej historii, która według informacji od autora będzie obejmowała cztery tomy. W drugim Robert Ziębiński uchylił rąbka tajemnicy, a zatem w tomie trzecim możemy spodziewać się odkrytych kart, a w czwartym finału z fajerwerkami. Pasuje mi taka opcja!

Kamil, Długi, Niedźwiedź i Akira rozpoczynają rok szkolny. Trudno jednak wciągnąć się w szkolny dryl, kiedy już na wstępie ktoś demoluje szafki w szatni. Ekipa przyjaciół, rzecz jasna, ściąga ze szkolnego serwera film z monitoringu i okazuje się, że to wcale nie była taka sobie zwyczajna demolka. Na dobrą sprawę pierwsze wrażenie jest takie, jakby szafki zniszczyły się same. Kiedy jednak Niedźwiedź popracował trochę nad filmem, okazało się, że zniszczeń dokonał... duch kobiety. Nastolatki dopiero co wygrały walkę z demonem z jeziora, a tu już pojawiła się nowa atrakcja. W dodatku wydaje im się, że duszyca obserwuje ich z filmu. W końcu nawet odwiedziła ich w domach! A Kamil obawiał się, że umrze z nudów w Czarnym Stawie... 

Czwórka pogromców potworów podejmuje wyzwanie i rozpoczyna śledztwo, mające na celu odkrycie tożsamości straszącej ich kobiety. Na straży ich bezpieczeństwa staje... kot. Sytuacja się komplikuje, kiedy bez śladu znika gnębiący wszystkich uczniów Buli i cała jego banda. A nie są to pierwsze przypadki tajemniczych zniknięć w Czarnym Stawie. Pytań jest coraz więcej, ale paczka Kamila się nie poddaje. Kim okaże się duszyca? Gdzie przepadł Buli? W jaki sposób Kamil, Długi, Niedźwiedź i Akira dojdą do rozwiązania zagadki? Czy duch o imieniu Wi w ogóle pozwoli im się unicestwić? 

Według mnie jest to powieść przeznaczona dla równolatków głównych bohaterów. Wśród poruszonych w powieści tematów pojawiają się bowiem sprawy dość trudne do ogarnięcia nawet dla osoby dorosłej. Jest to śmiertelna choroba zwierzęcia i emocje związane z sytuacją, w której odchodzi zwierzę traktowane jak członek rodziny. Otrzymujemy również więcej informacji o tym, jak czuje się Kamil po rozwodzie rodziców. Uważam, że autor fantastycznie poprowadził ten wątek, w którym chłopak prostym, nastoletnim językiem zwierza się nowej przyjaciółce z tego, jak czuł się, kiedy rodzice zmierzali do rozstania i co czuje teraz, kiedy ojciec w ogóle się z nim nie kontaktuje. Również Akira przeżywa trudne chwile, o czym opowiada Kamilowi. Przyjaciele wspierają się, rozmawiając bez zbędnych analiz i psychologicznych nadinterpretacji. Myślę, że te fragmenty idealnie nadawałyby się na zajęcia biblioterapeutyczne. 

Realistyczne postaci, dynamiczna akcja, ciekawe zwroty i powoli krystalizująca się odpowiedź na zagadkę sprawiły, że trudno się było oderwać od lektury. Wykorzystanie słowiańskich legend zdecydowanie dodało mocy tej historii. Przeczytanie jej zajęło mi kilka bardzo przyjemnych godzin. Mam nadzieję, że trzeci tom pojawi się wkrótce i będzie równie dobry, a może i lepszy. 

Tytuł: "Wiła"
Autor: Robert Ziębiński
Gatunek: powieść młodzieżowa z elementami nadprzyrodzonymi
Liczba stron: 269
Wydawnictwo: Słowne (dawniej: Burda Media Polska)
Cykl: Czarny Staw, tom 2

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Słowne

sobota, 12 czerwca 2021

"Zobaczyć Sorrento i umrzeć" Katarzyna Kwiatkowska - recenzja

- "Mon Dieu - jęknęła Eleanor. - Co za plątanina".

To chyba idealny opis trzeciego tomu serii o Janie Morawskim, który tym razem nie pojawia się osobiście w powieści, co uważam za bardzo, bardzo zły pomysł. W "Zobaczyć Sorrento i umrzeć" główne skrzypce gra Konstancja. Kiedy w jej otoczeniu zostaje popełniona zbrodnia, kobieta postanawia udowodnić Janowi, że potrafiłaby być detektywem i rozwiązywać zagadki kryminalne. 

Fabuła jest tak naszpikowana dodatkowymi opisami włoskich krajobrazów i różnych działań bohaterów, przemyśleniami Konstancji, posiłkami, strojami, wystrojem wnętrz i innymi elementami, że sama intryga jest mało widoczna. Mamy zabójstwo jednej z kobiet z towarzystwa, później pojawia się wątek skradzionych obrazów, którego meandrów nie udało mi się ogarnąć wyobraźnią, a z czasem pojawia się jeszcze jedna ofiara. Konstancja miota się między poszczególnymi bohaterami, analizując kto mógł się czego dopuścić, a swoje spostrzeżenia zdradza Amerykaninowi, który również pracuje nad rozwiązaniem tej zagadki i pewnych innych tajemniczych spraw. Ich rozmowy są długie i podsumowują to, co udało im się odkryć, jednak niewiele pomogły mi te dialogi w uporządkowaniu informacji. 

Intryga zostaje wyjaśniona na kilkudziesięciu ostatnich stronach powieści. Wyjaśnienie zaś jest tak samo rozwleczone, jak cała ta historia. Mnogość bohaterów i mnóstwo przypisanych im określeń potęguje chaos i przeszkadza w samodzielnych próbach dojścia do rozwiązania zagadki. Zaginął gdzieś także cudowny humor z dwóch pierwszych tomów. Żadna z postaci nie była humorystycznym akcentem w powieści, a momentami naprawdę wiało nudą. Ciotka Konstancji miała potencjał, ale nie został on wykorzystany, a szkoda. Nawet mówiący o sobie w pierwszej osobie liczby mnogiej księciunio mnie nie rozbawił.  

Jeśli ktoś lubi Włochy, opisy miejsc z pewnością będą dla niego atrakcyjne. Są pełne detali, co jest dowodem na to, jak dokładny research przeprowadziła autorka i jak bardzo dba o szczegóły. Mnie jednak przez większość czasu te opisy przeszkadzały cieszyć się intrygą. Z pewnością przeczytam kolejne tomy serii, ponieważ dwa pierwsze były rewelacyjne, no i wiem, że w kolejnym wróci Jan Morawski. Nie mam nic do Konstancji, ale jednak wersja z polskim Holmesem i Watsonem zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.

Tytuł: "Zobaczyć Sorrento i umrzeć"
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 348
Wydawnictwo: Rozpisani.pl
Cykl: Jan Morawski, tom 3

Moja ocena: 3/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Upolujebooka.pl          

środa, 9 czerwca 2021

"Incel" Wiktor Mrok - zapowiedź


 „– Dobra, ale ostrzegałem… – Patolog lekkim ruchem położył na biurko Alony teczkę z dokumentacją. – To raport z sekcji. (…) Przyczyną śmierci jest wykrwawienie. Ofiara ma przeciętą tętnicę szyjną. A precyzyjniej: nadciętą. Jestem prawie pewien, że wtedy, gdy się wykrwawiała, była podwieszona głową w dół. Na kostkach są wyraźne otarcia, i to głębokie. Więzy były bardzo ciasne, grubość sznura czy liny ustaliłbym na pięć do ośmiu milimetrów. Po dwie pełne pętle wokół każdej kostki. Na obu nadgarstkach są podobne ślady. Sznur na pewno był z tworzywa sztucznego. Nylon albo coś w tym stylu. – Giennadij potoczył spojrzeniem po obecnych. – Ofiara, nawet niepowieszona w tej pozycji, i tak by się wykrwawiła przy takiej ranie na szyi. I to w niewiele krótszym czasie niż podwieszona. Ale nie będę zaciemniał obrazu sytuacji dywagacjami o modus operandi zabójcy. No, a teraz będzie jeszcze makabryczniej…

 

📕 W lipcowe przedpołudnie, niedaleko Moskwy dwie studentki znajdują w lesie zwłoki młodej kobiety. Zawinięte w folię, nagie, zmasakrowane przez zwierzynę, noszą ślady bestialskich tortur seksualnych. Dochodzenie rozpoczyna zespół z moskiewskiego wydziału zabójstw pod przewodnictwem major Alony Nikiszyny.

Szybko okazuje się, że morderca nie pozostawił po sobie żadnych śladów, a wszelkie poszlaki prowadzą w ślepe zaułki. W śledztwo zostają zaangażowane ogromne środki, działania dochodzeniowe wspomaga policyjny profiler oraz Departament „K”, dysponujący najnowocześniejszą techniką w służbie kryminalnej.

Gdy w biały dzień porwana zostaje kolejna młoda kobieta, rozpoczyna się wyścig z czasem. Zespół śledczy doskonale zdaje sobie sprawę, że poszukują już nie tylko dewianta seksualnego, ale prawdopodobnie też seryjnego zabójcy… Jednak morderca zawsze jest o krok do przodu – sprytny, przewidujący, doskonale zorganizowany.

🔥 Wiktor Mrok, autor bestsellerów „Czerwony parasol” oraz „Mała baletnica” powraca w wielkim stylu! "Incel" to przerażający thriller o najciemniejszej stronie ludzkiej natury. Książka zachwyci fanów misternie skonstruowanych kryminałów ceniących mistrzowską intrygę, wciągającą fabułę oraz fenomenalne kreacje bohaterów. Duszna i przytłaczająca atmosfera strachu nie da czytelnikom wytchnienia aż do ostatniej strony.

👉 Przedsprzedaż http://bit.ly/incel-empik

niedziela, 6 czerwca 2021

"Abel i Kain" Katarzyna Kwiatkowska - recenzja


"Abel i Kain" to drugi tom serii przygód Jana Morawskiego, polskiego Sherlocka Holmesa, oraz jego kamerdynera, Mateusza. 

Akcja powieści rozgrywa się w lipcu 1900 roku. Jan i Mateusz wybierają się na chrzciny synka przyjaciół, Julii i Tadeusza, których poznajemy w poprzednim tomie. Po drodze jednak zostają poproszeni o pomoc w wyśledzeniu mordercy pewnego młodego człowieka, najstarszego syna Adama Ponińskiego, będącego znajomym Tadeusza. Jan, rzecz jasna, nie odmawia i obaj panowie udają się od razu na miejsce zbrodni, aby przeprowadzić śledztwo. Zdradzę, że nie jest to jedyny trup w tej historii... W majątku Ponińskiego wszyscy mieszkańcy chronią seniora rodu, nie zdradzając mu grzeszków ukochanego, najstarszego syna, Adama juniora. Kiedy młody człowiek zostaje znaleziony martwy, a głównym podejrzanym staje się brat ofiary, Edward, senior prosi Jana o znalezienie dowodów na niewinność drugiego syna. Edward tymczasem milczy. Czy kogoś chroni? Kto popełnił tę zbrodnię?

Początkowo miałam wrażenie, że autorka postawiła na... opisy posiłków z braku pomysłu na tło powieści. Bohaterowie bowiem spędzają czas w majątku pana Ponińskiego głównie przy stole, nad pełnymi talerzami. Później jednak zmieniłam zdanie. Po lekturze myślę, że był to świetny zabieg, mający na celu ukazanie szlacheckiej atmosfery kraju, a przy okazji uwypuklenie postaci pana Tercjusza, który jawi się czytelnikowi jako imć pan Zagłoba. Jego umiłowanie jedzenia i jowialny charakter sprawiają, że można go szybko polubić. Byłam też pełna podziwu dla jego zdolności pochłaniania nieprzebranych ilości tych wszystkich potraw. I nie radzę czytać na głodniaka :D      

Tym razem autorka stworzyła bohaterów, którzy wprowadzili do powieści sporo humoru. Prym w rozśmieszaniu wiodły dwie postacie, rezydent mieszkający u pana Ponińskiego, Tercjusz, oraz sąsiadka z pobliskiego majątku, Eufemia vel torpedowiec. Dialogi i wydarzenia z udziałem tej dwójki zdecydowanie poprawiły notowania powieści po wszechobecnym obżarstwie. Bardzo podobało mi się również uzupełnianie fabuły nowinkami z ówczesnego świata, ponieważ nasi bohaterowie ekscytowali się między innymi Nagrodą Nobla, igrzyskami olimpijskimi czy problemem heroinizmu. 

Zdecydowanie polecam ten tom serii i zabieram się za kolejny.

Tytuł: "Abel i Kain"
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 402
Wydawnictwo: Novae Res
Cykl: Jan Morawski, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Upolujebooka.pl

wtorek, 1 czerwca 2021

"Czarny Staw" Robert Ziębiński - recenzja


Od czasu do czasu sięgam po powieści młodzieżowe. Kiedy przeczytałam opis "Czarnego Stawu", pomyślałam, że to może być ciekawa historia, szczególnie, że wspomniano o elementach mitologii słowiańskiej. 

Kamil Jura po rozwodzie rodziców przeprowadza się z mamą do babci, do niewielkiej mieściny o nazwie Czarny Staw. Starsza pani nie jest zachwycona lokatorami i okazuje tę niechęć na różne sposoby. Matka i córka nie potrafią się dogadać. Napięcie wisi w powietrzu i wciąż wybuchają awantury. Chłopak szybko orientuje się, że babcia coś ukrywa i nie byłby sobą, gdyby nie rozpoczął ostrożnego śledztwa. Jak się skończą te działania? 

Kamil postanawia poznać lepiej miasto, które do tej pory kojarzyło mu się z krótkimi odwiedzinami u babci z różnych okazji. Podczas tej eksploracji poznaje swoich rówieśników, którzy częstują go dziwnymi historiami dotyczącymi pobliskiego zbiornika wodnego. Dzieciaki twierdzą, że jest niebezpieczny, ale nie ma na to dowodów, ponieważ wszystkie informacje o nim umieszczane w sieci natychmiast... znikają. A dziwne wydarzenia mają miejsce w Czarnym Stawie od wielu lat. O co w tym chodzi? Jak nowi znajomi udowodnią swoją teorię?

Styl powieści jest lekki, a w tekście pojawia się sporo dialogów. Narratorem jest sam Kamil, a więc poznajemy tę historię w pierwszej osobie. Nie brakuje też elementów humorystycznych. Lektura jest przyjemna i wciągająca. Pomysł na fabułę jest interesujący, chociaż muszę przyznać, że liczyłam na więcej elementów słowiańskich.        

Książka skojarzyła mi się ze szwedzką serią urban fantasy Pax, w której mamy podobny klimat tajemnicy i niebezpieczeństw, a bohaterami są dwaj bracia, mieszkający w rodzinie zastępczej. Sporo się tam dzieje, podobnie jak w "Czarnym Stawie". Fajnie byłoby, gdyby i ta seria urosła do dziesięciu tomów. Na razie mamy dwa i mam nadzieję, że uda mi się przeczytać również drugi.

Tytuł: "Czarny Staw"
Autor: Robert Ziębiński
Gatunek: literatura dla młodzieży
Liczba stron: 223
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Cykl: Czarny Staw, tom 1

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda International Polska

niedziela, 30 maja 2021

"Wieczory na Miodowej 3" Joanna Szarańska - recenzja

"Wieczory na Miodowej 3" to trzecie spotkanie z bohaterami słodko-gorzkiej miodowej serii Joanny Szarańskiej. Słodko-gorzkiej, bo choć nazwa uliczki przywodzi na myśl rozpływającą się w ustach słodycz, to dylematy jej mieszkańców czasami dalekie są od cukierkowych przysmaków. 

W tym tomie naszą uwagę zwróci właścicielka kwiaciarni, Justyna Kotowicz. Kobieta od niedawna mieszka w domu przy Miodowej 3 i powoli zaprzyjaźnia się z otoczeniem. Zbliża się do Małgosi, prowadzącej księgarnię po ciotce, a także do Barbary, właścicielki piekarni, oraz jej synowej, Klary. Czuje się w ich towarzystwie akceptowana i lubiana, co jest dla niej czymś nietypowym. Jej własna rodzina nie potrafiła dać jej miłości i ciepła, dlatego tak trudno jej teraz zaufać i otworzyć się przed kimś. Tej niepewności z jej strony doświadcza Tobiasz, ukochany Justyny, który nie znając jej przeszłości, nie rozumie muru, który kwiaciarka buduje między nimi. Jest jednak cierpliwym facetem, więc postanawia zaczekać, aż ukochana wyjawi mu skrywane tajemnice. Czy jednak Justyna odważy się to zrobić?

Powieść podzielona jest na dwa tory fabularne. Jeden to wydarzenia współczesne, rozgrywające się tu i teraz, a drugi to wspomnienia Justyny z rodzinnego, a później dorosłego życia. Bardzo lubię ten zabieg w powieściach, pod warunkiem, że obydwa wątki są wciągające. Tutaj się udało, poczynania Justyny teraz i przed laty są równie interesujące. 

Mała Justynka najbardziej ukochała wieś i babkę, z jej chałupą, w pobliżu której dziewczynka miała do dyspozycji pola, łąki i las. Kiedy rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Nowej Huty, dziewczynka próbowała przekonać ich, by pozwolili jej zostać i pomagać w gospodarstwie, ale nie było o tym mowy. Musiała pojechać z resztą rodziny do blokowiska, w którym się dusiła, a wszyscy członkowie rodziny gnieździli się w dwóch pokojach z kuchnią. Uciekała wtedy w miejsca, które przypominały jej choć trochę ukochane zakątki na wsi. Traktowana jak dziwadło, nie potrafiła nawiązywać przyjaźni, nie była duszą towarzystwa, usiłowała po prostu przetrwać. Wszystko zmieniło się, kiedy pewnego dnia poznała Sławka, również zakochanego w polach i łąkach. Wreszcie znalazła kogoś, kto ją rozumiał. Nawiązała się między nimi piękna przyjaźń, a dla Justyny życie odzyskało kolory.

Współczesny wątek pełen jest codziennych spraw i problemów, z którymi muszą zmagać się bohaterki. Mimo uśmiechów i żartów, każda z nich nosi swój bagaż doświadczeń. Barbara opiekuje się chorym mężem, Klara samotnie wychowuje autystyczną córeczkę, a Małgosia prowadzi księgarnię, w której wciąż unosi się duch ciotki Wandy, poprzedniej właścicielki, od której kiedyś uciekła. Chociaż każda żyje swoim życiem i podejmuje własne decyzje, mogą na siebie liczyć i wspierają się wzajemnie, kiedy zajdzie taka potrzeba. Pewnego dnia okazuje się, że przeszłość nie zapomniała tego, co wydarzyło się w poprzednim życiu kwiaciarki, i upomniała się o panią Kotowicz, dając jej się ostro we znaki... Trzy kobiety postanawiają pomóc Justynie przekroczyć jej życiowy Rubikon. Jak tego dokonają, skoro uparta przyjaciółka nie chce przyjąć pomocy? Czy jej życie zawsze już będzie naznaczone lękiem i niepewnością?

Piękna okładka przyciąga wzrok. Pasujące do niej kwiatowe elementy dekorujące tekst przywołują uśmiech i pozwalają wyobrazić sobie ulubione łąki Justyny. Delikatny rysunek dzieli tekst na wygodne do czytania fragmenty. Wspomnienia zapisane są kursywą, więc nie trzeba się zastanawiać, w którym wątku jesteśmy. Wszystko jest przemyślane i dopracowane, dzięki czemu lektura jest czystą przyjemnością. Polecam gorąco wszystkie trzy tomy serii. Ciekawe, czy Autorka nie szykuje już kolejnego...

Tytuł: "Wieczory na Miodowej 3"
Autor: Joanna Szarańska
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Na Miodowej, tom 3

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


"Na końcu schodów" Aleksandra Kowalska - recenzja

Gabriel budzi się po dwóch miesiącach przebywania w śpiączce. Dowiaduje się, że miał wypadek, w wyniku którego został poszkodowany on oraz jego żona Nell. Problem polega na tym, że mężczyzna kompletnie nie pamięta wspomnianej żony. Ani niczego innego ze swojego życia. Nell natomiast dostrzega od razu, że ze śpiączki wybudził się zupełnie inny człowiek niż Gabriel, którego znała przed wypadkiem. Nie tylko zachowuje się inaczej, ale wyraźnie nie życzy sobie jej obecności, rozmów, prób przywrócenia mu pamięci. Nell jest zszokowana, nie rozumie dlaczego ukochany mąż tak źle ją traktuje. Złości się, irytuje każdym drobiazgiem, oznajmia, że ma na imię Ben, a nie Gabriel. Nell na przekór wszystkiemu próbuje przywrócić mężczyźnie pamięć, pielęgnuje go i dogląda, co jeszcze bardziej wyprowadza go z równowagi. W końcu mężczyzna znika. W kobiecie budzi się dziennikarka śledcza. Postanawia zgłębić przyczynę nietypowych relacji męża z rodzicami, przez co natrafia na mroczną tajemnicę z ich przeszłości. Szybko orientuje się, że w gruncie rzeczy niewiele wie o Gabrielu - Benie. Co odkryje Nell? Jak Ben odnajdzie się w nowej dla niego sytuacji? 

Akcja w powieści jest mało dynamiczna i prawie nie ma tu napięcia. Dopiero w finale historii pojawił się dreszczyk emocji, jak to zazwyczaj bywa w punkcie kulminacyjnym głównego wątku. Przyznaję, że zanim dotarłam do rozwiązania zagadki z przeszłości Gabriela - Bena, przeskakiwałam akapity, które z mojej perspektywy niewiele wnosiły do fabuły. Chyba że ktoś lubi w powieści analizy i nostalgiczne rozmyślania. Tych tutaj nie brakuje, szczególnie, że narratorką tej historii jest Nell.    

Ciekawym pomysłem wydaje się być umiejscowienie w fabule schodów. Tajemniczych i mrocznych schodów, których poszukuje Gabriel - Ben. Styl autorki jest podobny do powieści zagranicznych pisarzy. Kilka razy miałam wrażenie, że to tłumaczenie jakiejś książki. Nie potrafię jednak zaklasyfikować tej powieści do konkretnego gatunku. Było tu trochę psychologii i emocji, trochę thrillera, ale chyba najbardziej podchodzi pod powieść obyczajową.

Tytuł: "Na końcu schodów"
Autor: Aleksandra Kowalska
Gatunek: literatura polska
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

niedziela, 23 maja 2021

"Zbrodnia w błękicie" Katarzyna Kwiatkowska - recenzja

"Zbrodnia w błękicie" to pierwszy tom serii kryminalnej o podróżniku i detektywie amatorze, Janie Morawskim. Od pierwszych stron atmosfera przypominała mi luźne połączenie "Pana Tadeusza" i "Nad Niemnem". Miejscem akcji jest dworek w Tarnowicach, znajdujący się na ziemiach zaboru pruskiego. Wydarzenia, które obserwujemy, rozgrywają się w ciągu kilku zimowych dni pod koniec XIX wieku. 

Do Tarnowic przyjeżdża Jan Morawski, przyjaciel gospodarza, Tadeusza Tarnowskiego, i detektyw amator. Wraz z nim przybywa jego kamerdyner, Mateusz. Na miejscu oprócz stałych mieszkańców przebywają w gościnie dwa rodzeństwa, Rusieccy i Bonikowscy. Karol i Zofia Rusieccy to dzieci przyjaciół Tadeusza, którymi postanowił zaopiekować się po śmierci rodziców, natomiast Paulina i Wacław Bonikowscy to rodzeństwo, które ma w planach wżenienie się w rodzinę Tarnowskich. Oprócz nich do dworku zjeżdża również hrabina Kareńska. 

Zadymka i typowa polska zima ze śniegiem do pasa więzi mieszkańców w dworku. Również do nich nikt nie może się dostać. Wszystkie drogi są zasypane. Na szczęście ochmistrzyni, pani Maria, czuwa nad wszystkim. Zapasy są, więc nikt nie odczuwa dyskomfortu z powodu tego niespodziewanego uwięzienia. Jan i Mateusz już na początku pobytu są świadkami niezbyt miłych rozmów prowadzonych przez niektórych mieszkańców. Wychodzi na to, że nie wszyscy w tym gronie się lubią, chociaż na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się być w porządku. Kiedy rano służba znajduje martwą Zosię, wydarzenia nabierają tempa. Tadeusz prosi Jana o przeprowadzenie śledztwa, zanim dotrą do nich policjanci. Ciśnienie mieszkańcom dworku podnosi fakt, iż z uwagi na pogodę nikt nie mógł się wydostać z dworku, zatem mordercą musi być ktoś z nich. Kto nim jest? Jaki miał motyw, skoro Zosia była lubiana? Jan i Mateusz, niczym Sherlock Holmes i Doktor Watson, odkrywają kolejne elementy układanki.     

Spośród wszystkich bohaterów najbardziej urzekła mnie hrabina. Jest wyrazistą postacią, dzięki której powieść bardzo zyskała na kolorach. Jeśli zdecydujecie się na lekturę, z pewnością przyznacie mi rację :D Z irytujących bohaterów mogę wymienić podrywającą wszystkich mężczyzn Paulinę i jej brata Wacława, Pana Wszystkowiedzącego i największego żarłoka w tym towarzystwie. To głównie te postacie prowadzą humorystyczne dialogi, a także są bohaterami zabawnych sytuacji.   

Język powieści oraz prowadzenie intrygi jest zbliżone do książek Agaty Christie. Jest to taki typ literatury detektywistycznej, który określany jest jako "cozy mystery". W skrócie chodzi o to, że te książki, chociaż ich fabuła dotyczy zbrodni, nie zawierają realistycznych opisów zbrodni, nie jest krwiście i soczyście, nie ma też psychopatów ani seryjnych morderców. Jest za to zagadka, a śledztwo często prowadzi jakiś genialny detektyw amator.    

Podczas czytania co jakiś czas uzmysławiałam sobie wciąż na nowo, że autorka to Polka, a nie krajanka Agaty Christie, a Jan Morawski to nie Hercules Poirot ;-) Z pewnością sięgnę po kolejne tomy tej serii. Jestem bardzo ciekawa, jakie jeszcze zagadki będzie musiał rozwiązać przystojny detektyw amator. 

Tytuł: "Zbrodnia w błękicie"
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jan Morawski, tom 1

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Upolujebooka 

          


wtorek, 18 maja 2021

"Ciało poniekąd ponętne" Agnieszka Pruska - recenzja


"Ciało poniekąd ponętne" Agnieszki Pruskiej to czwarty tom serii o przygodach dwóch nauczycielek, Alicji i Julii. Kobiety mają nietypową umiejętność, mianowicie przyciągają ciała, najczęściej martwe. Gdzie się nie pojawią, by odpocząć po wyczerpującym roku szkolnym, tam trafiają na zwłoki. Zaprawione w bojach, nie panikują, tylko przeprowadzają własne śledztwo.

Tym razem przyjaciółki wyruszają do Władysławowa, aby tam poleniuchować u znajomych rodziców Alicji. Wraz ze swoimi połówkami spędzają kilka sympatycznych dni w wynajętej kwaterze, gdzie mogą również korzystać z ogromnego ogrodu. Kiedy panowie wracają do Gdańska, Ala i Jula chronią się przed wszechobecnym wirusem i pandemią właśnie w ogrodzie. Kiedy Julka wpada do źle zabezpieczonej ziemianki, w której natrafia na - nie inaczej - zwłoki, tradycji staje się zadość. Żadna z pań w sumie nie jest zdziwiona, to była tylko kwestia czasu. Policja rozpoczyna śledztwo, to jednak nie koniec atrakcji…

Narratorką w powieści jest Alicja i to z jej perspektywy obserwujemy rozgrywające się wydarzenia. Tempo akcji nie jest zawrotne. Miałam wrażenie, że ciągłe dyskusje głównych bohaterek nawet je trochę spowalniają, ponieważ samozwańcze śledcze po kilka razy wałkowały te same wątki. Ostatecznie na dłuższą metę długie rozmowy były trochę męczące. Jak nie przepadam za dłużącymi się opisami w powieściach, tak tutaj w końcu zaczęło mi ich brakować. W samych dialogach zaś trochę irytowało mnie dosłowne traktowanie niektórych wypowiedzi. Kobiety wyjaśniały każdą grę słów lub dwuznaczność. To nie pozwoliło mi do końca cieszyć się humorystycznymi akcentami.

Miłośnicy obserwowania działań policji nie znajdą tutaj typowego śledztwa, ponieważ policja prowadzi je, owszem, ale nie zdradza bohaterkom zbyt wiele. Kobiety jednak nie zostają w tyle, rozmawiają z mieszkańcami miasteczka, prowadzą obserwację podejrzanych osób, dokładnie oglądają miejsce znalezienia ciała, a także próbują uzyskać jakieś informacje od policjanta, prowadzącego sprawę, aż w końcu, na podstawie niekończących się domysłów, budują swoją teorię kryminalną.

Jeśli szukacie komedii kryminalnej, przy której nie trzeba roztrząsać zawiłości kryminalnych, a głównie się relaksować, to myślę, że "Ciało poniekąd ponętne" spełnia te warunki.

Tytuł: "Ciało poniekąd ponętne"
Autor: Agnieszka Pruska
Gatunek: komedia kryminalna
Seria: Alicja i Julia, tom 4
Wydawnictwo: Oficynka
PREMIERA: 12 maja 2021

Moja ocena: 4/6


Ta recenzja bierze udział w akcji promującej "Ciało poniekąd ponętne" Agnieszki Pruskiej. 
Zachęcam do zaglądania na strony pozostałych uczestników: https://strefabooki.blogspot.com/?m=1 https://www.facebook.com/zezaczytanaewelka 

Pod tą opinią możecie zadawać pytania do autorki, na które odpowie po zakończeniu akcji. Na jej stronie trwa konkurs!

piątek, 14 maja 2021

"Kukły" Maciej Siembieda - recenzja

"Kukły" to czwarty tom serii o prokuratorze Jakubie Kani. Tym razem jednak cofamy się trochę w czasie. Mamy rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty siódmy, a Kuba dopiero zaczyna swoją karierę prokuratora. 

U komendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku zjawia się Joachim Richter z Prokuratury Generalnej Hamburga z nietypową propozycją. Jego ojciec zbierał przez długi czas policyjne naszywki, odznaki i medale, które stworzyły pokaźną kolekcję. Teraz Richter chciałby przekazać ją oficjalnie Gdańskowi, w którym jego ojciec pracował jako szef policji w czasach Wolnego Miasta. Jego pomysł spotkał się z zaskoczeniem polskich władz, jednak aby nie psuć relacji przyjęli spis kolekcji, który otrzymał do przeanalizowania asesor Jakub Kania. Prokurator i wojewoda nie spodziewali się, że to posunięcie sprawi, iż na jaw wyjdą niewygodne tajemnice z czasów wojny. Punktem zapalnym stał się jeden z elementów kolekcji, dzięki któremu Kuba odkrył, że niemiecki policjant był powiązany z atakiem na Pocztę Polską pierwszego września tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku i bezpośrednio uczestniczył w wymordowaniu bohaterskich pocztowców. 

Równocześnie obserwujemy wydarzenia rozgrywające się w posiadłości rodziny von Trauwitz w Oderstein kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej oraz współcześnie. W wątku tym pojawiają się wiedźmy, podejrzana krypta w pewnym kościele i kilka innych atrakcji, o których nie wspomnę, aby nie psuć Wam przyjemności z lektury. Faktem jest, że dzieje się sporo, a wszystkie tematy łączą się ze sobą jak sznurki w pięknie wykonanej makramie.   

Tempo akcji jest wyważone i idealnie dopasowane do rozgrywających się wydarzeń. Wątki współczesne i te sprzed lat przeplatają się i uzupełniają, tworząc powoli coraz bardziej intrygującą układankę. Każdy kolejny rozdział dostarcza czytelnikowi wskazówek, które pozwalają na snucie domysłów. A snują się jak szalone! Ileż ja miałam wizji na finał tej historii!

Ponieważ przeczytałam trzy wcześniejsze powieści Pana Macieja, mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nie obawiałam się, że ta powieść może być słabsza, bo to jest po prostu niemożliwe w przypadku tego autora. Maciej Siembieda przed rozpoczęciem pisania przeprowadza dokładny research, więc mając tak solidne przygotowanie, po prostu tworzy świetną fabułę, od której trudno się oderwać. Autor posiada umiejętność łączenia fikcji z prawdziwymi wydarzeniami w taki sposób, że wszystkie opisywane zdarzenia są prawdopodobne i bardzo realistyczne. 

Świetnie stworzone postacie są jak mili sercu towarzysze podróży. Można ich, rzecz jasna, nie lubić, jeśli są irytujący czy odgrywają czarny charakter, ale wszyscy są bardzo wyraziści. Największe wrażenie wywarli na mnie ojciec Jakuba i jego babcia, a właściwie starka. Sami się przekonacie, napotykając podczas lektury subtelne smaczki charakterologiczne. 

Podsumowując, myślę sobie, że gdybym miała określić jednym słowem styl pisarski Macieja Siembiedy, to użyłabym właśnie słowa "subtelny". I bynajmniej nie chodzi mi o to, że historie te są delikatne czy lekkie, bo zdecydowanie nie są. Mam na myśli subtelność kojarzącą się z misternie splecionymi wątkami i wysublimowanym humorem (uwielbiam!).

Czytajcie koniecznie!

Tytuł: "Kukły"
Autor: Maciej Siembieda
Gatunek: kryminał, sensacja
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Agora
Cykl: Jakub Kania, tom 4
Moja ocena: 6/6
 

sobota, 1 maja 2021

"Efekt pominięcia" Agnieszka Sudomir - recenzja

Z przyjemnością wróciłam po raz kolejny do świata komisarza Blattnera, aby wraz z nim rozwiązać nową sprawę. Trochę obawiałam się, czy trzeci tom serii będzie równie dobry jak dwa poprzednie, ale już po kilku stronach spokojnie oddałam się lekturze.

Akcja powieści przenosi czytelnika z Łodzi do małego miasteczka o nazwie Wólka Szlachecka. Zanim jednak do tego dojdzie, komisariat, gdzie pracuje Blattner, odwiedza tajemniczy mężczyzna. Wygląda jak duch i szybko zyskuje sobie taką ksywkę. Przedstawia się nazwiskiem Dąbrowski i informuje, że natrafił na trupa. Zgłoszenie przyjmuje funkcjonariuszka Zofia Lenczewska, młoda i narwana, ale również bystra i uparta. Wszystko zdaje się być jak zwykle, typowe zgłoszenie o zwłokach w lesie. Problem pojawia się jednak w chwili, kiedy mężczyzna wyjawia czas, w którym widział wspomnianego trupa. Okazuje się bowiem, że sprawa jest sprzed prawie trzydziestu lat i właściwie za chwilę się przedawni. Zojka nie odpuszcza, traktując zgłoszenie jako swoją pierwszą potencjalną sprawę. Nikt nie spodziewa się jednak, jak bardzo wizyta niepozornego mężczyzny namiesza w życiu prywatnym i zawodowym dwójki policjantów.

Autorka świetnie przedstawiła atmosferę małego miasteczka, w którym wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, a jednocześnie nie sposób dowiedzieć się czegokolwiek. Zmowa milczenia jest wręcz namacalna, co potęguje niepokój i ciekawość. Do tego okazuje się, że chociaż miasteczko wygląda sielsko, wcale nie jest tam bezpiecznie, o czym przekonała się zarówno Zojka, jak i sam Dąbrowski. 

Świetnie skonstruowane postacie nadają klimat powieści. Każdy bohater ma swój charakter, inne zachowania, przyzwyczajenia. Były momenty w powieści, że chciałam udusić Zojkę za tę jej niewyparzoną gębę :D Nie raz zachowała się jak nabuzowana hormonami nastolatka, ale dzięki temu postać ta jest wyrazista i zdecydowanie budzi emocje. Świetnym pomysłem według mnie było wprowadzenie w prywatne otoczenia Blattnera nowej sąsiadki. Irytująca smarkula, ale z ciekawością obserwowałam jak komisarz sobie z nią poradzi. Grupa bohaterów bardzo wyważona, w sam raz ich tam jest, żeby się nie pogubić, ale równocześnie, żeby nie było nudno.   

Jest to kryminał z warstwą obyczajową. Nie każdy takie połączenie lubi. Jak nie ma flaków, to często książka zbiera negatywne opinie. Jednak myślę, że autorka płynnie połączyła ciekawy wątek kryminalny z tematami z życia bohaterów. Ja lubię wiedzieć, co się dzieje u konkretnych postaci poza działaniami, które wykonują w pracy przy śledztwie. 

Zdecydowanie polecam wszystkie trzy tomy i mam nadzieję, że komisarz Blattner jeszcze wiele razy pozwoli mi uczestniczyć w prowadzonym śledztwie.

Tytuł: Efekt pominięcia
Autor: Agnieszka Sudomir
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Literate
Cykl: Miasto obiecane, tom 3
PREMIERA: 30 października 2020

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literate     

środa, 28 kwietnia 2021

"Uczynkiem i zaniedbaniem" Mariusz Kanios - recenzja


Powieść "Uczynkiem i zaniedbaniem" to debiut literacki Mariusza Kaniosa. Jeśli sięgniecie po tę książkę, otrzymacie dobry styl i ciekawą fabułę z emocjonującym finałem, chociaż autor nie ustrzegł się błędów merytorycznych, które wyeliminowałby dobry research.  

U księdza Piotra Ostrowskiego wyspowiadał się obcy mężczyzna. Wszystko byłoby jak zwykle, gdyby nie to, co wyjawił nieznajomy. Po upewnieniu się, że księdzu nie wolno w żadnym wypadku zdradzić tajemnicy spowiedzi, poinformował kapłana, że właśnie zabija człowieka. Zanim Piotr ochłonął, mężczyzna zniknął. Wikarego ta spowiedź bardzo poruszyła i całkowicie zburzyła jego dotychczasowy świat, jednak nie miał pojęcia, jak wiele jeszcze zmieni się w jego życiu.

Z domu dziecka w niewielkich Durdach znika siedmioletni chłopiec, Szymon Gawroński. Tarnobrzeska policja rozpoczyna śledztwo. Już pierwsze ustalenia są zastanawiające. Okazuje się, że chłopiec odjechał taksówką, która wielokrotnie wcześniej dokądś go woziła, ale nikt z ośrodka się tym nie zainteresował. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy Szymek nie wrócił ze swojej tajemniczej wycieczki.

Do komendy w Tarnobrzegu przyjeżdża z Warszawy aspirant Zuzanna Nowacka, która ma pomóc w odnalezieniu chłopca. Komisarz Sudoł, zajmujący się sprawą Szymka, wprowadza ją w szczegóły i razem starają się trafić na ślad dziecka. 

Główny wątek to problem pedofilii i zemsty za doznane krzywdy. Znajdziecie zatem w tekście fragmenty związane z tym tematem, a także kilka opisów brutalnych tortur. Jednak nie dominują one w powieści. Oprócz motywów kryminalnych spodziewajcie się też tematyki obyczajowej i psychologicznej. Autor poświęcił sporo miejsca między innymi na dylematy moralne księdza Piotra.

Krótkie i treściwe rozdziały sprzyjają podkręcaniu tempa akcji. Na kartach książki sporo się dzieje, ponieważ narracja prowadzona jest trzema torami. Obserwujemy na przemian śledztwo prowadzone przez policjantów, rozterki księdza Piotra i działania mordercy. Finał jest zaskakujący, chociaż zawiera elementy, które można było przewidzieć.

Z technicznych spraw, książka ma zaledwie 272 strony, jednak wolałabym, aby była grubsza, bo dzięki temu miałaby bardziej napowietrzony tekst. Tymczasem tutaj światło międzywierszowe jest nikłe i wzrok trochę się męczy. 

Mam nadzieję, że autor przy kolejnych powieściach weźmie na warsztat sposób pracy policji i wtedy będzie już naprawdę fajnie. Chętnie przeczytam kolejne książki Pana Mariusza.

Tytuł: "Uczynkiem i zaniedbaniem"
Autor: Mariusz Kanios
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Piąte marzenie
PREMIERA: 26 stycznia 2021

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Piąte Marzenie

piątek, 23 kwietnia 2021

"Zmarnowany rozsądek" Izabela Grabda - recenzja

"Zmarnowany rozsądek" opowiada historię Aleksandry i Marcela, dwójki ludzi żyjących w zupełnie różnych światach. Ola jest świetną fryzjerką, która prowadzi własny zakład i ma poukładany świat. Jest szczęśliwa w małżeństwie, chociaż nie mają z mężem dzieci. Z czasem okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda i Aleksandra trafia pod bardzo zimny prysznic, a jej życie zmienia się nieodwracalnie. 

Marcel to znany pisarz, którego powieści są rozchwytywane, a fanki ściągają tłumnie na jego spotkania autorskie. Pan autor rzecz jasna chętnie korzysta z intymnych propozycji niektórych czytelniczek, ale są one dla niego zaledwie "numerkiem" na jedną noc. Nie angażuje się emocjonalnie i nie zamierza wiązać się z żadną z nich. W ogóle nie planuje żadnego związku ani tym bardziej małżeństwa. Kiedy pewnego dnia mężczyzna trafia do salonu Oli i ma okazję usłyszeć jej głos, jego tembr oczarowuje go do tego stopnia, że nie potrafi przestać o niej myśleć. Kobieta zaczyna go fascynować, aż w końcu staje się jego obsesją, a celem wszystkich działań Marcela staje się zaciągnięcie jej do łóżka...

Narracja podzielona jest między perspektywę Aleksandry i spojrzenie Marcela. Nie przeskakujemy jednak w czasie czy przestrzeni. Autorka zachowała ciągłość, więc kolejne rozdziały zgadzają się z momentem akcji, w którym zostawił nas poprzedni bohater.

Jeśli chodzi o stworzone postacie, muszę się przyznać, że nie znoszę Marcela. Nie podoba mi się w nim absolutnie nic, a do tego potwornie irytuje mnie jego styl życia na Piotrusia Pana. Ale chyba o to chodzi, żeby postacie wzbudzały emocje. Poza tym jeśli czyjaś filozofia życiowa tak bardzo odstaje od naszej, to trudno go zrozumieć czy polubić. Pan pisarz jest zatem wkurzający, bufonowaty i w ogóle wydaje mu się, że cały świat należy do niego :D Aleksandra natomiast to kobieta, w której wiele czytelniczek zobaczy siebie. Będzie musiała zmierzyć się z wieloma trudnymi sytuacjami i podjąć sporo decyzji, które zaważą na całym jej życiu. Ileż z nas znalazło się przed murem, którego skruszenie kosztowało wiele wysiłku? Ola nie jest filigranową księżniczką. To silna babka, która bierze się z życiem za bary, chociaż musi wiele poświęcić. Jak poradzą sobie oboje z tym, co szykuje dla nich los?      

Ze spraw technicznych muszę donieść, że czcionka powieści jest bardzo przyjazna i czytelna. Dla osób z wadą wzroku ma to duże znaczenie. Literki są w wygodnym do czytania rozmiarze :-) 

Ponieważ z reguły nie zaglądam na koniec książki, dopiero kiedy dotarłam do ostatniej strony, dowiedziałam się, że nie poznam zakończenia tej historii, bo to pierwszy tom. Uzbrójcie się zatem w cierpliwość, bo myślę, że warto poznać finał tej powieści. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce <3


Tytuł: "Zmarnowany rozsądek", tom 1
Autor: Izabela Grabda
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: LUCKY
PREMIERA: 2 marca 2021

Moja ocena: 6/6

  

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

"Czarny świt" Paulina Hendel - recenzja

"Czarny świt" to piąty i ostatni tom serii Żniwiarz autorstwa Pauliny Hendel. Chociaż język powieści nie jest dopracowany również w tym tomie, byłam ciekawa jak autorka postanowiła zakończyć tę historię. Ostatecznie nie jestem przekonana do wersji, którą stworzyła, ale czytało się nieźle. 

Przez cztery tomy obserwujemy przygody Magdy i Feliksa oraz ich przyjaciół i członków rodziny Wojnów. Fabuła prowadzi nas do finałowego piątego tomu, gdzie żniwiarze mają stawić czoła Niji, słowiańskiemu bogu, który uprzykrza życie ludziom na naszym świecie, a także tym, którzy przebywają w Nawii.

Akcja rozgrywa się zarówno w naszym świecie, jak i w Nawii. Grupa bohaterów ląduje w mitycznym świecie i tam przeżywa niebezpieczne przygody. W świecie realnym nie jest lepiej. W Wiatrołomie pojawia się coraz więcej demonów, a Magda i Feliks nie mogą nadążyć z ich zabijaniem. Pierwszy czasami pomaga, ale trudno stwierdzić, po czyjej ostatecznie jest stronie. Kiedy dwójka żniwiarzy i spółka postanawiają przekonać mieszkańców miasteczka o tym, że demony naprawdę istnieją, nie przypuszczają nawet, jakie konsekwencje będą miały organizowane przez nich wykłady i uczenie ludzi ochrony przed stworami przybywającymi z Nawii.

Według mnie najciekawszą postacią jest Janina. Ta staruszka ze swoją złośliwością i butą zdecydowanie ubarwia grupę bohaterów serii. I jeśli kojarzycie ją z poprzednich tomów, gwarantuję, że tutaj Was zaskoczy.         

Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej mam wrażenie, że opisywane wydarzenia i niekończące się walki z demonami można było zmieścić w trzech tomach.

Jeśli chodzi o język, w tym tomie bohaterowie nagminnie zrywali się do biegu i robili różne rzeczy nieprzytomnie. Nie obyło się też bez częstych powtórzeń. Wiele było takich kwiatków, ale starałam się je ignorować, a skupić się na fabule.  

Nie mogę wiele napisać na temat finału, aby nie spojlerować. Wspomnę więc tylko tyle, że trochę się poczułam rozczarowana, bo wielu spraw autorka nie rozwiązała. Część wątków pozostała bez odpowiedzi, a zakończenie sugeruje możliwość powstania nowej serii na bazie Żniwiarza. 

Podsumowując, czyta się nieźle, chociaż mogłoby być lepiej, szczególnie, że pomysł na fabułę naprawdę ma potencjał. 

Tytuł: "Czarny świt"
Autor: Paulina Hendel
Gatunek: fantastyka z elementami słowiańskimi
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Żniwiarz, tom 5

Moja ocena: 4/6


czwartek, 15 kwietnia 2021

"Outpost" Dmitry Glukhovsky - recenzja

"Outpost" to pierwsza powieść Glukhovsky'ego, którą przeczytałam. Byłam ciekawa, jak pisze autor bestsellerowej serii o Uniwersum Metro. Odczuwam pewien dysonans, ponieważ styl autora jest świetny, ale fabuła nie do końca przypadła mi do gustu. 

Akcja powieści rozgrywa się na terenie Rosji, ale nie tej, którą znamy jako niezwyciężone mocarstwo, tylko pokonanej przez Rozpad. Garstka ocalałych ludzi mieszka w Placówce, w Jarosławiu, gdzie rządzi Pałkan. Do Moskwy jest daleko, dwieście pięćdziesiąt kilometrów. Kiedyś żadna odległość, teraz praktycznie nie do pokonania. W drugą stronę drogi również właściwie nie ma. Jest most i ziejąca trującymi oparami Wołga. Nie wolno przechodzić przez most, bo to śmiertelnie niebezpieczne. Nie wiadomo, co czeka na drugim brzegu. Nikt tego nie wie, bo nikt nie sprawdził. Kiedy pewnego dnia od strony mostu zjawia się tajemniczy przybysz, mieszkańcy Placówki obserwują go z obawą, ale i zaciekawieniem. Nie wiadomo, czego się mogą po nim spodziewać. Czy mężczyzna jest po dobrej czy po złej stronie mocy? Kim jest i co przynosi? Co głosi?  

Glukhovsky zmontował bardzo realistyczny świat postapo, a właściwie jego wycinek, bo poza Placówką prawdopodobnie nic nie ma. Zamieszanie, niepewność, klaustrofobiczna atmosfera, widmo głodu, lęk, ale i ciekawość, co stało się z innymi ludźmi. Obserwujemy ten straszny świat wraz z Jegorem, przybranym synem Pałkana, który owładnięty jest myślą o tym, co znajduje się za mostem, a w jego sercu dryfuje uczucie do jednej z mieszkanek Placówki. Młody chłopak próbuje mimo wszystko spełnić chociaż jedno marzenie. Gdyby przekonał do siebie Michelle, która go fascynuje, byłby szczęśliwy. Czym zaistnieć? Michelle zepsuł się telefon. Wprawdzie w tym świecie nie ma już linii telefonicznych, ale na jego dysku jest całe dotychczasowe życie dziewczyny. Zdjęcia, muzyka, wspomnienia. Jegor postanawia wyruszyć za most, aby sprawdzić, czy tam nie znajdzie sprawnego telefonu...

Akcja nie jest szczególnie wartka. Czytamy o tym, jak żyje się w Placówce, jakie mieszkańcy mają problemy, co im doskwiera i kto tam rządzi. Wbrew pozorom czytało mi się to lepiej niż ostatnie sto stron, gdzie akcja przyspiesza. Sama nie wiem dlaczego. Możliwe, że dlatego, iż spodziewałam się trochę innego rozwiązania fabuły :-) 

Jeśli lubicie postapokaliptyczne klimaty Uniwersum Metro, zdecydowanie powinniście przeczytać tę powieść. 

Tytuł: "Outpost"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 348
Wydawnictwo: Insignis
PREMIERA: 24 marca 2021

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Insignis


niedziela, 11 kwietnia 2021

"Droga dusz" Paulina Hendel - recenzja

Po krótkiej przerwie wypełnionej innymi powieściami wróciłam do serii Żniwiarz Pauliny Hendel. Z przyjemnością wróciłam do świata Magdy i Feliksa, żniwiarzy ratujących świat i ludzi przed słowiańskimi demonami. 

Czwarty tom serii zabiera czytelnika do Wiatrołomu, w którym pojawiło się niesamowicie dużo różnego rodzaju demonów. Potwory przedostają się do naszego świata z Nawii bez problemu. Ludzie giną codziennie, a Feliks i Magda nie nadążają z uśmiercaniem potworów. Mateusza nie ma, Pierwszy również już nie znajduje się na tym świecie, więc rachunek jest prosty. Na Ziemi pozostała trójka żniwiarzy: Magda, Wanda i Feliks. Czy tak zostanie aż do końca tej historii? Czy uda im się zwyciężyć Niję? Czy tego w ogóle można dokonać? 

W tym tomie Magda trafi w miejsce bardzo oddalone od domu, z którego będzie chciała wrócić, jednak okaże się, że to nie takie proste. Czy uda jej się odnaleźć drogę dusz i dzięki niej wrócić do swoich? Co słychać u Tosi i Klary, a także u bliźniaków i ich zrzędliwej babci? Pytań jest sporo, ale odpowiedzi na wszystkie znajdziecie w powieści. 

Fabuła prowadzona jest ciekawie, kolejne rozdziały czyta się szybko. Problemem są częste powtórzenia w tekście. Trochę brakowało mi też dokładniejszych opisów społeczności Wiatrołomu. Większość miejsca w tekście zajmują walki z demonami, a o mieszkańcach wsi wiemy bardzo niewiele, poza tym, że wielu zginęło. I gdyby jeszcze redakcja potraktowała tę powieść poważnie, byłoby idealnie. Mimo tych niedociągnięć chętnie sięgnę za jakiś czas do ostatniego, piątego tomu, aby poznać ostateczny finał tej opowieści. 

Tytuł: "Droga dusz"
Autor: Paulina Hendel
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Żniwiarz, tom 4
PREMIERA: 2 października 2019

Moja ocena: 5/6


   

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

"Sedno" Marek Stelar - recenzja

Powieść "Sedno" Marka Stelara nie mieści się w żadnym tradycyjnym gatunku. Według mnie to weird fiction, czyli połączenie horroru, fantasy i science fiction. To chyba będzie najlepszy wybór. Jeszcze nie miałam okazji czytać tego typu literatury, więc byłam ciekawa, co mnie czeka. Liczyłam na trochę grozy lub horroru.

Głównym bohaterem powieści jest Sebastian Kolasiński, architekt, który jedzie ze Szczecina do Warszawy nocnym pociągiem. Wykupił bilet w wagonie bez przedziałów w drugiej klasie i ruszył w drogę wraz z wieloma innymi pasażerami. To on jest narratorem tej opowieści, więc opisywane wydarzenia poznajemy z jego perspektywy. Zastanawiacie się pewnie, co może się dziać w wagonie TLK przemieszczającym się w nocy na trasie Szczecin - Warszawa? A jeśli do tego obrazka dodam, że za oknem na nocnym niebie pojawia się nagle Krzyż Południa, którego nie powinno tam być, a wszystko inne znika, spowite tajemniczą mgłą? Do tego zegarki pasażerów zatrzymują się na tej samej godzinie. Już to sprawia, że robi się odrobinę upiornie, a ludzie zamknięci na małej przestrzeni wagonu zaczynają się denerwować i zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi. A to jeszcze nie koniec dziwnych sytuacji. Mogę zdradzić, że nie obejdzie się bez trupów. Sebastian przyjmuje rolę lidera i stara się z pomocą kilku pasażerów rozwiązać zagadkę pociągu-widma. Przy okazji, dzięki drugiemu torowi narracyjnemu, poznaje (a my wraz z nim) mroczne tajemnice współpasażerów. Sam również ma trochę na sumieniu... 

Akcja powieści nie jest wartka. Przez pierwsze osiemdziesiąt stron zastanawiałam się, czy cała powieść będzie składała się głównie z przemyśleń Kolasińskiego i nawet przemknęło mi przez myśl, by odłożyć książkę i wrócić do niej za jakiś czas, ale wtedy właśnie zaczęło się dziać coś dziwnego. Dziwnego w takim sensie, że nagle stwierdziłam, iż nie potrafię odłożyć powieści, bo coraz bardziej ciekawi mnie, co też autor wykombinował w finale.

Kolejne sceny rozgrywające się w wagonie przechodzą od prawdopodobnych aż do całkowicie nierealnych. Napięcie utrzymuje się przez większość tej historii. Napięcie zaś podsycane jest psychologicznymi analizami głównego bohatera i uzupełniane drugą narracją, prowadzoną przez "nie-wiadomo-kogo". Autor z pomocą Sebastiana i pozostałych postaci zaprezentował czytelnikowi cały wachlarz ludzkich przywar, lęków czy bezrefleksyjnej wiary w pewne wartości.  

Finał jest zaskakujący i ciekawie skonstruowany. Chociaż nie bałam się podczas lektury, więc nie było grozy ani dreszczy, to jednak czytało mi się tę powieść dobrze. Świetnie skonstruowani bohaterowie byli rewelacyjnym dopełnieniem intrygi.          

Sam autor określił tę książkę powieścią grozy, a na portalu Lubimy czytać została przyporządkowana do gatunku horror. Jestem zmuszona się z tym nie zgodzić. Jak wspomniałam na początku, według mnie to weird fiction, a horrorem można najwyżej nazwać redakcję... Podczas lektury miałam wrażenie, że ekipa sprawdzająca potraktowała tekst bardzo po macoszemu. A szkoda, bo częste błędy techniczne wytrącają z równowagi. Jeśli jesteśmy już przy minusach, to jest jeszcze jeden. Tekst nie jest napowietrzony. To mocno zwarty blok, który przy mojej wadzie wzroku czytało mi się ciężko. Chociaż został podzielony na rozdziały, nie do końca mi to pomogło. Jednak warto było podjąć wysiłek, by poznać tę historię. 

Tytuł: "Sedno"
Autor: Marek Stelar
Gatunek: weird fiction
Liczba stron: 352
PREMIERA: 5 grudnia 2020
Wydawnictwo: Granda

Moja ocena: 6/6
Ocena redakcji: 2/6 

środa, 31 marca 2021

"Narzeczona z getta" Sabina Waszut - recenzja

"Narzeczona z getta" Sabiny Waszut to powieść o fikcyjnych bohaterach, którzy jednak mogliby istnieć, a nawet na pewno tacy ludzie gdzieś kiedyś żyli, mieszkali i próbowali przetrwać koszmar wojny. Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej czytamy o współczesności, w drugiej o wojnie, a trzecia to podsumowanie dwóch wcześniejszych.

Barbara to współczesna bohaterka, która, trochę wbrew mężowi, sprowadza do ich nowego domu starą, przedwojenną szafę. Odnowiony i pachnący tajemnicą mebel nie daje Basi spokoju. Kobieta zaczyna intensywnie szukać informacji o poprzednich właścicielach szafy, czując, że to jakaś niesamowita opowieść. Oprócz śledztwa w tym kierunku, Basia zmaga się z emocjami dręczącymi ją po śmierci siostry, więc mąż martwi się o nią i jej zdrowie. Kiedy okazuje się, że Marcin musi wyjechać na dłużej, Basia postanawia zostać w domu i zająć się poszukiwaniami na poważnie. Co z tego wyniknie?

W drugim torze narracyjnym, tym rozgrywającym się w czasie II wojny światowej, poznajemy Sarę i jej bliskich. Opisany wojenny świat jest przerażająco realistyczny. Sara musi radzić sobie w sytuacjach, które w ogóle nie powinny zaprzątać głowy nastolatki. Tyle tylko, że wojna nie pyta o wiek. Dziewczyna codziennie musi dokonywać trudnych wyborów i uważać na każdym kroku, aby nie wpaść w łapy hitlerowców. Kiedy zakochuje się w Janku, goju, na którego nie powinna nawet patrzeć, w jej życiu wiele się zmienia. Ich najbliżsi nie akceptują tego wyboru. Czy młodzi przeciwstawią się całemu światu, aby być razem? Czy oboje przeżyją wojnę? Jaką rolę w tej historii odegra wspomniana szafa?  

Zdecydowanie bardziej podobała mi się historia wojenna. Świetnie przedstawione tradycje żydowskie pozwalają zrozumieć życie według surowych reguł. Wpływ wojny na życie ludzi, głód, strach, getto, wszechobecna śmierć... To nie jest lekka historia. Ale bardzo ważna i opisana z ogromnym zaangażowaniem.

Muszę przyznać, że irytowała mnie Barbara ze swoją niestabilnością emocjonalną i zależnością od innych. Miałam wrażenie, że jest przerysowana. Ucieszyłam się, kiedy mogłam przeskoczyć wreszcie do wyczekiwanej części wojennej i pasowało mi to, że historia Sary zajmuje większość powieści. Znalazłam również w tekście sporo literówek. 

Znawcy literatury traktującej o Holocauście będą odczuwali niedosyt. To nie jest powieść historyczna, tylko obyczajówka z wątkiem historycznym, wojennym. Opowiadająca głównie o trudnej codzienności Sary i jej najbliższych. Myślę, że warto poświęcić czas na lekturę tej powieści.

Tytuł: "Narzeczona z getta"
Autor: Sabina Waszut
Gatunek: powieść obyczajowa z wątkiem wojennym
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Książnica

Moja ocena: 4/6

środa, 24 marca 2021

"Ołtarz Edenu" James Rollins - recenzja

Co stanie się, kiedy jakiś człowiek postanowi pobawić się w Boga i zaczyna eksperymentować z genetyką? James Rollins w swojej najnowszej powieści "Ołtarz Edenu" opowiada jedną z wersji, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby naukowcy postanowili odkryć tajemnicę sięgającą początków gatunku ludzkiego. Jest to drugie wydanie tej książki. Pierwszym Albatros uszczęśliwił swoich czytelników w dwa tysiące jedenastym roku.

Doktor Lorna Polk, pracownica Ośrodka Badawczego Gatunków Zagrożonych, zostaje poproszona o obejrzenie nietypowego ładunku pewnego trawlera znalezionego w Zatoce Meksykańskiej. Kiedy kobieta wchodzi na pokład, okazuje się, że zwierzęta umieszczone w klatkach są inne niż te znane jej dotychczas. Już na pierwszy rzut oka widać było, że przy ich tworzeniu ktoś znacznie namieszał w kodzie genetycznym. Zanim jednak ekipa zdołała zbadać dokładnie statek, nastąpiła eksplozja niszcząca łódź. Z życiem uchodzi zaledwie kilka genetycznie zmienionych zwierząt. Doktor Polk zamierza dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, a także kto i w jakim celu wykorzystał te stworzenia do swoich badań.     

Oprócz wątku naukowego, który w powieściach Rollinsa zajmuje zawsze większość fabuły, mamy również garść informacji o naszych bohaterach i ich życiu prywatnym. Dzięki temu stają się oni bardziej realni, a czytelnik zastanawia się, jak rozwiążą swoje własne problemy, kiedy już uratują świat. Bo musicie wiedzieć, że we wszystkich książkach Rollinsa bohaterowie ratują świat przed zagładą. Jeszcze nigdy nie zawiedli. Wzrastające podczas lektury napięcie generuje więc nie to, CZY im się uda, ale raczej JAK tego dokonają,  

Najnowsza powieść autora cyklu Sigma Force to osobna historia, przypominająca trochę "Wyspę doktora Moreau". Fabuła nie jest tak wymagająca, jak ma to miejsce we wspomnianej serii, ponieważ mamy tutaj jeden główny wątek i właściwie jedną ekipę bohaterów. W przypadku Sigmy wątków zawsze jest kilka i trzeba się nieźle skupić, aby nadążyć za zwrotami akcji. Tutaj skaczemy głównie między "naszymi" a wrogami. Autor umiejętnie ujawnia fragmenty układanki, które powoli wskakują na swoje miejsce, prezentując obraz przeprowadzanych eksperymentów, który może przerazić. Co kryje tajemnicza wyspa? Jak szaleni naukowcy zmieniają zwierzęta i czy tylko one poddawane są badaniom? Jaki jest cel głęboko utajnionych działań?

Zdecydowanie polecam zarówno tę, jak i pozostałe książki Jamesa Rollinsa. Jak zawsze warstwa naukowa została świetnie przygotowana. Nie jest to niezrozumiały naukowy wywód. Autor postarał się, by nawet te trudne tematy były opisane przystępnie. Dzięki temu nawet nie znając danego tematu, możemy spokojnie podążać za fabułą, nie tracąc nic z przekazywanej wiedzy. 

Tytuł: "Ołtarz Edenu"
Autor: James Rollins
Gatunek: powieść przygodowa, sensacja
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
PREMIERA: 8 marca 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

sobota, 20 marca 2021

"Na Podlasiu. Cecylia" Agnieszka Panasiuk - recenzja

"Na Podlasiu. Cecylia" to drugi tom trylogii autorstwa Agnieszki Panasiuk. Pisarka znów zabiera czytelnika w zupełnie inny świat. Lądujemy w drugiej połowie XIX wieku na Południowym Podlasiu, gdzie mieszka nie tylko tytułowa Cecylia, ale również bohaterowie znani już z pierwszego tomu cyklu. Dzięki temu, śledząc losy panny Turawskiej, możemy też dowiedzieć się, co słychać na przykład u Antonii.

Cecylia Turawska postrzegana jest w swoim otoczeniu negatywnie. Trzydziestoletnia stara panna, w dodatku stroniąca od towarzystwa, która mieszka kilkanaście lat u wujostwa i niewiele potrafi. Obraz niezbyt zachęcający do poznania jej bliżej, ale nic bardziej mylnego. Kiedy kobieta zostaje sama w dworku po wujostwie, okazuje się, że potrafi zadbać o dom, a nawet świetnie sobie z tym radzi. Pokonuje chorobliwą nieśmiałość i wychodzi do ludzi, daje się poznać i wreszcie powoli poprawia swój wizerunek. 

Dworek po wujostwie, w którym mieszka Cecylia, znajduje się niedaleko dworca w Białej. Z okna kobieta obserwuje nadjeżdżające pociągi i wyobraża sobie, jakie historie niosą ze sobą podróżujący nimi ludzie. Pewnego dnia interesuje się kilkuletnim chłopcem, który sam przebywa na dworcu. Okazuje się, że to Jurek, którego ojciec jest carskim sekretarzem, a matka nie żyje. Chłopiec nie chce czekać na ojca samotnie w domu, więc spędza czas właśnie na dworcu. Kiedy Maurycy Taczanowski dostrzega zainteresowanie Cecylii, w bardzo nieuprzejmy sposób daje jej do zrozumienia, że się zagalopowała w swojej trosce. Jednak Jurek już polubił nową znajomą i namawia ojca, aby mógł u niej czekać na jego powrót z pracy. Powoli nawiązuje się więź między dzieckiem spragnionym czułości a opiekunką. 

Wypadki toczą się swoim torem, bez nagłych zrywów, ale zdarzają się zaskakujące zwroty akcji. Chociaż po części fabuła jest przewidywalna, to jednak autorka potrafi nie tylko zainteresować swoją opowieścią, ale także zaskoczyć. Nie będę więcej pisała o wydarzeniach rozgrywających się w książce, aby nie psuć Wam przyjemności z lektury, ale możecie mi wierzyć, że na tych niespełna trzystu stronach sporo się dzieje. 

Przy okazji obserwowania losów bohaterów zyskujemy sporo informacji związanych z tradycjami Podlasia i codziennym życiem Polaków żyjących pod zaborem. Cecylia z cichej i nieśmiałej dziewczyny staje się odważną kobietą, która angażuje się w dzieło pomocy prześladowanym przez zaborcę unitom oraz rozpoczyna edukację w tajnym seminarium nauczycielskim. Dzięki krótkiemu wprowadzeniu, które przygotowała dla czytelników autorka, wchodzimy w historię unitów już z pewną wiedzą na temat represji, które ich spotykały na podlaskiej ziemi. 

Ciekawie skonstruowani bohaterowie, każdy inny, charakterny po swojemu, dobry lub zły, sprawiają, że opowiadana historia jest bardzo realistyczna i wciągająca. Miałam nadzieję, po lekturze "Antonii", że i ta powieść będzie wyjątkowa, i nie zawiodłam się. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom, w którym poznamy losy Aleksandry. I mam nadzieję, że dowiemy się również, jak radzi sobie Cecylia. 

Tytuł:" Na Podlasiu. Cecylia"
Autor: Agnieszka Panasiuk
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Szara Godzina
Cykl: Na Podlasiu, tom 2
PREMIERA: 5 marca 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina