wtorek, 19 marca 2019

"Zagubione zwierzaki. Szukaj. Znajduj. Baw się" Katarzyna Urbaniak - recenzja


Książeczki z serii Szukaj. Znajduj. Baw się zawierają piękne, pełne szczegółów ilustracje, przy których można przyjemnie spędzić czas. Zaproponowane w "Zagubionych zwierzakach" zadania to zaledwie początek przygody z odnajdywaniem umieszczonych na obrazkach elementów. Gdzie schował się tchórz? Ile wiewiórek mieszka w parku? Ile hipopotamów postanowiło dziś wziąć kąpiel w rzece? Kto wypuścił małpy z klatki w ZOO? 


Na czternastu stronach czeka na młodego odkrywcę siedem miejsc pełnych zwierząt: park, ZOO, las, góry i morze, a także rzeka i ogród. Każda ilustracja, dopracowana i bajecznie kolorowa, zachęca do wodzenia palcem po wycinku świata zwierząt małych i dużych. 

Seria wydawnictwa Wilga ćwiczy spostrzegawczość i koncentrację uwagi. Jest tu również nauka liczenia, ponieważ ukryte zwierzaki trzeba policzyć. Na każdej kolejnej ilustracji dziecko ma o jedno zwierzątko więcej do odszukania. Twarda oprawa i kartki pozwolą korzystać z książeczki przez długi czas bez większego uszczerbku. 

Warto spędzić z dzieckiem czas zarówno przy ej książeczce, jak i przy drugiej z serii, o zagubionych rzeczach. Ogrom szczegółów stanie się niewyczerpanym źródłem rozmów i zadań proponowanych maluchowi.

Przykłady stron:
http://katarzynaurbaniak.blogspot.com/2019/02/zagubione-zwierzaki-miasto-zagubionych.html

http://katarzynaurbaniak.blogspot.com/2019/02/zagubione-zwierzaki-miasto-zagubionych.html


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl


piątek, 15 marca 2019

"Pani Henryka i morderstwo w autokarze" Katarzyna Gurnard - recenzja


Moje drugie spotkanie z panią Henryką Orłowską uważam za bardzo udane. Lekka powieść, napisana z humorem i zagadką kryminalną, to idealna propozycja na popołudnie po długim, męczącym dniu. Przyznam jednak, że czytałam nie tylko po południu, ale właściwie w każdej wolnej chwili ;-) 

Tym razem Pani Henryka postanowiła zafundować sobie odrobinę luksusu i wykupiła wycieczkę do Paryża. Wraz z nią w podróż wyrusza kilka nieznanych emerytce osób. Autorka postarała się, by postacie były różnorodne, więc z przyjemnością poznawałam kolejnych bohaterów powieści. Niezawodna pani Henia szybko poznaje kolejnych współpasażerów, a dzięki jej obserwacjom zaznajamiamy się z nimi całkiem nieźle. Kierowca autokaru, pan Ireneusz, jest niezwykle przeczulony na punkcie swojego wspaniałego pojazdu i nie pozwala pasażerom na żadne ekscesy w stylu picia czy jedzenia w jego wnętrzu. Ani w ogóle na nic poza siedzeniem na fotelach. Pani przewodniczka Urszula natomiast większość czasu podczas jazdy spędza w świecie filmów i seriali, które ogląda nałogowo na telefonie. Wśród uczestników wycieczki mamy też dwa małżeństwa, Krystynę i Stanisława oraz Franceskę i Kacpra, pewnego początkującego pisarza, a także wirtuoza smaku. Kto z nich zginie i w jaki sposób? Odpowiedzi na te pytania poznacie sięgając po drugi tom przygód pani Henryki. 

Najlepiej rozumiem chyba Kacpra, który pracuje w bibliotece i nie może oderwać się od czytania książek :D Z dużym zainteresowaniem śledziłam poczynania Orłowskiej i naprawdę próbowałam zapamiętywać wszystkie szczegóły i szczególiki pojawiające się w treści. Przyznaję się, że mimo starań nie udało mi się wszystkiego przewidzieć ;-) Ale zabawę miałam przednią, szczególnie podczas lektury fragmentów, w których pani Henia wykorzystywała swoje zdolności aktorskie, aby uzyskać od "przesłuchiwanych" bohaterów potrzebne informacje. 

Przy okazji towarzyszenia głównej bohaterce podczas rozwiązywania sprawy, mamy okazję spędzić trochę czasu z jej zwierzakami, świnką morską, Biszkoptem, i kotkiem Czizem. Mali towarzysze Orłowskiej są bardzo pocieszni, a ich obecność dodaje ciepłego klimatu całej opowieści. Zdradzę Wam po cichu, że w toku śledztwa pojawi się jeszcze jedno zwierzątko...

Druga przygoda pani Henryki podobała mi się nawet bardziej niż pierwsza, więc liczę na kolejne spotkanie z samozwańczą panią detektyw.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz wydawnictwu LIRA

wtorek, 12 marca 2019

"Madame Pylinska i sekret Chopina" Eric Emmanuel Schmitt - recenzja


W jednym z wywiadów Schmitt tłumaczył, co według niego jest celem książki. Pisarz uważa, że powinna ona przekazywać jakąś mądrość czy filozofię, dzięki której ludzie nauczą się lepiej żyć, poznają siebie i będą potrafili zaakceptować odczuwane na co dzień emocje. Myślę, że autor konsekwentnie realizuje ten pogląd w swoich powieściach, a "Madame Pylinska i sekret Chopina" jest kolejnym tego przykładem.

Bohaterem powieści Schmitt uczynił siebie. Dzięki temu mogłam spojrzeć na niego nie tylko przez pryzmat jego pisarskiej twórczości, ale miałam okazję poznać również inne aspekty życia jednego z moich ulubionych pisarzy. W najnowszej książce autor podzielił się z czytelnikami swoją pasją muzyczną. O tym, iż nie jest to zwykłe zainteresowanie, lecz prawdziwa pasja, świadczą niesamowicie dopracowane i przemyślane opisy oraz porównania, które Schmitt zastosował w tekście (optuję za przyznaniem medalu tłumaczowi!). 

Nie będę przybliżać zbyt wiele z fabuły, ponieważ książka ma zaledwie 91 stron. Wspomnę tylko tyle, że tytułowa madame Pylinska to Polka, ekscentryczna nauczycielka gry na fortepianie, do której trafia Eric. Mężczyzna chce nauczyć się dobrze grać, ale metody jego mentorki są raczej specyficzne i zdecydowanie odstają od jego wyobrażenia o pracy nad techniką gry. No, bo co można sobie pomyśleć o nauczycielce gry, która nie pozwala uczniowi ćwiczyć na instrumencie, za to każe mu zrywać kwiaty, słuchać szumu drzew czy tworzyć fale na wodzie? 

Jeśli spodziewacie się wartkiej akcji i zaskakujących zwrotów w fabule, to muszę uprzedzić, że tutaj ich nie znajdziecie. Autor skupił się na filozoficznej stronie życia i starał się pokazać, jak ważne jest odkrywanie świata poprzez zachwycanie się najdrobniejszymi wydarzeniami. 

Schmitt zdradza czytelnikowi fragment prywatnych wspomnień, zaprasza nas do swojego świata i dzieli się chwilą, w której zrozumiał, że jego przeznaczeniem jest pisanie. Jak wyglądała droga, która doprowadziła go do tego stwierdzenia? Odpowiedź znajdziecie w tej krótkiej, lecz niezwykle treściwej i nasiąkniętej muzyką opowieści. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu ZNAK Literanova

poniedziałek, 11 marca 2019

"Stracony list" Jillian Cantor - recenzja


Wzmianka o tajemniczym liście z czasów wojny, umieszczona w opisie powieści pt. "Stracony list", zadziałała na mnie, jak magnes. Koniecznie musiałam poznać tę historię i nie żałuję, że poświęciłam jej czas. 

Autorka zabiera czytelników w dwutorową podróż pełną emocji. Pierwszy rozdział przenosi nas do 1939 roku (choć później cofniemy się jeszcze do 1938), a kolejny do 1989. I tak, na zmianę, wędrujemy między dwiema historiami i dwoma zestawami bohaterów.

W opowieści z czasów wojennej zawieruchy poznajemy Kristoffa, który rozpoczyna naukę u pewnego żydowskiego grawera i projektanta znaczków, Fabera. Okazuje się, że praca ta jest bardzo trudna i chłopak musi włożyć dużo wysiłku, aby efekt był zadowalający. Kiedy do córek i żony mężczyzny dociera wieść o zamachu na ludność żydowską ("noc kryształowa"), a grawer znika bez śladu, Kristoff staje się niejako opiekunem osamotnionych kobiet. Pewnego dnia znika również pani Faber, więc przyjaciel starszej z córek, Eleny, Josef, namawia dziewczęta do wyjazdu do Anglii. Dla Kristoffa rozstanie z Eleną, którą pokochał całym sercem, to dramatyczna chwila, jednak rozumie, że ten wyjazd może uratować im życie. Sam zostaje w domu Faberów, gdzie znajdują go Niemcy i zlecają przygotowanie znaczków dla Trzeciej Rzeszy... 
Jak potoczą się losy dziewcząt? Czy Kristoff wyjdzie bez szwanku z krążącego nad nim niebezpieczeństwa? W co chłopak postanowi się zaangażować? Kiedy Elena zdecyduje się wrócić do rodzinnego domu? I wreszcie, kto w brutalnym świecie, pełnym śmierci i chaosu, odnajdzie miłość?

Drugi tor to czasy współczesne i Los Angeles, w którym mieszka Katie. Kobietę poznajemy w trudnych dla niej chwilach. Musiała umieścić chorego na Alzheimera ojca w domu opieki, a do tego właśnie rozwodzi się z mężem, z którym również pracuje. Kiedy Katie porządkuje osobiste rzeczy ojca, natrafia na jego kolekcję znaczków. Ponieważ ojciec całe życie szukał "klejnotu", skupując na wyprzedażach znaczki i  stare listy, postanowiła sprawdzić, czy mu się to udało i oddała kolekcję do wyceny. Wśród mnóstwa szpargałów filatelista Benjamin odkrywa tajemniczy list z czasów wojny, ze znaczkiem, którego nigdy wcześniej nie widział. Wraz z Katie postanawiają odszukać adresatkę listu. Czy im się to uda? Czy adresatka wciąż żyje? I jaką historię duet detektywów-amatorów odkryje podczas wędrówek i rozmów z ludźmi? 

Autorka do opisania każdej z płaszczyzn czasowych wykorzystuje inny czas (teraźniejszy i przeszły), a do tego zmienia narrację z pierwszo- na trzecioosobową. Styl tej powieści jest raczej oszczędny, a jednocześnie wystarczający, by poruszyć i wciągnąć czytelnika. Wykorzystane w powieści wydarzenia z czasów wojny miały miejsce naprawdę, co potęguje wrażenie realizmu w stworzonej przez autorkę historii. Nie sposób nudzić się podczas lektury. Rozdziały są krótkie, lecz treściwe, a akcja powieści płynna i intrygująca. Z każdą kolejną stroną rośnie poziom emocji i zaciekawienia, co wydarzy się za chwilę i jakie decyzje podejmą bohaterowie.  

Chociaż książka jest określana jako historyczna, według mnie jest to raczej powieść obyczajowa z historią w tle. Jest to opowieść o miłości, poświęceniu i odwadze, potrzebnej do podejmowania trudnych decyzji i do stawiania czoła przeciwnościom losu. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy

wtorek, 5 marca 2019

"Słowiańskie siedlisko" Monika Rzepiela - recenzja




Słowiańskie klimaty zawsze mnie przyciągają. Tak też było z tą powieścią, nieznanej mi wcześniej autorki. Monika Rzepiela pasjonuje się staropolską kulturą i obyczajami do tego stopnia, że postanowiła przenieść swoją wiedzę o dawnych wiekach na karty powieści. Jej decyzja niezmiernie mnie cieszy, ponieważ dzięki temu mogłam zatopić się na ładnych kilka dni w świat, który i mnie fascynuje. 

W osadzie o nazwie Polana żyją główni bohaterowie tej wciągającej historii, siostry Rzepka i Dziewanna wraz z rodzicami, Dobromir ze swoją rodziną, sierota Wierzbinka, stara znachorka Libusza i wielu innych mieszkańców. Jak to w niewielkiej wiosce, ludzie się znają i wiedzą o sobie wszystko. Wieści rozchodzą się tam lotem błyskawicy, a dokładniej na bosych nogach dzieciaków. Dni mijają zgodnie z wędrówką słońca po niebie, a pory roku wyznaczają rytm wykonywanych prac. Ludzie oddają cześć słowiańskim bogom, ponieważ wierzą w to, że dobry byt całej rodziny zależy od ich przychylności. Życie płynie spokojnie, czasami okraszane większymi emocjami, czy to sprzeczką, czy też zakochaniem. Niewielka Polana i jej mieszkańcy nie są wolni i od śmierci, do której nieuchronnie każde życie zmierza.
Kiedy na dworze księcia Mieszka I rozgrywają się niezwykle ważne dla całego kraju wydarzenia, mieszkańcy Polany jeszcze nie zdają sobie sprawy z tego, co ich czeka. Książę, chcąc zapewnić poddanym spokój i bezpieczeństwo, decyduje się przyjąć chrzest święty, by móc poślubić czeską księżniczkę Dobrawę. Jak zmiany na dworze wpłyną na mieszkańców niewielkiej osady? Czyje serce zabije żywiej dla przystojnego Dobromira? Kto wyleje morze łez przez niespełnioną miłość? 

Akcja powieści jest raczej spokojna, bez nagłych zwrotów czy fajerwerków, ale płynnie prowadzi nas nie tylko przez koleje losów bohaterów, ale także prezentuje tamtejsze obrzędy, zwyczaje i całą tę słowiańską magię.  

Autorka napisała swoją powieść językiem przypominającym staropolski. Użyła dawnego słownictwa, zmieniła szyk wyrazów w zdaniu, dzięki czemu osiągnęła ciekawy efekt. Chociaż przez kilka pierwszych stron musiałam przyzwyczaić się do tych zabiegów stylistycznych, później czytało mi się wyśmienicie. Może tylko odrobinę przeszkadzały mi dość częste powtórzenia. 
Doceniam również przypisy, ponieważ nie jestem biegła w mitologii słowiańskiej na tyle, by pamiętać wszystkie bóstwa, więc krótkie wyjaśnienie bardzo mi się przydało. Spodobało mi się też kilka dawnych wyrazów, np. wieczerzadło czy wnęki (wnuki).

"Słowiańskie siedlisko" to piękna historyczna opowieść o obyczajach i codzienności naszych przodków, którzy jak my kochali, nienawidzili, zazdrościli czy obawiali się nadchodzących nieuchronnie zmian. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina

  

czwartek, 28 lutego 2019

"Oczy uroczne" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]




Na cykl Dożywocie składają się obecnie cztery publikacje. Po pierwszym i drugim tomie następuje tom o nietypowej numeracji 2.5 - "Szaławiła". Kolejne są "Oczy uroczne", czyli dalszy ciąg wspomnianego szaławiłowego opowiadania.

O fabule tego tomu pisać nie będę, ponieważ jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, to nie chciałabym psuć mu tej przyjemności.

Główną bohaterką powieści jest Oda Kręciszewska, lekarka kochająca swój nowy dom, zbudowany na odludziu, dokładnie w miejscu Lichotki, która poszła z dymem. Jest również Roch, często chmurny i milczący mężczyzna, który z oddaniem wypełnia powierzone mu zadania. 
Moje serce skradł Bazyl, ewidentnie. Czort nad czorty, najlepszy z możliwych! Jego wada wymowy sprawiła, że musiałam się wyjątkowo skupić na lekturze, ale to była ogromna przyjemność. Myślę, że mogę go spokojnie postawić na jednym szczebelku wraz z pewnym przesłodkim Lichem ;-)
Jest jeszcze kilka innych interesujących postaci, które nadają tej historii niepowtarzalnego klimatu. I żeby była jasność... Nie znacie dnia, ani godziny, w której okazać się może, że nie każdy jest tym, za kogo się podaje. 

Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Gładkie zdania sprawiają, że powieść czyta się naprawdę szybko (wyłączając wypowiedzi Bazyla :D) i z dużą przyjemnością. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe wydarzenia, nie ma czasu na nudę. 
Wprawdzie w wypowiedziach Ałtorki (pisownia zamierzona) pojawia się trochę straszne słowo "domknięcie", jednak tak sobie myślę, że wprawdzie odczuwam smutek z powodu zakończenia tej serii, ale z drugiej strony Marta Kisiel, ze swoją wyobraźnią bez granic, nie wytrzymałaby bez tworzenia dla nas, czytelników, kolejnych niezwykłych historii i równie niecodziennych bohaterów, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać... ;-)

Poniżej próbka możliwości językowych Bazyla:





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu UROBOROS

piątek, 22 lutego 2019

"Prawdy i tajemnice" Sylwia Trojanowska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Drugi tom trylogii Sylwii Trojanowskiej to dalszy ciąg emocjonującej historii Ludwika Starkowskiego. Opowieść o trudnej i skomplikowanej, pełnej tajemnic przeszłości starszego pana i bliskich mu osób. 

W pierwszej części cyklu do Szczecina wróciła po kilkunastu latach nieobecności wnuczka Starkowskiego, Magdalena. To właśnie dla niej starszy pan wraca pamięcią do bolesnych wspomnień. Dla Magdy i... dla swojej ukochanej Antoniny. Może również dla siebie? Kto za nim trafi...
Starkowski powoli odkrywa kolejne wydarzenia z czasów wojny, pozwalając, by Magda poznała go lepiej. Nie daje jednak wnuczce do końca wolnej ręki w ocenie jego postępowania. Wciąż określa sam siebie w negatywny sposób... 
Czego dowie się kobieta o swojej rodzinie? Jak przyjmie trudną prawdę i kolejne tajemnice? Co ukrywa Ludwik? I czy odważy się wreszcie wyjawić wszystko? 

Pomysł na powieść jest podobny do tego z pierwszego tomu. Mamy dziadka, który opowiada wnuczce historię swojego życia i ujawnia kolejne skrywane przez lata tajemnice. Oprócz tego wątku jest również kilka innych, w tym romantyczny. Opowieści Ludwika, pełne wojennej rzeczywistości, przeplatają się z innymi wątkami, nie pozwalając znudzić się lekturą. Jednocześnie kolejne rozdziały pięknie porządkują opisywaną historię. Nie sposób się pogubić. 

Muszę Was jednak uprzedzić, że ta piękna okładka nie do końca pasuje klimatem do fabuły. Powieść jest pełna trudnych emocji, a opisy niektórych wydarzeń są drastyczne i naprawdę poruszające. Nie zdarza mi się płakać podczas lektury, ale są fragmenty, które wywołały u mnie dreszcz i gęsią skórkę. W powieści znajdziecie również sceny i dialogi humorystyczne, a także nadające lekkości postaci. Wszystko jest wyważone i przemyślane.  

To nie jest książka na relaks. Wojenny wątek poraża realizmem i mocnymi opisami. Zobaczycie, że będzie się działo. Nie mogę się wprost doczekać zakończenia tej trylogii!




Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Czwarta Strona


poniedziałek, 18 lutego 2019

"Chłopiec z ulicy Wschodniej" Anna Stryjewska - recenzja




Niepozorna książeczka Anny Stryjewskiej to opowieść o Gabrysiu Koneckim, mieszkańcu Łodzi, któremu przyszło żyć w dysfunkcyjnej rodzinie. Jego codzienność to ciężka ręka ojca nadużywającego alkoholu i zahukana matka, która kocha chłopca nad życie, ale nawet dla niego nie potrafi uwolnić się spod władzy męża-tyrana. Jak potoczą się losy chłopca i jego rodziny?

Akcja pierwszego rozdziału powieści rozgrywa się w 2012 roku i poznajemy w nim dorosłego Gabriela, ale kolejny cofa nas o dziesięć lat. Obserwujemy życie Gabrysia, który stara się odnaleźć w trudnej codzienności i  mimo wszystko wciąż mieć marzenia. Mieszka z rodzicami na poddaszu kamienicy przy ulicy Wschodniej. Chodzi do szkoły, stara się dobrze uczyć i nie denerwować ojca... Ostatni rozdział znów przenosi nas do 2012, zamykając klamrą cała tę historię. 

W brutalnym świecie chłopca odwiedza od czasu do czasu Gabriel, jego anioł stróż. Zabiera nastolatka w różne miejsca, związane z jego marzeniami. Muszę przyznać, że ten wątek przypadł mi do gustu najmniej. Opowieść jest na wskroś realistyczna, tymczasem ten anioł mi tutaj trochę zaburzał tę świadomość. Ewentualnie można go potraktować, jak niewidzialnego przyjaciela, którego często wymyślają sobie dzieci. Lub rodzaj ucieczki przed okrucieństwem codzienności w świat baśni.

Przemoc w rodzinie to bardzo trudny temat, o którym ciężko zarówno pisać, jak i czytać. Autorka opowiedziała o losie Gabrysia prostym, pełnym emocji językiem. Pokazała bardzo aktualny problem, którym jest brak reakcji otoczenia na czyjąś krzywdę. Dlaczego nie pomagamy? Boimy się? Brzydzimy? Nie jesteśmy empatyczni? Trudno powiedzieć. Dobrze, że Gabryś w najtrudniejszych chwilach mógł liczyć na panią Helenę...

Spośród wszystkich bohaterów książki największą sympatią obdarzyłam panią Helenę, sąsiadkę Koneckich z dołu. Dystyngowana i niezwykle elegancka starsza pani, właścicielka malutkiego pieska, otoczyła Gabrysia opieką, a i on nie raz jej pomógł, na miarę swoich możliwości. Przyszło mu między innymi słono zapłacić za zdradzenie sąsiadce planu splądrowania jej mieszkania, o którym usłyszał na podwórku. Ciekawym zabiegiem było również wprowadzenie dziennika innej sąsiadki, pani Kornelii, która była jak tajny agent, obserwator, któremu nic nie umknie. 

To nie jest lekka lektura. Znajdziecie w niej wiele smutku, żalu, rozczarowań i zawiedzionych nadziei. Ale światło na końcu tunelu też jest, więc uważam, że mimo wielu negatywnych emocji warto po nią sięgnąć. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina

niedziela, 17 lutego 2019

"Szukaj. Znajduj. Baw się. Miasto zagubionych rzeczy" - recenzja


Książka graficzna z serii Szukaj. Znajduj. Baw się, z krótkimi tekstami do każdej planszy, to idealny tytuł dla maluchów, które uwielbiają wyszukiwać drobne elementy na dużych ilustracjach. Rysunki zawierają mnóstwo szczegółów, więc jest to nie lada wyzwanie nawet dla starszych śmiałków.

W pozycji znajduje się siedem plansz z ilustracjami tematycznymi. Mamy do dyspozycji: wnętrze dużego sklepu, wycinek prezentujący skrzyżowanie i ulicę, Stare Miasto z wieloma spacerowiczami, teatr z widownią i sceną, blok mieszkalny, targ pełen straganów oraz zapchany pasażerami autobus. Wszystkie są niezwykle szczegółowe i bardzo kolorowe, ale jednocześnie nie krzykliwe. 

Krótkie zadanie, zaproponowane w książeczce, to dopiero początek zabawy. Wyszukanie np. pięciu pasażerów autobusu, którzy mają ze sobą torby i torebki, to nie tylko ćwiczenie spostrzegawczości, ale także umiejętności liczenia. Kolejne zadania możemy wymyślać już sami. Materiału jest aż nadto. Możemy zadawać dziecku pytania dotyczące sprzedawanych na targu produktów czy znajdujących się na starym mieście zabytków, albo poprosić, aby to ono znalazło dla nas trudną do wyszukania zagadkę. Wzajemne naprowadzanie się na wybraną postać czy przedmiot na ilustracji może być źródłem świetnej zabawy. 

Książeczkę można delikatnie przetrzeć wilgotną ściereczką, jeśli się zabrudzi, ale nie należy jej narażać na leżenie w wilgotnym miejscu, ponieważ tektura może się rozwarstwić. Twarde kartki z pewnością pomogą ochronić ją przed "niszczycielskimi" zapędami młodszych dzieci. 

Bardzo jestem ciekawa, jak wygląda drugi tom tej serii, w którym tematem przewodnim są zwierzęta.




Książkę "Miasto zagubionych rzeczy" możecie zakupić na stronie Księgarni taniaksiazka.pl

Książki dla dzieci w księgarni Tania Książka

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Tania Książka

poniedziałek, 11 lutego 2019

"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy" Sylwia Winnik - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


"Poza granicami Polski, gdzie służą żołnierze, toczy się jedna wojna. Tu, w kraju, gdzie pozostawione są ich rodziny, druga. Obie są niebezpieczne. Obie tak samo ważne".

Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tym dokumencie. Wprawdzie nie sięgnęłam po niego całkiem w ciemno, ponieważ przeczytałam niedawno "Dziewczęta z Auschwitz" tej autorki, ale przyznaję, że rzadko czytam pozycje z tego gatunku. Myślę jednak, że gdyby większość z nich była podobna do książek Sylwii Winnik, pewnie sięgałabym po nie częściej. 

"Tylko przeżyć" to dokument pełen trudnych emocji. Z każdego rozdziału wyziera cały wachlarz uczuć. W tych kobiecych emocje buzują jak gejzer, a historie mężczyzn opowiedziane są "po męsku", szorstko i w skrócie, skupiając się na wojnie, a nie na uczuciach. Kolejne strony książki Sylwii Winnik dają do myślenia. Ile w tych ludziach jest pokory wobec nieustającej groźby śmierci, tego się po prostu nie da opisać...

Poruszyły mnie rozdziały, w których o życiu w żołnierskiej rodzinie opowiadają Paweł i Patryk, synowie żołnierzy. Nie wyobrażam sobie emocji, które kotłują się w sercu dzieciaka, nastolatka, którego ojciec wyjeżdża i może nigdy nie wrócić... Walczy gdzieś daleko, a w domu jest gościem, choć jest tak bardzo potrzebny najbliższym. Ich wojna toczy się w domu, szkole, pracy i jest nie mniej ciężka, pełna skomplikowanych decyzji i emocji, które często wygrywają z zagubionym i udręczonym rozterkami młodym człowiekiem. 

Życie żołnierza to trudne wybory i decyzje, których konsekwencje obejmują  całą rodzinę. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać. Nie każda żona potrafi żyć w ciągłym lęku i niepewności. Na szalkach wagi życia nieustannie rozkładają miłość i strach. Która okaże się cięższa? Ile potrzeba siły, aby przetrwać rozłąkę, tęsknotę i ciągłą obawę o to, czy mąż i ojciec bezpiecznie wróci z misji? Co żołnierz zastanie po powrocie do domu? Kochających członków rodziny czy obce osoby, z którymi już nic go nie łączy? I czy będzie potrafił przystosować się do codzienności po miesiącach spędzonych na polu walki?

Wojna ma wiele twarzy. Dla żołnierza z powołania misja to adrenalina, obowiązek i rozkaz, jednak dla rodzin, które zostają w Polsce, rozłąka najczęściej kojarzy się z tęsknotą i ciągłym lękiem o życie ukochanej osoby. Dokument Sylwii Winnik pokazuje wiele, ale nie wszystko. Jednak nawet w ciszy można usłyszeć krzyk rozpaczy, łzy i ciągły strach, ale jednocześnie dumę. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz wydawnictwu ZNAK

piątek, 8 lutego 2019

"Coś tu nie gra" Joanna Szarańska - [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]




Wkrótce premiera trzeciego tomu przygód Zojki Tuszyńskiej.  Nie lada to gratka dla fanów serii. Dla mnie tym większa, że to mój pierwszy patronat! Główna bohaterka znów wpląta się w nie lada kabałę. O czym przeczytacie tym razem? 

W Lipówce rusza amatorski teatr. Zojka postanawia zredagować artykuł o przygotowaniach do pierwszego spektaklu. Jest o czym pisać, ponieważ już na castingu robi się gorąco. Wybucha niezła awantura, która uruchamia lawinę wydarzeń. Wydaje się, że po wypadku Patrycji, która miała zagrać Calineczkę, nie może się stać już nic gorszego. Niestety, okazuje się, że to dopiero początek niebezpiecznych zdarzeń. Nasza główna bohaterka staje się celem i zaczyna obawiać się o własne życie. Niedaleko Zojki kręci się, rzecz jasna, redaktor Kordecki, natomiast myśli aspiranta Chochołka zaprzątnięte są zgoła czymś innym. A właściwie kimś...
Kto miał interes w tym, by zlikwidować Patrycję? Dlaczego na Zojkę ktoś poluje? I kto zagra Calineczkę, kiedy okaże się, że Patrysia z pewnością nie pojawi się na scenie?

Humor niezawodny, jak w poprzednich tomach serii. Babunia Łyczakowa fantastyczna, aż się chce czytać wypatrując dialogów z jej udziałem. Styl Autorki lekki i zabawny, sprawia, że czyta się szybko, z prawdziwą przyjemnością. I tylko przespana korekta trochę zgrzytała mi w zębach... 

Koniecznie sięgnijcie nie tylko po ten tom, ale i po wcześniejsze. I nie muszę chyba przypominać, że czeka nas jeszcze jedna część przypadków Zojki! Już wkrótce :-)




Za możliwość przeczytania książki oraz powierzenie mi patronatu medialnego dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona