sobota, 15 czerwca 2019

"Trzecia" Magda Stachula - recenzja


Dawno nie uczestniczyłam w żadnym book tourze, więc kiedy zobaczyłam informację o turnee powieści nieznanej mi dotąd autorki, pomyślałam, że opis jest interesujący i warto spróbować. Zabawa zorganizowana została przez @emijatt.  

Eliza to psychoterapeutka. Należałoby się również zastanowić nad tym, czy nie psychopatka, bo powiem Wam, że całkiem normalna, to ona raczej nie jest. A może to inni są niespełna rozumu? Wszyscy ci, którzy ją śledzą, fotografują, sprawdzają... Czy może tylko jej się wydaje? Trudna sprawa. 
Lilianna to łudząco podobna do Elizy kobieta, która nie potrafi podźwignąć się po stracie ukochanego. Zniknął z jej życia, ale kobieta wciąż wierzy w to, że go odnajdzie i znów  będą razem. Jednak czy to możliwe? Dlaczego mężczyzna odszedł? Czy na pewno był tym, za kogo się podawał? Lilianna nie ma o nim żadnych informacji. Czy da się odnaleźć igłę w stogu siana?

Lubię wielotorowość w powieściach, chociaż czasami przez to fabuła bywa chaotyczna. Tutaj wszystko było uporządkowane. Historie Elizy, Lilianny i Antona przeplatają się idealnie i uzupełniają wzajemnie. Rozdziały kończą się w sytuacjach, które wzmagają ciekawość i trudno odłożyć książkę. Kolejne strony ujawniają nowe tajemnice i brudy z życia bohaterów.  

Bardzo podobało mi się stopniowanie napięcia i pierwszoosobowa narracja, która potęgowała wrażenie grozy. Jednak chaos i paranoja panujące w umyśle Elizy biją na głowę wszystko.   

Polecam wszystkim, którzy lubią niepokojące historie :)


Jeśli chcecie poczuć klimat, towarzyszący lekturze, polecam obejrzeć dwuminutowy film, promujący powieść:

czwartek, 6 czerwca 2019

"Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" Stefan Darda - recenzja


Okładka obiecująca, z opisem, który mnie zaintrygował: Horror kryminalny roku. Poza tym znam autora z wcześniejszych powieści: "Zabij mnie, tato" oraz cyklu "Dom na Wyrębach". Książki te elektryzują i trzymają w napięciu. Liczyłam, że i tutaj tak będzie, choć po lekturze "Cymanowskiego młyna" nie byłam pewna, czego się spodziewać. 

Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia. Został skazany i odsiedział wyrok za niewinność. Jednak ludzie nie wierzą, że oskarżenia, które do niego przylgnęły, to wymysły mężczyzny nie znoszącego Kuby od liceum. Wiadomo przecież, że jak już człowieka uczepi się jakaś łatka, trudno się jej pozbyć. Domaradzki przez tę sytuację stracił matkę, która nie zniosła upokorzenia syna, i został mu tylko wuj, Olgierd Lang, mieszkający i pracujący jako fryzjer w Przemyślu. Jakież był zdziwienie Kuby, kiedy wujek nie zjawił się po niego w więzieniu. Umówili się, że krewny go odbierze, ale Lang nie przyjechał. Jeszcze większy szok przeżył, kiedy poznał powód nieobecności wuja. Okazało się, że fryzjer popełnił samobójstwo. Kuba jak najszybciej udał się więc do Przemyśla, by poznać szczegóły śmierci wuja. Nie mógł uwierzyć w teorię policji, która szybko zamknęła sprawę. Wuj zostawił jednak list pożegnalny o bardzo zagadkowej treści...

Akcja nie jest wartka i pełna zwrotów. Kolejne wydarzenia rozgrywają się spokojnie i nie czuje się niepokojącej atmosfery, tak typowej dla polskiego mistrza grozy. Z kryminału zaś mamy nieżyjącego Langa i podejrzenie, iż ktoś pomógł mu skończyć ze sobą. Jest także tajemnica pewnego kamienia, uważanego za amulet.

Autor poprowadził nas płynnie przez kilka wątków. Oprócz wątku głównego mamy m.in. historię z przemocą domową w tle i poszkodowane w wypadku dziecko. Odrobinę naciągany jest wątek karate, ale dobra, ewentualnie można przyjąć, że ma sens ;-) 

Prosty język powieści trafi z pewnością również do młodzieżowego czytelnika. Przynajmniej ten pierwszy tom, w którym nie ma na razie nic z grozy i horroru, a kryminału jest zaledwie odrobinę. 

Moim ulubieńcem w tej powieści jest pan Ludwik, współpracownik wuja Olgierda. Starszy fryzjer mówi lokalną gwarą, która brzmi po lwowsku. Nie wiem, jak inni czytelnicy odebrali jego wypowiedzi, ale mnie ta gwara niesamowicie się podobała i dzięki niej widziałam w wyobraźni tego starszego pana.  

Odnoszę wrażenie, że ten tom to wstęp do większej tajemnicy i bardziej skomplikowanych poszukiwań. Mam nadzieję, że wkrótce - wraz z kolejnymi tomami - pojawi się również obiecywana atmosfera grozy. Dlatego przeczytajcie i czekajcie razem ze mną na ciąg dalszy, bo cykl będzie składał się z czterech części.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu AKURAT

sobota, 1 czerwca 2019

"Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobar - recenzja




Kołysanka kojarzy się z czymś miłym, ciepłym i spokojnym. Niejednokrotnie również z mamą i poczuciem bezpieczeństwa. Jednak ta sama niewinna piosenka w połączeniu z piekłem, jakim był obóz koncentracyjny w Auschwitz, wywołuje ciarki na plecach. 

Główną bohaterką tej opowieści jest Helene Hannemann, Niemka czystej krwi i żona Cygana. Czasy, w jakich przyszło im żyć, nie sprzyjały takim małżeństwom. Kiedy po jej rodzinę przychodzą żołnierze, kobieta nie waha się ani chwili. Wraz z  mężem i piątką dzieci zostaje zabrana do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Hannemannowie nie mają pojęcia, jaki koszmar czeka ich na miejscu. Helene już na początku zostaje rozdzielona z mężem i trafia wraz z dziećmi do obozu dla Cyganów. Jako pielęgniarka i Aryjka dostaje niezwykłą propozycję od doktora Mengele. W piekle, jakim jest Auschwitz, jest to pomysł co najmniej dziwny. Doktor Mengele poleca kobiecie zorganizowanie w obozie przedszkola. Kobieta stara się ze wszystkich sił stworzyć dla dzieci miejsce, w którym choć przez kilka godzin dziennie maluchy będą mogły poczuć się normalnie, jak w domu. Pobawić się w cieple z innymi dziećmi i zjeść coś pożywnego. Czy Helene uda się zorganizować przedszkole, o jakim marzy? Czy znajdzie wśród więźniarek osoby chętne do pomocy? I jaki interes ma Mengele w ofiarowaniu tylu dóbr znienawidzonym "podludziom"?

Wrażenie, jak przy wszystkich książkach tego gatunku, jest wstrząsające. Jednak według mnie ta opowieść różni się trochę od innych historii obozowych. Jest napisana delikatniejszym językiem i nie zawiera zbyt wielu szczegółowych opisów gehenny więźniów. Owszem, obserwujemy obozowe życie i ich codzienność pełną śmierci, jednak nie wszystko zostało opisane przez autora wprost. Część faktów autor przekazuje za pośrednictwem jedenastoletniego syna Helene, który poznaje prawdę o działaniach hitlerowców i przekazuje te informacje matce.  

Śledziłam działania Helene i jej pomocnic z dużym zainteresowaniem. Byłam ciekawa, jak kobiety poradzą sobie z obowiązkami, które stawiali przed nimi Niemcy. W jaki sposób przetrwają nieludzkie warunki, w jakich przyszło im funkcjonować? Czy wypełnią zadania otrzymane od doktora Mengele? Czy przeżyją?

Historia, którą opisał Escobar, jest autentyczna. Helene i jej rodzina żyli naprawdę. Autor zdradza w posłowiu, czy Hannemannowie przetrwali koszmar Auschwitz. Nie jest to książka łatwa. Nie liczcie na relaks podczas lektury. Choć zawiera mniej drastycznych opisów niż inne powieści z tego gatunku, nie znaczy to, że jest lżejsza w odbiorze. 

Możecie spodziewać się opowieści o niesamowitej sile i sztuce przetrwania uwięzionych w Auschwitz ludzi i potędze matczynej miłości. O nadziei, która pomaga żyć, mimo wszelkich przesłanek świadczących o tym, że pozostało już tylko czekanie na śmierć. 








Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl


środa, 29 maja 2019

"Łowca" Paulina Hendel - recenzja


W związku z tym, iż poniżej znajduje się recenzja ostatniego tomu trylogii, uprzedzam lojalnie o możliwości pojawienia się spojlerów :-)

Po finale tomu drugiego nie mogłam doczekać się, by sprawdzić, co też autorka wymyśliła dla bohaterów w ostatniej części cyklu. 

Hubert Sierpień, bogaty w doświadczenie, które zdobył podczas wydarzeń opisanych w pierwszym tomie, postawił sobie za cel odmienić zło, które spotkało jego przyjaciół. Chociaż nikt mu nie wierzył, konsekwentnie realizował swój plan ratunkowy i robił wszystko, by jego najbliżsi byli bezpieczni. Drugi tom był świetnym uzupełnieniem pierwszego, ponieważ autorka zdradziła czytelnikom to, co wydarzyło się na przestrzeni siedmiu lat, których Hubert w pierwszej części nie pamiętał. Chłopak dostaje więc coś w rodzaju drugiej szansy, aby pozmieniać pewne wydarzenia. Nie wszystko jednak udaje mu się zrealizować tak, jak to sobie wymyślił. W drugim tomie poznajemy też nowych bohaterów, ponieważ Ernest przeżył i wraz z Hubim wrócił do Polski, by odnaleźć resztę rodziny i dotrzeć do Dąbrówki, gdzie mieszka dziadek Erniego. Kolejny raz mamy możliwość obserwowania, jak ludzie radzą sobie po apokalipsie. Dzięki wędrówkom głównych bohaterów po Polsce, akcja jest dynamiczna i interesująca. 

Co było dalej? W trzecim tomie cała historia zatacza krąg. Hubert znów ląduje w chacie Henryka, ale tym razem pamięta wszystko, co wydarzyło się od wybuchu w Paryżu. Jego historia toczy się jednak inaczej, ponieważ chłopak nie jest już lubianym przez wszystkich strażnikiem. Musi od początku przekonywać do siebie ludzi, którzy go nie znają i nie ufają mu. Tym razem autorka wplotła w swoją opowieść o wiele więcej słowiańskich demonów. Najważniejsze informacje o nich pisarka włożyła w usta bohaterów, więc nie przeczytamy tu długich opisów, lecz dynamiczne i często zabawne dialogi. Obserwujemy życie mieszkańców Dąbrówki, ale dzięki podróżom młodych bohaterów, poznajemy również ludzi, którzy przetrwali apokalipsę i odbudowują świat w innych osadach. 

Bardzo podobał mi się pomysł autorki, aby w trzecim tomie opisać to, co wydarzyło się w pierwszym. Dlaczego? Ponieważ Hubert, świadomy tego, co się stanie, zmienia przyszłość, więc czytając podejrzewamy, co się wydarzy, jednak akcja nie zawsze toczy się według znanego nam scenariusza. 

Trzeci tom trylogii czytało mi się zdecydowanie najprzyjemniej, chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że w tym tomie redakcja przepuściła to i owo. Wydaje mi się, że ostatni tom jest pod tym względem najsłabszy.

"I tak się trudno rozstać, i tak się trudno rozstać..."

Mam nadzieję, że Hubert jeszcze powróci w kolejnych tomach tej serii. W końcu świat po apokalipsie ma niesamowity potencjał ;-) Jeśli jeszcze nie czytaliście tej trylogii, sięgnijcie po nią koniecznie.







Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

sobota, 25 maja 2019

"Moje przyjaciółki z Ravensbrück" Magdalena Knedler - recenzja


Początkowo chciałam wpisać w metryczce książki, że to literatura współczesna, ale to bardzo szerokie pojęcie. Ostatecznie zdecydowałam, że określenie jej mianem historyczno-obyczajowej pozwoli szybciej sklasyfikować powieść komuś, kto nie ma pojęcia, o czym tym razem opowiada nam autorka. Nie wiem czy uda mi się napisać krótko, ponieważ mnóstwo myśli chodzi mi po głowie po tej lekturze.

Pewnego dnia młoda pisarka Ida Breza znajduje na progu swojego mieszkania tajemniczą paczkę. Jest to brulion z rękopisem książki. Dołączono również prośbę o wydanie jej. Pisarka nie wie, kto podrzucił jej tekst, ani nie zna autora zapisków. Poszukiwania tego drugiego zajęły jej osiem lat i nie przyniosły żadnych rezultatów. Poza tym Ida szybko zorientowała się, że imiona bohaterek tekstu są wymyślone. Postanawia zatem odnaleźć ich prawdziwe tożsamości na podstawie informacji zawartych w powieści. 
Książka została ostatecznie wydana bez podania nazwiska autora, co Ida odebrała jako osobistą porażkę. Sprawa tajemniczego autora owładnęła kobietą całkowicie i zaważyła na wielu decyzjach, które podjęła w życiu. Jak wiele była gotowa poświęcić Ida w pogoni za rozwiązaniem zagadki?  Czy uda jej się tego dokonać po tylu latach?

Akcja powieści toczy się dwutorowo. Obserwujemy  na przemian współczesną bohaterkę, Idę, i jej otoczenie oraz koszmar KL Ravensbrück i cztery kobiety, Marię, Helgę, Sabinę i Bente, które los połączył w tym strasznym miejscu. Wydawać by się mogło, że okrutna obozowa codzienność wyklucza istnienie takich uczuć, jak miłość, przyjaźń czy współczucie i empatia. Tymczasem więź, która powstała między czterema kobietami zadziwia siłą i czystością intencji. Są diametralnie różne, pochodzą z odmiennych środowisk i trafiły do obozu z innych powodów, a mimo to, dbają o siebie, pomagają sobie i wspierają wzajemnie. Można powiedzieć, że we cztery utrzymują się przy życiu, przy okazji pomagając innym więźniarkom. 

Magdalena Knedler w niepowtarzalny sposób snuje opowieść o życiu swoich bohaterek, zarówno tych sprzed lat, jak i żyjących współcześnie. Pięknym językiem maluje obrazy przedstawiające kolejne dni, tygodnie i miesiące życia więźniarek, a także zmagania Idy z odkrywaniem kolejnych elementów układanki. Kobiecie nie daje spokoju myśl, że ma wszystkie odpowiedzi na wyciągnięcie ręki, a kluczem jest podrzucony jej tekst.      

Do tej pory skupiałam się głównie na Auschwitz i życiu w gettach, a o Ravensbrück nie czytałam wiele. Dzięki Magdalenie Knedler mogłam poznać to miejsce z perspektywy więźniarek. Nie muszę chyba dodawać, że cała powieść jest dowodem ogromnej pracy, jaką wykonała autorka, by rzetelnie przedstawić prawdę historyczną.

Ta pełna trudnych emocji i obrazów obozowego życia książka, ukazująca niezwykłą siłę czterech kobiet i człowieczeństwo mimo nieludzkich warunków, w których przyszło im żyć, powinna być według mnie lekturą obowiązkową.





Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

piątek, 17 maja 2019

"Kółko się pani urwało" Jacek Galiński - recenzja


Kiedy widzisz na okładce książki tytuł od czapy, wiedz, że coś się wydarzy... Debiut Jacka Galińskiego budzi różne emocje wśród czytelników, ale nie przeglądałam recenzji przed lekturą. Po prostu zobaczyłam okładkę, przeczytałam tytuł i wiedziałam, że muszę ją mieć. Czy warto było? Po mojej ocenie widać, że jak najbardziej. Bo mnie się, proszę Państwa, Zofia Wilkońska bardzo spodobała. 

Główna bohaterka to żywotna emerytka, która nie rozstaje się ze swoim wózeczkiem zakupowym. Groteskowa, ironiczna, trochę zarozumiała, z obrazem siebie i otoczenia kompletnie nie przystającym do rzeczywistości. Czasami o czymś zapomni, a innym razem zapamięta coś na mur-beton. Jak to starsza pani, która mieszka sama i w większości wypadków musi liczyć głównie na siebie. Również w kwestiach finansowych, więc i jej interesujące sposoby na oszczędzanie pojawią się w tekście. Kiedy pewnego dnia kobieta staje się ofiarą przestępstwa, a organa ścigania nie spieszą się, by ująć sprawcę, pani Zofia postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety, nie wszystko idzie po jej myśli. Jednak Wilkońska nie poddaje się, a wręcz przeciwnie. Kolejne trudności tylko dodają jej energii i budzą u niepozornej emerytki całe pokłady kreatywności. Co Was czeka, jeśli sięgniecie po tę powieść? Spodziewajcie się włamania (i to nie jednego!), trupa i porwania. O reszcie atrakcji nie wspomnę ;-) 

Akcja jest dynamiczna, pełna zwrotów i zabawnych sytuacji. Nie przeszkadzały mi nawet wulgaryzmy, które pojawiły się w dialogach staruszki z pewnym oprychem. Były po prostu na swoim miejscu, dodając atmosferze pazura.

Narracja w tej książce niesamowicie przypadła mi do gustu. No i co z tego, że fabuła jest dość przewidywalna? Myślę, że to nie zawsze ma największe znaczenie. Kiedy o swoich działaniach opowiada Zofia Wilkońska, człowiek cieszy się nieprzerwanym pasmem humoru. Próbowałam wybrać jakiś cytat dla potwierdzenia mojej tezy, ale nie mogłam, ponieważ podobały mi się WSZYSTKIE dialogi :D Dodam tylko, że najlepiej nie czytać tej książki publicznie. Ciągłe chichranie się w trakcie czytania mogłoby wywołać u potencjalnych obserwatorów skojarzenia dalekie od tych związanych z lekturą ;-) 

Polecam tę powieść każdemu, kto lubi lekkie, żartobliwe historie kryminalne i nietuzinkowych bohaterów. Naprawdę warto poznać panią Zofię (chociaż może niekoniecznie w realnym życiu, ponieważ niektóre cechy jej charakteru mogą być trudne do zaakceptowania na dłuższą metę :D). Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. 

środa, 15 maja 2019

"Podaruj mi jutro" Ilona Gołębiewska - premiera

Dzieje rodziny są dla nas lustrem, w którym przeglądamy się dzień po dniu. Na to, kim jesteśmy, wpływają przeżycia, doświadczenia i wzajemne relacje naszych przodków. Otrzymane od nich dziedzictwo może być nagrodą lub przekleństwem. Szczególnie niebezpieczne są skrywane od pokoleń tajemnice. Gdy przeszłość niespodziewanie zaczyna upominać się o prawdę, wystarczy jedna chwila, by idealny obraz zniknął bezpowrotnie. W najnowszej powieści „Podaruj mi jutro” Ilona Gołębiewska, autorka bestsellerowej sagi o starym domu, udowadnia, że choć każda decyzja może mieć nieodwracalne skutki, to warto stawić czoła przeciwnościom losu. Premiera książki już 15 maja. 

Aniela Horczyńska, znana na całym świecie malarka, zmęczona światowym życiem postanawia osiąść na stałe w rodzinnych stronach i zrealizować marzenie swojego zmarłego przed laty ojca, Fiodora. Jako prawowita właścicielka zbudowanego blisko dwa wieki temu dworu na Lipowym Wzgórzu, decydując się na przywrócenie temu miejscu niezwykłej aury z czasów jego świetności, staje przed nie lada wyzwaniem. Zamierza sprawić, że stary dwór na Podlasiu zacznie tętnić życiem i stanie się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc na kulturalnej mapie Polski. 

Wkrótce marzenie Fiodora Horczyńskiego się spełnia. Aniela zakłada wymarzoną Akademię Sztuk Anielskich, której pomysł narodził się dzięki lokalnej legendzie o aniołach. Spragnieni relaksu na łonie natury wczasowicze, a także miłośnicy sztuki w najlepszym wydaniu coraz chętniej przekraczają próg ostoi rodu Horczyńskich. Wielkim wydarzeniem jest również przyjazd redaktora programu „Maluchem przez Polskę” oraz jego nietuzinkowe pomysły na promocję dworu i jego historii. Sielanka nie trwa jednak długo. 

Spokój gości mąci niespodziewane odkrycie. Pewnego dnia w jednej z piwnic robotnicy natrafiają na system podziemnych korytarzy. Aniela postanawia sprawdzić, do czego służyły i kto się nimi przemieszczał. Niebawem dochodzi do kolejnego niezwykłego znaleziska. Są nim dzienniki Fiodora Horczyńskiego z czasów drugiej wojny światowej. Z opisywanym przez niego okresem wiążą się tragiczne wydarzenia. Wiele wskazuje, że Fiodor miał w nich swój udział. Na idealnym wizerunku szanowanej rodziny powstaje rysa. Chcąc poznać prawdę i oczyścić dobre imię Horczyńskich, Aniela musi kierować się notatkami ojca. Prowadzą ją do tajemniczego mężczyzny o pseudonimie „Czarny Szakal”, który jest ostatnim świadkiem tragicznych wydarzeń sprzed lat. Czy to możliwe, by ojciec Anieli dopuścił się przerażających czynów, a ona sama przez lata żyła w kłamstwie? Jakie jeszcze tajemnice skrywają stare mury dworu na Lipowym Wzgórzu? 

„Podaruj mi jutro” to intrygująca i pełna emocji opowieść o ponadczasowej sile kobiet, sztuce godzenia się z tragiczną przeszłością oraz rodzinnych sekretach, z którymi przychodzi nam się zmierzyć w najmniej oczekiwanych momentach. Autorka udowadnia, że echa przeszłości towarzyszą nam na każdym kroku, a jedna błędna decyzja może mieć ogromny wpływ na losy kolejnych pokoleń. W tej sytuacji dobrym wyborem jest podążanie za głosem serca, otaczanie się życzliwymi ludźmi i realizacja życiowych pasji. Najnowsza książka uwielbianej przez czytelniczki Ilony Gołębiewskiej stanowi pierwszą odsłonę przejmującej historii dworu na Lipowym Wzgórzu. Zapadająca w pamięć i poruszająca do głębi zaplanowana saga przedstawi zawiłe dzieje wielopokoleniowej rodziny Horczyńskich i dostarczy czytelnikom solidnej dawki emocji. Poznamy historię życia czterech kobiet: Anieli, Sabiny, Klary i Lilianny. Złożona z wielu wątków fabuła, plastyczny język narracji oraz wiarygodne postaci bohaterów zadowolą nawet najbardziej wymagających czytelników. 

Ilona Gołębiewska (ur. 1987) – pisarka. Doktor nauk społecznych w zakresie pedagogiki. Autorka ponad 60 publikacji naukowych i popularnonaukowych. Jej zainteresowania naukowe oscylują pomiędzy wychowaniem artystycznym, edukacją osób dorosłych i seniorów, terapią pedagogiczną oraz rozwojem osobistym i coachingiem. Brała udział w licznych projektach o charakterze doradczym, badawczym i edukacyjnym w Polsce i za granicą. Swoje doświadczenie zawodowe nazywa pracą „od przedszkola do seniora”, ponieważ pracuje ze wszystkimi grupami wiekowymi. Nabyte doświadczenie, spotkani ludzie, zasłyszane historie są dla niej inspiracją do pisania powieści, w których podejmuje bardzo często istotne kwestie społeczne, co czytelnicy bardzo cenią. Jej największym marzeniem jest założenie fundacji. Autorka bestsellerowych powieści: „Powrót do starego domu” (MUZA 2017), „Tajemnice starego domu” (MUZA 2017), „Pamiętnik ze starego domu” (MUZA 2018), „Miłość ma twoje imię” (MUZA 2018), „Teatr pod Białym Latawcem” (MUZA 2018). Prowadzi stronę autorską www.ilonagolebiewska.pl.

wtorek, 14 maja 2019

"Miłość i inne nieszczęścia" Agata Przybyłek - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


I znowu przygotowałam osobno ocenę powieści oraz ocenę redakcji i korekty. Niestety, mam wrażenie, że ten tom został potraktowany najbardziej po macoszemu w tej kwestii. Analizując poprzednie części cyklu, pierwsza i trzecia były świetne, a druga i czwarta jakieś takie słabsze. Ciekawe, czy to przypadek? 

Mamy czwarty tom cyklu, którego główną bohaterką jest czwarta siostra, Małgorzata. Kobieta prowadzi świetnie prosperującą plantację lawendy, a jej mąż, Wojtek, zajmuje się naprawianiem samochodów w swoim warsztacie. Wraz z dwiema ślicznymi córeczkami tworzą szczęśliwą rodzinę. Wszystko zmienia się w jednej chwili, kiedy Wojtek ląduje w szpitalu w wyniku wypadku samochodowego. Małgosia zostaje sama z mnóstwem obowiązków, dziećmi, plantacją i warsztatem, o którego funkcjonowaniu nie ma bladego pojęcia. To woda na młyn Sabiny, mamuśki z piekła rodem. Kobieta ubzdurała sobie, że jej czwarta córka jest nieszczęśliwa tkwiąc w związku z nieudacznikiem. Nigdy nie lubiła Wojtka, więc postanowiła wykorzystać sytuację i usunąć mężczyznę z życia Małgosi. Jakie podejmie działania? Gdzie znajdzie idealnego partnera dla córki? I co wyniknie z jej pomysłów? 

Podczas lektury średnio co drugą stronę miałam ochotę udusić Sabinę gołymi rękami. Moja irytacja sięgała zenitu, kiedy ktoś próbował wytłumaczyć jej bezcelowość podejmowanych działań. Wszystkie dyskusje były jednak jak grochem o ścianę. Skoro postać wywołuje takie emocje, to znaczy, że musi być dobrze skonstruowana. Pozostali bohaterowie na jej nacechowanym psychozą tle wypadli dość blado. Humor w tej części również kręci się wokół Sabiny i dialogów z jej udziałem. 

Ocena korekty i redakcji może zostanie uznana za zbędną, skoro książka bestsellerowa, ale wychodzę z założenia, że każdy ma jakieś obowiązki w pracy, redaktor i korektor także. Tutaj wyraźnie zabrakło im czasu na szczegółową lekturę. Literówki, zjedzone końcówki wyrazów, źle odmienione słowa, nielogiczne zdania z zaburzonym szykiem, nieścisłości fabularne, powtórzenia i niezdecydowanie w rodzaju narracji to lista najczęstszych błędów, na które natraficie podczas lektury. Dlatego zaledwie dwa punkty. 

Byłam ciekawa tego tomu, który zamyka cykl przygód czterech sióstr, jednak mam co do niego mieszane uczucia. Nie jestem też przekonana do zakończenia, jakie zaproponowała autorka. Ale jeśli macie chęć spędzić kilka godzin ze zwariowaną Sabiną, to raczej nie będziecie się nudzić :D


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

  

niedziela, 12 maja 2019

"Jaga" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]




Chociaż K. B. Miszczuk twierdziła swego czasu, że nie powstanie kolejny tom serii Kwiat paproci, po cichu miałam jednak nadzieję na to, że zmieni zdanie. Jak widać, tak się stało, a do rąk wszystkich zainteresowanych czytelników już wkrótce, bo 15 maja, trafi piąty tom cyklu. Jego główną bohaterką jest, znana fanom serii z poprzednich części, Jarogniewa. 

Jarogniewa obejmuje stanowisko szeptuchy w Bielinach po śmierci babci Radomiły. Kiedy przybywa do odziedziczonej po staruszce chatki, ze zgrozą odkrywa, że domek został ona doszczętnie splądrowany. Nie wiadomo przez kogo, ale z pewnością był to ktoś, kto nie bał się gniewu szeptuchy i rzucenia ewentualnego uroku. Młoda Jaga nie ma doświadczenia, wciąż niewiele umie, gdyż nie zdążyła poznać wszystkich tajników tego zawodu. Chociaż posiada zeszyt, który dostała od babci, nie potrafi jeszcze zbyt wiele. W dodatku złodziej ogołocił bezcenny kredens babki, pełen wykonanych przez nią leków. Jaga została z niczym... Do tego po jej przybyciu na terenie wsi pojawiło się podejrzenie dużo upirów, które wyraźnie na kogoś dybią. Mieszkańcy wioski zaś niespecjalnie spieszą się do odwiedzania nowej szeptuchy. Nie ufają jej i wolą jeździć dalej, do znanej im Mirosławy, która przyjmuje pacjentów w Hucie Nowej. W sumie nie ma im się co dziwić, skoro Jaga dopiero skończyła studia, ubiera się we współczesne ciuchy i ani trochę nie mówi gwarą. Co z niej za szeptucha? ;-) 
Jak dziewczyna przekona do siebie mieszkańców Bielin? Które upiry przyjdzie jej spacyfikować i z czyją pomocą tego dokona? Czy wyjdzie bez szwanku z wszystkich przygód, w które się wpakuje? 

Początkowo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czytam o Gosławie i jej pierwszych miesiącach pracy w Bielinach. I nie wiem czy autorce chodziło o to, by obie bohaterki były do siebie podobne, czy też po prostu zadziałała schematyczność w tworzeniu postaci. Jednak jest między nimi jedna istotna różnica. Jarogniewa nie ma obsesji na punkcie czystości i zarazków :D 

Kiedy tylko "Jaga" znalazła się w moich rękach, zaczęłam czytać. Tyle czekałam na poznanie losów Baby Jagi, kiedy była młodą dziewczyną, że nie chciałam zwlekać. I powiem Wam, że warto było poświęcić każdą chwilę na tę lekturę! Pełna humoru i lekka, napisana prostym językiem, bez niepotrzebnych dłużyzn. Dodam, że nie jest to typowy romans, jak piszą w sieci niektórzy. Owszem, jest wątek zbliżony do miłosnego, ale to jednak nie to. Nie mogę zdradzić co i jak, bo zepsuję Wam przyjemność zapoznania się z tą historią :-) Wspomnę tylko, że możecie się spodziewać między innymi niebezpiecznych walk z upirami, prześmiesznych podchodów Mszczuja, a także różnego formatu wtop poszczególnych bohaterów powieści. Dodajcie do tego zabawne dialogi, ciekawie skonstruowane postacie, trochę opisów z mitologii słowiańskiej (tak w sam raz, żeby się połapać, o co chodzi) i wiecie co? Autorka zostawiła sobie furtkę do kolejnych tomów ;-) Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko świętego spokoju, żeby móc zagłębić się w ten fantastyczny świat.

"- Wiesz, że włamanie się jest przestępstwem? - zapytał Mszczuj.
- Do mojej babci się włamał. Oko za oko.
- Nie masz pewności, że to on.
Poczułam, że zaraz ugotuję się ze złości. Zsunęłam z ramion gruby czarny sweter.
- Zmarzniesz - dogryzł.
- Jak nie przestaniesz mówić, to zaraz dostaniesz w zęby - syknęłam.
- Ale potem pójdziemy coś zjeść? Głodny jestem".

Polecam wszystkim, którzy lubią mariaż słowiańskich klimatów z obyczajówką fantasy :-)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

sobota, 11 maja 2019

"Wybuchowe związki. Małżeństwo z Pakistańczykiem" Sylwia Kaźmierczak - Ali - recenzja


W dzisiejszym świecie związki osób różnych narodowości już nie dziwią. Jest wiele małżeństw tego rodzaju, jednak kiedy w grę wchodzi tak odmienna kultura, jak pakistańska, robi się zdecydowanie trudniej. Dlaczego? Do tej pory właściwie nie znałam tej kultury, ale po lekturze książki Sylwii Kaźmierczak-Ali mam wrażenie, że nie odważyłabym się na taki związek. Z drugiej jednak strony mówi się, że miłość jest ślepa, a serce nie sługa...

Niepozorna książeczka o potyczkach małżeńskich Polki i Pakistańczyka pełna jest opisów ich wspólnego życia i codzienności, w której odmienne kultury zderzają się tak mocno, że czasem sypią się skry. Czy da się tak żyć? Jak można funkcjonować w stanie permanentnej wojny? 

Czytając książkę miałam wrażenie, że autorka siedzi obok mnie i opowiada o swoim życiu z Pakistańczykiem. To była taka luźna rozmowa prowadzona przy kawie i ciasteczkach. Chwilami miałam wrażenie, że opowieść ta jest ciut chaotyczna, przez co informacje się powtarzają, ale nie denerwowało mnie to. Po prostu szybciej się czytało. Wydaje mi się jednak, że temat odmiennej kultury współmałżonka został potraktowany przez autorkę bardzo ogólnie. Mamy tutaj obraz niezwykle europejskiej, nowoczesnej i wyzwolonej żony oraz równie mocno zacofanego, leniwego i uzależnionego od własnej rodziny pakistańskiego męża. Liczyłam na więcej konkretnych informacji kulturowych, tych różnic, które są przecież dość znaczne. Miałam wrażenie, że polska żona nie zstępuje ani na krok ze swojej europejskiej ścieżki, natomiast chciałaby, aby jej pakistański mąż zmienił swoje przyzwyczajenia wyniesione z domu. Wiele rzeczy jej przeszkadza, jeszcze więcej ją irytuje. Chwilami zastanawiałam się podczas lektury, gdzie w tym związku jest miejsce na miłość? Przecież to uczucie musi istnieć, skoro opis książki zaczyna się od słów: "...od czterech lat szczęśliwa żona Pakistańczyka...", nieprawdaż? Inny aspekt, który przyszedł mi do głowy, dotyczył chwili, w której wspomniany wyżej mąż poznał treść tej książki (bo chyba poznał). Jestem ciekawa, czy odnalazł siebie w portrecie mężczyzny, jaki stworzyła jego żona ;-) 

Jeśli macie chęć na lekką historię opowiedzianą potocznym językiem, taką, która momentami rozbawi, ale może też zirytować, to tutaj znajdziecie te cechy. Może bez rozbudowanych kulturowych analiz, ale ogólny klimat nie jest zły. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

środa, 8 maja 2019

"Tropiciel" Paulina Hendel - recenzja



Wiecie co? Znalazłam kolejny wabik czytelniczy, który działa na mnie idealnie :D Jeśli jakiś autor zastosuje pewną konkretną metodę, tworząc swoje powieści, jestem kupiona. O co chodzi? Wystarczy w pierwszym tomie serii podrzucić czytelnikowi kilka informacji, które stworzą malutki fragment układanki. A później napisać drugi tom, w którym znajdzie się reszta jej elementów. "Tropiciela" czytało mi się świetnie między innymi dlatego, że nie mogłam się doczekać, by dopasować wszystkie puzzle i stworzyć cały obrazek z dwóch tomów trylogii. Jestem niesamowicie ciekawa, co kryje tom trzeci :)

Poniżej mogą się trafić małe spojlerki, więc jeśli nie czytaliście pierwszego tomu, to uprzedzam... ;-)

Hubert Sierpień, główny bohater trylogii, budzi się w paryskim hotelu i znów ma siedemnaście lat. Jego przyjaciel, Ernest, żyje, a Luwr dopiero wybuchnie. Chociaż Hubert uprzedza wszystkie wydarzenia, Ernie długo nie może uwierzyć, że jego przyjaciel naprawdę już to wszystko przeżył. Mimo niepewności chłopak zgadza się na szaleńczy powrót z Francji do Polski kradzionym samochodem i wiele innych wariactw kumpla. Bywa, że Ernest żałuje podjętych decyzji, ale cóż zrobić, kiedy Hubert jest niereformowalny? 
Hubi podąża tropem wydarzeń, które zapamiętał ze snu. Ratuje rodzinę i przyjaciół, koniecznie chce także udać się do Święcina, w którym spędził sporo czasu w "poprzednim życiu". Po prostu plan idealny. Problem w tym, że nie wszystko idzie tak, jak sobie to wymyślił... Słowiańskie dodatki w postaci demonów atakujących ludzi, zagęszczają atmosferę... 

Tym razem Hubi już mnie tak nie irytował. W pierwszym tomie był niesamowicie niedojrzały, a jego ciągłe jojczenie było bardzo denerwujące. Tutaj mamy przekrój przez siedem brakujących lat, których w pierwszym tomie chłopak nie pamiętał. Obserwujemy jego przemianę z nastolatka w młodego mężczyznę, który niesie na barkach coraz cięższy bagaż doświadczeń. Zrozumiałam niektóre jego zachowania i decyzje. Autorka świetnie skonstruowała tę postać. Wzięła pod uwagę zarówno wygląd zewnętrzny, jak i jego psychikę. Uczestniczymy więc w rozmyślaniach, dylematach moralnych i wyrzutach sumienia Huberta, które mnożą się z każdym kolejnym rozdziałem. 

Język powieści jest prosty, można powiedzieć, że młodzieżowy. Bardzo podobały mi się dialogi. Szczególnie rozmowy Huberta i Ernesta. Nie były przegadane, wiele wypowiedzi trafiało w punkt. 

"- Narysuj mi coś - poprosiła Ada Huberta.
- Nie jestem w tym najlepszy. - Chłopak skrzywił się komicznie.
- Chcę jednorożca.
- Poważnie? - Wytrzeszczył oczy. - No dobra.
- Zabrał się do dzieła i już po kilku minutach z zadowoleniem przyjrzał się rysunkowi.
- Ładna żyrafa - Ernest.
- Nie znasz się".

"- Ups.
- Odbiło ci? - wybuchł Ernest. - Co ty wyprawiasz?
- Samo spadło.
- Jesteś subtelny jak rewolucja - burknął Ernest (...)".

Chociaż powieść bywa przewidywalna, a niektóre sceny są ciut naciągane, to wcale nie przeszkadza w delektowaniu się lekturą. Akcja jest dynamiczna i wartka. Nie ma się ochoty na przeskakiwanie dłużyzn, ponieważ one po prostu nie istnieją ;-) Z niecierpliwością czekam na możliwość zapoznania się z trzecim tomem i już żałuję, że będzie to ostatni tom tej serii. 

Pierwsze skojarzenie, chociaż cykle różnią się między sobą - seria Monument. Podobny klimat, podobny język i styl. Jeśli lubisz klimat fantasy, połączony z postapokaliptyczną wizją świata, ten cykl będzie dla Ciebie idealny. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WE NEED YA 

sobota, 4 maja 2019

"Strażnik" Paulina Hendel - recenzja




Nie miałam jeszcze okazji, by sięgnąć po powieści autorstwa Pauliny Hendel, ale cieszę się bardzo, że zdecydowałam się to zmienić. Obecne wydanie serii Zapomniana księga to nowa, trochę zmieniona propozycja wydawnictwa We Need Ya dla fanów cyklu. I, jak widać na moim przykładzie, również dla jej nowych czytelników. Myślę, że połączenie słowiańskich demonów z postapokaliptycznym światem to strzał w dziesiątkę. Wprawdzie spodziewałam się trochę więcej tej naszej mitologii, a autorka skupiła się głównie na demonach, ale dobre i to ;-)

Siedemnastoletni Hubert wyjeżdża na szkolną wycieczkę do Paryża. Podczas zwiedzania francuskiej stolicy następuje coś nieoczekiwanego - Luwr zostaje wysadzony w powietrze. Ginie wielu ludzi, mnóstwo osób jest rannych. Gruzy Luwru i lecący na jego przyjaciela wielki kawał betonu to ostatnie obrazy, jakie Hubert zapamiętał, zanim zapadła ciemność. Chłopak obudził się w nieznanym ciemnym pokoju, w znoszonych ciuchach, ranny i do tego... w Polsce. Z czasem było tylko gorzej, ponieważ okazało się, że Hubert wcale nie ma siedemnastu lat, ale jest o siedem lat starszy, a świat zmienił się nie do poznania. Technika nie istnieje, a ludzi zdziesiątkowały choroby. Ci, którzy przeżyli, codziennie walczą o przetrwanie nie tylko z żywiołami, ale również z demonami, które wykorzystały zaistniałe zmiany i wyszły na światło dzienne. Jak Hubert poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy zdoła się przystosować do życia bez udogodnień, które zna z poprzedniego życia? Co się z nim działo przez siedem lat, których kompletnie nie pamięta? Uprzedzam, że tych pytań z każdą stroną przybywa!

Jeśli chodzi o stworzone przez autorkę postacie, to muszę przyznać, że pierwsze strony mnie trochę przeraziły. W jednej chwili pojawiło się tylu bohaterów, że nie mogłam ich ogarnąć. Jednak to był tylko moment. Bohaterowie zostali bowiem tak plastycznie opisani, że szybko połapałam się, kto jest kim. Hubert trochę mnie irytował. Niby miał dwadzieścia cztery lata, a zachowywał się często, jak ten rozpieszczony siedemnastolatek z początku powieści. To marudził, to znowu jęczał, ale kiedy szykowała się jakaś niebezpieczna akcja, jednak stawał na wysokości zadania i ratował kogo było trzeba. Hubert zdecydowanie budził emocje. Również sporo uczuć wzbudził u kilku bohaterek, ale nie liczcie na standardowy wątek romansowy. Powiem więcej, to, co zaserwowała nam w tym temacie autorka, jest milion razy lepsze niż tradycyjna love story.

Zabawne i bardzo realistyczne dialogi sprawiły, że powieść czytało mi się szybko i często z uśmiechem. Język jest prosty, a wypowiedzi bohaterów zawierają w dużej mierze młodzieżowe słownictwo. Zabieg ten nadał tej historii luźnego stylu i lekkości.  

Podsumowanie będzie krótkie. 
Jakie to szczęście, że mam pod ręką drugi tom, bo po takim finale, to ja po prostu czytać dalej MUSZĘ, bo inaczej się uduszę :D


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WE NEED YA