piątek, 11 października 2019

„Czart” Robert Kilen - recenzja



Powieść Roberta Kilena „Czart” to mieszanka thrillera i sensacji. Połączenie fikcji literackiej z faktami historycznymi. Było to moje pierwsze spotkanie z pisarzem. Czy udane? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie poniżej.

Autor prowadzi nas początkowo dwoma torami czasowymi. Obserwujemy wydarzenia rozgrywające się w roku 1944, a także w 2019, czyli współcześnie. W czasie wojny miejscem akcji jest Kozłówka i pałac Zamoyskich, w którym straszną śmiercią giną polscy partyzanci. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, co było powodem ich zgonu. Wszyscy okoliczni mieszkańcy twierdzą jednak, że miejsce to jest nawiedzone przez diabła i ukryta jest w nim pewna czartowska tajemnica, która ciekawskich zaprowadzi do grobu.

Współcześnie bierzemy udział w ataku terrorystycznym na zamek w Lublinie, przeprowadzonym przez Romana Trojanowskiego i bojowników Białej Pięści, a także lądujemy głęboko pod ziemią, w kopalni kredy w Chełmie, gdzie podłożone przez tajemniczego mężczyznę ładunki wybuchowe tarasują jedyne wyjście z podziemi. Uwięzieni turyści w nerwowej atmosferze czekają na pomoc. Wśród zwiedzających znajduje się Anna, nauczycielka języka polskiego, która wraz z ośmioletnim synem chciała miło spędzić sobotę. Wydarzenia, w które zostaje wplątana w wyniku niespodziewanej eksplozji, okażą się bardzo dalekie od niewinnego pomysłu na miły dzień z synem, który początkowo zaplanowała.  

Sprawą eksplozji w podziemnej trasie turystycznej zajmie się Maksymilian Keller, pracownik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Z czasem okaże się, że wydarzenie to nie będzie jedynym, które zaprzątnie myśli funkcjonariusza. Walkę z tytułowym Czartem podejmują służby specjalne z Polski i Rosji.  

Po co terroryści zajęli Zamek Królewski w Lublinie? Czy atak na zamek ma jakikolwiek związek z zawałem w podziemnej trasie turystycznej w Chełmie? Co wspólnego z tymi atakami ma poezja lubelskiego międzywojennego poety katastrofisty, Józefa Czechowicza? I czy legendarny diabeł z Kozłówki faktycznie istnieje, a co za tym idzie, czy jego macki sięgają aż do czasów współczesnych? Czego dotyczy tajemnica sprzed lat? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań uzyskacie podczas lektury powieści.

Akcja wciąga, chociaż nie od pierwszych stron. Muszę przyznać, że początek wydał mi się trochę chaotyczny i musiałam się nieźle skoncentrować na tym, co czytam, by ogarnąć kolejne wydarzenia. Ułatwieniem były dość krótkie rozdziały, jasno rozdzielające czas i miejsce akcji w obu czasoprzestrzeniach. Pewne jest to, że autor zagmatwał intrygę na maksa, więc nic nie jest oczywiste i przewidywalne.

Dość duża czcionka sprawia, że czyta się szybko, jednak punkt z oceny odpadł, kiedy w czasie lektury potykałam się na błędach w tekście. Głównie były to literówki, zjedzone wyrazy czy zdania o zaburzonej stylistyce. Wiecie, że jestem na tym punkcie wyczulona, nic na to nie poradzę. Przecież każdy książkoholik marzy o tym, by czytało mu się płynnie, prawda? Dialogi, choć momentami trochę toporne, nie były pozbawione humoru i ciętych ripost.

Co mnie uderzyło, to naprawdę obszerny wachlarz bohaterów. Wciąż pojawiał się ktoś nowy, z pełnym imieniem i nazwiskiem, nawet wtedy, gdy występował w tekście tylko raz. W pewnym momencie naprawdę trudno było mi ogarnąć te wszystkie postacie, wśród których największą grupę stanowili chyba żołnierze i policjanci.

„Czort” to ciekawy pomysł, przemyślana fabuła i intrygująca tajemnica z przeszłości. Z krótkiego rozdziału Od Autora dowiecie się, co były fikcją, a co prawdą. Okładka przyciąga wzrok, a umiejscowienie akcji w Polsce było według mnie bardzo dobrym pomysłem. Przyjemnie czyta się powieść, w której wydarzenia rozgrywają się w znanym otoczeniu.



Tytuł: „Czart”
Autor: Robert Kilen
Gatunek: thriller, sensacja, kryminał
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Oficyna 4eM

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficyna 4eM

środa, 9 października 2019

"Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Powrót do magicznego świata Bożydara Antoniego Jekiełłki był dla mnie ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na chwilę, w której będę mogła poznać dalsze losy realnych i fantastycznych bohaterów cyklu Małe Licho, stworzonych przez Martę Kisiel.

Wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Mieszkańcy nawiedzonego domu Bożka (Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ten drugi dom nie ma nazwy, jak Lichotka? A może coś przegapiłam?) angażują się w przygotowania, w których prym wiedzie tradycyjne pierniczenie. Niemieckie widma ściągają ze strychu ozdoby choinkowe, wujaszek Turu zadbał o imponującą choinkę, a zatem wszystko zmierza ku idealnym świątecznym dniom. Jednak Bożek ma pewien kłopot. Mianowicie, kolega w szkole uświadomił mu ze złośliwą satysfakcją, że skoro nie chodzi na religię, to nie może obchodzić świąt, śpiewać kolęd, ani uczestniczyć w wigilijnym spotkaniu ze swoją klasą. Kiedy chłopiec dzieli się swoim problemem z wujkiem Konradem, ten w przystępny sposób wyjaśnia mu, jak to jest z tymi świętami i chrześcijaństwem. I nie tylko ze świętami, bo w rozmowach Romańczuka z Bożkiem znajdziemy również wyjaśnienia dotyczące aniołów stróżów i tego, skąd te istoty się wywodzą... Nie wszystkim mieszkańcom wiedza ta przypadnie do gustu, oj nie wszystkim :-) W każdym razie problem został rozwiązany po mistrzowsku, sami się przekonacie podczas lektury.

Przygotowania, w które wszyscy włączyli się pełną parą, zaowocowały Wigilią z prawdziwego zdarzenia. Z życzeniami, dekoracjami, rodzinną atmosferą, smakowitymi potrawami i prezentami. Bożek nawet własnoręcznie przygotował prezent dla jednego z domowników, jednak obdarowany nieszczególnie się z niego ucieszył. Dlaczego? Nie zdradzę, ale ten wątek również bardzo mi się spodobał. Według mnie idealnie nadawałby się na zajęcia biblioterapeutyczne. Zresztą nie tylko ten jeden można wykorzystać w takim celu.

Z pewnością pamiętacie z pierwszego tomu, że Bożek dopiero wchodzi w świat swoich rówieśników, zatem całkiem niedawno zyskał prawdziwego przyjaciela, Tomka. I udało mu się namówić mamę, aby pozwoliła zaprosić kolegę do domu. Wszyscy świetnie się bawili, były różne smakołyki, szalone gry i zabawy, a na finał – ospa wietrzna, którą przyniosła do domu siostra Tomka. Rozłożyło się Licho, zaospował się Krakers, a na dokładkę wujek Konrad dostał półpaśca. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak wyekspediować Bożka, Gucia i Tsadkiela, których choroba jeszcze nie dopadła, do nieznanej im cioci. Co wyniknie z tej wizyty? O jaką ciocię chodzi? Kto i przez kogo wpadnie w poważne tarapaty? Doprawdy, jeszcze się nie domyślacie? Nie pozostaje Wam zatem nic innego, jak zamówić i przeczytać! Jak najszybciej, alleluja!   

Akcja powieści jest dość dynamiczna, a w finale zdecydowanie przyspiesza. Kolejne wydarzenia przede wszystkim bawią, ale także dają do myślenia. W pomieszaniu z poplątaniem, wśród magicznych stworzeń, Bożek rozwiązuje pojawiające się problemy różnej maści i rzuca się w wir walki, aby pomóc jednemu z bohaterów, który znalazł się w niebezpieczeństwie. Gwarantuję, że będzie się działo. Drugi tom podobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwszy. Piękna okładka, w moim ulubionym kolorze, zdecydowanie wprowadza w klimat.

Rzecz jasna, jest i minus tej opowieści. I to potężny. Za szybko mi się skończyła…

Polecam ten cykl (i inne powieści Ałtorki) każdemu, niezależnie od wieku.


Tytuł: „Małe Licho i anioł z kamienia”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 304
Cykl: Małe Licho, tom 2
Wydawnictwo: Wilga

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga


wtorek, 8 października 2019

"Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Czym jest tytułowy pokrzyk w najnowszej powieści Katarzyny Puzyńskiej z serii o Lipowie? Czy chodzi o jakiś przedmiot, roślinę, czy może stan? Nie mogę Wam powiedzieć, bo wyjaśnienie wiąże się z najważniejszymi elementami fabuły. W każdym razie odpowiedź na to pytanie spodoba się pasjonatom tego cyklu.

Czy jestem zadowolona z lektury? Napiszę na końcu, ale już teraz mogę zdradzić, że zakończenie podniosło mi ciśnienie ;-)

Jedenasty tom bestsellerowej serii kryminalnej mógłby być już nudny. No, bo… jedenasty? Serio?? Ten, komu przyszłaby do głowy taka myśl, niech się poważnie zastanowi, czy powinien jej ulec. Osobiście uważam, że w żadnym razie nie powinien. Bo Lipowo nigdy nie jest nudne. Powiedziałabym nawet, że z każdym tomem rozkręca się coraz bardziej. „Rodzanice” były genialne, ale to, co autorka zaserwowała czytelnikowi w „Pokrzyku”, przechodzi wszelkie pojęcie.

Zastanawiam się, co Wam napisać o fabule, żeby za wiele nie zdradzić… Poza znanymi nam już z poprzednich tomów miejscami akcji pojawia się stary dwór we Wnykach. Klątwa mówi, że jeśli ktoś odwiedzi to miejsce, to umrze. Kto by tam jednak wierzył w takie rzeczy? Może ktoś, kto na własne oczy zobaczy wypisane na ścianach dworu jedno słowo: „Umrzesz”? Nowy właściciel domu jest dość specyficznym człowiekiem i ta klątwa bardziej go bawi i podnieca, niż straszy. W każdym razie w miejscu tym wyląduje między innymi Weronika Podgórska, żona Daniela. W jakim celu tam pojedzie? Kogo spotka i czy poczuje na własnej skórze działanie klątwy?
W pobliskim majątku, Wielkim Leźnie, umiera starsza pani Orłowska. Sytuacja robi się nieciekawa, kiedy okazuje się, że seniorka rodu zmarła w wyniku porażenia prądem. Wypadek czy morderstwo? Nie będzie to jedyny trup w powieści. Czy między kolejnymi zgonami są jakieś powiązania? I co wspólnego z tymi sprawami ma ukrywająca się od jakiegoś czasu Klementyna Kopp?

Niezmiennie podoba mi się rozbudowana warstwa obyczajowa. Byłam ciekawa, co nowego wydarzyło się u poszczególnych bohaterów. Tym razem miałam ochotę zamordować Weronikę. Niemożebnie mnie wpieniała, z każdym rozdziałem bardziej. Ale cóż zrobić, taki los bohaterów, że w prawie każdej powieści znajdzie się ten jeden, jedyny, który z jakiegoś powodu będzie doprowadzał nas do furii. W tym tomie konkurs wygrała pani Podgórska. Poza tym Daniel walczy z chęcią sięgnięcia po alkohol i wróci temat trójkąta Emilia – Daniel – Weronika. Nic więcej nie napiszę, bo spojlery to zło :D

Zwroty akcji w finale są niesamowite. Może i będzie Wam się wydawało, że przejrzeliście intrygę, ale pewności nie miejcie - autorka i tak wymyśliła to wszystko inaczej ;-)

Jedenasty tom serii o Lipowie pochłonęłam w takim tempie, że nie zdążyłam sobie nawet zrobić notatek do recenzji, więc posłużę się fragmentem pewnego wiersza…

Parafrazując Tuwima, tak na koniec, można rzec:
A tych tomów niech będzie ze czterdzieści,
Sama nie wiem, co się w nich jeszcze zmieści.

Tytuł: „Pokrzyk”
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał z warstwą obyczajową
Liczba stron: 608
Cykl: Lipowo, tom 11
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 6 października 2019

Wielka Wymiana Książkowa “Przeczytaj i podaj dalej” – edycja VIII

Autorka plakatu: Marta z bloga Chytra Sztuka



OGÓLNE ZASADY WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ
PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ

1. Akcja trwa od 6 do 12 października 2019r.

2. Udział w akcji może wziąć KAŻDY – bloger, instagramer, osoba prywatna.

3. Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy!

4. Wymiana jest bezkosztowa. Jedyne koszty jakie ponosicie to koszty wysyłki książki, którą wysyłacie. 

5. Organizatorki nie ponoszą odpowiedzialności za wysyłkę i dostarczanie książek przez uczestników akcji.

6. Paczki z książkami nadajemy wyłącznie śledzonymi przesyłkami. To bardzo ważne! Nie wysyłamy listem zwykłym i nie zgadzamy się, żeby inni nam tak wysyłali książki. Najtańsza opcja wysyłki na ten moment to paczka w ruchu przez stronę furgonetka.pl (8 zł do 1 kg)

7. Szczegóły wysyłki dogadujemy na priv.

8. Dokładny regulamin akcji znajduje się TUTAJ.

MOJE KSIĄŻKI NA WYMIANĘ


Wymienione z Asią ze Świata Golików :-)

Nie były czytane. Niebieska przyszła do mnie lekko uszkodzona (niżej będzie dokładniejsze zdjęcie).
Stan bardzo dobry -, minus za przykurzenie kartek, którego już odczyścić się nie da.



Raz czytana, stan bardzo dobry.


Nie była czytana, pocket zakupiony na kiermaszu taniej książki.


Nie była czytana, pocket zakupiony na kiermaszu taniej książki.


Raz czytana, stan bardzo dobry.


Czytana przez dwie osoby, stan bardzo dobry.


Książka wydana w 1985 roku, stan dobry. Kupiona z kolejnej ręki na olx.


Twarda oprawa, kupiona z kolejnej ręki na olx. Stan bardzo dobry, w jednym miejscu na kartkach coś kapnęło, ale malutka kropelka to była. Mogę dosłać zdjęcie w razie potrzeby. 


Twarda oprawa, kupiona z kolejnej ręki na olx. Stan bardzo dobry.


*** WYMIENIONA z PrzeCzytajka za "Kiedyś cię odnajdę" M. Rogali ***

************

WSPOMNIANE WYŻEJ MANKAMENTY NIEBIESKIEGO "DOMKU":




Jeśli coś Was zainteresowało, dajcie znać w komentarzu. Chętnie wymienię się na kryminały albo thrillery, a może i coś innego, jeśli mnie zainteresuje :-)

Udanej wymiany! <3

sobota, 5 października 2019

Seria książek dla dzieci Wojny dorosłych – historie dzieci



Niedawno odkryłam serię książek dla dzieci traktujących o bardzo poważnych sprawach. Seria nazywa się: Wojny dorosłych – historie dzieci i liczy obecnie 25 tytułów. Każda z książeczek porusza tematykę związaną z jakimś konfliktem, który rozpoczęli dorośli, a cierpią przez to dzieci. W przystępny sposób wyjaśniają one małemu czytelnikowi m.in. pojęcie Holocaustu czy II wojny światowej, ale także problemy ich współcześnie żyjących rówieśników, którzy muszą uciekać z ogarniętego wojną rodzinnego kraju lub ukrywać się przed terrorystami.  
Na razie mam na koncie trzy z proponowanych przez wydawnictwo Literatura książeczek: „Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku”, „Mój Tato szczęściarz” oraz „Asiunia”.

„Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku” skupia się na życiu „Panadoktora” i zasadach, jakimi kierował się w życiu. Opowieść snuje babcia Jaśka, ucznia klasy trzeciej, który akurat leży chory w domu. Babcia Frania była wychowanką Domu Sierot, którym kierował Janusz Korczak, i o swoim pobycie tam opowiada wnuczkowi. Momentami Jasiek słucha babci, ale są też fragmenty, w których chłopiec, znając już prawie na pamięć babcine historie z tamtych czasów, wyobraża sobie, że sam znajduje się w sierocińcu i poznaje reguły i zasady tam panujące. O wszystkim opowiadają mu wtedy mała Frania i jej przyjaciółka, Różyczka. Historię uzupełniają piękne ilustracje.

„Mój Tato szczęściarz” i „Asiunia” to historie autobiograficzne, których autorką jest Joanna Papuzińska, znana pisarka tworząca dla dzieci. Pierwsza z nich opowiada o Powstaniu Warszawskim. Genialne ilustracje pomagają wyobrazić sobie tak abstrakcyjne dla współcześnie żyjących dzieci pojęcia, jak kanały, barykady czy nalot bombowy. Tata Asiuni przeżył wiele niebezpiecznych sytuacji, ale wyszedł z nich żywy, co oznacza, że jest prawdziwym szczęściarzem. Nie wszystkim bowiem udało się przetrwać wojenną zawieruchę.
Druga z wymienionych książeczek pozwala zobaczyć wojnę oczami pięcioletniej Asi (Joanny Papuzińskiej), dla której koszmar ten rozpoczął się zniknięciem mamy i przenosinami do obcego domu. Autorka w prostych słowach zawiera ogrom emocji, jakie nią targały w tamtym czasie. Strach, niedowierzanie, zdziwienie i niezrozumienie nowej sytuacji, w której mała próbuje się jakoś odnaleźć.  

Wszystkie książeczki napisane są prostym językiem, który będzie zrozumiały dla dzieci. Ta niesamowita lekcja historii może być wstępem do poznawania kolejnych jej kart i zagłębiania się w tematy, które zainteresują dziecko.

Moja ocena: 6/6

czwartek, 3 października 2019

"Dziewczyna kata" Magda Knedler - recenzja



Kiedy zaczynacie czytać książkę, z pewnością zwracacie uwagę na jej tytuł. Czy zajmuje on Waszą uwagę? Zastanawiacie się, czy tytuł okaże się adekwatny do treści? I wreszcie, czy sugeruje Wam on tematykę? Spodziewacie się wtedy czegoś konkretnego?
Tytuł powieści często sugeruje przynajmniej główny zarys fabuły i sprawia, że fiksujemy się na tym, co nam podpowiada. Zatem, czy „Dziewczyna kata” faktycznie opowiada o tytułowej postaci?

Julia Zan, dziennikarka i córka znanej niegdyś piosenkarki i kompozytorki tekstów piosenek, prowadzi w radiu program o nietypowych, zabytkowych przedmiotach, które mają swoją historię, wartą opowiedzenia na antenie. Pewnego dnia, dzięki przyjacielowi Antoniemu, Julia natrafia na interesujący ślad dotyczący kufla Messenhamera, będącego częścią znanego skarbu z Bremy. Dziennikarka poznaje ekscentrycznego jubilera, który robi na niej wrażenie swoim niecodziennym zachowaniem. Mężczyzna zwraca jej uwagę na pewien niezbyt znany szkicownik sprzed wieków i narysowaną w nim broszę. Julia nie bardzo rozumie, o co mu chodzi, ale łapie haczyk i zaczyna szukać odpowiedzi na rodzące się z każdą chwilą pytania.
W siedemnastowiecznym Presslawiu obserwujemy Magdalenę, córkę karczmarza, której marzeniem od zawsze było pomaganie ludziom. Niestety, prostota i dobroduszność, którymi kierowała się w życiu, sprowadziły na nią nieszczęście. Zanim jednak do tego doszło, między nią a katem Michaelem narodziło się nieśmiałe uczucie. Niestety, profesja kata uważana była za nieczystą i w związku z tym kobieta nie mogła tak po prostu wyjść za mężczyznę, który w ten sposób zarabiał na życie. Wiązałoby się to bowiem z wykluczeniem i życiem na uboczu społeczności. Czy Magdalena zdecyduje się poświęcić wszystko dla ukochanego? Czy splot wydarzeń pozwoli im być razem? Jak potoczą się losy Michaela i kolejnych bohaterów z nim związanych? Czego Julia dowie się w toku swojego prywatnego śledztwa?  

Akcja rozgrywa się niespiesznie w dwóch przestrzeniach czasowych: współczesnym Wrocławiu i siedemnastowiecznym Presslawiu. Na chwilę lądujemy również na Wileńszczyźnie podczas drugiej wojny światowej i w niemieckim miasteczku Stolpen. Wszystkie te przeskoki służą wyjaśnieniu zagadki słynnego kufla, od której wszystko się zaczęło. Kolejne tematy, odkrywane przez Julię podczas studiowania dostępnych w bibliotece dokumentów sprzed lat, ubogacają fabułę i poszerzają znacznie zakres zawartych w niej wątków.

Powieść napisana jest pięknym językiem, czego się, rzecz jasna, spodziewałam. Pióro Magdy Knedler jest nie do podrobienia. Jednocześnie jest to tekst trudny i wymagający skupienia. Siedemnastowiecznym bohaterom powieści towarzyszymy przez około dwadzieścia pięć lat. Przedmioty, o których mowa, mają skomplikowaną historię, o czym szybko przekonuje się Julia. Znów widać ogromną pracę badawczą, którą autorka musiała wykonać, by powieść była wiarygodna, choć wiele opisanych w niej wydarzeń i postaci to fikcja literacka. Jednak po raz kolejny przekonuję się, że żeby z garści faktów historycznych, wrocławskich legend i mnóstwa fikcyjnych elementów stworzyć tak rozbudowaną i pełną emocji opowieść, to trzeba być po prostu Magdą Knedler.

Fragment, który najbardziej mnie zainteresował, dotyczył życia kata, jego codzienności, przeżywanych emocji, radzenia sobie z tym, że codziennie pozbawia kogoś życia, i obowiązków, które musiał wykonywać. Nie przypuszczałam, że temat ten okaże się tak interesujący i wciągający. Mogłabym przeczytać książkę tylko i wyłącznie o życiu Michaela, serio. Postać ta ma tak niesamowity potencjał, że aż mi się przykro zrobiło, kiedy okazało się, że ten wątek to zaledwie jeden z elementów całej powieści.    

Wrócę do pytania postawionego w pierwszym akapicie. Dla mnie ta powieść nie jest o dziewczynie kata. Nie wyłącznie o niej. Bardziej jest to opowieść o nieszczęśliwej miłości, tej zakazanej i tej nieodwzajemnionej. O bólu niespełnienia i wyrzutach sumienia. Część współczesna zaś to historia o samotności i dwoistości ludzkiej natury. To zaskakujące, jak często postrzegamy kogoś z perspektywy jego zachowania w określonych okolicznościach, a nie potrafimy dostrzec jego prawdziwego „ja”, które niejednokrotnie jest całkowicie odmienne od tego prezentowanego światu.

Co znajdziecie na kartach powieści? Będą procesy czarownic (z drastycznymi szczegółami!), tajniki zawodu kata, poszukiwania tajemniczej broszy i ludzkie namiętności. Polecam.




Tytuł: „Dziewczyna kata”
Autor: Magda Knedler
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: MANDO

Moja ocena: 6/6

poniedziałek, 30 września 2019

"Szeptacz" Alex North - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Myśleliście kiedyś o tym, jak duży wpływ na Wasze oczekiwania w stosunku do danej lektury ma jej akcja promocyjna? I jak kształtuje się pod jej wpływem Wasz obraz tej powieści? Ja zastanawiam się właśnie, co najbardziej wpłynęło na obraz „Szeptacza”, jaki pojawił się w mojej głowie przed lekturą. Na pewno znaczenie miały rekomendacje znanych pisarzy z okładki, opisujące tę książkę jako niepokojący i przerażający thriller czy historię pełną grozy. I sama okładka również przywodzi na myśl raczej horror niż zwykły thriller czy kryminał.

Kiedy dostałam od Wydawnictwa MUZA przesyłkę wprowadzającą w klimat, pomyślałam, że fajnie byłoby przeczytać taką „straszną” powieść, bo już dawno nie trafiłam na fabułę, która wywoływałaby autentyczny lęk. Jeśli mam być szczera, to w tym temacie nic się nie zmieniło. „Szeptacz” mnie nie wystraszył, nie drgnęła mi nawet powieka. I nie, nie jestem taka twarda. Ta powieść po prostu nie jest straszna. To właściwie jedyny jej minus, który niekoniecznie ma znaczenie, w zależności od tego, czego ktoś się po niej spodziewał. Ja liczyłam na strach i dreszcze, ale ich nie dostałam, więc dla mnie ten minus jest istotny.

Tom Kennedy zostaje sam z siedmioletnim synkiem, Jakiem. Żona mężczyzny umiera nagle, na co ani Tom, ani tym bardziej jego syn, nie są gotowi. Każdy z nich próbuje poradzić sobie z nową sytuacją na swój sposób. Efekt jest taki, że niezbyt dobrze się ze sobą dogadują. Mężczyzna bardzo martwi się brakiem dobrego kontaktu z dzieckiem, które mówi do siebie i spędza czas samotnie, głównie na rysowaniu. Tom, który zawodowo zajmuje się pisaniem książek, postanawia przeprowadzić się do niewielkiego miasteczka Featherbank. Nowy dom wybierają razem z Jakiem i chociaż Tomowi niezbyt podoba się wybór chłopca, decyduje się na zakup lokum, które trochę przeraża swoim wyglądem. Wkrótce okazuje się, że nowa posiadłość ma swoją, niezbyt pozytywną, historię. Wątek kryminalny dotyczy zaginięć i śmierci małych chłopców sprzed dwudziestu lat. Mordercę nazwano Szeptaczem, ponieważ szeptał pod oknami swoich ofiar. Kiedy znika kolejne dziecko, zapomniana już sprawa powraca. Wciąż nie odnaleziono jednego z tamtych chłopców… Teraz dołączył do niego mały Neil. Kto będzie następny?

Fabuła powieści jest zwarta i logiczna. Zaintrygował mnie pomysł na szepczącego seryjnego mordercę. Opisywana przez Alexa Northa historia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Tempo akcji początkowo nie jest zawrotne. Powiedziałabym nawet, że jest to dość spokojna, choć momentami mroczna, historia obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Pozwala to na dokładne zapoznanie się z pojawiającymi się wciąż zagadkami i nowymi wątkami, które w mało przewidywalny sposób łączą się ze sobą. Napięcie rośnie powoli, ale kiedy osiąga punkt kulminacyjny, akcja rusza z kopyta.

Oprócz intrygi kryminalnej, autor skonstruował również świetny wątek psychologiczny. Próba poradzenia sobie ze śmiercią ukochanej osoby opisana jest z perspektywy osoby dorosłej, a także kilkuletniego dziecka. Zachowanie Jake’a jest dziwne i niepokojące. Tom ze wszystkich sił chciałby być dobrym ojcem, ale kompletnie sobie z tym nie radzi i nie rozumie własnego dziecka.

Postacie nie są szczegółowo dopracowane, ale różnią się od siebie na tyle, że mamy jasność, kto jest kim. Każda z nich ma swoje problemy, z którymi musi sobie poradzić. Świetnie przedstawiony został między innymi problem alkoholowy jednego z bohaterów. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki autor pokazał „głosy” dołujące mężczyznę i namawiające go do sięgnięcia po kieliszek.  

Język powieści jest prosty i czytelny, a opisy plastyczne. Duża czcionka pozwala na wygodne czytanie nawet przez kilka godzin bez przerwy. „Szeptacz” to mieszanka mroku, sensacji, kryminału i psychologii, więc jeśli lubisz takie klimaty, ta powieść jest dla Ciebie.


Tytuł: „Szeptacz”
Autor: Alex North
Gatunek: powieść obyczajowa z mrocznym wątkiem kryminalnym
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: MUZA

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA

sobota, 28 września 2019

„Zula i jednoskrzydły smok” Natasza Socha - recenzja



„Zula i jednoskrzydły smok” to szósty tom przygód dziewięcioletniej małej czarodziejki z Poziomkowa. Seria ta dedykowana jest dzieciom w wieku od 6 do 12 lat, ale chociaż sama już dawno lat mam trochę więcej, z przyjemnością czytam każdą kolejną część.

Zula ma dziewięć lat i rodziców lekarzy, którzy ze względu na swoją pracę zostawili córeczkę na rok z dwiema szalonymi ciotkami, Melą i Helą. Dziewczynka nie była zachwycona rozstaniem z rodzicami i koniecznością zamieszkania z, obcymi w końcu, ciotkami, ale innego wyjścia nie było, więc została w Poziomkowie. Szybko okazało się, że dom ciotek jest fantastyczny, a one same posiadają magiczne moce. I, co jeszcze lepsze, Zula odziedziczyła je również! Od tej pory życie dziewięciolatki zmieniło się diametralnie. Każdy tom to inna, pełna magii i niebezpieczeństw przygoda. Tym razem Zula wraz z przyjaciółmi musi zdobyć łuskę smoka. Potrzebuje jej, ponieważ w poprzednim tomie obiecała to pewnemu wstrętnemu goblinowi Eszmegelowi. Problem polega na tym, że przecież smoki… nie istnieją? Otóż, okazuje się, że zadanie jest wykonalne, jednak dzieciaki wraz z dwójką dorosłych opiekunów muszą dostać się do równoległego świata, w którym smoki ukryły się przed ludźmi. Jak tego dokonają? Już ciotki i Wielka Czarownica Liliana postarają się o to, by im się to udało. Jednak drużyna będzie miała ograniczony czas. Jeśli bowiem przyjaciele nie zdążą zdobyć łuski i wrócić w umówione miejsce w pięć godzin, nigdy nie wrócą już do swojego świata. Do tego wszystkiego, zupełnie przypadkiem, za grupą śmiałków do zaczarowanego świata trafia również… Druzjanna, nielubiana i nielubiąca nikogo koleżanka z klasy. Jak to się mogło stać? I co teraz będzie? Przecież Druzjanna jest okropna i w ogóle nie ma pojęcia o tym, że Zula jest czarodziejką!

Jakie niebezpieczeństwa czyhają na Zulę i resztę ekipy? Kto będzie próbował opóźnić ich wędrówkę? Jakie zagadki zada im Sfinks pilnujący przejścia? Czy smok w ogóle zechce z nimi rozmawiać? I po co właściwie goblinowi ta łuska?

Oprócz zwyczajowej opowieści pełnej magicznych akcentów, autorka poruszyła w książce również temat związany z ponoszeniem konsekwencji za swoje nierozważne zachowanie. Pojawia się też problem dotyczący relacji rówieśniczych czy złośliwości dzieci wobec siebie. Zachowanie Druzjanny tym razem przydało się do pokazania, że nawet nieznośna i niesympatyczna dziewczynka potrafi się zmienić, ale nie wystarczą starania jednej strony, by relacje między kolegami się poprawiły. Te wątki idealnie nadają się do przeprowadzenia zajęć biblioterapeutycznych.

Język powieści jest prosty i czytelny. Wartką akcję i ciekawą fabułę urozmaicają aktywne dialogi bohaterów i plastyczne opisy. Autorka stworzyła wiarygodny świat, w którym realizm przeplata się z magią. Całości dopełniają świetne ilustracje.  

Bohaterami serii, oprócz magicznych stworzeń, są dziewczynki i chłopcy, więc książka spodoba się na pewno zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom. 


Tytuł: „Zula i jednoskrzydły smok”
Autor: Natasza Socha
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

"Blask" Marek Stelar - recenzja



„Blask” to pierwsza powieść Marka Stelara, po którą sięgnęłam. Opisana tu historia zawiera wszystkie lubiane przeze mnie elementy fabuły: są zabójstwa, jest tajemnica sprzed lat i zaginiony skarb, a także obyczajowe powiązania bohaterów. Czy to wystarczyło, by intryga porwała mnie, wymiętosiła i wypluła dopiero po ostatniej stronie?

Autor zafundował czytelnikowi aż trzy przedziały czasowe. Tor pierwszy to powojnie, rok tysiąc dziewięćset czterdziesty szósty. Następnie mamy wydarzenia rozgrywające się w czasach PRL, w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym. Ostatni przedział to czasy współczesne, rok dwa tysiące osiemnasty. Wszystkie są uporządkowane i jasno określone, więc nie sposób się pogubić. Jedyne, co sprawiało mi trudność, to nadążanie za rodzinnymi koligacjami. W dzisiejszych czasach rzadko zwraca się uwagę na szczegóły rodzinnych powiązań. Są wujkowie, ciotki, kuzyni i tyle. Bez jakiegoś roztrząsania i nadmiernej analizy dziejowej. Tutaj musiałam się nieźle skupić, żeby ogarnąć drzewo genealogiczne występujących we wszystkich trzech okresach bohaterów.

Historia powojenna dotyczy Wiktora Krugły, który przyjeżdża po wojnie do Szczecina, do swojej siostry, gdzie zostaje wplątany w zabójstwo żydowskiego chłopca, w którego dłoni tkwił wielki brylant, i tajemnicę pewnego ukrytego na terenie miasta skarbu. Kiedy ginie kolejne żydowskie dziecko, atmosfera zaczyna się zagęszczać, a wokół Wiktora narasta negatywne nastawienie władz różnego kalibru.
Kolejny tor to czasy PRL-u i zabójstwo dwóch prostytutek. Kobiety zostały uduszone specyficznym sznurem od munduru. Posądzony o ten czyn Niemiec zostaje jednak bardzo szybko zwolniony z aresztu, do czego przyczynia się pracownik SB, Witold Prażmowski. Mężczyzna ma plan, który bardzo chce zrealizować, przy współpracy niemieckiego obywatela…
Akcja, która rozgrywa się współcześnie, związana jest w dużym stopniu z córką Witolda Prażmowskiego, Agatą. Kobieta pracuje jako prawnik i pewnego dnia rozpoznaje w pewnej zabitej dziewczynie swoją klientkę. Wkrótce umiera ojciec Agaty, zostawiając po sobie niejasne sprawy i zagadkowe przedmioty. Ponieważ nigdy nie mieli ze sobą dobrego kontaktu, Agata niewiele o ojcu wiedziała. Dopiero po jego śmierci zaczęła poszukiwać odpowiedzi na dręczące ją pytania. To, co wychodzi na jaw w toku jej prywatnego śledztwa sprawia, że jej poukładany świat w jednej chwili zmienia się w kupkę gruzu. Jakie powiązania łączą historię z czasów powojennych i tę z lat siedemdziesiątych?

To nie jest powieść pełna wartkiej akcji. Uprzedzam na wypadek, gdyby chciał ją przeczytać ktoś, kto uwielbia, gdy dużo się dzieje, a zwroty o sto osiemdziesiąt stopni występują na każdej stronie. Intryga skonstruowana jest ciekawie, ale do rozwiązania dochodzimy powoli, obserwując działania Agaty i jej kuzyna, Roberta. Przy okazji autor dorzucił też przemyślenia kobiety na temat życia z ojcem, który rodzicem był jedynie z nazwy. Dlaczego kochający tata nagle stał się zimny, jak kamień? Co ukrywał mężczyzna? Jak wydarzenia sprzed lat zmieniły życie jego i jego rodziny?

Nietypowe jest to, że większość zagadek wyjaśnia się mniej więcej w połowie powieści. Jednak nie wszystkie szczegóły i powiązania zostają ujawnione. Agata do ostatniej chwili drąży pewne interesujące ją tematy, a znane nam już z jednej perspektywy sytuacje możemy po pewnym czasie zobaczyć z innej strony, kiedy opowiada o nich kolejny bohater. Zabieg ten dodaje wydarzeniom trójwymiarowości, a uzupełniane sukcesywnie informacje w końcu tworzą pełny obraz opisywanej historii.

Czy wszystkie tajemnice zostaną wyjaśnione? Czy Agacie uda się poznać ojca poprzez opowieści znających go kiedyś ludzi? Gdzie ukryty jest skarb? I wreszcie, czy jej usilne poszukiwanie prawdy bardziej pomoże czy zaszkodzi naszym bohaterom?  

Chociaż powieść podobała mi się, pełnej liczby punktów w ocenie nie będzie, ponieważ zabrakło mi przypisów z tłumaczeniami obcojęzycznych fragmentów. O ile niemieckie wypowiedzi nie stanowiły dla mnie problemu, to rosyjskich, niestety, nie zrozumiałam w stu procentach, nawet z samego kontekstu. Uważam, że nie każdy czytelnik musi znać języki obce i niekoniecznie będzie mu się chciało odrywać od powieści, by sprawdzać w słowniku czy w Internecie nieznane mu słowa czy zdania. Wystarczyłoby naprawdę dodać przypis z tłumaczeniem i po kłopocie.    

Tytuł: „Blask”
Autor: Marek Stelar
Gatunek: powieść sensacyjna, kryminalna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf SA




"Rok w mieście" Katarzyna Bogucka - recenzja



Kolejny tom serii „Rok w…” tym razem zabiera małych czytelników do pewnego miasta. Każda rozkładówka prezentuje bohaterów podczas ich codziennych zajęć. Kim jest Lenka? Czym zajmuje się mąż pielęgniarki Joli? O czym marzy Ksawier? Co po pracy robi policjant Zbyszek? Do kogo należy piesek Pankracy? Pytania pojawiają się nieprzerwanie, ponieważ rysunki są tak bogate w treści, że nie sposób się od nich oderwać.

Dwie pierwsze strony prezentują bohaterów. Jest ich bardzo wielu. Postaci same się przedstawiają, a ich wypowiedzi umieszczone zostały w niewielkich dymkach. Dowiadujemy się, jak mają na imię, czym się zajmują i co lubią robić. Niektórzy również informują małego czytelnika o pewnych swoich zachowaniach, które można wyśledzić na kolejnych rozkładkówkach. Na przykład Angelika opowiada, że kocha podróże i pracuje jako stewardesa, więc przez trzy miesiące nie ma jej w mieście. I już mamy podstawy do przeprowadzenia śledztwa, o które miesiące chodzi.

Oprócz nazwy miesiąca, w rogu każdej rozkładówki narysowany jest również zegar, wskazujący konkretną godzinę, oraz termometr z temperaturą. Te elementy również stanowią świetną bazę do rozmów z dzieckiem na temat czasu i pogody. Nie zabrakło również zabawy interaktywnej na końcu, w której zadanie polega na odnalezieniu jak największej liczby nieprawdopodobnych sytuacji.

Kolorystyka tej książeczki jest trochę inna niż pozostałych części tej serii. Trzeba się trochę bardziej skupić i wysilić, by odnaleźć wybrane postacie, kiedy na ilustracji królują takie barwy, jak niebieski, granatowy, biały i pomarańczowy czy zielony, żółty i brązowy. Konieczne jest dokładne przestudiowanie wyglądu bohaterów i staranne przeszukanie wybranej rozkładówki.

Jestem pewna, że mali czytelnicy spędzą nad tą książeczką dużo czasu, świetnie się bawiąc i wymyślając historyjki na podstawie narysowanych w niej sytuacji.

Tytuł: „Rok w mieście”
Autor: Katarzyna Bogucka
Gatunek: literatura dla dzieci, picture book
Liczba stron: 28
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria: Rok w…

Moja ocena: 6/6



Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl