piątek, 23 sierpnia 2019

"Dziewczyna od trawnika" Dorota Pasek - recenzja


Kolejny BT u Michaliny z bloga Papierowy bluszcz uważam za udany. Druga powieść Doroty Pasek okazała się lekka i przyjemna, mimo trudnych tematów, które porusza. Tym razem autorka umieściła w fabule wątki związane z żałobą przeżywaną po śmierci bliskich, depresją czy przemocą, czyli mocny kaliber. Jednak nie jest to powieść smutna czy przytłaczająca, bo te trudniejsze tematy są świetnie uzupełnione humorem i ironią, a także uczuciem rodzącym się między głównymi bohaterami. 

Marysia, czyli tytułowa dziewczyna od trawnika, zajmuje się ogrodem w swojej miejscowości. Pewnego dnia dom, do którego należy ów ogród, kupuje facet w garniturze, czyli Adam, jak sam o sobie mówi: "poważny człowiek na poważnym stanowisku". Wykorzystuje nową hacjendę głównie do organizowania imprez dla przyjaciół. Dość szybko zauważa zajmującą się jego roślinami dziewczynę i z czasem zaczyna mu na niej coraz bardziej zależeć. Ona zaś, owszem, również zwraca na niego uwagę, jednak jest zdystansowana i patrzy na mężczyznę przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń. Marysia musi poradzić sobie z traumami, przez które przeszła. W powrocie do normalności pomaga jej brat, Arek, i przyjaciółka, Zuza. Co takiego przeżyła Marysia, że odechciało jej się żyć? Jak poradziła sobie z udźwignięciem spadających na nią problemów? Dlaczego uparcie odtrąca uczucie, które chce jej ofiarować Adam? I czy mężczyzna będzie miał na tyle cierpliwości, by czekać w nieskończoność na jej decyzję?

Bardzo polubiłam Arka, wspaniałego, troskliwego brata, który z jednej strony dałby się pokroić za Marysię, ale z drugiej potrafi zadbać również o siebie i swoje życie. Podobały mi się również dynamiczne dialogi między Marysią a Adamem oraz SMS-y, które wymieniali. 

Autorka umiejętnie prowadzi narrację i zaciekawia czytelnika. Dawkuje informacje, z których wyłania się najpierw psychologiczny portret Marysi, a później również Adama, bo z czasem okazuje się, że on też musi dźwigać pokaźny bagaż doświadczeń, którymi obdarowało go życie.

Polecam tę powieść, a także debiut Doroty Pasek, czyli "Czas gniazdowania". Obie historie, choć może trochę przewidywalne, to jednak czytają się miło i szybko. 

Książkę mogłam przeczytać dzięki Michalinie z bloga Papierowy bluszcz 
i jej Book Tourowi, za co serdecznie dziękuję.   

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

"Pilny na tropie. Skarb getta" Adam Michejda - recenzja


Podczas wycieczki do Cieszyna nie mogłam obojętnie przejść obok księgarni. Skończyło się, rzecz jasna, na zakupach, ale byłam dzielna i wybrałam tylko jedną książkę. Jedną, ale za to jaką! W moim posiadaniu znalazł się debiut książkowy dziennikarza, Adama Michejdy. 

"Pilny na tropie. Skarb getta" to, jak sugeruje tytuł, opowieść w dużej mierze wojenna. Współcześni bohaterowie, mieszkający w Ameryce: David, Max i jego tata Rafał, przylatują do Warszawy, by w czasie wakacji poznać losy Dawida, którego wnukiem jest nastoletni David. Chłopiec otrzymał w spadku pamiętnik z czasów wojny, którego autorem był jego dziadek. Poznawszy losy starszego pana, David zapragnął odnaleźć wspomniany w pamiętniku skarb. Okazało się jednak, że nie będzie to takie proste...
Dawid podczas wojny cudem uniknął losu swoich przyjaciół, mieszkańców Domu Sierot doktora Korczaka, którzy nie wrócili z ostatniej drogi do obozu zagłady w Treblince. 

Podczas śledztwa naszych bohaterów spotka wiele niespodzianek, niekoniecznie miłych. Do grupy poszukiwawczej dołączą też dwie dziewczynki, Natalia i Weronika. W czym pomoże im pewien sympatyczny zegarmistrz? Co mały Dawid z przyjacielem ukryli w manierce? Dlaczego po piętach depcze im wciąż "Gorylowaty"? I czy uda im się po tylu latach odnaleźć skarb opisany w pamiętniku?

"Skarb getta" to niecodzienna lekcja historii, którą zafundował czytelnikom autor. Fakty historyczne, których źródłem są pisma Starego Doktora, przeplatają się z ciekawymi opisami miejsc, w których rozgrywają się kolejne sceny. Żałowałam podczas lektury, że tak mało znam Warszawę. O ile przyjemniej czytałoby się, gdyby w wyobraźni pojawiały mi się tak szczegółowo opisywane przez pisarza trasy.

Jedynym minusem podczas lektury była dla mnie czcionka użyta do wyróżnienia fragmentów będących pamiętnikiem Dawida. Była dla mnie momentami mało czytelna. 

Pierwszy człon tytułu zapowiada cykl powieści detektywistyczno-przygodowych na miarę serii o przygodach Pana Samochodzika, więc czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg. Polecam nie tylko młodzieży, ale również starszym czytelnikom, którzy interesują się literaturą o tematyce wojennej.


sobota, 17 sierpnia 2019

"Złość piękności szkodzi" Joanna Szarańska - recenzja


"Chochołek pokręcił głową.
- Mimo to uważam, że warto mieć oczy szeroko otwarte. Tak na wszelki wypadek.
- Naprawdę? - zdziwiła się Zojka. - Pan nie sądzi, że ja... podświadomie szukam kłopotów?
- Ty? - Babunia zaniosła się śmiechem. - Ty wcale nie musisz szukać kłopotów! One same cię znajdują!"
["Złość piękności szkodzi" J. Szarańska, s.151]

Czwarty tom przygód młodej dziennikarki Zojki Tuszyńskiej to jednocześnie ostatnia (chyba) część serii Kronika pechowych wypadków autorstwa Joanny Szarańskiej. 

Tym razem Zojka, przez nieszczęśliwy wypadek swojej szefowej (lub też dzięki niemu), ląduje w luksusowym hotelu, który lada dzień otworzy swoje podwoje dla kochających komfort i zbytki gości. Najpierw jednak właściciel, Fabian Morawa, pragnie zaprezentować swoje dzieło dziennikarzom, aby mogli oni rozsławić jego fantastyczne spa w bliższej i dalszej okolicy. W końcu promocja dźwignią handlu i należy to wykorzystać, nieprawdaż? 
Zaproszenia na weekend w hotelu otrzymali również inni dziennikarze, w tym także naczelny "Kroniki Wadowickiej", redaktor Kordecki. Zojka liczyła, że to właśnie ją zabierze ze sobą jako osobę towarzyszącą. Czy tak się stało? Niestety, nie... U boku Marcina, ku rozpaczy Tuszyńskiej, do spa wyruszyła jego podwładna, Arleta Kulik. Z uwagi na wzajemną nienawiść, którą żywią do siebie pracownica Kordeckiego i Zojka, w hotelu wydarzy się wiele zabawnych sytuacji. 

Wraz ze wspomnianymi bohaterami, w luksusach pławić się będzie również Babunia Łyczakowa! Czy spodoba jej się w hotelu o wdzięcznej nazwie "Pod Pawim Piórkiem"? Co babunia przywiozła ze sobą w ciężkiej jak słoń walizie? Jakie atrakcje zaplanował dla dziennikarzy właściciel? Co nie pozwoli gościom spokojnie spędzić weekendu? Gdzie zniknęła żona Morawy? I jakimi sposobami Arleta będzie próbowała zjednać sobie redaktora Kordeckiego? Pytania mnożą się z każdą kolejną stroną. Akcja jest wartka, więc nie ma czasu na nudę.  

Moja ulubiona scena w powieści to fragment, w którym Marta Markowska, szefowa Zojki, postanawia wziąć długą, gorącą kąpiel z pianką. Nie mogę przybliżyć Wam tej sytuacji, bo spalę dowcip, ale gwarantuję, że sposób, w jaki autorka opisała próby kobiety, zmierzające do zaznania odrobiny prywatności i odpoczynku, jest mistrzowski! 

"Złość piękności szkodzi" to lekka i przyjemna lektura, pełna zabawnych dialogów i śmiesznych sytuacji, która będzie idealnym dopełnieniem zarówno wakacyjnego wyjazdu, jak i miłego popołudnia spędzanego w domu. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
Wydawnictwu Czwarta Strona

wtorek, 6 sierpnia 2019

"Lista obecności" Agata Kołakowska - recenzja


Pierwszą powieścią Agaty Kołakowskiej, jaką przeczytałam, były "Pokrewne dusze" [recenzja]. Pisarka rewelacyjnie opisała tam ludzką psychikę i jej zawirowania. Ta lektura zachęciła mnie do sięgnięcia po "Listę obecności", która swoją premierę miała w czerwcu 2019r. Czy Agata Kołakowska opowiedziała w niej kolejną świetną historię z dreszczykiem? Moja ocena sugeruje, że TAK.

Iga Stelmach to rzeźbiarka znana z cyklu "Oblicza". Kobieta ma czterdzieści lat, ale jest samotna. Dlaczego? Ponieważ wszyscy jej bliscy odeszli. Ich śmierć nierozerwalnie łączy się z najbardziej znanym cyklem artystki. Iga żyje z poczuciem winy, że swoją twórczością zabiła ukochane osoby. Kiedy orientuje się, że kolejność strat idealnie odzwierciedla powstawanie poszczególnych rzeźb, przeżywa szok. Boi się tworzyć, szczególnie dzieła w fatalnym cyklu z obliczami. 
Kiedy kobieta przyjmuje zaproszenie na spotkanie autorskie w niewielkiej wsi Kunice, nie podejrzewa nawet, jak ogromne zmiany zajdą w jej życiu. Sołtys nie traci czasu i już przy pierwszej okazji namawia rzeźbiarkę, by zamieszkała w jego wsi. Kusi obietnicą wspaniałej atmosfery i rodzinnych wręcz relacji, jakie panują między mieszkańcami. Iga, zachęcona poczynionymi obserwacjami, decyduje się na zakup domu i przenosi się do Kunic, by spróbować zacząć wszystko od nowa. Jak potoczą się jej losy w nowym miejscu? Czy klimat jak ze znanej pieśni Kochanowskiego o Sobótce jej tożsamy z tym, który napotka w nowym miejscu zamieszkania? Jakie tajemnice kryje hermetyczna kunicka społeczność?   

Agata Kołakowska umiejętnie wprowadza w powieści emocjonalne napięcie, które towarzyszy czytelnikowi podczas lektury, motywując do czytania. Z każdym rozdziałem chciałoby się coraz szybciej pochłaniać kolejne strony, by wreszcie poznać rozwiązanie zagadki. A jest co analizować! Bohaterowie są sympatyczni i otwarci. Początkowo. Z czasem jednak w kunickiej społeczności pojawia się coraz więcej rys, wątpliwości i niejasnych sytuacji. Efekt jest taki, że nie wiedzieć kiedy, zaczynamy wraz z Igą drążyć niepokojące ją tematy. Czytelnikowi momentami udziela się jej niepewność i lęk. Do tego dochodzą jeszcze dylematy moralne artystki z poprzedniego życia, z którymi  rzeźbiarka zmaga się od kilku lat. Trudno przemówić komuś do rozsądku, kiedy jego serce i dusza czują inaczej. Dlatego tłumaczenia przyjaciółki z Zielonej Góry, Anity, a także nowej znajomej z Kunic, Miry, kompletnie nie trafiają do udręczonej nadmiarem emocji i wyrzutów sumienia Igi. Kobieta zmaga się więc sama z własnymi demonami i nie zawsze wygrywa w tych starciach.  

Wymyślona przez autorkę intryga jest świetna i mało przewidywalna. Agata Kołakowska tak zakręciła bohaterami, że długo gubiłam się w domysłach. Wątki nie przytłaczają, są spójne i interesujące. Opisy pomagają poznać społeczność Kunic z różnych, nie zawsze pozytywnych, stron.

Bardzo podobał mi się wątek artystyczny, czyli wszystkie opisy dotyczące tworzenia przez Igę rzeźb. Chociaż w ogóle się na tym nie znam, z przyjemnością poznawałam tajniki rzeźbienia w glinie. Informacji było w sam raz, żeby zrozumieć, o co chodzi, a nie zanudzić czytelnika.   

Kiedy na światło dziennie wychodzą mroczne tajemnice, nigdy nie wiadomo, jak zachowają się ludzie. I czy osoby, które wydaje nam się, że dobrze znamy, na pewno są tymi, za które się podają. 
Polecam gorąco, trudno się oderwać!


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

   

sobota, 3 sierpnia 2019

"Riese" Robert J. Szmidt - recenzja


Ta książka ma prawie 450 stron? Serio? Nie zauważyłam... ;)

Nie było takiej możliwości, żebym NIE przeczytała kolejnego tomu z cyklu Nowa Polska. Z ogromną przyjemnością wróciłam więc do świata bohaterów, których poznałam jakiś czas temu podczas lektury "Otchłani" i "Wieży"


Świat po wojnie nuklearnej nie jest dobrym miejscem do życia. Faktem jest, że przetrwało niewielu, ale ci, którym się to udało, nie mogą już mieszkać na powierzchni ze względu na silne promieniowanie. Przystosowali się zatem do mieszkania pod ziemią, w kanałach, w grupach zwanych enklawami. Powierzchnię zaś zaanektowały zmutowane rośliny i zwierzęta. W takim właśnie świecie żyje Nauczyciel, jeden z ostatnich Pamiętających. Pamiętających życie i świat sprzed wojny. Mężczyzna ma niepełnosprawnego syna, którego chce chronić przed niebezpieczeństwami. Poznajemy ich w pierwszym tomie cyklu, "Otchłani". 

W drugiej części Nowej Polski do Nauczyciela dołącza większa grupa bohaterów. Jest też, znana z "Otchłani", energiczna Iskra, dziewczyna z niewyparzonym językiem. Świat po zagładzie nie zmienił się za bardzo. Ludzie wciąż żyją pod ziemią, jednak atmosfera zaczyna gęstnieć. Coraz trudniej im bowiem funkcjonować w takich warunkach, bez możliwości bezpiecznego wyjścia na powierzchnię. Tymczasem Nauczyciel otrzymuje zadanie do wykonania. Ma zażegnać kryzys w Nowym Watykanie, do czego nakłonili go Czyści. Nie jest to jednak jego jedyny cel. Wraz z drużyną wyrusza do tytułowej Wieży, by zrobić porządek z kanibalami.

I wreszcie trzeci tom cyklu - "Riese". Pasjonaci historii, a szczególnie czasów II wojny światowej, będą mieli zapewne natychmiastowe - i prawidłowe - skojarzenie z kompleksem, który powstawał w latach 1943 - 1945 na terenie Gór Sowich i pod zamkiem Książ. Projekt ten, będący dziełem nazistowskich Niemiec, nie został ukończony. Miał stanowić jedną z głównych kwater Hitlera. I właśnie tam rozgrywa się akcja powieści. 

Wśród bohaterów prym znów wiodą Nauczyciel, Paweł Remer, i Iskra, którzy pancernym pociągiem, wraz z wieloma mieszkańcami innych enklaw, zostają przewiezieni do kompleksu Riese. Okazuje się, iż jest to kolejne miejsce, gdzie po kataklizmie żyją Czyści. A sam kompleks wcale nie jest nieukończonym tworem, lecz świetnie przygotowanym do zamieszkania miejscem, którym rządzi niejaki Pułkownik. Obecny wygląd miejsce to zawdzięcza katorżniczej pracy przywożonych do Riese ludzi, oślepionych i pozbawionych dzieci. Pracują z pełnym oddaniem za... no właśnie, za co? Codziennym motywatorem i potwierdzeniem składanych im obietnic są wspaniałe warunki, w jakich pracownicy mieszkają w kompleksie. Smaczne posiłki, wygodne łóżka i możliwość regularnych kąpieli w czystej, ciepłej wodzie. Nauczyciel zamierza wypowiedzieć wojnę Pułkownikowi. Jego plany ulegają jednak zmianie w chwili, kiedy okazuje się, że istnienie i funkcjonowanie Riese to zaledwie czubek góry lodowej sekretów Czystych...

"Riese" to kolejna świetna historia z gatunku postapo, którą miałam okazję przeczytać. Wartka akcja nie pozwalała oderwać się od lektury. Autor stworzył barwne, wielowymiarowe postaci, spośród których na prowadzenie wychodziła Iskra. Jej dowcip i złośliwe wtręty może czasami były trochę przesadzone, ale widocznie taka już ona jest. Nadmiar energii ją rozpiera, jednak kiedy trzeba, potrafi zadziałać bezbłędnie. Wiele było sytuacji, w których wzajemnie mogli na siebie liczyć, weteran z ogromnym doświadczeniem życiowym i dziewczyna z równie wielką, niewyparzoną gębą. Duet idealny.  

Teoretycznie można czytać powieści z serii Nowa Polska osobno. Polecam jednak całą trylogię, najlepiej we właściwej kolejności. Jestem przekonana, że podczas lektury zastanowicie się, co jest bardziej niebezpieczne w tym świecie po wojnie nuklearnej: powierzchnia, pełna niebezpieczeństw ze strony mutantów i hulającego promieniowania, czy raczej ludzie, którym przyszło nauczyć się żyć pod ziemią, skąd nie ma ucieczki nie tylko od innych mieszkańców, ale przede wszystkim od samego siebie. 


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Szkarłatna głębia" Krzysztof Bochus - recenzja



Trzeci tom przygód komisarza Christiana Abella przeniósł mnie w lata trzydzieste XX wieku. Mamy mroźną zimę 1934 roku, a w Elblągu, w domu modlitwy mennonitów, zostają znalezione zwłoki starszego gminy, Wima Oxelrode. Śmierć ta nie jest naturalna, mimo podeszłego wieku mężczyzny. W krótkim czasie ginie kolejny członek wspólnoty i choć tym razem jest to młody chłopak, makabryczne okoliczności nie pozostawiają wątpliwości. Jego również zamordowano. Radca kryminalny Christian Abell rozpoczyna niezwykle trudne i zagmatwane śledztwo. 

Dochodzenie prowadzone przez głównego bohatera ewoluuje z każdą stroną. Wciąż wypływają nowe wątki i mnożą się ślepe tropy. Abell ma pełne ręce roboty, a my wraz z nim. Zagadka jest interesująca i daje do myślenia, a działania radcy gdańskiej Kripo wciągają w wir zdarzeń. 

Autor świetnie przedstawił atmosferę lat trzydziestych minionego wieku. Tło powieści idealnie koreluje z rozwiązywaną zagadką kryminalną, Abell zaś jest postacią tak plastyczną, że można go sobie bez trudu wyobrazić w kolejnych scenach powieści. Zwróciłam również uwagę na pojawiające się w powieści wątki osobiste, związane z życiem prywatnym Christiana. Fajnie było poznać go trochę bliżej. 

Jedynym minusem dla mnie, tak jak w przypadku pierwszego tomu tej serii, było umieszczenie wyjaśnień niektórych pojęć na końcu książki. Czytałam powieść na czytniku, więc trudno byłoby mi zaglądać tam za każdym razem, gdy natrafiałam na oznaczone słowo. 

Powieść jak najbardziej retro, a główny bohater, choć charakterny, to da się lubić. Jednak nie chciałabym nadepnąć mu na odcisk ;-) Po zastanowieniu chyba bardziej nie chciałabym zadrzeć z innym bohaterem, mężczyzną o wdzięcznym nazwisku Kukulka. Ten to dopiero jest zakapior... Znaczy, ten, no, też "kryminalny" typ. A zresztą, musicie sami przeczytać, bo o tych facetach nie da się tak po prostu opowiedzieć :)

Polecam całą serię wielbicielom kryminałów z atmosferą sprzed lat. Mają swój niepowtarzalny klimat. 
  


Recenzja powstała w związku z promocją książek biorących udział w niezależnym konkursie "Brakująca Litera"

"Nie umieraj do jutra" Wacław Gluth-Nowowiejski - recenzja




Historie warszawskich Robinsonów, które trafiły w moje ręce, to wydanie trzecie, poprawione i uzupełnione. Po raz pierwszy książka ujrzała światło dzienne w roku 1975, a drugi - w 1982. Radość to ogromna zatem, że Wydawnictwo Marginesy podjęło decyzję o ponownym zaprezentowaniu tych niezwykłych historii czytelnikom. 

Przede wszystkim warto wyjaśnić, kim są wspomniani Robinsonowie. To ludzie, którzy po kapitulacji powstania warszawskiego ukrywali się w ruinach stolicy, często aż do momentu, kiedy granice miasta przekroczyła Armia Czerwona i oddziały ludowego Wojska Polskiego. Najsłynniejszym Robinsonem był pianista żydowskiego pochodzenia, Władysław Szpilman. 

"Nie umieraj do jutra" to dziesięć opowiadań o życiu ludzi, którym przyszło trwać w gruzach, pod ostrzałem nieprzyjaciela, o głodzie i chłodzie. Sanitariuszki, żołnierze, powstańcy, cywile, bohaterscy i niezłomni, obywatele Rzeczpospolitej Gruzów. Dziewięć rozdziałów to historie autentyczne, a jeden zawiera pewną wojenną legendę. Jak napisał na pierwszych stronach sam autor: "Odchodzą świadkowie. Niechaj pozostanie zapis ich przeżyć". 

Książka Wacława Glutha-Nowowiejskiego jest dowodem na to, że Warszawa po upadku powstania nie stała się martwym gruzowiskiem. Najodważniejsi zostali, aby pokazać okupantowi, że nie czują się pokonani. Dali wyraz swojemu oburzeniu i wielokrotnie pokazali Niemcom, gdzie raki zimują. Przetrwali najgorsze dzięki respektowaniu praw grupy, które były niejednokrotnie ważniejsze od dobra własnego jednostki. Od poczucia wspólnoty i wzajemnej lojalności zależało, czy przeżyją i jak poradzą sobie w trudnych sytuacjach, które napotykali każdego dnia. 

Styl opowiadań jest prawie telegraficzny, oszczędny. Mimo skrótowej formy nie brakuje w nich emocji i obrazowego przedstawienia codzienności w ruinach. Poznajemy między innymi Pannę X, która całe życie ukrywała się w przebraniu mężczyzny, obserwujemy niezwykle odważną Danusię "Blondynkę", dzięki której powstańcy przetrwali najgorsze chwile, a ostatecznie możemy poznać również historię samego autora i jego przyjaciół.  
Ciekawym zabiegiem jest zakończenie każdego z rozdziałów, w którym autor informuje o powojennych losach bohaterów snutych opowieści. Na kolejnych kartach obejrzeć można również zdjęcia prezentujące wojenną rzeczywistość i bohaterów biografii. 

Jeśli literatura wojenna nie jest Ci obca, a opowieści o niezłomnych Polakach stanowią dla Ciebie dużą wartość, to książka ta musi znaleźć się wśród Twoich lektur. 




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy

wtorek, 23 lipca 2019

"Żona na zamówienie" Nina Majewska - Brown - recenzja





Kiedy zobaczyłam, że w ofercie Pascala dostępny jest dalszy ciąg losów bohaterów powieści "Mąż na niby", postanowiłam zdobyć tę książkę i przeczytać. Perypetie bohaterów, jak i styl autorki, bardzo przypadły mi do gustu. Z przyjemnością wróciłam więc do świata Zofii, jej córki Poli i niewiernego męża, Pawła, a także mamuśki z piekła rodem. 

Życie Zosi, nauczycielki języka angielskiego i mamy nastoletniej Poli, z dnia na dzień zostaje wywrócone do góry nogami. Jej ukochany mąż, który jest dla kobiety całym światem, wybiera znacznie od niej młodszą Sarę, która na domiar złego, spodziewa się jego dziecka. Kobieta jest zdruzgotana, a do tego od własnej matki dowiaduje się, że sama jest sobie winna. Jej "prawie były mąż" wprowadza się do domu zachwyconej nim teściowej (matka Zosi hołubi skrzywdzonego według niej zięcia), gdzie rozgaszcza się w panieńskim pokoiku Zośki. Życie toczy się dalej, choć nic nie jest już takie, jak przed epoką Sary...

Fabuła oparta jest na wątku głównym, czyli zdradzie Pawła. Wokół tego wydarzenia toczy się życie bohaterów. Zofia z dnia na dzień musi podjąć walkę z niepewnością jutra, znaleźć w sobie siłę, by sprostać samotnemu rodzicielstwu, a także zapewnić godny byt sobie i córce. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo złamanego serca i poczucia krzywdy, wciąż kocha męża. Pytanie, czy będzie potrafiła mu wybaczyć? Czy spróbują odbudować swój związek? A może zdecyduje się byś samotną matką? Kto będzie wspierał kobietę w podejmowaniu życiowych decyzji? Jak w całej tej sytuacji zachowa się matka Zosi?  

Wśród wątków opisanych w powieści znajdą się między innymi przygotowania do ślubu i samo wesele matki Zofii (scena oczepin to majstersztyk!), szantaż, jaki zastosował dyrektor w szkole, w której pracuje Zosia, problemy Poli w nawiązywaniu przyjaźni w prywatnej placówce, do której uczęszcza dziewczynka, a także szokujące zmiany w życiu siostry Pawła, Eli, których nie potrafi zaakceptować ich matka. Gwarantuję, że z tą książką nie sposób się nudzić.   

Autorka świetnie opisała relacje między małżonkami, a także uczucia, które towarzyszą kobiecie w tej trudnej dla niej sytuacji. Wahanie, niepewność, wściekłość, krzywda, rodząca się nieśmiało odwaga to tylko fragment wachlarza emocji, który otwiera przed czytelnikami autorka. Pierwszoosobowa narracja pozwala zagłębić się bez reszty w wykreowanym przez pisarkę świecie. Poruszane w powieści trudne tematy (zdrada, mobbing, a także rasowe uprzedzenia) łagodzą pełne humoru dialogi.     

Polecam tę powieść na chwilę relaksu. Czyta się szybko i przyjemnie, z uśmiechem.


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl


niedziela, 21 lipca 2019

"Czarny manuskrypt" Krzysztof Bochus - recenzja



"Czarny manuskrypt" to pierwszy kryminał retro, po jaki sięgnęłam. Było to również moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Czy udane? 

"(...) bezpieczną codzienność od stanu zagrożenia dzieli cienka, niedostrzegalna granica. W jednej sekundzie, najczęściej bez żadnego ostrzeżenia, los funduje nam sytuację à rebours. Stąpasz po twardym gruncie, aby za chwilę wylądować na cienkim lodzie. Poruszasz się wśród swojskich znaków i sprzętów, aby za chwilę znaleźć się w śmiertelnej pułapce, w której zwykłe drzwi stają się gilotyną odcinającą znany ci świat i życie. Czasami taką zmianę poprzedzają nie zdarzenia, lecz słowa, niczym posłańcy złych wiadomości. Wydaje ci się, że życie układa się, jak należy, że nic się nigdy nie zmieni, a potem jedno słowo zmienia wszystko". [K. Bachus "Czarny Manuskrypt"]


Christian Abell to radca kryminalny, który w wyniku rozstania z żoną przenosi się z Wolnego Miasta Gdańsk do Kwidzyna. Wydawać by się mogło, że w tym spokojnym miasteczku nie będzie żadnych problemów z prawem. Szybko okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Ktoś brutalnie morduje księży  z tamtejszego kościoła. Zbrodnie są bardzo teatralne, co daje Abellowi do myślenia. Śledztwo toczy się powoli, ale akcja powieści jest wartka. Pojawia się tyle wątków do wyjaśnienia, że policjanci dwoją się i troją, by znaleźć właściwy trop. Dzięki temu można się skoncentrować zarówno na poszlakach, jak i na realiach opisywanej epoki.

Akcja powieści toczy się w latach trzydziestych XX wieku. Autor świetnie oddał klimat tamtego czasu i sposób wysławiania się mieszkańców Kwidzyna. Dialogi z epoki i opisy miejsc, w których rozgrywają się poszczególne sceny, sprawiły, że poczułam się, jakbym była w tamtym miejscu i czasie. Wraz z policjantami z zaangażowaniem rozwiązywałam zagadkę śmierci księży. Widać ogromną pracę autora, który świetnie przygotował się do opisania zarówno Kwidzyna z tamtych lat, jak i zamku w Malborku, do którego zawiodą śledczych podjęte tropy. Oprócz Zakonu Krzyżackiego pojawi się również bardzo interesujący wątek dotyczący Św. Doroty z Mątowów, o której wcześniej nie słyszałam.  

Postać Abella stworzona została z dbałością o szczegóły. Jest to człowiek inteligentny, bystry i dociekliwy policjant. Drąży kolejne tropy, jak kropla skałę i zawsze trzyma się własnych wniosków, nawet jeśli nie są one tożsame ze zdaniem jego przełożonego. 

Typowej warstwy obyczajowej, dotyczącej prywatnego życia bohaterów, tutaj nie ma. Równie rozbudowana, co ta kryminalna, jest za to warstwa społeczna. 

Jedynym minusem było dla mnie umiejscowienie przypisów. Wolałabym, by można było zerknąć na nie od razu, na dół danej strony, zamiast szukać odnośnika na końcu książki.

Polecam tę powieść czytelnikom, którzy lubią niespieszne rozwiązywanie zagadki kryminalnej, a także tym, dla których tło powieści jest również ważne, co zbrodnia. 

poniedziałek, 15 lipca 2019

"Powroty i wspomnienia" Sylwia Trojanowska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Mam to szczęście, że należę do grupy betareaderów powieści Sylwii Trojanowskiej. Dzięki temu mogę poznać losy bohaterów ciut wcześniej, ale także mam okazję przeczytać te historie dwa razy! I nie myślcie, że ponowna lektura jest choć odrobinę nudna czy pozbawiona emocji. Nic z tych rzeczy. Wiadomo, że z technicznego punktu widzenia w wersji papierowej jest trochę zmian, ale jednak największa przyjemność w drugim podejściu do książki, to jeszcze głębsze wniknięcie w stworzony przez autorkę świat. A jest się w co zagłębiać, możecie mi wierzyć. 

Historia Ludwika Starkowskiego, opisana w trylogii szczecińskiej, to pełna emocji opowieść o starym Szczecinie i jego mieszkańcach. Ludziach, którym przyszło żyć w trudnych czasach i jakoś musieli sobie poradzić, jeśli chcieli wyjść z tego żywi. Ludwig Stark musiał zniknąć, by Ludwik Starkowski mógł przetrwać wojnę i żyć. Wydarzenia, w których uczestniczył jako młody chłopak, odcisnęły na nim ogromne piętno, nie dające mu spokoju przez długie lata. 

Ludwik nie jest człowiekiem łatwym. To skryty mężczyzna, który nie okazuje uczuć i nie ujawnia targających nim emocji. Przez to postrzegany jest przez ludzi jako gbur bez serca. Szanowany dyrektor szpitala nie był lubiany jako człowiek. Ludzie się go zwyczajnie bali. Dlaczego do tego doprowadził? Miał swoje powody. Nie zwierzał się nikomu, nie interesowało go, co ludzie o nim sądzą, nie pragnął, by darzyli go sympatią. Najważniejsze było to, by nikt nigdy nie dopatrzył się powiązań między Starkowskim a Starkiem. Temu Ludwik podporządkował całe swoje życie i przed tym chronił swoją rodzinę. Tajemnice, które przez lata narosły wokół tych działań sprawiły, że na długie osiemnaście lat utracił ukochaną wnuczkę, Magdalenę. Teraz jednak odzyskał ją i podjął zapewne najtrudniejszą decyzję w życiu. Postanowił przed śmiercią powierzyć jej swoje sekrety. Nawet te najstraszniejsze. Czy Magdalena udźwignie ciężar przeszłości? Czy zdoła wybaczyć dziadkowi lata kłamstw i sekretów?

Bardzo polubiłam wszystkich bohaterów cyklu, ale mam swojego faworyta. Postacią rozjaśniającą mroki wojennych opowieści Ludwika jest Warcisław. To przeuroczy starszy pan, z kiepsko umocowaną sztuczną szczęką, pełen pozytywnej energii i humoru. Jego niezmordowana motywacja do wspierania sąsiada, który wcale nie okazuje mu podobnej atencji, kojarzyła mi się z gagami z międzywojennych filmów. Ubawiłam się, czytając sceny z jego udziałem. Druga w kolejności jest Olga, zakręcona mamuśka i przyjaciółka szkolna Magdy. Postacie te stanowiły przeciwwagę dla trudnych tematów, których dotknęła autorka, opisując losy Ludwika Starkowskiego. 

Nierozerwalną częścią tego tomu są listy i fragmenty z notesu Ludwika. Dzięki temu narracja nie nuży. Pochłaniając kolejne rozdziały, coraz głębiej wkraczamy w świat młodego chłopaka i wraz z nim przeżywamy strach przed wrogami, wędrujemy na szaber czy obserwujemy przeżywanie pierwszej miłości. Sylwia Trojanowska umiejętnie dawkuje wiedzę konieczną do zrozumienia Starkowskiego i tego, jakim stał się człowiekiem. Język powieści jest niezwykle plastyczny i pozwala zwizualizować sobie czytane sceny. Nie przeszkadzało mi wcale to, że kompletnie nie znam Szczecina ani Rugii, gdzie bohaterowie udali się w celu odnalezienia rodzinnych powiązań. I tak widziałam w wyobraźni wszystko, o czym czytałam. 

Polecam całą trylogię czytelnikom, którzy lubią sięgać po realistyczne historie z wojennymi wątkami i tajemnicami w tle. Jestem przekonana, że losy Ludwika Starkowskiego spełnią Wasze oczekiwania. 

Sylwio, dziękuję Ci za zaufanie, jakim obdarzyłaś mnie proponując beta-lekturę swoich powieści.






Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo Czwarta Strona

sobota, 13 lipca 2019

"Latawce" Agnieszka Lis - recenzja



"Latawce" nie są typową powieścią obyczajową. Trudno mi nawet określić dokładnie, czym są. To zapis prawdziwej historii, mający formę rozmów, przetykany fragmentami prozy. 

Głównym bohaterem tej historii jest Grzegorz. Jego ojciec odszedł od rodziny, kiedy chłopiec miał kilka lat. To wydarzenie zaważyło na dalszym życiu dziecka.  
Tematyka podjęta przez autorkę nie jest łatwa i przyjemna. Równie trudno ją opisać, może stąd taka forma, zamiast tradycyjnej powieści. Narkotyki, depresja i zniechęcenie, brak więzi emocjonalnej, trudności z wyrażaniem uczuć to hasła, na które natkniecie się podczas lektury. 

Dialogi między matką a synem czy między matką Grześka a jego ojcem, wbrew pozorom, skrywają wiele niewypowiedzianych emocji. Obserwujemy proces staczania się nastolatka, do którego trudno dotrzeć. Może i podejście rodziców nie było takie, jak być powinno? W takich sytuacjach ciężko znaleźć winnych. Z każdą stroną zbliżamy się do punktu kulminacyjnego, który da nam obraz aktualnej sytuacji młodego mężczyzny. Czy pokonał ogarniający go marazm? Zawalczył o siebie i odstawił narkotyki?    

Objętość tekstu trochę mnie rozczarowała. Nie zajmuje on bowiem tych podanych w metryczce 192 stron, tylko znacznie mniej. Reszta to reklamy innych powieści autorki. A ja lubię czuć w dłoni historię, którą czytam. Jednak z drugiej strony lektura ta przypomina stopklatki z krótkometrażowych filmów dokumentalnych, takich o ludziach i ich życiu. O dokonywaniu wyborów i poszukiwaniu swojej drogi. 

Jeśli nie są Wam straszne historie, przy których należy się skupić i wyczytać sporo między wierszami, to "Latawce" są właśnie dla Was. 


Recenzja powstała w związku z promocją książek biorących udział w niezależnym konkursie "Brakująca Litera"

czwartek, 11 lipca 2019

"Na dobre i na złe" Magdalena Trubowicz - recenzja



Jak reagujecie, kiedy ktoś poleca Wam książkę? Sięgacie chętnie czy raczej sceptycznie podchodzicie do sprawy, mając świadomość tego, że każdy ma inny gust czytelniczy? Ja czasami wierzę, czasami nie :D Rzecz jasna z poziomem zadowolenia z lektury też bywa różnie, ale tym razem muszę przyznać, że jest moc! Polecajkę tę zawdzięczam Hani z Nie oceniam po okładkach. Było to moje pierwsze, i naprawdę udane, spotkanie z tą autorką. 

Kolejne pytanie, które ciśnie mi się na usta, brzmi: kto daje dziecku na imię Cypisek?! Ojciec, którego nazwano Rumcajs. Proste jak drut, nie? ;-) 

Wspomniany Cypisek to jeden z bohaterów najnowszej powieści Magdy Trubowicz. Jednak pierwszą poznajemy Alicję, kosmetyczkę, która zostaje zmuszona do szybkiego znalezienia sobie mieszkania. Uwaga, pojawi się kolejna mamuśka z piekła rodem! Skojarzyła mi się natychmiast z pewną Sabiną. Kto czytał serię Agaty Przybyłek Miłość i inne nieszczęścia, ten wie, co mam na myśli. Splot pewnych okoliczności sprawia, że Alicja ląduje właśnie u Cypiska, którego współlokator akurat się wyprowadza. Humoru całej sytuacji dodaje fakt, iż tym kolegą okazuje się być były facet Ali. Jaki świat jest mały, nieprawdaż? 

Pozostali przyjaciele to Krzysiek i Iga oraz Karol i Karolina. Mieszkanie w kamienicy, nad którym pieczę oficjalnie sprawuje Cypisek, staje się dla nich miejscem wielu spotkań. Wynikają z tego różne zabawne sytuacje, a dialogi są nieprzerwaną beczką śmiechu. 

Jedna rzecz zgrzytała mi w zębach podczas lektury i musiałam urwać punkt, bo mnie to naprawdę irytuje. Kto czyta moje recenzje, ten wie, że mam hopla na punkcie zaimków mi/mnie w tekście. Możecie mnie zamordować pod osłoną nocy albo w biały dzień, ale będę wiernie trwać przy prawidłowym ich wykorzystaniu, a najlepiej wyjaśnia tę zasadę profesor Miodek. Amen. 

Polecam tę książkę każdemu, kto lubi przy czytaniu odpocząć i spędzić miło czas. Lekka, zabawna, z ciekawą akcją i częstymi gagami. Jest trochę przewidywalna, jednak nie stanowi to najmniejszego problemu. Nadal jest sympatycznie i chce się poznać kolejne losy szóstki przyjaciół. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny tom serii.

PS. Ulubione słowo autorki w tym tomie brzmi: "kuksnąć" :D



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


poniedziałek, 8 lipca 2019

"Panaceum" Agnieszka Sudomir - recenzja




Z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po "Panaceum", ponieważ to kontynuacja powieści "Faza REM", którą czytało mi się całkiem nieźle. Byłam ciekawa, co słychać u komisarza Blattnera, no i po raz kolejny miałam okazję wyłapać opisane w tekście miejsca w Łodzi, które kojarzę. Może nie jest ich zbyt wiele, bo nie znam dobrze tego miasta, ale i tak była to dodatkowa atrakcja podczas lektury. 

Tym razem akcja powieści skupia się wokół jednego z łódzkich szpitali. Zostaje zamordowana pracująca tam młoda lekarka. Kobieta jest piękna, dość majętna i odnosi znaczne sukcesy. Trudno znaleźć w jej przypadku motyw, jaki mógłby mieć morderca. Nie mija wiele czasu, a ginie kolejna osoba związana z tym samym szpitalem. Policjanci szukają powiązań między zamordowanymi. Kręcą się w kółko, nie wiedząc, gdzie i kogo szukać. Zbyt wiele tropów wywołuje chaos w śledztwie. Do tego przesłuchiwani lekarze wcale nie są chętni do współpracy. Policja znajduje coraz więcej dowodów świadczących o winie jednego z wybitnych neurochirurgów. Kiedy już prawie mają mordercę, sytuacja komplikuje się, a policjanci w jednej chwili zostają z niczym. Czy komisarz Blattner zdoła złożyć wszystkie elementy tej makabrycznej układanki? Ile osób zginie, zanim policja zdoła złamać hermetyczność środowiska lekarzy łódzkiego szpitala?  

Kryminalne zagadki opisywane w tej serii nierozerwalnie łączą się z warstwą obyczajową. Dzięki temu obserwujemy nie tylko pracę policjantów, ale także ich życie osobiste. Komisarz Blattner w tym tomie ostro jedzie po bandzie. Między innymi zmaga się z wyrzutami sumienia i odrzuceniem. Kto by się bowiem nie przejął, gdyby zdał sobie sprawę, że żona przyjaciela, z którą się spotykał, puściła go w trąbę z kolejnym facetem? Z jednej strony więc potężny wyrzut sumienia, bo doprawił rogi kumplowi, a z drugiej - żal do ukochanej, która wybrała tego trzeciego... Do tego dochodzą jeszcze obowiązkowe spotkania z panią psycholog, za którymi Blattner nie przepada. W tym tomie problemy komisarza są opisane w znacznie ciekawszy sposób niż w "Fazie REM". A może chodzi o to, że bohater miał tym razem więcej obyczajowych wątków do przemyślenia? Tak, czy tak, jest intrygująco i nie nudziłam się podczas czytania. 

Książka jest gruba. 460 stron to nie jest mało. Jednak powodem tego gabarytu nie jest wyjątkowo obszerna treść, tylko dość duża czcionka. To spory plus podczas lektury. Minusem zaś jest w tym wypadku ciężar książki, ale coś za coś ;-) 

Lekturę tę (koniecznie wraz z pierwszym tomem, ponieważ warstwa obyczajowa łączy się w obu częściach) polecam miłośnikom bezkrwawych kryminałów z wielowątkową zagadką, gdzie warstwa obyczajowa przeplata się z sensacyjną. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się kolejny tom przygód komisarza Blattnera.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literate


  

piątek, 5 lipca 2019

"Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka" Evžen Boček - recenzja


Mówi się, że wszelkie dokrętki i dopiski, czyli kolejne części świetnego filmu lub genialnej powieści, zawsze są słabsze. Myślę, że są od tej reguły wyjątki, jednak czwarty tom przygód Marii Kostki z zamku Kostka chyba do nich nie należy. Do tego stopnia mnie nie zachwycił, że zapomniałam napisać recenzję po lekturze :D 

Już na początku tej części dostajemy do rąk list, który Maria pisze do Maksa. Dowiadujemy się z niego, że chłopak oświadczył się, lecz Maria nie jest pewna, czy będzie pamiętał o tym wydarzeniu, ponieważ trawiła go wysoka gorączka. Ukochana zabrała więc lubego na intensywną terapię, a kiedy wróciła do siedziby rodu Kostków, zastała tam niezłe zamieszanie. Tym razem zamek nawiedziły dwie grupy przestępcze, mające bardzo niecne zamiary. Problem w tym, że członkowie owych grup mają trochę nierówno pod sufitem. Ich działania zatem również pozostawiają wiele do życzenia. Komedia pomyłek rodzi kolejne wtopy, ale złodzieje nie zamierzają się poddawać. Zrobią co w ich mocy, by osiągnąć zamierzony cel. A co mają na celowniku? Nie zdradzę, przekonajcie się sami :)

Atmosfera powieści jest zabawna, choć może nie do tego stopnia, co w pierwszym tomie. Zdecydowanie mniej jest także znanych z poprzednich tomów bohaterów. Autor tym razem skupił się na przestępcach. Jednak można przy tej lekkiej, choć bardzo krótkiej powieści, spędzić miło czas.



środa, 3 lipca 2019

"Oszukana" Magda Stachula - recenzja


Po "Oszukaną" sięgnęłam po lekturze "Trzeciej", było to zatem moje drugie spotkanie z autorką. Czy było warto? Po mojej ocenie widać, że tak :-)

Ufasz ludziom? W którym momencie poznany człowiek przestaje być obcym, a zaczyna być znajomym? Jaką masz pewność, że to, co Ci o sobie opowiada, to prawda? 

Główna bohaterka powieści, Milena Lenczuk, to dwudziestotrzylatka z niewielkiej Włodawy. Dziewczyna nie do końca wie, co chce robić w życiu, więc za namową matki ląduje na studiach pedagogicznych. Jednak z czasem dociera do niej, że to był zły wybór. Jej pasją jest fotografia, a od niedawna najważniejszym elementem jej życia jest chłopak, Hubert. Chociaż znają się zaledwie kilka miesięcy, Lena kocha go bardzo i nie może doczekać się chwili, w której razem zamieszkają w Krakowie, gdzie dziewczyna zamierza studiować fotografikę. Mają mnóstwo wspólnych planów, jednak na drodze do szczęścia staje pewne zdarzenie, które burzy wszystko. Wywraca całe życie Leny do góry nogami i sprawia, że dziewczyna musi się ukrywać. Jak poradzi sobie w nowej sytuacji? 

Magda Stachula potrafi stworzyć w swoich powieściach niesamowity, trochę mroczny i niepokojący klimat. Fabuła zdaje się być zagmatwana i niejasna, przez co początkowo mocno kombinowałam nad tym, kto tu jest winny i jaki będzie finał. Nie udało mi się przewidzieć zakończenia, ale przyznaję się, że w pewnym momencie przestałam go szukać. Dałam się porwać akcji i w napięciu obserwowałam poczynania bohaterów, co było o tyle interesujące, że autorka opisała wydarzenia z kilku punktów widzenia. Lubię taką narrację. Niby dowiadujemy się, co się wydarzyło, już przy relacji pierwszej z postaci, ale kiedy przechodzimy do kolejnych opowieści, chociaż czytamy teoretycznie o tym samym, wciąż pojawiają się nowe fakty i szczegóły, które  razem tworzą spójną całość. Lubię takie puzzle. Do tego jeszcze dochodzą świetnie ukazane emocje, targające bohaterami. Pierwsze miejsce w konkursie na największą paranoję w tej powieści zdobyła według mnie Lena, chociaż jest też inny bohater, który również ma nieźle namieszane pod sufitem. 
Zastosowanie zdań prostych sprawiło, że akcja jest naprawdę wartka, bez niepotrzebnych przedłużeń. Trudno mi było oderwać się od tej historii. Autorka fantastycznie stopniuje napięcie i umiejętnie podrzuca czytelnikowi kolejne elementy układanki. Żeby nie było zbyt prosto, większość to mylące tropy, zasłony dymne lub fakty przedstawione w taki sposób, by zamiast coś wyjaśnić, jeszcze bardziej zakręciły całą sytuację. Jak dla mnie, rewelacja!  

Mój językowy konik znów wierzga, więc nie mogę nie dopuścić go do głosu ;) W końcu stratował kopytami jeden punkt z mojej oceny. Początek tekstu pod względem technicznym był świetny, jednak z czasem pojawia się w nim coraz więcej literówek, "zjedzonych" literek i trochę zdań o zaskakującym szyku wyrazów. 

Jeśli lubisz zagłębiać się w pokręconą psychikę bohaterów i pasuje Ci dreszczyk pojawiający się podczas lektury, to ta książka będzie dla Ciebie idealna.

   
I muszę dodać jeszcze jedno sprostowanie.

"Mama przekonywała mnie, że bycie nauczycielką to najbardziej stabilna jak na dzisiejsze czasy praca, którą mogę wykonywać w małym miasteczku.

- A poza tym gdzie będziesz miała tyle wolnego? - zapytała, gdy pewnego wieczoru siedziałyśmy przy stole w kuchni nad kubkami gorącego kakao. - Pomyśl, kochanie, wakacje, ferie, a i w zwykły tydzień pracy to nie czterdzieści bitych godzin przed komputerem".

Ja rozumiem, że to jest po prostu zdanie bohaterki, która je wypowiada, ale podkreślić to muszę, bo inaczej się uduszę. To NIE jest prawda, tylko fikcja literacka. Amen.





Książkę dostałam w prezencie od Hani z Nie oceniam po okładkach <3 Haneczko, takie lekturki to Ty mi możesz, Kochana, podrzucać regularnie <3 Wszystkim im będzie u mnie bardzo dobrze :D