Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2026

"Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą" Wilhelm Meinhold - recenzja


Tytuł: "Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą"
Autor: Wilhelm Meinhold
Gatunek: klasyka
Liczba stron: 732
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 5/6

„Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą” to monumentalna opowieść o losach tajemniczej kobiety, o której mówi się, że rzuciła klątwę na ród Gryfitów, doprowadzając do jego upadku, przez co została skazana na śmierć za czary. Po lekturze Bursztynowej czarownicy tego autora byłam bardzo ciekawa, jak przedstawił historię życia i śmierci Sydonii, o której czytałam również w powieści Elżbiety Cherezińskiej Sydonia. Słowo się rzekło.

Są historie, które na zawsze pozostają zawieszone między prawdą a legendą. Losy Sydonii von Bork – szlachcianki z pomorskiego rodu, której przypisano rzucenie klątwy na dynastię Gryfitów – od wieków budzą skrajne emocje. Wilhelm Meinhold stworzył opowieść o kobiecie niezwykłej i niepokornej, ukazując jej życie na tle pełnego przesądów Pomorza przełomu XVI i XVII wieku. To nie tylko historia rzekomej czarownicy, lecz przede wszystkim dramat kobiety samotnej, niezrozumianej i skazanej przez społeczeństwo, które bało się wszystkiego, co wymykało się utartym schematom.

Największą siłą powieści jest kreacja samej Sydonii. Autor nie przedstawia jej jako jednoznacznie złej wiedźmy, lecz jako kobietę silną, dumną i pełną sprzeczności. Obdarza ją ogromną inteligencją oraz wiedzą o ziołach i naturze, ale jednocześnie pokazuje ją jako osobę targaną gniewem, żalem i poczuciem krzywdy. Jej porywczy charakter, niezależność oraz odmowa podporządkowania się oczekiwaniom epoki sprawiają, że staje się postacią tragiczną – bardziej ofiarą własnych czasów niż mroczną sprawczynią nieszczęść.

Powieść Meinholda zachwyca atmosferą dawnego Pomorza – pełnego tajemniczych dworów, klasztornych murów, ludowych wierzeń i lęku przed siłami nadprzyrodzonymi. Fabuła rozwija się powoli, pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w świecie, w którym granica między rzeczywistością a zabobonem jest niezwykle cienka. Autor buduje napięcie poprzez dramatyczne wydarzenia, konflikty bohaterów i narastające przekonanie otoczenia o winie Sydonii. Zastosowany język ma charakter stylizowany na dawną opowieść historyczną – jest podniosły, pełen opisów i archaizującego brzmienia, co nadaje książce wyjątkowy klimat, choć wymaga od współczesnego czytelnika większego skupienia. To powieść dla tych, którzy lubią opowieści z pogranicza historii, legendy i literatury gotyckiej.

Na koniec muszę przyznać, że trudno było mi przebrnąć przez zastosowany przez autora język. Najbardziej dało mi się we znaki powolne, momentami wręcz zbyt powolne tempo akcji oraz długie, wielokrotnie złożone zdania, niosące ze sobą ogromny ładunek informacji. Do tego dochodzi mnóstwo dygresji i moralizujących dysput o zabarwieniu religijnym, które niejednokrotnie spowalniały lekturę.

Podsumowując, jest to powieść bardzo wymagająca, ale myślę, że warto od czasu do czasu sięgnąć po książkę zupełnie inną od popularnych dziś lekkich i łatwych w odbiorze publikacji. To najsłynniejsza chyba powieści Wilhelma Meinholda, dzięki której historia Sydonii i jej tragiczne losy zyskały rozgłos daleko poza granicami Pomorza.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


czwartek, 7 maja 2026

"Mrokowisko" Julia Halladin - recenzja


Tytuł: "Mrokowisko"
Autor: Julia Halladin
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Co to była za historia! Dla mnie sztos. W skrócie: duszny thriller pełen momentów grozy, wywołujących dreszczyk emocji. Rewelacyjne wyczucie chwili daje niezłego kopa w newralgicznych momentach fabuły. To był dobrze spędzony czas.

Główna bohaterka to Maja, agentka nieruchomości i mama nastoletniej Gabrieli. Kiedy w życiu kobiety coś zaczyna się psuć, decyduje się ona na przeprowadzkę z Sopotu do małej podlaskiej wsi, gdzie otrzymuje zlecenie na odnowienie starego domu. W okolicy jest on nazywany Czerwonym Domem i okrywa go bardzo zła sława. Mieszkańcy wsi uważają, że jest przeklęty i nikt nie ma odwagi tam zaglądać. Maja jednak nie wierzy w świat nadprzyrodzony i postanawia przeprowadzić remont, licząc na to, że pomoże jej to stanąć na nogi i po jakimś czasie wrócić na stare śmieci. Gabrysia nie jest szczególnie zadowolona z zachodzących w jej życiu zmian. Po przyjeździe na miejsce orientuje się, że jej sopoccy przyjaciele szybko zaakceptowali nieobecność koleżanki i wrócili do swojego życia. Dziewczyna czuje się samotna i opuszczona, nie mówiąc o tym, że straciła również możliwość realizowania pasji, jaką było prowadzenie bloga o tajemniczych wydarzeniach, które wraz z kolegami badała. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, postanowiła wykorzystać sytuację i założyć nowy blog, a jej pierwszą sprawą miało być rozwiązanie zagadki zaginięcia Liliany Wagner, która kiedyś mieszkała z rodziną w Czerwonym Domu. Pewnego dnia szesnastolatka zniknęła i przez piętnaście lat nie udało się odkryć, co się z nią stało. Gabrieli w śledztwie zaczyna pomagać mieszkający w wiosce chłopak, Sebastian. Jak wyjdą na tym śledztwie? Czy Czerwony Dom faktycznie jest nawiedzony? Kto straszy Maję i Gabrielę po nocach? Gdzie podział się jeden z przyjaciół Oskara Wagnera, który również zniknął bez śladu w czasie, gdy trwały poszukiwania Liliany? Pytań jest naprawdę wiele, bo i tajemnic wychodzi na jaw coraz więcej. Gabrysia z Sebastianem powoli odkrywają kolejne elementy układanki. Czy zdążą poznać prawdę, zanim komuś stanie się coś złego?      

Świetnie zarysowany klimat podlaskiej wsi pozwala czytelnikowi wtopić się świat jej mieszkańców. Nie brakuje informacji o ciągle żywych wierzeniach, zwyczajach czy zabobonach. Jedną z bohaterek jest Szeptucha, która również ma do odegrania swoją rolę, potęgującą atmosferę grozy. 

Rozwój wypadków obserwujemy z kilku perspektyw i różnych linii czasowych. Podobało mi się rozdzielenie ich przy pomocy innej czcionki. Mamy do dyspozycji pamiętnik Oskara Wagnera, ojca Liliany i Idy, narrację z perspektywy całej rodziny Wagnerów, a w szczególności Idy, dręczonej przez starszą siostrę, a także spojrzenie współczesne, gdzie prym wiodą Maja, Gabriela i Sebastian. Wszystkie narracje płynnie się przenikają i uzupełniają, dzięki czemu zyskujemy kolejne informacje do rozwiązania ukrytych w fabule tajemnic. A jest ich trochę, nie da się ukryć.   

Autorka dużo pracy włożyła w opisanie relacji między siostrami, starszą Lilą i młodszą Idą. Początkowa siostrzana miłość zmieniła się w horror, kiedy Lila rozpoczęła prywatną wendetę przeciwko Idzie, którą uważała za sedno wszystkich swoich problemów. To jeden z głównych wątków tej historii, na którym opiera się współczesna część fabuły. 

Gabriela nawet nie spodziewa się, co czeka ją po tym, jak postanawia zabrać się za rozwiązanie zagadki zaginięcia starszej Wagnerówny. I Wy również się tego nie spodziewacie, zaufajcie mi :) I sięgnijcie po ten thriller. Nie będziecie żałować.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

środa, 31 grudnia 2025

"Szanta" Wojciech Wójcik - recenzja


Tytuł: "Szanta"
Autor: Wojciech Wójcik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 540
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 5/6

Mam już za sobą kilka powieści autorstwa Wojciecha Wójcika, więc z przyjemnością sięgnęłam również po "Szantę", której akcja rozgrywa się na Mazurach. Fabuła osnuta została na żeglarskiej legendzie o Królu Mazur.

Punktem wspólnym dla poruszonych wątków jest powstające właśnie muzeum żeglarstwa w Rucianem - Nidzie nad jeziorem Bełdany. Profesor historii sztuki, Sylwester Preuss, odbiera sobie życie, wieszając się w piwnicy budynku, który przekazał Mazurskiemu Muzeum Turystyki i Żeglarstwa Śródlądowego. Następnie Malwina, kierowniczka ośrodka, zostaje zamordowana przed samym otwarciem muzeum. Istnieją przesłanki, świadczące o tym, że mogła mieć romans z profesorem... 

Pracę śledczą rozpoczynają dwa zespoły: trzy pozostałe pracownice muzeum oraz duet Helena i Hubert. Ona podaje się za dziennikarkę, którą w rzeczywistości nie jest, a on to były policjant, który chwilowo przejmuje obowiązki leśniczego, aby zastąpić borykającą się z tajemniczymi problemami żonę. 

Akcję obserwujemy naprzemiennie z perspektywy Huberta i Jagody, która zostaje następczynią Malwiny. Oprócz toczących się śledztw autor zadbał o szczegóły związane zarówno z postaciami w czasie rzeczywistym, jak i z ich przeszłością. Bardzo ciekawie rozwijał się wątek tajemniczej kobiety, którą malował na swoich obrazach Preuss. W śledztwo pracownic muzeum została świetnie wpleciona analiza tytułowej szanty o Królu Mazur. Z dużym zainteresowaniem kibicowałam kobietom, które przecież nie miały pojęcia o prowadzeniu śledztwa, a jednak z godnym podziwu uporem próbowały rozwikłać napotykane co rusz zagadki.   

Chwilami miałam wrażenie, że trochę za dużo się dzieje i wątki za bardzo się mnożą, ale ostatecznie można się było połapać w powiązaniach, co nie zmienia faktu, że trafiłam na wiele fałszywych tropów pozostawionych przez pisarza. 

Podsumowując, działo się tutaj sporo i wymagane było skupienie, aby w finałowych scenach zrozumieć zamysł autora. Wojciech Wójcik należy do tej grupy twórców, którzy nie muszą epatować brutalnością, wulgaryzmami i posoką, aby zaciekawić czytelnika. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


niedziela, 9 listopada 2025

"Kapsuła" Wojciech Wójcik - recenzja


Tytuł: "Kapsuła"
Autor: Wojciech Wójcik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 536
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Drugi raz miałam okazję przeczytać powieść autorstwa Wojciecha Wójcika i znów mogę ją polecić z czystym sumieniem każdemu, kto lubi dynamiczne zmiany i zagadki, w których teraźniejszość miesza się z przeszłością.

Justyna Wysocka, bibliotekarka pracująca w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Jagiełły w Legionowie, zostaje wyznaczona do przygotowania prezentacji pamiątek odnalezionych w zakopanej wiele lat temu na terenie placówki kapsule czasu. Okazją ma być jubileusz czterdziestolecia powstania szkoły. Sytuacja z uwagi na rangę uroczystości jest trochę napięta, ale nikt nie spodziewa się tego, że pieczołowicie przygotowywane spotkanie zakończy się wielkim skandalem.

Podczas publicznej prezentacji wśród pamiątkowych slajdów pojawia się zdjęcie nagiej kobiety, którego zdecydowanie nie powinno tam być. Drugi slajd, który również wydaje się być nie na miejscu, przedstawia dwóch chłopaków. Jeden z nich ma rozpięty rozporek, co rozbawia widzów. Dopiero po chwili okazuje się, że jest on niesamowicie podobny do pracownika ochrony, pana Mariusza Łagockiego. I w rzeczy samej jest to młodsza wersja mężczyzny. 

Podejrzenie o głupi żart pada na uczniów klasy IIIC, których Justyna poprosiła o pomoc przy przejrzeniu slajdów. Jeszcze tego samego dnia okazuje się, że tajemnicze slajdy to nic w obliczu pożaru, który wybucha w szkole. Justyna cudem unika śmierci w płomieniach, jednak inny nauczyciel nie ma tyle szczęścia. Jego zwęglone ciało zostaje znalezione w gabinecie, który zajmował. W tym samym czasie znika jedna z uczennic, Agnieszka Bauer, mieszkająca w szkolnej bursie. Dziewczyna była jedną z osób, które odpowiadały za przygotowanie wspomnianych slajdów. Kolega z klasy Agnieszki jako jedyny czuje się zaniepokojony jej zniknięciem i rozpoczyna własne śledztwo. Justyna natomiast rusza śladem Karola Nowaka, psychologa szkolnego, który zginął w płomieniach. Początkowo porusza się po omacku, szukając jakiegokolwiek punktu zaczepienia, jednak w końcu zaczyna łączyć pewne fakty, z których wyłania się powoli obraz sytuacji.

Kim była naga kobieta na slajdzie? Skąd dwa nietypowe slajdy znalazły się w kapsule sprzed czterdziestu lat? Jaką rolę odgrywa tu ochroniarz Mariusz? Do kogo należy popadający w ruinę dom, graniczący z terenem szkoły, w którego ogrodzie wykonano zdjęcie kobiety? Gdzie podziała się Agnieszka Bauer? Te i wiele innych pytań znajdują swoje rozwiązanie w finale tej historii. 

Intryga jest rewelacyjna, a książka praktycznie nieodkładalna. Chociaż kryminał ma ponad pięćset stron, zupełnie nie odczuwa się tego gabarytu podczas lektury. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


wtorek, 5 sierpnia 2025

"Koszmarny dom i inne opowieści o duchach" Alfred McLelland Burrage - recenzja


Tytuł: "Koszmarny dom i inne opowieści o duchach"
Autor: Alfred McLelland Burrag
Gatunek: opowiadania grozy
Liczba stron: 495
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 5/6

Wyobraźcie sobie stary angielski dom, posiadłość gdzieś na uboczu, ukrytą wśród starych krzewów i drzew, pełną tajemniczych zakamarków. W domu tym jest salon z kominkiem, przy którym mieszkańcy zasiadają wieczorami, aby snuć przeróżne opowieści. Często są to historie niepokojące, o duchach poszukujących wiecznego spokoju. Taki klimat niesie ze sobą obszerna publikacja wydana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka pt.: "Koszmarny dom i inne opowieści o duchach". Skojarzenie miałam również z typowymi brytyjskimi serialami. Niby calm down, ale jednak napięcie niepostrzeżenie rośnie. 

Autorem tych pięknie wydanych opowiadań jest Alfred McLelland Burrage, pisarz brytyjski, który tworzył powieści historyczne i książki dla młodzieży, jednak w jego dorobku są także właśnie opowiadania grozy. Jest to pierwsze polskie wydanie jego tekstów z tego gatunku.

Na czytelnika czekają tutaj dwadzieścia cztery opowiadania, których bohaterami są zwykli ludzie i... duchy. Czytając, miałam wrażenie, że słucham bajarza, który spokojnie prezentuje losy postaci, dręczonych przez duchy w miejscu, w którym przebywają. Fabuła wciąga i szybko pojawia się ciekawość, co takiego mogło się wydarzyć, że zjawy próbują skontaktować się z żywymi i przekazać im jakieś wiadomości lub prośby. 

Nie znajdziecie tutaj drastycznych opisów, rozlewu krwi czy ludzkich wnętrzności. Wizyty duchów są lekko niepokojące, jednak ich celem nie jest przerażenie czy wręcz unicestwienie żywych bohaterów, ale prośba o pomoc lub wyjaśnienie krępujących zjawy tajemnic.

Jeśli lubicie delikatny angielski humor i dreszczyk emocji, te historie z pewnością przypadną Wam do gustu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


wtorek, 13 maja 2025

"Zaginiona" Aneta Kisielewska - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Zaginiona"
Autor: Aneta Kisielewska
Gatunek: kryminał, thriller
Liczba stron:
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Czy człowiek może tak po prostu zniknąć? Zapaść się pod ziemię? Tak, aby nikt z jego bliskich i znajomych nie był w stanie podać żadnych informacji na temat miejsca jego pobytu?

Dziewiętnastoletnia Sara Maj to dziewczyna, której życie przypomina bajkę. Jest piękna i ma przystojnego chłopaka, w którym jest zakochana do szaleństwa. On również pała do niej płomiennym uczuciem, więc czegóż chcieć więcej? Dziewczyna nie spodziewa się jednak, że jej idealny świat wkrótce runie w gruzach.

Najpierw wraz z Dawidem zdecydowali, że do matury zawieszą miłość na kołku i skupią się na jak najlepszym zdaniu egzaminu dojrzałości, aby dostać się na wymarzone studia. Szybko okazało się jednak, że pragnienia Sary skupiają się wyłącznie na byciu z ukochanym, który dzięki narzuconemu dystansowi zrozumiał, że to nie jest dziewczyna dla niego. Poza tym pojawiły się dodatkowe okoliczności, które nie pozwalają Dawidowi i Sarze być razem. Co z tego jednak, skoro młoda kobieta nie przyjmuje tego do wiadomości? Staje się stalkerką ukochanego, który robi wszystko, aby się od niej uwolnić.

Pewnego wieczoru Sara wybiera się z przyjaciółką Alicją do klubu. Ala wyciąga dziewczynę do ludzi, aby poprawić jej humor po rozstaniu z Dawidem, ale wyjście kończy się kłótnią, po której Sara znika bez śladu. Policja na czele z sierżantem Gaikiem rozpoczyna śledztwo. Kolejne rozmowy z osobami zamieszanymi w sprawę przynoszą bardzo mało informacji, przez co policjant niewiele może zdziałać. Mijają kolejne tygodnie poszukiwań, a Sara wciąż pozostaje zaginiona. Czy policji uda się złapać trop? Jakie tajemnice wyjdą na światło dzienne podczas kolejnych przesłuchań? Kto może być zamieszany w zniknięcie dziewczyny? Czy odnajdzie się cała i zdrowa?

Autorka zastosowała przeskoki czasowe, dzięki którym akcja powieści jest bardzo dynamiczna. Kolejne rozdziały przenoszą czytelnika między czasem przed zniknięciem Sary i po rozpłynięciu się dziewczyny w powietrzu. Muszę przyznać, że z każdą kolejną kartką moje ciśnienie szło w górę i coraz trudniej było mi odłożyć książkę. I chociaż można domyślić się rozwiązania przed finałem, to jednak napięcie utrzymuje się do końca tej historii. 

"Zaginiona" to druga powieść Anety Kisielewskiej, ale dla mnie to było pierwsze spotkanie z jej twórczością. Po lekturze jestem pewna, że sięgnę również po debiut autorki i Wam polecam obie jej powieści.   

  

Za możliwość patronowania powieści dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


      

niedziela, 9 marca 2025

"Widmo przeszłości" Aneta Kisielewska - recenzja


Tytuł: "Widmo przeszłości"
Autor: Aneta Kisielewska
Gatunek: thriller psychologiczny
Czas trwania: 7 h 9 min
Lektor: Joanna Domańska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Ponieważ wróciłam do słuchania audiobooków, na początek sięgnęłam po thriller Anety Kisielewskiej "Widmo przeszłości". Już pierwsze chwile z książką sprawiły, że wciągnęłam się w fabułę.

Nastoletnia Klara pewnego dnia budzi się w pustym domu. Głucha cisza ją niepokoi, bo zazwyczaj o tej porze dom tętnił życiem. Tymczasem po sprawdzeniu wszystkich pomieszczeń dziewczyna orientuje się, że jest sama i nigdzie nie ma najmniejszego śladu po rodzicach i młodszej siostrze. Nie można się z nimi również skontaktować. Co mogło się stać? Gdzie się podziali? I dlaczego nie zostawili jej żadnej informacji? Od tej pory opiekę nad Klarą przejmuje babcia, a policja rozpoczyna poszukiwania zaginionych członków ich rodziny. 

Mija szesnaście lat, jednak śledztwo utknęło w martwym punkcie. Klara wiedzie z pozoru normalne życie, ale tylko ona wie, jak bardzo trauma z dzieciństwa naznaczyła jej psychikę. Zmaga się z poczuciem odrzucenia i niepewnością, co stało się z jej najbliższymi. Co roku w rocznicę zaginięcia rodziny Klara przeżywa koszmar, z którego nie może się wyzwolić. Ma to ogromny wpływ na jej własną rodzinę, a także na sposób postrzegania przez nią rzeczywistości. Mimo korzystania z pomocy terapeuty, zaczyna popadać w paranoję, ma lęki i urojenia. Zaczyna myśleć o tym, że złoczyńca, który rozprawił się z jej rodziną, teraz chce dość ją. Czy kobieta ma rację? Kogo podejrzewa o prześladowanie jej? Czy mąż Klary zdoła zmierzyć się ze zmiennymi nastrojami żony i jej podejrzeniami w stosunku do niego? 

Sporo się dzieje w tej historii, więc słuchałam z dużym zainteresowaniem. Autorka odkrywa karty powoli, ale potrafi utrzymać napięcie i przyciągnąć uwagę czytelnika. Finał przynosi satysfakcję. Można się domyślić wcześniej rozwiązania, jednak nie przeszkadza to w śledzeniu losów bohaterów do samego końca.

Polecam :-)

środa, 22 stycznia 2025

"Złodziejski spadek" Bożena Mazalik - recenzja [PATRONACKA]


Tytuł: "Złodziejski spadek"
Autor: Bożena Mazalik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

"Złodziejski spadek" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Bożeny Mazalik i uważam, że bardzo dobrą decyzją było objęcie tej powieści patronatem. Przede wszystkim zaciekawił mnie pomysł na intrygę, ale szybko okazało się, że ta historia ma więcej atutów.

Hilda Mainwolf piastuje stanowisko zastępcy burmistrza alpejskiego miasteczka Ratsel. Kobieta cieszy się nieposzlakowaną opinią, jest lubiana i szanowana. Bardzo angażuje się w działalność charytatywną, szczególnie w pomoc sierotom. Nikt nie wie jednak, że kiedyś Hilda była kimś zupełnie innym, a koszmary przeszłości wciąż ją prześladują. Kiedy pewnego dnia na jej drodze staje człowiek, którego nie chciałaby nigdy spotkać, jej obecne życie wywraca się do góry nogami. Kobieta znika w tajemniczych okolicznościach. Następnego dnia Elke, córka Hildy, spada z urwiska podczas podróży z górskiej almy. Są ślady, że ktoś ewidentnie pomógł jej i omie Klarze, siostrze Hildy, wypaść z zaśnieżonej trasy. Kobiety trafiają do szpitala. Elke w ostatniej chwili przed utratą przytomności przekazuje Larsowi, który dostrzegł samochód i wezwał pomoc, swoją teczkę z dokumentami i komputerem. Co zawierają papiery? Dlaczego Elke błagała go, aby nie przekazywał ich policji? Kim jest Rachel, której wizytówka znajduje się w teczce? I czy Elke wyjdzie ze śpiączki, aby móc kontynuować swoje śledztwo?

Sytuacja kobiet z rodziny Mainwolf jest tak dramatyczna, że na pomoc im wyrusza Carla, ich krewna i była policjantka. Na miejscu natychmiast rozpoczyna śledztwo. Oma Klara przekonuje ją, że Hilda wcale nie pojechała na ratunek sierotom, jak wszyscy uważają, ale została porwana, a zatem należy ją jak najszybciej odnaleźć, jeśli jeszcze żyje. To jednak nie jedyna zagadka, czekająca na rozwiązanie. Kto i dlaczego zepchnął kobiety z górskiej trasy? Kim jest Oskar i co w życiu Carli robi Lars? Komu można zaufać, a od kogo należy trzymać się z daleka?

Świetnie stworzone postaci sprawiają, że czytelnik w jednej chwili wsiąka w fabułę, ponieważ dosłownie wciąga go wir zdarzeń. Bohaterowie są realistyczni, mają swoje problemy i dylematy. Nie tylko zatem śledztwo mamy tutaj na tapecie, ale także wątki z życia prywatnego bohaterów. 

Wszystko rozgrywa się szybko i płynnie, nie ma czasu na przestoje. Carla robi co w jej mocy, aby odnaleźć ciotkę Hildę, a dla niej Lili, bo kobieta nie jest już młoda, a poza tym nie wiadomo, kto ją porwał i czy wciąż trzyma ją przy życiu, czy może już ją zamordował.

Przyciągająca wzrok okładka skrywa prowadzone dynamicznie śledztwo. Można skupić się na działaniach bohaterów i wraz z nimi łączyć kropki, aby z kolejnymi rozdziałami odkrywać obraz całości. Autorka po mistrzowsku łączy wątki, a kiedy już wydaje się, że zdradziła wszystkie odpowiedzi, pojawia się ostatni zwrot akcji, który dopełnia całość. 

Przed czytelnikiem, który sięgnie po "Złodziejski spadek", osiem rozdziałów opisujących osiem dni poszukiwania odpowiedzi na wiele pytań. Bardzo dobrze czytało mi się tę powieść i zdecydowanie polecam! 


Dziękuję wydawnictwu za zaproszenie do patronowania tak dobrej historii

poniedziałek, 9 grudnia 2024

"Pan Błysk" J.R.R. Tolkien - recenzja


Tytuł: "Pan Błysk"
Autor: J.R.R. Tolkien 
Gatunek: fantasy, literatura dla dzieci
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6 

Wiedzieliście, że Tolkien jest autorem książek dla dzieci? Mnie jakoś wpadły w oko jedynie powieści fantasy dla starszych czytelników, ale na szczęście Zysk i S-ka uzupełnił moją wiedzę o przepięknie wydaną publikację pt.: "Pan Błysk". 

Tolkien napisał i zilustrował zabawną historię o panu Błysku dla swoich dzieci. Kiedy wysłał ją do swojego wydawcy w tysiąc dziewięćset trzydziestym szóstym roku okazało się, że książka owszem podoba się, jednak wydawca nie ma nakładów finansowych, aby opublikować ją wraz ze stworzonymi przez autora kolorowymi ilustracjami. Książkę udało się wydać dopiero po śmierci jej twórcy. 

Wydawca Tolkiena porównał opowieść o Błysku do przygód Alicji w Krainie Czarów. Faktycznie jest ona równie dziwna i absurdalna, chociaż znacznie krótsza. Kim jest tytułowy pan Błysk? To dość ekscentryczny dżentelmen, który uwielbia wysokie cylindry i posiada nietypowe zwierzę - Żyrólika. Zanim sprawił sobie samochód, jeździł rowerem, ale tylko z górki, tymczasem kiedy stał się dumnym posiadaczem auta okazało się, że nie jest szczególnie dobrym kierowcą...  

Pan Błysk zakupił samochód o żółtej karoserii i czerwonych kołach, za to bez świateł, a więc równie osobliwy, jak on sam. Kiedy tylko spełnił swe motoryzacyjne marzenie, postanowił udać się na przejażdżkę i tutaj rozpoczyna się pełna niesamowitych przygód i katastrof podróż, w której towarzyszą głównemu bohaterowi inne równie przedziwne postaci.

Jeśli miałabym się zatrzymać nad samym wydaniem, to przede wszystkim należy tu wspomnieć, że książka składa się z dwóch części: tradycyjnej wersji tłumaczonej na polski z ilustracjami autora oraz reprintu wersji oryginalnej, pisanej ręką Tolkiena. Do tego mamy też piękny papier, a także twardą oprawę wraz z elegancką obwolutą i zakładką z tkaniny. Sztos!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk - S-ka

poniedziałek, 11 listopada 2024

"Bursztynowy miecz" Marta Mrozińska - recenzja


Tytuł: "Bursztynowy miecz"
Autor: Marta Mrozińska
Gatunek: fantasy z wątkami słowiańskimi
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jeleni sztylet, tom 2

Moja ocena: 6/6

"Bursztynowy miecz" to drugi tom cyklu Jeleni sztylet autorstwa Marty Mrozińskiej. Po pierwszej części pełnej słowiańskiego klimatu z przyjemnością sięgnęłam od razu po drugi tom i nie zawiodłam się. Jedyny minus jest taki, że teraz trzeba czekać na trzeci tom, aby poznać finał tej historii.

Pierwszy tom zostawia czytelnika z bardzo emocjonującym momencie. Nasza główna bohaterka, Wszebora Lapis, w której pokładane są nadzieje na ratunek dla Awandii, zostaje oskarżona o zdradę i prawie umiera. Prawie, bo dzięki magii dziewczyna wraca do życia i do realizacji szalonego planu uratowania świata i odtworzenia wiary w Stary Lud.

Tym razem akcja powieści przenosi nas do Miasta nad Morzem, gdzie Bora zostaje więźniem własnej babki, Tarniny. Seniorka rogu ma plan dla wnuczki, jednak Borze nie odpowiada pomysł kobiety i robi wszystko, aby pokrzyżować jej szyki. Lekko nie jest, bo starsza pani okazuje się być twardą przeciwniczką i ma zapędy dyktatorskie. Więzi Borę i izoluje ją od ludzi, którzy mogliby jej pomóc. Nie pozwala jej spotkać się nawet z ukochaną ciotką Oleną, a brat Radek zdaje się trzymać stronę babki. Sytuacja Bory jest naprawdę kiepska, jednak dziewczyna nie zamierza się poddać. W końcu na jej barkach spoczywa ciężar uratowania Awandii i ożywienia zapomnianej przez ludzi wiary słowiańskiej. Czy uda jej się tego dokonać? Kto stanie u jej boku? Dokąd wyruszy, aby odnaleźć istotny dla jej walki przedmiot?

Postać Bory jest bardzo złożona i pełna sprzeczności. Dziewczyna nosi w sobie wiele emocji, które nie zawsze potrafi okiełznać. Znajdziecie w niej zatem cały wachlarz uczuć, od tych negatywnych, do pozytywnych. Można rzec, że to mieszanka wybuchowa. Nastawcie się na sporo przygód i walk, podstępnych działań, ale również trochę romansu i intymnych chwil. Atmosfera słowiańska nie zniknęła, Stary Lud pojawia się w fabule, chociaż może rzadziej niż w pierwszym tomie. Całość prezentuje się bardzo dobrze, jest dopracowana i napisana przyjemnym w odbiorze językiem.     

Chociaż miałam wrażenie, że w drugim tomie akcja trochę zwolniła, czytało mi się go bardzo dobrze. Przygody Bory i jej przyjaciół są wciągające i sprawiają, że chce się poznać ich kolejne kroki jak najszybciej, dlatego mam nadzieję, że trzeci tom wkrótce pojawi się na rynku wydawniczym. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


wtorek, 5 listopada 2024

"Jeleni sztylet" Marta Mrozińska - recenzja


Tytuł: "Jeleni sztylet"
Autor: Monika Mrozińska
Gatunek: fantasy z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jeleni sztylet, tom 1

Moja ocena: 6/6

"Jeleni sztylet" to pierwszy tom cyklu z wątkiem słowiańskim autorstwa Marty Mrozińskiej i zarazem debiut autorki. Zaryzykowałam i nie żałuję, ponieważ powieść czytało mi się świetnie. Słowiańskie fantasy to jeden z moich ulubionych gatunków literackich.

Główna bohaterka, Wszebora Lapis, po śmierci matki zostaje przez ojca przekazana pod opiekę ciotki. Wraz z nią do kobiety trafia młodszy brat, Radek. Miejsce akcji to królestwo o nazwie Awandia. Nasi bohaterowie mieszkają w jednej z wiosek tego królestwa, Ligawce. Bora to silna dziewczyna, która zawsze jest gotowa do bitki, a jej brat to typowy jajogłowy, pragnący zgłębiać wiedzę zapisaną w mądrych księgach. Ojciec tej dwójki to znany w okolicy najemnik o kiepskiej opinii i z bardzo ciężką ręką. 

Marzeniem Bory jest wstąpić do Włóczni, gdzie zostałaby wyszkolona na najemniczkę. Chociaż ciotka i brat są temu przeciwni, decyzja dziewczyny jest nieodwołalna, bo podyktowana potrzebą zarobienia pieniędzy, które pomogą jej bratu rozpocząć naukę na uczelni. Kiedy Bora wyrusza w długą drogę do szkoły dla przyszłych najemników, jej celem jest ukończenie szkolenia i znalezienie dobrze płatnej pracy. Z czasem jednak okazuje się, że plany nastolatki są rozbieżne z tym, co przygotowała dla niej Dola. 

Kolejne wydarzenia poznajemy dzięki samej Borze, która jest narratorką tej opowieści. Towarzyszymy jej w domu ciotki, podczas spotkań z istotami z mitologii słowiańskiej, a także w koszarach Włóczni, gdzie poznaje przyjaciół, z którymi wkrótce staje do walki.

Postać Bory jest bardzo ciekawa. Odrzucona przez otoczenie, pozbawiona w dzieciństwie miłości i troski matki, którą starała się zastąpić jej ciotka, wyrosła na dziewczynę, która nie potrafi panować nad własnym gniewem, ale bardzo kocha młodszego brata, za którego czuje się odpowiedzialna. Jest raczej dzikuską i nieszczególnie radzi sobie w kontaktach międzyludzkich. Z przyjemnością obserwowałam jej działania, przemyślenia, podejmowane decyzje i ich konsekwencje.    

Jeleni sztylet to powieść dla starszej młodzieży i dorosłych czytelników. Dla młodszych może być momentami zbyt brutalna. W fabule znajdują się wątki nieodpowiednie dla dzieci, na przykład układ płacenia ciałem za ochronę, który pojawił się we Włóczni, czy krótkie opisy seksu. Bora nie jest szczególnie romantyczna, więc wątków miłosnych znajdziecie tutaj naprawdę niewiele. Za to trafi się sporo bardzo plastycznie opisanych scen walki. 

Język powieści jest prosty, dzięki czemu czyta się ją szybko i płynnie. Losy Bory są tak wciągające, że od razu po lekturze zabieram się za drugi tom!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

środa, 3 lipca 2024

"Bursztynowa Czarownica" Wilhelm Meinhold - recenzja


Tytuł: "Bursztynowa Czarownica"
Autor: Wilhelm Meinhold
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 5/6

Wilhelm Meinhold był dziewiętnastowiecznym pisarzem, dramaturgiem, doktorem teologii i ewangelickim duchownym, który przyszedł na świat u schyłku osiemnastego wieku na wyspie Uznam. Jego najbardziej znane dzieła traktują o straconej za czary Sydonii von Bork i Marii Schweidler, zwanej Bursztynową Czarownicą. O losach tej drugiej przeczytacie w publikacji, która pojawiła się na rynku w czerwcu tego roku nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Losy głównej bohaterki, Marii Schweidler, opisuje w kronikarskim stylu jej ojciec, pastor, który relacjonuje dzieje dziewczyny posądzonej o czary. Początkowo diariusz przedstawia codzienne życie duchownego i jego córki oraz mieszkańców parafii, którą się razem opiekują. Świetnie odmalowane zostają realia wojny trzydziestoletniej, a w szczególności jej skutków dla ludzi, którzy cierpią głód i biedę, ponieważ ich zapasy żywności zostały skradzione, a domy splądrowane przez walczących przechodzących przez wieś. Pewnego dnia Schweidlerówna podczas spaceru znajduje złoże bursztynu. Pastor sprzedaje wydobyty jantar, a pozyskane pieniądze zgodnie przeznaczają na pożywienie dla głodujących. Kiedy zapatrzona w Boga i skupiona na modlitwie dziewczyna odrzuca zaloty starosty Appelmanna, ten udaje się do starej lokalnej wiedźmy i wraz z nią knuje przeciwko Marii. Ich podłe działania bardzo szybko prowadzą niewinną dziewczynę na stos. Droga w stronę śmierci jest wypełniona pomówieniami, przesłuchaniami i torturami, którym Maria jest poddawana.    

Ciekawostką związaną z tą książką jest fakt, iż początkowo Meinhold określał się jedynie wydawcą odnalezionego przypadkiem siedemnastowiecznego rękopisu pewnego księdza. Po wydaniu publikacji przyznał, że jest jej autorem, a opisywana historia jest fikcją literacką opartą na jego wyobraźni.

Autor bardzo dobrze opisał mechanizm tworzenia się plotki i wynikających z tego konsekwencji. Mieszkańcy wioski szybko przekazywali sobie rozsiewane przez starą wiedźmę i starostę pogłoski, a co za tym idzie zaczęli się bać znanej sobie przecież od dziecka dziewczyny, która w ich oczach do tej pory była dobra, pomocna i empatyczna. I taka myśl przychodzi do głowy: jak łatwo można manipulować ludźmi, kiedy uruchomi się u nich mechanizm lęku. 

Styl, który wybrał autor, może trochę denerwować. Muszę się przyznać, że irytował mnie ten pastor i jego ulubione chyba słowo: "kochane". Po pewnym czasie miałam wrażenie, że wszystko dla niego jest kochane. Mnóstwo miejsca poświęcone zostało relacji ojca i córki, ale nigdzie nie natrafiłam na informację o tym, ile konkretnie lat ma bohaterka. 

Jeśli macie tę książkę w planach, nastawcie się na to, że nie jest to prosta lektura i nie czyta się jej lekko.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


niedziela, 28 kwietnia 2024

"Wybacz" Kamila Cudnik - recenzja


Tytuł: "Wybacz"
Autor: Kamila Cudnik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Zgadnij, kim jestem, tom 2

Moja ocena: 5/6

Po lekturze wspaniałej trylogii toruńskiej Kamili Cudnik nie zastanawiałam się ani chwili nad lekturą kolejnej powieści tej autorki pt. "Wybacz". Tym bardziej, że wspomniana książka to kryminał, a więc jeden z moich ulubionych gatunków literackich.

Toruńska policja otrzymuje zgłoszenie do zdarzenia na terenie nieczynnego dworca PKP. Na miejscu okazuje się, że chodzi o morderstwo dwójki nastolatków. Zostali zastrzeleni, prawdopodobnie przez świetnego strzelca. Rozpoczyna się śledztwo, które prowadzi komisarz Robert Bukowski, śledczy z dużym doświadczeniem. Mężczyzna bardzo angażuje się w sprawę, ponieważ sam ma nastoletnią córkę, tymczasem ofiary miały rok do matury i całe życie przed sobą. Spokojny, wycofany chłopak i charyzmatyczna, atrakcyjna dziewczyna to trochę nietypowy duet, jednak mówi się, że miłość jest ślepa. Kim byli zamordowani? Kto i dlaczego postanowił zakończyć ich życie?

Kolejny wątek dotyczy życia Bukowskiego, zarówno prywatnego, jak i zawodowego. Do ekipy policjantów, pracujących przy sprawie podwójnego zabójstwa, dołącza młoda policjantka, Karolina Werner. Angażuje się w działania śledcze i sporo pomaga. Robert nie spodziewa się jednak, jaką bombę szykuje mu kobieta...  

Kamila Cudnik jak zwykle nie ogranicza się do wątku kryminalnego i prowadzonego śledztwa. Każdy, kto zdecyduje się na lekturę tej powieści, dostanie świetnie skonstruowaną intrygę, a także oplatające ją ludzkie zachowania i konsekwencje podejmowanych przez bohaterów decyzji. 

Autorka dopracowała charaktery bohaterów. Są to ludzie z krwi i kości, którzy mają swoje problemy i targają nimi różne emocje. Przede wszystkim obserwujemy działania policjanta, na którego nagle spada zbyt wiele problemów. Przytłaczają go i odciągają jego myśli od śledztwa, aż w końcu splot wydarzeń sprawia, że mężczyzna zostaje odsunięty od sprawy. Jak potoczą się jego losy? Czy odpuści i przestanie szukać zabójcy? Kim jest jego zastępca? I gdzie w tej sytuacji wyląduje Karolina Werner? Sporo pytań, bo i wątków jest kilka. Początkowo nie łączą się, jednak z czasem zaczynamy dostrzegać powiązania, aż w końcu obraz robi się coraz klarowniejszy. W trakcie śledztwa wychodzi sporo faktów i tajemnic 

Finał może nie do końca mnie usatysfakcjonował, ale towarzyszenie policjantom w śledztwie dostarczyło mi sporo emocji. W wolnej chwili sięgnę również po pierwszy tom tej serii.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

sobota, 30 grudnia 2023

"Irena. Życie po" David Evrard, Jean David Morvan, Séverine Tréfouël - recenzja


Tytuł: "Irena 5: Życie po"
Autor: David Evrard, Jean David Morvan, Séverine Tréfouël
Gatunek: komiks
Liczba stron: 72
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Cykl: Irena, tom 5

Moja ocena: 5/6  

"Irena. Życie po" to piąty i ostatni tom serii komiksów o życiu i dokonaniach Ireny Sendlerowej, niezłomnej obrończyni życia i jednej z bohaterek II wojny światowej. Dzięki Irenie wojnę przeżyło dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci. 

Komiks opowiada o życiu zwykłej kobiety, która dokonała niezwykłych rzeczy, ratując dzieci z getta. Narażała własne życie, aby inni mogli przetrwać koszmar wojny. Ostatni tom skupia się na powojennych losach Ireny, ale opowiadana przez autorów historia zawiera również retrospekcje, wspomnienia samej Ireny, a także uratowanych przez nią dzieci.

Nie jest to ściśle historyczny komiks. Opowiada o życiu Ireny fragmentarycznie, wspomniany zostaje Korczak i jego ostatnia droga z dziećmi z sierocińca na Umschlagplatz, a także opowieść o wojnie z perspektywy dziecka ocalonego z obozu. Wszystkie te wątki są konsekwencją spotkania w Jerozolimie, które odbyło się w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim roku. Irena posadziła tam drzewko oliwne w Alei Sprawiedliwych Jad Waszem i opowiedziała o swoich wojennych losach.       

Wydawałoby się, że w komiksie jest niewiele tekstu, więc i błędów można się ustrzec. Okazuje się jednak, że nie można :) Na szczęście jest ich niewiele, do przeżycia.

Zachęcam Was do sięgnięcia po całą serię komiksów o życiu i dokonaniach Ireny Sendlerowej, która nigdy nie czuła się bohaterką. Uważała, że zrobiła to, co należało.


piątek, 29 grudnia 2023

"Alicja w Krainie Dziwów" Lewis Carroll - recenzja


Tytuł: "Alicja w Krainie Dziwów"
Autor: Lewis Carroll
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 174
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

"Alicja w Krainie Dziwów" to kolejne wydanie ponadczasowej klasyki dziecięcej, ale w zupełnie nowej odsłonie. Tym razem znana wszystkim Alicja swoje przygody opowie nam za pośrednictwem publikacji Wydawnictwa Zysk i S-ka, wzbogaconej o piękne ilustracje Helen Oxenbury. Do tego dołóżmy twardą oprawę, elegancką obwolutę i czerwoną wstążkę do zakładania. Całość stanowi pięknie wydaną książkę, idealną na przykład na prezent dla młodego czytelnika.

Alicja nie spodziewała się nawet, jakie czekają ją przygody, kiedy dostrzegła przebiegającego obok Białego Królika. Była już tak potwornie znudzona towarzyszeniem starszej siostrze, że bez namysłu ruszyła za zwierzakiem i wpadła za nim do naprawdę głębokiej jamy. Od tego momentu wkraczamy wraz z Alicją do niesamowitego świata pełnego fantastycznych postaci i nierealnych zdarzeń. 

Dziewczynka ma okazję dowiedzieć się, jak to jest być maleńką istotką i olbrzymką. Próbuje dostać się do przepięknego ogrodu, który dostrzegła przez maleńkie drzwiczki na dnie króliczej jamy, przez które nie dała rady się przecisnąć. 

Na swojej drodze spotka między innymi uśmiechniętego kota z Cheshire, Gąsienica i Marcowego Zająca z Kapelusznikiem. Kiedy wreszcie dostanie się do ogrodu, znajdzie się w niebezpieczeństwie, bo jak tu czuć się bezpiecznie w towarzystwie Królowej Kier, która wszystkich chce skrócić o głowę? Gra w krokieta, przemalowywanie białych róż na czerwone czy historia Niby-Żółwia to tylko część przygód, które czekają na Alicję oraz na czytelników, którzy postanowią sięgnąć po tę książkę.

Dwanaście rozdziałów na ponad stu siedemdziesięciu stronach z pewnością dostarczy Wam rozrywki. Absurdalne sytuacje, pełne humoru dialogi i dające do myślenia wydarzenia to coś, co naprawdę warto przeżyć niezależnie od wieku. Wyobraźnia ludzka nie ma granic, więc należy ją karmić w każdej możliwej formie. Nie zignorujcie tej książki!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


środa, 13 grudnia 2023

"Zwierzęca księga rekordów" Katharina Vestre - recenzja


Tytuł: "Zwierzęca księga rekordów"
Autor: Katharina Vestre
Ilustracje: Linnea Vestre
Gatunek: popularnonaukowa dla dzieci 
Liczba stron: 80
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

"Zwierzęca księga rekordów" to idealna lektura dla pasjonatów przyrody i nietypowych zwierząt. Na co dzień kompletnie nie myślimy o tym, jakie cechy mają różne zwierzęta, tymczasem tajemnice ich świata są fascynujące. Matka Natura nieźle to wszystko obmyśliła.

Na osiemdziesięciu stronach tej publikacji znajdziecie mnóstwo niesamowitych faktów o zwierzętach. Książka zawiera podział na przeróżne kategorie. Poznacie na przykład zwierzęta, które pachną na różne sposoby albo dowiecie się, jak sikają :D Chętnie powąchałabym patyczaka z Australii, który w chwili zagrożenia rozpyla wokół siebie płyn o miętowym zapachu. Inny owad, amerykańska mrówka, w chwilach stresu pryska substancją o zapachu cytrynowym. Wiecie, że jest zwierzę, którego siki pachną jak... popcorn? To włochaty binturong, który wygląda jak skrzyżowanie niedźwiedzia i kota. 

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile oczu może mieć zwierzę? Albo które ma największe oczy na świecie? Oczy większe niż piłka do futbolu ma kałamarnica kolosalna. Skoro ten potwór morski w swojej nazwie ma przymiotnik kolosalna, to i jego oczy muszą być największe na świecie! Pierwsze miejsce w ilości oczu zajmuje chiton, żyjątko, które można znaleźć w oceanie. Wyobraźcie sobie, że może ich mieć nawet 1000! Niewyobrażalne! 

Bardzo ciekawym rozdziałem jest ten prezentujący zwierzęcy kamuflaż. O kameleonie słyszeli wszyscy, ale wiecie, że na przykład ośmiornica potrafi przybrać wszystkie kolory tęczy, a owad o nazwie liściec nie tylko przypomina liść, ale również porusza się w sposób, który imituje listki tańczące na wietrze? Tego wszystkiego i wielu innych ciekawych faktów dowiecie się właśnie z tej książki.

Zdecydowanie polecam i gwarantuję Wam przyjemnie spędzony czas na poznawaniu przedziwnych zdolności zwierząt.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


czwartek, 30 listopada 2023

"Listy Świętego Mikołaja" J.R.R. Tolkien - recenzja


Tytuł: "Listy Świętego Mikołaja"
Autor: J.R.R. Tolkien
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Kto z nas nie pisał chociaż raz w życiu listu do Świętego Mikołaja? Pamiętam, że wysłałam list do Laponii i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, kiedy przyszła prawdziwa odpowiedź. Co z tego, że był to list drukowany, zapewne wysyłany do wszystkich dzieci, które napisały na mikołajowy adres? Najważniejsze, że ODPISAŁ!

Kolejne pokolenia dzieci wierzą w Świętego Mikołaja i z pewnością zastanawiają się nad tym, jak wygląda jego dom, w jaki sposób udaje mu się rozwieźć wszystkie prezenty w tak krótkim czasie, kto mu pomaga i skąd ma fundusze na tyle zabawek, książek i innych drobiazgów, o których marzą dzieciaki na całym świecie. To temat rzeka, który powraca jak bumerang co roku, dopóki nie stajemy się już za duzi na wiarę w Mikołaja. Jednak czy nie byłoby przyjemnie móc korespondować ze Świętym Mikołajem częściej niż raz czy dwa w życiu? Możliwe, że tak właśnie pomyślał J.R.R. Tolkien i w wyniku swoich przemyśleń zafundował dzieciom niecodzienną korespondencyjną znajomość. Wcielał się w postać staruszka z białą brodą od tysiąc dziewięćset dwudziestego roku, kiedy jego najstarszy syn, John, miał trzy lata, aż do tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego, kiedy pożegnał się z Priscillą, swoją najmłodszą córką, która wtedy miała czternaście lat.

Listy Świętego Mikołaja są napisane pięknym językiem, a do wielu dołączone są piękne rysunki uzupełniające opowieści Mikołaja. Można się bez problemu zorientować, co pisały w swoich listach dzieci, ponieważ Mikołaj skrupulatnie im odpowiada na wszystkie pytania i dziękuje za opisy różnych wydarzeń z ich życia.

Oprócz rysunków mamy do dyspozycji faksymile oryginalnych listów. Widać na nich chwiejne pismo Mikołaja, pogrubione wstawki niedźwiedzia polarnego i pisane kursywą fragmenty autorstwa elfa - sekretarza. Wszystkie elementy listów wydają się przemyślane i uporządkowane. Można się również zorientować, że dzieci wysyłały czasem swoje listy już w październiku albo było ich więcej niż jeden w danym roku. Tak sielankowej korespondencji niestety nie ominęła wojna. Tolkien wspominał o dramatycznej sytuacji na świecie i tragediach, które dotykają ludzi w wielu krajach. Wszystko jednak zostało opisane bez drastycznych szczegółów i językiem dostosowanym do wieku małych odbiorców. 

Biorąc pod uwagę warstwę psychologiczną listów, czyli jeśli potraktuje się autora listów nie jako Mikołaja, tylko tatę tych dzieci, można wiele wyczytać między wierszami. Pan Tolkien z pewnością trapił się tym, że nie ma wystarczająco dużo czasu dla swoich latorośli. Wspomina o tym wielokrotnie jako Mikołaj, który jest ogromnie zapracowany. Wtrącenia niedźwiedzia polarnego sprawiają, że listy zawierają dużą dawkę humoru. Błędy ortograficzne, których pełne są wstawki misia, również bawią, a trafne komentarze rozczulają.  

Nowe wydanie książki zachwyca. Twarda oprawa, ozdobna obwoluta, czerwona zakładka, do tego piękne wnętrze pełne misternych rysuneczków sprawiają, że właściciel tej publikacji poczuje się wyjątkowo. Może to być idealny prezent, zarówno dla dziecka, jak i osoby dorosłej. Z przyjemnością odnajdowałam w kolejnych listach postacie z fantastycznego uniwersum stworzonego przez Tolkiena, które znam i lubię. Może autor w ten sposób zaznajamiał dzieci ze światem, który miał pojawić się wkrótce w trylogii Władca Pierścieni?  

Warto sięgnąć, warto mieć i z pewnością warto ją komuś sprezentować. Zdecydowanie polecam!






Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka