Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 września 2023

"Biblioteka cieni" Mikkel Birkegaard - recenzja


Tytuł: "Biblioteka cieni"
Autor: Mikkel Birkegaard
Gatunek: thriller
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Świat Książki

Moja ocena: 4/6

Sięgnęłam po "Bibliotekę cieni" z racji okładki i tytułu. Kolejnym plusem wydawała mi się informacja, że powieść to thriller. "Biblioteka cieni" to debiut duńskiego pisarza Mikkela Birkegaarda. Czy udany?

Po śmierci ojca Jon Campelli dziedziczy antykwariat Libri di Luca. Kiedy dotarła do niego ta informacja, mężczyzna wiódł poukładane życie wziętego prawnika, mieszkał w Kopenhadze i nie widział się z ojcem kilkanaście lat. Wkrótce okazuje się, że wspomniany antykwariat to nie jest zwykły sklep z książkami, ale siedziba Stowarzyszenia Lektorów. Kim są Lektorzy? To ludzie, którzy mają pewne wyjątkowe zdolności, a mianowicie potrafią poprzez głośne czytanie wpływać na innych ludzi, ich myśli i zachowanie. Z jednej strony to fascynujące, ale z drugiej trochę straszne, że czytaniem można by tak zmanipulować człowieka. Oprócz nich istnieją również Odbiorcy, których zadaniem jest modyfikacja, blokowanie lub wspieranie umiejętności Lektorów. Jeśli jest się Lektorem, lepiej mieć Odbiorcę po swojej stronie, bo inaczej może się zrobić niebezpiecznie. Mamy także ciemną stronę mocy, którą reprezentuje Organizacja Cieni, czyli tych złych, którzy mają chytry plan zawładnięcia światem z pomocą nie kogo innego, jak Jona. W jaki sposób zamierzają tego dokonać? Czy uda im się przeciągnąć Jona na swoją stronę? 

Początkowo akcja jest mało dynamiczna. Zastanawiałam się, kiedy wreszcie coś konkretnego zacznie się dziać. Chyba spodziewałam się fajerwerków typu Dana Browna, skoro pojawiły się tajemnicze Stowarzyszenia i grupy o dość nietypowych zdolnościach. Jednak autor poprowadził akcję zupełnie inaczej, bez mocnych akcentów i zwrotów. Jon powoli oswajał się z nową odsłoną swojego życia, zbliżał się do jednej z bohaterek, aż pojawiło się między nimi uczucie (nie przepadam za wątkiem romansowym w thrillerach), aż w końcu coś zaczęło się dziać...

Niby fabuła ciekawa, jednak nie przekonała mnie ta książka. Zabrakło mi w niej iskry, dynamiki, akcji! Jest też dość przewidywalna. Przeczytałam, bo chciałam wiedzieć, jak autor rozwiązał wymyśloną intrygę. Nie było efektu WOW.


czwartek, 25 maja 2023

"Księga utraconych imion" Kristin Harmel - recenzja


Tytuł: "Księga Utraconych Imion"
Autor: Kristin Harmel
Gatunek: powieść historyczna, literatura obyczajowa
Czas trwania: 10 h 15 minut
Wydawnictwo: Świat Książki
Lektor: Monika Węgiel-Jarocińska 

Moja ocena: 6/6

"Księga utraconych imion" to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z czasów II wojny światowej. Taka zachęta dla mnie to oczywista oczywistość, aby sięgnąć po książkę lub audiobook.

Główną bohaterką powieści jest Eva Traube Abrams. Starsza kobieta mieszka na Florydzie, gdzie pewnego dnia dostrzega w gazecie zdjęcie książki, której nie widziała kilkadziesiąt lat, a która miała dla niej ogromne znaczenie w czasie II wojny światowej. Jako młoda dziewczyna doświadczyła okrucieństwa wojny, które zaczęło się od tego, że jej ojciec został aresztowany podczas obławy zorganizowanej przez hitlerowców w Paryżu, gdzie Eva mieszkała z rodzicami. Matka dziewczyny nie zamierza opuszczać Paryża, ponieważ chce za wszelką cenę ratować męża, jednak ostatecznie zgadza się wyjechać, chociaż uważa, że to jej córka jest winna temu, że straciła męża. Nie potrafi przystosować się do nowej sytuacji, nie chce przyjąć do wiadomości tłumaczeń Evy. 

Dziewczyna przygotowuje dla siebie i matki fałszywe dokumenty, dzięki którym udaje im się uciec z Paryża. Kobiety trafiają w miejsce, gdzie Eva decyduje się wykorzystać swoje niesamowite zdolności plastyczne do pewnych działań, które mogą pomóc wielu ludziom. Matka jest przeciwna, ma żal do córki, że zamiast szukać i ratować ojca, ona angażuje się w pracę na rzecz obcych żydowskich dzieci. Czy Eva ulegnie presji matki i wróci do Paryża, by odnaleźć ojca? Jakie zadanie postawi przed nią pewien duchowny? Czy w piekle wojny znajdzie się miejsce na takie uczucia jak miłość czy oddanie i poświęcenie?

Fabuła książki podzielona jest na dwa tory czasowe. Obserwujemy współcześnie żyjącą na Florydzie Evę oraz młodziutką Abrams, która robi wszystko, by nie tylko przetrwać w czasie wojny, ale także pomóc innym, przede wszystkim niewinnym żydowskim dzieciom. Tytułowa Księga Utraconych Imion ma w przypadku tej pomocy ogromne znaczenie. Skojarzyła mi się ona z Ireną Sendlerową i słoikiem, w którym kobieta chowała karteczki z danymi uratowanych dzieci. Eva wymyśliła inny, ale równie dobry sposób na to, by dzieci mogły po wojnie mieć chociaż cień szansy na poznanie swoich prawdziwych personaliów. 

Książka została napisana pięknym językiem i fantastycznie zinterpretowała ją Monika Węgiel-Jarocińska. Słuchało mi się świetnie. Zdecydowanie polecam :-)


niedziela, 9 lutego 2020

„Maryla z Zielonego Wzgórza” Sarah McCoy - recenzja


Znacie to uczucie, kiedy kończycie czytać jakąś fantastyczną serię, która niesamowicie Was wciągnęła i orientujecie się, że ten autor więcej powieści już nie napisze? Przykre, prawda? Smutno się robi, a niektórych łapie nawet kac książkowy. Tak działo się w przypadku cyklu opisującego przygody rudowłosej Ani Shirley, ale mogę pocieszyć tych, którzy lubią Anię z Zielonego Wzgórza i czują niedosyt po lekturze tej serii. Od 29 stycznia 2020 roku mamy bowiem coś wyjątkowego! Powieść autorstwa Sarah McCoy pt. „Maryla z Zielonego Wzgórza” to rewelacyjne uzupełnienie cyklu o Ani, a właściwie jego prequel.

Zastanawialiście się podczas lektury przygód Ani nad tym, dlaczego Maryla była taka surowa? Czy jej serce kiedyś kogoś pokochało? Albo czemu Mateusz nie miał żony? Jak Maryla zdobyła przepis na swoje słynne wino? Jak potoczyło się jej życie? W jaki sposób zaprzyjaźniła się z Małgorzatą? I gdzie Małgorzata Linde znalazła mężczyznę, który odważył się z nią ożenić? Odpowiedzi na większość takich pytań znajdziecie w tej właśnie powieści.

Wiek XIX na Wyspie Księcia Edwarda. Nastoletnia Maryla mieszka z rodzicami, Klarą i Hugonem, oraz starszym bratem Mateuszem. Ponieważ jej matka jest w zaawansowanej ciąży, z odsieczą przyjeżdża siostra bliźniaczka Klary, Elizabeth. Wprowadza się do ich niedużego domu i burzy poukładany świat Maryli. Dziewczyna nie ma jednak pojęcia, że wkrótce jej życie wywróci się do góry nogami, a ona będzie zmuszona szybko dorosnąć.
Oprócz codzienności tytułowej bohaterki, jej rodziny i przyjaciół z Avonlea, autorka poruszyła również problemy ówczesnego świata. Możemy przeczytać między innymi o niewolnictwie, ubóstwie, sposobach pomocy sierotom i buncie, który zakończył się zjednoczeniem Kanady. Tło historyczno-społeczne nie wysuwa się jednak na pierwszy plan.  

Chociaż wiadomo, jak ta historia się skończy, a bohaterowie są znani z serii o Ani, czyta się z zapartym tchem i trudno się od tej opowieści oderwać. Maryla jest osobą bardzo emocjonalną i impulsywną (serio!), a kolejne wydarzenia odkrywają powiązania z powieściami Lucy Montgomery.

Uważam, że pisarce udało się stworzyć klimat „montgomerowski”. Wiadomo, że mistrzyni jest tylko jedna, ale po lekturze sądzę, że pasjonaci przygód Ani po prostu muszą przeczytać tę książkę.   

Tytuł: „Maryla z Zielonego Wzgórza”
Autor: Sarah McCoy
Gatunek: literatura obyczajowa
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Świat Książki

Moja ocena: 6/6

Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem jakkupowac.pl


czwartek, 8 grudnia 2016

"Słowik" Kristin Hannah - recenzja

Tytuł: "Słowik"

Autor: Kristin Hannah
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Świat Książki


Moim zdaniem "Słowik" posiada najważniejsze cechy motywujące do sięgnięcia po niego. Zapytacie jakie? Przede wszystkim już pierwszy rzut oka na okładkę sprawia, że chce się sięgnąć po tę książkę. Intryguje, zaciekawia i wywołuje potrzebę przeczytania przynajmniej rekomendacji na okładce. I tu docieramy do drugiej cechy - tematyka. Interesują mnie książki opowiadające historie z okresu II wojny światowej, a tutaj akcja rozgrywa się właśnie w tym czasie. To wystarczyło, bym sięgnęła po tę lekturę, chociaż liczba stron jest poważna...
Chociaż "Słowik" opowiada fikcyjne wydarzenia, to inspiracją dla autorki była prawdziwa postać - bojowniczka ruchu oporu z Belgii - oraz opowieści kobiet o ich przeżyciach wojennych. 
Jest rok 1940. Francja. Poznajemy dwie siostry, bardzo od siebie różne. Starsza, stateczna matka i żona to Vianne, a młodsza, trochę szalona i buntownicza, ma na imię Isabelle. Podczas lektury czytelnik może obserwować zmiany zachodzące w kobietach z upływem czasu - wojennego czasu, więc zupełnie innego niż ten przeżywany w czasach pokoju. Chociaż książka jest o wojnie, to mało w niej znajdziemy opisów przemocy. Autorka raczej skupiła się na zmianach zachodzących w ludziach, w ich psychice. Znajdziecie tu ruch oporu, ludzkie dramaty i podejmowane szybko decyzje, mnóstwo emocji od godzenia się na wojenny los po bunt. Akcja jest wartka, wciąga czytelnika bez reszty w ten straszny wojenny świat. 

Można pomyśleć, że temat wojny i ludzkich losów jest już oklepany, znany i może trochę przez to nudny, ale nic bardziej mylnego. To są historie, o których należy pisać, mówić. Które należy przypominać i zaznajamiać z nimi kolejne pokolenia. Nie jest to lektura łatwa, ale uważam, że warto poświęcić czas na jej zgłębienie. Podczas czytania, a nawet i po zamknięciu książki, z pewnością pojawi się niejedna refleksja...

piątek, 9 października 2015

"Konserwator" Julian Sanchez - recenzja

Tytuł: "Konserwator"

Autor: Julian Sanchez

Gatunek: kryminał
Liczba stron: 430
Wydawnictwo: Świat Książki
cykl: Enrique Alonso, tom 2

Chociaż powieść "Konserwator" to kontynuacja "Antykwariusza", można ją z powodzeniem czytać oddzielnie, gdyż opowiada zupełnie inną historię. Główny bohater, Enrique Alonso, mieszka obecnie w Nowym Jorku. Jego życie, w porównaniu z tym, które znam z "Antykwariusza", zmieniło się diametralnie. Rozstał się z Bety, zamieszkał w Nowym Jorku i stał się autorem dwóch bestsellerów. Pewnego dnia otrzymuje intrygujący e-mail od byłej żony, która pracuje jako szefowa promocji w Muzeum San Telmo. Jego treść sprawia, że mężczyzna postanawia wrócić do San Sebastian. 
Niedługo inauguracja Muzeum, więc przygotowania trwają. Ekipę pracowników wspiera emerytowany konserwator, Craig Bruckner. Z krótkiej rozmowy mężczyzn dowiadujemy się o tym, że Bruckner jest specjalistą od twórczości Jose Marii Serta, studiuje malowidła Serta w kościele San Telmo i planuje wydać monografię malarza. Mężczyźni umawiają się na kolejną rozmowę w niedalekiej przyszłości, jednak wszystko się zmienia, kiedy w zatoce La Concha zostają znalezione zwłoki. Okazuje się, że topielcem jest... Craig. Jest to bardzo dziwne, ponieważ mężczyzna był świetnym pływakiem... Bety bardzo przeżywa jego śmierć, gdyż zdążyli się zaprzyjaźnić, mimo dużej różnicy wieku. Enrique postanawia przeprowadzić własne śledztwo, którego efekty mają stać się kanwą jego nowej powieści. Bety postanawia mu pomóc ze względu na pamięć Craiga. Żadne z nich nie ma pojęcia, co ich czeka i jak bardzo te poszukiwania staną się dla nich niebezpieczne. Czy wypadek Enrique'a był przypadkowy czy też ktoś nastaje na jego życie? Kim jest April? Co wspólnego z Sertem miała w czasie II wojny światowej rodzina Wendelów? I czym są tajemnicze Trzysta? Im bardziej zagłębiamy się w powieść, tym lista pytań staje się dłuższa...
Rozwijającej się intrydze kryminalnej towarzyszy wątek miłosny. Choć Enrique związany jest obecnie z inną kobietą, młodziutką Heleną, wciąż czuje, że Bety jest mu niezwykle bliska. Śledząc meandry historycznego śledztwa pisarza, obserwujemy równocześnie rozterki, które targają jego sercem. Bety nie czuje się dobrze w obecnej sytuacji. Jest jej szkoda Heleny... Czy para mimo to wróci do siebie? 
Choć fabuła wciąga, akcja nie należy do niezwykle szybkich. Czytelnik poznaje kolejne fakty wczytując się w poszczególne części, na które podzielona jest powieść. 
Muszę przyznać, że pomysł autora bardzo mi się spodobał. Ciekawie czytało się o pisarzu, który w poszukiwaniu pomysłu na nową powieść przekopuje archiwa i poszukuje odpowiedzi na kilka zagadek z przeszłości. Polecam z całego serca!

piątek, 21 listopada 2014

"Anioł" L. A. Weatherly - recenzja

Tytuł: "Anioł"
Autor: L. A. Weatherly

Liczba stron: 398
Wydawnictwo: Świat Książki
Cykl: Trylogia Anioła, tom 1

"Stephenie Meyer stworzyła na nowo wampira. Eoin Colfer stworzyła na nowo wróżkę. L.A. Weatherly stworzyła na nowo anioła."

Pierwsze słowa z okładki bardzo mnie zaciekawiły. Lubię historie fantastyczne, w których świat rzeczywisty miesza się z fikcją. Nie znałam wcześniej autorki "Anioła", ale sięgnęłam po tę powieść, ponieważ bardzo spodobała mi się okładka, no i tematyka też taka MOJA... :-) Same plusy, więc z chęcią zabrałam się za lekturę.

Pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne. Zaskoczył mnie sposób przedstawienia aniołów. Jest bowiem zdecydowanie inny, niż w większości tego typu powieści. Ale nie będę zdradzać, o co chodzi. Odebrałabym przyjemność czytania osobom, które zamierzają poznać tę historię same. 
Główna bohaterka, Willow, ma 17 lat i nietypowe zdolności. Może mianowicie przewidywać przyszłość innych osób i ostrzegać je przed dokonaniem niewłaściwego wyboru. Wystarczy, że weźmie wybraną osobę za rękę. Dziewczyna spodobała mi się, bo nie pragnie na siłę być popularna, lubiana i w ogóle "naj" z wszystkiego i dla wszystkich. Jest po prostu sobą, nie przejmując się opinią innych, i to mi się w niej spodobało najbardziej.
Nie obyło się, oczywiście, bez wątku miłosnego. Zaczynając czytanie podejrzewałam, że szybko pojawi się drugi bohater i tak też się stało - do akcji wkroczył tajemniczy Alex. Łowca, który dostał zadanie... zabicia Willow. Rzecz jasna, jak to zazwyczaj się dzieje w takich powieściach, chłopak postanowił poznać bliżej swój "cel" i sprawy potoczyły się dość przewidywalnym torem. Wydaje mi się, że autorce niezbyt udał się ten miłosny wątek... Trochę za dużo było o miłości dwójki bohaterów, aż zrobiło się między nimi bardzo ckliwie. Jak dla mnie, trochę za ckliwie, ale jeśli ktoś lubi rozczytywać się o tych wszystkich "ochach" i "achach"... Na szczęście pozostałe wątki oraz przygody ludzi i aniołów tak mnie wciągnęły, że udało mi się przebrnąć przez opisy "miłosne". 

Nie nastawiałam się na powieść formatu trylogii Tolkiena, więc nie doznałam rozczarowania. Książka jest napisana prostym językiem, a akcja dość wartka i choć fabuła jest trochę przewidywalna, to zupełnie mi to nie przeszkadzało w delektowaniu się treścią. Polecam i nie mogę się doczekać przeczytania kolejnych tomów: "Płomienia anioła" i "Zemsty anioła".

niedziela, 8 czerwca 2014

"Uprowadzeni" Robert Crais - recenzja

Tytuł: "Uprowadzeni"

Autor: Robert Crais
Liczba stron: 367
Wydawnictwo: Świat Książki
Seria: Granice zła


Już w pierwszym rozdziale poznajemy parę młodych ludzi, Kristę i jej chłopaka Jacka. Matka dziewczyny od dawna przebywa w Stanach nielegalnie, ale Krista już tutaj się urodziła. W końcu matka zdradza jej tę tajemnicę, co pociąga za sobą niespodziewany rozwój wypadków... 
Jack i Krista zostają sami na pustyni, w miejscu, gdzie znajduje się pas przemytników ludzi. Miejsce to znają wszyscy, to tajemnica Poliszynela. Kiedy dziewczyna zaczyna opowiadać Jackowi o tym, że to miejsce jest dla jej rodziny wyjątkowe, bo i jej matka dostała się do Stanów nielegalnie tą drogą, nagle pojawia się ciężarówka pełna ludzi. Młodzi stają się mimowolnymi świadkami przemytniczego zamieszania, w którym sami również zostają dokądś zabrani, jako nielegalni imigranci. I zaczyna się piekło na ziemi...
Matka Kris, Nita Morales, odbiera dziwny telefon od córki. Dziewczyna mówi z nietypowym dla niej akcentem i prosi matkę o pięćset dolarów, aby mogła wrócić do domu. Kobieta początkowo sądzi, że to głupi żart Jacka, za którym nie przepada, ale ostatecznie płaci porywaczom żądaną sumę, jednak córka nie wraca. Zaniepokojona zniknięciem Kris i przerażona perspektywą deportacji, Nita decyduje się na zaangażowanie prywatnego detektywa, Elvisa Cole'a. Mężczyzna wkracza do akcji, ale choć jest profesjonalistą, sam również wpada w tarapaty. Kto porwał młodych ludzi? Czy detektywowi uda się uwolnić dziewczynę i jej chłopaka? 
Niewątpliwą zaletą książki są dość krótkie rozdziały. Inna sprawa, że akcja długo się rozkręca. Dopiero w okolicach dwusetnej strony zaczęło się dziać coś ciekawego, a od kilku ostatnich rozdziałów wprost nie mogłam się oderwać. Być może czytałoby mi się trochę lepiej, gdyby interesował mnie temat handlu ludźmi i nielegalnego przekraczania granicy. Polecam jednak z czystym sumieniem, bo ostatecznie jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Język przystępny, choć w dialogach sporo wulgaryzmów. Czyta się szybko dzięki dużej czcionce.

czwartek, 27 lutego 2014

"Życie gorzko-słodkie" Ashley Judd - recenzja

Tytuł: "Życie gorzko-słodkie"

Autor: Ashley Judd
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Świat Książki


Muszę przyznać, że początkowo nie byłam przekonana do tej książki. Klimat, w którym została stworzona okładka, podziałał na mnie trochę odstraszająco. Pomyślałam, że będzie to dołująca i smutna historia, a obecny świat jest już wystarczająco szary i nieprzyjazny, więc od literatury chciałabym chwili wytchnienia i miłych wrażeń. Ale postanowiłam ją chociaż zacząć i po kilkunastu stronach przekonać się, czy czytać dalej.

„Koło czasu się obraca: życie, śmierć. Życie, śmierć.
Życie.”

Czasami coś negatywnego potrafi się przeistoczyć w dobro. Tak stało się z bohaterką tej książki. Opowiedziała czytelnikowi o swoim życiu. O depresji, z którą walczyła przez wiele lat, o odrzuceniu i braku poczucia własnej wartości. Po latach skupiania się na własnym cierpieniu zaczęła dostrzegać innych potrzebujących wokół niej. Podzieliła się z nami historiami z życia, obrazami, które zobaczyła w swej podróży, w południowowschodniej Azji. Ludzie żyjący w slamsach i domach publicznych, ofiary gwałtów, bieda, bezsilność. Drugim torem tej historii jest proces zdrowienia psychiki kobiety. Podczas leczenia zyskała narzędzia, które pomogły jej sterować świadomie swoimi reakcjami. Dzięki terapii, którą zdecydowała się odbyć, potrafiła nieść prawdziwą pomoc, a nie skupiać się na swoim „ja”.

Chociaż nie jest to lektura lekka i przyjemna, nie żałuję, że zdecydowała się ją przeczytać. Z każdą kolejną stroną historia bardziej mnie wciągała. Polecam tę książkę osobom, które lubią wspomnienia i historie z życia wzięte.

środa, 27 listopada 2013

"Nigdy nie wiadomo" Chevy Stevens - recenzja

Tytuł: "Nigdy nie wiadomo"

Autor: Chevy Stevens
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Świat Książki


Od dłuższego czasu planowałam przeczytać tę książkę. Usłyszałam wiele pochlebnych opinii na jej temat, do tego okładka zachęcająca... nie miałam wyjścia - musiałam znaleźć na nią czas i nie żałuję. No, może tylko tych kilku godzin nocnych, które mogłabym przeznaczyć na sen, gdyby tylko ta lektura była choć odrobinę mniej ciekawa i wciągająca...
Główną bohaterką powieści Stevensa jest Sara Gallagher, kobieta o impulsywnym charakterze, pełna sprzecznych emocji i różnego rodzaju obsesji. Jako dziecko została adoptowana i całe jej życie było walką o akceptację. Rodzinę adopcyjną, z którą mieszkała, Sara odbierała jak dwa obozy: kochające ją matka i siostra Lauren oraz wiecznie strofujący ją ojciec i pełna nienawiści do niej druga siostra - Melanie. Tak widziała to wszystko Sara i nie czuła się szczęśliwa. W dorosłym życiu zaczynało jej się układać. Pokochała z wzajemnością cudownego mężczyznę, Evana, z którym mieli się niedługo pobrać. Miała również sześcioletnią córeczkę Ally. Czegoś jednak jej brakowało, aż pewnego dnia dojrzała w niej myśl, by odnaleźć biologiczną matkę, poznać swoje korzenie. Stało się to kolejną obsesją Sary, która miała doprowadzić do niesamowitego ciągu fatalnych zdarzeń... Zaczęło się dość banalnie. Kobieta zwróciła się do urzędu danych osobowych z prośbą o udostępnienie jej dokumentów zawierających nazwiska jej biologicznych rodziców. Kiedy udało jej się wreszcie natrafić na kobietę, która ją urodziła, Julia nie chciała z nią rozmawiać, wręcz ją odepchnęła. Sara załamała się, nie mogła zrozumieć zachowania kobiety i postanowiła drążyć dalej. Zatrudniła prywatnego detektywa, aby dowiedzieć się więcej o tej osobie i jej życiu. Lawina wiadomości przytłoczyła ją. Sara nagle znalazła się na huśtawce emocjonalnej, z której jednak nie chciała zejść, niezależnie od tego, jak strasznych rzeczy dowiadywała się w trakcie prywatnego śledztwa o swoich biologicznych rodzicach. Okazuje się bowiem, że Julia jest jedyną ocalałą spośród ofiar groźnego zabójcy, od lat mordującego kobiety na polach kempingowych, który nadal przebywa na wolności... Sara podejmuje wyścig z własnymi emocjami, niepewnością, lękiem, obawą o życie swoje i najbliższych. Szuka prawdy, która okaże się początkiem koszmaru...

Książka ma ciekawy układ. Rozdziały zaczynają się lub kończą monologiem Sary podczas sesji z terapeutką, do której bohaterka regularnie chodzi, choć osoba ta nie odzywa się ani razu na kartach powieści. Te fragmenty świetnie porządkują dotychczasową wiedzę czytelnika lub są czymś w rodzaju wstępu do kolejnego rozdziału. Postacie według mnie są przemyślane, ciekawe, pełne różnego rodzaju cech charakteru, z własnymi przemyśleniami i problemami. 

Muszę przyznać, że zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i to mi się właśnie spodobało. Nie jest to standardowa powieść, jakich wiele, gdzie można przewidzieć połowę fabuły już po pierwszym rozdziale. Kolejne strony wciąż czymś mnie zaskakiwały. Uważam, że książka ta w pełni zasłużyła na użyte na jej okładce słowa "thriller psychologiczny".

wtorek, 22 października 2013

"Śpij, kochanie" Daria Doncowa - recenzja

Tytuł: Śpij, kochanie
Autor: Daria Doncowa
Liczba stron: 318
Wydawnictwo: Świat Książki



Ponieważ bardzo podobały mi się poprzednie kryminały autorstwa Darii Doncowej, sięgnęłam z chęcią po kolejny i nie zawiodłam się. Tym razem Dasza, główna bohaterka, wplątuje się w taką kabałę, że aż trudno to opowiedzieć. Wasiljewa ratuje przed śmiercią samobójczą młodą dziewczynę w ostatniej chwili ściągając ją z torów. Nieznajoma trafia do szpitala, gdzie jednak, nie pilnowana wystarczająco przez personel, jednak kończy ze sobą, wyskakując przez okno na oczach wychodzącej ze szpitala Darii. Policja nie znajduje żadnych dokumentów przy zmarłej, więc zamierza umorzyć sprawę, a kobietę pochować na koszt państwa, jeśli nikt się nie zgłosi po ciało. Dasza jest zbulwersowana całą sytuacją i postanawia zmobilizować policjantów do działania, ale przede wszystkim sama, nie zważając na niebezpieczeństwo, rusza po nitce do kłębka... W toku amatorskiego śledztwa odkrywa, że czworo innych ludzi również popełniło samobójstwo skacząc z okna, a tego już nie można potraktować jako przypadek. 
Przy okazji gości byłą żonę swojego byłego męża, jej obecnego partnera - "czarodzieja" oraz pupila kobiety - raczej złośliwą małpkę, z czego wynika mnóstwo zabawnych sytuacji, a jej synowa staje się nagle gwiazdą telewizji... 
Polecam z czystym sumieniem, świetna lektura na ponury jesienny wieczór :-)   



poniedziałek, 30 września 2013

"Kłamstwo na kłamstwie" Daria Doncowa - recenzja

Tytuł: "Kłamstwo na kłamstwie"

Autor: Daria Doncowa
Stron: 302
Wydawnictwo: Świat Książki



Daria Doncowa, jak nasza polska Joanna Chmielewska, znów wprowadziła w moje życie trochę humoru. "Kłamstwo na kłamstwie" to kolejna część serii kryminalnej, w której główną bohaterką jest Daria Wasiljewna, detektyw-amator, która zawsze wpakuje się w jakąś kabałę. Tym razem nie było inaczej.
Darię spotykamy w chwili dla niej bardzo trudnej. Właśnie zmarła córka jej bliskiej przyjaciółki Niny - Pola, aktualnie mieszkającej w USA. W związku z tym to Wasiljewa musi zająć się pochówkiem młodej, bo zaledwie dwudziestotrzyletniej, dziewczyny. Kiedy udaje się do szpitala, by załatwić wszystkie formalności związane z pogrzebem, zamiast do kostnicy zostaje zaprowadzona do sali, gdzie leży jak najbardziej żywa... Polina! Okazało się, że dziewczyna była w śpiączce, a orzeczenie zgonu było błędem lekarzy. Oburzona Daria zabiera Polę do siebie, do Łożkina. W domu jednak wcale nie jest spokojnie. Okazuje się, że Kicia, synowa Darii, zaprosiła do ich domku filmowców. W zamian za rolę zgodziła się, by ich dom był planem filmowym, a rodzina i zwierzaki - aktorami. Daria, uwielbiająca ciszę i spokój, jest zdruzgotana tłumem obcych ludzi we własnym mieszkaniu, a do tego reżyser Borys zaczyna ją bezczelnie podrywać... Tymczasem światem Darii wstrząśnie kolejna tragedia. Po kilku zagadkowych zamachach na Polinę, dziewczyna nagle ginie w wypadku samochodowym. Daria nie może wprost uwierzyć, że na co dzień ostrożna za kierownicą dziewczyna, rozbija się na słupie, jadąc z nadmierną prędkością. Postanawia zbadać sprawę i rozpoczyna prywatne śledztwo...
Książkę czyta się szybko. Dialogi są pełne dowcipnych ripost, tylko jakoś nie mogę się przyzwyczaić do tego mnóstwa odmian imion rosyjskich.      

niedziela, 22 września 2013

"Zjawa w adidasach" Daria Doncowa - recenzja

Tytuł: Zjawa w adidasach
Autor: Daria Doncowa
Stron: 303
Wydawnictwo: Świat Książki

Kolejny przezabawny kryminał Doncowej za mną. Tym razem Daria Wasiljewa zostaje zatrudniona przez koleżankę w charakterze kierowniczki księgarni. To nic, że kompletnie się na tym nie zna i właściwie nie są jej potrzebne pieniądze, bo ma ich pod dostatkiem, a nawet więcej. Mimo to jednak się decyduje i podejmuje proponowaną pracę. Ma do pomocy Ałłę, która całe lata pracowała w księgarni, więc ma doświadczenie za nie dwie, oraz kilka młodych sprzedawczyń, które zajmują się obsługą klientów. Wydawać by się mogło, że kierowanie księgarnią, to zwykła praca, nawet trochę nudna, jednak nic bardziej mylnego. Już pierwszego dnia Wasiljewa znajduje w księgarni zwłoki młodej kobiety. Jej szok jest tym większy, że kobieta ma przy sobie dowód osobisty na... jej własne nazwisko! Oczywiście Daria nie przepuści takiej okazji i zabierze się ochoczo za wyjaśnianie sprawy zwłok. To jednak nie wszystko. Kiedy szalejąca wichura z dnia na dzień pozbawia ją i jej rodzinę dachu nad głową, kobieta zmuszona jest zamieszkać na pewien czas w księgarni. Podczas gry fachowcy remontują zniszczony dom, Daria instaluje się w księgarni wraz z córką, jej koleżanką i całą domową menażerią. W prowadzeniu śledztwa nie przeszkadzają jej ani polowe warunki mieszkalne, ani biała zjawa, snująca się nocami po księgarni w... adidasach.
Polecam, bo czyta się szybko i z uśmiechem na twarzy :-) 

piątek, 6 września 2013

"Nieściśle tajne" Daria Doncowa - recenzja

Tytuł: "Nieściśle tajne"
Autor: Daria Doncowa
Liczba stron: 319
Wydawnictwo: Świat Książki


"Nieściśle tajne" to pierwszy tom kolejnej świetnej serii autorstwa Darii Doncowej. Po poprzednich kryminałach z uśmiechem postanowiłam sprawdzić, czy pani Doncowa nie napisała czegoś równie ciekawego i nie zawiodłam się. Ta seria składa się z sześciu tomów, ale opowiada o zupełnie innych bohaterach i prezentuje inne historie. Klimat jednak pozostał - jak dla mnie rosyjska wersja naszej Joanny Chmielewskiej.

Główną i dość pechową bohaterką jest Daria Wasiljewna, która dokładnie tak, jak Eulampia z poprzedniej serii, uwielbia się mieszać w kryminalne zagadki. Oczywiście na własną rękę. Nie muszę pisać, jakie kwiatki z tego jej mieszania się i prób znalezienia winnych zbrodni na własną rękę wychodzą. Wszystko zaczyna się, kiedy Daria znajduje w bagażniku swojego samochodu... trupa. Jak on się tam znalazł? Nie wiadomo. Zaraz później znika wieloletni przyjaciel kobiety, mieszkający od lat we Francji, a bawiący akurat w Moskwie. Tego było już dla amatorki śledztw za wiele. Rusza do dzieła, nie zważając na czyhające na nią niebezpieczeństwa, ani na niechęć organów śledczych do jej wtrącania się. 
Styl powieści sprawia, że czyta się ją niezwykle szybko. Akcja jest wartka, bo kolejne wydarzenia pojawiają się z szybkością światła. I wcale nie jest łatwo przewidzieć, kto jest tym złym, a kto dobrym. Przyznaję, że wielokrotnie ubawiłam się z dialogów i niespodziewanych zwrotów akcji.
Warto sięgnąć po książki tej autorki, kiedy chce się poprawić sobie humor albo zwyczajnie odpocząć po ciężkim dniu.  

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Za blisko domu" Linwood Barclay - recenzja

Długo czekała na swoją kolej, ale ostatecznie doczekała się i muszę przyznać, że czytało się ją bardzo dobrze.
Wartka akcja pełna zwrotów sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać i do końca trudno mi było odkryć, kto jest mordercą...
Siedemnastoletni Derek postanawia w tajemnicy przed wszystkimi załatwić dyskretne miejsce spotkań dla siebie i swojej dziewczyny Penny. Wpada na pomysł, by wykorzystać dom sąsiadów - Langleyów, którzy właśnie wybierają się na tygodniowy urlop. Syn sąsiadów, Adam, to przyjaciel Dereka, ale chłopak nie dzieli się z nim swoim pomysłem. Żegna się z sąsiadami, udaje, że wychodzi z ich domu, ale zamiast tego ukrywa się w piwnicy i zostaje przez nich zamknięty w domu. Ponieważ zna szyfr do alarmu, dzwoni do Penny, ale jego plan bierze w łeb, kiedy dowiaduje się, że dziewczyna dostała szlaban za uszkodzenie samochodu ojca. Kiedy wściekły takim obrotem sprawy zamierzał ulotnić się z domku sąsiadów, nagle na podjazd wjechał samochód. Sąsiedzi niespodziewanie wrócili... Chłopak spanikowany schował się w piwnicy i czekał na rozwój wypadków. Planował wydostać się cichaczem, kiedy Adam z rodzicami wejdą do innej części domu, ale zanim to nastąpiło, Derek usłyszał, jak sąsiad otworzył komuś drzwi i padły strzały. Jego sąsiedzi zostali zamordowani. Wystraszony nastolatek wcisnął się za sofę w piwnicy i czekał, aż morderca opuści dom. Później sam wydostał się i uciekł do siebie. Od tej chwili życie Dereka i jego rodziców zamieniło się w koszmar. Nie dość, że wciąż zastanawiali się, kto mógłby chcieć zabić Langleyów i obawiali się o swoje bezpieczeństwo, to szybko wyszło na jaw, że Derek był w ich domu w czasie morderstwa, więc został oskarżony o  popełnienie tej zbrodni i zamknięty w areszcie.
Jak zakończy się ta sprawa? Czy adwokatka zdoła wybronić Dereka i udowodnić, że nie jest winny potrójnego zabójstwa? Przeczytajcie, nie pożałujecie poświęconego czasu :-) 

czwartek, 4 lipca 2013

"Anne Frank. Dziennik. Życie. Dziedzictwo" Francine Prose

"Dziennik" autorstwa Anne Frank przeczytałam jednym tchem. Kiedy więc zobaczyłam w księgarni książkę F. Prose, pomyślałam, że koniecznie muszę ją mieć. Z okładki zerka na czytelnika zawadiacko Anna, nastolatka, której przyszło zmierzyć się z tak trudnymi sytuacjami, że większość z nas nawet nie potrafiłaby ich sobie wyobrazić. Po chwili książka była już moja.  
Przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś innego. Podobne rozczarowanie spotkało mnie jakiś czas temu podczas czytania nowego wydania pamiętnika Korczaka. Zamiast pogłębienia, rozszerzenia historii Anne, znalazłam w publikacji informacje o tym, jaką drogę przebył jej dziennik zanim został wydany, kto przy tym pomagał, a kto przeszkadzał, a także jak wyglądało poszukiwanie osób, które napiszą scenariusz sztuki teatralnej na podstawie pamiętnika dziewczynki i kto tę sztukę później wystawi. 
Przeczytałam książkę dla kilku ciekawych fragmentów. Przez resztę po prostu przebrnęłam... 

"Rozsypane fotografie. Wspomnienia z wojny i Powstania Warszawskiego" Ewa Morycińska - Dzius - recenzja

Czytam dużo pamiętników, które autorzy wypełniają wspomnieniami z czasów II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, poniewierki. Są to dla mnie świadectwa ludzi, którzy przeżyli na przekór działaniom wroga, wbrew zdrowemu rozsądkowi, który podpowiada, że takich rzeczy przecież przetrwać się nie da. "Rozsypane fotografie" to właśnie jedna z takich historii. Autorka, pani Ewa Morycińska - Dzius, znalazła ciekawy sposób na swoją książkę. Jest to, wydany na pięknym kredowym papierze, zapis rozmów, dialogów z ludźmi, którzy również pamiętają wojnę i jej okrucieństwa. Do tekstów dopasowane są ujęte w tytule pozycji zdjęcia. Spotykała się z rodziną, znajomymi, których pytała o wspólne wspomnienia. Z tych spotkań powstała książka, którą czyta się dobrze, z zaciekawieniem. Jedynym mankamentem dla mnie było niedostatecznie jasne rozgraniczenie kto o czym opowiada. Niby jest kursywa i zwykła czcionka, ale mimo tych wyznaczników miałam chwilami problemy z rozpoznaniem, czyje wspomnienia czytam - autorki czy osoby, z którą ona rozmawia. Jednak kiedy skupiłam się po prostu na samych wspomnieniach, było już w porządku.  Krótkie rozdziały sprawiają, że nie ma czasu znudzić się czytanymi historiami.
Polecam osobom, które interesują się życiem ludzi w czasie wojny i powstania.

sobota, 11 maja 2013

"Ogród cieni" Virginia C.Andrews - recenzja

Piąty tom sagi napisanej przez Virginię C. Andrews to pewnego rodzaju spowiedź Olivii Winfield Foxworth. To początek historii opisanej w tomach poprzednich, który nadaje całości trochę inny koloryt...

Młodziutka Olivia Winfield mieszka z ojcem, który bardzo martwi się o przyszłość córki. Ponieważ dziewczyna nie jest zbyt urodziwa i zupełnie nie przystaje do standardów urody tych czasów, w których przyszło jej żyć, mężczyźni nie są nią zainteresowani. Jest bardzo wysoka, przez co góruje nad większością spotykanych mężczyzn, a poza tym interesuje ją ekonomia, polityka i ukończyła wyższe studia, aby pomagać ojcu w prowadzeniu interesów. Ojciec zaś wyszukuje coraz to nowych kandydatów na mężów dla córki, którzy jednak, po poznaniu Olivii, wycofują się rakiem i uciekają gdzie pieprz rośnie, a młoda kobieta jest coraz bardziej sfrustrowana całą tą sytuacją. Jak każda bowiem, marzy o cudownej miłości, którą zna jedynie z kartek czytanych powieści. Pewnego dnia poznaje niezwykle przystojnego Malcolma - partnera jej ojca w interesach. Młodzieniec zdaje się być nią poważnie zainteresowany, chce spędzać z nią czas, aż ostatecznie proponuje jej małżeństwo. Jest tak miły i dobrze wychowany, że zarówno ojciec, jak i córka, szybko zgadzają się na jego propozycję. Kobieta nie może uwierzyć w swoje szczęście, jednak jej romantyczne marzenia szybko tracą sens w sytuacji, w której znajduje się ona po ślubie. Okazuje się bowiem, że jej wspaniały mąż jest zupełnie innym człowiekiem niż ten, którego poznała przed ślubem. Jest nieczuły, wręcz zimny, arogancki i bezwzględny. Młoda żona w ogóle go nie interesuje, wymaga on od niej jedynie urodzenia mu dzieci i zarządzania ogromnym domem - Foxworth Hall. Olivia z dnia na dzień poznaje lepiej swojego męża i orientuje się, że na jego psychice odcisnęła się rodzinna tragedia. Malcolm, wtedy rezolutny i wprost zakochany w matce pięciolatek, przeżył ogromnie odejście rodzicielki z innym mężczyzną. Ojciec chłopca, Garland, poradził sobie z tą sytuacją na swój sposób, jednak Malcolm został z chaosem uczuć. Z jednej strony wciąż wielbił matkę i pamięć o niej, a z drugiej nienawidził jej i kobiet jej podobnych - pięknych, kruchych i w gruncie rzeczy głupiutkich, wydających tylko pieniądze mężów na stroje i biżuterię. Dlatego właśnie poślubił Olivię - ponieważ tak bardzo różniła się od tych wszystkich słabych "kobieciątek". Z czasem radość Olivii z zamążpójścia zupełnie zgasła, a życie z Malcolmem okazało się bardzo przykre i pełne bólu. Kobieta stawała się coraz bardziej chłodna i szorstka dla otoczenia, które wciąż dawało jej do zrozumienia, że nie pasuje do tego towarzystwa. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy po kilkuletniej podróży do domu wrócił Garland - ojciec Malcolma - przywożąc młodziutką żonę Alicję. Malcolm wpada w furię, kiedy orientuje się, że jego zaledwie dziewiętnastoletnia macocha, jest w ciąży...

Akcja bardzo mnie wciągnęła. Trochę dziwnie czyta się początek całej historii na końcu, ale ma to swoje plusy. Tylko trudno współczuć postaciom, których się przez poprzednie tomy tak nie lubiło. Mam tu na myśli Malcolma i Olivię, którzy tak mocno wpłynęli na życie pozostałych członków rodziny. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło...

Ciekawe, jak wyglądałoby zakończenie, gdyby autorka zdążyła napisać je sama. Niestety Virginia Andrews zmarła na raka w trakcie pisania ostatniej części, więc dzieła dokończył niejaki Andrew Neiderman. Nie każdemu saga o rodzinie Dollangangerów się podoba, ale ja czytałam wszystkie części z zapartym tchem.

czwartek, 9 maja 2013

"Zastygłe życie" Karin Wahlberg - recenzja

"Zastygłe życie" to pierwsza powieść Karin Wahlberg, po którą sięgnęłam. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że czytałoby się ją lepiej, gdyby tłumaczenie nie było takie "toporne". Częste powtórzenia i, chwilami, dziwne stylistycznie zdania trochę odstraszają od kontynuowania lektury. Ale byłam dzielna i przebrnęłam przez kolejne strony ;-)
Plusem kryminału jest ciekawy pomysł na fabułę i wciągająca akcja. Pewnego dnia spacerowicz znajduje w zatoczce zwłoki młodej kobiety. Komisarz policji Claesson wraz z kolegami z wydziału oraz lekarką Veroniką (z którą prywatnie jest w związku) mają trudny orzech do zgryzienia, bo okazuje się, że kobiety, a właściwie dziewczyny, nikt nie szuka, a nie miała przy sobie nic, co pomogłoby ją zidentyfikować. Powoli obraz się jednak rozjaśnia. Okazuje się, że kobieta to Malin Larsson, przyszła pielęgniarka. Policja dociera z czasem do jej siostry i brata, do wujostwa i jej chłopaka, który oczywiście zostaje podejrzanym w sprawie. W toku śledztwa okazuje się, że rodzice dziewczyny nie żyją, a ona właśnie zaczęła powoli układać sobie życie.      
Z czasem śledzenie losów bohaterów (i postępów w śledztwie) utrudnia natłok postaci. Chwilami trudno mi się było połapać, kto jest kim. Autorka z powodzeniem mogłaby zmieścić ten pomysł na mniejszej liczbie stron. Z pewnością powieść by na tym zyskała, bo chwilami robiło się trochę nudnawo i rozwlekle.   

niedziela, 20 stycznia 2013

"Kto wiatr sieje" Virginia C. Andrews - recenzja

Czwarty tom serii napisanej przez Virginię Andrews przeczytałam jednym tchem. Słyszałam głosy, że książki te są nudne, że mroczne, że męczące, ale wszystko zależy od upodobań czytelniczych danego człowieka. Według mnie są świetne, czyta się je szybko. Jak już brałam tom do ręki, trudno mi go było odłożyć, bo wciąż działo się coś ciekawego, coś, co wymagało po prostu doczytania kolejnych wersów, stron, kartek... Trzyma w napięciu.
Akcja powieści rozgrywa się w odbudowanym przez Barta, młodszego syna Cathy, Foxworth Hall. Gmaszysko na pierwszy rzut oka wygląda pięknie i okazale, zachwyca gości, ale jego mieszkańców łapie w straszną pułapkę...  
Bart marzy o przejęciu fortuny Foxworth'ów i przygotowuje wspaniałe przyjęcie z okazji swoich 25 urodzin. Udaje mu się namówić brata Jory'ego, znanego już tancerza, aby wystąpił dla jego gości. Niestety podczas występu wydarza się tragiczny w skutkach wypadek. Jory zostaje poważnie ranny, kiedy spadają na niego kolumny będące częścią scenografii. Jako Samson miał je powalić na ziemię, jednak ktoś zamoczył piasek, który je wypełniał, przez co stały się niebezpiecznie ciężkie. Jory wylądował w szpitalu z uszkodzonym kręgosłupem. Czy będzie mógł tańczyć? Czy jego żona Melodie weźmie pod uwagę to, że mógłby już nigdy nie zatańczyć i będzie go wspierać w trudnych chwilach? Czy Bart wreszcie znajdzie szczęście mając to, czego pragnął najbardziej?
Polecam tę część. Ja nie mogę się już doczekać ostatniej.  

środa, 31 października 2012

"Dziesięć stron świata" Anna Onichimowska

Właśnie przeczytałam niedużą książeczkę zawierającą dziesięć historii z dziesięciu różnych stron świata, jak sam tytuł wskazuje. 
Każda historia opowiada o życiu i problemach, z którymi muszą się zmagać nastolatki każdego dnia. Wszystkie historie kończą się szansą na pozytywną przyszłość :-) Myślę, że jest to książka, którą można wykorzystać do przeprowadzenia zajęć z edukacji globalnej :-)