Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 października 2021

"Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę" Małgorzata Musierowicz, Emilia Kiereś - recenzja

Myślę, że nie ma czytelnika, który nie słyszałby chociaż o opowiadających o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach książkach, określanych mianem Jeżycjada. To kilkadziesiąt powieści, w których czas akcji i tło społeczne pokrywały się z rzeczywistymi w momencie ich wydania. Dzięki temu mamy świetne świadectwo społeczno-historyczne.  

Drugi tom uzupełnień Jeżycjady jest tak samo interesujący jak pierwszy. Księga znacznych rozmiarów zawiera mnóstwo dykteryjek z życia autorki i jej rodziny, a także sporo dodatkowych informacji o stworzonych przez nią bohaterach serii.

Gabaryty książki trochę utrudniają wygodną lekturę, ale jednocześnie oferują naprawdę dużo zdjęć, skanów i rysunków, które świetnie uzupełniają treść. Fani Jeżycjady znajdą tutaj odpowiedzi na wiele pytań, które z pewnością pojawiły się podczas lektury kolejnych tomów. Śmiem twierdzić, że znajdą odpowiedzi również na te pytania, które jeszcze nie przyszły im na myśl. Bo chyba każdy zastanawiał się choćby nad tym, czy postacie te miały swoje pierwowzory w rzeczywistości albo którego bohatera autorka lubi najbardziej. 

Przy okazji czytania wspomnień autobiograficznych czytelnik dowie się też sporo o codzienności rodziny Barańczaków, z której pochodzi autorka. To fascynujące, móc poznać choć trochę dzieciństwo polskiego poety, tłumacza i krytyka literackiego, Stanisława Barańczaka, i jego nie mniej słynnej siostry, Małgorzaty Musierowicz.  

Kompendium to jest tak obszerne w swej treści, że wymusza wprost na czytelniku konieczność przypomnienia sobie powiązań między bohaterami lub konkretnych wydarzeń, o których wspomina autorka. Sama doszłam do wniosku, że zapomniałam już tak wiele, iż ponowna lektura całej serii byłaby wskazana. Przyjemnie byłoby wkroczyć znów do rodzinnej kuchni Borejków i przysiąść przy wielkim stole nad szklanką herbaty.

Jeśli lubisz Jeżycjadę i masz za sobą lekturę wszystkich tomów, zdecydowanie polecam uzupełnienie w formie dwóch opasłych tomów. Ciekawe, czy pojawi się kolejny :-)


Tytuł: "Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę"
Autor: Małgorzata Musierowicz, Emilia Kiereś
Gatunek: publicystyka literacka, eseje, autobiografia
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: HarperCollins

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins 

  


poniedziałek, 4 maja 2020

"Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę" Małgorzata Musierowicz, Emilia Kiereś - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Macie tak czasami, że czytając książkę zastanawiacie się, czy to, o czym pisze autor, zdarzyło się naprawdę? Albo ile z zabawnych dykteryjek pochodzi z jego wspomnień? Ewentualnie, czy opisywane miejsca są realne i czy można je odwiedzić? Ja często zastanawiałam się nad takimi sprawami czytając Jeżycjadę, słynny cykl Małgorzaty Musierowicz. Autorka opisuje w nim życie zwyczajnych ludzi, mieszkających w Poznaniu, a więc prawdziwym mieście, więc jasne jest, że to wszystko, co zawierają kolejne tomy, to realne wydarzenia. I w dużej mierze tak jest, o czym świadczy nowa publikacja wydawnictwa EGMONT "Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę". 

Opasły tom, choć ma zaledwie 344 strony, pełny jest ilustracji, zdjęć i mnóstwa ciekawostek. To nie lada gratka dla kogoś, kto przeczytał wszystkie tomy Jeżycjady i pokochał jej bohaterów. Ułożone alfabetycznie 133 hasła prezentują cały wachlarz informacji jeżycjadowych, splecionych z prywatnym życiem autorki. Dzięki temu dodatkowi można poznać od kuchni wiele spraw, które nierozerwalnie kojarzą się z życiem Borejków. Przeczytacie tu między innymi, skąd w powieści wzięło się powiedzonko "Kto mlaszcze, dostanie w paszczę", u kogo wisiał pierwowzór tablicy z kuchni Borejków, a nawet które z wydarzeń przeszły do książek prosto z życia autorki i jej rodziny. Bo to jest właściwie rodzaj autobiografii. Mam wrażenie, że seria licząca sobie już ponad 20 tomów wrosła w życie pisarki do tego stopnia, iż nie sposób dostrzec, gdzie przebiega życie Borejków, a gdzie Musierowiczów. Jeśli brakowało Wam ilustracji prezentujących niektórych bohaterów, teraz będziecie mogli ich zobaczyć, ponieważ autorka narysowała ich dla czytelników "Na Jowisza!". I jeszcze jedna świetna sprawa - w książce znajdują się ilustracje prezentujące Milę i Ignacego z lat dziecięcych. Sama słodycz. Uwielbiam styl Małgorzaty Musierowicz, zarówno pisarski, jak i ten związany z ilustrowaniem. 

Jedynym minusem tego wydania jest jego rozmiar, jeśli lubi się czytać trzymając książkę w ręce. Ja lubię, więc było mi trochę ciężko. Solidna twarda oprawa i gabaryty tego niezwykłego kompendium sprawiły, że musiałam zmienić sposób lektury. Jednak żadne niedogodności nie byłyby w stanie odwieść mnie od przeczytania tego drobiazgowego i napisanego ze swadą uzupełnienia mojej ukochanej serii.  

Jeśli lubisz Jeżycjadę i znasz świat Borejków, nie zwlekaj z zaopatrzeniem się w to cudo. Warto sięgnąć i poznać ulubionych bohaterów i ich miasto jeszcze lepiej. 

Kto nie wie, podpowiadam, że Emilia Kiereś, autorka książek dla dzieci, to córka Małgorzaty Musierowicz :) O niej również przeczytacie w tej publikacji.

Tytuł: "Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę"
Autor: Małgorzata Musierowicz, Emilia Kiereś
Gatunek: autobiografia
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: EGMONT
Cykl: Małgorzata Musierowicz



 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu EGMONT

czwartek, 22 marca 2018

"Ciotka Zgryzotka" Małgorzata Musierowicz - recenzja


Nie będę obiektywna, w żadnym wypadku. I nie wymagajcie tego ode mnie, bo Jeżycjada to moja ukochana seria, na której kolejne tomy czekam niecierpliwie przez większość życia. 

Wiele opinii rozpoczyna się od stwierdzenia, że "to już nie ten klimat", co w pierwszych tomach. Szczerze? Zdziwiłabym się, gdyby atmosfera w tym cyklu była wciąż taka sama, jak na początku. Przecież świat wokół nas się zmienia, a autorka tworzy dla nas historię obyczajową, społeczną. Z tego wniosek, że musi pisać o takich realiach, w jakich przyszło żyć jej bohaterom. To przy postaciach może sobie zaszaleć i tak je ukształtować, jak sama chce. Przy ogólnym zaś klimacie zostaje wypośrodkowanie między tym, jak jest a tym, jak chciałaby by było. Myślę, że wychodzi to bardzo dobrze. I za każdym razem, przy kolejnym tomie, z przyjemnością zagłębiam się w znany świat słonecznej kuchni (choć centrum rodzinne już nie znajduje się przy Roosevelta 5), ciepła i wsparcia, okraszonego szczyptą humoru i radości życia, pomimo trudów i problemów, które dotykają również "mitycznych" Borejków. Może niektórych po prostu denerwuje myśl, że można tak żyć? Mimo sporów i kłótni, które przecież zdarzają się we wszystkich rodzinach, być razem, dzielić się radościami i smutkami, wspierać się w potrzebie i dbać nie tylko o czubek własnego nosa. Za to właśnie lubię tę rodzinę. Za wzajemny szacunek, za wartości, którym są wierni i za to, że choćby nie wiem co się działo, będą za sobą stali murem. 


Wszyscy typowali, że Ciotką Zgryzotką będzie Ida, ale to za proste rozwiązanie. Jasne, że trochę nią jest, bo to w końcu IDA, prawda? ;-) Ale ten przydomek pasuje również do innej bohaterki cyklu, zbuntowanej nastolatki Nory Górskiej. To właśnie Nora tym razem wychodzi na prowadzenie i o jej przygodach czytamy. W tle, rzecz jasna, dzieje się dużo u reszty rodziny i przyjaciół. Mamy przygotowania do ślubu Józinka i Doroty oraz samą uroczystość, dochodzą do tego problemy małżeńskie Róży, która wraca do kraju z dziećmi, lecz bez męża, mamy też oczekiwanie na pierwszego potomka u Ignacego Grzegorza i Agnieszki, a także dość niebezpieczne przeżycia nestora rodu. Nie sposób się nudzić! 

Autorka w zabawny sposób pozbawiła Idę telefonu. Pani doktor, chwilowo spędzająca pracowity urlop w Ruince, którą postanowiła wyremontować z pomocą sąsiada, pana Chrobota, zostaje więc w pewnym stopniu odcięta od rodziny. Na szczęście ma dostęp do internetu, zatem maile w jedynym i niepowtarzalnym borejkowskim stylu krążą między siostrami często. Zabawne, dynamiczne i świetnie spuentowane, wywołują uśmiech na twarzy. Podobnie zresztą, jak dialogi innych postaci. Zostawiam Wam jeden z moich ulubionych fragmentów: 

"- To mówisz, że ona otruła mi kanarka? Nie Basia?
- Spokojnie, Babcinko, tylko spokojnie - wtrącił mediacyjnie Podeszwa, pochylając się nad fotelem. - Oddychaj sobie głęboko. O, bardzo ładnie. Dobrze ci idzie. Skup się teraz, bo powiem coś ważnego. Uwaga. Kanarek sam wykorkował.
- Sam?
- Sam. Nikt mu nie pomagał. Ale uwaga. Kupiłem ci nowego, zgadza się?
Staruszka wytężyła pamięć.
- A kupiłeś, wnuczusiu, pamiętam. A gdzie go masz?
- W twoim pokoju jest, w klateczce. Jedziemy zobaczyć?
- Tak, zobaczymy, zobaczymy. Czy go aby nikt nie otruł! 
(...)
- A gdzie jest Basia? - jeszcze przez zamknięte drzwi słychać było jej oddalający się głos.
- Basię zwolniłaś, Babcinko, nie pamiętasz?
- No, dziecko, nie dziw się, przecież mi kanarka otruła...!" 

O tym, że w tej rodzinie miłości jest pod dostatkiem wiemy wszyscy. Ale powoli wyłania się kolejna para... Kto tym razem? Nie zdradzę :-)

"- (...) Coś jeszcze?
- Tak.
- Co?
- Ja cię kocham.
- Proszę?!...
- Całym sercem."

Już zastanawiam się, kto będzie bohaterem kolejnego tomu. Tytuł "Chucherko" daje sporo możliwości. Poza tym sporo wątków autorka zostawiła otwartych, więc również można się domyślać, że rozwinie je później. Najpierw pomyślałam o dalszym ciągu jednego z fajnych wątków, który w tym tomie się ładnie zawiązał, ale bohaterka, o której myślę, z pewnością nie jest chucherkiem, więc odpada ;-) W takim razie może Mała Mila? W końcu wróciła z zagranicy z mamą, Różą, i bratem, Karolkiem, do Poznania, to może poznamy ją trochę bliżej? Kto wie... W każdym razie już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.

Moja ocena:


sobota, 10 listopada 2012

"McDusia" Małgorzata Musierowicz

To jest po prostu niesprawiedliwe. Człowiek czeka tyle czasu na kolejną część "Jeżycjady", a jak już się doczeka, to lektura zajmuje mu zaledwie kilka godzin... Niby można sobie jakoś dawkować tę przyjemność czytania, ale cóż z tego, kiedy akcja tak się rozwija, że nie sposób odłożyć książkę na później? :D Tak też stało się z "McDusią". Tyle się na nią naczekałam (jak pewnie wszyscy fani tej serii), że aż szkoda, że nie jest co najmniej dwa razy grubsza :D 
Fenomen "Jeżycjady" polega chyba na tym, że opowiada ona o życiu. Zwyczajnym, czasem nudnym, ale zawsze ciepłym, rodzinnym i optymistycznie się kończącym. Może ktoś powie, że to przesłodzone, że może nierealne, ale chyba właśnie dla tego ciepła międzyludzkiego tak lubię czytać o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach. Dzisiaj trudno spotkać takich ludzi, tworzących wokół siebie rodzinną atmosferę, w której aż chce się przebywać :-) 
Najnowsza część tej poznańskiej opowieści wprowadza nas w świat Borejków w chwili, kiedy Laura, córka Gabrysi, przygotowuje się do swojego ślubu, a do Borejków przyjeżdża Magda, córka Kreski. Dziewczynka nie chciała zostać z rodziną w Paryżu ze względu na uczucie żywione do pewnego kolegi, więc przemieszkiwała trochę u pradziadka, profesora Dmuchawca, ale ponieważ nie mogła znaleźć z nim wspólnego języka, przeniosła się do babci do Wrocławia. Ostatecznie wylądowała właśnie u Borejków i zadomowiła się tam, choć nie od razu. Chłopiec, dla którego została w Polsce, złamał jej serce i choć sądziła, że nigdy już się nie zakocha, los chciał inaczej... Więcej nie napiszę :D 
Polecam lekturę, odpręża i wprawia w bardzo dobry nastrój :-)