Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Małecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Małecki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lutego 2020

„Zadra” Robert Małecki - recenzja



Bernard Gross to komisarz policji, o którym miałam okazję czytać już dwa razy. Dwa świetne razy! A jaki był ten trzeci? Czy warto sięgnąć po „Zadrę”?

Już pierwsze strony przynoszą kryminalną zagadkę. W lesie zostają znalezione kości. Okazuje się, że należą one do młodego mężczyzny, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. W toku sprawy pojawia się powiązanie z pewnym zaginięciem sprzed lat. Jedną z zaginionych wtedy osób okazuje się siostra mężczyzny z lasu. Mimo braku punktów zaczepienia, Gross podejmuje się rozwikłania obu spraw, w czym wspierać go będzie aspirantka Skalska i reszta ekipy z komisariatu w Chełmży. Czy jednak wszyscy są po tej samej stronie barykady?

Drugi wątek to typowy obyczaj z lekko psychologicznym klimatem. Żona Grossa, Agnieszka, wciąż jest w śpiączce i raczej nie ma widoków na jej powrót do zdrowia. Komisarz odwiedza ją w ośrodku dla „śpiochów” regularnie, ale nie potrafi z nią rozmawiać. Aby nie siedzieć w ciszy, czyta żonie książki. Na drugim biegunie w sercu Grossa kiełkuje uczucie do pewnej bibliotekarki, która wpadła mężczyźnie w oko. Czy jednak to w porządku wobec nieprzytomnej Agnieszki? Komisarz katuje się wyrzutami sumienia i na okrągło rozmyśla o tym, co zrobić i którego uczucia posłuchać. Wciąż nie dogadał się także z synem, który nagle zniknął i nie daje znaku życia. Do rozterek Grossa dołącza w tym tomie ze swoim rozdarciem wewnętrznym Skałka, którą dręczy samobójstwo kochanka. Nieśmiała miłość do Lemańskiej, ból spowodowany doprowadzeniem do ucieczki syna, lęk przed samotnością to tylko niektóre fragmenty składające się na dość rozbudowaną tym razem warstwę emocjonalną powieści.   

Dwa poprzednie tomy podniosły poprzeczkę bardzo wysoko. Zastanawiałam się, czy trzeci tom dorówna poprzednikom. I właściwie nie było źle, czytało mi się dobrze, jednak muszę przyznać, że miałam trochę większe oczekiwania. Pomysł na intrygę przypominał mi trochę ten z „Wady”. Tam stara sprawa, nad którą pracował Gross, była sprzed trzydziestu lat i wiązała się ze zbrodnią rozpracowywaną aktualnie.
Momentami miałam wrażenie, że brak pomysłu na szersze rozpisanie dość fajnej intrygi sprawił, iż strony powieści wypełniono na przykład streszczeniem fabuły książki, którą Bernard czytał żonie, czy jego powtarzającymi się rozmyślaniami nad poczuciem zawieszenia i zbliżającą się samotnością. Coś zadziało się także z redakcją. Początkowo świetny tekst nagle zaroił się od literówek i błędów… Jakby komuś spieszyło się do poznania zakończenia.  
Wydaje mi się, że ten tom jest najsłabszy z trzech w cyklu, jednak zakończenie pozwala mieć nadzieję, że Gross powróci w kolejnej powieści i, ponieważ mimo wszystko lubię tego gościa, mam nadzieję, że z czwartą intrygą pójdzie mu lepiej.


Tytuł: „Zadra”
Autor: Robert Małecki
Gatunek: kryminał z warstwą obyczajową
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Bernard Gross, tom 3

Moja ocena: 4/6

Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem jakkupowac.pl


środa, 25 grudnia 2019

"Wada" Robert Małecki - recenzja



Drugi tom serii przygód komisarza Grossa nie rozczarował mnie fabułą. Robert Małecki znów zaprosił czytelników do śledzenia działań policji w nietypowej sprawie. Mamy bowiem miejsce zbrodni pełne krwi, ale ciała, narzędzia zbrodni i sprawcy brak. Zatem co wydarzyło się nad jeziorem? Do kogo należą znaleziona w lasku czerwona bielizna i czy namiot na pewno stał się miejscem jakiejś zbrodni? Bernard Gross nie ma żadnego punktu zaczepienia, nikt niczego nie widział, a komisarz nie ma pojęcia, od czego zacząć. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie dołożył wszelkich starań, by przynajmniej spróbować rozwiązać tę zagadkę.

Gross podejmuje się również przejrzenia nierozwiązanej sprawy sprzed trzydziestu lat. Pewien dzień, w którym zaginęła Krystyna Palacz i jej maleńki synek, zmienił na zawsze życie jej męża i starszej córeczki, Magdy. Mężczyzna z córką poświęcił życie, by poznać prawdę o zniknięciu żony, ale lata poszukiwań poszły na marne. Czy Gross spojrzy na akta świeżym okiem i wyłowi brakujące ogniwa?

Niestety, ogromne zaangażowanie komisarza i jego ekipy w obie sprawy niewiele pomaga. Odnalezione z wielkim trudem ślady gmatwają wszystko, zamiast rozjaśniać. Czy te dwie sprawy coś łączy? Jak ujawnienie mrocznej tajemnicy z przeszłości wpłynie na ich rozwikłanie?

Akcja powieści nie jest zawrotna, nie znajdziecie tu pościgów czy rozlewu krwi, ani makabrycznych opisów. Autor skupia się bardziej na śledztwach i kolejnych poszlakach, pozwala obserwować działania policjantów i ich miotanie się między świadkami i dowodami. Chyba nawet lepiej, że fabuła rozwija się powoli, ponieważ mam wrażenie, że w tym tomie wątków i postaci jest więcej niż w „Skazie”, więc jest czas na poukładanie sobie wszystkiego. Przyznam się jednak, że dla mnie zagadki te okazały się zbyt skomplikowane i nie udało mi się przejrzeć zakończenia. Szacun dla autora za pomysł i wysoki poziom opisania całej tej historii. 

Oprócz prowadzonego podwójnego śledztwa autor zaserwował czytelnikowi również warstwę obyczajową, którą ja osobiście w kryminałach bardzo lubię. Żona Grossa wciąż przebywa w ośrodku dla „śpiochów”. Jej sytuacja nie zmieniła się, tymczasem komisarz bardzo przeżywa zniknięcie ich syna. Bartek wyszedł z domu, a jego telefon nie odpowiada. Gdzie udał się chłopak? Dlaczego postanowił opuścić ojca? Trudne zadanie postawił przed komisarzem autor. Kazał mu bowiem analizować nie tylko sprawy zawodowe, ale także własne życie.

Z niecierpliwością czekam na trzeci tom serii, ponieważ jestem bardzo ciekawa, co autor nam zaproponuje. Liczę tylko na lepszą korektę, bo kilka błędów, takich z przytupem, znalazłam ;-)

Polecam tę serię wielbicielom twórczości kryminalnej Katarzyny Puzyńskiej, Camilli Läckberg czy innych pisarzy, tworzących kryminały lub thrillery z warstwą obyczajową.

Tytuł: „Wada”
Autor: Robert Małecki
Gatunek: kryminał z warstwą obyczajową
Liczba stron: 536
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Bernard Gross, tom 2

Moja ocena: 5/6


poniedziałek, 26 listopada 2018

"Skaza" Robert Małecki - recenzja


Zacnej grubości tomiszcze z intrygującą okładką przyciągnęło mój wzrok, kiedy tylko książka ta pojawiła się wśród nowości Czwartej Strony. Chociaż nie czytałam wcześniejszych powieści Roberta Małeckiego, postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po tę lekturę. Czy się zawiodłam? No cóż, może zacznę od tego, że to będzie kolejna recenzja, w której ocena będzie podwójna i obejmie osobno pomysł na fabułę, intrygę i bohaterów oraz względy techniczne. Jeśli czytacie moje recenzje wiecie, że zwracam na to uwagę. Może to czepianie się, może marudzenie, ale nic na to nie poradzę, że tak już mam. Kiedy czytam książkę, jest dla mnie ważna nie tylko historia, którą opisuje autor, ale także to, czy zadbano o piękny język czy choćby brak literówek, o innych błędach już nie wspomnę :)

"Skaza" nie jest typowym kryminałem. Nie spodziewajcie się hektolitrów krwi czy flaków na wierzchu. To zagadka z mnóstwem pytań bez jasnych odpowiedzi i obyczajowym tłem. Czyli to, co Bibliotecznie lubi najbardziej. Podobny klimat znajdziecie, na przykład, u Pani Kasi Puzyńskiej. Nie każdemu jednak może się to podobać, bo wątek prezentujący życie codzienne bohaterów i ich problemy może się komuś wydać przegadany i nudnawy. Ja lubię obserwować opisywane w powieści zmagania z życiem. Warstwa obyczajowa jest dla mnie dopełnieniem wątku kryminalnego. W ten sposób lepiej poznaję stworzone przez pisarza postacie. Bohaterowie stają mi się przez to bliżsi.

Bernard Gross to policjant, dla którego podejmowane sprawy nie są tylko numerami akt. Za każdą z nich stoją ludzie i ich dramaty. Dlatego komisarz angażuje się w dochodzenia całym sobą i analizuje każdy najdrobniejszy ślad. Możliwe jest też, iż taki sposób pracy związany jest z tym, z czym zmaga się mężczyzna w życiu osobistym. Żona komisarza od lat przebywa w ośrodku dla "śpiochów", czyli osób znajdujących się w śpiączce. Kobieta została zaatakowana we własnym domu przez nieznanego sprawcę. Gross nie zdołał zapobiec tragedii. Napastnik zbiegł, a jego żona zatrzymała się na etapie wegetacji. Syn pary nie poradził sobie z tą sytuacją, więc Bernard dźwiga na swoich barkach również ten problem. Obwinia siebie za wszystko, co spotkało jego rodzinę, i wciąż poszukuje człowieka, który tamtego feralnego dnia uciekł mu sprzed nosa.  

Akcja "Skazy" rozpoczyna się w chwili, kiedy w skutym lodem jeziorze pewna dziewczynka dostrzega zwłoki. Topielcem okazuje się być nastolatek, mieszkaniec niewielkiej Chełmży. W unieruchomionej przez lód na jeziorze łódce Gross odkrywa drugie ciało, tym razem starszego mężczyzny, wyglądającego na bezdomnego. Na pierwszy rzut oka zbrodni nie ma. Obie śmierci wyglądają na nieszczęśliwe wypadki. Ale czy na pewno? W dodatku nikt nie rozpoznaje staruszka, a jego wygląd nie do końca pasuje do stereotypowego wizerunku osób bezdomnych. Gross rozpoczyna śledztwo. 

Autor po mistrzowsku przedstawił Chełmżę. To małe miasteczko i jego mieszkańcy zaserwują czytelnikowi prawdziwy koktajl tajemnic i niejasności. Nie obejdzie się też bez kłamstw i kłamstewek różnego kalibru. Do tego dojdą obyczajowe smaczki, zdrady, pobicia, nieporozumienia i wzajemne oskarżenia. Dla wielbiciela obyczajowych kryminałów to prawdziwa gratka! Wszystkie nitki będzie próbował powiązać Gross. Czy mu się to uda? Zadanie jest naprawdę trudne.     

Powieść prowadzona jest dwoma torami. Obserwujemy wydarzenia rozgrywające się współcześnie, ale równocześnie uczestniczymy w innych, sprzed dziesięciu lat, które doprowadziły do zaginięcia trojga ludzi. Czy sprawa sprzed lat, zniknięcia małżeństwa Tarasewiczów i Elżbiety Jaworskiej, łączy się ze śledztwem dotyczącym odnalezionych na jeziorze ciał? 

Jeśli chodzi o teksty z okładki, to muszę przyznać, że wspomniany tam mrok dostrzegłam głównie w samym bohaterze, Bernardzie, który zmaga się z samym sobą i przytłaczającą go przeszłością. Można tu dodać również jego kolegów po fachu, Otrembę i Skałkę, którzy hodują własne demony, nad którymi usiłują zapanować. Narastające problemy, zmęczenie i permanentny brak snu nie pomagają w działaniach operacyjnych. Czy policjanci zdołają poznać tożsamość człowieka z łódki? Kim był człowiek, który zaatakował Agnieszkę Gross i czy jest w jakiś sposób powiązany z obecnymi sprawami?    

Ocena książki pod względem technicznym.
Wszystkie plusy, opisane przeze mnie powyżej, psuły mi wszechobecne literówki i powtórzenia. Nie poradzę nic na to, że trudno mi się skupić na fabule i cieszyć rozwiązywaniem sprawy kryminalnej wraz z głównym bohaterem i jego współpracownikami, kiedy co chwilę trafiam na jakieś językowe "kwiatki". Uważam, że od tego jest korektor i redaktor, aby powieść była jak najlepsza. Kiedy autor pracuje nad tekstem tyle czasu, ile trwa stworzenie takiej powieści, pewnych rzeczy już nie dostrzega. Po to jest ekipa, która ma za zadanie wyłapać wszystkie niedoskonałości. Tutaj "drużyna pierścienia", niestety, zaspała... 
Podsumowując, gdyby nie te błędy, byłoby idealnie. Więc moja ocena strony technicznej to jedynie 3/6.  


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona