Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Insignis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Insignis. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 września 2022

"Szkoła niemieckich narzeczonych" Aimie K. Runyan - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

"Szkoła niemieckich narzeczonych" zwróciła moją uwagę nietypową fabułą. Do tej pory nie trafiłam na książkę, w której mogłabym przeczytać o tym, jak wyglądało życie mieszkańców Berlina w czasie wojny. Zainteresowała mnie ta perspektywa. W powieści poznajemy trzy młode kobiety, których życie toczy się właśnie w Berlinie. Dwie z nich to Niemki, trzecia zaś należy do kategorii Mischling, co znaczy, że jej matka była Żydówką, a ojciec gojem.

Kiedy umiera matka Hanny Rombauer, dziewczyna zostaje niezwłocznie odesłana przez ojca do stryja Ottona i stryjenki Charlotte do Berlina, gdzie ma skończyć szkołę, a później wyjść za mąż za wysoko postawionego Niemca i stworzyć z nim idealny związek na chlubę Trzeciej Rzeszy. Pobyt w pięknym domu stryjostwa nie jest dla Hanny przyjemnością. Stryjenka ukierunkowana jest wyłącznie na przygotowanie dziewczyny do zamążpójścia, a w grę wchodzi tylko jeden z niemieckich oficerów, najlepsza partia w Berlinie, kapitan Friedrich Schroeder. Oboje ze stryjem Ottonem nie dopuszczają najmniejszej niesubordynacji ze strony Hanny, która czując się zobowiązana za okazane jej dobro i przyjęcie pod swój dach, nie ma wyjścia i musi podporządkować się wszystkim pomysłom opiekunów. 

W nowej szkole Hanna poznaje Klarę Schmidt, z którą szybko się zaprzyjaźnia. Klara również jest Niemką i jej matka dąży do tego samego, do czego zmierza stryjenka Hanny. Walka o uwagę kapitana Schroedera trwa krótko. Mężczyzna wybiera Hannę, która w ogóle nie jest zainteresowana jego osobą. Wolałaby się uczyć i zostać lekarką, jak jej zmarła matka. Jednak kobiety nie mogły praktykować, więc studia Hanny byłyby bezcelowe. Klara wprawdzie nie kochała kapitana, ale liczyła na małżeństwo z nim i wygodne życie niemieckiej żony. Niestety okazja przeszła jej koło nosa. Sytuacja ta zakłóciła przyjacielską relację między dziewczętami.   

Trzecią bohaterką, niemiecką Żydówką, jest Mathilde Altman. Dziewczyna mieszka wraz z matką nad sklepem, w którym sprzedają materiały i szyją stroje na zamówienie. Jej matka ze swoją żydowską urodą, jest zmuszona przebywać głównie w mieszkaniu, gdzie nie kłuje w oczy niemieckich obywateli i żołnierzy, których mnóstwo przebywa w stolicy Niemiec. Tilde zajmuje się wszystkim, włącznie z załatwianiem wizy, która umożliwiłaby im wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Nie jest to jednak takie proste. Ktoś musi je zaprosić. Kiedy z Nowego Jorku przychodzi dokument potwierdzający, że pani Altman jest tam oczekiwana przez członków rodziny, Mathilde przekonuje kobietę, aby ratowała życie i uciekała z Berlina. Thilde ze swoją urodą odziedziczoną po ojcu nie jest w tak dużym niebezpieczeństwie. Z takim wyglądem i nazwiskiem wielu ludzi bierze ją za Niemkę. Poza tym kobieta oddała serce Samuelowi, którego nie potrafiłaby zostawić samego. Kiedy młodzi pobierają się potajemnie, nie mają pojęcia jak trudnych chwil wkrótce będą musieli doświadczyć.

Losy dziewcząt przeplatają się. Klara jest niejako łączniczką wydarzeń dotyczących pozostałych dwóch bohaterek. Nie będę zdradzać w jakich sytuacjach przyjdzie im się spotkać, ale nie będą to beztroskie chwile. 

Chociaż jest to literatura wojenna, nie znajdziemy tu opisów walk ani warunków panujących w obozach koncentracyjnych. Fabuła skupia się na życiu młodych niemieckich dziewcząt, ich marzeniach, które nie zawsze idą w parze z planami opiekunów. Tytułowej szkoły niemieckich narzeczonych jest tu bardzo niewiele. Dopiero pod koniec książki Hanna i Klara spotykają się w willi, w której wraz z innymi Niemkami mają nauczyć się wszystkiego, co będzie im niezbędne do założenia rodziny. Szybko wpadają w spore tarapaty, jednak nie zdradzę, co takiego im się przytrafiło. 

Akcja powieści nie jest szczególnie dynamiczna. Obserwujemy na przemian każdą z trzech bohaterek, dylematy, przed którymi stają, podejmowane decyzje i ich konsekwencje. Czy dziewczęta będą szczęśliwe mimo wojennego czasu? Jak zakończy się nauka w szkole dla niemieckich Frauen? Czy przyjaźń dziewcząt przetrwa próbę czasu?

Jeśli interesuje Was inne spojrzenie na wojenne czasy, przeczytajcie historię Hanny, Klary i Thilde.

Tytuł: "Szkoła niemieckich narzeczonych"
Autor: Aimie K. Runyan
Gatunek: powieść wojenna z wątkiem obyczajowym
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Insignis

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis

niedziela, 31 lipca 2022

"Metro 2035" Dmitry Glukhovsky - recenzja

Kiedy brakuje czasu na czytanie, a książka liczy sobie ponad pięćset stron, czasami czyta się trudniej. I tak było w przypadku trzeciego tomu cyklu Metro. A może nie tylko czas miał tutaj znaczenie? Momentami naprawdę ciężko było mi zrozumieć wypowiedzi bohaterów i ich dialogi. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, czy mojego rozproszenia. Trudno powiedzieć.

Pierwszą częścią byłam zachwycona. Wciągnął mnie stworzony przez autora świat, a bohaterowie byli realistyczni, prawdziwi i mroczni w postapokaliptycznym środowisku, w którym przyszło im żyć. Drugi tom jest w tej historii właściwie neutralny. Gdyby go nie było, nic byśmy nie stracili, ale z drugiej strony opowieść o Homerze i Hunterze, którzy muszą uratować podziemny świat przed epidemią to taki przerywnik przed finałem trylogii. Trzeci tom przenosi czytelnika z powrotem do części pierwszej i prowadzi wraz z bohaterami do finału, na który z zainteresowaniem czekałam. Tym razem dostajemy mieszankę Homera, Artema i dosłownie jeden procent Huntera... 

W tomie trzecim powraca Artem i to on staje się tutaj głównym bohaterem. Ignorując niebezpieczeństwo, wychodzi na powierzchnię, by łapać tam fale radiowe. Jest przekonany, że nie tylko mieszkańcy Moskwy przetrwali kataklizm i gdzieś tam, daleko, mieszkają inni ocaleni. Nikt mu nie wierzy, wszyscy traktują go jak wariata, a żona ma mu za złe, że tak się naraża, zamiast żyć jak inni. W końcu mężczyzna wyrusza w drogę przez metro i nie tylko, a jego celem jest udowodnienie wszystkim, że to on ma rację i można wrócić do życia na powierzchni. Dlaczego władze nie chcą pozwolić Artemowi odkryć prawdy o życiu na powierzchni? Kto wyruszy z mężczyzną w niebezpieczną drogę po odpowiedzi? Jak skończą się jego wysiłki? 

Muszę szczerze napisać, że zmęczyłam się tym tomem. Nie z powodu jego rozmiarów, bo bez problemu łykam takie i grubsze tomiszcza. Nie mogłam się jednak połapać w dość chaotycznych rozmowach bohaterów, ciągłych powtórzeniach i urywanych zdaniach. Nie mogłam znaleźć w nich logiki i w końcu szłam dalej, pomijając część dialogów. 

Trylogia Metro jako całość zupełnie mi się nie łączy. Brakuje mi jakiegoś spajającego te trzy książki elementu. Większość wydarzeń uleciała z pamięci bardzo szybko. Zostały główne wątki i wybrani bohaterowie, a wraz z nimi poczucie chaosu i brak połączeń między fabułami poszczególnych tomów. Chociaż może po prostu to ja ich nie znalazłam.

Podobał mi się natomiast przedstawiony przez autora obraz mieszkańców metra. Ich zachowanie, podejmowane decyzje, rozterki i codzienne sprawy, tak bardzo różne od tego, co znamy. Miejsce akcji jest mroczne i klaustrofobiczne. Czytając, czułam momentami przytłaczające mnie ściany i sufit poszczególnych stacji. Zapachy, dźwięki, małe przestrzenie, to wszystko tam jest i żyje swoim życiem. Cała ta otoczka pozwala zrozumieć finał powieści i całej trylogii. Nie będę Wam tu jednak spojlerować :-)

Jeśli lubicie powieści postapo, spróbujcie wyruszyć do Metra.

Tytuł: "Metro 2035"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 546
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Metro, tom 3

Moja ocena: 4/6

niedziela, 10 lipca 2022

"Metro 2034" Dmitry Glukhovsky - recenzja

Drugi tom trylogii Metro, której autorem jest Dmitry Glukovsky, wciągnął mnie w moskiewskie podziemia bardzo szybko. Stworzenie przez pisarza całego postapokaliptycznego świata wymagało ogromu pracy, by to powieściowe uniwersum było realistyczne. 

W tej części na pierwszy plan wysuwa się staruszek, którego nazywają Homer, a łącznikiem z tomem poprzednim jest postać Huntera. Oprócz tej dwójki spotkamy jeszcze dziewczynę Saszę oraz muzyka Leonida. Nasi bohaterowie skupiają się na głównym celu, jakim jest zneutralizowanie zagrożenia - w jednej ze stacji pojawia się niebezpieczeństwo epidemii. Choroba jest straszna, nie wiadomo w jaki sposób atakuje i nie ma na nią lekarstwa. Hunter widzi tylko jedno rozwiązanie - unicestwienie ludzi żyjących na zainfekowanej stacji. Wraz z Homerem usiłują przedostać się do Tulskiej, by zniszczyć ognisko epidemii zanim wirus się rozprzestrzeni. Po drodze dołącza do nich Sasza, która traci ojca i udaje jej się uciec ze stacji, na której żyła do tej pory jak na zesłaniu. Ostatnim członkiem ekipy zostaje Leonid, młody muzyk, dość tajemniczy w swoim zachowaniu. Chociaż może określanie tej czwórki mianem ekipy jest trochę na wyrost. W pewnym momencie bowiem bohaterowie rozdzielają się i na własną rękę próbują rozwiązać problem epidemii. Co z tego wyniknie?

Akcja nie jest szczególnie dynamiczna. Przyspiesza w scenach walki z mutantami. Główny motyw drogi uzupełniają pomniejsze wątki, jednak najmniej przypadł mi do gustu ten... nazwijmy go... miłosny. Taki jakiś był toporny i kompletnie zbędny na moje oko. Zupełnie mnie nie przekonał.   

Glukhovsky stworzył ciekawe postaci, każda ma swój charakter, staje przed różnymi wyborami, mierzy się z dylematami różnego kalibru i próbuje przetrwać w metrze. Może trochę za dużo tym razem było filozofowania, ale to za sprawą Homera, który w drodze pisze książkę, a zatem musi trochę spraw przemyśleć i przeanalizować. Na tapet bierze głównie ludzkość i jej umiejętność przetrwania, czający się w duszy człowieka mrok i brudy pochłaniające świat. 

Przede mną trzeci i ostatni tom cyklu. Zobaczymy, jak autor postanowił zamknąć tę historię.

Tytuł: "Metro 2034
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron:
Wydawnictwo: Insignis
cykl: Metro, tom 2

Moja ocena: 5/6

piątek, 13 maja 2022

"Wędrowiec" Suren Cormudian - recenzja

Nie każdy tom cyklu Uniwersum Metro z przeczytanych do tej pory przypadł mi do gustu. Wiele zależy od lekkości pióra autora, bo o postapokalipsie trzeba umieć pisać. Do wymyślenia jest cały świat i jego mieszkańcy. Tutaj dodatkowo trzeba się trzymać głównego pomysłu i na jego bazie zbudować coś nowego, co zaskoczy i wciągnie. 

Siergiej to stalker, który mieszka w moskiewskim metrze, na stacji Tulska. Pewnego dnia na stacji pojawia się tajemnicze dziecko i dziwnie zachowujący się mężczyzna. Po krótkim czasie dziecko umiera, a jego opiekunka również zostaje znaleziona martwa. Kobieta to ukochana Siergieja, więc jest to dla stalkera cios. Mężczyzna postanawia wyruszyć na wyprawę, której celem ma być znalezienie odpowiedzi na kilka dręczących go pytań. Nie idzie sam. Zabiera ze sobą nieznajomego, który zachowuje się bardzo podejrzanie i prawie się nie odzywa, jakby nie potrafił mówić. Po drodze czeka ich wiele niebezpiecznych sytuacji.

W tomie nie ma zbyt wielu postaci. Główni bohaterowie to Siergiej i Wędrowiec, który z każdą kolejną stroną więcej mówi, co dodaje ich rozmowom humoru. Siergiej jest znany i poważany w podziemnym świecie. Jego specjalnością jest zdobywanie na powierzchni książek, które później sprzedaje zainteresowanym. 

Lekkość opisów i wartka akcja sprawiają, że książkę czyta się płynnie i szybko. Może nie jest to niezwykle zaskakująca fabuła, ale wciągnęłam się i z przyjemnością podążałam za dwójką podróżników, którzy w końcu stali się sobie bliscy jak przyjaciele. Autor odmalował świat metra w ciekawy sposób, chociaż miałam wrażenie, że w jego wizji istnieją tylko komuniści i faszyści. Może przydałoby się trochę więcej różnorodności, ale z drugiej strony to był jedynie wycinek metra. 

"Wędrowiec" to pierwszy tom serii Z skraju na skraj. Myślę, że wkrótce sięgnę również po drugi tom, aby poznać dalsze losy Siergieja. 

Tytuł: "Wędrowiec"
Autor: Suren Cormudian
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Z skraju na skraj, tom 1

Moja ocena: 5/6


czwartek, 5 maja 2022

"Koniec Drogi" Dmitry Glukhovsky - recenzja

"Koniec Drogi" to opowiadanie, którego autorem jest Dmitry Glukhovsky. Jest ono dodatkiem do jednej z powieści zaliczającej się do cyklu Uniwersum Metro 2033. 

Na zaledwie sześćdziesięciu jeden stronach pisarz w mistrzowski sposób odmalował atmosferę postapokaliptycznego świata i cały wachlarz emocji, które odczuwa główny bohater, trzynastoletni Wańka. Chłopiec mieszka z rodziną w niewielkiej wiosce. Wraz z innymi mieszkańcami próbują przetrwać w świecie po apokalipsie. Radzą sobie nieźle, a historie sprzed końca świata zacierają się w ich pamięci. Coraz mniej jest świadków tamtego życia. Pewnego dnia ojciec chłopca zawstydza go przed dziewczyną, która się Wańce podoba. To wydarzenie przepełnia czarę goryczy i motywuje chłopaka do ucieczki z domu. Postanawia wyruszyć w Drogę. Nikt nie wie, co znajduje się na jej końcu, więc Wania chce sprawdzić, czy są tam jakieś osady i inni ludzie. Nie wie nawet, jak bardzo niebezpieczna czeka go podróż.

Historia Wani wciąga i zaciekawia od pierwszej strony. Szkoda, że tak nagle się urywa. Aż prosi się, by stworzyć na jej podstawie pełnowartościową powieść. Ciekawe postacie, kilka niebezpiecznych sytuacji i Droga to naprawdę dobry materiał, który warto rozbudować.    

Tytuł: "Koniec drogi"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: opowiadanie, postapokalipsa
Liczba stron 61
Wydawnictwo: Insignis

Moja ocena: 6/6

niedziela, 9 stycznia 2022

"Metro 2033" Dmitry Glukhovsky - recenzja

"Metro 2033" to kolejna powieść postapo w moim dorobku czytelniczym. Imponujące rozmiary książki przekładają się na mnogość elementów, z których autor zbudował świat po zagładzie.

Po konflikcie atomowym ludzie żyją w moskiewskim metrze, ponieważ nie da się już mieszkać na powierzchni. Miejsce ludzi na górze zajęły mutanty, które były w stanie przystosować się do nowych warunków i przetrwać promieniowanie. Na jednej ze stacji mieszka Artem, młody chłopak, który pewnego dnia otrzymuje zadanie. Musi dostać się do stacji Polis, która jest postrzegana przez mieszkańców metra jako legendarna i najlepsza do życia. I bardzo trudno się do niej dostać. W czasach przed zagładą droga do Polis zajęłaby niewiele czasu, ale teraz zadanie, które zlecono Artemowi, mogło okazać się nie tylko trudne, ale wręcz śmiertelne. Mimo to Artem postanawia dostać się do Polis, aby przekazać wiadomość stalkerowi Młynarzowi. Po drodze czeka na niego wiele niebezpieczeństw. Jak sobie poradzi? Kto wraz z nim stawi czoła wrogom? 

Akcja powieści nie jest wartka. Sporo się dzieje, jednak wszystkie wydarzenia związane są z decyzjami podejmowanymi na bieżąco przez Artema. Chłopak wędruje przez kolejne stacje metra, gdzie spotyka wielu ich mieszkańców i przez jakiś czas uczestniczy w ich życiu lub oni dołączają do niego. Jego misja jest trudna, ale od jej powodzenia zależy przyszłość wszystkich ludzi, którym udało się do tej pory przetrwać w mrocznych tunelach metra.

Uniwersum stworzone przez autora jest pełne szczegółów, dzięki czemu wydaje się bardzo realistyczne. Do tego dodajmy opisy emocji i zachowań poszczególnych bohaterów i mamy kawał naprawdę dobrego postapo.      

Tytuł: "Metro 2033"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron:
Wydawnictwo: Insignis

Moja ocena: 6/6

piątek, 3 grudnia 2021

"Outpost 2" Dmitry Glukhovsky - recenzja

"Outpost 2" to kontynuacja, a zarazem finał historii, która zaczęła się w Jarosławiu, placówce znajdującej się na terenie Rosji-Moskowii. Znajdują się tutaj odpowiedzi na wszystkie pytania, które pojawiły się w trakcie lektury zarówno pierwszego, jak i drugiego tomu. 

W pierwszym tomie poznaliśmy mieszkańców Jarosławia, którzy stanęli oko w oko z czymś niewiadomym i strasznym, niebezpiecznym i tajemniczym. Czymś, co przyszło zza mostu, strzeżonego przez żołnierzy. Dlaczego nie można przedostać się na drugi brzeg rzeki? Co stało się z wodami Wołgi? Dlaczego Pałkan, najważniejszy człowiek w Placówce, nie może doprosić się pomocy z Moskwy? I co stało się z ekspedycją, której zadaniem było sprawdzenie sytuacji w Jarosławiu i zameldowanie o wszystkim imperatorowi? 

Tymczasem w Moskwie imperator decyduje o wysłaniu kolejnej ekspedycji do Jarosławia. Ma to być zwiad, którym dowodzić będzie kozacki setnik Jura Lisicyn. Stu żołnierzy wyruszy na spotkanie z nieznanym, ponieważ z poprzedniej wyprawy nie wrócił nikt. Lisicyn otrzymuje od imperatora tajne zadanie - ma dowiedzieć się prawdy o sytuacji, wrócić i zameldować o wszystkim władcy. Kozak czuje ciężar odpowiedzialności i postanawia zrobić wszystko, by wrócić do Moskwy z wieściami. W mieście zostawia ukochaną, baletnicę Katię, z którą chciałby się ożenić, kiedy to całe szaleństwo się skończy. Czy kobieta poczeka na niego? Czy uda mu się wrócić z niebezpiecznej wyprawy? Czy dowie się, czym jest zaraza, na którą zapada coraz więcej ludzi? Czy można jej zaradzić? Kto się uratuje, a kto poniesie klęskę? 

Michelle za wszelką cenę chce dotrzeć do Moskwy, w której ma nadzieję odnaleźć rodziców, a przede wszystkim ostrzec ludzi przed opętaniem i powiedzieć im, jak mogą się ochronić. Jej plan jest prosty - musi zabrać się z Lisicynem. On potrafi prowadzić samochód, jednak czy zdołają wydostać się z opętanego Jarosławia, zanim słyszącego wciąż kozaka dopadnie zaraza? Czy uda im się dotrzeć do celu i ostrzec mieszkańców Moskwy?

Ten tom wydał mi się pełniejszy, może dlatego, że tym razem obserwujemy akcję z perspektywy różnych bohaterów. Część z nich już znamy z pierwszego tomu, a niektórych dopiero poznajemy. Znani już z "Outpostu" Jegor i Michelle próbują przetrwać w chaosie i uratować się od opętania, które zatacza coraz większe kręgi. Lisicyn wyrusza z ekspedycją, by odnaleźć zaginionego przyjaciela, setnika Krigowa, i jego oddział. Katia, baletnica w Teatrze Bolszoj, przygotowuje się do zatańczenia roli życia w "Dziadku do orzechów", więc nawet zagrożenie opętaniem nie ma dla niej znaczenia. Każdy żyje swoim życiem i dąży do osiągnięcia celu, który sobie wyznaczył.  

Niesamowite wrażenie robią sugestywne i dość krwawe opisy spętanego koszmarem opętanych mieszkańców Jarosławia i Moskwy, w której w tym samym czasie ludzie żyją, jakby nic złego się nie działo. Nad bezpieczeństwem moskwian czuwają oddziały żołnierzy, którzy strzelają do każdego, kto zbliży się do murów miasta. Nie mają jednak pojęcia, jak niebezpieczna jest choroba, którą można zarazić się poprzez słowa. Większość mieszkańców Moskwy nie wierzy w opętanie, a ci, którzy wiedzą co to takiego, bagatelizują sprawę, udając, że ich to nie dotyczy. Jak zakończy się ta historia?

Glukhovsky stworzył dość ponurą postapokaliptyczną rzeczywistość, w której prym wiodą kłamstwa i manipulowanie ludźmi. Atmosfera wydarzeń jest duszna i przytłaczająca, co jednak nie znaczy, że bohaterowie się poddają. Nie wszystkim uda się przeżyć, ale będą i tacy, którzy nie odpuszczą bez walki. Jak potoczą się losy poszczególnych postaci? Kto przeżyje, a komu nie uda się przetrwać? 

Polecam obydwa tomy tego cyklu. Dla fanów fantasy i postapo będzie to literacka uczta. 

Tytuł: "Outpost 2"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 346
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Outpost, tom 2

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis

  

czwartek, 15 kwietnia 2021

"Outpost" Dmitry Glukhovsky - recenzja

"Outpost" to pierwsza powieść Glukhovsky'ego, którą przeczytałam. Byłam ciekawa, jak pisze autor bestsellerowej serii o Uniwersum Metro. Odczuwam pewien dysonans, ponieważ styl autora jest świetny, ale fabuła nie do końca przypadła mi do gustu. 

Akcja powieści rozgrywa się na terenie Rosji, ale nie tej, którą znamy jako niezwyciężone mocarstwo, tylko pokonanej przez Rozpad. Garstka ocalałych ludzi mieszka w Placówce, w Jarosławiu, gdzie rządzi Pałkan. Do Moskwy jest daleko, dwieście pięćdziesiąt kilometrów. Kiedyś żadna odległość, teraz praktycznie nie do pokonania. W drugą stronę drogi również właściwie nie ma. Jest most i ziejąca trującymi oparami Wołga. Nie wolno przechodzić przez most, bo to śmiertelnie niebezpieczne. Nie wiadomo, co czeka na drugim brzegu. Nikt tego nie wie, bo nikt nie sprawdził. Kiedy pewnego dnia od strony mostu zjawia się tajemniczy przybysz, mieszkańcy Placówki obserwują go z obawą, ale i zaciekawieniem. Nie wiadomo, czego się mogą po nim spodziewać. Czy mężczyzna jest po dobrej czy po złej stronie mocy? Kim jest i co przynosi? Co głosi?  

Glukhovsky zmontował bardzo realistyczny świat postapo, a właściwie jego wycinek, bo poza Placówką prawdopodobnie nic nie ma. Zamieszanie, niepewność, klaustrofobiczna atmosfera, widmo głodu, lęk, ale i ciekawość, co stało się z innymi ludźmi. Obserwujemy ten straszny świat wraz z Jegorem, przybranym synem Pałkana, który owładnięty jest myślą o tym, co znajduje się za mostem, a w jego sercu dryfuje uczucie do jednej z mieszkanek Placówki. Młody chłopak próbuje mimo wszystko spełnić chociaż jedno marzenie. Gdyby przekonał do siebie Michelle, która go fascynuje, byłby szczęśliwy. Czym zaistnieć? Michelle zepsuł się telefon. Wprawdzie w tym świecie nie ma już linii telefonicznych, ale na jego dysku jest całe dotychczasowe życie dziewczyny. Zdjęcia, muzyka, wspomnienia. Jegor postanawia wyruszyć za most, aby sprawdzić, czy tam nie znajdzie sprawnego telefonu...

Akcja nie jest szczególnie wartka. Czytamy o tym, jak żyje się w Placówce, jakie mieszkańcy mają problemy, co im doskwiera i kto tam rządzi. Wbrew pozorom czytało mi się to lepiej niż ostatnie sto stron, gdzie akcja przyspiesza. Sama nie wiem dlaczego. Możliwe, że dlatego, iż spodziewałam się trochę innego rozwiązania fabuły :-) 

Jeśli lubicie postapokaliptyczne klimaty Uniwersum Metro, zdecydowanie powinniście przeczytać tę powieść. 

Tytuł: "Outpost"
Autor: Dmitry Glukhovsky
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 348
Wydawnictwo: Insignis
PREMIERA: 24 marca 2021

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Insignis


wtorek, 16 marca 2021

"Droga stali i nadziei" Dmitrij Manasypow - recenzja

"Droga stali i nadziei" to kolejna książka należąca do cyklu Uniwersum Metro 2033. Trudno mi było zdecydować się, czy ta powieść mi się podobała, czy też nie do końca. Postapokaliptyczne klimaty lubię i nie była to pierwsza historia w tym gatunku, którą przeczytałam. Jednak poprzednie (różnych autorów) oceniam zdecydowanie lepiej. Dlaczego? Spróbuję dać odpowiedź na to pytanie poniżej.

Powieść rozpoczyna się sceną, w której mutanci mordują rodzinę uchodźców, od niedawna mieszkających w niewielkiej wsi. Okazuje się jednak, że córeczka zabitego małżeństwa prawdopodobnie żyje. Przyjaciel rodziny, Azamat, postanawia ich pomścić i odnaleźć dziecko. Wyrusza w tytułową drogę stali, a podczas wędrówki musi mierzyć się z różnymi niebezpieczeństwami, które w postapokaliptycznym świecie są na porządku dziennym. 

W wątku drugim lądujemy w Zakonie Odrodzenia, który przypomina obozy pracy i zagłady, jakie zakładali Sowieci. Przetrzymywani tam więźniowie stanowią coś w rodzaju "części zamiennych" dla Mistrza Zakonu, a przybytkiem tym zarządza niejaka Inga Wojnowskaja. Kobieta otrzymuje od Mistrza zadanie do wykonania - musi odnaleźć dziewczynę o niespotykanych zdolnościach telepatycznych - i również wyrusza w drogę.

Trzeci wątek związany jest ze stalkerem Morhołtem, który na swojej drodze spotyka Darię Darmową, dziewczynę potrafiącą czytać w ludzkich myślach i nie tylko... Ta dwójka wyruszy dalej razem, aby stawić czoła zmutowanej rzeczywistości. To właśnie Daria połączy wszystkie trzy wątki.

Ciekawe jest to, że akcja powieści rozgrywa się na powierzchni, a nie w metrze czy tunelach, jak to ma miejsce w innych powieściach z tego cyklu. Bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z atakującymi ich mutantami oraz z miejscami skażonymi, ale także z innymi ludźmi, bo w tym świecie każdy każdemu może być wrogiem.        

Dużą część tekstu stanowią opisy świata podnoszącego się powoli po katastrofie. Tego, jak żyją i zachowują się ludzie i jak wygląda świat. Chociaż sporo się tu dzieje, to jednak akcja nie wydała mi się wartka i wciągająca. Nie mogłam się początkowo połapać w tych przeskokach między wątkami, chociaż lubię takie zmiany. Jednak wkradł się tu spory chaos, może dlatego nie mogłam sobie tego wszystkiego poukładać. Oprócz opisów świata i zmian zachodzących w ludziach, pojawiają się również retrospekcje dotyczące m.in. pobytu bohaterów w wojsku, które mnie trochę rozpraszały. Dodatkowo nie podobały mi się niektóre dialogi. Możliwe, że tak wygląda atmosfera rosyjskich rozmów, ale kompletnie do mnie ten styl nie przemówił. Wszechobecne "A?" mnie denerwowało, a nad niektórymi wymianami zdań musiałam się zastanowić, bo trudno było się zorientować, który bohater wypowiada dane słowa.

Podsumowując, myślę, że pasjonaci cyklu przeczytają tę powieść z przyjemnością. Mnie trochę zmęczyła, ale były też fragmenty interesujące. Sceny walki z mutantami były dynamiczne i pełne emocji. Umiejscowienie akcji na powierzchni Ziemi było dla mnie nowością. Nie trafiłam jeszcze na podobną powieść, do tej pory czytałam tylko takie, w których wydarzenia rozgrywały się w podziemiach. 

Tytuł: "Droga stali i nadizei"
Autor: Dmitrij Manasypow
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 490
Wydawnictwo: Insignis
Seria: Uniwersum Metro 2033

Moja ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Insignis

sobota, 13 lutego 2021

Uniwersum Metro 2033: Droga stali i nadziei, Dmitrij Manasypow - zapowiedź


Już 24 lutego będzie miała swoją premierę najnowsza książka w Uniwersum Metro 2033: Droga stali i nadziei. Autorem jest Dmitrij Manasypow. U niego nie istnieją dobre rozwiązania. Żeby poradzić sobie w jego wizji świata, trzeba dopuścić się zła. Lecz czy nadal można mówić o złu, gdy wokół szaleją mutanty, a każdy dba wyłącznie o swoje dobro? W 2033 świat utracił swoje kolory, nie ma już czerni i bieli, wszystko jak okiem sięgnąć jest szare.

Bardzo jestem ciekawa tej powieści. Macie ją w planach?

sobota, 6 czerwca 2020

"Czerwony Wariant" Siergiej Niedorub - recenzja




Do serii Uniwersum Metro wracam co jakiś czas, by spędzić trochę czasu w świecie stalkerów i podziemnych tuneli. Tym razem postanowiłam sięgnąć po „Czerwony Wariant”, który jest trzecim tomem serii Uniwersum Metro 2035. Za mną już świetnie napisany pierwszy tom – „Piter” i również wciągający „Riese”. Została mi druga część „Pitera”, którą pewnie niedługo też sobie sprawię, bo jakże tak, zostawić serię bez przeczytania jednego z tomów cyklu? ;)

Akcja tego tomu rozgrywa się w kijowskim metrze i po części na powierzchni, czyli w zniszczonym mieście. Pewnego dnia Ptaki, czyli lokalna grupa stalkerów, znajduje na powierzchni człowieka w dziwnym skafandrze. Nikt go nie zna, a on sam zachowuje się specyficznie. Kiedy jest jasno, jest przytomny i rozmawia z przesłuchującymi go ludźmi, ale nie pamięta niczego sprzed odnalezienia go. Kiedy gaśnie światło, mężczyzna traci przytomność, a kiedy ją odzyskuje, znów niczego nie pamięta, nawet rozmowy, którą odbył przed chwilą. Władze Datapolis, stolicy postapokaliptycznego świata, podejrzewają, że jest to mieszkaniec legendarnej czerwonej linii metra, o której krążą niesamowite historie. Mężczyzna został rozpoznany przez dziewczynę, której umysł nie funkcjonuje prawidłowo, przez co nie da się z nią dogadać. Na pomoc zostaje wezwany Jon, samozwańczy i jedyny nauczyciel w metrze, który ma podejście do dzieci. Urzędnicy mają nadzieję, że jemu uda się dotrzeć do dziewczyny. Czy rzeczywiście Jon zdoła zrozumieć Elzę? Dokąd będzie musiał powędrować z nią, by znaleźć pomoc? I czy na pewno wszystko jest takie, jakim się wydaje?

Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Te tomy postapokaliptycznej serii, które przeczytałam, momentami zapierały dech w piersiach i robiłam, co mogłam, aby czytać szybciej, tak bardzo wciągała mnie akcja powieści. Tutaj autor postawił w dużej mierze skupił się na aspektach ekonomicznych podziemnego świata, a nie na walkach z mutantami i niebezpiecznych przeprawach. Owszem, główny bohater musi pokonać trasę metra, aby odnaleźć kogoś, kto mieszka na jej drugim końcu, ale zajmuje mu to zaledwie jeden dzień. Sporo miejsca poświęcone zostało na opis historii Krzyża (życie w metrze po Katastrofie), którą przebiegłam wzrokiem, nie mogąc doczekać się konkretnej akcji. Trochę brakowało mi natomiast elektryzujących wydarzeń podczas wędrówki Jona przez kolejne stacje.   

Ogólnie polecam tę powieść, jeśli ktoś lubi takie klimaty, ale nie spodziewajcie się typowej stalkerskiej atmosfery. Zdecydowanie lepsza wydaje mi się trylogia Diakowa i czytany niedawno "Mutant". Również "Riese", "Otchłań" i "Wieża" polskiego pisarza Roberta J. Szmidta bardziej mnie usatysfakcjonowały. Ale warto sięgnąć i po tę historię. Zakończenie rekompensuje przestoje w akcji.




Tytuł: „Czerwony Wariant”
Autor: Siergiej Niedorub
Gatunek: fantastyka, science-fiction, postapokalipsa
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Uniwersum Metro 2035

Moja ocena: 4/6



piątek, 1 listopada 2019

„Mutant” Andriej Butorin - recenzja



„Mutant” Andrieja Butorina z serii Uniwersum Metro 2033 to kolejna historia stworzona w ramach międzynarodowego projektu, którego pomysłodawcą jest Dmitry  Glukhovsky. Jest to bardzo nowatorski pomysł, który opiera się na tym, iż pisarze z całego świata tworzą powieści postapokaliptyczne, stosując się do reguł ustalonych przez Glukhovski’ego.

Od czasu Katastrofy świat to pełna mutantów zniszczona planeta. Na jej mieszkańców czyha wiele niebezpieczeństw, od krwiożerczych mutowilków po Dziadka Mroza i Świętą, którzy władają miastem o nazwie Wielki Ustiug. Przez dwadzieścia lat, które minęły od Katastrofy, napromieniowany świat nie jest już tym miejscem sprzed tragedii i nigdy już nim nie będzie.

Głównym bohaterem w tej historii jest Gleb, którego mutacja polega na tym, że jest owłosiony do tego stopnia, iż napotkane osoby uważają go za potwora, diabła czy małpę. Kiedy Gleb odzyskuje przytomność, orientuje się, że leży gdzieś w lesie i nie ma pojęcia kim jest, ani skąd się tam wziął. Kiedy dochodzi trochę do siebie, postanawia zrobić wszystko, by odzyskać utraconą pamięć, a wraz z nią wspomnienia i swoją tożsamość. Kiedy spotyka w lesie innego, trochę cudacznego pobratymca, któremu nadaje przezwisko Pistolet, postanawia zabrać go w drogę do miasta Wielki Ustiug. Liczy na to, że mieszkający tam Dziadek Mróz, o którym mówią, że ma magiczną moc, będzie w stanie przywrócić mu pamięć. Problem w tym, że wspomniany Dziadek Mróz raczej nie należy do tych dobrych, więc spotkanie to może skończyć się nawet śmiercią podróżników. Kiedy do tego interesującego duetu dołącza młodzieniec o imieniu Saszka, wędrówka do Ustiug nabiera tempa i kolorów. Zarówno Pistolet, jak i Saszka również mają swoje mutacje. Spodobał mi się pomysł na odmienną cechę pierwszego z nich, którą było przeinaczanie słów. Dzięki temu dialogi bohaterów zyskały sporo humoru. Nie raz uśmiechnęłam się, kiedy Pistolet wypowiadał takie słowa, jak „borówek”, „rzycimiele” czy „ekskremunitet”. Chociaż czasami kompletnie nieczytelne same w sobie, w kontekście łatwo można się było domyślić, o co mu chodzi. I w tym miejscu chylę czoła przed tłumaczem, Pawłem Podmiotko. Kawał dobrej roboty!

„– Witamy w Wielkim Ustiugu!... – mruknął sarkastycznie mutant.
– Marzenia się spieprzają.
– Trafiłeś w punkt. – Gleb uśmiechnął się gorzko. – Nasze marzenia chwilowo się spieprzyły.
– Nie no, miałem co innego na… – zaczął łuzanin, a potem machnął pozbawioną palców ręką. – Nieżawne. Jak się spieprzyły, to się odpieprzą”.

Autor stworzył ciekawy świat z konkretnymi regułami, według których żyją jego mieszkańcy. Bohaterowie w tej powieści to nie typowi, znani nam z innych tomów serii, stalkerzy. To mutanci, którzy próbują odnaleźć się w zniszczonym przez radiację świecie. Mieszkańcy Ziemi, którzy odczuwają emocje, podejmują dobre lub złe decyzje i niejednokrotnie walczą o życie. Trójka przyjaciół z uporem podąża do celu, a po drodze rozprawia się z napotkanymi niebezpieczeństwami. Obserwujemy ich w wielu różnorodnych sytuacjach, między innymi, jak płyną rzeką, wędrują lasem czy kryją się przed wrogami.

Nie przeczytałam na razie wielu książek z tej serii, ale mam wrażenie, że ta jest jedną z delikatniejszych wersji cyklu, a do tego nie ma kompletnie powiązania fabularnego z metrem. Ta fabuła nadawałaby się spokojnie na całkowicie odrębną powieść i kiedy zaczęłam lekturę, pierwszym moim skojarzeniem była „Droga” Cormaca McCarthy’ego, jednak po pewnym czasie uznałam, że jedynie motyw wędrówki jest podobny, a reszta fabuły to całkowicie odmienna historia.  

Chociaż nie obyło się bez błędów w tekście, głównie literówek, nie były one tak częste, by dekoncentrowały mnie podczas lektury. Fabuła jest momentami przewidywalna, ale to zupełnie nie przeszkadza. Wciągnęłam się w akcję, która jest wartka i pełna ciekawych wydarzeń. Polecam gorąco.


Tytuł: „Mutant”
Autor: Andriej Butorin
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 399
Wydawnictwo: Insignis
Seria: Uniwersum Metro 2033

Moja ocena: 5/6
  
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis


sobota, 3 sierpnia 2019

"Riese" Robert J. Szmidt - recenzja


Ta książka ma prawie 450 stron? Serio? Nie zauważyłam... ;)

Nie było takiej możliwości, żebym NIE przeczytała kolejnego tomu z cyklu Nowa Polska. Z ogromną przyjemnością wróciłam więc do świata bohaterów, których poznałam jakiś czas temu podczas lektury "Otchłani" i "Wieży". 


Świat po wojnie nuklearnej nie jest dobrym miejscem do życia. Faktem jest, że przetrwało niewielu, ale ci, którym się to udało, nie mogą już mieszkać na powierzchni ze względu na silne promieniowanie. Przystosowali się zatem do mieszkania pod ziemią, w kanałach, w grupach zwanych enklawami. Powierzchnię zaś zaanektowały zmutowane rośliny i zwierzęta. W takim właśnie świecie żyje Nauczyciel, jeden z ostatnich Pamiętających. Pamiętających życie i świat sprzed wojny. Mężczyzna ma niepełnosprawnego syna, którego chce chronić przed niebezpieczeństwami. Poznajemy ich w pierwszym tomie cyklu, "Otchłani". 

W drugiej części Nowej Polski do Nauczyciela dołącza większa grupa bohaterów. Jest też, znana z "Otchłani", energiczna Iskra, dziewczyna z niewyparzonym językiem. Świat po zagładzie nie zmienił się za bardzo. Ludzie wciąż żyją pod ziemią, jednak atmosfera zaczyna gęstnieć. Coraz trudniej im bowiem funkcjonować w takich warunkach, bez możliwości bezpiecznego wyjścia na powierzchnię. Tymczasem Nauczyciel otrzymuje zadanie do wykonania. Ma zażegnać kryzys w Nowym Watykanie, do czego nakłonili go Czyści. Nie jest to jednak jego jedyny cel. Wraz z drużyną wyrusza do tytułowej Wieży, by zrobić porządek z kanibalami.

I wreszcie trzeci tom cyklu - "Riese". Pasjonaci historii, a szczególnie czasów II wojny światowej, będą mieli zapewne natychmiastowe - i prawidłowe - skojarzenie z kompleksem, który powstawał w latach 1943 - 1945 na terenie Gór Sowich i pod zamkiem Książ. Projekt ten, będący dziełem nazistowskich Niemiec, nie został ukończony. Miał stanowić jedną z głównych kwater Hitlera. I właśnie tam rozgrywa się akcja powieści. 

Wśród bohaterów prym znów wiodą Nauczyciel, Paweł Remer, i Iskra, którzy pancernym pociągiem, wraz z wieloma mieszkańcami innych enklaw, zostają przewiezieni do kompleksu Riese. Okazuje się, iż jest to kolejne miejsce, gdzie po kataklizmie żyją Czyści. A sam kompleks wcale nie jest nieukończonym tworem, lecz świetnie przygotowanym do zamieszkania miejscem, którym rządzi niejaki Pułkownik. Obecny wygląd miejsce to zawdzięcza katorżniczej pracy przywożonych do Riese ludzi, oślepionych i pozbawionych dzieci. Pracują z pełnym oddaniem za... no właśnie, za co? Codziennym motywatorem i potwierdzeniem składanych im obietnic są wspaniałe warunki, w jakich pracownicy mieszkają w kompleksie. Smaczne posiłki, wygodne łóżka i możliwość regularnych kąpieli w czystej, ciepłej wodzie. Nauczyciel zamierza wypowiedzieć wojnę Pułkownikowi. Jego plany ulegają jednak zmianie w chwili, kiedy okazuje się, że istnienie i funkcjonowanie Riese to zaledwie czubek góry lodowej sekretów Czystych...

"Riese" to kolejna świetna historia z gatunku postapo, którą miałam okazję przeczytać. Wartka akcja nie pozwalała oderwać się od lektury. Autor stworzył barwne, wielowymiarowe postaci, spośród których na prowadzenie wychodziła Iskra. Jej dowcip i złośliwe wtręty może czasami były trochę przesadzone, ale widocznie taka już ona jest. Nadmiar energii ją rozpiera, jednak kiedy trzeba, potrafi zadziałać bezbłędnie. Wiele było sytuacji, w których wzajemnie mogli na siebie liczyć, weteran z ogromnym doświadczeniem życiowym i dziewczyna z równie wielką, niewyparzoną gębą. Duet idealny.  

Teoretycznie można czytać powieści z serii Nowa Polska osobno. Polecam jednak całą trylogię, najlepiej we właściwej kolejności. Jestem przekonana, że podczas lektury zastanowicie się, co jest bardziej niebezpieczne w tym świecie po wojnie nuklearnej: powierzchnia, pełna niebezpieczeństw ze strony mutantów i hulającego promieniowania, czy raczej ludzie, którym przyszło nauczyć się żyć pod ziemią, skąd nie ma ucieczki nie tylko od innych mieszkańców, ale przede wszystkim od samego siebie. 


Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

czwartek, 20 czerwca 2019

Wydawnictwo Insignis - nowości

Wydawnictwo Insignis rozpieszcza nowościami :-)
Zobaczcie, co ciekawego proponuje swoim czytelnikom.

PREMIERA: 19 czerwca




Każdy z nas instynktownie zdaje sobie sprawę z pozytywnego wpływu światła na nasz organizm. Szczególnie wtedy, gdy po zimie nadchodzi wiosna, a dni stają się jaśniejsze i dłuższe. Nauka zna wiele dowodów potwierdzających naszą intuicję. Więcej wciąż odkrywamy coraz więcej nowych - i często zaskakujących - faktów o dobroczynnych efektach przebywania na świeżym powietrzu i ekspozycji na światło naszej życiodajnej gwiazdy: Słońca. „W pogoni za słońcem to wypełniona ciekawostkami fascynująca podróż w czasie i przestrzeni, która uzmysławia nam, jak bardzo związani jesteśmy z naszą niezwykłą gwiazdą.



„Pamiętnik księgarza” to ujmująca od pierwszych stron słodko-gorzka opowieść, hojnie okraszona brytyjskim humorem. Jesteśmy przekonani, że dystans autora do samego siebie i wszystkiego wokół, sarkastyczne poczucie humoru i świetny zmysł obserwacji - Shaun Bythell zaskarbi sobie sympatię niejednego polskiego czytelnika. Nie szczędzi ironicznych uwag sobie, swoim ekscentrycznym pracownikom, odpłaca się pięknym za nadobne namolnym klientom.

Obejrzyjcie też filmik o "Pamiętniku...":




Przeprowadzając wahadłowiec przez potężny rozbłysk słoneczny, Jean Grey poświęca swoje życie, by uratować X-Menów. Zdarza się cud i superbohaterka się odradza.

Phoenix – jak głosi jej imię – powraca do życia, stając się jedną z najpotężniejszych istot we wszechświecie. Lecz kiedy wraz z X-Menami bierze udział w ataku na tajną organizację o nazwie Hellfire Club, pada ofiarą manipulacji, zdradza przyjaciół z drużyny i zmienia się w Czarną Królową.

Gdy moce Jean wymykają się spod kontroli, staje się jasne, że trzeba ją powstrzymać. Są tacy, którzy za wszelką cenę pragną jej śmierci; tymczasem X-Meni robią wszystko, by opanować Siłę Phoenix, nie zabijając przy tym Jean. Od ich zmagań zależą losy świata. 

Z tych trzech propozycji najbardziej zainteresował mnie Pamiętnik księgarza ;) A Wy widzicie coś dla siebie? :)

niedziela, 28 maja 2017

"Wieża" Robert J. Szmidt - recenzja

Tytuł: "Wieża"
Autor: Robert J. Szmidt
Gatunek: fantastyka, postapokalipsa
Wydawnictwo: Insignis



"Wieża" to kontynuacja również świetnie napisanej "Otchłani". Miejscem akcji jest Wrocław, a właściwie to, co z niego zostało po zagładzie. Obserwujemy kanały pełne ludzi próbujących przetrwać w zmienionym świecie. Mutanty, skażenie, mnóstwo niebezpieczeństw na powierzchni i wcale nie mniej pod ziemią. To trudna rzeczywistość, w której przyszło im żyć. Okazuje się jednak, że nawet w tak strasznym świecie może być jeszcze gorzej...
Świetnie zarysowana postać Nauczyciela, jednego z głównym bohaterów, dodaje powieści kolorów i emocji. Podążamy nie tylko jego ścieżkami, lecz mamy wgląd także w jego myśli, uczucia, dylematy. To sprawia, że mamy przed sobą pełnowymiarową postać. 
Fabułę zdominował jeden wątek. Nauczyciel, Pamiętający, dostaje do wykonania zadanie. Ma zażegnać zbliżający się wielkimi krokami kryzys w Nowym Watykanie. Zleceniodawcami są Czyści. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta, bo każda ze stron ma swoje ukryte motywy. Do tego Nauczyciel nie lubi, kiedy ktoś mu rozkazuje i ukrywa przed nim istotne elementy zadania. Postanawia zatem działać na własną rękę, by dowiedzieć się całej prawdy. Tym razem jednak nie chojrakuje już tak, jak w pierwszym tomie. Możemy dostrzec w nim pewną przemianę, być może związaną z wiekiem i większym bagażem doświadczeń. Rozumie już, że nie każda misja, której się podejmie, musi zakończyć się sukcesem. Ma jednak swój cel - zapobiec wojnie z kanibalami - Lekterytami. W związku z tym wyrusza do Wieży, którą okupują wspomniani wrogowie. Nie wyrusza sam. Zbiera ekipę, do której należy również m.in. znana z pierwszego tomu Iskra. Dialogi tych dwóch postaci sprawiały, że papierowy świat ożywał w mojej wyobraźni. Ich dyskusje, złości, przekomarzania i sarkastyczno-ironiczne żarciki były naprawdę świetne. 
Wyprawa do Wieży obfituje w niebezpieczne wydarzenia, nie brakuje krwi i wnętrzności, ale to jest właśnie "urok" tej książki.   
Dynamiczna akcja i częste jej zwroty sprawiają, że dreszcz niepewności towarzyszy czytelnikowi niezmiennie podczas lektury. Bez wahania polecam książkę każdemu, kto lubi mocną powieść postapo.

środa, 20 lipca 2016

"Do światła", "W mrok", "Za horyzont" Andriej Diakow - recenzja

Tytuł: "Do światła", "W mrok", "Za horyzont"

Autor: Andriej Diakow

Gatunek: fantastyka, science-fiction, postapokalipsa
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Trylogia Diakowa
Seria: Uniwersum Metro 2033

Wakacyjne miesiące, a więc i wakacyjna recenzja. Tym razem książka potrójna, czyli trylogia Diakowa, wydana przez Insignis i wchodząca w skład serii Uniwersum Metro 2033.
Powieść tę mogłam przeczytać dzięki uczniowi, który pożyczył mi ją na wakacje i muszę przyznać, że naprawdę wyrwała mnie z trampek :-) 
Okładki trylogii intrygują i zachęcają do poznania tej historii. Są mroczne i zdradzają klimat powieści, pokazując jednak zaledwie ułamek tego, co czeka czytelnika w środku. Rozpoczęcie lektury równa się wejściu w świat zniszczony przez atomowe zabawy ludzkości z życiem i śmiercią. Świat pełen promieniowania, niebezpiecznych mutantów, głodu i zezwierzęcenia. 
Ocalali z katastrofy ludzie żyją pod ziemią w strasznych warunkach, w przystosowanych jako tako do mieszkania stacjach metra. Ci, którzy decydują się wyjść na powierzchnię, to najczęściej stalkerzy lub samobójcy, bo bez specjalnego kombinezonu i doświadczenia w takich wędrówkach wyjście najczęściej kończy się śmiercią śmiałka. 
Pewnego dnia społeczność ocalałych z petersburskiego metra odbiera sygnał świetlny, który mógłby świadczyć o tym, że gdzieś jeszcze są inni ocalali ludzie. Dotarcie do Kronsztadu, skąd prawdopodobnie pochodził ów sygnał, jest jednak bardzo niebezpieczne. Może tego dokonać tylko ktoś doświadczony, komu nie są straszne żadne żyjące na powierzchni potwory. Tym człowiekiem jest Taran, stalker. Zgadza się on wyruszyć na wyprawę, ale stawia warunek - chce dostać w zamian dwunastoletniego dzieciaka ze stacji Moskiewskiej, Gleba, który ma ruszyć w podróż razem z nim. Gleb jest przerażony perspektywą przebywania na powierzchni, do tego jeszcze w towarzystwie gburowatego i zwalistego, obcego mężczyzny. Wyjścia jednak nie ma. Został przehandlowany... Z czasem pojawi się więcej ciekawych bohaterów, wśród których wyróżnia się na przykład Dym, zielonoskóry mutant i przyjaciel Tarana. 

Akcja powieści jest bardzo wartka, a kolejne wydarzenia rozgrywają się momentami błyskawicznie. Nie ma czasu na nudę, włosy wciąż stają dęba, a po plecach wędrują nieustające ciary. Kolejne przeszkody wyrastają na drodze drużyny jak grzyby po deszczu, ale podczas lektury na szczęście nie odnosi się wrażenia, że to motyw "zabili go i uciekł". Wbrew przeciwnie, są i tacy, którym nie będzie dane dotrzeć do celu wyprawy... Postaci są świetnie zarysowane, do tego stopnia, że naprawdę można się z nimi zżyć. Obserwowanie zmagań każdego z nich z otoczeniem i samym sobą to bezcenne doświadczenie. 

Jak potoczy się wspólne życie Tarana i Gleba? Czy chłopak przekona się do nowego opiekuna? Czy pomoże mu w trudnej przeprawie, czy raczej będzie zawalidrogą? Kto jeszcze dołączy do wyprawy? Czy wszyscy będę po tej samej stronie barykady? Kim okażą się nadawcy świetlnego sygnału? 
Pytań jest wiele, a to dopiero początek trylogii. O pozostałych dwóch tomach nie będę się rozpisywać, bo nie chcę popsuć przyjemności z lektury. Poza tym, jak to w trylogiach bywa, jeśli napiszę choć odrobinę o fabule drugiej i trzeciej części, to automatycznie będzie to spoiler poprzednich tomów :-) W każdym razie będzie się działo, oj będzie. 

Polecam bez wahania!