Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Mięta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 maja 2025

"Tajemnica nauczycielki" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja


Tytuł: "Tajemnica nauczycielki"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: literatura dziecięca z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Klub Kwiatu Paproci, tom 4

Moja ocena: 5/6

"Tajemnica nauczycielki" to czwarty tom cyklu słowiańskiego dla dzieci Klub Kwiatu Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Z przyjemnością wróciłam do Bielin i przygód dzieciaków, które zdążyłam polubić podczas lektury poprzednich części.

Młodzi bohaterowie rozpoczynają kolejny rok szkolny. Większość nie ma najmniejszego problemu z wejściem na szkolne tory, ale Tosia trafiła pechowo. Nie dość, że pozostali członkowie Klubu Kwiatu Paproci mają w klasie bratnią duszę, to jeszcze wychowawczyni klasy, do której trafiła Tosia, jest jakaś dziwna. Uczniowie klasy trzeciej również trzymają duży dystans i wyraźnie ignorują nową dziewczynkę. Tosia czuje się wykluczona z grupy, ale początkowo nie chce przyznać, że w szkole źle jej się układa. Przez chwilę udaje jej się odwrócić uwagę rodzeństwa i przyjaciół, ponieważ w ich życiu sporo się dzieje. Zauważają, że domowe zwierzaki gdzieś znikają każdego dnia, a do tego zabierają ze sobą jedzenie. Kogo dokarmiają w takiej tajemnicy i dlaczego? W domu cioci Mirki pojawia się niespodziewany gość, jej dawna miłość, Barnim, który kiedyś był grabarzem i mieszkał w Bielinach. W takim towarzystwie będzie wesoło. Poza tym Barnim włączy się w szukanie odpowiedzi na pytanie, kim jest pani Polna, wychowawczyni Tosi. Oj, będzie się sporo działo. 

Dzieciaki próbują same rozwiązać nowe zagadki, jednak kiedy robi się niebezpiecznie, wzywają na pomoc rodziców Garda, Gosławę i Mieszka. Wspólne działania szybko przynoszą efekty. 

Zdecydowanie polecam całą serię :-)


czwartek, 8 sierpnia 2024

"Tajemnica ognia" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja


Tytuł: "Tajemnica ognia"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: literatura dla dzieci z wątkami mitologii słowiańskiej
Liczba stron: 302
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Klub Kwiatu Paproci, tom 3

Moja ocena: 6/6 

Trzeci tom serii dla dzieci Klub Kwiatu Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk nosi tytuł "Tajemnica ognia". Z przyjemnością wróciłam do Bielin, by przeżyć kolejną przygodę z sympatycznymi bohaterami. 

Wkrótce rozpocznie się nowy rok szkolny. Rodzeństwo Lipowskich, a dokładniej jego starsza część, trochę się martwi zbliżającym się wrześniem i rozpoczęciem nauki w nowej szkole. Szczególnie nieśmiały Leszek obawia się, że szybko stanie się pośmiewiskiem wśród nowych kolegów. Jednak zanim będą musieli stawić czoła gronu znajomych i nauczycieli, czeka ich festyn na zakończenie wakacji. 

Tosia wysiaduje chowańca, chociaż nikt do końca nie wierzy w to, że jej się uda, Leszek wbrew sobie bierze udział w kradzieży, ciotka Mirka marzy o wygraniu konkursu na najpiękniejszy wieniec na festynie, a wszystkie dzieciaki próbują rozwiązać zagadkę tajemniczych zdolności Garda. Nie ma nudy, no po prostu nie ma nudy!

Ta seria to rewelacyjnie połączone przygody z podstawową wiedzą o słowiańskich tradycjach i zwyczajach. Autorka przemyciła całkiem sporo informacji w dialogach bohaterów. Ich rozmowy nie są naukowe ani przemądrzałe. W prosty sposób wyjaśniają pojawiające się w trakcie czytania nieznane pojęcia. Dzięki temu młodzi czytelnicy zupełnie naturalnie dowiadują się, kim były upiry, jakie święta obchodzili Słowianie czy jak walczyli z demonami. Autorka nie zapomniała również o tym, by jasno podkreślić, że mitologię słowiańską należy zaliczyć do baśni i świata fantastycznego, a nie realnego.

Istotna informacja - w książce znajdziecie większe literki :-)

Zdecydowanie polecam całą serię i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!


środa, 26 czerwca 2024

"Mała draka w fińskiej dzielnicy" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Mała draka w fińskiej dzielnicy"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta

Moja ocena: 6/6

Jeśli ktoś zna pióro Marty Kisiel, to wie, że powieści tej autorki są niebanalne i zazwyczaj zawierają nieoczywiste i nierealne wątki. Nie inaczej było i tym razem, o czym byłam przekonana, kiedy sięgałam po "Małą drakę w fińskiej dzielnicy". Zazwyczaj nie czytam opisów z okładki, dlatego bardzo ciekawiło mnie, jak ta Finlandia znalazła się w fabule. Nie zawiodłam się, w powieści jest mnóstwo humoru, ale znajdziecie też odrobinę powagi, a co ciekawe, jest wspomniana Finlandia oraz nie całkiem żywe babcie. No inaczej być nie chce, jest moc.

Sława Żmijan po latach wraca do miasteczka, z którego pochodzi, aby zamieszkać z babcią Gienią, która ją wychowała po śmierci rodziców. Młoda kobieta czuje się fatalnie, ponieważ ma wrażenie, że kompletnie nie radzi sobie z życiem. Liczy na to, że w Starym Dreszcznie jej świat wróci na właściwe tory. Następują spotkania z dawnymi przyjaciółmi i nadrabianie straconych lat. Można by rzec, że przyjaźń kwitnie i to jest takie miłe i puchate. Każdy chciałby mieć w zasięgu ręki takich przyjaciół jak Bambi i Kristal. Sława ma ogromne szczęście, że ich ma. Szczególnie w sytuacji, kiedy całkiem niespodziewanie i nagle zza węgła wyskoczyła... draka. Czy mała? No nie wiem, polemizowałabym. Ale na pewno w fińskiej dzielnicy. A dlaczego fińskiej? Nie powiem :D Pewne jest to, że trójka przyjaciół musi szybko odkręcić wspomnianą drakę. Jak tego dokonają? Zdradzę tylko tyle, że mają swoje sposoby... Nastawcie się na gadające chodniki, napadające ludzi kiwi, nietypowe powroty i tajemnice wymagające rozwiązania.  

Każdy element tej historii został przemyślany i ma znaczenie. Jak wzór wełnianego sweterka, każde oczko musi się zgadzać i do siebie pasować (chociaż może nie w przypadku swetrów Bambiego, ale to osobna historia). Bohaterowie z pokolenia młodszego, bohaterki z pokolenia ciut starszego, nietypowe imiona (nie macie pojęcia, jak BARDZO nietypowe), fantastyczne stwory, które znienacka atakują Bogu ducha winnych przyjaciół... oj, dzieje się. Stare Deszczno tylko z pozoru jest sennym miasteczkiem, w którym wieje nudą.

Jeśli lubicie lekko zwariowane powieści z domieszką fantastycznych zdarzeń i dużą dawką humoru, to "Mała draka w fińskiej dzielnicy" będzie dla Was idealna. Relaks i dobry humor gwarantowane! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Mięta


niedziela, 21 stycznia 2024

"Mszczuj" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja


Tytuł: "Mszczuj"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: fantasy z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Kwiat Paproci, tom 7

PREMIERA: 17.01.2024

Moja ocena: 6/6

"Mszczuj" to siódmy tom serii Kwiat Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Tytuł sugeruje, który z bohaterów tym razem wysunie się na pierwszy plan, ale oczywiście nastawcie się na więcej wątków i atrakcji związanych nie tylko z bielińskim kapłanem.

Autorka długo kazała nam czekać na kolejny tom przygód bohaterów cyklu, jednak było warto. Rozwój wypadków w tej części zahaczy nawet o lekką sensację.

W Bielinach mieszkańcy przygotowują się do świętowania Szczodrych Godów. Wszelkie plany jednak biorą w łeb, kiedy zaczyna się źle dziać. Ludzie przestają wychodzić z domu, bo po wiosce zaczyna grasować coś niebezpiecznego. Z puszczy wyłania się demon leleń, którego Jaga podejrzewa o straszne rzeczy. Okazuje się jednak, że sprawcą zamieszania we wsi jest nietypowy gość, który poszukuje... ukochanej. Nie znajdziecie jednak w tych poszukiwaniach ani krztyny romantyzmu czy głębokiego uczucia, chociaż z drugiej strony zależy, co kto uważa za "głębokie uczucie" ;-) Żadna kobieta w Bielinach nie jest bezpieczna.

Jaga czuje się winna, że nie dopilnowała bezpieczeństwa ludzi, których przecież jako szeptucha ma pod opieką. Stara się z całych sił przywrócić spokój we wsi, jednak to wcale nie jest takie poste, jak mogłoby się wydawać. Weles zniknął nie wiadomo gdzie, a Swarożyc nie poczuwa się do niesienia pomocy. Zostaje Mszczuj, który zanim rozkręciła się ta cała katastrofa, poinformował Jagę, że... chce rozwodu. Młoda żona z jednej strony ucieszyła się z możliwości odzyskania upragnionej wolności, ale jednocześnie w sercu odczuła ukłucie żalu. I jak tu trafić za kobietą?

Jarogniewa wraz z Mszczujem podejmują wiele działań mających na celu wyekspediowanie niechcianego gościa tam, skąd przybył. Problem w tym, że on wcale nie zamierza się wynosić, dopóki nie odnajdzie swojej miłości. Co wymyśli nasz duet? Jak zakończą się poszukiwania ukochanej? 

Akcja powieści rozgrywa się w czasie, kiedy szeptucha jest młodą kobietą i świeżo upieczoną żoną Mszczuja. Dopiero rozkręca się w swojej profesji, ale już jest poważana przez mieszkańców Bielin. Dzieje się sporo, a i humoru sytuacyjnego nie zabraknie. Zabawne dialogi, szczególnie przekomarzanki między Jagą a Swarożycem, bardzo przypadły mi do gustu. Zakończenie jest interesujące, już jestem ciekawa, co autorka wymyśli na wielki finał w ósmej części!

Polecam Wam całą serię, rzecz jasna, koniecznie we właściwej kolejności, bo seria ma ciągłość fabularną, a ja na przykład lubię wiedzieć co i jak, a nie domyślać się brakujących informacji :-)

Lekka i przyjemna lektura na zimowy wieczór pod kocykiem. I rewelacyjny prezent dla miłośniczki fantastycznych historii ze słowiańskimi wątkami. Tak, gdybym nie miała całej serii na półce, z pewnością ucieszyłabym się z takiego prezentu. Z niecierpliwością czekam na ostatni tom cyklu. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta




Książkę można zakupić tutaj:

środa, 8 listopada 2023

"Wtem denat" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Wtem denat"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Autokorekta, tom 2
PREMIERA: 25.10.2023

Moja ocena: 5/6

"Wtem denat" to drugi tom cyklu Autokorekta autorstwa Marty Kisiel. Jeśli liczycie na żarty nurzające się w oparach szaleństwa, to myślę, że możecie na nie liczyć. Pierwszy tom przypadł mi do gustu bardziej, ale ten również spełnia swoje zadanie, czyli bawi.

Od kiedy jeden ze współpracowników został znaleziony martwy, w następstwie czego pracownica wydawnictwa JaMas wylądowała za kratkami, wspomniane wydawnictwo chyli się powoli ku upadkowi. Aby zapobiec bankructwu i zakończeniu działalności, pozostali pracownicy podczas sztabu kryzysowego wpadają na pewien dość szalony pomysł. Postanawiają zorganizować warsztaty literackie połączone z survivalem. Czegoś takiego jeszcze nie było! To się może udać, a przy okazji uratować wydawnictwo i jego pracowników przed bezrobociem. 

Starannie wyselekcjonowani uczestnicy trafiają prawie na koniec świata, do ośrodka wojskowego, gdzie będą pracować nad stworzeniem antologii opowiadań kryminalnych. W pracy nad warsztatem pisarskim pomoże im zespół specjalistów. Jakie szkolenia przewidzieli organizatorzy? Co wyniknie z tego niecodziennego pomysłu? I skąd spadnie na dość ekscentryczną ekipę kolejny trup?

Myślę, że jest to jedna z tych powieści, które trzeba czytać od razu od deski do deski, a nie rozkładać na krótkie fragmenty. Ja nie miałam wyjścia i musiałam tę historię poszatkować z braku czasu na lekturę ciągłą, więc umknęło mi trochę atmosfery i zwariowanego klimatu, które tworzy w swoich książkach Marta Kisiel. Na szczęście bohaterowie pomogli mi utrzymać się na fali i uważam, że spędzony z tą książką czas był bardzo przyjemny. I sekretarka ofkors wciąż na posterunku ;-) 

Smaczki w postaci nawiązań do literatury i filmu bardzo doceniam. Lubię je wyłapywać podczas czytania. Oprócz tego możecie się spodziewać tego, co zawsze, czyli czekają Was: lekki humor, żartobliwe dialogi i naprawdę ładny głaz :D 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


sobota, 9 września 2023

"Zawsze coś" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Zawsze coś"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Tereska Trawna, tom 3

Moja ocena: 6/6 

"Zawsze coś" to trzecia odsłona perypetii Tereski Trawnej. Tym razem czytelnik spędzi czas nie tylko z wyjątkową księgową uzależnioną od kasztanków, ale także z jej jakże interesującą i dość atypową rodzinką.

Tereska wraz z synem Maciejką udaje się na spęd rodzinny zorganizowany z okazji urodzin nestorki rodu. Za chwilę Święta Bożego Narodzenia, więc wspomniana uroczystość jest dla Trawnej po prostu obowiązkiem, który należy spełnić, by jak najprędzej wrócić do domu i świętego spokoju. Niestety nie będzie jej dane zrealizować tego planu. Kiedy duet Trawnych przybywa do rodzinnego domu ojca Tereski, okazuje się, iż urodzinowej imprezy nie będzie, za to w programie jest... pogrzeb. W dodatku nieszczęśliwy splot wydarzeń zatrzymuje Tereskę i Maciejkę z dala od własnego domu i ojca rodziny, walczącego w tym czasie z przeziębionym pęcherzem. 

Kiedy naszych bohaterów podczas stypy odwiedza notariusz, który wkrótce zostaje znaleziony martwy, akcja przyspiesza i staje się kompletnie nieprzewidywalna. Pojawia się zdrowo zamotana tajemnica rodzinna, nad którą pochylają się wszyscy zainteresowani. Niektórzy nawet bardziej. Kolejne elementy układanki prezentują wyjątkowo zwariowany obraz. Czy to, co się tu nawyrabiało, jest w ogóle możliwe? U Marty Kisiel jak najbardziej.

Humor znajdziecie na każdej stronie, w każdym dialogu i w przypadku absolutnie każdego ze stworzonych przez autorkę bohaterów. Mam nadzieję, że Tereska długo jeszcze nie powie ostatniego słowa.


piątek, 18 listopada 2022

"Małe Licho i krok w nieznane" Marta Kisiel - recenzja

"Małe Licho i krok w nieznane" to piąty już tom przygód Bożka i całej Kiślowej ferajny. Cudowna zimowa okładka zachęca do zerknięcia, co tam nowego u Tsadkiela, Małego Licha, wujka Konrada i innych mieszkańców nietypowego domu. 

Bożek dorasta, ale niekoniecznie podobają mu się te zmiany. Jego koledzy również się zmieniają. Krok w nieznane czasami bywa bardzo, bardzo trudny, a decyzja o nim skomplikowana. Kiedy dodatkowo zmiany zaczynają pojawiać się w otoczeniu Bożka, niektóre sytuacje stają się odrobinę nieznośne. Bo niby dlaczego Tomek i Zmyłka nagle mają jakieś tylko swoje tajemne sprawy, a Witek zrobił się drażliwy jak panna na wydaniu? Kompletnie niezrozumiałe to wszystko. Chłopiec zaczyna się poważnie niepokoić, kiedy domownicy również ulegają dziwnym zmianom. Stają się jacyś tacy obojętni i zaśniedziali...

W tym tomie na drugiego głównego bohatera zaraz po Bożydarze wysuwa się zdecydowanie Tsadkiel. To on staje ramię w ramię z Bożkiem, by uratować Rodzinę, która go przygarnęła, kiedy nikt go nie chciał. Napięcie wynikające z rozkminiania, jaki kierunek wsparcia powinien obrać anioł, było wręcz namacalne. Cudownie było odkrywać krok po kroku, że ten srogi i zazwyczaj śmiertelnie poważny Tsadkiel w rzeczywistości jest po prostu wrażliwcem, któremu trudno czasami wyjść ze swojej skorupy... Nie zmienia to jednak faktu, iż wciąż jest wkurzający :D 

Tym razem siły dobra są zwielokrotnione. Tsadkiel działa w domu, natomiast chłopiec-glut wyrusza w trudną podróż, której cel nie jest mu znany. Czy jednak podda się? Wycofa? Absolutnie NIE. Przecież nie może zostawić bliskich w potrzebie. 

Niezawodny humor, cięte riposty, rozmowy pełne mądrych stwierdzeń, ale wcale nie pompatycznych czy wydumanych, to znak rozpoznawczy Marty Kisiel. I ten piękny język polski. Uwielbiam :-) Jakoś trudno mi uwierzyć, że to ostatnia część przygód Małego Licha i jego człowieka. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej może to rzeczywiście najlepszy moment, aby Bożek pozostał w naszej wyobraźni uczniem piątej klasy. 

Jeśli szukacie przyjaciela dla siebie lub swojego dziecka, to myślę, że Bożek idealnie się do tego nadaje. O Małym Lichu nie wspomnę ;-)

Tytuł: "Małe Licho i krok w nieznane"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Małe Licho, tom 5

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


czwartek, 25 sierpnia 2022

"Bazyl i Licho" Marta Kisiel - recenzja


"Bazyl i Licho" to zbiór ośmiu opowiadań, których głównymi bohaterami są właśnie tytułowe postacie, znane z poprzednich książek tego cyklu. Jest to już piąty tom cyklu Małe Licho, ale o ile poprzednie cztery części pysznią się na mojej półce, to w tym przypadku pozostanę przy wersji odsłuchanej na storytel. Opowiadania, a właściwie literackie obrazki bez łączącej je fabuły jakoś nie do końca do mnie przemówiły, chociaż przyznaję, że momentami były zabawne.

Zawarte w tomie opowiadania to humorystyczne historie z morałem. Dzięki temu, że wybrałam wersję słuchaną, mogłam rozkoszować się rewelacyjną interpretacją Janusza Zadury. Wiedziałam, że to będzie sztos, ponieważ wcześniej miałam okazję zapoznać się z innym słuchowiskiem czytanym przez tego aktora dubbingowego i dziennikarza. Sposób mówienia Bazyla nie jest łatwy do odtworzenia, ale lektor poradził sobie wspaniale, nadając czortowi dźwiękowego charakterku. 

To kolejna książka dla dzieci na wydawniczym rynku, dzięki której młodzi czytelnicy mogą poznać podstawy słowiańskiej wiary przodków. Chociaż demony i potwory zazwyczaj są przedstawiane jako straszne i niebezpieczne, Marta Kisiel prezentuje je w formie odpowiedniej dla dzieci. Przygody czarta i licha są opisane prostym językiem, a występujące w kolejnych rozdziałach stwory wcale nie są takie straszne, jak sobie to ludzie wyobrażali na przestrzeni wieków.

Brakowało mi pozostałych bohaterów cyklu, no i trochę szkoda, że aniołek z czartem nie spotkali się w żadnym opowiadaniu. 

Poruszane w kolejnych tekstach problemy są na czasie i można wykorzystać okazję do rozmów z dziećmi o ekologii, środowisku, własnym bezpieczeństwie czy przyjmowaniu pomocy od innych. Język Ałtorki wciąż zachwyca.

Czytajcie zatem albo słuchajcie. W przypadku audiobooka dostaniecie bonus w postaci genialnego lektora. W przypadku wersji papierowej czekają Was cudne ilustracje Marcina Minora. Wybór należy do Was :-)

Tytuł: "Bazyl i Licho"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dziecięca
Czas trwania: 2 h 34 min.
Lektor: Janusz Zadura
Wydawnictwo: Mięta, Storytel
Cykl: Małe Licho, tom 5

Moja ocena: 4/6

wtorek, 23 sierpnia 2022

"Tajemnica Dąbrówki" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

Z niecierpliwością czekałam na kolejny tom cyklu Klub Kwiatu Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jest to seria książek dla dzieci z wątkiem słowiańskim, ale uważam, że dorosłym lubiącym mitologiczne klimaty również przypadną one do gustu.

Rodzeństwo Lipowskich po rozwodzie rodziców zamieszkało wraz z mamą w domu ciotki Mirki, we wsi Bieliny. Nie byli zachwyceni, bo kto by był? Musieli zostawić przyjaciół i przenieść się z miasta na wieś, gdzie nic się nie dzieje, a do tego są problemy z zasięgiem telefonicznym i internetowym. Do tego jeszcze wspomniana ciotka była kiedyś szeptuchą i dość dziwnie się zachowuje. Katastrofa. Z czasem jednak okazało się, że nie jest to takie złe miejsce, chociaż w okolicy plącze się trochę... demonów. 

Trwają wakacje, ale czas płynie, podobnie jak rozpływające się pieniądze. Mama powinna wrócić do pracy, bo oszczędności topnieją w zastraszającym tempie. Jak jednak ma skupić się na redakcji tekstów, kiedy wciąż musi mieć oko na coraz bardziej ruchliwą roczną Dąbrówkę? Starsze rodzeństwo wprawdzie pomaga zajmować się siostrzyczką, ale to nie to samo, co profesjonalna opieka dorosłej osoby. W związku z tym pani Lipowska postanawia zatrudnić nianię, aby mogła pod jej opieką zostawić Dąbrówkę i ośmioletnią Tosię. Dziesięcioletni Leszek i dwunastoletnia Bogusia dadzą sobie radę sami. 

Kiedy do domu ciotki Mirki przyjeżdżają dwie kandydatki na opiekunki, oburzona traktowaniem po dziecięcemu Tosia skutecznie je odstrasza. Trzecia chętna nie daje się złapać na kłamstwa dziewczynki i dostaje tę pracę. Wkrótce ośmiolatka przekonuje się, jak fatalny wpływ na ich sytuację mają jej krętactwa. Tosia od razu wyczuwa, że z nową nianią coś jest nie tak, ale nikt jej nie wierzy. Dziewczynka jak zwykle jest niepokorna i pakuje się przez to w różne tarapaty, z których wyciągają ją demony słowiańskie, które są po dobrej stronie mocy. Wszyscy w domu traktują Tosię jak uprzykrzoną muchę do momentu, aż robi się naprawdę niebezpiecznie...

Napisana lekkim stylem i prostym językiem historia jest bardzo wciągająca. Autorka świetnie opisuje nową przygodę dzieci, nie zdradzając zbyt wcześnie, o jakiego demona chodzi tym razem, zatem możecie liczyć na stopniowanie napięcia. Już jestem ciekawa, co pisarka wymyśli w trzecim tomie cyklu!

Tytuł: "Tajemnica Dąbrówki"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: literatura dziecięca z wątkiem słowiańskim
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Klub Kwiatu Paproci, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


piątek, 19 sierpnia 2022

"Pawełek i cała reszta" Jacek Galiński - recenzja


Po rewelacyjnym cyklu o Zofii Wilkońskiej (tak, bardzo lubię Zofię :D) Jacek Galiński postanowił stworzyć książkę dla dzieci. 

"Pawełek i cała reszta" to kilka opowiadań, których bohaterem jest Paweł, uczeń klasy piątej. Wśród bohaterów znajdują się również jego rodzina oraz kumple ze szkoły. 

Autor prostym językiem opisuje świat widziany oczami dziecka. Poruszane w kolejnych rozdziałach problemy dla dorosłych są często błahe, dla dzieci zaś mogą urastać do ogromnych rozmiarów. Petycja w sprawie przywrócenia drożdżówek w szkolnym sklepiku, istnienie Świętego Mikołaja, marzenie o posiadaniu psa czy nowy kolega w klasie to tylko kilka z tematów, które czekają w książce na młodego czytelnika.

Pawełek dość bezlitośnie wyłapuje wszelkie absurdy w świecie dorosłych. Jego zmysł obserwacji nie przepuści żadnych nieścisłości. Wraz z nim w opisywanych wydarzeniach uczestniczą jego kumple z klasy oraz młodsza siostra Rozalia. Tekst zawiera sporo humorystycznych dialogów prowadzonych przede wszystkim przez dziecięcych bohaterów. 

"Pawełek i cała reszta" to całkiem sympatyczna książka dla młodszych czytelników, z którą warto spędzić kilka godzin. Nawet dorosły znajdzie w niej coś dla siebie - przede wszystkim chyba zupełnie inne spojrzenie na świat, przez pryzmat dziecka, które każdy z nas w jakimś stopniu nosi w sobie.

Tytuł: "Pawełek i cała reszta"
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: literatura dziecięca
Czas trwania: 3 h 5 min.
Czyta: Mikołaj Bańdo
Wydawnictwo: Mięta, storytel

Moja ocena: 5/6



niedziela, 19 czerwca 2022

"Nagle trup" Marta Kisiel - recenzja

"Kiedy deadline wejdzie zbyt mocno..."

Komedia kryminalna, której miejsce akcji to chaotyczne wydawnictwo, a autorką fabuły jest Marta Kisiel - to musiało się udać! Pełne absurdów sceny obejmujące jeden dzień uzupełnia rzucająca się w oczy i dopracowana do granic możliwości okładka.

Olaf Hanzel, student polonistyki, swoje praktyki w wydawnictwie JaMas z pewnością zapamięta do końca życia. Nie każdy bowiem może pochwalić się znalezieniem zwłok. A Olafek owszem, chociaż ciekawe, jak zareagowała na te rewelacje jego mamusia. Denat wypełniał kabinę ogólnodostępnej w wydawnictwie toalety, zatem trudno było go przeoczyć. "Zajściem z zejściem" zainteresowała się natychmiast miejscowa policja w osobach starszego sierżanta Jerzego Pozgonnego i starszego posterunkowego Michała Mogiły. Podczas działań operacyjnych policjanci wysłuchali nader interesujących informacji. Wprawdzie niewiele z nich wynikało, ale kto by się tam martwił takimi drobiazgami? Priorytetem wydawała się być zbliżająca się, a aktualnie zagrożona, premiera debiutanckiej powieści Juchy, czyli niejakiej Justyny Chamanowicz, byłej komendantki powiatowej policji. Kto załatwił redaktora Pawła Chojnowskiego? Komu wspomniany współpracownik wydawnictwa nastąpił na odcisk tak mocno, że musiał zginąć? Usunął za dużo tekstu? Pozmieniał w fabule to i owo? Skrytykował? Wyśmiał? Tego musi dowiedzieć się tandem policjantów o niecodziennych nazwiskach.

Stworzone przez autorkę postacie są barwne i zabawne. W trakcie lektury natkniecie się między innymi na pewien obciskający kobiecą kibić gorset, wszystkowiedzącą Głazinę, zachustowanego grafika i ojca dyrektora, który najwyraźniej urwał się z choinki. Prowadzone dyskusje skrzą się humorem i nakręcają akcję, zaś finał tej historii jest zaskakujący, a rozwiązanie nie takie oczywiste. Muszę jednak przyznać, że - jak to w przypadku komedii kryminalnych - bardziej skupiłam się na warstwie humorystycznej niż kryminalnej. Samo śledztwo mnie bawiło i spędziłam kilka sympatycznych godzin, obserwując poczynania bohaterów, a nie szukając mordercy. 

Lubię powieści Marty Kisiel, niezależnie od gatunku. Bo styl pisarki to nie standardowa umiejętność tworzenia interesujących opowieści, tylko STAN UMYSŁU. To, co autorka wyczynia z językiem polskim w swoich książkach, to majstersztyk. Mój numer jeden w tej powieści to fragmenty zawierające żarciki związane z błędami językowymi. Love forever! 

Nie zastanawiajcie się! Czytajcie!

Tytuł: "Nagle trup"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Mięta

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


piątek, 17 czerwca 2022

"Gniewa" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

Naczekałam się na dalszy ciąg przygód Jagi, ale było warto. Ten tom jest rewelacyjny, lekki, pełen zadziorności głównej bohaterki i humorystycznych akcentów. Jestem zdecydowanie na TAK.

Jaga lubi swoje szeptuchowanie, ale z czasem ustabilizowane samotnicze życie zaczyna ją trochę nudzić. W końcu jest młodą kobietą i lubi, kiedy przy okazji tradycyjnych obowiązków do jej codzienności wkrada się odrobina szaleństwa. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy po Nocy Kupały zostają znalezione zwłoki. Ofiara, niejaka Ludomiła Gałązka, była pacjentką Jagi, więc nic dziwnego, że policjanci prowadzący śledztwo bardzo szybko trafili do jej chaty, aby przesłuchać szeptuchę. Luda dostała od Jarogniewy pewną miksturę, jednak nie zdradziła, na kogo zagięła parol. Jaga zaczęła podejrzewać, że może to jej mazidło przyczyniło się do śmierci kobiety. Podobnie sądzą mieszkańcy wsi... Atmosfera robi się dość ciężka, a w życiu szeptuchy nie ma już miejsca na nudę. W dodatku ma na głowie zwariowany pomysł Mszczuja, który błaga ją, by udawała przez jakiś czas jego narzeczoną. Tylko na czas pobytu w Bielinach rodziców Mszczuja i jego... byłej narzeczonej, Ścibory. Kiedy okazuje się, że wspomniana Ścibora przypomina germańską Helgę i wcale nie zamierza oddać Mszczuja bez walki, Jaga orientuje się, że nieźle wdepnęła. Mimo osobistych tarapatów, postanawia sama przeprowadzić śledztwo i znaleźć winnego śmierci Ludomiły, bo zdaje sobie sprawę z tego, że reputacja morderczyni zdecydowanie nie przysłuży się jej profesji.

Działo się, oj, działo w tym tomie! Przy okazji zabawnych perypetii Jagi i Mszczuja mogłam przeczytać sporo o słowiańskich tradycjach. Opisy te świetnie uzupełniły wątek tajemniczej śmierci Ludomiły i prowadzonego przez Jagę śledztwa. Były idealnym tłem społecznym, dzięki któremu ta historia stała się trójwymiarowa i naprawdę wciągająca. Muszę jednak przyznać, że ciągle zapominałam o tym, że akcja rozgrywa się współcześnie, a jedyną różnicą z naszym światem jest to, że Polska w powieści nie przyjęła chrztu ;-) 

Dialogi bohaterów pełne są humorystycznych wypowiedzi, a lekkie rozmowy okraszone złośliwościami Jagi bardzo bawiły mnie podczas lektury. Warto przed lekturą "Gniewy" przeczytać lub przypomnieć sobie "Jagę". Ja tego nie zrobiłam i zorientowałam się, że trochę zapomniałam z fabuły poprzedniego tomu. Nie było jednak tak źle, ponieważ autorka przypomina w tekście to i owo. 

Polecam, ta powieść jest idealna na relaks.  

Tytuł: "Gniewa"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 444
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Kwiat paproci, tom 0.75

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


środa, 8 czerwca 2022

"Wzorzec" Karolina Głogowska - recenzja

"Wzorzec" to pierwsza powieść Karoliny Głogowskiej, którą miałam okazję przeczytać. Zaintrygowała mnie delikatna na pierwszy rzut oka okładka, która jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się ukazuje drapieżne akcenty.

Każdy człowiek ma wgrany pewien wzorzec zachowań, odziedziczony po rodzicach. Z czasem wprowadzamy ten wzorzec do własnego zachowania. Wniosek jest zatem taki, że to, czego nauczymy się w dzieciństwie, co otrzymamy od rodziców, będzie miało wpływ na to, jakimi będziemy ludźmi. Istnieje również konkretny wzorzec ran, na podstawie którego można stwierdzić, czy ktoś jest ofiarą przemocy, czy raczej okaleczył się sam. Czy miało to znaczenie dla sytuacji, w której znalazła się Sawa Bogucka, bohaterka powieści Karoliny Głogowskiej?

Sawa zgłasza się na policję z informacją, że zabiła mężczyznę. Twierdzi, że facet miał obsesję na jej punkcie. Problem w tym, że ofiara została uduszona, a Sawa nie należy do postawnych kobiet. Jak więc taka krucha istota mogła udusić rosłego mężczyznę? Coś tu ewidentnie nie gra... Rozpoczyna się akcja, mająca na celu uświadomić czytelnikowi... no właśnie, co? Czy Bogucka rzeczywiście zamordowała Adama Hinza z zimną krwią? A może zrobiła to w afekcie? Chyba że sprawcą jest ktoś inny, bo niby jaki Sawa mogłaby mieć motyw? A może miała romans z Adamem? No ale jak? Przecież była w związku z innym mężczyzną! Im dalej w powieść, tym więcej pojawia się pytań i niepewności.

Kolejne rozdziały to przeskoki między teraz a wtedy. Rozdziały zatytułowane Teraz zawierają aktualne wydarzenia, a Wtedy to przywołanie chwil, w których Adam jeszcze żył. Autorka powoli dawkuje czytelnikowi informacje, które mogą pomóc w rozwiązaniu psychologicznych zagwozdek i wytypowaniu prawidłowego zakończenia tej historii.

Styl autorki przypadł mi do gustu, chociaż sporo w tym tekście wulgaryzmów. Ale myślę, że zostały po prostu wymuszone sytuacją i konkretnymi dialogami, w których buzuje sporo emocji, nie zawsze pozytywnych. Lubię przeskoki w fabule. Ten zabieg sprawia, że czytanie nie nuży i chce się jak najszybciej dowiedzieć, co wydarzyło się w kolejnych rozdziałach. Wprawdzie domyśliłam się tego i owego, o czym nie wspomnę, żeby nie rzucać spojlerami, ale nie przeszkodziło mi to czekać z niecierpliwością na finał. 

Zdecydowanie polecam i kto wie, może sięgnę w przyszłości również po wcześniejsze powieści autorki :-)    

Tytuł: "Wzorzec"
Autor: Karolina Głogowska
Gatunek: kryminał, thriller
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta