Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2020

"Pokuta" Anna Kańtoch - recenzja




„…zło ma czasem niewinną twarz”

„Pokuta” to moje trzecie spotkanie z prozą Anny Kańtoch. Niepokojąca okładka i fabuła osadzona w latach PRL-u zapowiadała świetną lekturę. Poza tym dwie poprzednie powieści były niesamowicie wciągające, więc bez zastanowienia sięgnęłam i po tę książkę.

Jesień 1986 roku w niewielkim nadmorskim Przeradowie zostanie zapamiętana przez mieszkańców jako ta, kiedy odnaleziono ciało dziewiętnastoletniej Reginy Wieczorek. Zbrodnia budzi emocje wśród mieszkańców, a milicja dość szybko trafia na trop mordercy. Aresztowany chłopak ma zdjęcia martwej dziewczyny i przekonuje władze, że to właśnie on jest sprawcą. Dlaczego więc starszy sierżant Krzysztof Igielski ma wątpliwości? Przecież wszystko tak pięknie się ułożyło, sprawę można zamknąć, odfajkować. Jednak wszystko komplikuje się w chwili, gdy na komisariacie pojawia się starszy pan o wyglądzie bezdomnego, ale manierach arystokraty, który twierdzi, że od lat morduje nastolatki z Przeradowa i również Reginę zalicza do swoich ofiar. Igielski podejmuje wyzwanie i rozpoczyna śledztwo.

Przy okazji prowadzonej sprawy mamy możliwość obserwowania mieszkańców niewielkiej miejscowości i szarej codzienności PRL-u. Uczestniczymy w ich rodzinnych historiach, nierozwiązanych sprawach z przeszłości, poznajemy tajemnice i powody, dla których kiedyś zdecydowali tak, a nie inaczej. To element obyczajowości, który bardzo lubię w powieściach kryminalnych. Zwyczajne problemy bohaterów sprawiają, że stają się oni bardziej prawdziwi, a ich życie, opisywane przez autorkę, realne.

Akcja powieści nie jest szybka. Toczy się powoli, jak wielka, kamienna kula, podążająca majestatycznie w dół ścieżki, którą idziemy. Niby nas nie popędza, ale czujemy jej ruch za plecami. Napięcie rośnie, wątki się plączą, zeznania świadków pełne są niedopowiedzeń i szczegółów, z których każdy ma znaczenie, atmosfera staje się coraz cięższa, a milicjanci na komisariacie w Przeradowie mają twardy orzech do zgryzienia, związany nie tylko z zabitymi dziewczętami. Kto stanie po stronie prawdy i porządku? Gdzie szukać zwłok pozostałych ofiar? Kim jest Jan Kowalski? Dlaczego to właśnie Regina musiała zginąć?

Jeśli lubicie niepokojące klimaty i zawiesistą atmosferę prowadzonego w codzienności PRL-u śledztwa, to polecam ten, jak i pozostałe dwa kryminały Anny Kańtoch: „Wiarę” i „Łaskę”.

Tytuł: „Pokuta”
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron:
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Ze Strachem

Moja ocena: 5/6



środa, 22 kwietnia 2020

"Wiara" Anna Kańtoch - recenzja



Kolejna powieść Anny Kańtoch już za mną. Chociaż liczy sobie 400 stron, nie zdążyłam się zmęczyć lekturą. Nie było na to czasu, ponieważ fabuła wciąż motywuje do czytania, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co i dlaczego wydarzyło się w niewielkiej Rokitnicy.

Akcja powieści rozgrywa się w 1986 roku. Mieszkańcy Rokitnicy żyją budową elektrowni, trwającą tuż obok ich domów. Wkrótce jednak temat ten nie będzie jedynym sensacyjnym wątkiem roztrząsanym przez ludzi. Pewnego dnia proboszcz parafii natrafia na zwłoki młodej kobiety pozostawione na torach kolejowych. Nikt nie wie kim była dziewczyna, ani skąd przyjechała. Rozpoczęte śledztwo idzie opornie, bo ludzie nabrali wody w usta, jakby się zmówili. Proboszcz objął parafię niedawno, ale słyszał tu i ówdzie plotki o „przeklętej parafii”. Problem w tym, że mieszkańcy nie ufają mu i nie chcą z nim rozmawiać, kiedy próbuje dowiedzieć się czegoś o swoich poprzednikach. Kapitan Witczak, przysłany do Rokitnicy z Bielska, prowadzi śledztwo najlepiej, jak potrafi. Jemu również wszyscy wokół rzucają kłody pod nogi. Sprawa komplikuje się, kiedy zostają znalezione drugie zwłoki…    

Nie jest to typowy kryminał, w którym idziemy po nitce do kłębka. Nie sposób tu przewidzieć rozwoju wypadków, ponieważ autorka postarała się nie tylko o mroczny i przytłaczający klimat, ale także o całkowite zmylenie wszelkich tropów. Na pocieszenie mogę Wam jednak zdradzić, że nie tylko czytelnik jest bezradny. Śledczym również ta sprawa nie idzie… Wątków i poszlak jest jednak na tyle dużo, że jest nad czym myśleć.

Pióro Anny Kańtoch niezwykle przypadło mi do gustu. Mam nadzieję w niedługim czasie przeczytać również „Pokutę” i już nie mogę doczekać się chwili, w której poznam kolejną fabułę powstałą w umyśle pisarki. Rewelacyjnie odwzorowany klimat PRL-u, świetnie zarysowane postaci i wątki psychologiczne, z naciskiem na analizę konsekwencji ludzkich decyzji. Dobrze się to czytało i z czystym sumieniem polecam.

Tytuł: „Wiara”
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Czarne

Moja ocena: 6/6


wtorek, 14 kwietnia 2020

"Łaska" Anna Kańtoch - recenzja



Ponieważ na moich półkach stoi sporo nieprzeczytanych jeszcze książek, nadszedł czas na wyszukanie czegoś ciekawego. Na pierwszy ogień poszła „Łaska” Anny Kańtoch, która zerkała na mnie z regału już od dłuższego czasu. Kiedy zaczęłam ją czytać, pomyślałam sobie, że trochę szkoda, że czytam ją… dopiero teraz. Ale w myśl zasady, że lepiej późno niż wcale, pochłonęłam powieść szybko i natychmiast sięgnęłam po drugą książkę autorki.

Fabuła rozgrywa się dwoma torami czasowymi. Obserwujemy wydarzenia, które mają miejsce w 1955 roku, a także sytuacje z roku 1985. We wcześniejszej warstwie czasowej sześcioletnia Marysia Lenarczyk znika na tydzień w lesie. Kiedy dziewczynka wraca do domu ciotki, która się nią opiekuje, mała jest niesamowicie brudna, a we włosach ma coś obrzydliwego. Dziecko nie pamięta niczego z tych kilku dni. Trzydzieści lat później dorosła już Maria pracuje w szkole jako nauczycielka języka polskiego. Jeden z jej uczniów, Wojtek, rysuje czwórkę dzieci i Kartoflanego Człowieka. Chłopiec prosi ją o pomoc, ale kobieta nie reaguje na jego słowa. Wkrótce ciało Wojtka zostaje znalezione w parku. Z czasem pojawiają się kolejne nastoletnie ofiary, a Maria nie może pozbyć się wrażenia, że te zbrodnie mają coś wspólnego z jej zniknięciem w lesie trzydzieści lat wcześniej. Milicja prowadzi szczegółowe śledztwo, jednak kobieta rozpoczyna własne, zyskując pewność, że jeśli zdoła sobie przypomnieć, co przydarzyło jej się trzydzieści lat temu w lesie, rozwiąże zagadkę mordercy dzieci.

Wymyślona przez autorkę intryga jest rewelacyjna. Akcja nie jest zawrotna, ale dzięki temu można wraz z bohaterami analizować pojawiające się ślady i szukać mordercy. Milicja krąży wokół podejrzanych, przesłuchuje ich i próbuje połączyć otrzymane elementy w jedną całość. Okazuje się, że to wcale nie jest takie proste.

To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Nie żałuję ani jednej spędzonej z tą książką minuty. Mrok panujący w niej od pierwszych stron pozwala poczuć wyraźnie wszystkie emocje targające zarówno główną bohaterką, jak i pozostałymi postaciami. Maria jest osobą depresyjną i lękliwą, co prawdopodobnie ma ścisły związek z jej przeżyciami z dzieciństwa. Autorka stworzyła tę postać rewelacyjnie. To zaskakujące, że osoba tak kompletnie pozbawiona energii i żywotności, jak Maria, potrafiła spiąć się na tyle, by na własną rękę szukać mordercy. Pozostałe postacie również są plastyczne i dopracowane. Pilne obserwowanie ukrytych przez autorkę w tekście szczegółów pozwala nawet wcześniej domyślić się, kto jest mordercą. Klimat dodatkowo tworzy świetnie odmalowana rzeczywistość PRL-u.  

Nie przypuszczałam, że tak dobrze będzie mi się czytało powieść, której akcja rozgrywa się w czasach PRL-u. Możliwe, że dodatkowymi bonusami czytelniczymi były wszechobecny mrok, świetne postacie i narracja prowadzona przez Marię.  


Tytuł: „Łaska”
Autor: Anna Kańtoch
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Czarne

Moja ocena: 6/6

niedziela, 1 grudnia 2019

"Osiedle marzeń" Wojciech Chmielarz - recenzja


"Osiedle marzeń" to czwarty tom serii o komisarzu Jakubie Mortce. Tytułowe osiedle to raj na ziemi, którego mieszkańcy to nie byle kto. Na pierwszy rzut oka to miejsce niezwykle ekskluzywne i bezpieczne, jednak pewnego dnia idealny obraz tego miejsca runie jak domek z kart. Kiedy na terenie osiedla zostają znalezione zwłoki studentki zajmującej się sprzątaniem osiedla i domów części mieszkańców, nic już nie będzie takie samo. Zuzanna, bo to ona straciła życie w nieznanych okolicznościach, zostaje znaleziona przez ochroniarza, który patroluje teren. Powoli poznajemy jej sytuację i zasady, według których pracowała na osiedlu. Z czasem okazuje się, że z pozoru niewinna i bezbronna dziewczyna, nie była tu wyłącznie sprzątaczką. 

Początkowo sprawa wydaje się w miarę prosta, jednak z czasem pojawia się coraz więcej problemów i niejasności. Śledztwo rozrasta się do znacznych rozmiarów, a Mortka z Suchą zbliżają się do rozwiązania powoli, nie zawsze stosując się do ogólnie akceptowanych reguł i zasad.

Wśród bohaterów coraz więcej mamy aspirantki Suchockiej. Fajnie, bo dzięki temu zyskujemy więcej ciekawych sytuacji i dialogów. Ciekawie obserwuje się współpracę tej dwójki policjantów. Mortka przyzwyczaja się do pracy z kobietą, która nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Trochę naciągany wydał mi się wątek Kochana, który zostaje przywrócony do służby po tym, jak na światło dzienne wyszło jego brutalne zachowanie w stosunku do żony. Komisarz dostaje stos akt pełnych nierozwiązanych spraw, którymi ma się zająć. I tak się jakoś dziwnie składa, że która sprawa nie trafi w jego ręce, zostaje cudem rozwiązana. Ale ok, może po prostu miał szczęście albo ujawnił się jego błyskotliwy umysł.

Chmielarz potrafi zainteresować i wciągnąć czytelnika. Stopniuje napięcie i sprawia, że trudno odłożyć książkę. Czwarty tom czytało mi się świetnie, aż szkoda, że w serii (przynajmniej na razie) jest tylko pięć tomów. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po ostatnie tom – „Cienie”. I, ewentualnie, mieć nadzieję, że to nie będzie ostatnie słowo komisarza Mortki.

Tytuł: „Osiedle marzeń”
Autor: Wojciech Chmielarz
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Czarne

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 11 listopada 2019

„Przejęcie” Wojciech Chmielarz - recenzja



Trzeci tom serii o komisarzu Jakubie Mortce Wojciecha Chmielarza najpierw zabiera nas do Kolumbii, gdzie grupa młodych ludzi miała nakręcić reklamę dla Coca-coli. Bawili się świetnie, jednak z czasem okazało się, że ten bajeczny wyjazd to jedna wielka ściema, a oni znaleźli się w gigantycznych tarapatach.
Kolejny wątek przenosi nas do Warszawy, gdzie pewien człowiek ląduje z rozprutym brzuchem na końcu liny, zwisającej z mostu Gdańskiego. Mężczyzna ma w dłoni orzeszek ziemny i ewidentnie nie jest samobójcą.
Policjanci rozpoczynają śledztwo. Mortce zostaje przydzielona nowa partnerka, aspirantka Suchocka. Początkowo nie jest zachwycony, jednak z czasem przyzwyczaja się do zmiany. Szczególnie, że Kochan, jego wieloletni przyjaciel i poprzedni partner, w swoim prywatnym życiu zachował się jak ostatnia szuja. 
Dochodzenie nie należy do prostych. Nie ma śladów, nie ma podejrzanych, czyli kompletny brak pomysłu. Żmudna robota powoli zaczyna przynosić pierwsze efekty. Z czasem pojawiają się maleńkie elementy układanki, które zaczynają składać się w pewną całość.

Równocześnie prowadzony jest wątek obyczajowy, w którym prym wiedzie aktualna sytuacja Mortki. Policjant w poprzednim tomie popełnił pewien błąd, za który w tej części płaci. Nie zdradzę jednak o co chodzi, bo może ktoś jeszcze nie miał okazji czytać J Obserwujemy również zmiany w życiu rodzinnym komisarza po rozwodzie i wydarzenia w rodzinie Kochana.

Muszę przyznać, że poprzednie dwa tomy bardziej mnie wciągnęły. Możliwe, że to kwestia intrygi, bo nie przepadam za tematyką, która tutaj przeważała. Również mnogość pojawiających się wątków i postaci trochę mnie przytłoczyła.

Zakończenie jest zaskakujące, chociaż może ciut naciągane. Jednak jeśli ktoś lubi zachowywać ciągłość serii i czytać poszczególne tomy po kolei, to uważam, że warto przeczytać, choćby dla warstwy obyczajowej. Powieść raczej bez efektu wow, ale jeśli kogoś interesują wątki związane z przemytem narkotyków, to tutaj znajdzie ich sporo.

Tytuł: „Przejęcie”
Autor: Wojciech Chmielarz
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Czarne

Moja ocena: 4/6

czwartek, 19 września 2019

"Farma lalek" Wojciech Chmielarz" - recenzja



Drugie spotkanie z komisarzem Jakubem Mortką mogę uznać za bardzo udane. Ponieważ pierwszy tom serii pt. „Podpalacz” bardzo mnie wciągnął, kwestią czasu było sięgnięcie po kolejne części.

Tym razem akcja powieści rozgrywa się w niewielkiej miejscowości o nazwie Krotowice, która znajduje się w Karkonoszach. Mortka został oddelegowany na tamtejszy komisariat po wypadkach opisanych w pierwszym tomie serii. Miał odpocząć, przemyśleć swoje życie i zdecydować o przyszłości. Czy mu się to udało? Hmmm...  

Spokój w Krotowicach zostaje zakłócony w dniu, w którym znika jedenastoletnia dziewczynka, Marta. Okazuje się, że jest to drugie już zaginięcie w dość krótkim czasie. Policja rozpoczyna poszukiwania, a pierwsze wnioski, wysnute na podstawie znalezionych dowodów i przeprowadzonych rozmów, prowadzą do pewnego mężczyzny, podejrzewanego o pedofilię. Sprawa wydaje się być zakończona, kiedy człowiek ten przyznaje się do popełnienia zbrodni i opisuje ze szczegółami, co zrobił zaginionej dziewczynce. Czy jednak to wszystko może być tak proste i oczywiste? Jasne, że nie. Okazuje się bowiem, iż jest to dopiero początek żmudnej policyjnej roboty, w którą komisarz Mortka angażuje się jako konsultant, mający znacznie więcej doświadczenia niż koledzy po fachu z lokalnego komisariatu. Śledztwo nabiera tempa, kiedy przypadkowo, w nieczynnej już kopalni uranu, zostają odkryte zmasakrowane ciała kobiet... Co jednak z zaginionymi dziewczynkami? Kim są kobiety, które znaleziono w sztolni? I dlaczego nie wszystkim na krotowickim komisariacie można zaufać?

Powieści Wojciecha Chmielarza mają w sobie tę mieszankę kryminału i obyczaju, którą lubię najbardziej - idealnie wyważone tło społeczne, będące uzupełnieniem toczącej się sprawy. Dzięki temu historia stworzona przez autora jest wielowymiarowa i realistyczna. Poza tym kolejne wydarzenia i zwroty akcji sprawiają, że powieść tak wciąga, że trudno odłożyć książkę.  

Komisarz Mortka da się lubić, chociaż nie jest to bohater o kryształowym charakterze. Konstrukcja tej postaci nie jest bardzo skomplikowana, ale to chyba lepiej. Mamy tu bowiem policjanta oddanego bez reszty pracy, który po rozstaniu z żoną wciąż jest samotny. Faceta, który nie do końca potrafi wyznaczyć sobie priorytety w życiu. Efekt jest taki, że nie ma czasu dla własnych synów, a jego życie jest naprawdę… denne. Mimo to jednak polubiłam tego gościa i jestem ciekawa, co jeszcze przygotował dla niego autor w kolejnych tomach serii.   

Wątek romski, bardzo ciekawie tutaj opisany, przypomniał mi inną powieść, którą czytało mi się równie dobrze: etnokryminał „Kamień” autorstwa M. i M. Kuźmińskich. Świetnie pokazane zwyczaje Romów, nazewnictwo, którego nie znałam i ciekawostki, o których nie miałam pojęcia, pozwalają choć w części zrozumieć tę tak odmienną od naszej społeczność. Temat pojawia się głównie w rozmowach bohaterów, więc tym bardziej zaciekawia.

Polecam kryminał „Farma lalek” czytelnikom, którzy mają wśród ulubionych pisarzy takie nazwiska, jak Katarzyna Puzyńska, Magda Stachula czy M. i M. Kuźmińscy. Z zagranicznych pisarzy porównałabym tę serię chyba do powieści Camilli Lackberg. Połączenie kryminału i warstwy obyczajowej również tutaj doskonale się sprawdziło.

Tytuł: „Farma lalek”
Autor: Wojciech Chmielarz
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Jakub Mortka, tom 2

Moja ocena: 6/6

czwartek, 28 września 2017

"Miedzianka. Historia znikania" Filip Springer - recenzja

Tytuł: "Miedzianka. Historia znikania"
Autor: Filip Springer
Gatunek: reportaż, literatura faktu
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Czarne


Skojarzynki:
miasteczko * kopalnie * wydobycie * browar * ludzie * wspomnienia

Książką, a dokładniej historią Miedzianki, zainteresował się mój mąż, więc ją nabyliśmy i dzięki temu mogłam przeczytać swój pierwszy w życiu reportaż. Czy mi się podobał? Czy mnie zainteresował? Mam mieszane uczucia. Myślę, że spodziewałam się czegoś innego, ale nie potrafię określić czego. Tylko nie mówcie, że zupełnie, jak typowa kobieta :D Po prostu nie czytałam do tej pory reportaży, więc trudno mi zdecydować, czy o to mi chodziło, kiedy brałam do ręki tę konkretną książkę. 


Pierwszym moim skojarzeniem z określeniem Miedzianki jako "miasteczko, którego nie ma" było Borne Sulinowo, współcześnie wprawdzie istniejące, ale kiedyś go na mapie nie było. O Bornem powstały dwie książki, napisane przez jego mieszkankę, panią Mirosławę Łuczak. Nie był to reportaż, lecz wspomnienia, pełne emocji i całkowicie subiektywne. W przypadku "Miedzianki" jest to opowieść o miejscu i ludziach, którzy je tworzyli, napisana na podstawie zebranych przez autora informacji i dostępnych wspomnień. 
Z tej myśli wyszło drugie skojarzenie. Kiedy zostało mi kilkanaście stron, doszłam do wniosku, że jest to wersja książkowa bardzo podobna w klimacie do dwóch programów telewizyjnych. Najpierw historycznego stylu Bogusława Wołoszańskiego, a następnie, kiedy autor zaczyna opisywać ludzi i ich losy, to zupełnie, jakbym słyszała panią Elżbietę Jaworowicz. 


Lubię czytać historie ludzi, poznawać ich radości i smutki, śledzić losy. Jeśli dodatkowo mogę ich obserwować na tle różnych wydarzeń historycznych, przyjemność lektury jest pełniejsza.

Brakowało mi w tej publikacji zdjęć. Może to dlatego, że w dużej mierze jestem wzrokowcem, więc lubię widzieć, o czym czytam, nie tylko w wyobraźni. Tymczasem tutaj zdjęć jak na lekarstwo, zaledwie kilka. 

Nie potrafię ocenić, czy to dobry reportaż, bo nie mam porównania w tym temacie, ale czytało mi się go dobrze. Widać, że autor dobrze się przygotował, by zrelacjonować czytelnikom dzieje Miedzianki na przestrzeni lat. Szkoda, że tak piękne miasteczko, z taką historią, po prostu zniknęło...