Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EDIPRESSE Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EDIPRESSE Książki. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2022

"Odnaleziona" Magda Stachula - recenzja

"Odnaleziona" to drugi tom serii Lena autorstwa Magdy Stachuli. Główną bohaterkę, Lenę, a właściwie Milenę, znamy już z "Oszukanej", gdzie rozpoczyna się jej nieźle pogmatwana historia. Po pewnym wydarzeniu kobieta ucieka z Polski i ukrywa się w Kopenhadze, gdzie prowadzi życie pełne lęku i podejrzeń. We wszystkich widzi potencjalnych wrogów i wciąż ogląda się za siebie, wypatrując ludzi z przeszłości, przed którymi się ukrywa.  

Powieść rozpoczyna prolog, w którym znalezione zostają zwłoki młodej kobiety. Wygląda na to, że ktoś potrącił ją samochodem, kiedy jechała rowerem. Lena rozpoczyna pracę jako opiekunka pewnej starszej pani, Polki mieszkającej od lat w Danii. Pani Sara porusza się na wózku, więc wymaga troskliwej opieki. Mimo podeszłego wieku, jest bardzo aktywna w środowisku kopenhaskiej Polonii, którą zajmuje się Anna, dyrektorka Instytutu Polskiego. 

W kolejnych rozdziałach poznajemy historię tytułowej "odnalezionej" z perspektywy czwórki bohaterów: Leny, Anny, Emila i Nikodema. To świetny pomysł, pozwalający uporządkować informacje, bo dzieje się tu naprawdę sporo. Emil to lekarz okulista, w którego życiu kiedyś pojawiła się Lena, aktualnie pracujący w kopenhaskim szpitalu. Nikodem marzy o tym, by odnaleźć i odzyskać Lenę, chociaż jego matka zrobi wszystko, aby mu się to nie udało. Lena zaś nie spodziewa się, że nawet w Danii nie może czuć się bezpieczna. Śledzenie powiązań między bohaterami pochłonęło mnie bez reszty. Część z nich jest jasna, ale są i takie wątki, nad którymi nieźle się nagłowiłam. Warto znać fabułę pierwszego tomu serii, aby móc w pełni wgryźć się w tę część. 

Bardzo lubię tworzoną przez Magdę Stachulę przytłaczającą atmosferę niepewności. I zmyłki w fabule, które wyprowadzają w pole nawet pasjonatów thrillerów psychologicznych. Kiedy w trakcie lektury pojawia się coraz więcej pytań, to znaczy, że jest to naprawdę dobra powieść, z którą warto spędzić czas. I tak właśnie jest z książkami Magdy Stachuli. Wkrótce zabiorę się za trzeci tom serii, bo jestem bardzo ciekawa, co jeszcze autorka przygotowała dla czytelników.

Tytuł: "Odnaleziona"
Autor: Magda Stachula
Gatunek: domestic noir, thriller psychologiczny
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: EDIPRESS Książki
Cykl: Lena, tom 2

Moja ocena: 6/6


      

poniedziałek, 2 maja 2022

"Miasto z lodu" Małgorzata Warda - recenzja

"Miasto z lodu" to niepozorna książka poruszająca wiele trudnych tematów. Moje wydanie to kieszonka, kolejny tom serii Mistrzynie polskich kryminałów. I pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Wardy. Czy było udane?

Agata Tomaszewska to trzynastolatka, której przyszło się zmierzyć z problemami zupełnie nieprzystającymi do tych występujących w dziecięcym świecie. Kiedy pewnego dnia dziewczynka wyrusza w Polskę z matką, nie ma pojęcia, co czeka na nie tam, dokąd dojadą. Wyjazd miałby zupełnie inny klimat, gdyby nie choroba matki. Do tej pory Agata mieszkała z babcią i tam była bezpieczna, szczególnie, kiedy choroba matki się nasilała i kobieta przestawała być sobą. Teraz Agata była zdana tylko na siebie. 

Tomaszewskie osiedlają się w niewielkiej górskiej miejscowości, gdzie mieszkańcy świetnie się znają, więc obecność dwóch "obcych" zostaje natychmiast zauważona. Do tego jeszcze Teresa jest piękną kobietą, która od razu wpada w oko tutejszym mężczyznom. Starsza Tomaszewska rozpoczyna pracę w restauracji, ale dostaje głównie nocne zmiany. Mija się z córką, jednak liczy na to, że Agata poradzi sobie sama. Kiedy dziewczynka zostaje znaleziona nieprzytomna w górach, rozpętuje się burza medialna, a policja rozpoczyna śledztwo. Co się wydarzyło? Dlaczego Agata wyszła w góry? Gdzie podziały się jej buty? Czy dziewczyna wyjdzie z tego cała i zdrowa? 

Narrację w powieści prowadzi pogrążona w śpiączce farmakologicznej Agata. To ona opowiada o swoim życiu z matką zmagającą się z chorobą afektywną dwubiegunową, a także relacjonuje wydarzenia sprzed i po znalezieniu jej w górach. Wątki przeplatają się i łączą, dzięki czemu możemy powoli składać wszystkie elementy i obserwować jak wyłania się z nich cały obraz życia Agaty, zdecydowanie za małej jeszcze na problemy, które musiała udźwignąć.

Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale uważam je za całkiem udane. Bardzo realistyczna historia opisana została oszczędnie, bez niepotrzebnych opisów czy skomplikowanych medycznych określeń. Jedyne, co mi przeszkadzało, to rozmiar książki, bo nie przepadam za pocketami, a tym razem tylko taka wersja wpadła mi w ręce. Przy kolejnej powieści M. Wardy naprawię ten błąd i będę szukać książki o normalnych gabarytach ;-)

Tytuł: "Miasto z lodu"
Autor: Małgorzata Warda
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 347
Wydawnictwo: Edipress, Prószyński i S-ka
Cykl: Mistrzynie polskich kryminałów, tom 20

Moja ocena: 6/6



      

środa, 3 lipca 2019

"Oszukana" Magda Stachula - recenzja


Po "Oszukaną" sięgnęłam po lekturze "Trzeciej", było to zatem moje drugie spotkanie z autorką. Czy było warto? Po mojej ocenie widać, że tak :-)

Ufasz ludziom? W którym momencie poznany człowiek przestaje być obcym, a zaczyna być znajomym? Jaką masz pewność, że to, co Ci o sobie opowiada, to prawda? 

Główna bohaterka powieści, Milena Lenczuk, to dwudziestotrzylatka z niewielkiej Włodawy. Dziewczyna nie do końca wie, co chce robić w życiu, więc za namową matki ląduje na studiach pedagogicznych. Jednak z czasem dociera do niej, że to był zły wybór. Jej pasją jest fotografia, a od niedawna najważniejszym elementem jej życia jest chłopak, Hubert. Chociaż znają się zaledwie kilka miesięcy, Lena kocha go bardzo i nie może doczekać się chwili, w której razem zamieszkają w Krakowie, gdzie dziewczyna zamierza studiować fotografikę. Mają mnóstwo wspólnych planów, jednak na drodze do szczęścia staje pewne zdarzenie, które burzy wszystko. Wywraca całe życie Leny do góry nogami i sprawia, że dziewczyna musi się ukrywać. Jak poradzi sobie w nowej sytuacji? 

Magda Stachula potrafi stworzyć w swoich powieściach niesamowity, trochę mroczny i niepokojący klimat. Fabuła zdaje się być zagmatwana i niejasna, przez co początkowo mocno kombinowałam nad tym, kto tu jest winny i jaki będzie finał. Nie udało mi się przewidzieć zakończenia, ale przyznaję się, że w pewnym momencie przestałam go szukać. Dałam się porwać akcji i w napięciu obserwowałam poczynania bohaterów, co było o tyle interesujące, że autorka opisała wydarzenia z kilku punktów widzenia. Lubię taką narrację. Niby dowiadujemy się, co się wydarzyło, już przy relacji pierwszej z postaci, ale kiedy przechodzimy do kolejnych opowieści, chociaż czytamy teoretycznie o tym samym, wciąż pojawiają się nowe fakty i szczegóły, które  razem tworzą spójną całość. Lubię takie puzzle. Do tego jeszcze dochodzą świetnie ukazane emocje, targające bohaterami. Pierwsze miejsce w konkursie na największą paranoję w tej powieści zdobyła według mnie Lena, chociaż jest też inny bohater, który również ma nieźle namieszane pod sufitem. 
Zastosowanie zdań prostych sprawiło, że akcja jest naprawdę wartka, bez niepotrzebnych przedłużeń. Trudno mi było oderwać się od tej historii. Autorka fantastycznie stopniuje napięcie i umiejętnie podrzuca czytelnikowi kolejne elementy układanki. Żeby nie było zbyt prosto, większość to mylące tropy, zasłony dymne lub fakty przedstawione w taki sposób, by zamiast coś wyjaśnić, jeszcze bardziej zakręciły całą sytuację. Jak dla mnie, rewelacja!  

Mój językowy konik znów wierzga, więc nie mogę nie dopuścić go do głosu ;) W końcu stratował kopytami jeden punkt z mojej oceny. Początek tekstu pod względem technicznym był świetny, jednak z czasem pojawia się w nim coraz więcej literówek, "zjedzonych" literek i trochę zdań o zaskakującym szyku wyrazów. 

Jeśli lubisz zagłębiać się w pokręconą psychikę bohaterów i pasuje Ci dreszczyk pojawiający się podczas lektury, to ta książka będzie dla Ciebie idealna.

   
I muszę dodać jeszcze jedno sprostowanie.

"Mama przekonywała mnie, że bycie nauczycielką to najbardziej stabilna jak na dzisiejsze czasy praca, którą mogę wykonywać w małym miasteczku.

- A poza tym gdzie będziesz miała tyle wolnego? - zapytała, gdy pewnego wieczoru siedziałyśmy przy stole w kuchni nad kubkami gorącego kakao. - Pomyśl, kochanie, wakacje, ferie, a i w zwykły tydzień pracy to nie czterdzieści bitych godzin przed komputerem".

Ja rozumiem, że to jest po prostu zdanie bohaterki, która je wypowiada, ale podkreślić to muszę, bo inaczej się uduszę. To NIE jest prawda, tylko fikcja literacka. Amen.





Książkę dostałam w prezencie od Hani z Nie oceniam po okładkach <3 Haneczko, takie lekturki to Ty mi możesz, Kochana, podrzucać regularnie <3 Wszystkim im będzie u mnie bardzo dobrze :D    

piątek, 4 sierpnia 2017

"Prawdziwa miłość" Krystyna Mirek - recenzja

Tytuł: "Prawdziwa miłość"
Autor: Krystyna Mirek
Gatunek: powieść obyczajowa, romans
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: EDIPRESSE Książki
Seria: Saga rodu Cantendorfów, tom 3


Skojarzynki: 
zdrada * miłość * dziecko * tajemnica * ogrodnik * wybór * śmierć



Trzeci, niestety ostatni, tom z serii saga rodu Cantendorfów również pochłonęłam z prędkością światła. Bardzo interesowało mnie, jak potoczyły się losy Kate, Aleksandra, Alice, Roberta i Isabelle. Autorka zakończyła drugą część w takim miejscu, że włosy zjeżyły mi się na głowie, kiedy dotarłam do ostatniej strony. 


Najpierw kilka słów o tym, co zastałam na pierwszych stronach... W wyniku wydarzeń z dwóch pierwszych tomów, o których tu nie wspomnę, aby nie spojlerować na wypadek, gdyby ktoś jeszcze nie czytał poprzednich tomów tej serii, Alice postanawia wyruszyć w świat, by rozpocząć nowe życie, Kate leży nieprzytomna, wręcz umierająca po szaleńczej nocy, podczas której w strugach deszczu i strasznej burzy dowiedziała się o zdradzie Aleksandra, a Isabelle, której poszukują wszyscy służący, delektuje się błogostanem u boku Roberta, do którego pojechała, by wyjawić mu tajemnicę swojego błogosławionego stanu. Aleksandra nikt nie widział, podobnie jak gospodyni. Pani Hammond natomiast, mimo poważnej niedyspozycji, postanowiła wreszcie odnaleźć klucz do skarbca, w którym, jak podejrzewała, znajdowała się wskazówka do strasznej tajemnicy zamku, którą chroniła przez wiele lat. Udało jej się znaleźć skrytkę i weszła w końcu do skarbca, jednak nie przewidziała tego, że nie uda jej się z niego wyjść... 


Alice nie zaszła daleko. Jako wiedźma pełną gębą odczuła wyraźnie trzy wezwania na pomoc, których nie mogła zignorować. Wzywały ją trzy kobiety, ale postanowiła wrócić przede wszystkim dla jednej z nich. Dla Kate. Rozpoczęła się walka o życie dziewczyny...

Jedna z sióstr Cantendorf postanowiła zmienić swoje dotychczasowe życie. W poprzednim tomie prawie udało jej się schwytać tajemniczego ogrodnika, który upiększał od jakiegoś czasu okoliczne ogrody, aż w końcu dotarł również do zamku Cantendorf. Co wyniknie z ich ponownego spotkania? 

Aleksander powrócił do zamku po nocy pełnej przemyśleń. Był zdruzgotany sytuacją, w której postawiła go nagle Isabelle, ponieważ jego miłość do Kate była prawdziwa i szczera. Nie potrafił żyć bez swojego rudego kociaka, jednak czuł się odpowiedzialny za dziecko, które rosło pod sercem innej kobiety... Czy to na pewno jego dziecko?


Pani Hammond nie zostało wiele czasu, a jest jedyną osobą, która wie, co wydarzyło się przed laty. Czy tajemnica zamku ujrzy wreszcie światło dzienne? Co zrobi Aleksander? Czy Kate wybaczy mu cierpienie, które jej zafundował? I czy to naprawdę była jego wina?  

Niby prosta historia, a tak napisana, że włos się jeży podczas lektury :-) Polecam gorąco całą serię :-)

czwartek, 27 lipca 2017

"Cena szczęścia" Krystyna Mirek - recenzja

Tytuł: "Cena szczęścia"
Autor: Krystyna Mirek
Gatunek: powieść obyczajowa, romans
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: EDIPRESSE Książki
Seria: Saga rodu Cantendorfów, tom 2

Skojarzynki: 
miłość * plotki * wyższe sfery * wiedźma * przeszkody


"Plotka w spokojnie żyjącej społeczności jest niczym pierwsze wiosenne ciepło, które dotyka skutej mrozem rzeki."

W wyniku wydarzeń, o których można przeczytać w tomie pierwszym serii, Kate Milton odlicza niecierpliwie dni do ślubu z hrabią Aleksandrem Cantendorfem. Gospodyni hrabiego, pani Hammond, jest załamana i wściekła. Do tej pory żony jej wychowanka były delikatne i wrażliwe, więc ich śmierć była wręcz nieunikniona. Tymczasem Kate to zdrowa i zahartowana dziewczyna, do tego bystra i mądra. Niedobrze... Co robić?

"- Najwyższy czas na inteligentnego wspólnika - wyszeptała. Niech ten dom zacznie tętnić życiem. Wypełni się śmiechem dzieci i gwarem gości. Kate dostanie swoje wielkie szczęście. A że potem będzie musiała za nie zapłacić? Cóż, szczęście ma swoją cenę." 


Isabelle, kochanka hrabiego i od niedawna wdowa po lordzie Adlerze, została pominięta w testamencie męża dokładnie tak, jak i ona pominęła go w swoim życiu. Wróciła po pogrzebie do zamku z myślą o tym, że skoro jest już wolna, będą mogli teraz pobrać się z Aleksandrem. Nowa sytuacja całkowicie ją zaskoczyła i postawiła w kiepskim położeniu... Co wymyśli, by zatrzymać przy sobie Aleksandra?

Otoczenie aż huczy od plotek i świętego oburzenia. Jak hrabia mógł zaręczyć się ze zwykłą dziewczyną, której ojciec jest ledwie dzierżawcą?! Tyle majętnych i dobrze urodzonych panien wokoło, a on wybrał ją. Jak poradzi sobie Kate w nowej dla niej sytuacji, kiedy przyjdzie jej być wytworną damą w towarzystwie wysoko urodzonych pań? Madame Eleonor dwoi się i troi, by przygotować dziewczynę do nowego życia. Pianino, francuski, tańce, zachowanie, prowadzenie domu, wszystko ma znaczenie. Państwo Milton, początkowo skupieni na swoich małżeńskich i finansowych problemach, w końcu wymogli na córce informację, kto stoi za tą cała karuzelą zmian. Jak zareagowali na odpowiedź Kate?  



Skoro Kate zgodziła się pójść na układ z wiedźmą Alice, nie ma już odwrotu. Byłoby łatwiej i mniej stresująco, gdyby ta, której wszyscy wokół się boją, określiła jasno, jak przyjdzie Kate zapłacić za pomoc. Tymczasem Alice wciąż zwleka z podaniem sposobu zapłaty. Dziewczyna usłyszała tylko, że kiedy nadejdzie pora, Alice zgłosi się po przysługę. Nawet Eleonor nie ma pojęcia, czego zażąda wiedźma... Jaka będzie cena szczęścia, które zdobyła Kate z pomocą Alice i Eleonor? Czy jej marzenia się spełnią? 

Zamek Cantendorf kryje mroczną tajemnicę, którą zna tylko
gospodyni. I kamerdyner, ale on się w zasadzie nie liczy. Tak przynajmniej uważa pani Hammond, traktując mężczyznę jak swój podnóżek i wyposażenie sypialni. I zaświtało jej w głowie, że być może wreszcie, po tylu słabych kobietkach, które nie wytrzymały długo w murach zamku, Kate okaże się odpowiednią osobą do podzielenia się z nią skrywaną tajemnicą. Wspólniczką...



Polecam, polecam, polecam i nie mogę doczekać się trzeciego tomu :-)

środa, 26 lipca 2017

"Tajemnica zamku" Krystyna Mirek - recenzja

Tytuł: "Tajemnica zamku"
Autor: Krystyna Mirek
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron:
Wydawnictwo: EDIPRESSE Książki

seria: Saga rodu Cantendorfów, tom 1

Skojarzynki:
zamek * śmierć żon * wyższe sfery * plany matrymonialne * kochanka


Zachęcona pozytywnymi recenzjami koleżanek z pracy sięgnęłam i ja po obyczajową powieść z romansem w tle. Muszę przyznać, że w moim przypadku to była dość karkołomna decyzja, bo ani to kryminał (choć trup, owszem, jest), a autorka jest Polką, a rzadko zdarza mi się czytać polskich autorów (wiem, wiem, mea culpa). Przeanalizujmy zatem...


Hrabia Aleksander Cantendorf właśnie pochował czwartą (!) żonę w przeciągu kilku lat. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież choroby chodzą po ludziach, ale mimo wszystko plotki wyrastają wokół tak częstych zgonów jak grzyby po deszczu. Okoliczne panny zaczęły się obawiać o swoje życie, gdyż hrabia miał zwyczaj dość szybko rozpoczynać poszukiwania kandydatki na następną małżonkę. Na szczęście problem ten dotyczył tylko tych bogatych, rzecz jasna... Lord Metcalf zaczął się poważnie obawiać o swoją jedynaczkę, Emilię, która pasowałaby idealnie do matrymonialnych planów hrabiego. Postanowił zatem wysłać dziewczynę do teściowej do czasu, aż wybór hrabiego padnie na jakąś inną nieszczęsną dziewoję. Podobne pomysły pojawiły się u innych okolicznych mieszkańców. Tymczasem w domu Miltonów dwie siostry, Kate i Amelia, starają się funkcjonować jak zwykle, mimo że ich ojcu nie wiedzie się w interesach, co powiększa i tak już ogromny dług rodziny. Dziewczęta same przerabiają stare sukienki i zajmują się domem, ponieważ ze służby została już tylko jedna pokojówka. Amelia ma narzeczonego, ale sprawy zaczynają się komplikować, bo panna bez posagu, i w dodatku w długach, nie jest dobrą partią... Rudowłosa Kate zaś jest charakterna i na razie nie ma absztyfikanta, a do tego jest przekonana, że nie chce wychodzić za mąż. 

"Po śniadaniu starannie się ubierz - zwrócił się do niej tata. - Pojedziemy na obiad do lorda Metcalfa. [...]
- Może mama z Amelią będą lepszym towarzystwem? - zapytała szybko. - Ja nie najlepiej się dzisiaj czuję.
- Nie ma mowy! - zawołał ojciec. Ostatnio szybko się denerwował. - Kaprysy, złe samopoczucie i słynne bóle głowy są dobre dla delikatnych panien. Czasem to nawet urocze. Ale ty jesteś córką bankruta. - Po raz pierwszy wypowiedział to słowo na głos. - Musisz się przyzwyczaić. Jedziemy tam w interesach, robić dobre wrażenie, nie dla przyjemności."

Ojciec Kate i Amelii, wprawdzie tylko dzierżawca i to do tego z problemami finansowymi, wybłagał u lorda Metcalfa zaproszenie na ten obiad, aby mógł załatwić z hrabią Aleksandrem odroczenie płatności, a przy okazji trzymać rękę na pulsie w sprawach związanych z poszukiwaniem kolejnej kandydatki na żonę dla hrabiego. W końcu on również ma w domu panny na wydaniu, co z tego, że bez posagu? Kate obawia się jednak, że hrabia rozpowie, iż widział ją w lesie w nietypowej sytuacji... 


Hrabia Aleksander, choć roztacza wokół siebie aurę mrocznego i surowego człowieka, przeżywa na swój sposób straty, które poniósł. Jedyna rodzina, jaką ma, trzy niezamężne ciotki, chyba słabo przygotowała go do roli dobrego męża. Jego żony głównie bowiem bały się go i całego tego małżeńskiego stanu. Poza tym były w jego oczach niczym więcej, tylko pięknymi i delikatnymi, lecz pustymi, lalkami... A jemu marzy się kobieta nie tylko urodziwa, lecz taka, z którą można porozmawiać, z głową na karku. Tymczasem siostry Cantendorf, które same pozostały niezamężne z uwagi na spore braki w urodzie, marzyły o tym, by Aleksander obdarował je możliwością rozpieszczania jego dzieci i uczynienia ich swoimi spadkobiercami. 

Cieniem na dobrym imieniu hrabiego kładł się romans z zamężną Izabelle. Choć oficjalnie nic takiego nie miało miejsca, wszyscy wiedzieli, jak się sprawy mają... Sama Izabelle zaś marzyła o zostaniu panią zamku i urodzeniu hrabiemu potomka. Czy dopnie swego? 

"Poziom jej umiejętności [w całowaniu] był w tym względzie tak wysoki, że potrafiła rzucić na kolana nawet wymagającego Aleksandra Cantendorfa. Rzucała go na kolana dosłownie. Ale nie tylko. Także na łóżko, sofę, podłogę, miękką trawę na wzgórzu. Miała swoje sposoby i robiła z tym mężczyzną, co chciała. Jadł jej z ręki. To także zdarzało się dosłownie."

Czy żony hrabiego ktoś morduje czy to faktycznie tylko wyjątkowy zbieg okoliczności bądź fatum?  Czy spotkanie Kate i hrabiego Aleksandra w lesie będzie miało jakieś konsekwencje? Na kim ostatecznie zawiesi oko hrabia i co z tego wyniknie? Kim jest Alice i dlaczego wszyscy się jej boją? 

       
Na koniec jeszcze akcent humorystyczny:

"- Usiądź - zaproponowała Anna.
- Nie mogę. Coś mnie uwiera i przeszkadza.
- No cóż - roześmiała się Adelina. - Kobiece dolegliwości przybierają różne oblicza. A może po prostu kogoś poznałaś i dręczy Cię taka nieokreślona tęsknota? Dobrze pamiętam, że kiedy miałam piętnaście lat, czułam to samo...
- Och, przestańcie - zawołała Edith. - Chodzi mi o wewnętrzne odczucie.
- Wyrostek?"

Bardzo prosty pomysł na fabułę, za to świetnie opisany. Czytało mi się przyjemnie, z zainteresowaniem ogromnym. Duża czcionka i dość krótkie rozdziały zdecydowanie pomagają w lekturze. Nie mogę się doczekać pochłonięcia kolejnych tomów :-) 

poniedziałek, 22 października 2012

"Agatha Raisin i ciasto śmierci" M.C.Beaton

Pierwszy tom serii o Agacie Raisin przeczytałam w kilka godzin... gdzie? Tak, zgadza się, w pociągu :D Wcześniej czytałam podobny sznur książkowy, "Kot, który..." Był fantastyczny, przeczytałam wszystkie i jedynie ostatni tom mnie nie zachwycił, bo nie traktował o moich kocich ulubieńcach ;-) Wracając jednak do Agaty, to raczej nie czuję się zmotywowana do przeczytania kolejnych. Ale z drugiej strony jest to literatura przydatna w podróży :-)
Agata decyduje się zamknąć firmę PR, którą prowadzi, i przenieść się do małego miasteczka, gdzie kupiła chatkę, o której zawsze marzyła. Trochę się biedna miota między życiem pełnym sukcesów, hałasu, działania, a tym spokojnym, uregulowanym, żeby nie powiedzieć nudnym. Zaczyna tęsknić za światem, czuje się samotna, więc postanawia wkupić się w łaski mieszkańców swojej wioski. Aby to zrobić zapisuje się na listę uczestników konkursu na najlepsze ciasto francuskie. Co z tego, że nie potrafi piec? ;-) Ponieważ jest to seria kryminałów, pojawia się oczywiście trup, ale kto wygrał konkurs na uśmiercenie? Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie Agata. Ona będzie w tej historii trochę jak panna Marple u Agaty Christie :-)