Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Antoni Homa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Antoni Homa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 sierpnia 2025

"Alborada del gracioso" Jan Antoni Homa - recenzja


Tytuł: Alborada del gracioso"
Autor: Jan Antoni Homa
Gatunek: kryminał
Czas trwania: 5 h 38 minut
Lektor: Maciej Kowalik
Wydawnictwo: Lind & Co Polska
Cykl: Muzyczny kryminał, tom 4

Moja ocena: 6/6

Zupełnie przypadkowo trafiłam na Storytel na czwarty tom serii kryminałów muzycznych Jana Antoniego Homy. Ze wstydem muszę przyznać, że nie miałam pojęcia o istnieniu czwartego tomu, chociaż trzy poprzednie mam na półce. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, jaka jest data premiery: lipiec 2025 :D Z przyjemnością wróciłam do świata altowiolisty Bartka Czarnoleskiego i muszę przyznać, że słuchało mi się bardzo przyjemnie.

Bartek dostaje intratną propozycję grania na statku. Ma to być totalnie odjechany kolos pełen atrakcji dla bogaczy. Pracę altowiolista dostaje fuksem, ponieważ kolega, który miał płynąć w ten rejs, ma inne zobowiązania. Wprawdzie Czarnoleski odrobinę wypadł z gry z powodu kontuzji, jednak muzycy nie mieli wyboru, ponieważ nie było już kogo poprosić o zastępstwo. Bartek zgodził się, jednak podjął ryzyko przeszmuglowania na pokład statku swojego psa. Jakie będą konsekwencje tej decyzji, przekonacie się, kiedy sięgniecie po książkę. A co z wątkiem kryminalnym? Oczywiście jest, bo gdzieżby Bartka ominęły takie atrakcje! Nie obyło się bez zwłok, rzecz jasna. Z czyjejś ręki ginie najbogatszy pasażer statku, a pod pokładem pracownicy natrafią na... a nie, nie zdradzę :D W każdym razie będzie się działo. W dodatku autor stworzył cały wachlarz bardzo interesujących postaci, muzyków, marynarzy, a także pasażerów statku. 

Akcja jest dość dynamiczna, chociaż inaczej się czyta, a inaczej słucha, ale jednak miałam wrażenie, że fabuła rozwija się dość szybko, a dialogi jeszcze podkręcają tempo. 

Seria ta jest nietypowa. Niby kryminał, ale jednak napisany pięknym językiem, bez brutalnych i krwistych scen. Jeśli lubicie muzykę klasyczną, wątki z nią związane, wplecione w fabułę kryminalną, powinny Wam się spodobać.


sobota, 4 grudnia 2021

"Niebieska nuta" Jan Antoni Homa - recenzja

Na cykl muzycznych kryminałów autorstwa Jana Antoniego Homy trafiłam zupełnie przypadkiem. Kiedy pierwszy tom przypadł mi do gustu, szybko zaopatrzyłam się w kolejny, który również mi się spodobał. Zagadkowe fabuły okraszone muzycznymi wtrętami to ciekawy pomysł, z którym wcześniej się nie spotkałam. Kiedy zorientowałam się, że całkiem niedawno, bo w lipcu tego roku, wyszedł trzeci tom tego cyklu, szybko zdobyłam książkę. Muszę przyznać, że przy gabarytach poprzedniczek, trzecia część wygląda bardzo niepozornie, ponieważ ma zaledwie 158 stron. Mimo tego zawiera porządnie skonstruowaną fabułę z wciągającą tajemnicą.

Tym razem Bartosz Czarnoleski rusza w Polskę, aby zapomnieć o złamanym sercu i stratach materialnych, które go dotknęły. Na chybił trafił wybiera miejsce, którym okazuje się niewielkie miasteczko o sielankowej nazwie Pogodna. Na nazwie miejscowości kończy się jednak beztroska tego miejsca. Na dzień dobry ktoś unicestwia szybę w aucie Bartka, a to dopiero wstęp do dziwnej wojny nerwów. Chociaż początki nie są zachęcające, mężczyzna postanawia zostać w Pogodnej przez jakiś czas. Kiedy dowiaduje się o tym, że w miejscowości działa klub jazzowy Blue Note, szybko znajduje to miejsce i poznaje najważniejszego muzyka wśród lokalsów, Cygana. Nowy przyjaciel namawia Bartka, by mimo kontuzji palca wrócił do gry. Kiedy wszystko zaczyna się układać, a muzyka przyciąga do klubu coraz więcej melomanów, Czarnoleski znajduje zwłoki przyjaciela. Komu Cygan aż tak nadepnął na odcisk, że spotkał się z ostrzem sztyletu? Bartek po raz kolejny postanawia rozwikłać zagadkę, chociaż szybko okaże się, że jego decyzja nie podoba się niektórym mieszkańcom Pogodnej. Czy uda mu się mimo przeszkód znaleźć zabójcę przyjaciela?

Tym razem wydarzeniom towarzyszy muzyka jazzowa, a nie klasyczna i jest jej trochę mniej niż w poprzednich tomach. Przy okazji jednego z wątków pojawiają się interesujące informacje z przeszłości, o których jednak nie mogę wiele napisać, bo spaliłabym istotny fragment całej historii. W każdym razie na pewno spodoba Wam się ten pomysł. 

Autor świetnie buduje napięcie, posługując się przyjaznym dla czytelnika językiem. Fragmenty muzyczne są zrozumiałym nawet dla laika uzupełnieniem fabuły, a akcja rozwija się równomiernie. Czytałam z przyjemnością i dużym zainteresowaniem, jak w tak krótkim tekście autor zmieści wszystkie istotne elementy tej powieści. Udało się. Zdecydowanie polecam.

Tytuł: "Niebieska nuta"
Autor: Jan Antoni Homa
Gatunek: kryminał
Liczba stron 158
Wydawnictwo: Oficynka
Cykl: Muzyczny kryminał, tom 3
Seria: Bartosz Czarnoleski

Moja ocena: 6/6

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Ostatni koncert" Jan Antoni Homa - recenzja

Tytuł: "Ostatni koncert"
Autor: Jan Antoni Homa
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: MG

Dalszy ciąg powieści "Altowiolista"


Skojarzynki:
muzyka * morderstwo * winnica * kwartet smyczkowy * blog * struna * porwanie


Kiedy dowiedziałam się, że "Altowiolista" ma dalszy ciąg, szybko zdobyłam książkę, aby przeczytać o losach Bartosza Czarnoleskiego. Od chwili, kiedy stał się on właścicielem włoskiej winnicy Casa e Proprieta de Citta Abbandonata, minął niecały miesiąc. Powoli zaczynał orientować się w sytuacji, choć pojawił się pomysł sprzedaży otrzymanej w spadku domeny. Autor zadbał o czytelnika oferując mu wstęp traktujący nie tylko o aktualnych wydarzeniach, ale także o tych z poprzedniego tomu. Dzięki temu można sobie było wszystko przypomnieć i poukładać, zanim akcja powieści nabrała tempa. 

Bartek wraz z przyjaciółmi postanowił założyć kwartet smyczkowy. Jego aktualne rozdarcie między Toskanią a Polską trochę utrudniało mu życie, ale dla chcącego nic trudnego - dawał sobie radę. Muzycy pilnie pracowali nad ustalonym wspólnie repertuarem. Bartek przyjeżdżał na próby do K., ale także zapraszał przyjaciół do Toskanii, gdzie ich ćwiczenia spotykały się z ogromnym aplauzem ze strony Włochów uwielbiających muzykę. 



Kiedy Czarnoleski po raz kolejny przybył do Polski i aktywował polską kartę sim, skontaktował się z nim policjant, którego poznał podczas pracy nad sprawą z poprzedniego tomu, nadkomisarz Bielski. Nie była to jednak rozmowa przyjacielska, lecz... zawodowa. Nadkomisarz poprosił Bartka o przyjazd na miejsce zbrodni i konsultację. Okazało się, że właśnie odkryte morderstwo ma pewien związek z muzyką, a mianowicie denat został potraktowany... struną do skrzypiec lub altówki. Chociaż Bartek bronił się rękami i nogami przed angażowaniem go w kolejną kryminalną łamigłówkę, jego umysł sam rozpoczął proces myślowy. Do działania ruszył również znany nam już antykwariusz, który w odpowiednim momencie zaoferował Bartkowi lokum i pomógł rozwikłać zagadkę Rosenberga. Co wyniknie ze współpracy tego duetu? 

Akcja zaczyna się zagęszczać, kiedy podczas wizyty na komisariacie Bartosz dowiaduje się, iż Włosi, nazwani przez Bartka w pierwszym tomie "księżycowymi sylwetkami", którzy próbowali zabić mistrza Ruccacellego, zbiegli podczas przewożenia ich do Florencji... 

Kolejny wątek to wspomnienie nadkomisarza dotyczące pewnej nierozwiązanej sprawy... Dziewczyna i Śmierć. W wypadku samochodowym przed laty zginęła ciotka Joasi, członkini kwartetu i koleżanki Bartka. Nie zakończono sprawy...



Bartek sumiennie przygotowuje się do koncertu, ale z tyłu głowy wciąż kłębią mu się myśli związane ze struną i zamordowanym człowiekiem. W przypływie desperacji przeszukuje nawet Internet w kierunku słów związanych z tą sprawą. W ten sposób natrafia na pewien blog, a później kolejny. Zamieszczone tam posty dają mężczyźnie do myślenia...

Akcja - w niezwykle dystyngowany sposób - zwiększa tempo po raz kolejny, kiedy Bartek stęskniony do granic wytrzymałości wreszcie wraca po wielu perypetiach do Toskanii, lecz zamiast ukochanej i psa zastaje pustkę... Nigdzie nie ma ani dziewczyny, ani zwierzaka i nikt nic nie wie. Co się stało? Przecież rozmawiał z Antosią zaledwie kilka godzin wcześniej... Czyżby niebezpieczne księżycowe sylwetki dotarły aż tutaj? Kto nastaje na życie Bartka i jego ukochanej? Gdzie jej szukać? I czym jest Pamiętnik Sztygara? Przed Bartkiem kolejne nie lada zadanie, lecz gdy chodzi o życie kobiety jego serca, możemy być pewni, że zrobi wszystko, by wyrwać Antonię z rąk prześladowców...

Smaczki wyłowione w trakcie lektury:

"...kolejne schody. Metalowy ślimak prowadził do pomieszczenia, które od razu podbiło moje serce. To była wieża, w której Michalewicz urządził bibliotekę. Miejsce cudowne, niczym spełnienie dziecięcych, a potem dorosłych rojeń o kawałku rzeczywistości, do którego chciałoby się zawsze powracać. Latarnia morska w morzu codzienności..."

Czyż to nie jest piękny opis biblioteki? Wiem, wiem, może i zwyczajny, ale ja już mam takie skrzywienie, że biblioteka jest dla mnie miejscem magicznym. I też mi się takowa marzy...

"Marzyłem o chwili, w której Antosia i Eston rzucą mi się w ramiona (to ostatnie mogłem przypłacić glebą; znałem cenę psiego entuzjazmu)."

"Ascetyczność wnętrza mojej lodówki przywodziła na myśl styl minimal art."

"[...] 
- Czy wyście przypadkiem nie naćpali się skonfiskowaną marihuaną?
Aha! Więc sława - mimo oficjalnego embarga - poszła w świat!
- A jakże! Uspawaliśmy się na sztywno."

"Plotka jest niczym przepanierowany kotlet. W końcu nikt nie wie, co kryje się pod tartą bułką."



Również tym razem delektowałam się cudownym językiem autora. Przykład? Ineksprymable, filipika czy przymiotnik fertyczny - znacie? Ja już wiem, co te słowa oznaczają, ale przyznać muszę, że nie spotkałam się z nimi wcześniej. 
Ponadto mamy znów cudownie budowane zdania, z których dowiadujemy się między innymi, iż pewien artysta odczuł "chęć znalezienia towaru płci przeciwnej", lecz miał z tym duże problemy, ponieważ "tracił powoli kontakt z rzeczywistością", ale "obcokrajowczynie nie wchodziły w grę", ponieważ "jego wątła znajomość języków obcych uległa pod wpływem alkoholu całkowitej atrofii".  

I przyznaję się bez bicia, że opisy muzyczne dla mnie były zdecydowanie przydługie, więc omiatałam je wzrokiem i biegłam dalej, do interesujących mnie wątków. Nie przeszkodziło mi to jednak włączać sobie niektórych opisywanych utworów i słuchać ich podczas lektury :-)



Polecam! :-)


niedziela, 25 czerwca 2017

"Altowiolista" Jan Antoni Homa - recenzja

Tytuł: "Altowiolista"
Autor: Jan Antoni Homa
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 364
Wydawnictwo: Sol



Przyciągająca wzrok okładka i intrygujący opis - te dwa elementy sprawiły, że sięgnęłam po "Altowiolistę". Autor jest muzykiem, zatem nie dziwi wykorzystany w powieści pomysł. Główny bohater, Bartosz Czarnoleski, jest "wolnym strzelcem" bez stałego zatrudnienia. Aktualnie gra w orkiestrze, która przygotowuje się do ważnego koncertu. 

Postać Bartka została opisana przez autora dość dokładnie. Mamy do czynienia z młodym mężczyzną przed trzydziestką, który wciąż nie ułożył sobie życia, do tego jeszcze uratował przez niechybną śmiercią ogromnego psa - wilka. Przygarnięcie Estona oraz jego regularne ćwiczenia na altówce doprowadziły do tego, iż właściciele wynajmowanego przez niego maleńkiego mieszkanka, zażądali, by się wyprowadził. Niesamowitym zbiegiem okoliczności Bartek spotyka na ulicy nieznajomego antykwariusza, który orientuje się w ciężkiej sytuacji mieszkaniowej mężczyzny i oferuje mu mieszkanie na poddaszu swojej kamienicy. Ma jednak warunek - muzyk musi regularnie grać, ponieważ on i jego żona uwielbiają dźwięk prawdziwego instrumentu... Bartek ledwo wierzy w swoje szczęście i z ochotą przenosi się do nowego lokum. Nie wiem jeszcze, że wkrótce pomoc starszego mężczyzny będzie wręcz nieoceniona...

Orkiestra Bartka ma zagrać pod batutą znanego dyrygenta, Damiana Rucacellego. Kiedy jednak Bartek przed koncertem udaje się na spacer z psem, staje się mimowolnym świadkiem napadu na maestra. Scena, którą obserwuje mężczyzna, nie jest wolna od pewnej dawki dramatyzmu. Dyrygent wyraźnie popadł w konflikt z dwoma mężczyznami i szerokim ruchem wyrzucił coś do jeziora! Ten ruch stał się sygnałem dla Estona, który prawdopodobnie był wcześniej szkolony do takich akcji. Pies w kilku susach dopadł wody, wyłowił pudełeczko i przyniósł je Bartkowi, po czym ruszył przed siebie, odesłany przez mężczyznę do domu. Bartek zaś skrył się w zaroślach, co uniemożliwiło napastnikom powiązanie go z psem. Po odejściu napastników, muzyk czym prędzej sprawdził co z leżącym bez życia dyrygentem. Został pchnięty nożem i nie wygląda to dobrze. Wezwana przez Bartka karetka zabiera nieprzytomnego dyrygenta do szpitala, gdzie mężczyzna wprawdzie zostaje uratowany, jednak znajduje się w stanie śpiączki. Tymczasem altowiolista nie podejrzewa nawet, w jak wielkie tarapaty wplątał go niechcący jego pupil, wyławiając z wody tajemnicze pudełeczko, w którego wnętrzu kryła się... batuta. Ponieważ w głębi duszy muzyka kryła się również żyłka detektywa, postanowił on samodzielnie dojść do rozwiązania zagadki. Początkowo wydawało mu się, że chodzi po prostu o jakieś porachunki dyrygenta z nieznajomymi napastnikami, jednak z czasem, drogi Czytelniku, przekonasz się, że zagadek jest znacznie więcej i sięgają naprawdę daleko wstecz, aż do czasów przedwojennych...  

Przede wszystkim muszę napisać, że lektura ta jest naprawdę specyficzna. Gdybym miała podzielić ją na trzy równe części i określić, w którym momencie zaczęło się wreszcie coś dziać, to powiedziałabym, że dopiero w tej trzeciej, ostatniej. Z jednej strony lepiej późno niż wcale, ale z drugiej strony muszę przyznać, że jak już się wreszcie akcja rozkręciła, to nie mogłam się oderwać, dopóki nie przeczytałam ostatnich słów. Może ktoś nazwałby to stopniowaniem napięcia, ale dla mnie jednak za duży był przeskok od "nic się nie dzieje" do "lecimy na łeb na szyję".

Biorąc pod uwagę fakt, iż Jan Antoni Homa jest skrzypkiem, nie dziwi mnie to, że tworząc postać Bartka, wykorzystał powszechnie znane, raczej prześmiewcze, podejście świata muzycznego do altowiolistów. Główny bohater ma jednak do siebie dystans i sam z siebie niejednokrotnie żartuje, co świetnie uzupełnia muzyczno-kryminalną fabułę o akcenty humorystyczne. 

Również język, którym operuje autor, jest niecodzienny, rzecz by można niedzisiejszy. Muszę się przyznać, że były słowa, które czytałam po raz pierwszy w życiu. Bo któż dziś używa wyrazów typu imponderabilia, progenitura, ekspiacja czy indagacje? To tylko przykład wielu kwiatków, które kryje tekst powieści. Spodziewajcie się, na przykład, że antykwariusz, po przeżytym szoku, "odzyska kontrolę nad strunami głosowymi, aby kontynuować wypowiedź", a Bartek postanowi sobie bezwzględnie "powściągnąć cugle wyobraźni". Porównując "Altowiolistę" z obecnymi na rynku nowościami, niewiele z nich może się pochwalić tak kwiecistym językiem. Rzecz jasna, można w trakcie lektury natknąć się również na wulgaryzmy, ale są one idealnie wyważone i zwyczajnie konieczne. 

Minusem były (dla mnie, bo kogoś ta tematyka może bardziej interesować) zdecydowanie przydługie opisy różnych wynikających z fabuły spraw muzycznych i wyjątkowo dłużące się przemyślenia Bartka. Przyznaję się bez bicia, że je po prostu ominęłam :-) Czytałam to, co było mi potrzebne do zrozumienia siatki powiązań. 

Mimo pewnych minusów polecam lekturę, bo jest naprawdę wyjątkowa :-) Już zaczynam polowanie na drugi tom przygód Bartka.