Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MANDO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MANDO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2026

"Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach" Joanna Szczerbaty - recenzja


Tytuł: "Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach"
Autor: Joanna Szczerbaty
Gatunek: poradnik
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: MANDO

Moja ocena: 5/6

Należy zacząć od tego, że książka "Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach" autorstwa Joanny Szczerbaty nie jest typowym poradnikiem. Postanowiłam sięgnąć po niego, ponieważ lubię oglądać filmy z kotami autorki na FB i bawią mnie ich rozmowy lub monologi. Byłam ciekawa, co zawiera książka, w której znane mi z filmów zwierzaki "dostały głos".

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich składa się z dwóch części: kociej i ludzkiej perspektywy danego problemu. Wiele z poruszonych typowo kocich tematów było dla mnie nowością, ponieważ nigdy nie miałam szczególnie bliskich relacji z żadnym kotem. Mogę powiedzieć, że mam jakie takie pojęcie o ich zwyczajach, ale szału nie ma. Tym bardziej były to dla mnie ciekawe fragmenty, choć pewnie każdy kociarz świetnie te wszystkie rzeczy zna i nie były dla niego żadnym odkryciem. 

Porównanie kotów z ludźmi to ciekawy pomysł, chociaż jako ludzie wypadamy tutaj dość marnie. Po lekturze można by stwierdzić, że koty we wszystkim są lepsze od człowieka. Tak przynajmniej uważa nasz koci narrator. Jeśli się jednak dokładniej przyjrzeć i przeanalizować przytoczone w tekście sytuacje i zachowania, to niestety - kot może mieć rację...

Jeśli macie ochotę na lekki i żartobliwy poradnik w zupełnie innym stylu, to kocie wywody mogą przypaść Wam do gustu. Szczególnie, kiedy w opisywanych przez kota ludziach odnajdziecie swoje własne zachowania. Każdy rozdział zawiera również dawkę informacji typowo psychologicznych, od pani Joanny, więc całość stanowi naprawdę przyjemny w odbiorze zestaw interesujących informacji zakresu psychiki i zachowań. 

piątek, 13 marca 2020

"Położna z Auschwitz" Magda Knedler - recenzja



Historię Stanisławy Leszczyńskiej, położnej z Auschwitz, miałam okazję poznać dzięki Book Tourowi, który zorganizowała Pasjo&Matka. Pięć rozdziałów, których tytuły składają się na kojarzące się z Leszczyńską hasło, zawiera opowieść pełną wstrząsających wydarzeń. Sytuacji, które dziś wydają nam się nieprawdopodobne.

Stanisława Leszczyńska już przed wojną pracowała jako położna. Witała na świecie dzieci z pasją i powołaniem. Biegła na wezwanie do rodzącej o każdej porze dnia i nocy. Poświęcała się całkowicie, do tego stopnia, że również w Auschwitz w końcu trafiła do sztuby położniczej, gdzie ratowała maleństwa i ich matki przed śmiercią. I chociaż po pewnym czasie większość dzieci zabijano, jednak na świat wszystkie przychodziły żywe, dzięki troskliwej opiece Mamy, jak ją nazywały położnice. Mimo strasznych warunków, głodu, zimna i braku podstawowych środków higienicznych, Leszczyńska dokonywała cudów, organizując co się dało dla swoich podopiecznych. Nie bała się również odmawiać uczestniczenia w zabijaniu dzieci, nawet przed samym Mengelem.    

Muszę przyznać, że nie czytało mi się tej książki łatwo. I nie chodzi tylko o tematykę obozową. Klimat w niej stworzony przypominał mi wizyty w muzeum Auschwitz, gdzie ma się wrażenie, że powietrze wciąż jest ciężkie od wydarzeń, które rozgrywały się tam w czasie wojny. Że cisza napiera na człowieka, próbując zwrócić jego uwagę na cierpienie, które wylało się tam na ludzkość w ilości niewyobrażalnej. Częste przeskoki w czasie przeszkadzały mi jednak wczuć się w poszczególne wątki. Krótkie rozdziały stanowiły urywki większej całości, którą trudno mi było złożyć, by zobaczyć pełny obraz. Może gdybym miała możliwość usiąść i przeczytać wszystko za jednym razem, byłoby mi łatwiej go dostrzec. Myślę, że tytuły poszczególnych podrozdziałów miały za zadanie usystematyzować trochę ten czasowy chaos, ale mnie nie pomogły. Długo nie mogłam się połapać, o co w nich chodzi.

Największe wrażenie wywarły na mnie fragmenty opisujące perspektywę doktora Mengelego. Jego spojrzenie na obóz, Stanisławę, więźniów. I przemyślenia uzupełnione o muzyczne skojarzenia. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby w obliczu tak nieludzkich działań, równocześnie zastanawiać się nad pięknem ulubionych utworów muzyki klasycznej?
    
Widać ogrom pracy, jaki autorka włożyła w przedstawienie tej historii. Wykorzystała „Raport położnej z Oświęcimia” i wspomnienia położnic, którym przyszło rodzić w obozie, pod opieką Leszczyńskiej. Narratorka jest postacią wykreowaną na podstawie wspomnień kilku więźniarek z Birkenau.

Styl Magdy Knedler określiłabym jako oszczędny. Pisarka nie epatuje wielkimi słowami, nie nadużywa emocji, nie tworzy pod publiczkę. Wszystko, o czym pisze, jest wyważone i przemyślane. Pani Knedler zajmuje wysoką pozycję na liście moich ulubionych twórców, chociaż nie zawsze jest nam po literackiej drodze. Jednak ta książka powinna być czytana i polecam ją Waszej uwadze. Stanisława Leszczyńska to postać, którą należy znać i o niej pamiętać, a Magda Knedler przedstawiła ją w piękny sposób.

Tytuł: „Położna z Auschwitz”
Autor: Magda Knedler
Gatunek: literatura obozowa, biografia
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: MANDO

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pasjo&Matce,
która zorganizowała ten fantastyczny Book Tour

czwartek, 3 października 2019

"Dziewczyna kata" Magda Knedler - recenzja



Kiedy zaczynacie czytać książkę, z pewnością zwracacie uwagę na jej tytuł. Czy zajmuje on Waszą uwagę? Zastanawiacie się, czy tytuł okaże się adekwatny do treści? I wreszcie, czy sugeruje Wam on tematykę? Spodziewacie się wtedy czegoś konkretnego?
Tytuł powieści często sugeruje przynajmniej główny zarys fabuły i sprawia, że fiksujemy się na tym, co nam podpowiada. Zatem, czy „Dziewczyna kata” faktycznie opowiada o tytułowej postaci?

Julia Zan, dziennikarka i córka znanej niegdyś piosenkarki i kompozytorki tekstów piosenek, prowadzi w radiu program o nietypowych, zabytkowych przedmiotach, które mają swoją historię, wartą opowiedzenia na antenie. Pewnego dnia, dzięki przyjacielowi Antoniemu, Julia natrafia na interesujący ślad dotyczący kufla Messenhamera, będącego częścią znanego skarbu z Bremy. Dziennikarka poznaje ekscentrycznego jubilera, który robi na niej wrażenie swoim niecodziennym zachowaniem. Mężczyzna zwraca jej uwagę na pewien niezbyt znany szkicownik sprzed wieków i narysowaną w nim broszę. Julia nie bardzo rozumie, o co mu chodzi, ale łapie haczyk i zaczyna szukać odpowiedzi na rodzące się z każdą chwilą pytania.
W siedemnastowiecznym Presslawiu obserwujemy Magdalenę, córkę karczmarza, której marzeniem od zawsze było pomaganie ludziom. Niestety, prostota i dobroduszność, którymi kierowała się w życiu, sprowadziły na nią nieszczęście. Zanim jednak do tego doszło, między nią a katem Michaelem narodziło się nieśmiałe uczucie. Niestety, profesja kata uważana była za nieczystą i w związku z tym kobieta nie mogła tak po prostu wyjść za mężczyznę, który w ten sposób zarabiał na życie. Wiązałoby się to bowiem z wykluczeniem i życiem na uboczu społeczności. Czy Magdalena zdecyduje się poświęcić wszystko dla ukochanego? Czy splot wydarzeń pozwoli im być razem? Jak potoczą się losy Michaela i kolejnych bohaterów z nim związanych? Czego Julia dowie się w toku swojego prywatnego śledztwa?  

Akcja rozgrywa się niespiesznie w dwóch przestrzeniach czasowych: współczesnym Wrocławiu i siedemnastowiecznym Presslawiu. Na chwilę lądujemy również na Wileńszczyźnie podczas drugiej wojny światowej i w niemieckim miasteczku Stolpen. Wszystkie te przeskoki służą wyjaśnieniu zagadki słynnego kufla, od której wszystko się zaczęło. Kolejne tematy, odkrywane przez Julię podczas studiowania dostępnych w bibliotece dokumentów sprzed lat, ubogacają fabułę i poszerzają znacznie zakres zawartych w niej wątków.

Powieść napisana jest pięknym językiem, czego się, rzecz jasna, spodziewałam. Pióro Magdy Knedler jest nie do podrobienia. Jednocześnie jest to tekst trudny i wymagający skupienia. Siedemnastowiecznym bohaterom powieści towarzyszymy przez około dwadzieścia pięć lat. Przedmioty, o których mowa, mają skomplikowaną historię, o czym szybko przekonuje się Julia. Znów widać ogromną pracę badawczą, którą autorka musiała wykonać, by powieść była wiarygodna, choć wiele opisanych w niej wydarzeń i postaci to fikcja literacka. Jednak po raz kolejny przekonuję się, że żeby z garści faktów historycznych, wrocławskich legend i mnóstwa fikcyjnych elementów stworzyć tak rozbudowaną i pełną emocji opowieść, to trzeba być po prostu Magdą Knedler.

Fragment, który najbardziej mnie zainteresował, dotyczył życia kata, jego codzienności, przeżywanych emocji, radzenia sobie z tym, że codziennie pozbawia kogoś życia, i obowiązków, które musiał wykonywać. Nie przypuszczałam, że temat ten okaże się tak interesujący i wciągający. Mogłabym przeczytać książkę tylko i wyłącznie o życiu Michaela, serio. Postać ta ma tak niesamowity potencjał, że aż mi się przykro zrobiło, kiedy okazało się, że ten wątek to zaledwie jeden z elementów całej powieści.    

Wrócę do pytania postawionego w pierwszym akapicie. Dla mnie ta powieść nie jest o dziewczynie kata. Nie wyłącznie o niej. Bardziej jest to opowieść o nieszczęśliwej miłości, tej zakazanej i tej nieodwzajemnionej. O bólu niespełnienia i wyrzutach sumienia. Część współczesna zaś to historia o samotności i dwoistości ludzkiej natury. To zaskakujące, jak często postrzegamy kogoś z perspektywy jego zachowania w określonych okolicznościach, a nie potrafimy dostrzec jego prawdziwego „ja”, które niejednokrotnie jest całkowicie odmienne od tego prezentowanego światu.

Co znajdziecie na kartach powieści? Będą procesy czarownic (z drastycznymi szczegółami!), tajniki zawodu kata, poszukiwania tajemniczej broszy i ludzkie namiętności. Polecam.




Tytuł: „Dziewczyna kata”
Autor: Magda Knedler
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: MANDO

Moja ocena: 6/6

sobota, 25 maja 2019

"Moje przyjaciółki z Ravensbrück" Magdalena Knedler - recenzja


Początkowo chciałam wpisać w metryczce książki, że to literatura współczesna, ale to bardzo szerokie pojęcie. Ostatecznie zdecydowałam, że określenie jej mianem historyczno-obyczajowej pozwoli szybciej sklasyfikować powieść komuś, kto nie ma pojęcia, o czym tym razem opowiada nam autorka. Nie wiem czy uda mi się napisać krótko, ponieważ mnóstwo myśli chodzi mi po głowie po tej lekturze.

Pewnego dnia młoda pisarka Ida Breza znajduje na progu swojego mieszkania tajemniczą paczkę. Jest to brulion z rękopisem książki. Dołączono również prośbę o wydanie jej. Pisarka nie wie, kto podrzucił jej tekst, ani nie zna autora zapisków. Poszukiwania tego drugiego zajęły jej osiem lat i nie przyniosły żadnych rezultatów. Poza tym Ida szybko zorientowała się, że imiona bohaterek tekstu są wymyślone. Postanawia zatem odnaleźć ich prawdziwe tożsamości na podstawie informacji zawartych w powieści. 
Książka została ostatecznie wydana bez podania nazwiska autora, co Ida odebrała jako osobistą porażkę. Sprawa tajemniczego autora owładnęła kobietą całkowicie i zaważyła na wielu decyzjach, które podjęła w życiu. Jak wiele była gotowa poświęcić Ida w pogoni za rozwiązaniem zagadki?  Czy uda jej się tego dokonać po tylu latach?

Akcja powieści toczy się dwutorowo. Obserwujemy  na przemian współczesną bohaterkę, Idę, i jej otoczenie oraz koszmar KL Ravensbrück i cztery kobiety, Marię, Helgę, Sabinę i Bente, które los połączył w tym strasznym miejscu. Wydawać by się mogło, że okrutna obozowa codzienność wyklucza istnienie takich uczuć, jak miłość, przyjaźń czy współczucie i empatia. Tymczasem więź, która powstała między czterema kobietami zadziwia siłą i czystością intencji. Są diametralnie różne, pochodzą z odmiennych środowisk i trafiły do obozu z innych powodów, a mimo to, dbają o siebie, pomagają sobie i wspierają wzajemnie. Można powiedzieć, że we cztery utrzymują się przy życiu, przy okazji pomagając innym więźniarkom. 

Magdalena Knedler w niepowtarzalny sposób snuje opowieść o życiu swoich bohaterek, zarówno tych sprzed lat, jak i żyjących współcześnie. Pięknym językiem maluje obrazy przedstawiające kolejne dni, tygodnie i miesiące życia więźniarek, a także zmagania Idy z odkrywaniem kolejnych elementów układanki. Kobiecie nie daje spokoju myśl, że ma wszystkie odpowiedzi na wyciągnięcie ręki, a kluczem jest podrzucony jej tekst.      

Do tej pory skupiałam się głównie na Auschwitz i życiu w gettach, a o Ravensbrück nie czytałam wiele. Dzięki Magdalenie Knedler mogłam poznać to miejsce z perspektywy więźniarek. Nie muszę chyba dodawać, że cała powieść jest dowodem ogromnej pracy, jaką wykonała autorka, by rzetelnie przedstawić prawdę historyczną.

Ta pełna trudnych emocji i obrazów obozowego życia książka, ukazująca niezwykłą siłę czterech kobiet i człowieczeństwo mimo nieludzkich warunków, w których przyszło im żyć, powinna być według mnie lekturą obowiązkową.





Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl