Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Darda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Darda. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2021

"Cymanowski chłód" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - recenzja

Zachęcona opinią blogerów, że drugi tom cyklu Cymanowski młyn jest lepszy od części pierwszej, sięgnęłam po "Cymanowski chłód". Miałam nadzieję na fabułę z grozą i atmosferą niepokoju. Czy otrzymałam to, na co liczyłam?

Akcja powieści rozgrywa się na malowniczych Kaszubach, które aktualnie wzięła w posiadanie zima. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Pensjonat Zawiślaka świetnie prosperuje, a sam właściciel przygotowuje się do ślubu ze swoją wybranką, Anną. Kiedy do pensjonatu przyjeżdżają goście, Zawiślak rozpoznaje Ilonę, córkę dawnych właścicieli ziemi, na której stoi hotelik. Kobieta postanawia zarezerwować pokój w Cymanowskim Młynie, chociaż zdaje sobie sprawę, że nie jest tam mile widziana przez Zawiślaka. Przy okazji urlopu i odpoczynku, chciałaby rozwiązać zagadkę związaną z rodową, bardzo cenną biżuterią. Co wyniknie z jej starań? Czy Ilonie uda się zdobyć informacje dotyczące zaginięcia jej ojca na okolicznych bagnach? Co z tą sprawą ma wspólnego Adam Kostuch, pracownik Cymanowskiego młyna, którego Zawiślak traktuje jak syna? Kto jeszcze zniknie i dlaczego? 

Nie jestem przekonana co do tego połączenia gatunkowego. Miała być fuzja powieści obyczajowej z powieścią grozy, a wyszło... nie do końca umiem określić co. Obyczaj, to pewne. Główne wątki są związane z codziennością bohaterów, czasami naznaczoną akcentami sensacyjnymi i kryminalnymi. Tu i ówdzie pojawia się trup, ewentualnie kilka. Do tego kociołka autorzy dorzucili jeszcze trochę okultyzmu, ale bez wchodzenia w szczegóły, a skoro okultyzm, to są też pojawiające się i znikające duchy. 

Pomimo tych kilku minusów powieść czytało się szybko. Były fragmenty ciekawe i wciągające. Nic nie poradzę na to, że moje poczucie grozy w powieści "popsuła" seria Dom na Wyrębach. Tam to naprawdę można się było wystraszyć podczas lektury. Tutaj mi tego zabrakło. 

Tytuł: "Cymanowski chłód"
Autorzy: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
Gatunek: powieść obyczajowa z dodatkami
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Filia
PREMIERA: 30 września 2020

Moja ocena: 4/6

piątek, 31 lipca 2020

"Czarny Wygon. Bisy II" Stefan Darda - recenzja



Ostatni tom serii Czarny Wygon już za mną. Wątki się domknęły, tajemnice zostały odkryte, a moja ciekawość zaspokojona.

Tym razem jesteśmy z bohaterami we współczesnym świecie. Witek nie może sobie darować, że przez niego Adam wylądował w Starzyźnie. Nawet ma obawy, że przyjaciel nie żyje. Jednak kiedy w brulionie pojawia się tekst świadczący o tym, że Adam jednak tam przebywa i na razie jest cały i zdrowy, postanawia spróbować go wyciągnąć. Razem z nim do działania przystępują przyjaciele, którym pomógł uwolnić się z przeklętej wioski i Rafał, od którego wszystko się zaczęło. Czy jednak zdążą na czas?  

Nadal nie odczułam prawdziwej grozy, ale klimat trochę się zagęścił w porównaniu do poprzednich tomów. Czytelnik otrzymuje tutaj dodatkowy wątek – porwanie małego Mateusza i działania zmierzające do jego odnalezienia i uwolnienia. Ponadto bohaterowie muszą zmierzyć się ze Złem, które coraz bardziej panoszy się we współczesnym świecie i nie sposób zamknąć go w Starzyźnie. Tutaj rzeczywiście można przestraszyć się wizji wszędobylskiego diabła, którego większość ludzi nie dostrzega.

Jeśli zdecydujecie się przeczytać ten cykl, to najlepiej nie róbcie zbyt długich przerw między kolejnymi tomami. I nie nastawiajcie się na dreszcze na plecach czy trupi oddech na karku. Zdecydowanie większe emocje wzbudził we mnie cykl Dom na Wyrębach.

Tytuł: Czarny Wygon. Bisy II
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy bez grozy ;)
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Videograf SA
Cykl: Czarny Wygon, tom 4

Moja ocena: 5/6


niedziela, 26 lipca 2020

„Czarny Wygon. Bisy” Stefan Darda - recenzja



Trzeci tom serii Czarny Wygon to dalsze losy dziennikarza z Warszawy, Witolda Uchmanna. Tym razem jednak akcja rozgrywa się w świecie nam współczesnym, a nie w Starzyźnie, z której Witek właśnie wrócił. Liczyłam na rozwiązanie wątków, a tymczasem pojawiło się jeszcze więcej pytań i niejasności. Autor wprowadził też nowych bohaterów. W tym tomie spotkamy między innymi Czarnego, postać z kręgu zła jeszcze większego niż to, którym operował upiorny ksiądz Dobrowolski.

Wstęp stanowi opowiadanie pt. „Słowo Czarnego”. Nie zrobiło na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia, ale stanowi podstawę do akcji „Bisów” i „Bisów II”. Czytamy w nim o Teresie Bielak i jej ciężko chorym synku Mateuszu. Rom o nazwisku Bobowicz, którego ludzie nazywają Czarnym, obiecuje kobiecie pomoc w opłaceniu leczenia dziecka w zamian za wyświadczenie mu pewnej przysługi.

Witek wraca do współczesnego świata, na Roztocze, jednak równocześnie znika jego przyjaciel, Adam. Uchmann kręci się więc w okolicach Guciowa, gdzie pomieszkuje u niejakich Adamowiczów. Dużo miejsca w powieści zajmują jego dylematy i rozmyślania o tym, czy ma na tyle odwagi, by ruszyć przyjacielowi na pomoc. Według niego bowiem Adam może już nie żyć, chociaż istnieje szansa, że czeka w wyludnionej Starzyźnie na ratunek.

Przyznam, że fabuła zaciekawiła mnie dopiero, kiedy Uchmann wylądował u Adamowiczów. Brakowało mi trochę opisów życia w Starzyźnie. Ponieważ jednak z wioski została zdjęta klątwa zatajenia, przestała ona być jednym z głównych wątków powieści. Trafiamy do niej w trakcie lektury zaledwie kilka razy i jedynie na chwilę.

Nie spodziewajcie się grozy i przerażających historii. Nadal uważam, że jest to powieść grozy bez grozy. Nawet klimat tej części nie jest już tak „upiorny” jak w poprzednich dwóch tomach. Przeczytałam go, aby mieć pojęcie co się wydarzyło, ale liczę na porządny finał w czwartej części.

Tytuł: „Czarny Wygon. Bisy”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy bez grozy ;-)
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Videograf SA
Cykl: Czarny Wygon, tom 3

Moja ocena: 4/6



czwartek, 16 lipca 2020

„Czarny Wygon. Starzyzna” Stefan Darda - recenzja



Kolejny tom serii Czarny Wygon przeczytany. „Starzyzna” opowiada dalsze losy bohaterów, których poznać można w tomie „Słoneczna Dolina”. Dziennikarz Witold Uchmann staje przed trudnym wyborem. Zamiast Rafała to Uchmann wyrusza do przeklętej wioski o nazwie Starzyzna, aby pomóc Paulince, córeczce Rafała. Co mężczyzna zastanie po drugiej stronie? Jakie działania będzie musiał podjąć, aby przynajmniej spróbować uratować nie tylko Paulinkę, ale także mieszkańców wsi? Jak będą się chronić przed żywymi trupami z Czarnego Wygonu?

Akcja powieści nie jest zawrotna, ale tak specyficzna atmosfera wymaga wolniejszego działania, aby czytelnik mógł poczuć to napięcie i duszny klimat. Narracja się zmienia, znów mam podział na wydarzenia opowiadane z perspektywy Uchmanna oraz na zapiski Rafała w brulionach. Wzajemnie się uzupełniając, tworzą spójny obraz fabuły. Większość opisywanych wydarzeń to działania Witka w Starzyźnie, gdzie mężczyzna stara się ustrzec mieszkańców przed niebezpieczeństwem ze strony czających się na Czarnym Wygonie umarłych. Przez chwilę mamy również wprowadzonego znanego z pierwszego tomu bohatera, Adama, przyjaciela Uchmanna.     

Tym razem również się nie bałam. Owszem, byłam ciekawa, co będzie dalej i jak rozwiążą się poszczególne wątki, ale mroźnego oddechu na plecach nie poczułam. Jednak chętnie sięgnę po kolejny tom, aby przekonać się, co autor zgotował swoim bohaterom.

Tytuł: „Czarny Wygon. Starzyzna”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


piątek, 10 lipca 2020

„Czarny Wygon. Słoneczna Dolina” Stefan Darda - recenzja



Od dłuższego czasu kusiła mnie seria Czarny Wygon Stefana Dardy. Cztery powieści grozy zostały niedawno wydane w pakiecie, co zmobilizowało mnie do zakupu. I oto pierwszy tom, „Słoneczna Dolina”, już za mną. Czy pojawił się dreszcz przerażenia?

Witold Uchmann, dziennikarz zajmujący się tematami z pogranicza zjawisk paranormalnych, otrzymuje pewnego dnia dziwny e-mail. Wiadomość przychodzi do niego w momencie, kiedy już właściwie podjął decyzję o tym, że rezygnuje z pracy w redakcji. Awantura z szefem była kroplą, która przelała kielich goryczy. Jednak list, którego nadawcą jest młody mężczyzna, zaciekawia Uchmanna na tyle, że chwilowo odwiesza swoją decyzję na kołek i postanawia wybrać się na Roztocze, gdzie według informatora znajduje się pewne przeklęte miejsce. Kiedy dziennikarz dociera do niewielkiej wioski niedaleko Zwierzyńca, na spotkanie z nim przychodzi niejaki Krzysztof Piasecki. Zostawia Witoldowi brulion z notatkami swojego przyjaciela i prosi o ich przeczytanie…

Z zapisków, których początkowo Uchmann nie ma zamiaru czytać, dowiadujemy się, że we wspomnianym już przeklętym miejscu znajduje się wioska Starzyzna, w której mieszkają ludzie uwikłani w klątwę, będącą karą za tragiczne wydarzenie sprzed lat, o którym nikt nie chce mówić. Autor notatek, Rafał Gielmuda, w tajemniczy sposób przenosi się do tego zatrzymanego w czasie świata i nie może wrócić do współczesności. Uczy się więc żyć w tym dziwnym miejscu, gdzie nie wolno wychodzić z domu w nocy, bo można spotkać upiora i marnie skończyć na Czarnym Wygonie.   

Autor prowadzi narrację z perspektywy dziennikarza, a także właściciela brulionu, Rafała Gielmudy. Akcja nie jest wartka, ale w powieściach tego typu to duża zaleta. Czytelnik ma czas poczuć na karku oddech upiora, przyjrzeć się białkom oczu dziewczynki bez tęczówek czy dokładnie poznać sposoby upiorów na nakłanianie ludzi do samobójstwa. Rewelacyjnym pomysłem było wyróżnienie w powieści rozdziałów zawierających wspomnienia Gielmudy poprzez dodanie na górze każdej strony rysunku w postaci zachmurzonego nieba. Jest to zarówno świetny zabieg porządkujący wydarzenia z obu perspektyw, jak i element wywołujący u czytającego niepokój i dodający opisom mroku.

Finał powieści jest genialny. Przez całą tę historię przebierałam nogami, żeby szybciej poznać zakończenie, tymczasem było jak zwykle w dobrej opowieści – otworzyła się furtka do tajemniczego ogrodu, w którym czeka na mnie drugi tom. Może dreszcz grozy nie nawiedził mnie w takim stopniu, jak to miało miejsce przy lekturze „Zabij mnie, tato”, ale i tak jest moc. I z niecierpliwością czekam na moment, w którym poznam dalszy ciąg tej historii.

Tytuł: „Czarny Wygon. Słoneczna Dolina”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Videograf
Cykl: Czarny Wygon, tom 1

Moja ocena: 6/6




czwartek, 18 czerwca 2020

"Jedna krew" Stefan Darda - recenzja



„Jedna krew” to najnowsza książka Stefana Dardy, określana jako powieść grozy. Czy faktycznie było się czego bać podczas lektury? Czy pojawiła się gęsia skórka, a każdy niezidentyfikowany dźwięk przyprawiał o palpitacje serca?

„Jedna krew burzy się w żyłach po śmierci, nie chce wystygnąć i trzeba wtedy wstawać z grobu, trzeba szukać innej, która da ukojenie”.

Głównym bohaterem powieści jest Wieńczysław Pskit. Chociaż ma już blisko czterdzieści lat, wciąż mieszka z matką i nie czuje potrzeby, by coś w swoim wygodnym życiu zmieniać. Pracuje na stacji benzynowej, nie myśli o zakładaniu rodziny i pozwala, by matka zajmowała się domem i jego potrzebami. Mężczyzna wspomina swoje dzieciństwo, dzięki czemu poznajemy fundament wydarzeń, które rozgrywają się we współczesnej Wieńczykowi rzeczywistości. Kiedy w latach osiemdziesiątych Sławek jako kilkulatek bierze udział w pogrzebie tragicznie zmarłej, ukochanej kuzynki Niki, podczas wystawienia zwłok ma miejsce dziwne zdarzenie, które chłopiec zapamiętuje na zawsze. Ma ono związek z pewną legendą, przekazywaną w Bieszczadach, gdzie rozgrywa się akcja, z pokolenia na pokolenie, o wampirach wstających z grobu i o sposobach ich neutralizacji. Wieńczysław liczył na to, że klątwa pierwszej krwi go nie dopadnie, ale przestaje być tego taki pewien, kiedy umiera ojciec Niki, a jego matka nie może dodzwonić się do wdowy po nim, cioci Grażynki. Mężczyzna postanawia zawieźć matkę do Żernicy, niewielkiej bieszczadzkiej wioski, gdzie mieszka Grażynka. Czy ta wizyta rozwieje niepokoje starszej pani? Dlaczego Grażyna nie odbiera telefonu? Czy dopadła ją klątwa jednej krwi? Jak skończy się ta wizyta Pskitów?

Wieńczyk nie jest sympatycznym bohaterem. Jakoś trudno było mi go polubić. Właściwie chyba mi się to nie udało. To wygodnicki i dość samolubny facet, na którego ogromny wpływ miała śmierć Niki i jego specyficzna próba pożegnania się z nią. Czy wydarzenia potoczyłyby się inaczej, gdyby nie wlazł do trumny, by przytulić kuzynkę? Możliwe, że ta cała klątwa to tylko legenda, ale kto wie, czy na pewno? Zwyczaj unicestwiania potencjalnych wampirów był praktykowany w tym miejscu przez wiele lat. Ludzie musieli mieć jakieś podstawy, skoro decydowali się na przebijanie zmarłym serca metalowym zębem brony i odcinanie im głowy, zanim złożono ich ciała w grobie.

Przyznam, że spodziewałam się większych emocji. Fabuła jest wciągająca i została poprowadzona w intrygujący sposób. Jednak w moim mniemaniu nie było się tu czego bać. Nie było zapowiadanej grozy, atmosfery strachu i napięcia. Zgrabnie skonstruowana historia zaciekawia, a kolejne rozdziały łączą się płynnie, zachęcając do dalszej lektury. Jednak nie spodziewajcie się gęsiej skórki i paraliżującego oddechu na karku. Myślę, że bliżej tej opowieści do studium przypadku człowieka, którego całe życie zaczyna kręcić się wokół klątwy, w której istnienie święcie wierzy.

Przede mną cztery tomy cyklu Czarny Wygon. Mam nadzieję, że tam będzie więcej grozy i emocji.

Tytuł: „Jedna krew”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść (nie do końca) grozy
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


czwartek, 6 czerwca 2019

"Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" Stefan Darda - recenzja


Okładka obiecująca, z opisem, który mnie zaintrygował: Horror kryminalny roku. Poza tym znam autora z wcześniejszych powieści: "Zabij mnie, tato" oraz cyklu "Dom na Wyrębach". Książki te elektryzują i trzymają w napięciu. Liczyłam, że i tutaj tak będzie, choć po lekturze "Cymanowskiego młyna" nie byłam pewna, czego się spodziewać. 

Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia. Został skazany i odsiedział wyrok za niewinność. Jednak ludzie nie wierzą, że oskarżenia, które do niego przylgnęły, to wymysły mężczyzny nie znoszącego Kuby od liceum. Wiadomo przecież, że jak już człowieka uczepi się jakaś łatka, trudno się jej pozbyć. Domaradzki przez tę sytuację stracił matkę, która nie zniosła upokorzenia syna, i został mu tylko wuj, Olgierd Lang, mieszkający i pracujący jako fryzjer w Przemyślu. Jakież był zdziwienie Kuby, kiedy wujek nie zjawił się po niego w więzieniu. Umówili się, że krewny go odbierze, ale Lang nie przyjechał. Jeszcze większy szok przeżył, kiedy poznał powód nieobecności wuja. Okazało się, że fryzjer popełnił samobójstwo. Kuba jak najszybciej udał się więc do Przemyśla, by poznać szczegóły śmierci wuja. Nie mógł uwierzyć w teorię policji, która szybko zamknęła sprawę. Wuj zostawił jednak list pożegnalny o bardzo zagadkowej treści...

Akcja nie jest wartka i pełna zwrotów. Kolejne wydarzenia rozgrywają się spokojnie i nie czuje się niepokojącej atmosfery, tak typowej dla polskiego mistrza grozy. Z kryminału zaś mamy nieżyjącego Langa i podejrzenie, iż ktoś pomógł mu skończyć ze sobą. Jest także tajemnica pewnego kamienia, uważanego za amulet.

Autor poprowadził nas płynnie przez kilka wątków. Oprócz wątku głównego mamy m.in. historię z przemocą domową w tle i poszkodowane w wypadku dziecko. Odrobinę naciągany jest wątek karate, ale dobra, ewentualnie można przyjąć, że ma sens ;-) 

Prosty język powieści trafi z pewnością również do młodzieżowego czytelnika. Przynajmniej ten pierwszy tom, w którym nie ma na razie nic z grozy i horroru, a kryminału jest zaledwie odrobinę. 

Moim ulubieńcem w tej powieści jest pan Ludwik, współpracownik wuja Olgierda. Starszy fryzjer mówi lokalną gwarą, która brzmi po lwowsku. Nie wiem, jak inni czytelnicy odebrali jego wypowiedzi, ale mnie ta gwara niesamowicie się podobała i dzięki niej widziałam w wyobraźni tego starszego pana.  

Odnoszę wrażenie, że ten tom to wstęp do większej tajemnicy i bardziej skomplikowanych poszukiwań. Mam nadzieję, że wkrótce - wraz z kolejnymi tomami - pojawi się również obiecywana atmosfera grozy. Dlatego przeczytajcie i czekajcie razem ze mną na ciąg dalszy, bo cykl będzie składał się z czterech części.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu AKURAT

piątek, 19 kwietnia 2019

„Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” Stefan Darda - ZAPOWIEDŹ


Strach, kryminalna zagadka i solidna dawka emocji. „Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” stanie się najpewniej horrorem kryminalnym roku. Nowa powieść Stefana Dardy, polskiego mistrza gatunku, ukaże się już 15 maja. 

Znany przemyski fryzjer, Olgierd Lang, popełnia samobójstwo w dniu, w którym jego niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę siostrzeniec opuszcza zakład karny. Jakub Domaradzki nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na własne życie, a tajemniczy list pożegnalny pozostawiony przez Langa tylko mnoży znaki zapytania. 

Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy tysiącletnia bizantyńska gemma określana mianem amuletu magicznego skrywa znane tylko nielicznym tajemnice? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką jest w stanie ożywić zmarły czas? Świadom niebezpieczeństwa, jakie zaczyna mu grozić, Domaradzki postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pewien chłopiec, który kilka lat wcześniej uległ koszmarnemu wypadkowi, bardzo potrzebuje pomocy, a gemma zmarłego czasu może być dla niego jedyną deską ratunku… 

Najnowsza historia autorstwa Stefana Dardy wciąga i intryguje wielowątkowością. „Przebudzenie zmarłego czasu” to czterotomowy cykl, jakiego jeszcze nie było! To intrygujący horror kryminalny doprawiony szczyptą fantastyki oraz powieści obyczajowej i historycznej. 

Stefan Darda (ur. 1972) — jeden z najpopularniejszych polskich autorów literatury grozy. Laureat prestiżowej Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Debiutował w 2008 roku entuzjastycznie przyjętą przez czytelników powieścią „Dom na wyrębach”, która doczekała się dwutomowej kontynuacji. W latach 2010-2015 ukazały się: czterotomowy cykl powieściowy „Czarny Wygon”, antologia „Opowiem ci mroczną historię” oraz thriller „Zabij mnie, tato”. W lutym 2019 roku miała premierę napisana wspólnie z Magdaleną Witkiewicz powieść „Cymanowski Młyn”, będąca połączeniem powieści obyczajowej i thrillera. Utwory Stefana Dardy charakteryzują się realizmem umiejętnie łączonym z wierzeniami ludowymi, a ich odbiorcy wysoko cenią sobie wiarygodne wątki obyczajowe, zaskakujące i emocjonujące rozwiązania fabularne, a także mistrzowsko budowany, niepowtarzalny nastrój. „Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” to pierwsza książka autora opublikowana przez Wydawnictwo Akurat. 

Tytuł: "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót"

Autor: Stefan Darda 

Wydawnictwo: Akurat 

Premiera: 15 maja 2019



Macie w planach? :-)

wtorek, 9 kwietnia 2019

"Cymanowski młyn" M. Witkiewicz, S. Darda - recenzja



"Czasem lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość".

Po lekturze "Pudełka z marzeniami" i cyklu Wyręby oraz "Zabij mnie, tato" uznałam, że nie mogę przejść obojętnie obok tego pisarskiego duetu. Byłam bardzo ciekawa, jak wypadnie wspólna powieść specjalistki od dobrych zakończeń i mistrza grozy. Co wynikło z tego niecodziennego połączenia? Z pewnością nie do końca to, czego się spodziewałam. Atmosfera wywołująca gęsią skórkę i dreszcze, którą pamiętałam z Wyrębów, została mocno polukrowana, prawdopodobnie za sprawą pióra Magdaleny Witkiewicz. Nie jestem pewna, czy o to chodziło w tej literackiej unii...  

Monika i Maciej przechodzą poważny kryzys. Ich małżeństwo wisi na włosku i wcale nie zanosi się na to, by miał się wydarzyć jakiś cud, ratujący sytuację. Pewnego dnia znajdują w skrzynce na listy voucher na darmowy pobyt w nieznanym im pensjonacie na Kaszubach. Nie mają pojęcia, kto sprezentował im ten wyjazd, ale postanawiają się tam wybrać, by podjąć próbę ratowania związku. Na miejscu czeka na nich właściciel, pan Jerzy Zawiślak, a także całe połacie odludnych przestrzeni. Widoki jak z bajki, zerowy zasięg telefonu, brak Internetu, cisza, spokój i... bagna, na których podobno straszy niejaka Helenka. Wkrótce do pensjonatu wraca z podróży syn właściciela, Łukasz. Przystojny i sporo młodszy od małżonków mężczyzna zajmuje się w agroturystyce końmi. I nie tylko nimi.

Mijają zaledwie trzy dni, kiedy okazuje się, że Maciej musi niespodziewanie wrócić do Warszawy, by pomóc w czymś wspólnikowi. Monika jest wściekła! Przecież to miały być ich dwa tygodnie na odnowienie więzi, a tymczasem jej mąż korzysta z pierwszej możliwości, by uciec do miasta. I zostawia ją samą z dwoma obcymi facetami. I z legendami o niebezpiecznych bagnach, na których zaginęło już kilka osób. A w dodatku w pensjonacie znajduje się biblioteczka pełna okultystycznych publikacji... 

Akcja w powieści nie jest bardzo dynamiczna, a atmosferze brakuje sporo do grozy. Pierwsze 200 stron to typowo obyczajowa historia dwójki głównych bohaterów, którzy trochę pogubili się w życiu. W okolicach tej dwusetnej strony zaczęłam się niecierpliwić, ale i tak miałam w planie doczytać książkę do końca, więc czekałam na rozwój wypadków, wyłapując przy okazji drobne "smaczki", niepostrzeżenie zagęszczające atmosferę. W okolicach 250. strony pióro Dardy wreszcie przebiło się przez warstwy lukru, więc nie traćcie nadziei podczas lektury ;-) Nie mogę napisać więcej, bo za dużo bym zdradziła. W każdym razie fabuła nabiera rumieńców, więc finał zdecydowanie podniósł mi ciśnienie :D  

Niższa ocena za zbyt mało grozy w powieści, a także za słabe zaangażowanie korekty. Wiem, powtarzam się, ale nic nie poradzę na to, że irytują mnie częste literówki i pogubione wyrazy. 

"Najgorszą rzeczą w życiu chyba jest nie wiedzieć, czego się chce".



Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Nowy dom na Wyrębach" Stefan Darda - recenzja

Tytuł: "Nowy dom na Wyrębach"
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy, horror
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Videograf

Skojarzynki: 
dreszcz * smutek * wierzenia * śmierć * tajemnica * prywatne śledztwo



Wciąż pamiętam dreszcz, który towarzyszył mi podczas lektury powieści Stefana Dardy pt. "Dom na Wyrębach". Właśnie dlatego, kiedy zobaczyłam, że autor stworzył kontynuację swojego debiutu, postanowiłam ją przeczytać jak najszybciej. Czy dalszy ciąg tej historii jest równie elektryzujący? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji. 

Początek wydał mi się trochę chaotyczny. Nie mogłam się połapać co z czym i dlaczego. Być może powodem jest długa przerwa, jaką miałam między lekturą pierwszej i drugiej części? Musiałam przypomnieć sobie fabułę "Domu..." czytając recenzje w sieci, a wiadomo, że nikt nie chce spoilerować treści, więc nie wszystkie opisane przez autora wydarzenia miałam szansę odtworzyć sobie w pamięci.

Główny bohater to Hubert Kosmala, przyjaciel Marka Leśniewskiego, którego znamy z pierwszej części "Domu...". Marek zmarł i zostawił wszystko, co miał, w spadku Hubertowi. Wszystko, włącznie z domem na Wyrębach i swoim dziennikiem. Hubert przeczytał pamiętnik przyjaciela wielokrotnie i bardzo dokładnie. Lektura ta upewniła go w przekonaniu, że Marek był bardzo chory, w związku z czym zaczęły męczyć go wyrzuty sumienia, że nie zorientował się na czas... Zadręczając się wciąż od nowa niekomfortową sytuacją, Hubert postanawia na własną rękę dojść do prawdy. Dlaczego zmarł jego przyjaciel? Co się wydarzyło w Wyrębach? Kto jeszcze zginie i dlaczego? Kim jest tajemniczy chłopak Ewy, Mikołaj? Hubert, mimo lęku przed tym, w co ewidentnie nie wierzy, choć na przeczucie, że jednak Marek miał rację co do demonów krążących w okolicy, postanawia "oswoić" swój nowy dom na wsi, czyli spadek po przyjacielu. Co z tego wyniknie? 

Przyznaję, że "Dom na Wyrębach" powodował u mnie większy dreszcz podczas lektury. Jeszcze więcej emocji dostarczyła mi powieść "Zabij mnie, tato". Jednak zachęcam do lektury i tej historii, bo warto. Nie mogę się doczekać drugiej części!