Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2020

„Czarny Wygon. Starzyzna” Stefan Darda - recenzja



Kolejny tom serii Czarny Wygon przeczytany. „Starzyzna” opowiada dalsze losy bohaterów, których poznać można w tomie „Słoneczna Dolina”. Dziennikarz Witold Uchmann staje przed trudnym wyborem. Zamiast Rafała to Uchmann wyrusza do przeklętej wioski o nazwie Starzyzna, aby pomóc Paulince, córeczce Rafała. Co mężczyzna zastanie po drugiej stronie? Jakie działania będzie musiał podjąć, aby przynajmniej spróbować uratować nie tylko Paulinkę, ale także mieszkańców wsi? Jak będą się chronić przed żywymi trupami z Czarnego Wygonu?

Akcja powieści nie jest zawrotna, ale tak specyficzna atmosfera wymaga wolniejszego działania, aby czytelnik mógł poczuć to napięcie i duszny klimat. Narracja się zmienia, znów mam podział na wydarzenia opowiadane z perspektywy Uchmanna oraz na zapiski Rafała w brulionach. Wzajemnie się uzupełniając, tworzą spójny obraz fabuły. Większość opisywanych wydarzeń to działania Witka w Starzyźnie, gdzie mężczyzna stara się ustrzec mieszkańców przed niebezpieczeństwem ze strony czających się na Czarnym Wygonie umarłych. Przez chwilę mamy również wprowadzonego znanego z pierwszego tomu bohatera, Adama, przyjaciela Uchmanna.     

Tym razem również się nie bałam. Owszem, byłam ciekawa, co będzie dalej i jak rozwiążą się poszczególne wątki, ale mroźnego oddechu na plecach nie poczułam. Jednak chętnie sięgnę po kolejny tom, aby przekonać się, co autor zgotował swoim bohaterom.

Tytuł: „Czarny Wygon. Starzyzna”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


piątek, 10 lipca 2020

„Czarny Wygon. Słoneczna Dolina” Stefan Darda - recenzja



Od dłuższego czasu kusiła mnie seria Czarny Wygon Stefana Dardy. Cztery powieści grozy zostały niedawno wydane w pakiecie, co zmobilizowało mnie do zakupu. I oto pierwszy tom, „Słoneczna Dolina”, już za mną. Czy pojawił się dreszcz przerażenia?

Witold Uchmann, dziennikarz zajmujący się tematami z pogranicza zjawisk paranormalnych, otrzymuje pewnego dnia dziwny e-mail. Wiadomość przychodzi do niego w momencie, kiedy już właściwie podjął decyzję o tym, że rezygnuje z pracy w redakcji. Awantura z szefem była kroplą, która przelała kielich goryczy. Jednak list, którego nadawcą jest młody mężczyzna, zaciekawia Uchmanna na tyle, że chwilowo odwiesza swoją decyzję na kołek i postanawia wybrać się na Roztocze, gdzie według informatora znajduje się pewne przeklęte miejsce. Kiedy dziennikarz dociera do niewielkiej wioski niedaleko Zwierzyńca, na spotkanie z nim przychodzi niejaki Krzysztof Piasecki. Zostawia Witoldowi brulion z notatkami swojego przyjaciela i prosi o ich przeczytanie…

Z zapisków, których początkowo Uchmann nie ma zamiaru czytać, dowiadujemy się, że we wspomnianym już przeklętym miejscu znajduje się wioska Starzyzna, w której mieszkają ludzie uwikłani w klątwę, będącą karą za tragiczne wydarzenie sprzed lat, o którym nikt nie chce mówić. Autor notatek, Rafał Gielmuda, w tajemniczy sposób przenosi się do tego zatrzymanego w czasie świata i nie może wrócić do współczesności. Uczy się więc żyć w tym dziwnym miejscu, gdzie nie wolno wychodzić z domu w nocy, bo można spotkać upiora i marnie skończyć na Czarnym Wygonie.   

Autor prowadzi narrację z perspektywy dziennikarza, a także właściciela brulionu, Rafała Gielmudy. Akcja nie jest wartka, ale w powieściach tego typu to duża zaleta. Czytelnik ma czas poczuć na karku oddech upiora, przyjrzeć się białkom oczu dziewczynki bez tęczówek czy dokładnie poznać sposoby upiorów na nakłanianie ludzi do samobójstwa. Rewelacyjnym pomysłem było wyróżnienie w powieści rozdziałów zawierających wspomnienia Gielmudy poprzez dodanie na górze każdej strony rysunku w postaci zachmurzonego nieba. Jest to zarówno świetny zabieg porządkujący wydarzenia z obu perspektyw, jak i element wywołujący u czytającego niepokój i dodający opisom mroku.

Finał powieści jest genialny. Przez całą tę historię przebierałam nogami, żeby szybciej poznać zakończenie, tymczasem było jak zwykle w dobrej opowieści – otworzyła się furtka do tajemniczego ogrodu, w którym czeka na mnie drugi tom. Może dreszcz grozy nie nawiedził mnie w takim stopniu, jak to miało miejsce przy lekturze „Zabij mnie, tato”, ale i tak jest moc. I z niecierpliwością czekam na moment, w którym poznam dalszy ciąg tej historii.

Tytuł: „Czarny Wygon. Słoneczna Dolina”
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Videograf
Cykl: Czarny Wygon, tom 1

Moja ocena: 6/6




poniedziałek, 17 lipca 2017

"Nowy dom na Wyrębach" Stefan Darda - recenzja

Tytuł: "Nowy dom na Wyrębach"
Autor: Stefan Darda
Gatunek: powieść grozy, horror
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Videograf

Skojarzynki: 
dreszcz * smutek * wierzenia * śmierć * tajemnica * prywatne śledztwo



Wciąż pamiętam dreszcz, który towarzyszył mi podczas lektury powieści Stefana Dardy pt. "Dom na Wyrębach". Właśnie dlatego, kiedy zobaczyłam, że autor stworzył kontynuację swojego debiutu, postanowiłam ją przeczytać jak najszybciej. Czy dalszy ciąg tej historii jest równie elektryzujący? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji. 

Początek wydał mi się trochę chaotyczny. Nie mogłam się połapać co z czym i dlaczego. Być może powodem jest długa przerwa, jaką miałam między lekturą pierwszej i drugiej części? Musiałam przypomnieć sobie fabułę "Domu..." czytając recenzje w sieci, a wiadomo, że nikt nie chce spoilerować treści, więc nie wszystkie opisane przez autora wydarzenia miałam szansę odtworzyć sobie w pamięci.

Główny bohater to Hubert Kosmala, przyjaciel Marka Leśniewskiego, którego znamy z pierwszej części "Domu...". Marek zmarł i zostawił wszystko, co miał, w spadku Hubertowi. Wszystko, włącznie z domem na Wyrębach i swoim dziennikiem. Hubert przeczytał pamiętnik przyjaciela wielokrotnie i bardzo dokładnie. Lektura ta upewniła go w przekonaniu, że Marek był bardzo chory, w związku z czym zaczęły męczyć go wyrzuty sumienia, że nie zorientował się na czas... Zadręczając się wciąż od nowa niekomfortową sytuacją, Hubert postanawia na własną rękę dojść do prawdy. Dlaczego zmarł jego przyjaciel? Co się wydarzyło w Wyrębach? Kto jeszcze zginie i dlaczego? Kim jest tajemniczy chłopak Ewy, Mikołaj? Hubert, mimo lęku przed tym, w co ewidentnie nie wierzy, choć na przeczucie, że jednak Marek miał rację co do demonów krążących w okolicy, postanawia "oswoić" swój nowy dom na wsi, czyli spadek po przyjacielu. Co z tego wyniknie? 

Przyznaję, że "Dom na Wyrębach" powodował u mnie większy dreszcz podczas lektury. Jeszcze więcej emocji dostarczyła mi powieść "Zabij mnie, tato". Jednak zachęcam do lektury i tej historii, bo warto. Nie mogę się doczekać drugiej części!