Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2021

"Cymanowski chłód" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - recenzja

Zachęcona opinią blogerów, że drugi tom cyklu Cymanowski młyn jest lepszy od części pierwszej, sięgnęłam po "Cymanowski chłód". Miałam nadzieję na fabułę z grozą i atmosferą niepokoju. Czy otrzymałam to, na co liczyłam?

Akcja powieści rozgrywa się na malowniczych Kaszubach, które aktualnie wzięła w posiadanie zima. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Pensjonat Zawiślaka świetnie prosperuje, a sam właściciel przygotowuje się do ślubu ze swoją wybranką, Anną. Kiedy do pensjonatu przyjeżdżają goście, Zawiślak rozpoznaje Ilonę, córkę dawnych właścicieli ziemi, na której stoi hotelik. Kobieta postanawia zarezerwować pokój w Cymanowskim Młynie, chociaż zdaje sobie sprawę, że nie jest tam mile widziana przez Zawiślaka. Przy okazji urlopu i odpoczynku, chciałaby rozwiązać zagadkę związaną z rodową, bardzo cenną biżuterią. Co wyniknie z jej starań? Czy Ilonie uda się zdobyć informacje dotyczące zaginięcia jej ojca na okolicznych bagnach? Co z tą sprawą ma wspólnego Adam Kostuch, pracownik Cymanowskiego młyna, którego Zawiślak traktuje jak syna? Kto jeszcze zniknie i dlaczego? 

Nie jestem przekonana co do tego połączenia gatunkowego. Miała być fuzja powieści obyczajowej z powieścią grozy, a wyszło... nie do końca umiem określić co. Obyczaj, to pewne. Główne wątki są związane z codziennością bohaterów, czasami naznaczoną akcentami sensacyjnymi i kryminalnymi. Tu i ówdzie pojawia się trup, ewentualnie kilka. Do tego kociołka autorzy dorzucili jeszcze trochę okultyzmu, ale bez wchodzenia w szczegóły, a skoro okultyzm, to są też pojawiające się i znikające duchy. 

Pomimo tych kilku minusów powieść czytało się szybko. Były fragmenty ciekawe i wciągające. Nic nie poradzę na to, że moje poczucie grozy w powieści "popsuła" seria Dom na Wyrębach. Tam to naprawdę można się było wystraszyć podczas lektury. Tutaj mi tego zabrakło. 

Tytuł: "Cymanowski chłód"
Autorzy: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
Gatunek: powieść obyczajowa z dodatkami
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Filia
PREMIERA: 30 września 2020

Moja ocena: 4/6

wtorek, 9 kwietnia 2019

"Cymanowski młyn" M. Witkiewicz, S. Darda - recenzja



"Czasem lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość".

Po lekturze "Pudełka z marzeniami" i cyklu Wyręby oraz "Zabij mnie, tato" uznałam, że nie mogę przejść obojętnie obok tego pisarskiego duetu. Byłam bardzo ciekawa, jak wypadnie wspólna powieść specjalistki od dobrych zakończeń i mistrza grozy. Co wynikło z tego niecodziennego połączenia? Z pewnością nie do końca to, czego się spodziewałam. Atmosfera wywołująca gęsią skórkę i dreszcze, którą pamiętałam z Wyrębów, została mocno polukrowana, prawdopodobnie za sprawą pióra Magdaleny Witkiewicz. Nie jestem pewna, czy o to chodziło w tej literackiej unii...  

Monika i Maciej przechodzą poważny kryzys. Ich małżeństwo wisi na włosku i wcale nie zanosi się na to, by miał się wydarzyć jakiś cud, ratujący sytuację. Pewnego dnia znajdują w skrzynce na listy voucher na darmowy pobyt w nieznanym im pensjonacie na Kaszubach. Nie mają pojęcia, kto sprezentował im ten wyjazd, ale postanawiają się tam wybrać, by podjąć próbę ratowania związku. Na miejscu czeka na nich właściciel, pan Jerzy Zawiślak, a także całe połacie odludnych przestrzeni. Widoki jak z bajki, zerowy zasięg telefonu, brak Internetu, cisza, spokój i... bagna, na których podobno straszy niejaka Helenka. Wkrótce do pensjonatu wraca z podróży syn właściciela, Łukasz. Przystojny i sporo młodszy od małżonków mężczyzna zajmuje się w agroturystyce końmi. I nie tylko nimi.

Mijają zaledwie trzy dni, kiedy okazuje się, że Maciej musi niespodziewanie wrócić do Warszawy, by pomóc w czymś wspólnikowi. Monika jest wściekła! Przecież to miały być ich dwa tygodnie na odnowienie więzi, a tymczasem jej mąż korzysta z pierwszej możliwości, by uciec do miasta. I zostawia ją samą z dwoma obcymi facetami. I z legendami o niebezpiecznych bagnach, na których zaginęło już kilka osób. A w dodatku w pensjonacie znajduje się biblioteczka pełna okultystycznych publikacji... 

Akcja w powieści nie jest bardzo dynamiczna, a atmosferze brakuje sporo do grozy. Pierwsze 200 stron to typowo obyczajowa historia dwójki głównych bohaterów, którzy trochę pogubili się w życiu. W okolicach tej dwusetnej strony zaczęłam się niecierpliwić, ale i tak miałam w planie doczytać książkę do końca, więc czekałam na rozwój wypadków, wyłapując przy okazji drobne "smaczki", niepostrzeżenie zagęszczające atmosferę. W okolicach 250. strony pióro Dardy wreszcie przebiło się przez warstwy lukru, więc nie traćcie nadziei podczas lektury ;-) Nie mogę napisać więcej, bo za dużo bym zdradziła. W każdym razie fabuła nabiera rumieńców, więc finał zdecydowanie podniósł mi ciśnienie :D  

Niższa ocena za zbyt mało grozy w powieści, a także za słabe zaangażowanie korekty. Wiem, powtarzam się, ale nic nie poradzę na to, że irytują mnie częste literówki i pogubione wyrazy. 

"Najgorszą rzeczą w życiu chyba jest nie wiedzieć, czego się chce".



Książkę mogłam przeczytać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl

sobota, 6 stycznia 2018

"Pudełko z marzeniami" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - recenzja



Kiedy zaczęłam lekturę "Pudełka z marzeniami" duetu Witkiewicz - Rogoziński, nie wiem dlaczego, ale odniosłam wrażenie, że bohaterka żyje przynajmniej w dziewiętnastym stuleciu. Może to imię mnie zmyliło? Malwina. Albo figurka św. Ekspedyta w piwnicy? Trudno stwierdzić, w każdym razie wrażenie było interesujące. Później przyszło mi do głowy, że ta książkowa atmosfera pasuje idealnie do klimatu cudownego filmu pt. "Jasminum". Znacie? Ja uwielbiam i fabułę, i bohaterów :-) "Co się dziwisz?" ;-) 

Pomysł na fabułę genialny. Postaci świetnie stworzone, takie trójwymiarowe, pełne życia i energii. Babcia Janinka cudowna, szczególnie w połączeniu z koleżanką, panią Wiesią. Kłopotów to one nie lubią... 
Plan Kamila z wyeliminowaniem Rozalii - majstersztyk. 


Pomysł z pudełkiem z marzeniami był ciepły i taki do uśmiechania się na samą myśl. Bardzo chciałabym, żeby w realnym życiu każdy znał miejsce, gdzie ktoś z głową w chmurach stworzy takie pudełko marzeń. To musiało być wyjątkowe doświadczenie dla tych wszystkich ludzi, którzy przynosili swoje marzenia i wrzucali do pudełka mimo tego, że przecież mieli świadomość tego, że pudełko nie może być tak magiczne, by spełniało te ich marzenia... A jednak, przychodzili, wrzucali, wierzyli i... działo się! Przypadek? Nie sądzę... ;-)

Z dialogów Tomasza i Floriana uśmiałam się bardzo, podobnie jak z niektórych wypowiedzi pani Wiesi (Kojarzycie scenę, w której starsza pani czyta Michałowi list z klubu czytelniczego? Poplułam ekran czytnika ze śmiechu :D). W ogóle ta powieść składa się z genialnych rozmów i wypowiedzi poszczególnych bohaterów, ich emocji, niepewności, prób i błędów. Jak w życiu, tylko lepiej. Nie polubiłam tylko Cezarego i Radosława, ale taki chyba był zamysł autorów, bo stworzyli ich naprawdę bardzo antypatycznych :-)   
Rzecz jasna nie może być tak idealnie i nie napiszę samych superlatyw, bo jest jedna rzecz, która mnie irytowała podczas lektury. Ale pewnie powiecie, że się czepiam. Trudno. Nic na to nie poradzę, ja też popełniam błędy różnego formatu, ale bardzo mnie mierzi, kiedy autor tekstu stosuje formę "mi" na początku zdania... Sorry, to silniejsze ode mnie. Nie przejdzie mi przez gardło zdanie w stylu "Mi się to podoba", bo misie to mieszkają w ZOO, i tyle :) 

Moja ocena: