Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewelina Karpińska-Morek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewelina Karpińska-Morek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2025

"Lasted. Pierwsza tajemnica podziemia" Ewelina Karpińska-Morek - recenzja


Tytuł: "Lasted. Pierwsza tajemnica podziemia"
Autor: Ewelina Karpińska-Morek
Gatunek: powieść młodzieżowa z elementami fantasy
Liczba stron: 268
Wydawnictwo: M
Cykl: Lasted, tom 1

Moja ocena: 5/6

"Lasted" to kolejna powieść autorstwa Eweliny Karpińskiej-Morek, którą miałam okazję przeczytać. Tym razem jednak jest to powieść dla młodszych czytelników. Nie nazwałabym jej jednak thrillerem. To lekka historia z elementami fantasy, z którą można spędzić miło kilka godzin. Nie wiem jak Wam, ale mnie okładka kojarzy się z Alicją w Krainie Czarów.

Molly i Caleb postanawiają zrobić dowcip kolegom z klasy i nauczycielowi biologii, który zabiera młodzież na lekcję w terenie do Dziwnego Lasu. Plan był taki, że uciekną z zajęć, aby reszta grupy musiała ich szukać. Miało być zabawnie i intrygująco, a wyszło... tak sobie. Duet żartownisiów ukrywa się pod wielkim konarem, jednak zamiast przeczekać jakiś czas i wyskoczyć nagle z ukrycia, wpadają pod ziemię, do ciemnej jaskini, z której nie potrafią się wydostać. Robi się niebezpiecznie, ponieważ dzieciaki nie mogą znaleźć wyjścia z groty, a kiedy tylko dotkną dziwnych nawisów, przeżywają wydarzenia, które wydają się być wspomnieniami innych osób. W tym samym czasie w miasteczku na powierzchni rozpoczynają się poszukiwania zaginionej pary, a uwielbiany przez młodzież nauczyciel traci pracę. O co chodzi? Czym są dziwne podziemne nawisy? Kto pomoże nastolatkom wrócić do normalnego świata?

Autorka wprowadziła do powieści sporo ciekawych wątków, które zazębiają się, tworząc spójną całość. Oprócz nastoletnich bohaterów, mamy tu również grupkę niezwykle żywotnych stulatków. Połączenie naprawdę zaskakujące i sami przekonacie się, że bynajmniej nie są to bezbronni schorowani seniorzy...

Jeśli sięgniecie po "Lasted. Pierwsza tajemnica podziemia", spodziewajcie się lekkiej powieści młodzieżowej z planowanym dalszym ciągiem, bo to pierwszy tom serii. Jestem ciekawa, jakie jeszcze tajemnice kryje podziemie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu M

poniedziałek, 29 lipca 2024

"Teraz jesteście Niemcami" praca zbiorowa - recenzja


Tytuł: "Teraz jesteście Niemcami"
Autor: Michał Drzonek, Ewelina Karpińska-Morek, Tomasz Majta, Monika Sieradzka, Agnieszka Was-Turecka, Artur Wróblewski
Gatunek: reportaż
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Moja ocena: 5/6 


"Teraz jesteście Niemcami" to zbiór wspomnień i danych historycznych związanych z procederem porywania i germanizowania dzieci z Europy Wschodniej w czasie II wojny światowej. 

Do tej pory głównymi wątkami przewijającymi się w książkach wojennych, które czytałam były getto i obozy koncentracyjne. W przypadku tego reportażu poznałam kolejny koszmar ofiar - oderwanie od rodzin, upokarzające badania "rasowości", a następnie przekazywanie dzieci, które pomyślnie przeszły wspomniane badania, Niemcom na wychowanie. Temat tych przesiedleń był mi dotąd nieznany. Losy porwanych dzieci, które po latach zdołały odtworzyć swoje ścieżki i dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach są wstrząsające. Trudno uwierzyć, jak skutecznie również na tym polu naziści niszczyli ludzkie życie.

Porywane dzieci miały zmienianą tożsamość, a tam, dokąd je wywożono, miały bezwzględny zakaz mówienia po polsku. Musiały zapomnieć o swoim poprzednim życiu i rodzinie, a rozpocząć egzystencję niemieckiego dziecka w nowym otoczeniu. Były uczone niemieckiego i dotkliwie karane za używanie polskiego. Najmłodsze nie zapamiętały swojego dziedzictwa. Były też te, które nie przeszły badań. Dla nich naziści również mieli plan: praca ponad dziecięce siły lub straszna śmierć. 

Poszukiwania prawdziwych tożsamości odbywają się nie tylko na podstawie wspomnień, ale także dokumentów i zapisków znajdujących się w różnych archiwach i instytucjach zajmujących się tematyką wojenną. Tropienie śladów porwanych osób trwa latami. Towarzyszy im sinusoida uczuć, od nadziei po rozczarowania, kiedy kolejny etap poszukiwań kończy się ślepą uliczką.

Trudno jest układać sobie życie, kiedy nie ma się korzeni. Gdy nie zna się swoich przodków i ich losów. Często ta niewiedza nakręcała poszukiwania porwanych lub ich bliskich. Potrzeba zakotwiczenia. I całe szczęście, że została chociaż część dowodów, list, dokumentów, listów i zdjęć, na podstawie których można próbować odtworzyć losy tych ludzi. To ważne, by podjąć próbę odzyskania tożsamości.  

Ze spraw technicznych muszę przyznać, że gabaryt książki trochę utrudnia czytanie. Publikacja jest dość duża i ciężka. Z drugiej jednak strony zapewne chodziło to, by zdjęcia bohaterów i dokumentów były lepiej widoczne. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M

czwartek, 11 lipca 2024

"Soszka. Wojna się dzieciom nie przywidziała" Ewelina Karpińska-Morek - recenzja


Tytuł: "Soszka. Wojna się dzieciom nie przywidziała"
Autor: Ewelina Karpińska-Morek
Gatunek: wspomnienia, wojenne
Liczba stron: 256
Wydawnictwo; Wydawnictwo M

Moja ocena: 5/6


"Soszka. Wojna się dzieciom nie przywidziała" to przede wszystkim zapis rozmowy dziennikarki Eweliny Karpińskiej-Morek z Zofią Szukałą z domu Zarzeczną. Kiedy panie rozpoczynają swoje spotkania i podróże w przeszłość, pani Zosia ma dziewięćdziesiąt trzy lata i jest rzutką starszą panią z niewiarygodną fotograficzną pamięcią. Dzięki temu może opowiedzieć ze szczegółami wiele kadrów ze swojego życia. Kadrów, ponieważ ta opowieść jest jak film, w którym przesuwają się obrazy.

Kiedy wybucha II wojna światowa Zosia ma czternaście lat, ale zaczyna swoją opowieść od wspomnień wcześniejszych, gdy mieszkała z rodzicami i rodzeństwem w Lubcu, wsi położonej w województwie łódzkim. Jej udziałem było wtedy zwykłe, szczęśliwe życie na wsi. Wraca również do lat jeszcze wcześniejszych, aby przedstawić swoich rodziców i rodzeństwo. O tym mówi początek tej wielowątkowej opowieści. Następne rozdziały to jakby hiperłącza, prowadzące do zakamarków pamięci naszej bohaterki. Pochłaniając kolejne strony, poznajemy wydarzenia, w których uczestniczyła Zosia, z czasem nazwana Soszką.

Nastoletnia Zosia zostaje zabrana do obozu przesiedleńczego w Łodzi, a następnie przewieziona do Niemiec. W ten sposób w tysiąc dziewięćset czterdziestym pierwszym roku dołączyła do grupy dzieci nadających się do zniemczenia. Poddano ją drobiazgowym badaniom, po których wylądowała w niemieckim gospodarstwie w małej miejscowości położnej niedaleko Dortmundu. Łatwo nie było, jednak dziewczyna szybko nauczyła się języka i dobrze pracowała, więc i warunki do życia były znośne. Tylko tęsknota za rodziną i ojczyzną nie dawała spokoju. Mimo dramatu, jaki przeżyła, oderwania od bliskich, bicia i koszmaru wywiezienia w nieznane, gdzie musiała radzić sobie całkiem sama, pozostała w niej pogoda ducha i ciepło, które wyzierają z każdej rozmowy zapisanej w książce.

Ze wspomnieniami już tak bywa, że nie zawsze są uporządkowane, idealnie chronologiczne czy podzielone na konkretne tematy i wątki. Nie zawsze też wyróżnione w opowieści zdarzenia wynikają z jakichś wcześniejszych. Szczególnie w sytuacji, kiedy siedzi się przy filiżance kawy i wchodzi w nurt rzeki pamięci. Autorka włączyła w opowieść pani Zofii fragmenty dotyczące innych zgermanizowanych i odnalezionych dzieci. Chociaż tytuł sugerował, że tak będzie, to momentami miałam mały mętlik w głowie. Chyba wolałabym poznać je w osobnym reportażu, ponieważ w takiej wersji ich historie wydają mi się ledwie zarysowane. 

Niektóre tematy zostały potraktowane dość pobieżnie. Na przykład nie miałam pojęcia, że istniał Centralny Obóz Aborcyjny w Westfalii. Znajdziecie tu również kilka informacji o nazistowskim programie Lebensborn czy roku przymusowej pracy dla niezamężnych niemieckich kobiet poniżej dwudziestego piątego roku życia zwanym Pflichtjahr. Możliwe, że celem tego jest zmotywowanie czytelnika do samodzielnego poszukiwania wiedzy, ponieważ gdyby autorka chciała zagłębić się w te tematy, książka musiałaby mieć znacznie większy gabaryt.

Decydując się na tę publikację, nie sugerujcie się okładką. Nie do końca koresponduje ona z treścią książki. Lubię czytać czyjeś opowieści, pamiętniki, wspomnienia, więc mnie ta rozmowa zainteresowała. Polecam sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie na temat poruszonych tu wątków.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M

wtorek, 28 marca 2023

"Kolacja bałwochwalców" Ewelina Karpińska-Morek - recenzja


Tytuł: "Kolacja bałwochwalców"
Autor: Ewelina Karpińska-Morek 
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Self Publishing

Moja ocena: 6/6

"Kolacja bałwochwalców" intryguje nie tylko tytułem, ale także okładką. Wisząca rzeźba przyciąga wzrok i sprawia, że w myślach od razu pojawia się pytanie, jakim elementem układanki fabularnej będzie.

W trzech miejscach na świecie znikają bezcenne relikwie. Miejscem kradzieży są Węgry, Wielka Brytania i Polska. W tym samym czasie w parku w Kobierzynie, części Krakowa, zostają znalezione zwłoki mężczyzny, który traktował jedną z balansujących tam na linach rzeźb bardzo osobiście. Wygląda na to, że ktoś go zabił. Pytanie brzmi, komu przeszkadzał emerytowany fizyk, którego jedyną radością było odwiedzanie rzeźby kobiety?

Kiedy sprzątająca kościół właścicielka firmy "Biała Rękawiczka" dostrzega dziwny warkocz na ołtarzu świętego Stanisława, informuje o tym strażnika. Sytuacja szybko się rozkręca, pojawiają się władze kościelne i nagle okazuje się, że dokonano zuchwałej kradzieży, a warkocz jest pozostawionym przez złodzieja śladem. Kościół postanawia nie zawiadamiać policji, tylko wziąć sprawy w swoje ręce. Kradzież musi pozostać w absolutnej tajemnicy. Osobą, która zostaje poproszona o pomoc w wyśledzeniu sprawcy, jest dziennikarka Laura Farkas. W swoich artykułach kobieta nie oszczędza Kościoła i duchownych, jednak nie mają oni wyjścia, ponieważ okazuje się, że dziennikarka dowiedziała się o kradzieży całkiem przypadkiem i raczej nie zatrzyma tej informacji dla siebie... 

Jak duchowni przekonają Laurę do współpracy? Co skłoniło złodzieja do zabrania właśnie tych relikwii? Czy sprawca jest jeden, czy to kilka osób? W jaki sposób Laura przeprowadzi swoje śledztwo i kto jej w nim będzie pomagał? Czy śmierć fizyka wiąże się w jakiś sposób z kradzieżami? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź na kartach książki.

Akcja powieści początkowo toczy się spokojnie, jednak z czasem nabiera rumieńców. Dynamika rośnie z każdym kolejnym posunięciem Laury. Chociaż kobieta początkowo ma wątpliwości odnośnie do przyjęcia zlecenia od władz Kościoła, wrodzona ciekawość i nadzieja na rewelacyjny materiał sprawia, że ostatecznie wyrusza na poszukiwania i nie pozwala się wyprowadzić w pole.

Bohaterowie są ciekawie skonstruowani i realistyczni. Oprócz spraw ściśle związanych z głównym wątkiem kradzieży mają swoje życia, dylematy i emocje. To sprawia, że różnią się między sobą i zyskują trzy wymiary.         

Autorka pisze bez zbędnych dłużyzn. Wplata w tekst informacje, które świetnie uzupełniają prowadzone wątki. Muszę przyznać, że nie wiedziałam praktycznie nic o temacie relikwii. Uważam, że to bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Czytało mi się płynnie i szybko. Rozdziały nie są długie, a czcionka bardzo przyjazna dla oka. Po prostu ręka sama sięga po książkę, żeby czytelnik mógł poznać kolejny rozdział.

Nie zdradzę, co to za gra została wymieniona w opisie fabuły, bo nie chcę psuć Wam zabawy, ale jest to moja ulubiona scena w całej powieści. Chyba nie wymyśliłabym czegoś takiego :-)

Zdecydowanie polecam, przeczytajcie koniecznie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce