Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Akapit Press. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Akapit Press. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 marca 2018

"Ciotka Zgryzotka" Małgorzata Musierowicz - recenzja


Nie będę obiektywna, w żadnym wypadku. I nie wymagajcie tego ode mnie, bo Jeżycjada to moja ukochana seria, na której kolejne tomy czekam niecierpliwie przez większość życia. 

Wiele opinii rozpoczyna się od stwierdzenia, że "to już nie ten klimat", co w pierwszych tomach. Szczerze? Zdziwiłabym się, gdyby atmosfera w tym cyklu była wciąż taka sama, jak na początku. Przecież świat wokół nas się zmienia, a autorka tworzy dla nas historię obyczajową, społeczną. Z tego wniosek, że musi pisać o takich realiach, w jakich przyszło żyć jej bohaterom. To przy postaciach może sobie zaszaleć i tak je ukształtować, jak sama chce. Przy ogólnym zaś klimacie zostaje wypośrodkowanie między tym, jak jest a tym, jak chciałaby by było. Myślę, że wychodzi to bardzo dobrze. I za każdym razem, przy kolejnym tomie, z przyjemnością zagłębiam się w znany świat słonecznej kuchni (choć centrum rodzinne już nie znajduje się przy Roosevelta 5), ciepła i wsparcia, okraszonego szczyptą humoru i radości życia, pomimo trudów i problemów, które dotykają również "mitycznych" Borejków. Może niektórych po prostu denerwuje myśl, że można tak żyć? Mimo sporów i kłótni, które przecież zdarzają się we wszystkich rodzinach, być razem, dzielić się radościami i smutkami, wspierać się w potrzebie i dbać nie tylko o czubek własnego nosa. Za to właśnie lubię tę rodzinę. Za wzajemny szacunek, za wartości, którym są wierni i za to, że choćby nie wiem co się działo, będą za sobą stali murem. 


Wszyscy typowali, że Ciotką Zgryzotką będzie Ida, ale to za proste rozwiązanie. Jasne, że trochę nią jest, bo to w końcu IDA, prawda? ;-) Ale ten przydomek pasuje również do innej bohaterki cyklu, zbuntowanej nastolatki Nory Górskiej. To właśnie Nora tym razem wychodzi na prowadzenie i o jej przygodach czytamy. W tle, rzecz jasna, dzieje się dużo u reszty rodziny i przyjaciół. Mamy przygotowania do ślubu Józinka i Doroty oraz samą uroczystość, dochodzą do tego problemy małżeńskie Róży, która wraca do kraju z dziećmi, lecz bez męża, mamy też oczekiwanie na pierwszego potomka u Ignacego Grzegorza i Agnieszki, a także dość niebezpieczne przeżycia nestora rodu. Nie sposób się nudzić! 

Autorka w zabawny sposób pozbawiła Idę telefonu. Pani doktor, chwilowo spędzająca pracowity urlop w Ruince, którą postanowiła wyremontować z pomocą sąsiada, pana Chrobota, zostaje więc w pewnym stopniu odcięta od rodziny. Na szczęście ma dostęp do internetu, zatem maile w jedynym i niepowtarzalnym borejkowskim stylu krążą między siostrami często. Zabawne, dynamiczne i świetnie spuentowane, wywołują uśmiech na twarzy. Podobnie zresztą, jak dialogi innych postaci. Zostawiam Wam jeden z moich ulubionych fragmentów: 

"- To mówisz, że ona otruła mi kanarka? Nie Basia?
- Spokojnie, Babcinko, tylko spokojnie - wtrącił mediacyjnie Podeszwa, pochylając się nad fotelem. - Oddychaj sobie głęboko. O, bardzo ładnie. Dobrze ci idzie. Skup się teraz, bo powiem coś ważnego. Uwaga. Kanarek sam wykorkował.
- Sam?
- Sam. Nikt mu nie pomagał. Ale uwaga. Kupiłem ci nowego, zgadza się?
Staruszka wytężyła pamięć.
- A kupiłeś, wnuczusiu, pamiętam. A gdzie go masz?
- W twoim pokoju jest, w klateczce. Jedziemy zobaczyć?
- Tak, zobaczymy, zobaczymy. Czy go aby nikt nie otruł! 
(...)
- A gdzie jest Basia? - jeszcze przez zamknięte drzwi słychać było jej oddalający się głos.
- Basię zwolniłaś, Babcinko, nie pamiętasz?
- No, dziecko, nie dziw się, przecież mi kanarka otruła...!" 

O tym, że w tej rodzinie miłości jest pod dostatkiem wiemy wszyscy. Ale powoli wyłania się kolejna para... Kto tym razem? Nie zdradzę :-)

"- (...) Coś jeszcze?
- Tak.
- Co?
- Ja cię kocham.
- Proszę?!...
- Całym sercem."

Już zastanawiam się, kto będzie bohaterem kolejnego tomu. Tytuł "Chucherko" daje sporo możliwości. Poza tym sporo wątków autorka zostawiła otwartych, więc również można się domyślać, że rozwinie je później. Najpierw pomyślałam o dalszym ciągu jednego z fajnych wątków, który w tym tomie się ładnie zawiązał, ale bohaterka, o której myślę, z pewnością nie jest chucherkiem, więc odpada ;-) W takim razie może Mała Mila? W końcu wróciła z zagranicy z mamą, Różą, i bratem, Karolkiem, do Poznania, to może poznamy ją trochę bliżej? Kto wie... W każdym razie już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.

Moja ocena:


poniedziałek, 9 listopada 2015

"Łowca słów" Susin Nielsen - recenzja

Tytuł: "Łowca słów"
Autor: Susin Nielsen

Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 265
Wydawnictwo: Akapit Press


W "Łowcy słów" zaintrygował mnie pomysł na fabułę. Lubię grać w scrabble i byłam ciekawa, jak autorka wplotła tę grę w opowiadaną historię. Muszę przyznać, że wyszło całkiem nieźle.
Głównym bohaterem powieści jest dwunastolatek o rzadko spotykanym obecnie imieniu - Ambroży. Okazuje się, że chłopak jest równie wyjątkowy, jak jego imię i sam siebie również postrzega jako "oryginała". Chociaż jego mama nie pochwala tej znajomości, Ambroży zaprzyjaźnia się z niezwykle tajemniczym Cosmo. Jest to człowiek znacznie od niego starszy i syn właścicieli mieszkania, które wynajmuje mama Ambrożego. Do tego ukrywa przed światem pewną tajemnicę, co bywa powodem nieporozumień. Chociaż Cosmo jest kompletnym przeciwieństwem Ambrożego, łączy ich wspólna pasja - gra w scrabble...
Ciekawe w tej książce jest to, że chociaż opowiada ona o trudnych dla bohaterów sprawach, czyta się ją łatwo i przyjemnie. Może to zasługa prostego języka i dość wartkiej akcji. Chociaż fabuła jest do pewnego stopnia przewidywalna, bardzo dobrze czytało mi się tę książkę. To jedna z tych opowieści, które zwracają uwagę czytelnika na poczucie własnej wartości oraz walkę o siebie i swoje życie. 
Mogę ją polecić wszystkim, którzy lubią dowcipne, a jednocześnie refleksyjne historie o życiu nastolatków.

czwartek, 26 lutego 2015

"Iza Buntowniczka" Marta Fox - recenzja

Tytuł: "Iza Buntowniczka"

Autor: Marta Fox
Liczba stron: 130
Wydawnictwo: Akapit Press


Wprawdzie nie czytałam pierwszej części pamiętnika Izy, ale inne książki pani Marty Fox są mi znane, więc uznałam, że chętnie przeczytam "Izę Buntowniczkę". Nie jest to książka gruba, do tego czcionka jest dość duża, a język prosty, raczej młodzieżowy, ale myliłby się ten, kto będzie ją traktował jako lekką lekturkę. Historia opisana w książce jest trudna, jak wiele problemów nastolatków, często bagatelizowanych przez dorosłych. 
Bohaterką jest tytułowa Iza, nastolatka będąca u progu dorosłości, która marzy o związaniu swojej przyszłości z ulubioną biologią. Jednak jej mama ma inne zdanie na ten temat i usiłuje zrobić z córki modelkę. Początkowo dziewczynie nawet podoba się ten pomysł, ale kiedy uznaje, że to jednak nie jest to, co chciałaby robić, matka nie przyjmuje do wiadomości tego, że dziewczyna chciałaby zrezygnować z tej drogi. 
Życie nastolatki jest naprawdę nie do pozazdroszczenia. Ciągła wędrówka między domem ojca a domem matki i chore dążenia matki do spełnienia własnych marzeń o modelingu kosztem Izy, szpital, anemia... Na szczęście w życiu nastolatki pojawia się chłopak o imieniu Borys. Dzięki niemu Iza zaczyna mieć życie towarzyskie i znajomych. 
Zaciekawiłam? Mam nadzieję, że tak. Jak potoczą się losy Izy? Czy jej matka zrozumie w końcu, że córka chce sama decydować o swoim życiu? Czy Iza wyjdzie na prostą? Polecam lekturę "Izy Buntowniczki". Choć ma zaledwie 130 stron, zawiera wiele ważnych treści dla nastolatków, ale i dla dorosłych. Po tej lekturze mam nadzieję, że uda mi się przeczytać również część pierwszą pt. "Iza Anoreczka".

sobota, 10 listopada 2012

"McDusia" Małgorzata Musierowicz

To jest po prostu niesprawiedliwe. Człowiek czeka tyle czasu na kolejną część "Jeżycjady", a jak już się doczeka, to lektura zajmuje mu zaledwie kilka godzin... Niby można sobie jakoś dawkować tę przyjemność czytania, ale cóż z tego, kiedy akcja tak się rozwija, że nie sposób odłożyć książkę na później? :D Tak też stało się z "McDusią". Tyle się na nią naczekałam (jak pewnie wszyscy fani tej serii), że aż szkoda, że nie jest co najmniej dwa razy grubsza :D 
Fenomen "Jeżycjady" polega chyba na tym, że opowiada ona o życiu. Zwyczajnym, czasem nudnym, ale zawsze ciepłym, rodzinnym i optymistycznie się kończącym. Może ktoś powie, że to przesłodzone, że może nierealne, ale chyba właśnie dla tego ciepła międzyludzkiego tak lubię czytać o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach. Dzisiaj trudno spotkać takich ludzi, tworzących wokół siebie rodzinną atmosferę, w której aż chce się przebywać :-) 
Najnowsza część tej poznańskiej opowieści wprowadza nas w świat Borejków w chwili, kiedy Laura, córka Gabrysi, przygotowuje się do swojego ślubu, a do Borejków przyjeżdża Magda, córka Kreski. Dziewczynka nie chciała zostać z rodziną w Paryżu ze względu na uczucie żywione do pewnego kolegi, więc przemieszkiwała trochę u pradziadka, profesora Dmuchawca, ale ponieważ nie mogła znaleźć z nim wspólnego języka, przeniosła się do babci do Wrocławia. Ostatecznie wylądowała właśnie u Borejków i zadomowiła się tam, choć nie od razu. Chłopiec, dla którego została w Polsce, złamał jej serce i choć sądziła, że nigdy już się nie zakocha, los chciał inaczej... Więcej nie napiszę :D 
Polecam lekturę, odpręża i wprawia w bardzo dobry nastrój :-)