Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2026

"Nie ma głupich" Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Nie ma głupich"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Detektyw Kierce, tom 2

Moja ocena: 5/6

"Nie ma głupich" to drugi tom cyklu, którego bohaterem jest detektyw Kierce. Pierwszą część czytałam dawno temu, bo w dwa tysiące siedemnastym roku, i muszę przyznać, że nie pamiętam już fabuły. Nie ma to jednak wpływu na lekturę drugiego tomu, ponieważ wydarzenia się nie łączą, a nawet postać głównego bohatera została przez Cobena trochę zmieniona. Detektyw dostał nowe imię i jego życiorys również trochę się zmienił, a zmian tych autor dokonał pod wpływem adaptacji serialowej książki z Netflixa.

Sami Kierce to były policjant, który został wydalony ze służby za zaniedbania, których dopuścił się podczas pracy. Obecnie pracuje jako detektyw i zajmuje się prowadzeniem kursów dla detektywów amatorów, aby zarobić na utrzymanie rodziny, żony Molly i rocznego synka, Henry'ego. Tymczasem z więzienia wychodzi Tad Grayson, który został oskarżony i osadzony za zabójstwo ówczesnej narzeczonej Samiego, policjantki Nicole Brett. Po dyscyplinarnym wydaleniu Kierce'a ze służby, przeróżni adwokaci analizowali sprawy prowadzone przez niego, szukając uchybień, dzięki którym mogliby wyciągnąć z więzienia swoich klientów. Udało się zwolnić w ten sposób już trzy osoby. Sędzia zdecydował również o zwolnieniu Graysona, chociaż ten miał odsiadywać dożywocie. Dla Kierce'a to duży cios. Zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo swojej rodziny.

Podczas jednego z kursów wieczorowych, które prowadzi Kierce, detektyw dostrzega wśród słuchaczy znajomą kobietę, Annę. Jej obecność jest dla niego ogromnym zaskoczeniem, ponieważ był przekonany, że Anna zmarła dwadzieścia dwa lata wcześniej. Poznał ją jako młody chłopak, kiedy spędzał czas z kolegami w Hiszpanii. Szybko zapałał do niej uczuciem i spędzili razem upojny czas, a nawet zaczęli snuć plany dotyczące wspólnej przyszłości. We wspomnieniach, do których starał się nie wracać, wciąż widział ostatni moment, kiedy obudził się obok niej, zakrwawionej i martwej. Trzymał w ręce pobrudzony krwią nóż. Spanikowany uciekł z mieszkania Anny. Próbował zgłosić sprawę na policję, ale kiedy przybył z policjantem na miejsce, ciała ukochanej nie było. Zaraz potem uciekł przed odpowiedzialnością. Wrócił do domu odmieniony i pełen poczucia winy. Zrezygnował z pójścia na studia medyczne, o czym wcześniej marzył. Zamiast świetlanej przyszłości w roli kardiologa, wylądował w policji, a następnie w szkole wieczorowej, gdzie uczył przyszłych detektywów amatorów i zmagał się z demonami z przeszłości. 

Ruszając w pogoń za Domniemaną Anną, Kierce bezwiednie uruchamia ciąg zdarzeń, które wciągną go w niebezpieczną i pogmatwaną grę. Dociera za kobietą do posiadłości majętnych Nowojorczyków, który bardzo chronią swoją prywatność. Rodzina jest powiązana ze znaną sprawą porwania Victorii Belmond, która została odnaleziona po jedenastu latach i od tej pory była strzeżona przez rodziców i brata jak skarb narodowy. Ponieważ Kierce jest człowiekiem, który łatwo nie odpuszcza, powoli odkrywa kolejne elementy układanki i poznaje prawdę o wydarzeniach sprzed lat, których był uczestnikiem, a także o sprawie zniknięcia Victorii.

Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka wciągnęła, chociaż ujmuję punkt za trochę drętwe dialogi. Coben zaszalał ze zwrotami akcji, dopiero pod sam koniec przyszło mi do głowy rozwiązanie, które się sprawdziło. Jednak do końca jest napięcie i cały czas coś się dzieje, więc nie ma nudy. Finał zapowiada kolejny tom, na który czekam z niecierpliwością. 


niedziela, 8 marca 2026

"Zanim powiesz żegnaj" Reese Witherspoon, Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Zanim powiesz żegnaj"
Autor: Reese Witherspoon, Harlan Coben
Gatunek: thriller medyczny
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6

Kiedy zobaczyłam, że Harlan Coben napisał powieść wspólnie z Reese Witherspoon, postanowiłam sprawdzić, co z tego wyszło, ponieważ lubię zarówno pisarza, jak i aktorkę. Jak zwykle zastanawiałam się podczas lektury, kto napisał poszczególne fragmenty i w ogóle, jak wyglądała praca pisarska w duecie. W przypadku Reese to debiut literacki. Dla Cobena zaś to kolejny thriller. Jak ostatecznie wypadło to literackie combo?

Maggie McCabe to pozbawiona prawa do wykonywania zawodu chirurg plastyczna, która zmaga się z żałobą po stracie męża, również lekarza. Mieszka z siostrą i jej synem, tonie w długach i staje się pośmiewiskiem całego medycznego środowiska, w którym popełnienie błędu lekarskiego skreśla na zawsze z listy pożądanych osób, choćby nie wiadomo jaką do tej pory miało się wspaniałą reputację. 

Maggie jest jedną z najlepszych, dlatego właśnie ją zaprasza na rozmowę przyjaciel jej matki, bardzo poważany lekarz, przedstawiając jej rewelacyjną i dobrze płatną propozycję przeprowadzenia pewnej operacji. Głównym zainteresowanym jest niesamowicie bogaty rosyjski oligarcha, który w całkowitej dyskrecji chce zmienić wygląd swój i swojej kochanki. Maggie dostaje zapewnienie, że jeśli wszystko przebiegnie bez komplikacji, jej problemy i kłopoty jej siostry się skończą. Długi znikną, a sprawa w sądzie, która toczy się przeciwko niej, zostanie umorzona. Poza tym Maggie coraz bardziej brakuje atmosfery sali operacyjnej i wszystkiego, co jest związane z pomaganiem ludziom ze skalpelem w ręku. Kto by się w tej sytuacji nie zdecydował?

Kiedy lekarka przekracza próg posiadłości Olega Ragorawicza, nie ma już odwrotu. Środki bezpieczeństwa, które podejmują pracownicy bogacza, trochę niepokoją Maggie, ale chęć powrotu na salę operacyjną i pozbycia się problemów finansowych są silniejsze niż strach. Wszystko zaczyna się sypać, kiedy po przeprowadzeniu obu operacji kobieta orientuje się, że jej pacjent zniknął, Nadia, jego kochanka, ma na udzie identyczny tatuaż jak jej zmarły mąż, a szef ochrony Ragorawicza nakłania ją do jak najszybszego opuszczenia posiadłości, chociaż początkowe ustalenia były całkiem inne. 

Maggie, zamiast spakować się i wyjechać, rozpoczyna własne śledztwo, w którym  pomaga jej niespodziewanie kobieta Olega. Pojawiają się pewne wątki, które nie dają lekarce spokoju. Skąd na nodze Nadii kopia tatuażu Marka? Dlaczego kochanka Olega udaje przed nim, że nie zna angielskiego? Gdzie podział się przyjaciel Maggie i jej męża, trzeci chirurg Trace? Czy śmierć Marka faktycznie była skutkiem napaści bandytów na ośrodek, w którym pomagał potrzebującym w czasie misji humanitarnej? 

Sporo wydarzeń w tej fabule określiłabym mianem naciąganych. Choćby to, że Maggie, chirurg plastyczny, przeprowadziła transplantację serca. Akcja była niezwykle dynamiczna, na zasadzie "zabili go i uciekł", ale w sumie czytało mi się bardzo dobrze. Poruszone wątki były interesujące, a ujawnione tajemnice sprawiały, że chciałam czytać dalej. Styl powieści sprawił, że ciąg zdarzeń toczył się płynnie i szybko. 

Zakończenie takie trochę bez efektu wow. Liczyłam na jakiś fajerwerk na koniec, ale nie pojawił się. Mimo tego mankamentu polecam, chyba że nie lubicie thrillerów medycznych :)


czwartek, 26 lutego 2026

"Lodowa pułapka" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Lodowa pułapka"
Autor: James Rollins
Gatunek: sensacja, sci-fi
Liczba stron: 494
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6 

James Rollins to amerykański pisarz z polskimi korzeniami, którego powieści pochłaniam, jak tylko pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Jedną z nich jest "Lodowa pułapka", wydana w Polsce w dwa tysiące szóstym roku, ale trudno ją było zdobyć, ponieważ wznowienie pojawiło się dopiero w styczniu tego roku. Jest to jedna z pierwszych powieści Rollinsa, ale już można w niej dostrzec styl, który nie opuszcza go do tej pory - dużo dynamiki i niespodziewane zwroty akcji. Fakty naukowe pomieszane z fantastyką, ale świetnie współgrające, co pozwala na rozważanie, czy to wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę.

Na biegunie północnym znajduje się Stacja Polarna Grendel. Jest to miejsce kryjące makabryczną tajemnicę, związaną z pewnym sowieckim eksperymentem sprzed wielu lat. Ponieważ działania naukowców na stacji uznano za nieetyczne, postanowiono nie ujawniać wyników ich pracy. Kiedy współczesny amerykański statek badawczy natrafia przypadkiem na zapomnianą, ukrytą pod lodem stację naukową, sytuacja szybko się zmienia. Rosjanie są gotowi na wiele, aby uniemożliwić Amerykanom ujawnienie tajnych do tej pory badań. 

W tym samym czasie Matt Pike, mieszkaniec Alaski i były komandos, jest świadkiem katastrofy samolotu w górach Arktyki. Pilot ginie, jednak pasażerowi udaje się przeżyć i Matt pomaga mu przetrwać. Szybko okazuje się, że rozbicie się samolotu to nie przypadek, a uratowany mężczyzna jest ścigany. Decydując się na uratowanie nieznajomego, który okazuje się być reporterem wysłanym w celu napisania artykułu o tajemniczej sowieckiej stacji naukowej, Matt zostaje wciągnięty w ciąg zdarzeń, które okazują się bardzo niebezpieczne. Obaj podejmują walkę o przetrwanie, a przy okazji dążą do poznania prawdy o eksperymentach prowadzonych w stacji polarnej Grendel. 

Oprócz Matta i dziennikarza w powieści natraficie na całe mnóstwo ciekawych bohaterów. Wśród nich znajdzie się wielu naukowców, wojskowych, a także była żona Matta, Inuitka. Łączy ją z mężczyzną wspólny dramat, który równocześnie ich rozdzielił. Odkrycie strasznej tajemnicy ukrytej stacji polarnej to dla niej dodatkowy szok, ponieważ badania tam prowadzone dotyczyły rdzennej grupy ludności arktycznej, a więc jej pobratymców. 

Dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się mojego ulubionego bohatera z cyklu Sigma, Kowalskiego, który tutaj jest matem i bierze czynny udział w walce o przetrwanie w polarnej bazie i jej otoczeniu. Uwielbiam sceny z jego udziałem i dialogi, w których uczestniczy.      

Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, jak to u Rollinsa. Końcówka może nawet jest trochę zbyt nakręcona, ale ostatecznie całość bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie dość szybko. Potrzebowałam tylko trochę czasu na starcie, żeby połączyć bohaterów i zapamiętać, kto jest kim i z kim trzyma :)

Zdecydowanie polecam!

środa, 28 stycznia 2026

"Pomyśl dwa razy" Harlan Coben - recenzja


Tytuł: "Pomyśl dwa razy"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 383
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Myron Bolitar, tom 12

Moja ocena: 6/6

Po dłuższym czasie mogłam wreszcie wrócić do świata Myrona i Wina. Brakowało mi już ich humorystycznych dialogów pełnych podtekstów i stylu, w jakim prowadzą swoje śledztwa.

Trzy lata wcześniej Myron wygłosił mowę pożegnalną na ceremonii pogrzebowej znanego koszykarza, Grega Downinga. Ich wspólna historia pełna była emocji, nie zawsze tych pozytywnych, jednak po etapie ostrej rywalizacji na parkiecie w liceum, ostatecznie stali się klientami biznesowymi. Kiedy po trzech latach od pogrzebu do Myrona zgłaszają się agenci FBI z pytaniem, gdzie znajduje się Greg, Bolitar nie wie, o co im chodzi. Przecież Greg nie żyje! Okazuje się jednak, że nie jest to takie oczywiste, ponieważ na miejscu zbrodni, gdzie zostały zamordowane dwie osoby, znaleziono DNA Downinga. Jak to możliwe?

Myron i Win nie byliby sobą, gdyby nie rozpoczęli prywatnego śledztwa. Intuicja Bolitara i pieniądze Lockwooda potrafią zdziałać cuda, ale tym razem mogą nie wystarczyć. Im dalej brną w pogmatwane wątki, tym większe niebezpieczeństwo im grozi. Dwie ofiary to jedynie czubek góry lodowej zbrodni, które powoli wychodzą na światło dzienne. Czy morderstwa te są powiązane? Kto morduje? Jak to możliwe, że oskarżony zostaje mężczyzna, który od trzech lat nie żyje? 

Poza prowadzonym śledztwem, autor nie szczędzi czytelnikowi prywatnych informacji o pojawiających się bohaterach. Bardzo lubię takie wtrącenia w powieściach, ponieważ pozwalają nam one poznać lepiej bohaterów i ich życie. Tym razem najbardziej przypadły mi do gustu sceny z rodzicami Myrona.     

Dwanaście tomów cyklu nie wystarczyło, aby przygody Myrona i Wina mi się znudziły, więc liczę na to, że nie jest to ostatni tom i wkrótce znowu spotkam moich ulubieńców.  


środa, 31 grudnia 2025

"Ognisty przypływ" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Ognisty przypływ"
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 512 
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Sigma, tom 17

Moja ocena: 6/6

Siedemnasty tom serii Sigma autorstwa Jamesa Rollinsa nie obniża lotów. Dzieje się w nim mnóstwo, a opisana przez pisarza historia roi się od intrygujących wątków. Wprawdzie jest to kolejna powieść, w której bohaterowie ścigają się z czasem, aby uratować ludzkość i świat, ale wszystko jest tak zmyślnie opisane, że trudno się oderwać. Poza tym znów podczas lektury rozkminiałam wciąż, co z tych rewelacji jest prawdą, a co powstało w wyobraźni autora.

Główny wątek osnuty został na katastrofach naturalnych, które mogą doprowadzić świat do zagłady. Czasu jest niewiele. Erupcje wulkanów, tsunami czy trzęsienia ziemi zataczają coraz większe koła, a nasi bohaterowie jak zwykle muszą zapobiec zniszczeniom. Czy zdążą ułożyć elementy układanki, które tradycyjnie zupełnie do siebie nie pasują?

Międzynarodowa stacja badawcza Tytan prowadzi badania związane z lepszym poznaniem głębin morskich. Podczas badania strefy uważanej do tej pory za martwą, trafiają na niezwykły okaz koralowca, który prezentuje nietypowe właściwości. Przy okazji znajdują zatopiony okręt podwodny. Skąd się tu wziął i jakiego państwa jest własnością?

Grey, Seichan, Monk, Kat i Kowalski planowali odpocząć w Hongkongu, jednak nie dla nich prywatne wakacje. Agenci Sigma jak zwykle lądują w samym środku niebezpiecznych zdarzeń, których absolutnie nie da się zignorować. Wkrótce stacja Tytan zostaje zaatakowana przez chińską armię. Kto jest tutaj wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? 

Trudno uwierzyć, że wszystkie wydarzenia, które lawiną zwalają się na naukowców i agentów, mogą mieć związek z wierzeniami Aborygenów. Autor wykorzystał sporo legend, które funkcjonują wśród tych ludów od setek lat. Poszukiwania agentów Sigmy prowadzą do zamierzchłych czasów, w których należy szukać rozwiązania zagadki tajemniczych koralowców i ich niezwykłych właściwości. Ilu ludzi znajdzie się w niebezpieczeństwie lub straci życie, zanim bohaterom uda się dojść do rozwiązania i uratować świat?

Wprawdzie trochę mało mi tu było mojego ulubionego bohatera, czyli Kowalskiego, i jego dowcipnych komentarzy, ale akcja była tak dynamiczna, że wynagrodziła mi ten brak.

Po lekturze powieści autor zadbał o szczegółowy opis poruszonych wątków, odkrywając przed czytelnikiem, ile z nich to naukowe fakty, a co powstało w jego wyobraźni. 

Zdecydowanie polecam, jeśli lubicie połączenie przygodówki z dużą porcją naukowych faktów i zawrotną akcją. Wiele osób pisze, że nie trzeba tej serii czytać w kolejności, ale nie do końca się z tym zgodzę. Oprócz wydarzeń związanych z głównym wątkiem, jest sporo wycieczek do prywatnego życia bohaterów, a tutaj jednak trochę trzeba ich znać z poprzednich tomów, żeby połapać się w losach głównych postaci. 



sobota, 1 lutego 2025

"Biuro skradzionych wspomnień" Gaelle Nohant - recenzja

Tytuł: "Biuro skradzionych wspomnień"
Autor: Gaelle Nohant
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 6/6

Kojarzycie takie malowanki, które wypełnia się kolorami według podanego wzoru barw? Początkowo widzimy tylko kontury, ale nie da się wyobrazić sobie, jak obrazek będzie wyglądał, kiedy wszystkie barwy znajdą się już na swoim miejscu. Z taką malowanką skojarzyła mi się praca Irene Martin, Francuzki, która pewnego dnia zupełnie przypadkiem dołączyła do ekipy MSP, Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej w niemieckim miasteczku Bad Arolsen. A może to wcale nie był przypadek?

Irene zgłosiła się do MSP pod wpływem impulsu, kiedy poszukiwała pracy. Zaważyło to, że poszukiwano osoby znającej biegle francuski. Nie spodziewała się wtedy, jak bardzo ta posada namiesza w jej życiu i jak wiele w nim zmieni. Nowa praca szybko stała się misją i praktycznie całym jej życiem. Podejmowane działania wywoływały w niej wiele emocji i rodziły mnóstwo dylematów głównie natury etycznej i moralnej, jednak nigdy się nie poddawała i nie ustawała w prowadzonych poszukiwaniach.

W Bad Arolsen, siedzibie MSP, znajduje się mnóstwo przedmiotów, z których każdy ma swoją wciąż nieodkrytą historię. Najczęściej były one własnością ludzi, którzy już nie żyją, jednak pracownicy tej organizacji odkrywają kolejne fakty i skrupulatnie podążają śladem odkrytych informacji o danym człowieku lub jego rodzinie. Czy został wywieziony do obozu? Gdzie się ukrywał? Czy mieszkał w gettcie? Kim był? Czy przeżył wojnę? Czy żyje ktoś, z jego rodziny, kto mógłby chcieć przyjąć przedmiot jako cenną pamiątkę? Oto pytania, na które musiała odpowiadać Irene, szukając śladów.

Szmaciana laleczka, chusteczka do nosa z wyjątkowym haftem, medalion z Matką Boską i rysunek ślicznego chłopczyka to właśnie te przedmioty, które trafiły do rąk Irene, dzięki czemu zyskały szansę na powrót do prawowitych właścicieli albo chociaż do ich potomków. Splecione misternie wątki opisujące te tajemnicze przedmioty są pełne emocji i wywołują drżenie serca. Irene poświęca cały swój czas nieznanym ludziom, którzy powoli pojawiają się na malowanej przez nią historii ich życia, nabierają barw i ożywają pod wpływem rozmów, które przeprowadza, i dokumentów, które niejednokrotnie wykopuje prawie spod ziemi. Niesamowite było to, że czasami wystarczyło nawet jedno słowo, by Irene mogła ruszyć dalej w swojej wędrówce do celu. Wyobraźnia podczas lektury pracuje na pełnych obrotach i właśnie tutaj pojawia się wspomniana na początku malowanka po kolorach.

Przez cały czas czytania książki i uczestniczenia w poszukiwaniach prowadzonych przez Irene, zastanawiałam się, czy opisywani bohaterowie żyli naprawdę. I czy żyła Irene. Autorka napisała w podziękowaniach, że stworzyła te postaci, jednak posiłkowała się dokumentacją historyczną, dlatego ich losy są realistyczne, a towarzyszenie Irene w jej śledztwach pozwoliło mi odwiedzić wiele miejsc związanych z wojną i poznać mnóstwo szczegółów z życia prawdziwych wojennych ofiar. Chociaż jest to stworzona w wyobraźni autorki powieść, jej fabuła na długo zostanie w moich myślach. 

I na koniec jeszcze jedno. To jest debiut tej pisarki i dla mnie to prawdziwa perełka literatury wojennej, chociaż akcja rozgrywa się współcześnie. Te bezcenne przedmioty zabierają czytelnika w przeszłość.

  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

czwartek, 30 stycznia 2025

"Niepewność" Lisa Gardner - recenzja


Tytuł: "Niepewność"
Autor: Lisa Gardner
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Tessa Leoni, tom 2

Moja ocena: 6/6 

"Niepewność" to drugi tom cyklu o Tessie Leoni autorstwa Lisy Gardner i równocześnie moje pierwsze spotkanie z tą pisarką. Styl, którym posługuje się autorka, bardzo przypadł mi do gustu i zupełnie nie przeszkadzało mi to, że nie znam pierwszej książki tego cyklu.

Boston, dzielnica bogaczy i rodzina, której do szczęścia niczego nie brakuje. Piękny obrazek idealnego życia, w którym nie trzeba przejmować się brakiem pieniędzy. Jednak czy kasa załatwia wszystko? Czy ten idylliczny obrazek nie ma żadnych rys? 

Justin i Libby Denbe to małżeństwo, które ma za sobą poważny kryzys. W ich perfekcyjnym świecie pojawiła się zdrada i właśnie próbują odbudować relację. W ostatnim czasie nie pielęgnowali nie tylko własnego związku, ale przestali się interesować również piętnastoletnią córką, Ashlyn. Jak długo można tak żyć? Kiedy wreszcie podjęli decyzję o próbie naprawienia ich małżeństwa i wybrali się na pierwszą od dawna randkę, powrót do domu okazał się wejściem w sam środek koszmaru. W ich pięknym domu, zabezpieczonym kodem, czekali porywacze. Bez większych problemów zgarnęli całą trójkę i wywieźli w nieznane. Czy chodzi o okup, czy może rodzina komuś się naraziła? Do akcji wkracza policja oraz detektyw Tessa Leoni, wynajęta przez firmę Denbe Construction do dokonania niezależnej oceny sytuacji. Jakie tajemnice odkryje Tessa w toku śledztwa? Czy śledczy zdążą odnaleźć rodzinę żywą?

Narracja prowadzona jest z perspektywy trójki bohaterów: detektyw Tessy Leoni, porwanej Libby Denbe i policjanta Wyatta. Dzięki temu mamy dość szczegółowy obraz sytuacji, zarówno z miejsca przetrzymywania porwanej rodziny, jak i w przypadku prowadzonego śledztwa. Tempo akcji bardzo na tym zabiegu zyskało. 

Oprócz wątku śledztwa, autorka wplotła w fabułę sporo informacji z prywatnego życia Tessy. Domyślam się, że bohaterka wiele przeżyła wraz z córką w pierwszym tomie, o czym możemy przeczytać w kolejnych rozdziałach. Zgrabnie podane wiadomości o dotychczasowym życiu pani detektyw sprawiają, że czytelnik nie czuje się zagubiony, jeśli nie czytał pierwszej części cyklu. Tessa jest bardzo realistyczna, pełna emocji i dylematów, a jej więź z córeczką jest wzruszająca.       

Muszę przyznać, że dość szybko domyśliłam się finału, jednak zupełnie nie przeszkadzało mi to w czytaniu i byłam bardzo ciekawa, jak autorka rozwiąże całą intrygę. Nie zawiodłam się, lektura wciąga do ostatniej strony. Myślę, że sięgnę po kolejne powieści tej autorki.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


sobota, 3 lutego 2024

"Królestwo kości" James Rollins - recenzja


Tytuł: "Królestwo Kości"
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Sigma, tom 16

Moja ocena: 6/6

James Rollins kazał nam bardzo długo czekać na kolejną część cyklu Sigma, ale było warto uzbroić się w cierpliwość. To już szesnasty tom, w którym agenci Sigma Force ratują świat przed zagładą. 

Akcja powieści rozgrywa się tym razem w kongijskiej dżungli. Ludzie uciekają przed powodzią do obozu pomocy humanitarnej, gdzie pracuje między innymi doktor Charlotte Girard. Ogrom pracy sprawia, że początkowo pracownicy obozu nie zwracają uwagi na dziwne zachowanie niektórych zwierząt, na przykład mrówek, które nagle zrobiły się agresywne, a ich ugryzienia powodują dotkliwy ból, a także wprowadzają pogryzionych ludzi w dziwny stan katatonii czy śpiączki. Z czasem sytuacja robi się na tyle niebezpieczna i niecodzienna, że tamtejsi lekarze podejmują decyzję o wezwaniu pomocy. Wiadomość przeznaczona jest dla Franka Whitakera, weterynarza i wirusologa. Z odsieczą wyrusza również kapitan Tucker Wayne wraz ze swoim partnerem w walce, psem-żołnierzem, Kainem. Nie może zabraknąć także drużyny Sigma Force. Zanim jednak specjaliści zdołają dotrzeć na miejsce, w dżungli rozpęta się burza, nie tylko ta będąca zjawiskiem pogodowym. Najgorsze zaś jest to, że w ostatnim odebranym łączeniu dało się słyszeć kategoryczny nakaz, aby ratownicy jednak nie przyjeżdżali. Co mogło wydarzyć się w obozie pomocy humanitarnej? Czy jego pracownicy jeszcze żyją? Dlaczego obóz został zniszczony i kto porwał dwójkę lekarzy wzywających pomocy? Co to za epidemia dotknęła mieszkańców tego terenu? Na te i wiele innych pytań muszą odpowiedzieć znani nam już z poprzednich tomów bohaterowie, bo kto, jak nie oni wyruszą na ratunek, nie zważając na czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwa?

Powieść podzielona została na kilka części, które świetnie porządkują treść i opisywane przez autora wydarzenia. Niby jest to typowy dla Rollinsa schemat, który po piętnastu powieściach zna się już na pamięć, jednak wciąż czyta się jednym tchem, gna wraz z bohaterami w szaleńczym tempie i przeżywa z wypiekami na twarzy kolejne zwroty akcji.

Połączenie naukowych faktów z fikcją znów zdało egzamin. Ta mieszanka za każdym razem okazuje się tak realistyczna, że naprawdę trudno zgadnąć, co autor wymyślił na potrzeby tej historii, a co można znaleźć w naukowych opracowaniach. Z pomocą przychodzi zakończenie, w którym Rollins odkrywa tajemnice poruszonych w powieści tematów.  

Chociaż wciąż jestem wierna sympatii do Kowalskiego, to jednak tym razem najbardziej urzekł mnie wątek Tuckera i Kaina oraz ich niepowtarzalna więź. Fragmenty, w których obserwujemy sytuację oczami psa wywołały u mnie gęsią skórkę. Kontakt opiekuna z psim żołnierzem jest rewelacyjny. Idealne zgranie, bezgraniczne zaufanie i zdolność do przewidywania wzajemnie swoich decyzji to tylko część cech, którymi dysponuje ten duet.

Matko, co tu się działo! Zdecydowanie polecam Wam tę powieść. Wciąga i przyprawia momentami o palpitacje serca. Poszukiwane przez ekipę agentów Królestwo Kości robi wrażenie. Czym jest to miejsce i po co nasi bohaterowie narażają życie, aby je odnaleźć? Tego dowiecie się z książki. Zachęcam :-)



wtorek, 6 grudnia 2022

"Brakujący element" Harlan Coben - recenzja

"Brakujący element" to drugi tom cyklu o "chłopcu z lasu". Wilde został znaleziony w lesie i ze względu na ówczesny stan porównano go od razu do Mowgliego z "Księgi dżungli". Chłopiec był kilkuletnim dzikuskiem, nie mówił, ale rozumiał po angielsku. Powoli wracał do świata i uczył się społecznych zachowań, jednak nikt nie potrafił odkryć tajemnicy jego pochodzenia. Teraz jako dorosły mężczyzna ma problem z okazywaniem uczuć i tworzeniem związków.

Wilde dojrzewa do decyzji o odszukaniu biologicznych rodziców lub kogokolwiek z bliskich. Zakłada konto na platformie kojarzącej krewnych na podstawie badań DNA i odnajduje ojca. Spotkanie z mężczyzną nie spełnia jego oczekiwań, a wprost przeciwnie, przynosi jeszcze więcej pytań i niewiadomych. Wilde otrzymuje jeszcze jedno trafienie na stronie genealogicznej. Kontaktuje się z nim ktoś o inicjałach PB, kto twierdzi, że są blisko spokrewnieni. Jego wiadomość wygląda na wołanie o pomoc, jednak Wilde odpowiada na nią za późno. Okazuje się, że mężczyzna jest gwiazdorem popularnego reality show, a jego życie zamieniło się w koszmar. Ostatni wpis na Instagramie sugeruje, że PB popełnił samobójstwo. Wilde postanawia odnaleźć gwiazdora i poznać zarówno jego historię, jak i własne losy.

Muszę się przyznać, że w pewnym momencie pogubiłam się w meandrach poszukiwań genealogicznych Wilde'a. Przestałam analizować jego działania i po prostu szłam za nim. Wprawdzie autor kilka razy systematyzował wiedzę bohatera, opisując krótko jego dotychczasowe poczynania, ale nie pomagało mi to jakoś szczególnie w uchwyceniu właściwej ścieżki. Nie znaczy to jednak, że źle mi się czytało. Wręcz przeciwnie, zdecydowałam się być biernym obserwatorem i z ciekawością śledziłam kolejne bazy, które zdobywał Wilde.

Na koniec przyznam Wam się również, że gdzieś w sieci przeczytałam zdanie o tym, iż Wilde to Win, przyjaciel Myrona, ale nigdzie nie widzę potwierdzenia tej teorii... Jest to zupełnie odmienna postać, więc zastanawiam się, czy to prawda. Wiecie coś na ten temat?

Jeśli lubicie styl Cobena, ten cykl powinien przypaść Wam do gustu, chociaż jest zupełnie inny, niż seria o Myronie. 

Tytuł: "Brakujący element"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał, sensacja
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Wilde, tom 2

Moja ocena: 5/6

sobota, 27 listopada 2021

"Mów mi Win" Harlan Coben - recenzja

"Mów mi Win" to pierwszy tom nowej serii Harlana Cobena. Ponieważ bardzo lubię Myrona Bolitara, byłam ciekawa, jak autor poradził sobie z pomysłem, gdzie narratorem i głównym bohaterem staje się przyjaciel Myrona, Win, czyli Windsor Horne Lockwood III.

Kiedy FBI znajduje na Manhattanie zwłoki mężczyzny, nic nie zapowiada, że sprawa będzie dotyczyła obrzydliwie bogatego Lockwooda trzeciego. Policja jednak szybko dostrzega powiązanie, którym jest znaleziony w apartamencie zabitego bezcenny obraz Vermeera i skórzana walizka z inicjałami WHL3. Win potwierdza, że obraz to oryginał, który został skradziony jego rodzinie lata temu. Teczkę również rozpoznaje. Czy oznacza to, że ma coś wspólnego z morderstwem? Kim jest ofiara? Win postanawia odkryć tożsamość nieżyjącego mężczyzny, a także dowiedzieć się czy jest on powiązany z traumatycznymi wydarzeniami, które miały miejsce w rodzinie Lockwoodów. Do jakich dojdzie wniosków? Czego dowie się o członkach swojej rodziny? I czy spodoba mu się to, co odkryje?

Początkowo nie byłam przekonana do narracji prowadzonej przez Wina. Coben obdarzył go bowiem cechami wyniosłego i zepsutego do szpiku kości bogacza, pełnego ironii i sarkazmu, a jednocześnie inteligentnego i przenikliwego, co przełożyło się na niepowtarzalny sposób jego mówienia i myślenia. Momentami miałam wrażenie, że narracja jest przegadana. Nie byłam pewna, czy mi się to podoba, ale ostatecznie uznałam, że to przecież WIN. Nie mógłby zachowywać się inaczej, bo przestałby być wiarygodny jako postać. Ostatecznie fabuła mnie wciągnęła i z każdą stroną bardziej chciałam poznać finał tej historii. Coben trzyma poziom. Wątki świetnie się uzupełniają, a autor podsyca ciekawość czytelnika, powoli ujawniając istotne dla sprawy fakty. Nie da się nie wsiąknąć w to śledztwo. 

Jeśli lubisz styl Cobena, a Myron to Twój kumpel, poznaj lepiej jego przyjaciela, Wina. To będą przyjemnie spędzone godziny.

Tytuł: "Mów mi Win"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 414
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Windsor Horne Loockwood III, tom 1

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


środa, 30 czerwca 2021

"Ostatnia odyseja" James Rollins - recenzja

"Ostatnia odyseja" to kolejny tom serii SIGMA Jamesa Rollinsa. Jak zwykle była to fantastyczna przygoda z ulubionymi bohaterami. Dla mnie ten właśnie tom był wyjątkowo wciągający, ponieważ na pierwszym planie jednego z wątków pojawił się mój faworyt - Joe Kowalski - a fabuła została oparta po części na greckiej mitologii, którą również lubię.

Na Grenlandii naukowcy natrafiają na uwięziony w lodzie statek sprzed wielu lat. Na miejsce zostaje wezwana archeolog Elena Cargill, która rozpoznaje w artefakcie arabski statek z dziewiątego wieku. Na dau zostaje odkryty tajemniczy ładunek, którego naukowcy nie potrafią na razie zidentyfikować. Jedno jest pewne, nie jest bezpieczny, za to pożądany przez innych poszukiwaczy. Badania nad znaleziskiem zostają brutalnie przerwane przez złoczyńców, którzy napadają na ekipę naukowców, uprowadzając Elenę. 

Ponieważ doktor Cargill to córka ważnego senatora, Painter Crow otrzymuje telefon od samego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Sigma znów musi ruszyć na pomoc, a jak okaże się z czasem, nie będzie to łatwe zadanie. Tym razem bowiem nasi bohaterowie staną oko w oko z czeluściami mitycznych piekieł.  

W warstwie obyczajowej towarzyszymy Seichan i Grayowi w pierwszych miesiącach rodzicielstwa, a także obserwujemy uczucie rodzące się powoli między Kowalskim a Marią. Jest to idealna odskocznia od pędzącej chwilami na łeb na szyję akcji. 

Dialogi i sceny z udziałem mojego ulubieńca jak zwykle iskrzą humorem w jego niepowtarzalnym stylu.

"- Ale skąd możemy być pewni, że Hunajn popłynął na południe, szukając kontynuacji granicy afrykańsko-eurazjatyckiej?
- Po pierwsze, nazwa Feakowie. Pochodzi od greckiego rdzenia Phaios, czyli "szary".
- A ja myślałem, że od faka - mruknął Kowalski".

Kowalski może nie jest najmądrzejszym członkiem wojskowej agencji DARPA, ale za to ma największe serce i potrafi poświęcić się dla przyjaciół. I jest geniuszem, jeśli chodzi o rozwalanie wszystkiego, co można roznieść w pył. Tak, w tym jest najlepszy.   

Może i jest trochę schematycznie, bo po raz kolejny mamy tajemniczą sektę, która bruździ naszym bohaterom, a także zagadkę sprzed wieków do rozwiązania i, rzecz jasna, ciągłe pościgi i strzelanki, ale to właśnie w tej serii kocham najbardziej! Dla mnie to, co może być postrzegane jako schemat jest po prostu znakiem rozpoznawczym tego cyklu i stylem pisarza. W każdej powieści zagadka jest inna, a autor naprawdę nieźle się nagłówkuje, żeby pogmatwać fabułę i nie spalić konceptu na samym początku. Wbrew pozorom łączenie fikcji i prawdy nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Wszelkie poruszone w powieści tematy są na zakończenie wyjaśniane w nocie od autora, więc dowiadujemy się ostatecznie, co było prawdą, a co fikcją. 

Zdecydowanie polecam całą serię. Warto czytać książki po kolei, ponieważ oprócz wątku głównego mamy obyczajowe tło, dzięki któremu poznajemy bliżej bohaterów i stają się nam oni bliżsi z każdym kolejnym tomem. "Ostatnia odyseja" to piętnasta część, ale gwarantuję Wam, że jeśli ten gatunek przypadnie Wam do gustu, nawet nie zauważycie, kiedy połkniecie je wszystkie. 

Tytuł: "Ostatnia odyseja"
Autor: James Rollins
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 15
PREMIERA: 19 maja 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros


środa, 24 marca 2021

"Ołtarz Edenu" James Rollins - recenzja

Co stanie się, kiedy jakiś człowiek postanowi pobawić się w Boga i zaczyna eksperymentować z genetyką? James Rollins w swojej najnowszej powieści "Ołtarz Edenu" opowiada jedną z wersji, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby naukowcy postanowili odkryć tajemnicę sięgającą początków gatunku ludzkiego. Jest to drugie wydanie tej książki. Pierwszym Albatros uszczęśliwił swoich czytelników w dwa tysiące jedenastym roku.

Doktor Lorna Polk, pracownica Ośrodka Badawczego Gatunków Zagrożonych, zostaje poproszona o obejrzenie nietypowego ładunku pewnego trawlera znalezionego w Zatoce Meksykańskiej. Kiedy kobieta wchodzi na pokład, okazuje się, że zwierzęta umieszczone w klatkach są inne niż te znane jej dotychczas. Już na pierwszy rzut oka widać było, że przy ich tworzeniu ktoś znacznie namieszał w kodzie genetycznym. Zanim jednak ekipa zdołała zbadać dokładnie statek, nastąpiła eksplozja niszcząca łódź. Z życiem uchodzi zaledwie kilka genetycznie zmienionych zwierząt. Doktor Polk zamierza dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, a także kto i w jakim celu wykorzystał te stworzenia do swoich badań.     

Oprócz wątku naukowego, który w powieściach Rollinsa zajmuje zawsze większość fabuły, mamy również garść informacji o naszych bohaterach i ich życiu prywatnym. Dzięki temu stają się oni bardziej realni, a czytelnik zastanawia się, jak rozwiążą swoje własne problemy, kiedy już uratują świat. Bo musicie wiedzieć, że we wszystkich książkach Rollinsa bohaterowie ratują świat przed zagładą. Jeszcze nigdy nie zawiedli. Wzrastające podczas lektury napięcie generuje więc nie to, CZY im się uda, ale raczej JAK tego dokonają,  

Najnowsza powieść autora cyklu Sigma Force to osobna historia, przypominająca trochę "Wyspę doktora Moreau". Fabuła nie jest tak wymagająca, jak ma to miejsce we wspomnianej serii, ponieważ mamy tutaj jeden główny wątek i właściwie jedną ekipę bohaterów. W przypadku Sigmy wątków zawsze jest kilka i trzeba się nieźle skupić, aby nadążyć za zwrotami akcji. Tutaj skaczemy głównie między "naszymi" a wrogami. Autor umiejętnie ujawnia fragmenty układanki, które powoli wskakują na swoje miejsce, prezentując obraz przeprowadzanych eksperymentów, który może przerazić. Co kryje tajemnicza wyspa? Jak szaleni naukowcy zmieniają zwierzęta i czy tylko one poddawane są badaniom? Jaki jest cel głęboko utajnionych działań?

Zdecydowanie polecam zarówno tę, jak i pozostałe książki Jamesa Rollinsa. Jak zawsze warstwa naukowa została świetnie przygotowana. Nie jest to niezrozumiały naukowy wywód. Autor postarał się, by nawet te trudne tematy były opisane przystępnie. Dzięki temu nawet nie znając danego tematu, możemy spokojnie podążać za fabułą, nie tracąc nic z przekazywanej wiedzy. 

Tytuł: "Ołtarz Edenu"
Autor: James Rollins
Gatunek: powieść przygodowa, sensacja
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Albatros
PREMIERA: 8 marca 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

piątek, 4 grudnia 2020

"Chłopiec z lasu" Harlan Coben - recenzja

Długo czekałam na kolejną powieść jednego z moich ulubionych autorów zagranicznych, ale cierpliwość się opłaciła. Do mojej kolekcji trafiła ciekawa historia, chociaż muszę przyznać, że mogłabym wymienić kilka bardziej emocjonujących fabuł, stworzonych przez tego pisarza.

W 1986 roku w lesie znaleziono kilkuletniego chłopca. Nikt go nie szukał, nikt się po niego nie zgłosił. Dziecko nie pamiętało nic sprzed pobytu w lesie, nie znało nawet swojego imienia. Wychowany w rodzinie zastępczej, po trzydziestu latach Wilde próbuje funkcjonować w świecie, jednak przejścia z dzieciństwa pozostawiły w jego psychice trwały ślad. Wciąż nie wie, kim jest i nie odnalazł swojej rodziny. 

Kiedy pewnego dnia znika nękana przez kolegów nastolatka, rówieśniczka i koleżanka z klasy jego chrześniaka, Wilde postanawia odnaleźć dziewczynę. Nie potrafi przejść obojętnie obok dramatu outsiderki podobnej do niego samego. Nieobecność dziewczyny bardzo dręczy Matthew, jednak chłopak nie chce zdradzić nikomu, dlaczego tak martwi się o Naomi. Prosi o pomoc babcię, znaną adwokatkę, Hester Crimstein. Czy Hester podejmie się tej sprawy? Jakich sposobów użyje Wilde, by wesprzeć akcję poszukiwawczą? Co wydarzy się, kiedy pewnego dnia zniknie również najpopularniejszy w szkole chłopak, który dręczył Naomi? 

Akcja powieści nie jest szczególnie dynamiczna, ale kilka wątków pozwala się nie nudzić. Przeplatają się one i uzupełniają, dzięki czemu możemy nie tylko śledzić poczynania bohaterów, ale samodzielnie próbować odkryć prawdę. Bardziej wciągająca jest druga połowa książki.

Poza wątkami kryminalnymi mamy tu również sporo motywów społecznych. Relacje międzyludzkie, próba pogodzenia się ze stratą i pozwolenie sobie na nowy początek czy lęk przed poznaniem swoich korzeni to zaledwie kilka dodatkowych elementów fabuły. Bohaterowie mają swoje życie, a w nim problemy, które muszą rozwiązać, a także decyzje, które muszą podjąć. Jakie wynikną z tych decyzji konsekwencje? Jeśli sięgniesz po powieść, z pewnością się dowiesz. A finał tej historii wcale nie jest taki oczywisty, jak by się mogło wydawać.   

Tytuł: "Chłopiec z lasu"
Autor: Harlan Coben
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros      


piątek, 18 września 2020

"Tygiel zła" James Rollins - recenzja


Tak się niedawno cieszyłam, że będę mogła spędzić trochę czasu z członkami grupy SIGMA, a tu kilka dni i znów muszę czekać na kolejny tom, który – mam nadzieję – już się pisze. Co tym razem zafundował nam autor?

Połączenie odkryć naukowych, które wydają się być jak z filmu science fiction, zagadek z przeszłości i niesamowicie szybkiej akcji to właśnie to, co lubię najbardziej. Tym razem ekipa DARPA też musi uratować świat, ale poza tym w niebezpieczeństwie znajduje się również ktoś  z nich. Czy uda im się zdążyć na czas?

W bibliotece naukowej w Portugalii ginie pięć kobiet. Ich spotkanie dotyczyło prezentacji sztucznej inteligencji o imieniu Ewa, którą stworzyła szósta z nich, Mara. Kobieta uchodzi z życiem tylko dlatego, że znajdowała się na łączach, a nie fizycznie w pomieszczeniu z pozostałymi naukowcami. Mara próbuje nauczyć Ewę odczuwania jak człowiek, a nie tylko wprowadzić do jej obwodów wiedzę. To trudne, ale wierzy w to, że jej „dziecko” podoła wyzwaniu. Może dzięki temu niewyobrażalnie rozwinięta technologicznie SI nie będzie taka niebezpieczna dla ludzkości? Jednak czy to w ogóle wykonalne?      

Kiedy komandor Gray Pierce zastaje swój dom splądrowany, a żonę przyjaciela Monka Kokkalisa ranną i nieprzytomną, wie, że czeka go niebezpieczna misja. Jego partnerka Seichan, będąca w zaawansowanej ciąży, oraz córeczki Monka zniknęły. Kto je porwał i dlaczego? Czy neurologom uda się czegoś dowiedzieć o napastnikach od pogrążonej w śpiączce Kat?

Gdy okazuje się, że te dwa wydarzenia są ze sobą powiązane, niezniszczalny duet Gray – Kokkalis rusza na ratunek światu i swoim najbliższym. W tym tomie walka o życie Seichan, Kat i dziewczynek zdecydowanie przeważa nad ratowaniem świata, jednak autor nie zapomina i o globalnej akcji. Tym razem kołowrotek zdarzeń kręci się wokół sztucznej inteligencji i… czarownic. Drużyna Sigmy wyrusza do Paryża, gdzie nieznani sprawcy planują wielkie zniszczenie miasta, oraz do Portugalii, za tajną organizacją Tygiel, która znajduje się po ciemnej stronie mocy. Kiedy orientują się, że ich wróg to znana im świetnie rosyjska zabójczyni, wiedzą już, że będzie trudniej niż przypuszczali. Wala nie spocznie, dopóki nie dostanie tego, czego chce, a chce Ewy…     

Niesamowicie ciekawe były dla mnie rozdziały, w których autor opisał poznawanie świata przez SI Ewę. Jej perspektywa była fascynująca, a jeszcze większym szokiem było zakończenie, czyli tradycyjne oddzielenie prawdy od fikcji. Okazuje się bowiem, że wiele z wykorzystanych w powieści informacji to najprawdziwsze naukowe fakty, a nie pomysł pisarza. Przyznam, że tak duże zaawansowanie w pracach nad SI jest odrobinę niepokojące.     

A teraz czas na mojego ulubieńca <3

„Kowalski poruszył się niespokojnie.
- Co to jest MSI?
- Mocna sztuczna inteligencja. Ludzki poziom inteligencji i świadomości.
- Nie martw się. – Gray spojrzał na Kowalskiego. – Też kiedyś do tego dojdziesz”.

- (…) Gray, pamiętaj, że te dwie młode kobiety się boją. Jeśli je wytropimy, postarajcie się ich nie przestraszyć.
- Więc może lepiej zostawię Kowalskiego na płycie lotniska”.

„- Dokąd idziecie?
- Do miasta zmarłych. – Gray poprowadził swoją ekipę w stronę klatki schodowej.
Kowalski obejrzał się gwałtownie.
- Co? Chyba żartujesz.
Monk popchnął wielkoluda w kierunku schodów.
- A skąd, on jest śmiertelnie poważny”.

„Kowalski wskazał na boczny tunel.
- Więc kto to poskładał? – spytał, starając się szeptać.
Na końcu przejścia stał tron sklecony z pożółkłych kości, z siedzeniem z klatek żebrowych, oparciem z kości udowych i poręczami z czaszek.
- Miejmy nadzieję, że zbudowały to ludzkie ręce. – Simon wzruszył ramionami. – Ale słyszy się różne historie, o kościach, które same się poruszają…
Kowalski wzdrygnął się i spojrzał wilkiem na Graya.
- Ostatni raz robisz za przewodnika wycieczki”.

„Silny podmuch zatrząsł maszyną, gdy wspinała się wśród chmur.
Siedzący obok Graya Kowalski jęknął i mocniej ścisnął w rękach pistolet maszynowy. Kolano mu podrygiwało w górę i w dół.
- Uspokój się – powiedział Gray. – Zanim kogoś tu postrzelisz.
- Już raz się dzisiaj rozbiłem. A to o jeden raz za dużo.
- Ale to nie ja pilotuję.
Kowalski zastanowił się nad tym i kolano przestało mu latać.
- Racja”.

Czyż Kowalski nie jest genialny? :D

 

Tytuł: „Tygiel zła”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 14 

Moja ocena: 6/6

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Albatros

niedziela, 14 czerwca 2020

"Szósta apokalipsa" James Rollins - recenzja


Dziesiąty tom serii SIGMA, a dla mnie – ostatni. Tak wyszło, że przeczytałam wszystkie pozostałe, więc to na chwilę obecną moje pożegnanie z drużyną z agencji DARPA. Trochę szkoda, ale pozostaje mi mieć nadzieję, że pojawi się kolejny tom, w którym bohaterowie znów będą musieli ocalić świat od zagłady.

Motywem przewodnim tego tomu jest genetyka i niebezpieczne zabawy naukowców, których działania powodują katastrofę w pewnym ośrodku badawczym w Kalifornii. Skutkiem wydostania się wirusa może być całkowita zmiana ekosystemu na Ziemi. Oczywiście istnieje sposób na ratunek, ale nie wiadomo, czy bohaterom uda się wykonać wszystkie zadania na czas.

Czy zastanawialiście się kiedyś co stałoby się, gdyby komuś udało się odtworzyć wymarłe gatunki zwierząt? Albo nie tylko je odtworzyć, ale także udoskonalić? Inna sprawa, że należałoby się zastanowić, co naukowcy rozumieją pod pojęciem „udoskonalić”. Kiedy okazuje się, że szalonym naukowcem, pracującym nad zatrzymaniem wymierania gatunków, jest człowiek, który podobno od lat nie żyje, atmosfera robi się gęsta od domysłów.

Znów się sporo działo, chociaż dużo też było informacji typowo naukowych, ale podanych w jasny sposób. Dzięki tej wiedzy łatwiej można było zrozumieć działania agentów DARPA i dążenia naukowców znajdujących się po jasnej i ciemnej stronie mocy.

Z dużą przyjemnością podążałam za bohaterami, którzy znów musieli rozdzielić się, by zdążyć na czas i uratować świat przed totalną katastrofą. Bardzo interesujące było podziwianie stworzonego przez uważanego za nieżyjącego naukowca uniwersum, pełnego odtworzonych i podrasowanych gatunków zwierząt. Wyobraźnia autora chyba nie ma granic. Najstraszniejszą możliwą wizją chyba było to, że teoretycznie możliwe jest stworzenie wirusa, który mógłby sprawić, że człowiek cofnie się na poziomie neurologicznym do poziomu ludów pierwotnych.

Koniec powieści to, jak zwykle, wyjaśnienie wykorzystanych w książce wątków. Autor ujawnia, co było prawdą, a co fikcją, a przy okazji podaje bardzo interesujące fakty dotyczące prac nad genetyką i ewolucją gatunków.  

Zdecydowanie polecam, chociaż lepiej czytać tomy po kolei, aby oprócz samej przygody wyłapać również wątki społeczne, które są prowadzone równolegle i przechodzą do kolejnych części.

Tytuł: „Szósta apokalipsa”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 476
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 10

Moja ocena: 6/6



sobota, 23 maja 2020

"Oko Boga" James Rollins - recenzja



Kolejny tom serii SIGMA przeczytany i trochę smutno, że została mi jeszcze tylko jedna część do uzupełnienia i cały cykl będzie za mną. Szkoda, bo przygody tej ekipy to niezła dawka adrenaliny.

Oko Boga to satelita badawczy, którego zadaniem jest przesłanie na Ziemię informacji o komecie, która pojawiła się na orbicie okołoziemskiej. Kiedy przekazuje zdjęcie prezentujące Wschodnie Wybrzeże USA w zgliszczach, ekipa naukowców uznaje, że zdjęcie jest efektem zakrzywienia czasoprzestrzeni i przedstawia przyszłość, a dokładniej katastrofę, która będzie miała miejsce za cztery dni. Do drużyny z Sigmy dołącza astrofizyk Jada Shaw, której zadaniem jest odszukanie rozbitego satelity, aby nie dostał się w niepowołane ręce.

Vigor Verona otrzymuje od przyjaciela, którego dawno uznał za zmarłego, tajemniczą przesyłkę. Jest to czaszka i księga. Wkrótce okazuje się, że czaszka wydziela dziwną energię, a księga jest oprawiona w ludzką skórę. Badania pozwalają stwierdzić, że czaszka i skóra z księgi należały do Czyngis-chana. Vigor odczytuje z czaszki datę końca świata, która jest spójna z terminem wyliczonym przez naukowców zajmujących się Okiem Boga.    

Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczyna się inny wątek, dotyczący eskapady Graya i Seichan, której celem jest odnalezienie matki dziewczyny. W poprzednim tomie Seichan dowiedziała się bowiem, iż jej matka wciąż żyje. Czy bezwzględna szefowa triady, którą odnajdą, to rzeczywiście matka Seichan?

Oj, dzieje się w tym tomie, dzieje. Może trochę za dużo tej akcji tym razem. Wprawdzie zawsze powtarzam, że lubię, kiedy fabuła prze do przodu, ale tym razem autor trochę przedobrzył. Mamy tu bowiem jatkę w Korei Północnej, gdzie Seichan szuka matki, satelitę, który robi zdjęcie prezentujące katastrofę, po czym spada na tereny niedostępne zwykłym zjadaczom chleba, no i trzeba go stamtąd jakoś wydostać, relikwie Czyngis-chana i poszukiwanie jego grobowca, by zapobiec zagładzie świata, a do tego pomniejsze wątki obyczajowe, związane z poszczególnymi bohaterami. To naprawdę spora dawka… właściwie wszystkiego. Jest groźna triada, która daje się we znaki Grayowi, frakcja związana z wątkiem Czyngis-chana i jego podbojami, a to wszystko podlane sosem z ciągłych pościgów i strzelanin, podsycanych presją czasu. Momentami nie mogłam odłożyć książki, bo koniecznie musiałam dowiedzieć się, co dzieje się z poszczególnymi bohaterami!

Zaskakujące jest podwójne zakończenie. To dla mnie coś nowego u Rollinsa i nie wiem, czy takie rozdwojenie finału mi się podobało. W jednym z zakończeń Rollins uśmierca dwie istotne w serii postacie, więc choćby z tego powodu dobrze, że była i druga ewentualność. Ciekawa jestem, czy w kolejnym tomie ci bohaterowie się pojawią.

Jak w każdym tomie, również i tym razem mamy świetnie przedstawione fakty, perfekcyjnie wymieszane z fikcją, powstałą w wyobraźni pisarza. Ostatnie strony pozwalają rozstrzygnąć, co było prawdą, a co wymyślił James Rollins.

Niezmiennie polecam, chociaż nastawcie się na gorączkę czytelniczą, która trawić Was będzie aż do ostatniej strony.

Tytuł: „Oko Boga”
Autor: James Rollins
Gatunek: archeologiczna przygodówka
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: SIGMA, tom 9

Moja ocena: 5/6