Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Lucky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Lucky. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lipca 2022

"Zmarnowany czas" Izabela Grabda - recenzja [PATRONACKA]

Aby poznać finał perypetii Aleksandry i Marcela, których czytelnicy poznali w powieści "Zmarnowany rozsądek", trzeba się było uzbroić w cierpliwość i poczekać półtora roku. Przez ten czas można było wieszać psy na Marcelu, który odrzucił możliwość stworzenia szczęśliwej rodziny i wybrał wygodne życie sławnego pisarza... chociaż może nie do końca mu ten wybór wyszedł na dobre.

Kiedy Marcel postanawia wrócić na stare śmieci, czyli do swojego mieszkania w Gdańsku, nie spodziewa się, że jego życie znów zakręci młynka, a los dostarczy mu niezłych wrażeń. Ola również nie ma pojęcia o tym, że szykują się zmiany. Dopiero co udało jej się z pomocą przyjaciela Marcela, Pawła, ogarnąć życie z dzieckiem... Oluś rośnie jak na drożdżach, a jego hobby to jedzenie. Pocieszny maluch myśli głównie o smakołykach, a Aleksandra stopuje go w tej pasji pochłaniania wszystkiego, co wpadnie mu w rączki. Paweł zaś pomaga, spędza z nimi czas i liczy na to, że Ola w końcu poczuje do niego coś więcej niż tylko sympatię...

Marcel z jednej strony przekonuje Olę do siebie i powrotu do ich związku sprzed rozstania, ale początkowo nie do końca dociera do niego, że Aleksandra to już nie tylko kobieta, z którą się ożenił i rozwiódł, ale przede wszystkim matka jego syna. Obecność Pawła w życiu Oli i Olka go mierzi. Mężczyzna zrobi więc wszystko, by odzyskać ukochaną. Być może skorzysta z pomocy Eweliny? I z pewnością spróbuje dotrzeć do serca Aleksandry przez zjednanie sobie energicznego dwulatka. Czy uda mu się zrealizować plan? 

Autorka wplotła w fabułę wiele wątków, z którymi spotykamy się na co dzień. Zawiedzione zaufanie, zranione uczucia, rodzinne niesnaski i przepychanki, niespodziewana choroba czy konsekwencje podejmowanych pochopnie decyzji i wiele innych zdarzeń, które mogą spotkać każdego z nas. 

Obyczajowe perypetie bohaterów są wciągające, opowiedziane lekko i z humorem, ale niejednokrotnie wywołują również te negatywne emocje, choćby irytację czy zniecierpliwienie w przypadku nieudolnych działań Marcela, który potrzebował sporo czasu, by dotarły do niego oczywiste sprawy. Ola natomiast okazuje się być rozsądną, stąpającą twardo po ziemi kobietą. Mimo że miała okazję zakosztować życia w bogactwie, kiedy bajka się skończyła, nie skorzystała z pieniędzy, które na otarcie łez dostała od Marcela, tylko zakasała rękawy i poradziła sobie sama.

W tym tomie również możecie liczyć na dużą i przyjemną dla oka czcionkę. Ma to zdecydowanie duże znaczenie przy wadzie wzroku.

Polecam obie części cyklu Zmarnowany rozsądek. Ta lekka lektura idealnie nadaje się na przykład na relaks podczas urlopu.

Tytuł: "Zmarnowany czas"
Autor: Izabela Grabda
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Lucky
Cykl: Zmarnowany rozsądek, tom 2

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky

piątek, 23 kwietnia 2021

"Zmarnowany rozsądek" Izabela Grabda - recenzja

"Zmarnowany rozsądek" opowiada historię Aleksandry i Marcela, dwójki ludzi żyjących w zupełnie różnych światach. Ola jest świetną fryzjerką, która prowadzi własny zakład i ma poukładany świat. Jest szczęśliwa w małżeństwie, chociaż nie mają z mężem dzieci. Z czasem okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda i Aleksandra trafia pod bardzo zimny prysznic, a jej życie zmienia się nieodwracalnie. 

Marcel to znany pisarz, którego powieści są rozchwytywane, a fanki ściągają tłumnie na jego spotkania autorskie. Pan autor rzecz jasna chętnie korzysta z intymnych propozycji niektórych czytelniczek, ale są one dla niego zaledwie "numerkiem" na jedną noc. Nie angażuje się emocjonalnie i nie zamierza wiązać się z żadną z nich. W ogóle nie planuje żadnego związku ani tym bardziej małżeństwa. Kiedy pewnego dnia mężczyzna trafia do salonu Oli i ma okazję usłyszeć jej głos, jego tembr oczarowuje go do tego stopnia, że nie potrafi przestać o niej myśleć. Kobieta zaczyna go fascynować, aż w końcu staje się jego obsesją, a celem wszystkich działań Marcela staje się zaciągnięcie jej do łóżka...

Narracja podzielona jest między perspektywę Aleksandry i spojrzenie Marcela. Nie przeskakujemy jednak w czasie czy przestrzeni. Autorka zachowała ciągłość, więc kolejne rozdziały zgadzają się z momentem akcji, w którym zostawił nas poprzedni bohater.

Jeśli chodzi o stworzone postacie, muszę się przyznać, że nie znoszę Marcela. Nie podoba mi się w nim absolutnie nic, a do tego potwornie irytuje mnie jego styl życia na Piotrusia Pana. Ale chyba o to chodzi, żeby postacie wzbudzały emocje. Poza tym jeśli czyjaś filozofia życiowa tak bardzo odstaje od naszej, to trudno go zrozumieć czy polubić. Pan pisarz jest zatem wkurzający, bufonowaty i w ogóle wydaje mu się, że cały świat należy do niego :D Aleksandra natomiast to kobieta, w której wiele czytelniczek zobaczy siebie. Będzie musiała zmierzyć się z wieloma trudnymi sytuacjami i podjąć sporo decyzji, które zaważą na całym jej życiu. Ileż z nas znalazło się przed murem, którego skruszenie kosztowało wiele wysiłku? Ola nie jest filigranową księżniczką. To silna babka, która bierze się z życiem za bary, chociaż musi wiele poświęcić. Jak poradzą sobie oboje z tym, co szykuje dla nich los?      

Ze spraw technicznych muszę donieść, że czcionka powieści jest bardzo przyjazna i czytelna. Dla osób z wadą wzroku ma to duże znaczenie. Literki są w wygodnym do czytania rozmiarze :-) 

Ponieważ z reguły nie zaglądam na koniec książki, dopiero kiedy dotarłam do ostatniej strony, dowiedziałam się, że nie poznam zakończenia tej historii, bo to pierwszy tom. Uzbrójcie się zatem w cierpliwość, bo myślę, że warto poznać finał tej powieści. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce <3


Tytuł: "Zmarnowany rozsądek", tom 1
Autor: Izabela Grabda
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: LUCKY
PREMIERA: 2 marca 2021

Moja ocena: 6/6

  

poniedziałek, 16 lipca 2018

"Sukces rysowany szminką" Anita Scharmach - recenzja



Czasami wydaje nam się, że nasze życie jest idealne. Wszystko świetnie się układa, nie musimy martwić się o pieniądze, bo jest ich pod dostatkiem, a w pracy nad nami już tylko szef. Czego chcieć więcej? Może przydałby się ktoś bliski, do kogo można by się przytulić? Może przyjemnie byłoby usłyszeć dziecięcy szczebiot w pokoju obok? I może warto byłoby mieć do kogo wracać z pracy? No właśnie... Niby wszystko mamy, a jednak czegoś brakuje. 

Główna bohaterka i zarazem narratorka "Sukcesu rysowanego szminką" ma na imię Julia i lada moment skończy czterdzieści lat. Jej życie można rozpatrywać w kategoriach sukcesu. W końcu pracuje na wysokim stanowisku, ma fantastyczny apartament na trzydziestym piętrze i dwa śliczne koty, jest bajecznie bogata i może sobie pozwolić właściwie na wszystko. Do tego jeszcze jest inteligentna i piękna. Żyć, nie umierać! Jednak to pozorne szczęście, z czego kobieta zaczyna zdawać sobie sprawę. 

Relacje z rodzicami Julii można określić jako poprawne, choć z matką częściej się nie dogaduje niż zgadza. To ojciec w tej rodzinie miał zawsze więcej uczuć dla córki. Zachowanie matki zaś można określić jako fałszywe i wyrachowane. Nauczyła się po prostu grać rolę dobrej mamusi, a w rzeczywistości córki nie kocha i uważa jej poczęcie oraz narodziny za błąd, który zaważył na jej karierze. Krytykuje Julię na każdym kroku, nie dając najmniejszego wsparcia. 


Kiedy Julka dowiaduje się o śmierci dalekiej kuzynki, nie robi to na niej wielkiego wrażenia. No cóż, przyjaźniły się będąc dziećmi, razem się bawiły, ale nic poza tym. Później ich drogi się rozeszły. Teraz zaś okazuje się, że kuzynka miała córeczkę, sześcioletnią obecnie Matyldę, której grozi teraz oddanie do domu dziecka. Ojciec dziewczynki był człowiekiem niezdolnym do opieki nad córką. Członkowie rodziny w wieku sześćdziesiąt plus nie nadawali się na rodzinę zastępczą. Zostawała więc... Julia. Dla niej zaś ta wiadomość była jak grom z jasnego nieba. No bo pomyślcie sami. W jednej chwili jesteście bogami życia, wolnymi od wszelkich trosk, a w następnej dowiadujecie się, że w Waszych rękach znajduje się przyszłość małej dziewczynki, której nie widzieliście na oczy! Dla Julii był to potężny szok. Kobieta była pełna obaw, gdy podejmowała decyzję o przysposobieniu nieznajomego dziecka po tak dużej traumie.

Wątek rodziny zastępczej i droga, którą musiała przebyć Julia, by stać się opiekunem prawnym Matyldy, zostały tak skrócone i spłycone, że były ledwo zauważalne. A gdzie czas na szkolenie dla przyszłych rodziców? Rozprawy sądowe i wszystko, co z nimi związane? Trochę mi tego brakowało. Choćby wzmianki, bez rozpisywania się. A tak, mamy ekspresową rozprawę, na której Julia wygłasza płomienną i wzruszającą, lecz krótką mowę i BUM! dostaje dziecko.    

Tytułowa szminka jest wykorzystywana tutaj nie tylko w tradycyjny sposób, ale jest także łącznikiem między Julią a Matyldą. Za jej pomocą Tysia, jak zdrabniane jest imię dziewczynki, prezentuje swoje uczucia i emocje, rysując obrazki. To szminką milcząca dziewczynka rysuje serduszka dla Julii i pisze do niej wiadomości na lustrze. Fajny to był pomysł. 

Postacie są dopracowane. Każdy bohater dostał cechy charakteru wykorzystane tylko u niego. Muszę przyznać, że były momenty, w których Julia mnie wkurzała swoim snobizmem i zadartym wysoko nosem. A już notorycznie denerwowała mnie jej matka swoim beznadziejnym wprost zachowaniem. Najbardziej polubiłam zaś wuja Mańka i ojca Julii. Duży plus dla autorki za wprowadzenie do tej opowieści niepełnosprawnej bohaterki, bo nie wspomniałam jeszcze, że Matylda jest dzieckiem niedosłyszącym. Jest tylko minus w tym wątku, który nie daje mi spokoju, ale o tym później. 
Z zainteresowaniem śledziłam relacje między bohaterami. Nie wymieniłam wszystkich postaci, jakie występują w tej historii. Jeśli po nią sięgniecie, poznacie jeszcze kilka osób, które odgrywają dużą rolę w powieści. 

Z minusów... 
1. Część powieści była dla mnie raczej chaotyczna. Niektóre sceny prowadziły donikąd. Trochę za dużo w niej było bardzo dosłownych, realistycznych scen erotycznych. Ok, może to celowy zabieg, by były dodatkowe emocje, ale wydaje mi się, że skoro nie jest to typowy romans ani literatura erotyczna, to naprawdę można sobie było darować szczegóły anatomiczne...
2. Jedna ze scen sugeruje, że Matylda sypia w zausznym aparacie słuchowym. Aparat do snu się zdejmuje i czyści się go co wieczór, by dobrze działał. I szkoda, że autorka nie "pomogła" innym bohaterom nauczyć się migowego dla Matyldy. Domyślam się, że chodziło pewnie o to, żeby dziewczynka - żyjąca w środowisku osób słyszących - bazowała na ruchu ust mówiącego i tym, co i jak słyszy w nowym aparacie, ale w takiej sytuacji może lepiej byłoby nie wprowadzać migowego w ogóle? Bo tak, ta umiejętność została wykorzystana przez Tysię chyba raz i temat umarł, ponieważ nikt z jej otoczenia nie migał.  
3. Julia bardzo beztrosko zignorowała temat psychologa, u którego wizytę sugerowano dla dziewczynki. 
4. ZDROBNIENIA. Po prostu nienawidzę, kiedy bohaterowie mają rączki zamiast rąk i włoski zamiast włosów, noszą szlafroczek zamiast szlafroka, upinają koczek zamiast koka czy jedzą śniadanko zamiast śniadania.

Główne przesłanie tej historii jest jasne. Najważniejsze jest wsparcie, które może zaoferować rodzina. A relacje z bliskimi, będące istotnym elementem wspólnego życia, trzeba pielęgnować i starać się, by były jak najlepsze. 


Książkę mogłam przeczytać w ramach book tour u PrzeCzytajki - Asiu, dziękuję! :*

wtorek, 5 września 2017

"Pięć minut" Iga Wiśniewska - recenzja

Tytuł: "Pięć minut"
Autor: Iga Wiśniewska
Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 176
Wydawnictwo: Lucky

Skojarzynki:
cierpienie * samotność * emocje * braciszek * dramat 


"...czas nie leczy ran - on tylko przyzwyczaja do bólu."


Zdarza Wam się kupić niepozorny dodatek do innych literackich zakupów, który okazuje się być świetną powieścią? U mnie już kolejny raz tak właśnie się stało, dzięki czemu mogłam przeczytać "Pięć minut" Igi Wiśniewskiej.



"Pięć minut" to powieść młodzieżowa, której bohaterką jest siedemnastoletnia Diana, zwykła nastolatka, dźwigająca jednak na barkach ogromne brzemię. Poznajemy ją w chwili, kiedy rozpoczyna pisanie pamiętnika. To dla niej trudne, bo nie jest dobra w dzieleniu się z innymi tym, co czuje. No, chyba że chodzi o jej ukochanego psa, Aresa. Jemu może powierzyć absolutnie wszystko. Jednak dzięki temu, że się przemogła, poznajemy historię jej życia... 


Jedenastoletnia dziewczynka powinna być pod opieką rodziców. Powinna, ale nie zawsze tak jest. W przypadku Diany właśnie tak się stało, że ta opieka gdzieś się zagubiła. W efekcie dziewczynka wracała ze szkoły do pustego domu, w którym znajdowała karteczki od rodziców, świetnego kardiologa i doskonałej pielęgniarki. Ciągłe dyżury, operacje i ratowanie życia ludziom sprawiło, że rodzice bardzo wcześnie zaczęli traktować Dianę jako samowystarczalnego członka rodziny. Tymczasem dziewczynce coraz bardziej brakowało uczucia, przytulenia, rozmowy, kontaktu, obecności rodziców. W chwilach, gdy byli w domu, zadawali zdawkowe pytania o szkołę i kolegów, ale żyli swoim życiem. Pewnego dnia Diana postawiła sprawę jasno - zapragnęła mieć psa. Rodzice uważali, że to zbyt duża odpowiedzialność, że psem trzeba się zajmować i spędzać z nim czas. Dziewczynce właśnie o to chodziło. Żeby wreszcie ktoś cieszył się na jej widok, kochał ją bezwarunkowo i czekał na nią, gdy wraca ze szkoły. Postawiła sprawę na ostrzu noża i wygrała. W jej życiu pojawiła się malutka kuleczka, która wyrosła wkrótce na ogromnego owczarka niemieckiego. 

W życiu Diany była również przyjaciółka od serca, Alicja Busz, a rodzina Ali była prawie rodziną dla Diany. Pani Busz od zawsze opiekowała się dziewczynką, kiedy zachodziła taka potrzeba i to ona często była jej bliższa niż mama czy tata. 

Świat Diany zmienił się diametralnie nie tylko wtedy, gdy dostała wymarzonego psa. Wszystko odwróciło się do góry nogami, kiedy na świat przyszedł jej braciszek, Bartek. Kiedy jest się jedynaczką przez dwanaście lat, trudno się przestawić tak od razu, szczególnie, kiedy okazuje się, że rodzice tak bardzo skupili się na maleństwie, że starsza córka zeszła na dalszy plan (a Dianie wydawało się zawsze, że nie da się już ofiarowywać mniej zainteresowania i uczuć, niż robili to do tej pory...). Kolejne miesiące przynosiły coraz więcej rozczarowań, a w sercu dziewczynki gościły żal i zawód. Grała w szkolnych przedstawieniach, teatr stał się jej pasją, a rodzice nawet nie przyszli na jej pierwsze w życiu poważne przedstawienie, bo Bartek się rozchorował. Urodziny? Bartkowe były jak wielkie fety dopracowane przez rodziców do ostatniego szczegółu, a jej przyjęcia zawsze organizowali przez telefon z firmą cateringową i najczęściej nie zjawiali się, zajęci pracą... Diana nie przypuszczała, że 5 minut może zmienić życie do tego stopnia. Co się wydarzyło? Kto ucierpiał? Musicie koniecznie przeczytać tę powieść. To nie jest płytka młodzieżówka o niczym. To naprawdę interesująca historia pełna trudnych emocji i huśtawki uczuć. 


Autorka sprawiła, że przeżywałam razem z Dianą jej smutki, analizowałam spotykające ją sytuacje i zastanawiałam się nad reakcjami bohaterów. Warto ją przeczytać, podsunąć nastolatkom i ich rodzicom. Można ją wykorzystać do dyskusji w gronie przyjaciół, w klubie książki lub do projektu czytelniczego. Cieszę się, że dorzuciłam ją do koszyka robiąc zakupy :-)

Polecam!