Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 marca 2018

Czytnikowe plusy i minusy

Od zawsze twierdziłam, że czytnik nie jest dla mnie, bo nie pachnie książką ani nią nie szeleści, ani w ogóle... no... NIE I JUŻ. Spieszę jednak donieść, iż w myśl przysłowia, że tylko krowa nie zmienia zdania, ja swoje zdanie w temacie czytników niedawno zweryfikowałam. Zakupiłam czytnik, aby go potestować dla kogoś innego i... już ze mną został. Idą za tym wydarzeniem różne przemyślenia, które postaram się tutaj przedstawić w formie luźnych plusów i minusów użytkowania wspomnianego urządzenia. 

Przede wszystkim pragnę Wam przedstawić mój czytnik, którym jest PocketBook 615 Basic Lux. Szukałam sprzętu, który nie zabije mnie ceną, a będzie miał wszystko, co potrzebne do komfortowego czytania ebooków. I w tym modelu znalazłam to, czego potrzebowałam. Przede wszystkim ma polskie menu, co było dla mnie istotne. Miałam wcześniej w rękach dwa różne czytniki, w tym osławionego i polecanego przez wszystkim kindla, i zdecydowanie nie przemówiły do mnie ani jednym zachęcającym słowem. Ten natomiast pokochałam od pierwszego wejrzenia i od momentu zakupu razem spędzamy sobie miło czas na lekturze :-) 

Co oferuje mój czytnik?
- podświetlenie,
- czytelne menu,
- sześciocalowy wyświetlacz,
- 8 GB pamięci,
- możliwość wyświetlania praktycznie wszystkich formatów ebooków,
- łącze Wi-Fi, dzięki któremu można przesyłać książki na czytnik bez użycia kabla, 
- wcześniejsze informowanie o wyczerpanej baterii zanim czytnik padnie ostatecznie,
- otwieranie danego pliku tam, gdzie skończyłam czytać, nawet w przypadku wyczerpania się baterii.

Pewnie większość czytników tak ma, a nawet lepiej (mój wyświetlacz, na przykład, jest czarno-biały, a wiem, że te droższe wyświetlają w kolorze), ale chciałam się podzielić tymi zaletami, które mają dla mnie największe znaczenie.

Po zakupie rozczarowałam się tylko jednym. W pamięci czytnika jest wgranych prawie sto ebooków (w ofertach różnych sprzedawców, rzecz jasna, jest to odpowiednio wyeksponowane). Problem w tym, że nie dość, iż większość jest w różnych językach świata, a po polsku zaledwie kilka, to jeszcze te powieści polskojęzyczne to klasyka literatury, a nie jakieś współcześnie wydane. A tę oferowaną klasykę najczęściej już się zna. Jednak tego dowiedziałam się dopiero po zajrzeniu do pamięci czytnika, kiedy znalazł się już u mnie w domu. Ale przeżyłam i to, przecież tyle jest teraz dostępnych w promocjach nowości. Wystarczy poszukać :-) 

A propos szukania i polowania na ciekawe ebooki, to odkrywam powoli miejsca w sieci, gdzie takowe zakupy można poczynić. Plusem jest to, że książki nie zajmują mi już miejsca na półkach. "Jakiego miejsca? Przecież już nawet instrukcji obsługi czytnika nie wcisnę na żadną z moich książkowych półek..." - pomyślałam właśnie. Na pewno znajdzie się wiele osób, które mają podobnie. Woluminy panosza się wszędzie, na regale, na segmencie, pod ławą, za rowerem wiszącym na ścianie, no dosłownie WSZĘDZIE. Czytnik to genialne rozwiązanie tego problemu, bo chociaż marzę o bibliotece wielkości sporego salonu, to przyjdzie mi na nią jeszcze trochę poczekać. A na obecnych 37 metrach, którymi dysponuję, po prostu nie sposób upchnąć większej ilości papierowych wersji wielu świetnych książek, na które trafiam co chwilę. Obecnie zachwycam się porównywarką cenową ebooków upolujebooka.pl. Ledwo założyłam tam konto, a już udało mi się trafić na świetną promocję jednej z nowości i natychmiast dokonałam zakupu. Odchodzi oczekiwanie na listonosza czy kuriera, bo książka w ciągu kilku minut znalazła się na moim dysku. Minusem zaś jest to, że aby kupić wybrany ebook w danej księgarni, należy tam założyć kolejne konto, ale cóż zrobić, za to się w końcu nie płaci ;-) 

Jeśli chodzi o estetykę wykonania i wygląd czytnika, to jestem bardzo zadowolona. Podoba mi się jego brązowy kolor, przypominający kawę latte, i pasujący do niego pomarańczowy przycisk - joystick. Do bezpiecznego przechowywania i przenoszenia czytnika zakupiłam etui u Różowej Fabryki. Jest piękne i trwałe, można je nawet prać w pralce. A jak się znudzi lub wysłuży, można wybrać inne, bo wzorów w Fabryce jest całe mnóstwo i wciąż pojawiają się nowe. 

Zatrzymując się przy przenoszeniu czytnika, to nie da się ukryć, iż zajmuje znacznie mniej miejsca w torebce niż tradycyjna książka. Gdybym miała go wcześniej, nie nadźwigałabym się tylu książek, które czytałam w autobusie, w drodze do pracy ;-) 


Myślę, że spokojnie mogę go polecić osobom, które rozpoczynają swoją przygodę z e-czytaniem, ale będzie świetny także dla tych, którzy już dawno przeszli na ten sposób pochłaniania literatury. I w ogóle sądzę, że warto spróbować, zanim się kategorycznie stwierdzi, że NIE I JUŻ, bo przyznam się, że mogłabym już od dawna spokojnie z niego korzystać, gdyby nie mój upór przy papierowych wersjach, które choć cudownie pachną i leżą w ręce inaczej niż czytnik, to jednak trochę miejsca zajmują, zarówno na półkach, jak i w torebce ;-) 

A co Wy sądzicie o e-czytaniu i czytnikach? Macie swój czy przymierzacie się do zakupu? A może należycie do grupy NIE I JUŻ? ;-)


poniedziałek, 23 października 2017

3 najważniejsze książki mojego dzieciństwa - wyzwanie :-)

Pomyślałam, że czas na post trochę inny niż poprzednie i oto jest :-) 

Będzie to równocześnie wyzwanie, do którego zapraszam: Matkę Puchatka, Na widelcu i Pośredniczkę książek. Mam nadzieję, że będziecie się bawić równie dobrze jak ja, wybierając książki, które najbardziej wpłynęły na Was, kiedy byłyście dziećmi. Zaproście do zabawy kolejne trzy osoby :-)


***

Od dłuższego czasu obserwuję ze smutkiem, jak szeroko pojęty świat obrzydza dzieciakom i młodzieży czytanie książek. Kanon lektur szkolnych to jakiś koszmarny zestaw apokaliptyczny i nie chodzi mi tu o deprecjonowanie klasyków literatury, tylko o zwrócenie uwagi na to, że są teksty, które kompletnie nie przystają już do współczesności, a co za tym idzie, młodzi ludzie ich nie rozumieją. Lubicie czytać coś, czego nie łapiecie ni w ząb? Wgryzacie się (dobrowolnie!) ze słownikiem w teksty, z których przynajmniej połowa napisana jest językiem kompletnie Wam nieznanym, a do tego opisuje sytuacje zupełnie Wam obce? Nawet czytanie w języku obcym nie polega na tym, by szukać mozolnie co drugiego słowa w słowniku, tylko na tym, by znaleźć taką historię, której poziom trudności będzie dla nas odpowiedni. Wtedy czytanie nie tylko będzie pozytywnie wpływać na naszą znajomość tego języka, ale stanie się również przyjemnością. Wydawałoby się, że to logiczne, nieprawdaż? 



To naprawdę prosta zasada: 
czytam chętniej, jeśli coś mi się podoba i zdoła mnie zainteresować,
ale
nie czytam, jeśli ktoś mnie zniechęci, zmuszając do lektury tekstów, których nie rozumiem lub takich, które mnie nie zaciekawią.

Często generalizujemy, więc dlaczego tutaj miałoby być inaczej? Osoba, która dopiero zaczyna swoją przygodę z czytaniem, może zniechęcić się już po jednej źle dobranej książce, a co gorsza, może uznać, że czytanie ogólnie jest beznadziejne i długo nie sięgnie ponownie po lekturę. Ktoś z większym doświadczeniem będzie wiedział, że warto poszukać czegoś innego, skoro wybrana poprzednio powieść go nie porwała. Ale żeby mieć to doświadczenie, trzeba trafić na więcej niż jedną czy dwie dobre książki. I koło się zamyka :-) 

Dzieci uczą się w dużej mierze poprzez obserwację. Widząc czytających dorosłych czy rówieśników, prędzej czy później same sięgną po książkę, by sprawdzić, czy to naprawdę jest fajne. I wtedy warto podsunąć taką lekturę, która otworzy im drzwi do niesamowitych przygód, pokaże inne światy i sprawi, że bohaterowie czytanych książek staną się ich przyjaciółmi na długo. Warto zadać dziecku kilka pytań, by poznać jego preferencje czytelnicze i warunki, w jakich czytałoby poleconą książkę (samodzielne czytanie, czytanie z rodzicami, w szkole, w domu, z rodzeństwem, poziom umiejętności czytania itd.). Wtedy łatwiej znaleźć coś, co się młodemu czytelnikowi spodoba :-)

To temat-rzeka, o którym można dyskutować naprawdę długo i dogłębnie. 
Efektem tej refleksji o wadze pierwszych doświadczeń czytelniczych jest zestaw trzech książek, które wciąż siedzą w mojej głowie, mimo iż już dawno przestałam zaliczać się do grona początkujących czytelników. Chciałabym się z Wami nimi podzielić i jestem bardzo ciekawa, czy ktoś z Was również je zna i lubi :-)


1. "Słoneczko" Maria Buyno-Arctowa

Ukochana i wywołująca największe emocje historia złotowłosej dziewczynki, Marysi, która musiała zmierzyć się z okrutnym życiem o wiele za wcześnie. Kiedy jako jedenastolatka niespodziewanie straciła matkę i przyszło jej mieszkać w domu, gdzie na każdym kroku spotykały ją szykany i złe traktowanie, starała się być miła i dobra dla wszystkich. Nie będę zdradzać fabuły, może ktoś zechce sam ją przeczytać, ale zapewniam, że jest pełna wartościowej, pięknie napisanej treści. Nie pamiętam, ile razy ją czytałam, ale wiele, a nie jestem zwolenniczką wracania do raz przeczytanej książki. Dla tej jednej zrobiłam wyjątek, bo jest cudownie ciepła i niezwykle mądra :-)


2. "Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren

Braterska miłość, która wszystko przetrzyma i nawet śmierć jej nie jest straszna. Tak właśnie zapamiętałam historię Jonatana i Sucharka, tytułowych braci Lwie Serce. Przepięknie napisana, pełna smutku, ale i radości. Na kartach tej książki spotkałam cały wachlarz emocji. Pamiętam, jak bardzo przeżywałam chwilę, gdy Jonatan ratował chorego braciszka z pożaru, a później jak obaj uczyli się żyć w cudownej, ale i niebezpiecznej, Nangijali. 

3. "Bułeczka" Jadwiga Korczakowska

Na podstawie tej książki powstał również film, który oglądałam i bardzo mnie urzekł. Mamy tu dwie bohaterki, dziewczynki w podobnym wieku, ale z różnych środowisk. Dziunia, rozpieszczona panienka z miasta, i Bronia (nazywana Bułeczką), sierota wychowywana na wsi przez krewną. Zderzenie dwóch światów następuje w chwili, gdy Bronia ma zamieszkać w mieście z rodziną Dziuni. Historia przyjaźni, początkowo nieprzyjemnej Dziuni i zahukanej Bułeczki, jest opisana prostym językiem, trafiającym do dziecka. Również dużo emocji i mądrych dialogów, które zostają w pamięci na długo.

Żadna z tych książek nie jest nowością wydawniczą, ale mają jedną wspólną cechę - wartości przez nie przekazywane są PONADCZASOWE i UNIWERSALNE :-)

Specjalnie szukałam w sieci wydań z okładkami, które pamiętam z dzieciństwa. "Słoneczko" i "Bracia Lwie Serce" wciąż stoją na półce w mojej biblioteczce, a "Bułeczkę", jeśli dobrze pamiętam, odkryłam kiedyś na półce w bibliotece dla dzieci, której byłam częstym gościem.

Rzecz jasna, są dziesiątki, a może i setki książek, które pamiętam z dzieciństwa i mile wspominam, ale myślę, że te zrobiły na mnie największe wrażenie. A jakie są Wasze trzy najważniejsze książki dzieciństwa? :-)