Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 października 2025

"Podopieczna" Alicja Sinicka - recenzja


Tytuł: "Podopieczna"
Autor: Alicja Sinicka
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 6/6

Thrillery psychologiczne Alicji Sinickiej mają w sobie niepokój, mrok i duszną atmosferę, czyli wszystko, co jest niezbędne w przypadku tego gatunku.

Anna Gala ma dwie córki i niezwykle skupionego na sobie męża. Starsza z córek, Natalia, przeżywa jako nastolatka koszmarną traumę, która kładzie się cieniem na życiu całej rodziny. Mijają lata, Natalia powoli wraca do równowagi, jednak wciąż siedzi w niej lęk przed światem i ludźmi. Stawia mur, za który nie chcę wpuścić nawet swoich bliskich. Kiedy pewnego dnia dorosła już Natalia podejmuje się opieki nad siedmioletnią córeczką znajomej lekarki, ale ostatecznie wyjeżdża do innej pracy nad morze, jej matka postanawia ratować sytuację i podejmuje się zastąpienia nieodpowiedzialnej córki. Zaczyna przychodzić do domu państwa Czarneckich, gdzie spędza czas z kilkuletnią Kalinką oraz jej chorą babcią, która mieszka w domku obok, będąc pod opieką dochodzącej opiekunki, Igi. Dlaczego atmosfera w domu lekarki wydaje się Annie przytłaczająca?     

Oprócz wątku opisanego powyżej, obserwujemy również niezbyt komfortową sytuację, w którą uwikłany zostaje ojciec Natalii, nauczyciel wychowania fizycznego, który prawdopodobnie jako ostatni widział Milenę, uczennicę ze szkoły, w której pracuje. Dziewczyna zniknęła i nie ma z nią żadnego kontaktu. Czy mężczyzna ma związek z zaginięciem uczennicy? Gdzie mogła podziać się Milena? Czy na jej zniknięcie miała wpływ decyzja wuefisty dotycząca udziału dziewczyny w wymarzonym wyjeździe?

Napięcie rośnie z każdym rozdziałem. Naprawdę trudno odłożyć książkę, bo cały czas chce się wiedzieć, do będzie dalej i jaki na czytelnika czeka finał. Historia naprawdę zacna i skomplikowana. Bardzo mnie wciągnęła i z czystym sercem Wam ją polecam.

  

niedziela, 24 sierpnia 2025

"Schronisko, które zostało zapomniane" Sławomir Gortych - recenzja


Tytuł: "Schronisko, które zostało zapomniane"
Autor: Sławomir Gortych
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Karkonoska seria kryminalna, tom 4

Moja ocena: 6/6

Karkonoska seria kryminalna to jedna z moich ulubionych serii książkowych. Co ciekawe, ja nawet nieszczególnie lubię góry, ale styl pisarski Sławomira Gortycha po prostu nie pozwolił mi przejść obojętnie obok tych powieści. 

Czwarty tom serii to kolejna zagadka kryminalna pełna zagwozdek. Mamy trzy tory czasowe. W tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym uczestniczymy w antyżydowskiej konferencji w hotelu Sanssouci w Karkonoszach. Znaleźli się na niej dyplomaci niemieccy z całego świata, aby dyskutować o sposobach na zagładę Żydów. Następnie mamy rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty drugi i grupę młodzieży, która z okazji zakończenia wakacji organizuje tradycyjne spotkanie, ale tym razem odbywa się ono w opuszczonym hotelu, gdzie decydują się na przeprowadzenie seansu spirytystycznego. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Trzeci tor to rok dwa tysiące ósmy i remont wspomnianego hotelu Sanssouci. Robotnicy podczas prac znajdują zamurowane w piwnicy zwłoki. W toku śledztwa wychodzi na jaw, że może to być Niemiec, zaginiony kilkanaście lat wcześniej na tym terenie. Co jednak robi w ścianie hotelu? Kto i dlaczego zafundował mu tak okrutną śmierć? W dodatku wkrótce oprócz znalezionych zwłok sprzed lat, na karkonoskich szlakach giną ludzie. Wydaje się, że to przypadkowe zgony, jednak czy na pewno? Policja prowadzi śledztwo, podczas którego wychodzi na jaw coraz więcej mrocznych tajemnic.  

W Karkonosze wraca Tomasz Wilczur, pisarz, którego znamy z poprzednich tomów serii. Nie jest to pierwsza sprawa, w którą się angażuje, jednak tym razem ma bardzo osobiste pobudki. W sprawę zamurowanych zwłok zostaje zamieszany znajomy Tomka, Jacek Węglorz, kustosz i lokalny historyk. Tomek jest przekonany o jego niewinności. Dlaczego właśnie Węglorza policja powiązała z zaginionym Niemcem? Czy były ku temu podstawy?

Akcja jest bardzo dynamiczna i obfituje w niespodziewane zwroty. Kolejne elementy układanki autor dorzuca sukcesywnie, aby czytelnik miał przyjemność z samodzielnego rozgryzania zagadki. Dzieje się sporo i szybko, więc i czyta się w piorunującym tempie.    

Jak zwykle w posłowiu autor szczegółowo wyjaśnia wykorzystane w książce pomysły na intrygę i podaje, co było fikcją literacką, a co wydarzyło się naprawdę. Najbardziej zszokowała mnie chyba informacja o tym, że konferencja antyżydowska naprawdę miała miejsce i toczyły się tam całkiem na poważnie dyskusje o tym, jak zniszczyć cały żydowski naród.  

Zdecydowanie polecam całą serię i mam nadzieję, że to nie koniec mojej przygody z bohaterami.


 

niedziela, 13 lipca 2025

"Bajtel" Magdalena Majcher - recenzja


Tytuł: "Bajtel"
Autor: Magdalena Majcher
Gatunek: powieść kryminalna true crime
Liczba stron:
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Kryminalny Śląsk, tom 1

Moja ocena: 6/6

"Bajtel" to kolejna powieść autorstwa Magdaleny Majcher, po którą sięgnęłam i nie zawiodłam się. Od pierwszych stron dosłownie wpadłam po uszy w śląski klimat tej kryminalnej historii. "Bajtel" to pierwszy tom nowego cyklu autorki Kryminalny Śląsk. W planach są jeszcze dwa tomy, inspirowane prawdziwymi wydarzeniami.

Akcja powieści rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych na terenie katowickich dzielnic. Zaniedbane dzieci, bieda, alkohol, przemoc, niepełne rodziny, a w samym środku tego świata zbrodnia. Kiedy w Szopienicach znika jedenastoletnia Jola, której ciało szybko zostaje znalezione w stawie, dziennikarz Borys Dyrda rozpoczyna własne śledztwo. Po nitce do kłębka odkrywa, że to nie jest jedyna zaginiona dziewczynka na tym terenie w ostatnich latach. Łączy je to, że wszystkie mieszkały w śląskich dzielnicach biedy i znikały w czasie, kiedy na dworze szybko robiło się ciemno, a co za tym idzie - niebezpiecznie. Borys wędruje od rodziny do rodziny, rozmawiając z bliskimi zaginionych, a przy okazji poznając realia życia w tych dzielnicach. Pojawiają się podejrzani, policja nawet aresztuje jednego z nich, jednak wciąż nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z Jolą. Dyrda powoli łączy wątki i próbuje dopasować swoje hipotezy do pojawiających się możliwości rozwiązania zagadkowych zniknięć dzieci. Czy uda mu się dojść prawdy?

Czytając, poznajemy bliżej również Borysa, który będzie postacią łączącą wszystkie tomy tego cyklu. Zaglądamy do prywatnego życia dziennikarza, powoli poznając koleje jego życia.

Kiedy już dotrzecie wraz z Borysem do finału tej historii, dowiecie się, co było w niej prawdą, a co fikcją. Autorka świetnie połączyła jedno z drugim, więc czyta się tę opowieść z zapartym tchem. A w trakcie lektury przychodzi do głowy myśl, jak bardzo jest to niewiarygodne, że takie sytuacje dzieją się naprawdę...


czwartek, 29 sierpnia 2024

"Rakowiska" Magdalena Majcher - recenzja


Tytuł: "Rakowiska"
Autor: Magdalena Majcher
Gatunek: true crime
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 6/6

Kiedy czyta się powieści oparte na faktach, zawsze pojawia się myśl, ile z tego, co zostało opisane, jest prawdą, a ile wyobraźnią autora. True crime to szczególny gatunek, w którym Magdalena Majcher jest świetna, a każda jej kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej.

Grudzień dwa tysiące czternastego roku. Niewielkie Rakowiska. Cała Polska żyje potworną zbrodnią, brutalnym zabójstwem dwojga ludzi. Od początku wiemy, kto jest mordercą, jednak autorka skupia się nie na samym mordzie, lecz na wydarzeniach i emocjach, które do niego doprowadziły.

Dzięki solidnemu researchowi możemy obserwować ścieżkę, którą podążali główni bohaterowie tego dramatu, w powieści Maja i Kacper. Dlaczego ta dwójka tak się do siebie zbliżyła, mimo wcześniejszych zgrzytów? Co popchnęło ich do działania? Kto wpadł na pomysł ostatecznego rozwiązania "problemu z rodzicami"? Czy agresja i nienawiść, rosnąca w sercach Mai i Kacpra, były wołaniem o pomoc, którego nikt na czas nie usłyszał? Czy można było zapobiec tej tragedii?

Magdalena Majcher potrafi przedstawiać sprawy i śledztwa w sposób bezstronny, z perspektywy obserwatora z oddali. Dzięki temu lektura bardzo wciąga od pierwszych stron. Czytelnik wie wszystko, a jednocześnie zostaje przestrzeń na domysły i rozważania.

Zdecydowanie polecam Wam tę lekturę.   


czwartek, 20 lipca 2023

"Magazyn" Rob Hart - recenzja


Tytuł: "Magazyn"
Autor: Rob Hart
Gatunek: thriller dystopijny
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 3/6

"Magazyn" Roba Harta określany jest mianem thrillera dystopijnego. O ile z dystopią jestem w stanie się zgodzić, to thrillera tutaj znalazłam raczej niewiele. No chyba że chodzi o dreszcz niepokoju, który może pojawić się na myśl o tym, że w przyszłości moglibyśmy wylądować w czymś takim jak Chmura. Z jednej strony trochę strach, ale z drugiej, jak się dobrze przyjrzeć, to mogłoby być wygodne, żyć w świecie, w którym niczym nie trzeba się martwić, o nic zabiegać, jedynie wyrabiać normę w pracy, aby mieć odpowiednią ilość gwiazdek w ocenie. Co byłoby lepsze?

Paxton i Zinnia to główni bohaterowie powieści "Magazyn". Paxton jest byłym właścicielem niewielkiej firmy, którą stracił przez zawirowania na rynku i pewne działania twórcy Chmury, Gibsona. Paxton zamierza wygarnąć Gibsonowi wszystko, co mu leży na wątrobie. Pragnie mu uzmysłowić, że swoimi działaniami potentat zniszczył mu życie. Zinnia trafia do Chmury z konkretnym zleceniem. Ma przeniknąć do struktur Chmury, aby czegoś się dowiedzieć. Czegoś, co zniszczy tę machinę, która opanowała praktycznie cały amerykański rynek. Każde z nich ma swój cel do zrealizowania. Czy zdołają je osiągnąć? Czy uda im się ominąć wszystkie inwigilacyjne zakusy Chmury? 

Czym w ogóle jest Chmura? W skrócie, to gigantyczny sklep, w którym można kupić wszystko. Siedzisz sobie w domu, robisz zakupy przez Internet, a paczki dostarczają Ci drony. Całą obsługą zajmują się pracownicy Chmury, którzy pakują Twoje zakupy, a następnie je wysyłają. Oprócz pakowaczy mamy również ochronę, technicznych, żywieniowców i wielu innych pracowników. Chmura, stworzona przez Gibsona, mężczyznę, którego życie dobiega właśnie końca, jest samowystarczalna. Mężczyzna wie, że zostało mu niewiele czasu, więc postanawia odwiedzić poszczególne centrale i sprawdzić, jak ludziom pracuje się i mieszka w jego gigantycznym dziele. Podczas czytania rozdziałów, w których narratorem jest Gibson, poznajemy historię powstania jego firmy. Gibson wraca wspomnieniami do czasów, kiedy jako dzieciak rozpoczynał interes związany z dostarczaniem sąsiadom zakupów do domu. Ponieważ miał łeb na karku, szybko rozwinął swój pomysł i zaprosił do współpracy kolegę, który stał się jego przyjacielem i prawą ręką. We dwóch stworzyli firmę, która, dzięki sztywnym zasadom i rozbudowanemu systemowi nadzoru, opanowała większość zewnętrznego świata. Teraz Chmura daje nie tylko pracę, ale także mieszkanie i rozrywki ludziom, którzy przejdą eliminacje.    

Autor stworzył w swojej powieści miejsce, gdzie ludzie pracują i mieszkają. W centrach Chmury jest wszystko, czego można potrzebować, oprócz... wolności. Już na samym początku osoby, które zostają przyjęte do pracy, otrzymują specjalne spersonalizowane zegarki i uniformy, których kolory odpowiadają zajmowanemu stanowisku. Muszą przestrzegać surowych zasad, aby zasłużyć na odpowiednią ocenę. Za mało gwiazdek to szybka droga do opuszczenia szeregów pracowników Gibsona.

Chociaż byłam ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów, akcja mnie nie porwała. Wspomnienia Gibsona zainteresowały mnie, kiedy opowiadał o początkach swojej działalności. Im dalej, tym bardziej miałam wrażenie, że autor nie do końca ma pomysł na tę część swojej książki. Podobnie sprawa ma się z zakończeniem. Fajerwerków brak. Ale ostatecznie nie żałuję, że ją przeczytałam. Ciekawie było obserwować ten stworzony od podstaw świat i to, jak odnajdują się w nim bohaterowie. 


piątek, 5 sierpnia 2022

"Najgorszy dom" Magdalena Majcher - recenzja

Wiecie co? Kompletnie nie wiem, co mam myśleć o książkach, które ledwie się zacznie czytać, a tu już koniec widać... Wiadomo, że jak człowieka wciąga, to chce jak najszybciej poznać zakończenie, ale z drugiej strony kilka godzin na książkę to lekka przesada :-) Jednak "Najgorszy dom" Magdaleny Majcher nie tylko mnie wciągnął, ale również przemielił i wypluł właśnie w przeciągu kilku godzin.

Dom powinien być synonimem ciepła, bezpieczeństwa i miłości. Nie każdy jednak taki właśnie jest. I nie każda mama kocha swoje dziecko, chociaż to w ogóle nie powinno podlegać dyskusji. Miłość rodzicielska jest przecież bezwarunkowa. Okazuje się, że również nie każda.

Łucja Buchta to młoda i dość ekscentryczna prywatna detektyw z jeszcze niewielkim doświadczeniem, która dosłownie chwilę po uzyskaniu pełnoletności została rzucona na głęboką wodę. Wydarzyło się bowiem coś, co sprawiło, że własna matka wyrzuciła ją z domu i zapomniała o jej istnieniu. Przerażona dziewczyna wyruszyła z plecakiem na podbój stolicy i powoli stanęła na nogi, ale wszystko, co osiągnęła, zawdzięczała wyłącznie sobie. Rodzina pojawiała się wyłącznie w jej wspomnieniach, do czasu, aż pewnego dnia otrzymała wiadomość o zaginięciu młodszej siostry, Karoliny. Natychmiast wyruszyła do rodzinnego Namysłowa, jednak osiem lat nieobecności wywarło duży wpływ na jej relacjach nie tylko z rodziną, ale także z dawnymi znajomymi. Okazało się również, że właściwie nie zna własnej siostry, którą zachowała w pamięci jako małą dziewczynkę, tymczasem Karolina to już siedemnastoletnia młoda kobieta. Co stało się z Karoliną? Dlaczego zniknęła? Czy Łucji uda się odnaleźć siostrę całą i zdrową?

Postać Łucji jest świetnie skonstruowana. Jest to młoda kobieta z trudną przeszłością, pełna sprzeczności, wewnętrznego gniewu i dystansu do wszystkich wokół. Nie chce okazywać słabości, chociaż tylko ona wie, ile ją to kosztuje wysiłku. Winne są wydarzenia z przeszłości, które zmieniły jej życie w koszmar. Koszmar obaw i lęków wszelakich, wstydu, upokorzenia i samotności. I jak tu normalnie funkcjonować, kiedy pragnie się tej bezwarunkowej matczynej miłości, a dostaje się chłód i nienawiść? W takim rozdarciu właśnie żyje Łucja. I w zawieszeniu, chociaż robi wszystko, aby osiągnąć względną równowagę.

Magdalena Majcher rewelacyjnie opisuje trudne tematy. Z wyczuciem, delikatnością, ale równocześnie budując napięcie bez owijania w bawełnę i bez zbędnego patosu. To niesamowite, jaka lekka była ta narracja, choć powieść zawiera wątki związane z molestowaniem, odtrąceniem, samotnością i krzywdą. Jest straszna tajemnica z przeszłości, są trudne do zrozumienia emocje i reakcje głównej bohaterki, no po prostu wszystko to, co koniecznie musi się znaleźć w dobrej historii. I tutaj tak się właśnie stało, co mnie w ogóle nie dziwi w przypadku tej autorki. Poproszę więcej.


Tytuł: "Najgorszy dom"
Autor: Magdalena Majcher
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 352
Wydawnictwo W.A.B.

Moja ocena: 6/6


Książkę mogłam przeczytać dzięki Sylwii Trojanowskiej - dziękuję


piątek, 1 lipca 2022

"Uśpiona" Alicja Sinicka - recenzja

Kiedy zaczęłam czytać najnowszy thriller Alicji Sinickiej, przyszło mi do głowy pytanie: co ciekawego może się wydarzyć w życiu kobiety chorej na narkolepsję? W końcu to choroba polegająca na tym, że człowiek czuje się wciąż senny i głównie śpi. Trudno wyobrazić sobie, że coś takiego mogłoby być niebezpieczne. Bardzo szybko zmieniłam zdanie. Po kilku rozdziałach atmosfera zrobiła się duszna, wręcz klaustrofobiczna, czyli dokładnie taka, jak lubię. 

Weronika Krzycka całe życie mierzy się z nietypową chorobą - narkolepsją. Musi codziennie robić sobie dwie drzemki, aby w miarę normalnie funkcjonować. Ma pracę, która jej na to pozwala, ponieważ uczy języka angielskiego, a uczniowie przychodzą na lekcje do jej domu. Krzycka nie ma jednak pojęcia o tym, że nie tylko uczniowie ją odwiedzają, szczególnie, że oni znajdują się w jej domu, kiedy kobieta nie śpi. Nieproszony gość pojawia się, kiedy Weronika odpływa. Przygląda jej się, dotyka, mówi do niej, pragnie jej... Wera przestaje czuć się bezpiecznie we własnym domu. Sytuacja staje się wyjątkowo trudna i zagadkowa, kiedy Wera po przebudzeniu znajduje w salonie zwłoki. Ofiara jest jej znana, należy do grupy osób, które Wera uczy angielskiego, ale nie powinno jej tu w ogóle być! Dla Krzyckiej wszystko jest jasne. Nic nie słyszała, bo spała. Policjanci już nie są tacy pewni, że nie miała nic wspólnego z tą śmiercią...

Po raz pierwszy miałam okazję czytać książkę, której bohaterka cierpi na narkolepsję. To było bardzo interesujące, móc poznać problemy związane z tą chorobą. Życie narkoleptyka wcale nie jest bajkowe. Musi żyć pod dyktando własnego ciała i zegara. Dostosować cały świat do ograniczeń, które ta choroba narzuca. Bez dyskusji, co widać w powieści, bo to organizm Weroniki rządzi, a nie ona. Ktoś wykorzystał tę sytuację, by włamywać się do jej domu. Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, jest to choroba, która może generować lęki i deficyt poczucia bezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że tracisz kontakt z rzeczywistością i choćby nie wiadomo co się działo, nie masz szans na zachowanie jasnego umysłu. Nie do pomyślenia, że nie masz wtedy nad sobą kontroli.

Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się kolejny thriller psychologiczny Alicji Sinickiej. "Uśpiona" to świetna fabuła i realistyczni bohaterowie. Do końca nie widziałam rozwiązania, nie mogłam dopasować żadnego bohatera do roli winnego. A pomysł autorki na finał to sztos. 

Nastaw się na to, drogi Czytelniku, że nie odłożysz tej książki, dopóki nie odkryjesz wszystkich kart. 

Tytuł: "Uśpiona"
Autor: Alicja Sinicka
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.


piątek, 6 maja 2022

"Koniec się pani nie udał" Jacek Galiński - recenzja

Zofia Wilkońska jednych irytuje, innych zachwyca. Ja należę do tej drugiej grupy, ponieważ przygody pani Zofii bawią mnie od pierwszego tomu serii. Byłam w związku z tym bardzo ciekawa, co też Jacek Galiński wymyślił w finałowej części cyklu o bystrej i niepodrabialnej emerytce.

Zofia trafia w miejsce, które okazuje się być czyśćcem, rodzajem poczekalni przed wejściem do nieba lub piekła. Kiedy wreszcie udaje jej się ustawić w kolejce do przejścia, przez przypadek otrzymuje nie swój bilet, co uruchamia lawinę zdarzeń. Ostatecznie kobieta trafia nie do końca tam, gdzie powinna, ale czy to sprawi, że się załamie? Nie ona! Wilkońska zaczyna działać, poznawać nowy teren i szukać możliwości powrotu na ziemię lub... ściągnięcia Henryka do niej. Co z tego wyniknie? Jak zwykle sporo zamieszania.  

Zofia nie byłaby sobą, gdyby nie rozpętała tornada w Sekcji Dobrych Uczynków. Spotkani tam pracownicy: porucznik Borewicz, Edward Gierek i Danuta Szaflarska, szybko orientują się, że z tą szaloną emerytką nie będzie łatwo. Ilość złamanych przez nią przepisów i zasad jest zatrważająca. Zofia robi wszystko, by zrealizować swój plan ściągnięcia Henryka na "drugą stronę". Z czasem okazuje się, że konieczna jest pomoc w ratowaniu Sekcji Dobrych Uczynków, która podupada coraz bardziej i jeszcze chwila, a zostanie zlikwidowana. Na to Zofia również ma pewien pomysł. Jednak czy jej działania pomogą, czy raczej zaszkodzą temu wyjątkowemu miejscu i jego pracownikom? Swoje zamiary próbuje wprowadzić w życie między innymi z pomocą generała Jaruzelskiego i... Jezusa. Absurd goni absurd, nie sposób się nudzić.  

W większości wypadków to pierwszy tom jest najlepszy, tak najczęściej bywa z seriami. W przypadku Zofii bywało różnie, ale właściwie w każdej części znalazłam coś zabawnego, humor mi odpowiadał, no i oczywiście pokochałam główną bohaterkę, a także jej "subtelność" i "wrażliwość" :D
Czytając, świetnie się bawiłam i właściwie to jest mi trochę przykro, że to już ostatni tom serii. Ale czy na pewno nie spotkamy się już z Zofią? Według mnie zakończenie zawiera obiecującą furtkę ;-)

Jeśli lubicie Zofię, to polecam. Jeśli wkurza Was jej dowcip, to uprzedzam, że tutaj jest go sporo. Natraficie również na wiele odniesień do aktualnej sytuacji politycznej w kraju, a że zostało nam się już tylko śmiać albo płakać, to ja wybieram opcję pierwszą ;-)

Tytuł: "Koniec się pani nie udał"
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Zofia Wilkońska, to 5

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.   


piątek, 1 kwietnia 2022

"Małe zbrodnie" Magdalena Majcher - recenzja

Czy jeśli krzywdzi się kogoś małego i bezbronnego, to znaczy, że wina jest mniejsza? Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami powieść Magdaleny Majcher pt.: "Małe zbrodnie" opowiada historię pewnego przestępstwa, które nie mieści się w głowie. 

We wsi Wrotnów, na strychu domu rodziny Gładochów, zostają znalezione kości noworodków. Tego makabrycznego odkrycia dokonuje córka Lidii Gładoch, dwunastoletnia Daria. Policja dowiaduje się o sprawie z anonimu, który ktoś przesłał do prokuratury w Węgrowie. Mieszkańcy bardzo szybko wskazują winną - Lidię, żonę Andrzeja Gładocha. 

Lidia nie ma najlepszej opinii w rodzinie, chociaż według sąsiadów jest dobrą i pracowitą kobietą. Teraz jednak nie wiadomo, jak ją postrzegać. W końcu uciekła od męża i dzieci, zostawiła rodzinę. Jednak czy ktoś zastanowił się, jaki był powód jej wyprowadzki z domu męża? Czyje dzieci znalazła w workach na strychu Daria? Jak zginęły? Policja rozpoczyna śledztwo. Pracę utrudnia im zmowa milczenia, która zatacza coraz szersze kręgi, obejmując nie tylko najbliższą rodzinę podejrzanej o zabójstwa kobiety, ale także sąsiadów.

Kolejne ustalenia policjantów wskazują na to, że wiele osób pozwoliło sobie na bierność w tej nienormalnej sytuacji, przyzwolenie na zło. Trudno uwierzyć, że w niewielkiej wsi, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, nikt nie zauważył, że młoda kobieta aż cztery razy była w ciąży, a dzieci zniknęły. Co się z nimi stało? Dlaczego nie dołączyły do rodzeństwa? 

Myślę, że ta powieść kosztowała autorkę sporo emocji i wysiłku. Wątek zbrodni obudowany jest warstwą obyczajową, w której możemy obserwować nie tylko życie rodziny Gładochów, ale także prywatne myśli i sprawy prowadzącej sprawę policjantów.

Ciężki, ale wciągający temat. Warto sięgnąć po tę książkę.

Tytuł: "Małe zbrodnie"
Autor: Magdalena Majcher
Gatunek: powieść obyczajowa inspirowana prawdziwymi wydarzeniami
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: W. A. B.

Moja ocena: 6/6


poniedziałek, 7 marca 2022

"Mocna więź" Magdalena Majcher - recenzja

Chociaż "Mocna więź" została zakwalifikowana na Lubimy Czytać do gatunku literatura obyczajowa, to jest to powieść relacjonująca prawdziwe wydarzenia, fabularyzowany reportaż. Autorka przyznaje, że niektóre fragmenty nakreśliła jej wyobraźnia, jednak większość wydarzeń zawartych w książce to pokłosie rozmów z rodziną głównej bohaterki i analizy dokumentów dotyczących sprawy zaginięcia, a w końcu zabójstwa Anny Garskiej.

Wycofana i niewierząca w siebie Ania to młodsza córka Michaliny Kaczyńskiej. Bardzo związana z matką, marząca o wielkiej miłości i dziecku. Nic nie było dla dziewczyny tak ważne, jak prawdziwe uczucie i szczęście rodzinne. Kiedy w końcu poznała mężczyznę, z którym zapragnęła spędzić życie, odbył się piękny ślub i rozpoczęło się życie jak w bajce. Z czasem jednak w związku pojawiły się ciemne chmury, kiedy młodzi coraz dłużej czekali na owoc ich miłości. Badania, leczenie i życie kręcące się wokół spłodzenia potomka w końcu przyniosły efekt - na świecie pojawiła się córeczka państwa Garskich, Dominika. Ania była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Radość jednak nie trwała długo. Między nią a Markiem coś zaczęło się psuć. Co było powodem problemów? Zazdrość Anny o inne kobiety? Znikanie Marka z domu? Romans mężczyzny? Skupienie Ani na córce? 

Akcję możemy śledzić w dwóch torach czasowych: przed zaginięciem Anny i po tym wydarzeniu. Rozpoczynając lekturę, poznajemy Michalinę i jej rodzinę, kiedy kobieta w grudniu 1982 roku rodzi Anię. Drugi tor to szczegółowo opisana droga, jaką przeszli Kaczyńscy i ich druga córka, Agnieszka, kiedy rozpoczęła się sprawa tajemniczego zaginięcia Anny Garskiej.

Kolejne rozdziały wciągały mnie coraz bardziej. Autorka bardzo ciekawie opisała więź między matką a młodszą córką. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to połączenie jest jak klosz, odcinający dziewczynkę od rzeczywistego świata. Jakby mama nie pozwalała jej się sparzyć, żeby mogła się nauczyć prawdziwego życia. Może to właśnie było powodem, że była tak niepewna siebie i we właściwym momencie nie rozpoznała nadciągającego zła? 

"Mocna więź" pokazuje jak silne potrafią być rodzinne relacje. Bliskość matki z córkami, którą budowały latami. Miłość, która nie ma granic i daje siłę do walki o sprawiedliwość. Sprawa Anny wciąż pozostaje niezakończona, przez co ani Michalina, ani Agnieszka nie mogą rozpocząć żałoby po Ani. 

Tytuł: "Mocna więź"
Autor: Magdalena Majcher
Gatunek: powieść obyczajowa, fabularyzowany reportaż
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: W. A. B.

Moja ocena: 6/6

środa, 22 września 2021

"Efekt pandy" Marta Kisiel - recenzja

Mą bożę... jakie to było dobre, najdobrzejsze od dawna! Kiedy czytałam "Dywan z wkładką", myślałam, że bardziej się już nie da. Ale otóż, da się! Marta Kisiel umie w bardziej, możecie mi wierzyć. Strach pomyśleć, ile się uchichram, jeśli kiedyś (mam nadzieję!) pojawi się trzeci tom tereskowych akcji i atrakcji.

Tym razem żeńska część mniej lub bardziej Trawnych w liczbie czterech pań i psicy wyrusza do spa, gdzie atmosfera sielska i anielska ma pomóc im wypocząć i uskutecznić mnóstwo fantastycznych zabiegów upiększających. Nietrudno się domyślić, że każda z nich ma swój cel, do którego zamierza dążyć. Jednakże zestaw pań Trawnych jest iście wybuchowy, co sugeruje pewne perturbacje... Tereskę do tego wyjazdu zachęcił Andrzej, więc właściwie... to wszystko, co się wydarzyło, to jakby jego wina. A co się wydarzyło? Żeby Wam nie psuć zabawy spoilerami, napiszę tylko, że na kartach powieści napotkacie bucowatego zbrodzienia, którego wybrane panie Trawne będą niezmordowanie tropić. Będą też poszukiwać TRUPA, a jakże. Po drodze pojawią się atrakcje w postaci uczulenia na zabieg z laktozą, zniknięcia sąsiadki z domku obok, kopiącego po nocy podejrzane rzeczy faceta, a także pewnej bździągwy z chudymi nogami. No mówię Wam, dzieje się wiele. 

Akcja jest dynamiczna i wciąga jak wodny wir. Wątków jest pod dostatkiem, aby wystarczyło na wszelkiego rodzaju wybuchy głupawki i śmiechawki, więc nie wiem, czy należy tę książkę zabierać ze sobą na przykład do komunikacji miejskiej bądź innych miejsc publicznych. Bierzecie na własną odpowiedzialność ;-)

Marta Kisiel to porządna literacko-językowa firma, która nawet w przypadku książki "przed korektą" pisze cudownie po polsku. Tego stylu nie da się podrobić ani skopiować, no ni hu-hu. "Efekt pandy" nie odbiega od standardów, a poprzeczkę stawia sobie autorka wysoko od samego początku. 

Podsumowując, melduję, że pisarka w formie, gwarantuję świetną zabawę i zachęcam do lektury bardzo, a nawet bardziej.

Tytuł: "Efekt pandy"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W. A. B.
Cykl: Tereska Trawna, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W. A. B.

sobota, 6 lutego 2021

"Konkurenci się pani pozbyli" Jacek Galiński - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

"Polska dla starców!"

Zofia Wilkońska powraca i robi to w swoim niepowtarzalnym stylu. Czwarty tom przygód starszej pani to kociołek polityczny. Zofia w Sejmie gwarantuje naprawdę dobrą zabawę podczas lektury.

Nasza bohaterka zyskała już sporą popularność w Polsce, zatem wcale nie dziwią możliwości, które nagle się przed nią otworzyły. Mianowicie otrzymała propozycję dołączenia do nowej partii emerytów. Uzyskawszy dokumenty poświadczające jej niewinność (wątek z tomu trzeciego), mogła spokojnie zająć się polityką. Członkowie wspomnianej partii wzięli udział w wyborach. Niestety Zofia nie została wybrana, zatem rozżalona powróciła do zwykłego życia u boku męża Henryka. Kiedy staruszka (pewnie dostałabym od niej po głowie za to określenie) pewnego dnia otrzymuje telefon od samego marszałka sejmu, początkowo nie wierzy w prawdziwość przekazanej informacji. Okazuje się, że zajęła miejsce kolegi posła, niejakiego Chimery, który niespodziewanie zginął w wypadku. Czy jednak był to rzeczywiście wypadek? Zofia nie jest o tym przekonana i postanawia dojść prawdy. A co z postulatami partii emerytów? Rzecz jasna świeżo upieczona posłanka zamierza wykorzystać okazję i sprawić, by starcom w Polsce żyło się lepiej. Jak Zofia odnajdzie się w świecie polityki? Czy uda jej się przebić przez mur skamieniałych działaczy? Jakimi sposobami będzie dociekała, czy ktoś przypadkiem nie przyczynił się do śmierci Chimery? 

Czwarty tom przygód Zofii Wilkońskiej to przede wszystkim sejmowe kuluary widziane w krzywym zwierciadle. Żywe i zabawne dialogi oraz dynamiczna akcja nie pozwalają się nudzić. Ubawiłam się wielokrotnie, chociaż nie siedzę zbyt pewnie w politycznych tematach. Te, które zostały wykorzystane w powieści, akurat skojarzyłam. W książce jest sporo odniesień do rzeczywistości, w której żyjemy, przez co podążanie za głównym wątkiem poszukiwania mordercy Chimery wymaga skupienia.

Jeśli chodzi o sam finał, to dla mnie beczka śmiechu. Nie mogę się doczekać tego, co autor wymyśli w piątym tomie!  

Tytuł: "Konkurenci się pani pozbyli"
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 333
Cykl: Zofia Wilkońska, tom 4
PREMIERA: marzec 2021
Wydawnictwo: W.A.B.     

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 12 stycznia 2021

"Dywan z wkładką" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

Marta Kisiel to gwarancja dobrej czytelniczej rozrywki zarówno w przypadku literatury dziecięcej, jak i tej dla starszych pochłaniaczy książek. Tym razem Ałtorka (pisownia zamierzona) uderzyła w komedię kryminalną. 

Tereska Trawna wraz z dwójką dzieci, mężem i psicą mieszka w typowym bloku. Wszyscy wiedzą, jak się mieszka w bloku. Zero prywatności, mało miejsca i każdego dnia przeróżne dowody na to, że nie jest się samotną wyspą we wszechświecie. Jeden z takich właśnie dowodów na istnienie pozostałej części ludzkości stał się motorem napędowym ogromnych zmian w życiu rodziny Trawnych. Trudno bowiem było im przejść do porządku dziennego nad lodówką, w której można było nie tylko znaleźć coś do jedzenia, ale także podsłuchać szczegóły życia erotycznego nowej sąsiadki. Dlatego właśnie Tereska poruszyła wałkowany od jakiegoś czasu temat remontu kuchni. Jednak jej mąż, Andrzej, poszedł krok dalej. Nie do końca uzgadniając z małżonką ten fakt, prawie zakupił dom na wsi. Tereska nie dostała apopleksji tylko dlatego, że wieś kojarzyła jej się z miejscem spokojnym i cichym, w którym z pewnością nikt nie będzie jej bronił spać do dziewiątej i rozpoczynać dzień w stylu slow life. Dzięki tej kuszącej wizji Andrzej pozostał przy życiu. Pomijając kilka drobnych zgrzytów na wejściu (na przykład ktoś podprowadził Teresce przydomowy staw), przeprowadzkę uznano za udaną. Atmosfera nabrała rumieńców, gdy Trawnych odwiedził huragan aktywności fizycznej i teściowa z piekła rodem w jednym, czyli Mira Trawny-Leżała-Szkutnikiewicz. Matka Andrzeja wprowadziła w leniwą egzystencję Trawnych wiele emocji, nie tylko tych pozytywnych. Przede wszystkim jednak zmusiła nieznoszącą ćwiczeń Tereskę do uprawiania joggingu w pobliskim lesie. 

Wspólne przebieżki zaowocowały nie tylko krańcowym wyczerpaniem młodszej Trawnej, ale także odkryciem ludzkiej i raczej martwej sajgonki. Okazał się nią być znienawidzony przez wszystkich mieszkańców ulicy Leśnej sąsiad, zapakowany w dywan, który jeszcze niedawno spoczywał spokojnie w kącie garażu Trawnych. Jakim cudem dywan znalazł się w lesie, na nielegalnym wysypisku śmieci? Kto nadział go sąsiadem? I jak to się stało, że sąsiad w ogóle wyzionął ducha? Po pierwszym szoku panie Trawne doszły do wniosku, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednego "zbrodzienia" i nie chce nim być nikt inny, jak tylko Andrzej Trawny, mężczyzna o usposobieniu labradora... Postanowiły zatem wziąć sprawę w swoje ręce i jak najszybciej odkryć, kto i dlaczego zamordował "dziada olchowego".

Martokiślowa narracja czyta się niezwykle płynnie, również na głos. Książki Marty Kisiel jakoś tak zupełnie naturalnie w moim domu przechodzą w żywy audiobook, to znaczy czytam na głos rodzinie co zabawniejsze fragmenty, a że wszystkie są humorystyczne, to sami rozumiecie... :D

Ciekawe postacie, każda z własnym zestawem specyficznych cech charakteru, gwarantują dobrą zabawę. Bohaterowie są tak różni, że nie sposób się z nimi nudzić. Choleryczna Tereska miłująca liczby i święty spokój, hiperaktywna Mira, labradorowaty poczciwy Andrzej i dwójka dzieciaków, feministyczna szesnastoletnia Zojka i lekko ciapowaty, dwunastoletni miłośnik Minecrafta, Maciejka. Sami przyznajcie, że pakiet podstawowy już daje do myślenia i zapowiada niezłą akcję. Do tego jeszcze psica Pindzia i sąsiedzi, którzy również do szablonowych nie należą. Jest moc! Ta dwójka dzieciaków przypomina mi inne rodzeństwo, Janeczkę i Pawełka z książek Joanny Chmielewskiej. Szczególnie od momentu, w którym zdali sobie sprawę, że matka z babką chyba czyhają na życie ich ojca :D

Zestaw, który otrzymałam wraz z książką (możecie go zobaczyć na zdjęciu), jest ściśle związany z fabułą, ale nie zdradzę w jaki sposób. Sami się przekonacie podczas lektury. Zdecydowanie polecam tę powieść na dobry humor!

Tytuł: "Dywan z wkładką"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B.
PREMIERA: 27 stycznia 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

sobota, 2 maja 2020

"Ja cię kocham, a ty miau" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja



„Ja cię kocham, a ty miau” to komedia kryminalna napisana przez Katarzynę Berenikę Miszczuk. Bardzo byłam ciekawa tej książki, ponieważ seria Kwiat Paproci jest jedną z moich ulubionych. Czy i tym razem dobrze bawiłam się podczas lektury?

Ilustratorka książek dla dzieci Alicja zostaje zakwalifikowana do kolejnego etapu pewnego konkursu. Właściciel robiącej wrażenie posiadłości, obrzydliwie bogaty były marszand, postanowił w ten właśnie sposób wybrać spadkobiercę swojej fortuny. Spośród dziesięciu osób, które przyjeżdżają do dworku pana Stefana, nie wszyscy jednak są tymi, za których się podają. Gospodarz podaje artystom temat i czas, a oni muszą jak najlepiej wykonać powierzone im zadanie – stworzyć dzieło. Zimowa aura nie sprzyja malowaniu, szybko robi się ciemno i na dodatek zaczyna sypać śnieg, który w końcu odcina mieszkańców dworku od świata. Mroczne wnętrza dworku i podejrzani służący nie tworzą ciepłej atmosfery. W dodatku dość szybko zaczynają znikać poszczególni uczestnicy. Czy w posiadłości dzieje się coś podejrzanego? Na to pytanie może odpowiedzieć kot Alicji, Lord, który świetnie radzi sobie w roli kociego detektywa, wędrując bezszelestnie wentylacją po całym dworze.

Lord bezpardonowo pozbywa się narzeczonego Ali, którego nie znosi, a następnie niezmiernie cieszy się na wyjazd do obrzydliwie bogatego starszego pana, który chce przekazać komuś wyjątkowemu swoją fortunę. A kto, jak nie Lord, i Ala, nadaje się do tego najlepiej? Kocur jest przekonany o tym, że ich aktualne mieszkanko i poziom życia kompletnie nie przystają do jego lordowskich aspiracji. Czy pozostanie przy swoim zdaniu po rewelacjach, które odkryje w posiadłości emerytowanego marszanda?

Kot o wielkopańskich zapędach w roli narratora to świetny pomysł na sporą dawkę humoru. Jego spostrzeżenia i typowo kocie komentarze ubarwiają kolejne rozdziały. Podobało mi się to, że każdy rozdział ma tytuł, w którym znane powiedzenie jest odrobinę zmienione. Zwróćcie na to uwagę podczas lektury. Nie spodziewajcie się typowego kryminału, ani skomplikowanej fabuły. To nie jest książka o zabijaniu i śledztwie. To zabawna historia z morderstwami w tle, przy której raczej się odpoczywa z uśmiechem na twarzy niż rozgryza kryminalną zagadkę.

Tytuł: „Ja cię kocham, a ty miau”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

niedziela, 29 marca 2020

"Kratki się pani odbiły" Jacek Galiński - recenzja



„Kratki się pani odbiły” to trzeci tom przygód emerytki Zofii Wilkońskiej. Tym razem szalona starsza pani trafia do więzienia, bynajmniej nie jako odwiedzająca. Cóż zrobić, skoro namieszała? Musi ponieść karę. Nie znaczy to jednak, że podda się jej pokornie. Zdecydowanie nie byłaby sobą, gdyby pozwoliła się zamknąć bez najmniejszej choćby próby ucieczki. Decyzje, które podejmie i działania, w które się zaangażuje, zaważą na bezpieczeństwie innych ludzi. Wszystko, rzecz jasna, nieświadomie i całkowicie przypadkowo ;)

Tym razem powieść jest bardziej humorystyczna niż oderwana znacznie od rzeczywistości część druga. I mniej tu złośliwości czy wulgarności. Ta druga cecha dotyczy bardziej pracowników więzienia i osadzonych, a nie samej Zofii. Tym razem Wilkońska to po prostu sympatyczna starsza pani, którą oburzają pewne zachowania współwięźniarek, która nie rozumie czasem tego i owego albo wręcz przeciwnie – rozumie aż za dobrze. 

Realia więzienne Zofia postrzega w specyficzny sposób. Rodzi to wiele zabawnych sytuacji i humorystycznych dialogów. Oczywiście, mamy i zagadkę kryminalną do rozwiązania, której Zofia nie zostawi przypadkowi. Cały czas powtarza również, że jest niewinna. Czy tak jest faktycznie? Czy współwięźniarki Wielka Jolka, Flaszka i Mariolka uwierzą w jej opowieści? Jak ją potraktują? Przyjmą czy odrzucą? Jakie przygody czekają na Zofię za murami więzienia? Czy uda jej się zrealizować odważny plan ucieczki?

Podobały mi się polityczne wstawki w tekście. Wplecione w dialogi i narrację prowadzoną przez Zofię, dodały charakteru tej opowieści. Duża czcionka pomaga czytać szybciej. Perypetie Zofii Wilkońskiej znów pozwoliły mi spędzić kilka godzin ze świetną lekturą. Polecam Wam ją z całego serca :) I wiecie co? Będzie kolejny tom. Już nie mogę się doczekać ;)

Tytuł: „Kratki się pani odbiły”
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.


wtorek, 10 grudnia 2019

„Komórki się pani pomyliły” Jacek Galiński - recenzja



Zofia Wilkońska znowu dała czadu. Tym razem kobieta zupełnie przypadkowo wnika w świat mafii, a przekręty, oszustwa i inne zbrodnie stają się dla niej chlebem powszednim.

Staruszkę znajdujemy w szpitalu, gdzie spędza czas na organizowaniu sobie wygodnego życia. Jej radość jednak nie trwa długo. Szybko okazuje się bowiem, że nie ma powodu, by dłużej zajmowała szpitalne łóżko. Czas zostawić niebywałe luksusy i wracać do pustego  domu… Nasza bohaterka nie jest jednak w ciemię bita, więc zanim pozwoli się wystawić za drzwi szpitala, załatwi sobie jeszcze przyspieszoną operację biodra!
Po opuszczeniu lecznicy Zofia postanawia w końcu odwiedzić syna w jego nowym domu. Mężczyzna nie odbiera telefonów od matki, co tę ostatnią niesamowicie irytuje. Sytuacja staje się odrobinę niekomfortowa, kiedy Zofia, po dostaniu się do zamkniętego na głucho domu przez okno, natrafia na… zwłoki. Przekonana, iż morderstwa dokonał jej syn, postanawia sama odnaleźć sprawcę. W końcu nie ma dobrych doświadczeń związanych ze współpracą z policją, więc nie zamierza liczyć na ich pomoc. W tym miejscu akcja nabiera tempa, a nasza bohaterka rzuca się wręcz w wir wydarzeń, ląduje w niesamowitych miejscach i poznaje coraz to dziwniejszych ludzi. Czy dobrze na tym wyjdzie? Gdzie podział się jej syn? Kim był zabity człowiek? I wreszcie kto jest mordercą?

Aby polubić Zofię i jej często ironiczną narrację, trzeba mieć dystans nie tylko do siebie, a i do otaczającej nas rzeczywistości. Co ciekawe, im bardziej poważnie Wilkońska podchodzi do spotykających ją sytuacji, tym zabawniejsze są skutki jej działań i efekty komentarzy. Znajdziecie w tym tomie sporo odniesień między innymi do aktualnej sytuacji politycznej. Ale spokojnie, wszystko jest wyważone i idealnie wpasowane w fabułę. To Zofia gra tutaj pierwsze skrzypce i nie sądzę, by pozwoliła autorowi na pomniejszanie jej roli w powieści :D Poza tym co to byłaby za historia bez nieszablonowej staruszki z nieodłącznym wózeczkiem i… hulajnogą?

Może i obecne przygody głównej bohaterki są naciągane i nierealne, ale przecież nie o to chodzi w tej powieści, by wytykać Zofii, że w realnym świecie nie byłaby w stanie dokonać tego wszystkiego, co zrobiła w książce, prawda? Najważniejsze jest to, że pierwszoosobowa narracja i krótkie zdania tworzą niepowtarzalną atmosferę i malują obraz żywotnej staruszki, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. I którą naprawdę da się lubić. Zakończenie sugeruje powstanie tomu trzeciego, więc czekam z niecierpliwością :-)

Brakujący punkt z oceny zawiesił się w kilku miejscach, gdzie zagnieździły się literówki, oraz tam, gdzie pani Zofia w jednej scenie wyjęła pewne pudełko dwa razy ;-)  


Tytuł: „Komórki się pani pomyliły”
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 334
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Zofia Wilkońska, tom 2

Moja ocena: 5/6

Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem jakkupowac.pl


piątek, 17 maja 2019

"Kółko się pani urwało" Jacek Galiński - recenzja


Kiedy widzisz na okładce książki tytuł od czapy, wiedz, że coś się wydarzy... Debiut Jacka Galińskiego budzi różne emocje wśród czytelników, ale nie przeglądałam recenzji przed lekturą. Po prostu zobaczyłam okładkę, przeczytałam tytuł i wiedziałam, że muszę ją mieć. Czy warto było? Po mojej ocenie widać, że jak najbardziej. Bo mnie się, proszę Państwa, Zofia Wilkońska bardzo spodobała. 

Główna bohaterka to żywotna emerytka, która nie rozstaje się ze swoim wózeczkiem zakupowym. Groteskowa, ironiczna, trochę zarozumiała, z obrazem siebie i otoczenia kompletnie nie przystającym do rzeczywistości. Czasami o czymś zapomni, a innym razem zapamięta coś na mur-beton. Jak to starsza pani, która mieszka sama i w większości wypadków musi liczyć głównie na siebie. Również w kwestiach finansowych, więc i jej interesujące sposoby na oszczędzanie pojawią się w tekście. Kiedy pewnego dnia kobieta staje się ofiarą przestępstwa, a organa ścigania nie spieszą się, by ująć sprawcę, pani Zofia postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety, nie wszystko idzie po jej myśli. Jednak Wilkońska nie poddaje się, a wręcz przeciwnie. Kolejne trudności tylko dodają jej energii i budzą u niepozornej emerytki całe pokłady kreatywności. Co Was czeka, jeśli sięgniecie po tę powieść? Spodziewajcie się włamania (i to nie jednego!), trupa i porwania. O reszcie atrakcji nie wspomnę ;-) 

Akcja jest dynamiczna, pełna zwrotów i zabawnych sytuacji. Nie przeszkadzały mi nawet wulgaryzmy, które pojawiły się w dialogach staruszki z pewnym oprychem. Były po prostu na swoim miejscu, dodając atmosferze pazura.

Narracja w tej książce niesamowicie przypadła mi do gustu. No i co z tego, że fabuła jest dość przewidywalna? Myślę, że to nie zawsze ma największe znaczenie. Kiedy o swoich działaniach opowiada Zofia Wilkońska, człowiek cieszy się nieprzerwanym pasmem humoru. Próbowałam wybrać jakiś cytat dla potwierdzenia mojej tezy, ale nie mogłam, ponieważ podobały mi się WSZYSTKIE dialogi :D Dodam tylko, że najlepiej nie czytać tej książki publicznie. Ciągłe chichranie się w trakcie czytania mogłoby wywołać u potencjalnych obserwatorów skojarzenia dalekie od tych związanych z lekturą ;-) 

Polecam tę powieść każdemu, kto lubi lekkie, żartobliwe historie kryminalne i nietuzinkowych bohaterów. Naprawdę warto poznać panią Zofię (chociaż może niekoniecznie w realnym życiu, ponieważ niektóre cechy jej charakteru mogą być trudne do zaakceptowania na dłuższą metę :D). Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. 

niedziela, 12 maja 2019

"Jaga" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]




Chociaż K. B. Miszczuk twierdziła swego czasu, że nie powstanie kolejny tom serii Kwiat paproci, po cichu miałam jednak nadzieję na to, że zmieni zdanie. Jak widać, tak się stało, a do rąk wszystkich zainteresowanych czytelników już wkrótce, bo 15 maja, trafi piąty tom cyklu. Jego główną bohaterką jest, znana fanom serii z poprzednich części, Jarogniewa. 

Jarogniewa obejmuje stanowisko szeptuchy w Bielinach po śmierci babci Radomiły. Kiedy przybywa do odziedziczonej po staruszce chatki, ze zgrozą odkrywa, że domek został ona doszczętnie splądrowany. Nie wiadomo przez kogo, ale z pewnością był to ktoś, kto nie bał się gniewu szeptuchy i rzucenia ewentualnego uroku. Młoda Jaga nie ma doświadczenia, wciąż niewiele umie, gdyż nie zdążyła poznać wszystkich tajników tego zawodu. Chociaż posiada zeszyt, który dostała od babci, nie potrafi jeszcze zbyt wiele. W dodatku złodziej ogołocił bezcenny kredens babki, pełen wykonanych przez nią leków. Jaga została z niczym... Do tego po jej przybyciu na terenie wsi pojawiło się podejrzenie dużo upirów, które wyraźnie na kogoś dybią. Mieszkańcy wioski zaś niespecjalnie spieszą się do odwiedzania nowej szeptuchy. Nie ufają jej i wolą jeździć dalej, do znanej im Mirosławy, która przyjmuje pacjentów w Hucie Nowej. W sumie nie ma im się co dziwić, skoro Jaga dopiero skończyła studia, ubiera się we współczesne ciuchy i ani trochę nie mówi gwarą. Co z niej za szeptucha? ;-) 
Jak dziewczyna przekona do siebie mieszkańców Bielin? Które upiry przyjdzie jej spacyfikować i z czyją pomocą tego dokona? Czy wyjdzie bez szwanku z wszystkich przygód, w które się wpakuje? 

Początkowo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czytam o Gosławie i jej pierwszych miesiącach pracy w Bielinach. I nie wiem czy autorce chodziło o to, by obie bohaterki były do siebie podobne, czy też po prostu zadziałała schematyczność w tworzeniu postaci. Jednak jest między nimi jedna istotna różnica. Jarogniewa nie ma obsesji na punkcie czystości i zarazków :D 

Kiedy tylko "Jaga" znalazła się w moich rękach, zaczęłam czytać. Tyle czekałam na poznanie losów Baby Jagi, kiedy była młodą dziewczyną, że nie chciałam zwlekać. I powiem Wam, że warto było poświęcić każdą chwilę na tę lekturę! Pełna humoru i lekka, napisana prostym językiem, bez niepotrzebnych dłużyzn. Dodam, że nie jest to typowy romans, jak piszą w sieci niektórzy. Owszem, jest wątek zbliżony do miłosnego, ale to jednak nie to. Nie mogę zdradzić co i jak, bo zepsuję Wam przyjemność zapoznania się z tą historią :-) Wspomnę tylko, że możecie się spodziewać między innymi niebezpiecznych walk z upirami, prześmiesznych podchodów Mszczuja, a także różnego formatu wtop poszczególnych bohaterów powieści. Dodajcie do tego zabawne dialogi, ciekawie skonstruowane postacie, trochę opisów z mitologii słowiańskiej (tak w sam raz, żeby się połapać, o co chodzi) i wiecie co? Autorka zostawiła sobie furtkę do kolejnych tomów ;-) Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko świętego spokoju, żeby móc zagłębić się w ten fantastyczny świat.

"- Wiesz, że włamanie się jest przestępstwem? - zapytał Mszczuj.
- Do mojej babci się włamał. Oko za oko.
- Nie masz pewności, że to on.
Poczułam, że zaraz ugotuję się ze złości. Zsunęłam z ramion gruby czarny sweter.
- Zmarzniesz - dogryzł.
- Jak nie przestaniesz mówić, to zaraz dostaniesz w zęby - syknęłam.
- Ale potem pójdziemy coś zjeść? Głodny jestem".

Polecam wszystkim, którzy lubią mariaż słowiańskich klimatów z obyczajówką fantasy :-)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.