Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slavic book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slavic book. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

"Wiedźma i mniszka" Monika Maciewicz - recenzja


Tytuł: "Wiedźma i mniszka"
Autor: Monika Maciewicz
Gatunek: słowiańskie fantasy
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: SQN

Moja ocena: 6/6

Minęło sporo czasu od ostatniej książki słowiańskiej, więc nadszedł czas na lekturę w tym klimacie. Wybór padł na "Wiedźmę i mniszkę" Moniki Maciewicz. Mam już na półce trylogię Wiedma tej autorki oraz książkę dla dzieci "Mali Słowianie", więc wybór był oczywisty.

Imka żyje we wczesnośredniowiecznej Polsce, w której zachodzą już pierwsze zmiany w wierze. Nowa religia zaczyna coraz bardziej wypierać starych bogów. Życie dziewczyny nie jest łatwe. Została skrzywdzona przez leśnych, nie ma rodziców ani męża, ale nie jest sama. Ma ją - Jętkę, wilczycę, którą kocha nad życie. Wadera odwdzięcza jej się za to uczucie, przynosząc upolowane zwierzęta. Las jest dla Imki łaskawy. Leszy chroni ją przed niebezpieczeństwami, dzięki czemu dziewczyna wciąż żyje i ma się nieźle, chociaż właściwie nie ma nikogo, na kim mogłaby polegać. Pewnego dnia z nieba spada... wiedźma Mlada. To wydarzenie i ta znajomość całkowicie odmieni życie Imki. Chociaż dziewczyna traktuje nieznajomą z dystansem, jednak decyduje się jej pomóc. Szybko okazuje się jednak, że wiedźma jest wyjątkowo pechową osobą. To generuje sporo humorystycznych scen i lekkich dialogów między bohaterkami. Są jednak i wydarzenia trudne, jak chwila, w której Imka traci wilczycę i postanawia wyruszyć w niebezpieczną drogę do Wilczego Uroczyska, gdzie bije żywa woda, która może wrócić życie Jętce. Jak poradzi sobie w drodze? Czy dotrze do celu? Kogo spotka podczas wędrówki? Czy Mlada bardziej pomoże, czy zaszkodzi Imce?        

Czytało mi się świetnie, klimat słowiański bardzo mi się podobał, ale do tej pory dręczy mnie jedna myśl. Według mnie tytuł jest mylący, bo o ile Mlada faktycznie była wiedźmą, to Imka nie została mniszką. Była posługaczką mniszek. Efekt jest taki, że podczas lektury ciągle podświadomie czekałam na kolejną bohaterkę, pasującą do tytułu ;-)


wtorek, 10 lutego 2026

"Czas korony" Ewa Kassala - recenzja


Tytuł: "Czas korony"
Autor: Ewa Kassala
Gatunek: powieść historyczna, slavic book
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Sonia Draga
Cykl: Słowiański szlak, tom 3

Moja ocena: 5/6

"Czas korony" to trzeci tom serii Słowiański szlak autorstwa Ewy Kassali. Z przyjemnością wróciłam do czasów naszych przodków, aby obserwować zachodzące na ich ziemiach zmiany w zbeletryzowanej wersji.

Autorka za sprawą swojej powieści przenosi czytelnika w czasy Bolesława Chrobrego, przed którym naprawdę trudne zadanie - wprowadzenie nowej religii na ziemiach, gdzie do tej pory królowali starzy bogowie. Równocześnie Chrobry robi wszystko, by zostać pierwszym królem Polski. Tematy te są ze sobą nierozerwalnie złączone. Bolesław bowiem zdaje sobie sprawę, że nie może otrzymać korony, będąc bezbożnikiem. Rozpoczyna zatem wprowadzanie zmian. Nie jest to zadanie proste, szczególnie w sytuacji, kiedy wśród poddanych wciąż jest wielu takich, dla których religia słowiańska jest najważniejsza i są gotowi walczyć za swoich bogów, którym służą od lat. Decyzje Bolesława wywołują ogromne emocje wśród ludu, zaś sam władca miota się między pragnieniem zdobycia korony, z czym wiąże się zaakceptowanie Jezusa Chrystusa jako jedynego Boga, a życiem według dawnych zasad. 

Ewa Kassala w mistrzowski sposób opisuje realia słowiańskiego świata, zwyczaje i wierzenia, którymi żyli Słowianie. Plastyczne opisy pozwalają wyobrazić sobie ich życie i ówczesny świat. Bardzo wciągający był dla mnie wątek opisujący wprowadzanie przez Bolesława zmian w religii, bezpardonowe burzenie słowiańskich wierzeń za cenę królewskiej korony. Interesujący był przedstawiony przez autorkę obraz władcy, który w dość specyficzny sposób interpretował po swojemu zasady wiary w Chrystusa.

"Czas korony" to jedna z tych książek, która oferuje czytelnikowi ogrom treści, mnóstwo wątków i wielu bohaterów, co trochę przytłacza, ale mimo to czytało mi się bardzo dobrze i z dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne wydarzenia. 

Autorka zdecydowała się na ożywienie fabuły elementami magii. Ożywiła słowiańskie bóstwa, a w ręce bohaterek włożyła czary. Trochę się to kłóci z umiejscowieniem powieści wśród typowo historycznych, ale ponieważ czyta się bardzo płynnie, jest to do wybaczenia :D  

Polecam całą trylogię Słowiański szlak!


środa, 14 stycznia 2026

"Pogrzeb baśni" Wiktoria Korzeniewska - recenzja


Tytuł: "Pogrzeb baśni"
Autor: Wiktoria Korzeniewska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 164
Wydawnictwo: Aniversum

Moja ocena: 3/6

"Pogrzeb baśni" to druga książka Wiktorii Korzeniewskiej, nie licząc antologii i komiksu. Jest niewiele grubsza od "Czerwonej baśni" i równie specyficzna. Nie do końca tego się spodziewałam. Nie zagrało, nie było fajerwerków, nie poczułam słowiańskiego klimatu, na który tak liczyłam. Mroku też tu było niewiele.

Dość monotonna akcja nie powoduje napięcia i nie sprawia, że chce się czytać dalej. Przeczytałam, bo byłam ciekawa, czy coś się w końcu w tej historii zadzieje.

Fabuła kręci się wokół głównego bohatera, Mora, który jest pisarzem. Obok mężczyzny pojawia się kobieta, Wera, właścicielka sklepu, do którego Mor zaczyna regularnie zaglądać, aby pisać tam swoje opowieści. Książki, które tworzy Mor, powstają na bazie historii, które przekazują mu różni ludzie. Kiedy zaczyna odwiedzać osoby polecone mu przez Werę, pisarz zaczyna się zmieniać. Jego wnętrze wypełniają emocje i przeróżne uczucia, których do tej pory nie doświadczał. Poświęcał czas słuchaczom, a kiedy chciał do nich wrócić, okazywało się, że zniknęli. To go niezwykle niepokoiło i mocno zaburzyło jego spokój. 

O bohaterach praktycznie nic nie wiemy przez większość książki. Dopiero końcówka odsłania, kim są Wera i Mor. 

"Pogrzeb baśni" nie wiąże się fabularnie z "Czerwoną baśnią", ale obie książki mają pewne powiązania. 

Jeśli lubicie spokojne historie z metaforycznym przesłaniem, zarówno ta, jak i "Czerwona baśń" powinna Wam się spodobać.


niedziela, 11 stycznia 2026

"Czerwona baśń" Wiktoria Korzeniewska - recenzja


Tytuł: "Czerwona baśń"
Autor: Wiktoria Korzeniowska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 150
Wydawnictwo: Aniversum
Moja ocena: 4/6

Od dłuższego czasu polowałam na "Czerwoną baśń" Wiktorii Korzeniewskiej, ponieważ pierwsze wydanie szybko zniknęło i nie zdążyłam go kupić. Wreszcie wydawnictwo wystawiło w swoim sklepie dwupak wraz z "Pogrzebem baśni" z autografem autorki, więc się skusiłam. Książki właściwie nie są ze sobą fabularnie powiązane, jednak łączą je pewne nici.

"Czerwona baśń" to momentami dość brutalna opowieść, z pewnością nie nadająca się dla dzieci. Jest to połączenie kilku znanych z innych historii motywów i wątków, dla których tłem jest mroczny las.

Początkowo obserwujemy dwie dziewczyny: Jadis, którą matka wysyła do lasu, gdzie w chatce mieszka samotnie nieznana jej do tej pory babcia, i Gretel, którą jako najbrzydszą dziewczynkę we wsi mieszkańcy wysyłają do tajemniczej Tej jako ofiarę za cenę spokoju w wiosce. Każda z bohaterek natrafia w lesie na niebezpieczeństwa, którym musi stawić czoła. Na ich drodze staną stwory baśniowe, słowiańskie, znane z dawnych legend i wierzeń. Przeczytacie o chatce, która żyje i ma własną wolę, o Horyzoncie i jego ogromnych oczach, poznacie Domowika, a nawet Kościeja, czyli świat, który powoli zanika. Ludzie nie wierzą już w prastare demony i nie interesuje ich ten magiczny świat, a brak wiary powoduje znikanie słowiańskiego uniwersum.

Opisywana przez autorkę historia została po części ukryta pod płaszczykiem bardziej współczesnych i znanych nam wątków. Wilk, Czerwony Kapturek i babcia - kto nie zna tej baśni w interpretacji Charles'a Perraulta czy braci Grimm? Mamy również postać Baby Jagi, której wszyscy się boją. Takie pomieszanie słowiańskich demonów, na które natrafia w swej wędrówce Gretel, z baśniami, które znamy z dzieciństwa. Możliwe, że celem takiego połączenia było łatwiejsze przyswojenie rodzimych treści mitologicznych przez współczesnego czytelnika?

Chociaż bardziej kręcą mnie powieści osnute na wierzeniach Słowian i ich postrzeganie rzeczywistości w czasach, kiedy nauka nie wyjaśniała zjawisk rządzących światem, a nie baśnie, to czytało się nawet nieźle.  


czwartek, 6 listopada 2025

"Rok Dawnych Tradycji" Natalia Noszczyńska, Sebastian Łuczywo - recenzja


Tytuł: "Rok Dawnych Tradycji"
Autorzy: Natalia Noszczyńska, Sebastian Łuczywo
Gatunek: literatura dziecięca, poradnik, slavic book
Liczba stron: 122 
Wydawnictwo: Black Dog Studio

Moja ocena: 6/6

"Rok Dawnych Tradycji" autorstwa Natalii Noszczyńskiej i Sebastiana Łuczywo to druga publikacja tych twórców związana ze słowiańskimi zwyczajami i wierzeniami. Tym razem duet autorów stworzył wspaniałe dzieło pełne instrukcji tworzenia ludowych ozdób i dekoracji związanych z kolejnymi miesiącami roku kalendarzowego.

Już w pierwszym rozdziale książki poznajemy dziesięcioletnią Jagnę i ośmioletniego Antka, rodzeństwo, które zyskuje nowego wyjątkowego przyjaciela. Dzieci uwielbiały spędzać czas w wiejskiej chacie babci i dziadka, gdzie czas płynął inaczej. Tym razem uczestniczyły w przygotowaniach do Świąt Bożego Narodzenia. Babcia z dziadkiem opowiadali niesamowicie ciekawe rzeczy, które zrobiły na dzieciach duże wrażenie. Największą niespodzianką jednak była mała istotka, która pojawiła się w ich życiu po opowiadanej przez babcię bajce - Splotek. Mały stworek powstał z kłębka włóczki i szybko okazało się, że jest kopalnią wiedzy o słowiańskich zwyczajach.

Czytelnicy mogą nie tylko czytać o przygodach dwójki dzieci, ale razem z nimi robić kolejne ozdoby, a przede wszystkim wykonać własnego Splotka. Dzięki nowemu przyjacielowi Jagna i Antek nie smucili się, kiedy przerwa świąteczna się skończyła i musieli wrócić z klimatycznej chaty dziadków do nowoczesnego miasta. Splotek natomiast bardzo zdziwił się, kiedy zobaczył mieszkanie dzieci i ich rodziców. Wydawało mu się zimne i nieprzyjazne. 

Stworek szybko temu zaradził, pokazując dzieciom, jak wykonać piękne tradycyjne dekoracje w kolejnych miesiącach roku. Opisywał dokładnie ludowe pająki, maszkarony, Marzannę i Gaik, a także pisanki i drapanki, czy wycinanki, ozdoby na choinkę i wianki, a nawet wieniec dożynkowy, a to wszystko powiązane ściśle ze świętami obchodzonymi w poszczególnych miesiącach. Cały rok dzieci wypełniony został więc słowiańskimi naukami Splotka.

Bardzo polecam Wam tę pozycję, zarówno dla Was, jak i na prezent. Teksty Pana Sebastiana są lekkie i dowcipne, a instrukcje szczegółowe, natomiast ilustracje Pani Natalii są urzekające i niezwykle dopracowane. A najlepiej sprawić sobie obie książki, czyli również "Słowiańskie koło roku", bo wspaniale się uzupełniają. 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorom




niedziela, 14 września 2025

"Mitologia słowiańska dla młodego czytelnika" Michał Łuczyński - recenzja


Tytuł: "Mitologia słowiańska dla młodego czytelnika"
Autor: Michał Łuczyński
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 136
Wydawnictwo: Bosz

Moja ocena: 2/6 

"Mitologia słowiańska dla młodego czytelnika" to nowa propozycja wydawnictwa Bosz dla miłośników tej tematyki. Zachęcona piękną okładką i zachwalaną w opisie treścią sięgnęłam po nią, aby znów zanurzyć się w świat przodków i ich wierzeń. 

Książka zawiera dwadzieścia jeden opowieści o bóstwach słowiańskich i ich przygodach. Chociaż publikacje dotyczące mitologii słowiańskiej czytam i kolekcjonuję od dawna, podczas lektury natrafiłam na tematy kompletnie mi nieznane, a sama formuła książki bardziej przypominała mi baśnie niż mity. Pierwsze skojarzenie pojawiło się dość szybko - cykl "Baśnie narodów ZSRR", które w dzieciństwie kochałam całym sercem i mam do dzisiaj na półce. Zamiast historii przybliżających tradycje Słowian, ich życie i świat, w którym żyli, wierzenia i legendy, którymi wyjaśniali ówczesne zdarzenia bądź zmiany w przyrodzie, dostałam bajki o magicznym napoju, smokach, ludojadach i olbrzymach, w których słowiańscy bogowie mieszkali w Swaróg-grodzie, a na przykład Perun nazywany był Piorunem. Muszę przyznać, że nie do końca tego się spodziewałam i nie przypadły mi te opowiastki do gustu. To nie mitologia, którą się fascynuję.   

Ilustracje stworzone z pomocą AI na pierwszy rzut oka są piękne, jednak po dłuższej chwili zaczynają kojarzyć się z grafikami w stylu japońskich obrazków prosto z anime. Trafiłam też na ilustrację z przegapioną chyba postacią kobiecą z głową mężczyzny, więc korzystanie z pomocy AI nie do końca wychodzi na dobre. Chyba że się wszystko dokładnie sprawdza i poprawia w razie potrzeby.   

Myślę, że każdy czytelnik interesujący się mitologią słowiańską powinien sam wyrobić sobie zdanie na temat tej pozycji. Mnie nie porwała.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bosz 

niedziela, 31 sierpnia 2025

"Przedsionek" Dominika Połczyńska - recenzja


Tytuł: "Przedsionek"
Autor: Dominika Połczyńska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 843
Wydawnictwo: Novae Res

Moja ocena: 5/6

"Przedsionek" to debiut literacki Dominiki Połczyńskiej. Niezwykle obszerny, przemyślany i dopracowany debiut. Na ponad ośmiuset czterdziestu stronach autorka stworzyła, równoległe do tradycyjnego, uniwersum słowiańskie w klimacie fantasy.

Józefina Mostowska jest graficzką, dla której liczy się głównie kariera i kolejne wyzwania zawodowe. Podobne priorytety ma jej narzeczony, Filip. Na razie nie myślą o ślubie, chociaż oboje dobiegają trzydziestki. Kiedy przeprowadzają się do niewielkiej wsi Wiłnówek, Filip jeździ do swojej firmy, natomiast Ina może pracować zdalnie, z czego korzysta, przy okazji poznając nowe miejsce zamieszkania. Wprawdzie nie chciała się przeprowadzać, jednak uległa namowom Filipa, który pragnął zamieszkać niedaleko matki. 

Pewnego dnia Józefina wybiera się na spacer po okolicy i trafia do wyjątkowo dziwnego miasteczka. Czuje się zagubiona i błądzi po nieznanych uliczkach, dopóki nie trafia na nieznajomego, który jest tak miły, że obiecuje jej pomoc w odnalezieniu drogi powrotnej. Kiedy wreszcie dociera do domu, Filip jest przerażony jej nieobecnością, która trwała znacznie dłużej, niż Inie się wydawało. Mężczyzna obrzuca ukochaną podejrzeniami zdrady, choroby psychicznej i usiłuje namówić ją na wizytę u lekarza. Atmosfera w ich związku robi się mocno zawiesista, a Ina bezskutecznie próbuje przekonać Filipa, że wszystko jest w porządku. Tymczasem wciąż wraca myślami do dziwnego miejsca, które znalazła za mostkiem. Szybko okazuje się, że nie wszyscy ludzie potrafią odnaleźć to tajemnicze miasteczko, do którego przypadkiem trafiła Józefina. Jednak czy faktycznie była to przypadkowa wizyta? Kim są mieszkańcy Atariany? Dlaczego akurat Ina potrafi się dostać do ich miasta? Co czeka kobietę podczas kolejnych wizyt w tym magicznym miejscu?

Fabuła obfituje w przeróżne wątki. Towarzyszymy Inie w jej nowym domu, podczas spotkań z sąsiadami, przyszłą teściową czy szefem, a także w Atarianie, gdzie czekają na nią przeróżne istoty stworzone przez autorkę na bazie wierzeń słowiańskich. W każdym świecie Mostowska musi podejmować trudne decyzje i mierzyć się z ich konsekwencjami. 

Akcja się zagęszcza, kiedy w Atarianie pojawia się kolejna zagubiona kobieta. Nie wie, kim jest, nie pamięta, gdzie mieszka, ani skąd pochodzi. Nie wie nawet, jak ma na imię. Ina wraz z istotami próbuje rozwiązać zagadkę jej pojawienia się. Czy jest człowiekiem, czy istotą? Skąd wzięła się w Atarianie? Jak dowiedzieć się o niej czegokolwiek? Ina nie ma pojęcia, że do jak niebezpiecznych skutków doprowadzą te poszukiwania, szczególnie, że czas nagli, ponieważ nieznajoma szybko traci siły.  

Mimo że sporo się tutaj dzieje, akcja w obu światach nie jest dynamiczna. Napędza ją raczej liczba rozgrywających się wydarzeń.       

Chociaż spodziewałam się ludowej wersji wierzeń i zwyczajów słowiańskich, to muszę przyznać, że fabuła mnie wciągnęła i z zaciekawieniem wędrowałam z bohaterką po Atarianie, a także odwiedzałam inne miejsca, w których żyją istoty. 

Jeśli lubicie powieści fantasy z mnóstwem szczegółów i spokojną, chociaż nie pozbawioną napięcia akcją, to "Przedsionek" Wam się spodoba.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

     

wtorek, 27 maja 2025

"Tajemnica nauczycielki" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja


Tytuł: "Tajemnica nauczycielki"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: literatura dziecięca z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Klub Kwiatu Paproci, tom 4

Moja ocena: 5/6

"Tajemnica nauczycielki" to czwarty tom cyklu słowiańskiego dla dzieci Klub Kwiatu Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Z przyjemnością wróciłam do Bielin i przygód dzieciaków, które zdążyłam polubić podczas lektury poprzednich części.

Młodzi bohaterowie rozpoczynają kolejny rok szkolny. Większość nie ma najmniejszego problemu z wejściem na szkolne tory, ale Tosia trafiła pechowo. Nie dość, że pozostali członkowie Klubu Kwiatu Paproci mają w klasie bratnią duszę, to jeszcze wychowawczyni klasy, do której trafiła Tosia, jest jakaś dziwna. Uczniowie klasy trzeciej również trzymają duży dystans i wyraźnie ignorują nową dziewczynkę. Tosia czuje się wykluczona z grupy, ale początkowo nie chce przyznać, że w szkole źle jej się układa. Przez chwilę udaje jej się odwrócić uwagę rodzeństwa i przyjaciół, ponieważ w ich życiu sporo się dzieje. Zauważają, że domowe zwierzaki gdzieś znikają każdego dnia, a do tego zabierają ze sobą jedzenie. Kogo dokarmiają w takiej tajemnicy i dlaczego? W domu cioci Mirki pojawia się niespodziewany gość, jej dawna miłość, Barnim, który kiedyś był grabarzem i mieszkał w Bielinach. W takim towarzystwie będzie wesoło. Poza tym Barnim włączy się w szukanie odpowiedzi na pytanie, kim jest pani Polna, wychowawczyni Tosi. Oj, będzie się sporo działo. 

Dzieciaki próbują same rozwiązać nowe zagadki, jednak kiedy robi się niebezpiecznie, wzywają na pomoc rodziców Garda, Gosławę i Mieszka. Wspólne działania szybko przynoszą efekty. 

Zdecydowanie polecam całą serię :-)


środa, 5 marca 2025

"Opowieści i mity Słowian" Maria Szarf - recenzja


Tytuł: "Opowieści i mity Słowian"
Autor: Maria Szarf
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 150
Wydawnictwo: Olesiejuk

Moja ocena: 5/6

Z przyjemnością sięgnęłam po kolejną publikację słowiańską dla dzieci, zawierającą opowieści i mity Słowian. Piękna okładka przyciąga oko i zaprasza do zapoznania się z wnętrzem. Twarda oprawa i szyty środek pozwalają mieć nadzieję, że książka wytrzyma długie lata w dobrym stanie.

Zawarte w publikacji opowieści traktują o słowiańskich demonach, również o tych niej znanych, jak ćmuch czy boże siedleczko. Poznacie tu również historie biedy, kłobuka, południcy, zmory, wąpierza czy leszego. Wszystkie są napisane w sposób, który nie powinien wystraszyć nawet młodszych czytelników. Może najbardziej "demoniczny" jest rozdział o wąpierzu, ale i tam nie ma żadnych drastycznych fragmentów.

Nie przypadły mi do gustu ilustracje zawarte w opowiadaniach. Nie mogłam się przyzwyczaić do współczesnych strojów narysowanych bohaterów. Rozumiem, że dzieci raczej nie znają się na modzie słowiańskiej, ale właśnie w związku z tym wydaje mi się, że nawet ilustracje powinny korespondować z prawdą historyczną, aby mogły poznać ówczesny sposób ubierania się. Mam nawet wrażenie, że jedna z narysowanych dziewczynek nosi okulary... 

Znalazłam również kilka wpadek redaktorskich, ale można je ostatecznie zrzucić na karb nieuwagi. 

Całość prezentuje się bardzo ładnie i czyta się z przyjemnością, przy okazji poznając codzienne życie i wierzenia naszych przodków.


sobota, 22 lutego 2025

"Starucha. Gołoborze" Aleksandra Seliga - recenzja


Tytuł: "Starucha. Gołoborze"
Autor: Aleksandra Seliga
Gatunek: powieść historyczna z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 288 
Wydawnictwo: Kobiece
Cykl: Gołoborze, tom 3

Moja ocena: 6/6

"Starucha. Gołoborze" to trzeci tom trylogii autorstwa Aleksandry Seligi. Świetny cykl słowiański zasłużył na naprawdę dobry finał.

Nikt z mieszkańców miejscowości Łazy u podnóża Łysej Góry nie podejrzewa nawet, że starsza pani Dobromiła, przewodnicząca katolickiej grupy modlitewnej, to wiedźma znająca się na czarach. Tylko kilku jej przyjaciół zdaje sobie sprawę z tego, co potrafi Arcykapłanka na emeryturze. I chociaż sama zdecydowała, że w tym wcieleniu nie będzie się mieszała w sprawy bogów, czas pokaże, że nie dotrzyma tej obietnicy.

Czasy współczesne są dla Dobromiły nostalgiczne i pełne wspomnień z wydarzeń, w których uczestniczyła na przestrzeni wieków w poprzednich wcieleniach. Teraz starość coraz bardziej jej doskwiera, więc ma nadzieję, że obecne wcielenie będzie tym ostatnim, aby mogła wreszcie wyruszyć do Nawi. Zanim to jednak nastąpi, Dobrusia trafia w sam środek kryminalnej intrygi. 

Fabuła tego tomu oparta jest po części na wątku kryminalnym. Kiedy zostają znalezione zwłoki mężczyzny, które ktoś powiesił na znaku Welesa, podejrzenia zostają skierowane natychmiast w stronę rodzimowierców, grupy ludzi, którzy wyznają wiarę w Starych Bogów. Równocześnie pojawiają się pogłoski, że całe zło wychodzi z klasztoru Świętego Krzyża. Zarówno stara wiara, jak i chrześcijaństwo stają się podejrzane. Plotki rodzą niepewność, lęk i agresję wśród ludzi, którzy nie czują się bezpieczni. Nie wiadomo, komu ufać. Dobromiła nie ma wyboru. Dzieje się tyle złego, że musi sięgnąć po swoje wiedźmie umiejętności. Jak poradzi sobie z mocami w obecnym wieku? Kto dołączy do kobiety, aby zażegnać zło? Kim był mężczyzna, który zginął i dlaczego tak się stało? Kto jest mordercą?  

Narracja prowadzona z perspektywy głównej bohaterki sprawia, że czytelnik ląduje w samym środku wydarzeń. Jest obserwatorem, ale równocześnie jakby uczestnikiem wszelkich działań podejmowanych przez Dobromiłę i jej przyjaciół. 

Ten tom jest chyba najsmutniejszy, pełen nostalgii i problemów starszych ludzi. Dobromiła wręcz czeka na ostatnie chwile i możliwość odejścia do Nawi, gdzie będzie mogła odpocząć. Równoważy ten klimat morderstwo i śledztwo, więc jak najbardziej polecam, depresja Wam nie grozi ;-)


niedziela, 19 stycznia 2025

"Mali Słowianie" Monika Maciewicz - recenzja


Tytuł: "Mali Słowianie"
Autor: Monika Maciewicz
Gatunek: literatura dziecięca z wątkami słowiańskimi
Liczba stron: 144
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Moja ocena: 6/6

"Mali Słowianie" to rewelacyjnie napisana książka o przygodach naszych słowiańskich przodków. Jej autorką jest Monika Maciewicz, którą znam z cyklu Wiedma. Wiedziałam, że będzie dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Niemój i Nielubka mieszkają z rodzicami w słowiańskiej osadzie. Zbliża się jeden z najważniejszych dni w życiu człowieka, postrzyżyny dla chłopca i zapleciny dla dziewczynki. Dzieciaki z przejęciem oczekują nadchodzących zmian. Otrzymają właściwe imiona i ich życie całkowicie się zmieni. Czy te zmiany przypadną im do gustu? Te i wiele innych tradycji i zwyczajów słowiańskich poznajemy z dziewięciu opowiadań o rodzeństwie. Bliźniaki prowadzą nas przez kolejne wydarzenia ze swojego życia. Wszystko opisane jest prostym językiem, a nieznane określenia są od razu wyjaśniane na marginesach, a także w tekście książki.  

Kultura słowiańska jest niezwykle bogata i równocześnie tajemnicza. Przekazy słowne nie są niestety najlepszym źródłem do odkrywania wiedzy. Na szczęście sztab naukowców od lat czuwa nad tym, by tych materiałów było coraz więcej. I ogromnie cieszy to, że na rynku wydawniczym są dostępne nie tylko opracowania pełne naukowego słownictwa, ale także takie, które trafią do najmłodszych.

Zdecydowanie polecam Wam "Małych Słowian". Poznajcie bliźniaki z zamierzchłych czasów i słowiańskie tradycje.


czwartek, 26 grudnia 2024

"Słowiańskie koło roku" Sebastian Łuczywo, Natalia Noszczyńska - recenzja


Tytuł: "Słowiańskie koło roku"
Autor tekstu: Sebastian Łuczywo
Ilustracje: Natalia Noszczyńska
Liczba stron: 50
Wydawnictwo: Black Dog Studio

Moja ocena: 6/6

"Słowiańskie koło roku" to książka autorstwa Natalii Noszczyńskiej (ilustracje) i Sebastiana Łuczywo (tekst). Publikacja przeznaczona jest dla dzieci, którym ma ona przybliżyć słowiańskie wierzenia i tradycje. 

Książka składa się z dwóch części. W pierwszej autorzy w przystępny sposób wyjaśniają, czym jest czas i kalendarz, a także dzień, tydzień i miesiąc oraz pory roku. Młody czytelnik może spodziewać się nie tylko konkretnej wiedzy, ale także zadań do wykonania. Prowadzenie dziennika, obserwowanie faz księżyca czy projektowanie autorskiego kalendarza brzmi interesująco i może dać wiele radości podczas wypełniania zaproponowanych zadań. Druga część to zbiór opowiadań o miesiącach. Dwanaście niedługich historii odkrywa przed czytelnikiem tajemnice wierzeń i zwyczajów dawnych Słowian, a bohaterowie opowieści pokazują, jak ważne w życiu są tradycje. 

W każdym z poruszonych w pierwszej części tematów znajdują się również ciekawostki. Dlaczego dłuży nam się czas? Jaką formę dla dawnych Słowian miał czas? Jak płynie czas w kosmosie? Z czego robiono pierwsze zegary? Z jakimi zwierzętami Słowianie wiązali kolejne miesiące i dlaczego? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w treści książki. Do tego dołóżcie cudowne, hipnotyzujące ilustracje, a otrzymacie produkt idealny.

Bardzo się cieszę z tego, że w moje ręce trafiła kolejna cudownie wydana książka słowiańska. Tematyka slavic powinna być obecna w naszym życiu, ponieważ to nasze dziedzictwo.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorom



środa, 18 grudnia 2024

"Ostatnia wyprawa wikingów" Tomasz Kruczek - recenzja


Tytuł: "Ostatnia wyprawa wikingów"
Autor: Tomasz Kruczek
Gatunek: powieść historyczna z elementami słowiańskimi
Liczba stron: 240 
Wydawnictwo: Replika
Cykl: Młodzi Wojowie, tom 3

Moja ocena: 6/6

"Ostatnia wyprawa wikingów" to trzeci tom cyklu historycznego dla młodszej młodzieży Młodzi Wojowie autorstwa Tomasza Kruczka. Bohaterowie są potomkami znanych z pierwszej części Dis i Leszka, a łączy ich na przestrzeni wieków broń z emblematem ryby. Nie są to jednak jedyne postaci, które pojawią się na kartach tej powieści.

Tym razem ojciec Tomasz nie opowiada kolejnej historii bezpośrednio swoim siostrzeńcom, ale zmierzając na wojnę krzyżową, rozmyśla o swoich przodkach i o tym, jak mógłby opisać ich przygody.

Autor splótł ze sobą kilka wątków. W jednym z nich wystąpił Brendan, nastolatek mieszkający w klasztorze, któremu marzy się zostanie bardem i wędrowanie po świecie. Dostaje swoją szansę, jednak czy z niej skorzysta? Kolejny wątek opowiada o losach dwóch braci, Wojtka i Miłka. Kiedy młodszego z nich porywają źli ludzie na czele z łupieżcą Żmijem, Wojciech wyrusza na ratunek bratu. Odważnie rzuca się w wir zdarzeń i podejmuje niebezpieczne wyzwania, jednak czy zaprowadzą go one do Miłka? W trzecim wątku przeczytacie o potomkini Dis - Oldze zwanej Helgą - która zmierza na ślub swojej kuzynki Ingrid. Spodziewajcie się niespodziewanego nawet podczas podróży, która mogłaby wydawać się całkowicie bezpieczna. 

Dzieje się tu sporo, znacznie więcej niż w poprzednich dwóch tomach. Wątki ewoluują, a bohaterowie poznają się i biorą razem udział w opisywanych wydarzeniach. Akcja jest wartka i wciągająca, więc czyta się naprawdę szybko i przyjemnie.

Cykl Młodzi Wojowie to fascynująca podróż w przeszłość, do czasów naszych słowiańskich przodków. Autor świetnie odmalował ówczesny klimat i panujące zwyczaje. Młodzi czytelnicy z pewnością spędzą w świecie bohaterów wiele emocjonujących godzin.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika

niedziela, 8 grudnia 2024

"Krzyk rzeki" Agnieszka Kaźmierczyk - recenzja

Tytuł: "Krzyk rzeki"
Autor: Agnieszka Kaźmierczyk
Gatunek: fantasy z wątkami słowiańskimi
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: WasPos

Moja ocena: 6/6

"Krzyk rzeki" to pierwsza powieść Agnieszki Kaźmierczyk, po którą sięgnęłam. Zainteresowały mnie oczywiście obiecane w zapowiedzi wątki słowiańskie. 

Profesor Jerzy Kalinowski, znany i ceniony genetyk, dostaje propozycję przeprowadzenia badań w pewnej wiosce, znanej z pewnej anomalii. Od naprawdę wielu lat na wspomnianym terenie nie rodzą się chłopcy i nikt nie potrafi wyjaśnić tego zjawiska. Mężczyzna jest zafascynowany kolejnym wyzwaniem i przyjmuje propozycję, nie konsultując się z żoną i nastoletnim synem, Kamilem. Chłopak jest załamany koniecznością przeprowadzki do wsi, gdzie nawet nie ma dobrego dostępu do Internetu. Musi z dnia na dzień zostawić znajomych, szkołę i znane sobie otoczenie na rzecz wiochy zabitej dechami. Każdy na jego miejscu miałby pretensje i buntowałby się przeciwko takim zmianom, jednak jego ojca kompletnie nie obchodzi stan ducha wrażliwego syna, którego dodatkowo uważa za nadwrażliwca i niedorajdę. Tymczasem okazuje się, że nikt we wspomnianej wsi na genetyka nie czeka, a wręcz przeciwnie, mieszkańcy są bardzo niezadowoleni z jego działań i chętnie by się pozbyli Kalinowskich ze swojego terenu. Jakie tajemnice skrywają lokalsi? Kto pomoże Kamilowi zaaklimatyzować się w nowym miejscu? Jakie śledztwo stanie się udziałem chłopaka? Czy relacja ojciec - syn w rodzinie Kalinowskich ulegnie zmianie? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w powieści.   

Poruszone przez autorkę tematy są bardzo aktualne i realistycznie opisane. Oprócz słowiańskich wątków czytelnik napotka tutaj rozterki wieku młodzieńczego, pierwsze nieśmiałe miłości, ale także poczucie odrzucenia i opuszczenia, brak akceptacji czy problemy w relacjach rodzinnych. Obserwowanie dylematów głównych bohaterów i czekanie na konsekwencje ich decyzji było naprawdę wciągające i pełne emocji. Autorka zdecydowanie potrafi stopniować napięcie, a atmosfera, którą stworzyła w powieści, wspaniale odzwierciedla klimat zamkniętej społeczności. 

Śledztwo prowadzone przez dwójkę nastolatków było interesujące i z ciekawością czekałam na jego efekt. Może samej słowiańskości nie było tu za wiele, bo autorka wybrała właściwie jeden motyw pasujący do jej pomysłu, ale za to wszystko idealnie złożyło się w nietuzinkową fabułę pełną zwrotów akcji i niespodzianek.

Zdecydowanie polecam. Myślę, że spędzicie z tą powieścią kilka przyjemnych godzin.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WasPos

wtorek, 26 listopada 2024

"W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" Bohdan Baranowski - recenzja


Tytuł: "W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska"
Autor: Bohdan Baranowski
Gatunek: historia, mitologia słowiańska
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Replika
Seria: Wierzenia i zwyczaje

Moja ocena: 6/6

"W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" to interesujący spis historii i opowieści związanych z wierzeniami słowiańskimi, które powstawały i istniały wśród ludzi na przestrzeni wieków.

Spory gabaryt mieści dwadzieścia rozdziałów, z których każdy traktuje o innych rodzajach demonów słowiańskich i tematach im bliskich. Autor wykonał tytaniczną pracę poszukiwawczą, podróżując po Polsce i słuchając opowieści wielu informatorów. Po lekturze tej pozycji przestaną być dla nas tajemnicą strzygi, zmory, nocnice i południce, rusałki, płanetnicy, boginki czy mamuny i wiele innych potworów. 

Jeśli krowy przestały dawać mleko, to pewnie sprawka sąsiadki, która na bank jest czarownicą. Złośliwe dziecko? To musi być potomek boginki. Obca kobieta była widziana w okolicy chałupy, a teraz okazało się, że dziecko gospodarzy zostało podmienione? To z pewnością mamuna zostawiła swojego potworka, a zabrała dziecko ludzkie. Te i wiele innych demonów mogło pomagać lub szkodzić, wiele zależało od sytuacji i zapatrywań ludzi, których dotknęły nieszczęścia lub spotkały radości, które trzeba było w jakiś sposób wyjaśnić. 

Niejednokrotnie osoby opowiadające historie twierdziły, że znają je od naocznych świadków lub ich potomków. Oprócz wspomnianych opowieści autor zwraca również uwagę na przenikanie się wiary słowiańskiej z chrześcijańską oraz na wpływ działalności duchownych Kościoła katolickiego na stare wierzenia.  

Za każdym razem, kiedy czytam o słowiańskich demonach, fascynuje mnie, jak głęboko ludzie kiedyś wierzyli w istnienie tych potworów i potrafili dopasować wszelkie sytuacje z życia lub zmiany pogodowe do ich działań.

Z zainteresowaniem czytałam kolejne relacje sprzed lat, zastanawiając się nad tym, jak wyglądało kiedyś życie Słowian, tak bardzo uzależnione od wielu przesądów i zabobonów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika

poniedziałek, 11 listopada 2024

"Bursztynowy miecz" Marta Mrozińska - recenzja


Tytuł: "Bursztynowy miecz"
Autor: Marta Mrozińska
Gatunek: fantasy z wątkami słowiańskimi
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jeleni sztylet, tom 2

Moja ocena: 6/6

"Bursztynowy miecz" to drugi tom cyklu Jeleni sztylet autorstwa Marty Mrozińskiej. Po pierwszej części pełnej słowiańskiego klimatu z przyjemnością sięgnęłam od razu po drugi tom i nie zawiodłam się. Jedyny minus jest taki, że teraz trzeba czekać na trzeci tom, aby poznać finał tej historii.

Pierwszy tom zostawia czytelnika z bardzo emocjonującym momencie. Nasza główna bohaterka, Wszebora Lapis, w której pokładane są nadzieje na ratunek dla Awandii, zostaje oskarżona o zdradę i prawie umiera. Prawie, bo dzięki magii dziewczyna wraca do życia i do realizacji szalonego planu uratowania świata i odtworzenia wiary w Stary Lud.

Tym razem akcja powieści przenosi nas do Miasta nad Morzem, gdzie Bora zostaje więźniem własnej babki, Tarniny. Seniorka rogu ma plan dla wnuczki, jednak Borze nie odpowiada pomysł kobiety i robi wszystko, aby pokrzyżować jej szyki. Lekko nie jest, bo starsza pani okazuje się być twardą przeciwniczką i ma zapędy dyktatorskie. Więzi Borę i izoluje ją od ludzi, którzy mogliby jej pomóc. Nie pozwala jej spotkać się nawet z ukochaną ciotką Oleną, a brat Radek zdaje się trzymać stronę babki. Sytuacja Bory jest naprawdę kiepska, jednak dziewczyna nie zamierza się poddać. W końcu na jej barkach spoczywa ciężar uratowania Awandii i ożywienia zapomnianej przez ludzi wiary słowiańskiej. Czy uda jej się tego dokonać? Kto stanie u jej boku? Dokąd wyruszy, aby odnaleźć istotny dla jej walki przedmiot?

Postać Bory jest bardzo złożona i pełna sprzeczności. Dziewczyna nosi w sobie wiele emocji, które nie zawsze potrafi okiełznać. Znajdziecie w niej zatem cały wachlarz uczuć, od tych negatywnych, do pozytywnych. Można rzec, że to mieszanka wybuchowa. Nastawcie się na sporo przygód i walk, podstępnych działań, ale również trochę romansu i intymnych chwil. Atmosfera słowiańska nie zniknęła, Stary Lud pojawia się w fabule, chociaż może rzadziej niż w pierwszym tomie. Całość prezentuje się bardzo dobrze, jest dopracowana i napisana przyjemnym w odbiorze językiem.     

Chociaż miałam wrażenie, że w drugim tomie akcja trochę zwolniła, czytało mi się go bardzo dobrze. Przygody Bory i jej przyjaciół są wciągające i sprawiają, że chce się poznać ich kolejne kroki jak najszybciej, dlatego mam nadzieję, że trzeci tom wkrótce pojawi się na rynku wydawniczym. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


niedziela, 10 listopada 2024

"Wśród spalonych osad" Tomasz Kruczek - recenzja


Tytuł: "Wśród spalonych osad"
Autor: Tomasz Kruczek
Gatunek: powieść młodzieżowa z wątkiem historycznym
Liczba stron: 250
Wydawnictwo: Replika
Cykl: Młodzi Wojowie, tom 2

Moja ocena: 5/6

Drugi tom cyklu Młodzi wojowie autorstwa Tomasza Kruczka przeczytałam piorunem. Chociaż akcja rozgrywa się wiele lat później, a znani mi bohaterowie są już dorośli, czytało się równie dobrze, jak część pierwszą.

Gród Bnin, w którym teraz mieszkają rodziny znanych nam z pierwszego tomu nastoletnich bohaterów oraz ojciec Jan, czyli znany nam niewolnik Hans, zostaje doszczętnie ograbiony i spalony. Mieszkańcy zostają uprowadzeni przez najeźdźców i poprowadzeni w nieznane. Wśród jeńców znalazła się dorosła już Bogna, siostra Leszka, a także Kaśka, najmłodsza córka Dis i Leszka, wraz z gromadką dzieci, którymi się opiekowała. Sytuacja zrobiła się naprawdę nieciekawa, bo król Kazimierz został wygnany z kraju, a rządy przejął Bezprym, najstarszy syn Bolesława Chrobrego. 

Kiedy Kaśce z dziećmi udaje się zbiec z kolumny jeńców, pojawia się nikły promyk nadziei na ratunek dla pozostałych uwięzionych. Bogna zostaje z mieszkańcami Bnina, a Kaśka wraz z bratem Gniewoszem, wojowniczką i strażniczką chramu Żywią i starcem Lasotą zabierają dzieci do bezpiecznego miejsca i postanawiają odbić więźniów. Nie będę opisywać Wam tu szczegółowo, co się wydarzyło, żeby nie psuć przyjemności z lektury. Ale mogę zdradzić, że dzieje się jeszcze więcej niż w poprzednim tomie. Jedyne, co mi sprawiało trochę trudności, to zapamiętanie, kto jest czyim dzieckiem :-D.

Nie da się ukryć, że tym razem również w tekście ukryło się sporo błędów, ale starałam się nie zwracać na nie uwagi. Wygląda na to, że redaktor i korektorzy mieli mało czasu na pracę nad tą opowieścią.

Jestem bardzo ciekawa trzeciego tomu. Z przyjemnością przeczytam o dalszych losach ojca Jana i reszty bohaterów. A może to już będzie zupełnie inna historia?

wtorek, 5 listopada 2024

"Jeleni sztylet" Marta Mrozińska - recenzja


Tytuł: "Jeleni sztylet"
Autor: Monika Mrozińska
Gatunek: fantasy z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jeleni sztylet, tom 1

Moja ocena: 6/6

"Jeleni sztylet" to pierwszy tom cyklu z wątkiem słowiańskim autorstwa Marty Mrozińskiej i zarazem debiut autorki. Zaryzykowałam i nie żałuję, ponieważ powieść czytało mi się świetnie. Słowiańskie fantasy to jeden z moich ulubionych gatunków literackich.

Główna bohaterka, Wszebora Lapis, po śmierci matki zostaje przez ojca przekazana pod opiekę ciotki. Wraz z nią do kobiety trafia młodszy brat, Radek. Miejsce akcji to królestwo o nazwie Awandia. Nasi bohaterowie mieszkają w jednej z wiosek tego królestwa, Ligawce. Bora to silna dziewczyna, która zawsze jest gotowa do bitki, a jej brat to typowy jajogłowy, pragnący zgłębiać wiedzę zapisaną w mądrych księgach. Ojciec tej dwójki to znany w okolicy najemnik o kiepskiej opinii i z bardzo ciężką ręką. 

Marzeniem Bory jest wstąpić do Włóczni, gdzie zostałaby wyszkolona na najemniczkę. Chociaż ciotka i brat są temu przeciwni, decyzja dziewczyny jest nieodwołalna, bo podyktowana potrzebą zarobienia pieniędzy, które pomogą jej bratu rozpocząć naukę na uczelni. Kiedy Bora wyrusza w długą drogę do szkoły dla przyszłych najemników, jej celem jest ukończenie szkolenia i znalezienie dobrze płatnej pracy. Z czasem jednak okazuje się, że plany nastolatki są rozbieżne z tym, co przygotowała dla niej Dola. 

Kolejne wydarzenia poznajemy dzięki samej Borze, która jest narratorką tej opowieści. Towarzyszymy jej w domu ciotki, podczas spotkań z istotami z mitologii słowiańskiej, a także w koszarach Włóczni, gdzie poznaje przyjaciół, z którymi wkrótce staje do walki.

Postać Bory jest bardzo ciekawa. Odrzucona przez otoczenie, pozbawiona w dzieciństwie miłości i troski matki, którą starała się zastąpić jej ciotka, wyrosła na dziewczynę, która nie potrafi panować nad własnym gniewem, ale bardzo kocha młodszego brata, za którego czuje się odpowiedzialna. Jest raczej dzikuską i nieszczególnie radzi sobie w kontaktach międzyludzkich. Z przyjemnością obserwowałam jej działania, przemyślenia, podejmowane decyzje i ich konsekwencje.    

Jeleni sztylet to powieść dla starszej młodzieży i dorosłych czytelników. Dla młodszych może być momentami zbyt brutalna. W fabule znajdują się wątki nieodpowiednie dla dzieci, na przykład układ płacenia ciałem za ochronę, który pojawił się we Włóczni, czy krótkie opisy seksu. Bora nie jest szczególnie romantyczna, więc wątków miłosnych znajdziecie tutaj naprawdę niewiele. Za to trafi się sporo bardzo plastycznie opisanych scen walki. 

Język powieści jest prosty, dzięki czemu czyta się ją szybko i płynnie. Losy Bory są tak wciągające, że od razu po lekturze zabieram się za drugi tom!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

piątek, 11 października 2024

"Bitwa o słowiański gród" Tomasz Kruczek - recenzja


Tytuł: "Bitwa o słowiański gród"
Autor: Tomasz Kruczek
Gatunek: powieść młodzieżowa z wątkiem słowiańskim
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Replika
Cykl: Młodzi Wojowie, tom 1

Moja ocena: 5/6

"Bitwa o słowiański gród" to pierwszy tom cyklu Młodzi Wojowie autorstwa Tomasza Kruczka. W skrócie jest to młodzieżowa powieść historyczna, opowiadające przygody nastolatków żyjących w czasach słowiańskich. Skojarzyła mi się ona z inną serią dla dzieci i młodzieży Marty Krajewskiej Wilcza dolina - Bratmił. Czyta się ją również przyjemnie i szybko.

Głównymi bohaterami tego tomu są nastoletni Leszek i Hans. Pierwszy z chłopców mieszka od urodzenia w osadzie Bnin, zaś drugi znalazł się w Bninie przypadkiem, kiedy uciekł z osady niemieckiej, gdzie był bardzo źle traktowany przez ojczyma Johana. Został przechrzczony na Janka i dołączył do rodziny Leszka. 

Fabuła powieści oparta jest po części na historycznych wydarzeniach. Zbliża się zjazd w Gnieźnie. Cesarz Otton III pragnie zadzierzgnąć więzy przyjaźni z księciem Bolesławem. Graf Urlich jest przeciwny tej przyjaźni, więc zamierza zgładzić książęcego posła i przejąć wieziony przez niego list. Wraz z nim napaść szykują niemieccy złoczyńcy, wśród których znajduje się okrutny ojczym Janka. Chłopcy przypadkowo podsłuchują ich rozmowę i dzięki ich szybkiej reakcji o sprawie dowiaduje się żupan Sędziwój, pan grodu. Sprawa komplikuje się, kiedy Johan postanawia napaść na Bnin, który udzielił schronienia posłowi. Zrobi się naprawdę niebezpiecznie. W całej sprawie zarówno chłopcy, jak i dwie dziewczynki, Dis, córka jarla Ralfa, i Bogna, siostra Leszka, wezmą z werwą udział. Nie raz uratują skórę dorosłym mieszkańcom grodu. 

Akcja powieści jest wartka i sporo się dzieje. Nastoletni bohaterowie nie próżnują, są odważni i pierwsi do walki. Przy okazji uczestniczenia w ich przygodach, poznajemy słowiański styl życia.

Miałam nadzieję, że przy trzech osobach w ekipie redaktorsko-korektorskiej nie będzie błędów w tekście, ale jednak to i owo się trafiło, przede wszystkim w zapisie dialogów. Dla wyrównania na plus mogę wymienić dość dużą czcionkę, dzięki czemu przy moim słabym wzroku łatwiej mi się czytało.

Z ciekawością zabieram się za drugi tom.

środa, 18 września 2024

"W drodze do Nawii" Magdalena Wala - recenzja


Tytuł: "W drodze do Nawii"
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: fantasy z motywami słowiańskimi
Liczba stron: 320 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Raj&Co, tom 1

Moja ocena: 5/6

Ponieważ mam za sobą cykl Za zakrętem Magdaleny Wali, kiedy zobaczyłam zapowiedź powieści w zupełnie innym klimacie tej autorki, postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po nią. Dodatkowym motywatorem była informacja o tym, że fabuła zawiera wątki słowiańskie. Byłam ciekawa, jak pisarka poradziła sobie z tą tematyką.

Studentka psychologii Nina mieszka z mamą i bratem Filipem w Mysłowicach. Kiedy pewnej nocy dziewczynę budzi telefon od brata, nie spodziewa się nawet, jak bardzo zmieni się jej ustabilizowane do tej pory życie. Nina dowiaduje się, że Filip i jego dziewczyna Asia zostali napadnięci. Napastnik zbiegł z miejsca zdarzenia. Filipowi nic szczególnego się nie stało, jednak Asia została pogryziona, a ich kolega Romek trafił do szpitala z rozbitą głową. Nie mija wiele czasu, kiedy okazuje się, że Asia zapada na niezidentyfikowaną chorobę, a Romek w wyniku urazu głowy umiera. Pogrążona w żałobie dziewczyna Romka, Ewa, dowiaduje się, że jest z nim w ciąży. W otoczeniu Niny dzieje się sporo. 

Nina chce pomóc finansowo mamie, więc decyduje się podjąć pracę. Trochę obawia się, czy uda jej się pogodzić studia z zajęciem zarobkowym, ale kiedy trafia na interesujący anons i zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do firmy eventowej Raj & Co, postanawia spróbować i podpisuje umowę na sześć tygodni. W końcu jeśli jej się nie spodoba albo się nie sprawdzi, zawsze będzie mogła nie przedłużyć umowy, prawda? Powoli wdraża się w nowe obowiązki, jednak szybko okazuje się, że nie wszystkie zadania są standardowe i zwyczajne... Kim są jej szefowie, Jarek i Marzena? Kto jest właścicielem firmy? Jak to możliwe, że klientem Raj & Co jest... upiór? I czy powtarzający się sen, który Nina śni od dzieciństwa, wiąże ją w jakiś sposób z nowymi znajomymi? 

Osoby, które wcześniej zetknęły się z mitologią słowiańską, szybko rozszyfrują bohaterów po nadanych im imionach. Pomysł na fabułę jest ciekawy, chociaż mógłby zostać bardziej rozbudowany. Jednak biorę pod uwagę to, że te klimaty są dla autorki czymś nowym, a powieść to pierwszy tom cyklu i liczę na więcej w kolejnych książkach. 

Lekkie pióro pisarki sprawia, że perypetie Niny czyta się szybko. Odniosłam wrażenie, że to taka młodzieżówka fantasy. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach pojawi się więcej słowiańskości.

Tekst w książce jest mocno napowietrzony, więc spodziewajcie się sporych marginesów i odstępów między wersami. Okładka przyciąga oko pięknym drzewem w centrum i złoceniami. 

Zachęcam do sięgnięcia po pierwszy tom cyklu, abyście sami mogli wyrobić sobie zdanie o tym, czy autorka podołała zadaniu odnalezienia się w nowym gatunku literackim :-)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona