Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Kisiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Kisiel. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2024

"Mała draka w fińskiej dzielnicy" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Mała draka w fińskiej dzielnicy"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta

Moja ocena: 6/6

Jeśli ktoś zna pióro Marty Kisiel, to wie, że powieści tej autorki są niebanalne i zazwyczaj zawierają nieoczywiste i nierealne wątki. Nie inaczej było i tym razem, o czym byłam przekonana, kiedy sięgałam po "Małą drakę w fińskiej dzielnicy". Zazwyczaj nie czytam opisów z okładki, dlatego bardzo ciekawiło mnie, jak ta Finlandia znalazła się w fabule. Nie zawiodłam się, w powieści jest mnóstwo humoru, ale znajdziecie też odrobinę powagi, a co ciekawe, jest wspomniana Finlandia oraz nie całkiem żywe babcie. No inaczej być nie chce, jest moc.

Sława Żmijan po latach wraca do miasteczka, z którego pochodzi, aby zamieszkać z babcią Gienią, która ją wychowała po śmierci rodziców. Młoda kobieta czuje się fatalnie, ponieważ ma wrażenie, że kompletnie nie radzi sobie z życiem. Liczy na to, że w Starym Dreszcznie jej świat wróci na właściwe tory. Następują spotkania z dawnymi przyjaciółmi i nadrabianie straconych lat. Można by rzec, że przyjaźń kwitnie i to jest takie miłe i puchate. Każdy chciałby mieć w zasięgu ręki takich przyjaciół jak Bambi i Kristal. Sława ma ogromne szczęście, że ich ma. Szczególnie w sytuacji, kiedy całkiem niespodziewanie i nagle zza węgła wyskoczyła... draka. Czy mała? No nie wiem, polemizowałabym. Ale na pewno w fińskiej dzielnicy. A dlaczego fińskiej? Nie powiem :D Pewne jest to, że trójka przyjaciół musi szybko odkręcić wspomnianą drakę. Jak tego dokonają? Zdradzę tylko tyle, że mają swoje sposoby... Nastawcie się na gadające chodniki, napadające ludzi kiwi, nietypowe powroty i tajemnice wymagające rozwiązania.  

Każdy element tej historii został przemyślany i ma znaczenie. Jak wzór wełnianego sweterka, każde oczko musi się zgadzać i do siebie pasować (chociaż może nie w przypadku swetrów Bambiego, ale to osobna historia). Bohaterowie z pokolenia młodszego, bohaterki z pokolenia ciut starszego, nietypowe imiona (nie macie pojęcia, jak BARDZO nietypowe), fantastyczne stwory, które znienacka atakują Bogu ducha winnych przyjaciół... oj, dzieje się. Stare Deszczno tylko z pozoru jest sennym miasteczkiem, w którym wieje nudą.

Jeśli lubicie lekko zwariowane powieści z domieszką fantastycznych zdarzeń i dużą dawką humoru, to "Mała draka w fińskiej dzielnicy" będzie dla Was idealna. Relaks i dobry humor gwarantowane! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Mięta


środa, 8 listopada 2023

"Wtem denat" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Wtem denat"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Autokorekta, tom 2
PREMIERA: 25.10.2023

Moja ocena: 5/6

"Wtem denat" to drugi tom cyklu Autokorekta autorstwa Marty Kisiel. Jeśli liczycie na żarty nurzające się w oparach szaleństwa, to myślę, że możecie na nie liczyć. Pierwszy tom przypadł mi do gustu bardziej, ale ten również spełnia swoje zadanie, czyli bawi.

Od kiedy jeden ze współpracowników został znaleziony martwy, w następstwie czego pracownica wydawnictwa JaMas wylądowała za kratkami, wspomniane wydawnictwo chyli się powoli ku upadkowi. Aby zapobiec bankructwu i zakończeniu działalności, pozostali pracownicy podczas sztabu kryzysowego wpadają na pewien dość szalony pomysł. Postanawiają zorganizować warsztaty literackie połączone z survivalem. Czegoś takiego jeszcze nie było! To się może udać, a przy okazji uratować wydawnictwo i jego pracowników przed bezrobociem. 

Starannie wyselekcjonowani uczestnicy trafiają prawie na koniec świata, do ośrodka wojskowego, gdzie będą pracować nad stworzeniem antologii opowiadań kryminalnych. W pracy nad warsztatem pisarskim pomoże im zespół specjalistów. Jakie szkolenia przewidzieli organizatorzy? Co wyniknie z tego niecodziennego pomysłu? I skąd spadnie na dość ekscentryczną ekipę kolejny trup?

Myślę, że jest to jedna z tych powieści, które trzeba czytać od razu od deski do deski, a nie rozkładać na krótkie fragmenty. Ja nie miałam wyjścia i musiałam tę historię poszatkować z braku czasu na lekturę ciągłą, więc umknęło mi trochę atmosfery i zwariowanego klimatu, które tworzy w swoich książkach Marta Kisiel. Na szczęście bohaterowie pomogli mi utrzymać się na fali i uważam, że spędzony z tą książką czas był bardzo przyjemny. I sekretarka ofkors wciąż na posterunku ;-) 

Smaczki w postaci nawiązań do literatury i filmu bardzo doceniam. Lubię je wyłapywać podczas czytania. Oprócz tego możecie się spodziewać tego, co zawsze, czyli czekają Was: lekki humor, żartobliwe dialogi i naprawdę ładny głaz :D 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


sobota, 9 września 2023

"Zawsze coś" Marta Kisiel - recenzja


Tytuł: "Zawsze coś"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Tereska Trawna, tom 3

Moja ocena: 6/6 

"Zawsze coś" to trzecia odsłona perypetii Tereski Trawnej. Tym razem czytelnik spędzi czas nie tylko z wyjątkową księgową uzależnioną od kasztanków, ale także z jej jakże interesującą i dość atypową rodzinką.

Tereska wraz z synem Maciejką udaje się na spęd rodzinny zorganizowany z okazji urodzin nestorki rodu. Za chwilę Święta Bożego Narodzenia, więc wspomniana uroczystość jest dla Trawnej po prostu obowiązkiem, który należy spełnić, by jak najprędzej wrócić do domu i świętego spokoju. Niestety nie będzie jej dane zrealizować tego planu. Kiedy duet Trawnych przybywa do rodzinnego domu ojca Tereski, okazuje się, iż urodzinowej imprezy nie będzie, za to w programie jest... pogrzeb. W dodatku nieszczęśliwy splot wydarzeń zatrzymuje Tereskę i Maciejkę z dala od własnego domu i ojca rodziny, walczącego w tym czasie z przeziębionym pęcherzem. 

Kiedy naszych bohaterów podczas stypy odwiedza notariusz, który wkrótce zostaje znaleziony martwy, akcja przyspiesza i staje się kompletnie nieprzewidywalna. Pojawia się zdrowo zamotana tajemnica rodzinna, nad którą pochylają się wszyscy zainteresowani. Niektórzy nawet bardziej. Kolejne elementy układanki prezentują wyjątkowo zwariowany obraz. Czy to, co się tu nawyrabiało, jest w ogóle możliwe? U Marty Kisiel jak najbardziej.

Humor znajdziecie na każdej stronie, w każdym dialogu i w przypadku absolutnie każdego ze stworzonych przez autorkę bohaterów. Mam nadzieję, że Tereska długo jeszcze nie powie ostatniego słowa.


poniedziałek, 14 sierpnia 2023

"Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie" antologia - recenzja


Tytuł: "Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie"
Autor: Paulina Hendel, Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Marta Krajewska, Agnieszka Kulbat, Katarzyna Berenika Miszczuk, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Małgorzata Starosta i Anna Szumacher
Gatunek: opowiadania, fantasy
Wydawnictwo: Mięta
Czas trwania: 10 h 41 minut
Lektor: Małgorzata Klara

Moja ocena: 4/6

Słowiańskie klimaty przyciągają mnie jak magnes. W związku z tym na antologię legend o tej tematyce, którą w czerwcu wydało Wydawnictwo Mięta, również nie pozostała obojętna. Postanowiłam wysłuchać opowieści na Storytel. Czy to był dobry pomysł?

Autorki wspomnianej antologii to pisarki od dawna parające się między innymi słowiańską tematyką: Paulina Hendel, Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Marta Krajewska, Agnieszka Kulbat, Katarzyna Berenika Miszczuk, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Małgorzata Starosta i Anna Szumacher. 

Kiedy sięga się po opowiadania znanych ze słowiańskich książek pisarek, ma się nadzieję na coś wyjątkowego i wciągającego. Tutaj mamy do czynienia z bohaterami znanymi z innych powieści, więc jeśli ktoś nie zna publikacji danej autorki, to nic mu te postaci nie powiedzą.

Muszę się przyznać, że lektorka swoim sposobem czytania zabiła cały klimat i niewiele zapamiętałam z tych opowiadań. Może lepiej bym na tym wyszła, gdybym przeszła na samodzielne czytanie...


piątek, 18 listopada 2022

"Małe Licho i krok w nieznane" Marta Kisiel - recenzja

"Małe Licho i krok w nieznane" to piąty już tom przygód Bożka i całej Kiślowej ferajny. Cudowna zimowa okładka zachęca do zerknięcia, co tam nowego u Tsadkiela, Małego Licha, wujka Konrada i innych mieszkańców nietypowego domu. 

Bożek dorasta, ale niekoniecznie podobają mu się te zmiany. Jego koledzy również się zmieniają. Krok w nieznane czasami bywa bardzo, bardzo trudny, a decyzja o nim skomplikowana. Kiedy dodatkowo zmiany zaczynają pojawiać się w otoczeniu Bożka, niektóre sytuacje stają się odrobinę nieznośne. Bo niby dlaczego Tomek i Zmyłka nagle mają jakieś tylko swoje tajemne sprawy, a Witek zrobił się drażliwy jak panna na wydaniu? Kompletnie niezrozumiałe to wszystko. Chłopiec zaczyna się poważnie niepokoić, kiedy domownicy również ulegają dziwnym zmianom. Stają się jacyś tacy obojętni i zaśniedziali...

W tym tomie na drugiego głównego bohatera zaraz po Bożydarze wysuwa się zdecydowanie Tsadkiel. To on staje ramię w ramię z Bożkiem, by uratować Rodzinę, która go przygarnęła, kiedy nikt go nie chciał. Napięcie wynikające z rozkminiania, jaki kierunek wsparcia powinien obrać anioł, było wręcz namacalne. Cudownie było odkrywać krok po kroku, że ten srogi i zazwyczaj śmiertelnie poważny Tsadkiel w rzeczywistości jest po prostu wrażliwcem, któremu trudno czasami wyjść ze swojej skorupy... Nie zmienia to jednak faktu, iż wciąż jest wkurzający :D 

Tym razem siły dobra są zwielokrotnione. Tsadkiel działa w domu, natomiast chłopiec-glut wyrusza w trudną podróż, której cel nie jest mu znany. Czy jednak podda się? Wycofa? Absolutnie NIE. Przecież nie może zostawić bliskich w potrzebie. 

Niezawodny humor, cięte riposty, rozmowy pełne mądrych stwierdzeń, ale wcale nie pompatycznych czy wydumanych, to znak rozpoznawczy Marty Kisiel. I ten piękny język polski. Uwielbiam :-) Jakoś trudno mi uwierzyć, że to ostatnia część przygód Małego Licha i jego człowieka. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej może to rzeczywiście najlepszy moment, aby Bożek pozostał w naszej wyobraźni uczniem piątej klasy. 

Jeśli szukacie przyjaciela dla siebie lub swojego dziecka, to myślę, że Bożek idealnie się do tego nadaje. O Małym Lichu nie wspomnę ;-)

Tytuł: "Małe Licho i krok w nieznane"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Mięta
Cykl: Małe Licho, tom 5

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


czwartek, 25 sierpnia 2022

"Bazyl i Licho" Marta Kisiel - recenzja


"Bazyl i Licho" to zbiór ośmiu opowiadań, których głównymi bohaterami są właśnie tytułowe postacie, znane z poprzednich książek tego cyklu. Jest to już piąty tom cyklu Małe Licho, ale o ile poprzednie cztery części pysznią się na mojej półce, to w tym przypadku pozostanę przy wersji odsłuchanej na storytel. Opowiadania, a właściwie literackie obrazki bez łączącej je fabuły jakoś nie do końca do mnie przemówiły, chociaż przyznaję, że momentami były zabawne.

Zawarte w tomie opowiadania to humorystyczne historie z morałem. Dzięki temu, że wybrałam wersję słuchaną, mogłam rozkoszować się rewelacyjną interpretacją Janusza Zadury. Wiedziałam, że to będzie sztos, ponieważ wcześniej miałam okazję zapoznać się z innym słuchowiskiem czytanym przez tego aktora dubbingowego i dziennikarza. Sposób mówienia Bazyla nie jest łatwy do odtworzenia, ale lektor poradził sobie wspaniale, nadając czortowi dźwiękowego charakterku. 

To kolejna książka dla dzieci na wydawniczym rynku, dzięki której młodzi czytelnicy mogą poznać podstawy słowiańskiej wiary przodków. Chociaż demony i potwory zazwyczaj są przedstawiane jako straszne i niebezpieczne, Marta Kisiel prezentuje je w formie odpowiedniej dla dzieci. Przygody czarta i licha są opisane prostym językiem, a występujące w kolejnych rozdziałach stwory wcale nie są takie straszne, jak sobie to ludzie wyobrażali na przestrzeni wieków.

Brakowało mi pozostałych bohaterów cyklu, no i trochę szkoda, że aniołek z czartem nie spotkali się w żadnym opowiadaniu. 

Poruszane w kolejnych tekstach problemy są na czasie i można wykorzystać okazję do rozmów z dziećmi o ekologii, środowisku, własnym bezpieczeństwie czy przyjmowaniu pomocy od innych. Język Ałtorki wciąż zachwyca.

Czytajcie zatem albo słuchajcie. W przypadku audiobooka dostaniecie bonus w postaci genialnego lektora. W przypadku wersji papierowej czekają Was cudne ilustracje Marcina Minora. Wybór należy do Was :-)

Tytuł: "Bazyl i Licho"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dziecięca
Czas trwania: 2 h 34 min.
Lektor: Janusz Zadura
Wydawnictwo: Mięta, Storytel
Cykl: Małe Licho, tom 5

Moja ocena: 4/6

niedziela, 19 czerwca 2022

"Nagle trup" Marta Kisiel - recenzja

"Kiedy deadline wejdzie zbyt mocno..."

Komedia kryminalna, której miejsce akcji to chaotyczne wydawnictwo, a autorką fabuły jest Marta Kisiel - to musiało się udać! Pełne absurdów sceny obejmujące jeden dzień uzupełnia rzucająca się w oczy i dopracowana do granic możliwości okładka.

Olaf Hanzel, student polonistyki, swoje praktyki w wydawnictwie JaMas z pewnością zapamięta do końca życia. Nie każdy bowiem może pochwalić się znalezieniem zwłok. A Olafek owszem, chociaż ciekawe, jak zareagowała na te rewelacje jego mamusia. Denat wypełniał kabinę ogólnodostępnej w wydawnictwie toalety, zatem trudno było go przeoczyć. "Zajściem z zejściem" zainteresowała się natychmiast miejscowa policja w osobach starszego sierżanta Jerzego Pozgonnego i starszego posterunkowego Michała Mogiły. Podczas działań operacyjnych policjanci wysłuchali nader interesujących informacji. Wprawdzie niewiele z nich wynikało, ale kto by się tam martwił takimi drobiazgami? Priorytetem wydawała się być zbliżająca się, a aktualnie zagrożona, premiera debiutanckiej powieści Juchy, czyli niejakiej Justyny Chamanowicz, byłej komendantki powiatowej policji. Kto załatwił redaktora Pawła Chojnowskiego? Komu wspomniany współpracownik wydawnictwa nastąpił na odcisk tak mocno, że musiał zginąć? Usunął za dużo tekstu? Pozmieniał w fabule to i owo? Skrytykował? Wyśmiał? Tego musi dowiedzieć się tandem policjantów o niecodziennych nazwiskach.

Stworzone przez autorkę postacie są barwne i zabawne. W trakcie lektury natkniecie się między innymi na pewien obciskający kobiecą kibić gorset, wszystkowiedzącą Głazinę, zachustowanego grafika i ojca dyrektora, który najwyraźniej urwał się z choinki. Prowadzone dyskusje skrzą się humorem i nakręcają akcję, zaś finał tej historii jest zaskakujący, a rozwiązanie nie takie oczywiste. Muszę jednak przyznać, że - jak to w przypadku komedii kryminalnych - bardziej skupiłam się na warstwie humorystycznej niż kryminalnej. Samo śledztwo mnie bawiło i spędziłam kilka sympatycznych godzin, obserwując poczynania bohaterów, a nie szukając mordercy. 

Lubię powieści Marty Kisiel, niezależnie od gatunku. Bo styl pisarki to nie standardowa umiejętność tworzenia interesujących opowieści, tylko STAN UMYSŁU. To, co autorka wyczynia z językiem polskim w swoich książkach, to majstersztyk. Mój numer jeden w tej powieści to fragmenty zawierające żarciki związane z błędami językowymi. Love forever! 

Nie zastanawiajcie się! Czytajcie!

Tytuł: "Nagle trup"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Mięta

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mięta


środa, 27 października 2021

"Małe Licho i babskie sprawki" Marta Kisiel - recenzja

Czwarty tom przygód Bożka i nadprzyrodzonej ferajny gwarantuje sporo emocji i trochę nowych wątków. Nasz bohater wkracza powoli w wiek, w którym oprócz kumpli zaczyna się dostrzegać również dziewczyny i nawet można się z nimi zaprzyjaźnić. 

Świat Bożka zaczyna się zmieniać. Do tej pory jego centrum stanowił dom z wyjątkowo niecodziennymi mieszkańcami, a teraz niepostrzeżenie miejsce małego anioła w bamboszach zajęli koledzy z klasy.

"Patrząc na Licho pochłonięte Własnymi Sprawami, z którymi on nie miał nic a nic wspólnego, Bożek dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo... no, jak bardzo wyszedł z domu. Tak dosłownie - i tak w przenośni. Jak bardzo wciągnęła go czwarta klasa i to, co się z nią wiązało".

Bożek wyrusza na spotkanie nowych wyzwań. To naturalna kolej rzeczy, więc Licho chyba również przyjęło to spokojnie, a poza tym miało jak zwykle pełne ręce roboty, bowiem w pensjonacie wujka Konrada zamieszkały... krasnoludki. W tej sytuacji Bożek spokojnie mógł zgłębiać tajniki relacji rówieśniczych i przyzwyczajać się do szkolnych nowości. Nowa klasa, nowy wychowawca, w dodatku matematyk!, całkiem sporo zmian. W dodatku ten nauczyciel jest jakiś... dziwny. Trochę straszny i tajemniczy. Groźny i śmiertelnie poważny. No wszystko w nim wypada na niekorzyść. Niekorzyść Bożka i jego kolegów. Pan Więch wprowadza nowe porządki i dręczy uczniów zadaniami matematycznymi. A że Bożkowi nie idzie w liczeniu, to sami rozumiecie...

Fabuła w tym tomie kręci się wokół zmian i nowego nauczyciela, który trochę przeraża i wywołuje w uczniach dziwne odczucia. Akcja jest wartka i bogata w wydarzenia, jak życie dziesięciolatków. Bożek znów znajdzie się w niebezpieczeństwie, a wraz z nim - rzecz jasna - jego przyjaciele. Do ekipy dołącza Zmyłka, nowa uczennica w klasie czwartej be. Na pewno nie będziecie się nudzić podczas lektury.

Tym razem Marta Kisiel poruszyła trudny temat lęków i obaw, które dopadają człowieka zupełnie niespodziewanie i zatruwają mu życie. Przy okazji niecnie wykorzystała glutowatego panicza Szczęsnego do mistrzowskiego opisania zasady prywatności, która dla dorastającego chłopca stała się niezwykle istotna. Pytanie brzmi, czy widmowy ojciec zrozumie, że nie może podsłuchiwać i śledzić syna? 

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać Bożka i jego przyjaciół, koniecznie to naprawcie i przeczytajcie wszystkie tomy tej ciepłej i pełnej magii serii. Ja już nie mogę się doczekać piątego tomu. Aha, byłabym zapomniała. Dialogi krasnoludków to normalnie sztos! <3

Tytuł: "Małe Licho i babskie sprawki"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci, fantasy
Liczba stron: 238
Wydawnictwo: WILGA
Cykl: Małe Licho, tom 4

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WILGA

środa, 22 września 2021

"Efekt pandy" Marta Kisiel - recenzja

Mą bożę... jakie to było dobre, najdobrzejsze od dawna! Kiedy czytałam "Dywan z wkładką", myślałam, że bardziej się już nie da. Ale otóż, da się! Marta Kisiel umie w bardziej, możecie mi wierzyć. Strach pomyśleć, ile się uchichram, jeśli kiedyś (mam nadzieję!) pojawi się trzeci tom tereskowych akcji i atrakcji.

Tym razem żeńska część mniej lub bardziej Trawnych w liczbie czterech pań i psicy wyrusza do spa, gdzie atmosfera sielska i anielska ma pomóc im wypocząć i uskutecznić mnóstwo fantastycznych zabiegów upiększających. Nietrudno się domyślić, że każda z nich ma swój cel, do którego zamierza dążyć. Jednakże zestaw pań Trawnych jest iście wybuchowy, co sugeruje pewne perturbacje... Tereskę do tego wyjazdu zachęcił Andrzej, więc właściwie... to wszystko, co się wydarzyło, to jakby jego wina. A co się wydarzyło? Żeby Wam nie psuć zabawy spoilerami, napiszę tylko, że na kartach powieści napotkacie bucowatego zbrodzienia, którego wybrane panie Trawne będą niezmordowanie tropić. Będą też poszukiwać TRUPA, a jakże. Po drodze pojawią się atrakcje w postaci uczulenia na zabieg z laktozą, zniknięcia sąsiadki z domku obok, kopiącego po nocy podejrzane rzeczy faceta, a także pewnej bździągwy z chudymi nogami. No mówię Wam, dzieje się wiele. 

Akcja jest dynamiczna i wciąga jak wodny wir. Wątków jest pod dostatkiem, aby wystarczyło na wszelkiego rodzaju wybuchy głupawki i śmiechawki, więc nie wiem, czy należy tę książkę zabierać ze sobą na przykład do komunikacji miejskiej bądź innych miejsc publicznych. Bierzecie na własną odpowiedzialność ;-)

Marta Kisiel to porządna literacko-językowa firma, która nawet w przypadku książki "przed korektą" pisze cudownie po polsku. Tego stylu nie da się podrobić ani skopiować, no ni hu-hu. "Efekt pandy" nie odbiega od standardów, a poprzeczkę stawia sobie autorka wysoko od samego początku. 

Podsumowując, melduję, że pisarka w formie, gwarantuję świetną zabawę i zachęcam do lektury bardzo, a nawet bardziej.

Tytuł: "Efekt pandy"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W. A. B.
Cykl: Tereska Trawna, tom 2

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W. A. B.

wtorek, 12 stycznia 2021

"Dywan z wkładką" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]

Marta Kisiel to gwarancja dobrej czytelniczej rozrywki zarówno w przypadku literatury dziecięcej, jak i tej dla starszych pochłaniaczy książek. Tym razem Ałtorka (pisownia zamierzona) uderzyła w komedię kryminalną. 

Tereska Trawna wraz z dwójką dzieci, mężem i psicą mieszka w typowym bloku. Wszyscy wiedzą, jak się mieszka w bloku. Zero prywatności, mało miejsca i każdego dnia przeróżne dowody na to, że nie jest się samotną wyspą we wszechświecie. Jeden z takich właśnie dowodów na istnienie pozostałej części ludzkości stał się motorem napędowym ogromnych zmian w życiu rodziny Trawnych. Trudno bowiem było im przejść do porządku dziennego nad lodówką, w której można było nie tylko znaleźć coś do jedzenia, ale także podsłuchać szczegóły życia erotycznego nowej sąsiadki. Dlatego właśnie Tereska poruszyła wałkowany od jakiegoś czasu temat remontu kuchni. Jednak jej mąż, Andrzej, poszedł krok dalej. Nie do końca uzgadniając z małżonką ten fakt, prawie zakupił dom na wsi. Tereska nie dostała apopleksji tylko dlatego, że wieś kojarzyła jej się z miejscem spokojnym i cichym, w którym z pewnością nikt nie będzie jej bronił spać do dziewiątej i rozpoczynać dzień w stylu slow life. Dzięki tej kuszącej wizji Andrzej pozostał przy życiu. Pomijając kilka drobnych zgrzytów na wejściu (na przykład ktoś podprowadził Teresce przydomowy staw), przeprowadzkę uznano za udaną. Atmosfera nabrała rumieńców, gdy Trawnych odwiedził huragan aktywności fizycznej i teściowa z piekła rodem w jednym, czyli Mira Trawny-Leżała-Szkutnikiewicz. Matka Andrzeja wprowadziła w leniwą egzystencję Trawnych wiele emocji, nie tylko tych pozytywnych. Przede wszystkim jednak zmusiła nieznoszącą ćwiczeń Tereskę do uprawiania joggingu w pobliskim lesie. 

Wspólne przebieżki zaowocowały nie tylko krańcowym wyczerpaniem młodszej Trawnej, ale także odkryciem ludzkiej i raczej martwej sajgonki. Okazał się nią być znienawidzony przez wszystkich mieszkańców ulicy Leśnej sąsiad, zapakowany w dywan, który jeszcze niedawno spoczywał spokojnie w kącie garażu Trawnych. Jakim cudem dywan znalazł się w lesie, na nielegalnym wysypisku śmieci? Kto nadział go sąsiadem? I jak to się stało, że sąsiad w ogóle wyzionął ducha? Po pierwszym szoku panie Trawne doszły do wniosku, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednego "zbrodzienia" i nie chce nim być nikt inny, jak tylko Andrzej Trawny, mężczyzna o usposobieniu labradora... Postanowiły zatem wziąć sprawę w swoje ręce i jak najszybciej odkryć, kto i dlaczego zamordował "dziada olchowego".

Martokiślowa narracja czyta się niezwykle płynnie, również na głos. Książki Marty Kisiel jakoś tak zupełnie naturalnie w moim domu przechodzą w żywy audiobook, to znaczy czytam na głos rodzinie co zabawniejsze fragmenty, a że wszystkie są humorystyczne, to sami rozumiecie... :D

Ciekawe postacie, każda z własnym zestawem specyficznych cech charakteru, gwarantują dobrą zabawę. Bohaterowie są tak różni, że nie sposób się z nimi nudzić. Choleryczna Tereska miłująca liczby i święty spokój, hiperaktywna Mira, labradorowaty poczciwy Andrzej i dwójka dzieciaków, feministyczna szesnastoletnia Zojka i lekko ciapowaty, dwunastoletni miłośnik Minecrafta, Maciejka. Sami przyznajcie, że pakiet podstawowy już daje do myślenia i zapowiada niezłą akcję. Do tego jeszcze psica Pindzia i sąsiedzi, którzy również do szablonowych nie należą. Jest moc! Ta dwójka dzieciaków przypomina mi inne rodzeństwo, Janeczkę i Pawełka z książek Joanny Chmielewskiej. Szczególnie od momentu, w którym zdali sobie sprawę, że matka z babką chyba czyhają na życie ich ojca :D

Zestaw, który otrzymałam wraz z książką (możecie go zobaczyć na zdjęciu), jest ściśle związany z fabułą, ale nie zdradzę w jaki sposób. Sami się przekonacie podczas lektury. Zdecydowanie polecam tę powieść na dobry humor!

Tytuł: "Dywan z wkładką"
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B.
PREMIERA: 27 stycznia 2021

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

"Małe Licho i lato z diabłem" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Trzeci tom przygód Bożka i jego małego anioła stróża to kolejna rewelacyjna porcja pięknego języka polskiego (wraz z przesłodką czarcią wadą wymowy) i serii zdarzeń, które gładko poprowadzą czytelnika nie tylko przez świat realny, ale także przez ten magiczny, tajemniczy i momentami groźny. 

Bożek właśnie skończył trzecią klasę i rozpoczął wyczekiwane wakacje. Zanim jednak zdążyli wraz z Lichem i resztą ferajny uskutecznić prawdziwy odpoczynek, okazało się, że w domu wujka Konrada rozpoczyna się właśnie Wielki Remont. W związku z tym dorośli podjęli decyzję, że Bożek na ten czas wyjedzie do cioci Ody. Chłopiec nie byłby sobą, gdyby nie poprosił o wysłanie z nim również Licha, które przecież nigdy jeszcze nie miało okazji, by przeżyć prawdziwą Przygodę. Radość małych wczasowiczów jest nieopisana, kiedy docierają na miejsce i wreszcie mogą rozpocząć prawdziwe wakacje. Atmosfera błogiego lenistwa odrobinę się elektryzuje, kiedy Bożek spotyka nielubianego szkolnego kolegę. Zapowiada się natomiast na burzę z piorunami, kiedy okazuje się, że chłopcy będą musieli spędzić trochę czasu RAZEM. To już nie jest ciekawa perspektywa, bo wspomniany kolega jest złośliwy, niemiły i nazywa Bożka dziwakiem, a do tego wszystko wie najlepiej i bez przerwy się wymądrza. I jak tu się bawić z kimś, kto nie wierzy w magię i niebezpieczeństwa czyhające w lesie? No jak to jak? Z atrakcjami! Kolejna nadprzyrodzona przygoda pojawiła się na horyzoncie bardzo szybko…

Styl Marty Kisiel jest nie do podrobienia. Stworzone postaci również jedyne w swoim rodzaju. Jest to zatem naturalne, że każdy kolejny tom przygód ludzko-magicznej ferajny musi znaleźć się w moich rękach. Nie dość, że będzie to uczta dla mojego puryzmu językowego, to jeszcze nacieszę się wadą wymowy Bazyla i alergią na pierze Licha. Najpiękniejsze jest jednak to, że pod płaszczykiem pozornie prostej historii Ałtorka przemyca uniwersalne prawdy i wskazuje, co jest w życiu naprawdę ważne, czy jest się w mniejszym lub większym stopniu człowiekiem, małym czortem, aniołem w bamboszkach, czy potworem z najgłębszych głębin. Nie da się po prostu przejść obok tej serii obojętnie!

Swoją drogą bardzo jestem ciekawa czy Ałtorka pozwoli Bożkowi dorosnąć w kolejnych tomach. Chyba trudno jest znaleźć tę granicę, za którą nie należy przechodzić, by bohater pozostał w wyobraźni czytelników postacią najlepszą z najlepszych. Ale wyczuwam wewnętrzny konflikt, no bo z jednej strony żal byłoby rozstać się z Bożkiem i jego przyjaciółmi, ale z drugiej może okazać się, że starszy Bożek to już nie to samo… Trudny orzech do zgryzienia, więc na razie zamierzam po prostu nacieszać się obecnymi przygodami Licha, Bazyla i spółki.

Tytuł: „Małe Licho i lato z diabłem”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 254
Wydawnictwo: Wilga
Cykl: Małe Licho, tom 3 

Moja ocena: 6/6

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga

sobota, 29 lutego 2020

„Płacz” Marta Kisiel - [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]


W tekście znajdują się odniesienia do poprzednich tomów trylogii.

Trzeci tom cyklu wrocławskiego skończył się zdecydowanie za szybko. To znaczy wiecie, fabuła ma zakończenie, wątki zostały domknięte, ale chodzi mi o to, że przeczytałam ją piorunem! Ale nie ma się co dziwić, w końcu to powieść Ałtorki, której historie są wciągające i nieprzewidywalne. Człowiek czyta coraz szybciej, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się za chwilę i takie będą efekty niesamowitej wyobraźni Marty Kisiel.

Kolejne tomy trylogii łączą się płynnie, choć mają pomieszaną chronologię. Pierwsza jest „Toń”, w której poznajemy trzy Sternówny, siostry Dżusi i Eleonorę oraz ich ciotkę, Klarę. Dżusi wywija pewien numer, w którym uczestniczy tajemniczy antykwariusz Ramzes. Siostry ruszają w pogoń za mężczyzną, z czego wynikną różne zaskakujące sytuacje. W finale pojawia się Salomea, o której przeczytamy w tomie drugim pt. „Nomen omen”. Tam dziewczyna wraz z bratem Niedasiem będzie prowadzić pewne odrobinę przerażające poszukiwania. Co ciekawe, akcja tomu drugiego rozgrywa się wcześniej niż wydarzenia opisane w tomie pierwszym. Trzecia część to klamra spinająca wszystkie tomy w elegancką, choć dość pokręconą, całość. Zanim jednak ta całość pojawi się w finale w pełnej krasie, wydarzy się dużo realistyczno-fantastycznych sytuacji.

Eleonora znika bez śladu. Ramzes również jest nieosiągalny. Jadwiga i Matylda, dwie mojry, muszą nauczyć się żyć bez trzeciej siostry. Dżusi zaś stanie wobec całkiem nowego wyzwania. Kiedy w telefonie sióstr Bolesnych znów odzywają się głosy, kobiety wiedzą już, że dzieje się coś złego. Wzywają na pomoc pewnego zegarmistrza, który przyzwyczaił się już do ich dość nietypowych działań. Silna grupa pod wezwaniem wyrusza w Góry Sowie, by tam szukać odpowiedzi na cały wachlarz pytań. Zagadki i tajemnice to w końcu ich chleb powszedni, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

W tym tomie na czytelników czekają wydarzenia z czasów II Wojny Światowej, ale pojawi się również powiązanie z wiekiem dziewiętnastym, więc bądźcie czujni. Kto zanurkuje w przeszłości i po co? Kogo lub czego będzie szukać ekipa ratunkowa? Czy wszyscy wyjdą zwycięsko z podjętej akcji?   

Marta Kisiel podzieliła swoją powieść na rozdziały Teraz i Przedtem. Dzięki temu trzyma w napięciu cały czas. Taka przeplatanka nie daje szans na oddech, bo człowiek koniecznie chce wiedzieć, co dalej, CO DALEJ!? Można dostać zadyszki, ale co zrobić, wiadomo, że Marta Kisiel potrafi nie tylko w atmosferę, ale także w sytuacje urwane z choinki. Kiedy decydujemy się na lekturę jej książek, trzeba je brać w pakiecie z dreszczem ekscytacji i wielopoziomową fabułą, która nie jest taką sobie zwykłą fantastyczną historyjką, ale zawiera duży ładunek psychologiczny i historyczny.

Koniecznie sięgnijcie po tę trylogię, ponieważ za chwilę (PREMIERA „PŁACZU” już 11 marca) będziecie mogli przeczytać ciągiem całość. To zdecydowanie ułatwi ogarnięcie fabuły :D
Aha, zapomniałam dodać. Niesamowicie podobały mi się wplecione w tekst fragmenty ze znanych powieści, filmów i pewnie jeszcze innych tworów, których nie wyłapałam J Była to dla mnie dodatkowa atrakcja podczas lektury.

Tytuł: „Płacz”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 316
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: cykl wrocławski, tom 3

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros

środa, 9 października 2019

"Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Powrót do magicznego świata Bożydara Antoniego Jekiełłki był dla mnie ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na chwilę, w której będę mogła poznać dalsze losy realnych i fantastycznych bohaterów cyklu Małe Licho, stworzonych przez Martę Kisiel.

Wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Mieszkańcy nawiedzonego domu Bożka (Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ten drugi dom nie ma nazwy, jak Lichotka? A może coś przegapiłam?) angażują się w przygotowania, w których prym wiedzie tradycyjne pierniczenie. Niemieckie widma ściągają ze strychu ozdoby choinkowe, wujaszek Turu zadbał o imponującą choinkę, a zatem wszystko zmierza ku idealnym świątecznym dniom. Jednak Bożek ma pewien kłopot. Mianowicie, kolega w szkole uświadomił mu ze złośliwą satysfakcją, że skoro nie chodzi na religię, to nie może obchodzić świąt, śpiewać kolęd, ani uczestniczyć w wigilijnym spotkaniu ze swoją klasą. Kiedy chłopiec dzieli się swoim problemem z wujkiem Konradem, ten w przystępny sposób wyjaśnia mu, jak to jest z tymi świętami i chrześcijaństwem. I nie tylko ze świętami, bo w rozmowach Romańczuka z Bożkiem znajdziemy również wyjaśnienia dotyczące aniołów stróżów i tego, skąd te istoty się wywodzą... Nie wszystkim mieszkańcom wiedza ta przypadnie do gustu, oj nie wszystkim :-) W każdym razie problem został rozwiązany po mistrzowsku, sami się przekonacie podczas lektury.

Przygotowania, w które wszyscy włączyli się pełną parą, zaowocowały Wigilią z prawdziwego zdarzenia. Z życzeniami, dekoracjami, rodzinną atmosferą, smakowitymi potrawami i prezentami. Bożek nawet własnoręcznie przygotował prezent dla jednego z domowników, jednak obdarowany nieszczególnie się z niego ucieszył. Dlaczego? Nie zdradzę, ale ten wątek również bardzo mi się spodobał. Według mnie idealnie nadawałby się na zajęcia biblioterapeutyczne. Zresztą nie tylko ten jeden można wykorzystać w takim celu.

Z pewnością pamiętacie z pierwszego tomu, że Bożek dopiero wchodzi w świat swoich rówieśników, zatem całkiem niedawno zyskał prawdziwego przyjaciela, Tomka. I udało mu się namówić mamę, aby pozwoliła zaprosić kolegę do domu. Wszyscy świetnie się bawili, były różne smakołyki, szalone gry i zabawy, a na finał – ospa wietrzna, którą przyniosła do domu siostra Tomka. Rozłożyło się Licho, zaospował się Krakers, a na dokładkę wujek Konrad dostał półpaśca. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak wyekspediować Bożka, Gucia i Tsadkiela, których choroba jeszcze nie dopadła, do nieznanej im cioci. Co wyniknie z tej wizyty? O jaką ciocię chodzi? Kto i przez kogo wpadnie w poważne tarapaty? Doprawdy, jeszcze się nie domyślacie? Nie pozostaje Wam zatem nic innego, jak zamówić i przeczytać! Jak najszybciej, alleluja!   

Akcja powieści jest dość dynamiczna, a w finale zdecydowanie przyspiesza. Kolejne wydarzenia przede wszystkim bawią, ale także dają do myślenia. W pomieszaniu z poplątaniem, wśród magicznych stworzeń, Bożek rozwiązuje pojawiające się problemy różnej maści i rzuca się w wir walki, aby pomóc jednemu z bohaterów, który znalazł się w niebezpieczeństwie. Gwarantuję, że będzie się działo. Drugi tom podobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwszy. Piękna okładka, w moim ulubionym kolorze, zdecydowanie wprowadza w klimat.

Rzecz jasna, jest i minus tej opowieści. I to potężny. Za szybko mi się skończyła…

Polecam ten cykl (i inne powieści Ałtorki) każdemu, niezależnie od wieku.


Tytuł: „Małe Licho i anioł z kamienia”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 304
Cykl: Małe Licho, tom 2
Wydawnictwo: Wilga

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga


czwartek, 28 lutego 2019

"Oczy uroczne" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]




Na cykl Dożywocie składają się obecnie cztery publikacje. Po pierwszym i drugim tomie następuje tom o nietypowej numeracji 2.5 - "Szaławiła". Kolejne są "Oczy uroczne", czyli dalszy ciąg wspomnianego szaławiłowego opowiadania.

O fabule tego tomu pisać nie będę, ponieważ jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, to nie chciałabym psuć mu tej przyjemności.

Główną bohaterką powieści jest Oda Kręciszewska, lekarka kochająca swój nowy dom, zbudowany na odludziu, dokładnie w miejscu Lichotki, która poszła z dymem. Jest również Roch, często chmurny i milczący mężczyzna, który z oddaniem wypełnia powierzone mu zadania. 
Moje serce skradł Bazyl, ewidentnie. Czort nad czorty, najlepszy z możliwych! Jego wada wymowy sprawiła, że musiałam się wyjątkowo skupić na lekturze, ale to była ogromna przyjemność. Myślę, że mogę go spokojnie postawić na jednym szczebelku wraz z pewnym przesłodkim Lichem ;-)
Jest jeszcze kilka innych interesujących postaci, które nadają tej historii niepowtarzalnego klimatu. I żeby była jasność... Nie znacie dnia, ani godziny, w której okazać się może, że nie każdy jest tym, za kogo się podaje. 

Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Gładkie zdania sprawiają, że powieść czyta się naprawdę szybko (wyłączając wypowiedzi Bazyla :D) i z dużą przyjemnością. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe wydarzenia, nie ma czasu na nudę. 
Wprawdzie w wypowiedziach Ałtorki (pisownia zamierzona) pojawia się trochę straszne słowo "domknięcie", jednak tak sobie myślę, że wprawdzie odczuwam smutek z powodu zakończenia tej serii, ale z drugiej strony Marta Kisiel, ze swoją wyobraźnią bez granic, nie wytrzymałaby bez tworzenia dla nas, czytelników, kolejnych niezwykłych historii i równie niecodziennych bohaterów, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać... ;-)

Poniżej próbka możliwości językowych Bazyla:





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu UROBOROS

niedziela, 7 października 2018

"Pierwsze słowo" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]





Najnowsza książka Marty Kisiel będzie miała swoją premierę dopiero za 10 dni. Miałam jednak okazję już ją przeczytać i muszę Wam powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Uprzedzam, że to będzie całkowicie subiektywna opinia, ponieważ bardzo odpowiada mi styl autorki i z ogromną przyjemnością sięgam po wszystkie historie wychodzące spod jej pióra, również po ostatnią historię Niebożątka, napisaną dla dzieci. Ale przejdźmy do rzeczy... 

Opowiadania to nie jest mój ulubiony gatunek literacki. Jednak po lekturze "Pierwszego słowa" muszę stwierdzić, iż odkryłam zupełnie nowy gatunek, a mianowicie "opowiadania Marty Kisiel". Z całą pewnością stwierdzam, że te krótkie formy, traktujące każda o czymś innym, stanowią same w sobie tak spójną i dopracowaną całość, że czytając je ma się nadzieję, że autorka pewnego dnia weźmie na warsztat każde z nich i rozbuduje, pisząc na ich podstawie regularną powieść. To niesamowite, że można na tak niewielu stronach zmieścić wszystko, czego wymaga dobra historia. Zatem, w każdym tytule mamy odpowiedni dla fabuły klimat, zarys świata, w którym rozgrywa się akcja, trójwymiarowych bohaterów i zaskakujący finał. Czegóż chcieć więcej? No, może właśnie tej rozbudowanej wersji każdego opowiadania ;-) 


W książce spotkamy między innymi znanych nam już bohaterów z "Dożywocia" i "Szaławiły", a także teksty, które ukazały się w dwóch antologiach wydanych przez Fabrykę Słów w 2007 i 2009 roku oraz historie publikowane w czasopiśmie "Science fiction, Fantasy & Horror". Dla mnie to była nie lada gratka, ponieważ odkryłam twórczość Marty Kisiel stosunkowo niedawno i wcześniejszych opowiadań nie czytałam. A dzięki tej publikacji mogłam zacząć niejako od początku, bo zawartość "Pierwszego słowa" rozpoczyna debiut literacki autorki pt. "Rozmowa dyskwalifikacyjna", od którego wszystko się zaczęło. Sama autorka zaś określa tę publikację jako przekrój jej twórczości. Porównując opowiadania według umieszczenia ich w książce można dostrzec, jak na przestrzeni lat zmieniał się warsztat pisarski autorki. Nie robiłam tego jednak, ponieważ nie chciałam skupiać się na analizowaniu czegokolwiek, tylko czerpać przyjemność z lektury. 

Nie zdradzając treści poszczególnych opowiadań mogę napisać, że były momenty do śmiechu, ale były i takie, kiedy włos jeżył mi się na głowie, a i gęsia skórka się pojawiała. Dreszcz emocji podczas czytania gwarantowany!

Wielbiciele mieszkańców willi Lichotki mogą się mocno zdziwić poziomem mroku w niektórych opowiadaniach. Znajdą tu bowiem również historie o zupełnie innym klimacie i atmosferze odbiegającej znacznie od anielskiego miłośnika porządków i bamboszków czy nieszczęsnego wielokrotnego samobójcy. Zresztą, co ja Was będę tu przekonywać. Kto poznał chociaż jedną historię opisaną przez Martę Kisiel, nie poprzestanie na niej na pewno. Humor, czasami czarny, ironia, zabawne dialogi, charakterne postaci, zaskakujące zakończenia i lekkość pióra - to charakterystyczne elementy twórczości tej autorki, które cenię sobie najbardziej.

Tę książkę po prostu należy przeczytać. I już :-)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu UROBOROS

piątek, 14 września 2018

"Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Kto zna historię willi Lichotki i jej mieszkańców, nie może przejść obojętnie obok tej książeczki. Co ja gadam, nawet jeśli nie wiecie, co to Lichotka, koniecznie przeczytajcie "Małe Licho"! I nieważne, czy macie lat siedem, czy siedemdziesiąt siedem - Małe Licho poznać musicie!

Niebożątko to główny bohater tej opowieści. Dziewięcioletni Bożek, do tej pory zwany często Niebożątkiem, staje przed nowym wyzwaniem, które w ogóle mu się nie podoba. Nadszedł bowiem dzień, w którym wujek Konrad oznajmił reszcie mieszkańców pewnego domu pełnego magii i różnych dziwnych stworzeń, że Bożek powinien wreszcie wyjść do ludzi, w tym konkretnym wypadku - pójść do szkoły... Do tej pory bowiem chłopiec mieszkał sobie bezpiecznie w starym, tajemniczym domu, będącym własnością wspomnianego wujka Konrada. Towarzyszami jego zabaw byli mały potwór Gucio, anioł stróż w puchatych bamboszkach hand made, Licho, oraz stado różowych królików. Smakowite posiłki gotował Krakers, potwór znacznie większy od Gucia, zamieszkujący podziemia domu, a ogarnianiem życia zajmował się anioł Tsadkiel. Do tego towarzystwa zaliczyć należy także wujaszka Turu i mamy właściwie komplet, bo mama Bożka i wujek Konrad raczej do tej wesołej ferajny się nie zaliczają. Mama, bo jest po prostu mamą, a wujek Konrad, bo przez większość roku kalendarzowego jest smutny i ponury. Teraz jednak wszystko ulegnie zmianie. Bożek jest przerażony nową perspektywą i nieznanym, które go czeka. Nowa szkoła, nauczyciele, koledzy, nauka... Dlaczego nie może zostać tak, jak do tej pory? Tyle czasu uczył się sam w domu i wszyscy byli zadowoleni! Po co wujek Konrad zmusza go do czegoś, czego Bożek nie chce?! Emocje aż buzują w sercu chłopca, który sam do końca nie wie, co z tym fantem zrobić. Wyjścia nie ma, więc chłopiec rusza do szkoły 1 września i robi co może, by poradzić sobie w tej nowej sytuacji. Łatwo nie jest, bo nowi koledzy uważają go za dziwaka, stroją sobie z niego żarty... Bo kto to widział, żeby nie wiedzieć na przykład, co to jest FIFA? Jak chłopiec wybrnie z tego impasu? Po co wujaszek Turu uszyje strój anioła? Co wyniknie z kpin kolegów? I kto ruszy na ratunek, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli? 

Ta opowieść idealnie nadaje się do biblioterapii. Znajdziecie tutaj lęki, które ktoś stara się oswoić, złe emocje, wściekłość i rozczarowanie, nad którym ktoś musi nauczyć się panować, otuchę i wsparcie w każdej ilości, a także życzliwość i przyjaźń, bez których ciężko radzić sobie z trudnościami. A wszystko to zostało podlane sosem upichconym z miłości, ze szczyptą przytulania sympatycznymi mackami i kubkiem ciepłego kakao. Czyż nie jest to idealna lektura na każdą porę dnia i nocy? I dla każdego, kto akurat potrzebuje natychmiastowej poprawy nastroju? JEST! :-) 

Styl Ałtorki jest niepowtarzalny. Marta Kisiel pisze z humorem i lekko, a jej powieści czyta się tak, jakby człowiek leżał sobie wygodnie na pachnącej kwieciem wszelakim łące i oglądał płynące po niebie baranki, ewentualnie tęczowe bańki mydlane lub piórka anielskie. Czyż to nie genialna perspektywa? Czysta beztroska i dobry humor :-) 

Jeśli nie czytaliście jeszcze "Dożywocia" ani "Siły niższej", to również polecam, a może nawet warto przeczytać je przed lekturą "Małego Licha i tajemnicy Niebożątka". Wtedy dodatkową przyjemność stanowi wiedza o przygodach bohaterów tej historii, pochodząca z wymienionych tomów. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga