Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo ZNAK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo ZNAK. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2025

"Gołoborze" Maciej Siembieda - recenzja


Tytuł: "Gołoborze"
Autor: Maciej Siembieda
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: ZNAK Literanova

Moja ocena: 6/6

"Gołoborze" to najnowsza powieść Macieja Siembiedy, która swoją premierę będzie miała 15 października. Cykl o Jakubie Kani oraz Grecka Trylogia sprawiły, że sięgam po kolejne książki autora z ciekawością, co tym razem przygotował dla swoich czytelników.

Akcja powieści rozciąga się mocno w czasie. Startujemy w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim roku, a lądujemy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Dwa rody mieszkające w niewielkiej świętokrzyskiej wsi od lat żyją w oparach wzajemnej nienawiści. Honor i poczucie krzywdy są dla nich ważniejsze niż ludzkie życie. Dla rodzin Kończaków i Cebrzynów ten teren jest zwyczajnie za mały. Walka między kolejnymi pokoleniami trwa nieustannie, a jeśli trafi się członek rodziny, któremu przez myśl przejdzie zakończenie odwiecznej wojny, zostaje natychmiast sprowadzony na "właściwą" drogę. Zarówno w jednej, jak i drugiej rodzinie panuje przekonanie, że sądom ufać nie należy, a jedynym sposobem na wymierzenie sprawiedliwości jest osobista wendeta.

Trudno mi było początkowo wciągnąć się w fabułę, ale kiedy już ułożyłam sobie w głowie poszczególnych bohaterów i dopasowałam ich do właściwych rodzin, zrobiło się łatwiej. I jak to w rodzinie, na czytelnika czeka tutaj cały wachlarz emocji i uczuć, w większości tych negatywnych. Trafi się również zakazana miłość. Można by pomyśleć, że ponad pięćset stron o dwóch rodach trąci nudą, jednak nic bardziej mylnego. Obserwowanie bohaterów na przestrzeni lat pełnych transformacji ustrojowych było fascynujące. Bogate tło społeczno-polityczne stało się świetnym dopełnieniem zmian zachodzących w kolejnych pokoleniach Kończaków i Cebrzynów. Ciągłe próby sił i nieustająca walka oraz twarde zasady przodków, których wszyscy oni trzymają się mimo upływu lat, robią duże wrażenie, ale także przerażają.   

Jak to u Macieja Siembiedy, fakty historyczne przeplatają się z fikcją literacką w taki sposób, że będziecie zaskoczeni, które z opisanych wydarzeń miały miejsce naprawdę. W posłowiu autor okrywa karty i muszę przyznać, że trudno mi było uwierzyć, kiedy dowiedziałam się, że część strasznych zbrodni i rytuałów autor oparł na prawdziwych zdarzeniach z przeszłości. Aż dreszcz przechodzi, kiedy uzmysławiamy sobie, do czego mogą być zdolni ludzie owładnięci żądzą zemsty.         

Po raz pierwszy chyba trafiłam na książkę, w której nie da się jednoznacznie wskazać pozytywnego bohatera. Wszyscy, których spotkacie na kartach tej powieści, noszą w sobie zło.

Gołoborze. Miejsce bez lasu, nagie, kamienne, martwe. Rumowisko skalne. Przez mieszkańców wsi uważane za siedlisko Zła. Wet za wet, "honorowe" morderstwa, zmowa milczenia, duszna atmosfera zamkniętej społeczności. Dzieje się dużo, a czytelnik ze zgrozą obserwuje to, co nieuniknione. Maciej Siembieda znów zaserwował nam wielowątkową i skomplikowaną historię, od której nie sposób się oderwać. 

Sięgnijcie koniecznie!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

poniedziałek, 19 sierpnia 2024

"Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej" Jacek Galiński - recenzja


Tytuł: "Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej"
Autor: Jacek Galiński
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: ZNAK JednymSłowem
Cykl: tom 1

Moja ocena: 6/6

Po lekturze serii o Zofii Wilkońskiej, którą szczerze polubiłam, ale za żadne skarby nie chciałabym spotkać tej upiornej staruszki w realnym życiu, nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszej powieści Jacka Galińskiego pod intrygującym tytułem "Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej". Ta książka otwiera nowy cykl powieściowy autora.

Narratorami w tej opowieści są Sabina Szymańska i Antoni Głasek, pensjonariusze domu spokojnej starości. Pewnego dnia, kiedy współlokatorka Sabiny, tytułowa Bożenka, nie wstała na swoje tradycyjne siku o piątej rano, Szymańska postanowiła jak najszybciej poinformować o tym smutnym fakcie recepcjonistkę. Zanim jednak udało jej się sprowadzić kobietę do pokoju, ciało Bożenki wyparowało. Sabina jest w szoku, po raz pierwszy nie do końca wie, co robić. Antoni natychmiast podrzuca teorię o morderstwie. Może personel domu truje bezbronnych staruszków? Kto jest winny? Kucharka? Pielęgniarz? Wiecznie wstawiona lekarka? A może dyrektor? Należy się przyjrzeć tej sprawie, bo przecież ktoś z pewnością będzie następny!

Podczas rozważania przeróżnych możliwości rozwiązania tej makabrycznej zagadki poznajemy bliżej codzienne życie w domu spokojnej (chyba jednak nie do końca...) starości. Podejrzane zachowania kucharki, walka o posiłki, wiecznie pijana lekarka z wielką strzykawką, kary za niesubordynację to tylko wycinek życia staruszków. Sabina wprawdzie mieszka w domu od niedawna, ale szybko zdążyła załapać, jakie panują tu zasady i w jaki sposób możne je najprościej obejść. W końcu zawsze wie najlepiej, co zrobić. 

Śledztwo dwójki staruszków pełne jest zabawnych sytuacji. Kolejne rozdziały pozwalają nam obserwować wydarzenia na zmianę z perspektywy Sabiny i Antoniego. Najbardziej ubawiłam się, śledząc ich podejście do siebie nawzajem. Autorowi świetnie udało się nakreślić sytuację, w której ludzie błędnie odczytują sygnały wysyłane przez inne osoby, szczególnie, kiedy te drugie żadnych sygnałów nie wysyłają :D

Co odkryje duet detektywów amatorów? Gdzie podziała się Bożenka? Co kryje tajemnicza szklarnia? I czym zajmuje się sadystyczny pielęgniarz? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w tej właśnie książce. No, na prawie wszystkie ;-)  

Jedyny minus tej książki jest taki, że zakończenie w zasadzie zawisło w powietrzu, a ja lubię mieć wyjaśnione wątki i spokojnie czekać na kolejny tom. Skoro jednak jest jak jest, poczekam i tak, chociaż mniej spokojnie :D Aha, no i chociaż Sabinka jest całkiem sympatyczna, to jednak Zofia nadal jest u mnie numerem jeden.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu ZNAK JednymSłowem


niedziela, 18 lutego 2024

"Kręgi" Zbigniew Zborowski - recenzja


Tytuł: "Kręgi"
Autor: Zbigniew Zborowski
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: ZNAK
Cykl: Bartosz Konecki, tom 2

Moja ocena: 6/6 

"Kręgi" to drugi tom cyklu o Bartoszu Koneckim autorstwa Zbigniewa Zborowskiego. Spore gabaryty książki mogą w pierwszej chwili trochę odstraszyć, jednak powieść czyta się naprawdę szybko, a intryga wciąga od pierwszych stron.

Na polach mokotowskich zostają znalezione zwłoki dziewczyny. Ofiara nie ma dłoni. Rozpoczyna się policyjne śledztwo. Równocześnie Bartosz Konecki, były glina, a obecnie prywatny detektyw, dostaje zlecenie, które wydaje się być banalnie proste. Ma śledzić pewną celebrytkę o nazwisku Stokrocka. Podczas tych działań Konecki dostrzega ciekawą zależność między właśnie odkrytymi zwłokami nastolatki bez dłoni a sprawą sprzed lat, którą prywatnie bada Stokrocka. Po co kobieta szuka rozwiązania starej zbrodni? Czy Bartosz zdoła znaleźć odpowiedź na pytanie, co łączy te dwie sprawy? Czy obecny morderca zabił również przed laty? A może chodzi o naśladowcę? Możliwości jest wiele, więc zarówno policja, jak i Konecki mają pełne ręce roboty. 

Oprócz Bartosza, który gra główną rolę w torze współczesnym powieści, śledzimy również losy niejakiego Norberta Pałuchy, śledczego, który szukał mordercy prawie trzydzieści lat wcześniej, w bardzo podobnej sprawie. 

Akcja rozgrywa się dwutorowo. Treść jest usystematyzowana, co może być dla jednych dużym plusem, a dla innych minusem, bo zbyt "porządny" ten kryminał. Mnie ta układność odpowiadała, bo nie gubiłam się w meandrach prowadzonych śledztw. Dodatkowo autor dodał trochę informacji przypominających sprawy opisane w tomie pierwszym.

Tytułowe kręgi kojarzą się z rozchodzącymi się wokół konsekwencjami konkretnych działań, które mają wpływ na innych ludzi i ich zachowania. Oprócz zagadek kryminalnych nie zabrakło również wątków związanych z prywatnym życiem bohaterów, co z mojej perspektywy jest dużym plusem. Z zainteresowaniem obserwowałam dylematy Bartosza i jego zmagania z samym sobą.

Nie wiem, czy pojawi się kolejny tom z tego cyklu, ale jeśli tak, to chętnie poznam dalsze losy Bartosza Koneckiego.


czwartek, 8 lutego 2024

"Skaza" Zbigniew Zborowski - recenzja

Tytuł: "Skaza"
Autor: Zbigniew Zborowski
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 336
Wydawnictwo ZNAK
Cykl: Bartosz Konecki, tom 1

Moja ocena: 6/6

"Skaza" to pierwszy z dwóch tomów serii kryminalnej Zbigniewa Zborowskiego. Jest to wielowątkowa historia, która prowadzi czytelnika przez zawiłe zaułki różnych pozornie niezwiązanych ze sobą miejsc. 

Rozpoczynając lekturę, trafiamy do tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego roku, a następnie autor funduje nam przeskok o pięć lat do przodu. Znajdujemy się w polskim Lwowie, gdzie w dziwnych okolicznościach znika, a może lepszym słowem byłoby, że wyparowuje, niejaki Bolo Kochański, asystent w Katedrze Fizyki Eksperymentalnej oraz ukochany starszy brat małej Hani Kochańskiej. Dziewczynce po bracie zostaje pluszowy miś, prezent od niego. Następne rozdziały tego toru odkrywają przed nami dalsze losy Hani.

Drugi tor czasowy to wydarzenia rozgrywające się współcześnie. W warszawskim mieszkaniu zostają znalezione zwłoki kobiety, Zofii Pogody. Nietypowe dźwięki za ścianą zgłosiła zaniepokojona sąsiadka. Na miejsce przyjeżdża podkomisarz Bartosz Konecki. Od razu poznajemy też kilku innych członków ekipy prowadzącej śledztwo. Szybko okazuje się, że Zofia Pogoda, doktorantka Zakładu Fizyki Jądrowej, nie jest jedyną ofiarą. 

Autor w kolejnych rozdziałach zabiera nas również w inne miejsca rozgrywającej się akcji. Bardzo byłam ciekawa, jak zostaną połączone w finale takie miejsca jak Warszawa, Izrael, Lwów, Kazachstan czy półwysep Synaj. Bohaterów też mamy sporo, co ciekawe, początkowo kompletnie nie widziałam żadnych powiązań, chociaż przecież to logiczne, że musiały być. Autor odkrywał karty bardzo powoli, prezentując kolejne elementy układanki.

Oprócz wątku kryminalnego mamy również wstawki obyczajowe, współczesne związane głównie z prywatnym życiem Koneckiego, a te w torze wcześniejszym z rodziną Kochańskich. Łączą się one nierozerwalnie z opisywanymi zdarzeniami, a także wpływają na decyzje poszczególnych postaci.

Chociaż momentami miałam natłok myśli i wydawało mi się, że tych informacji w powieści jest trochę za dużo, to jednak czytało mi się dobrze i intryga wymyślona przez autora mnie wciągnęła. Jestem bardzo ciekawa drugiego tomu tego cyklu.


wtorek, 27 lipca 2021

"Sprawa Hoffmanowej" Katarzyna Zyskowska - recenzja

Nie znając kompletnie pióra Katarzyny Zyskowskiej, sięgnęłam po jedną z jej powieści pt. "Sprawa Hoffmanowej". Nie wiedziałam, czego się spodziewać. W pierwszej chwili wydawało mi się, że będzie to kryminał w stylu retro, jednak szybko okazało się, że to zupełnie nie ten gatunek. Jest to historia fikcyjna, jednak inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z tysiąc dziewięćset dwudziestego piątego roku, kiedy to w Tatrach Wysokich tragicznie zmarły trzy osoby. Okoliczności ich śmierci wciąż nie są jasne.

Główną bohaterką powieści jest Mira May, gwiazda stołecznych kabaretów, aktorka i tancerka, a w rzeczywistości dziewczyna z niewielkiej wioski, która wyruszyła na podbój wielkiego świata i udało jej się osiągnąć sukces, choć był on okupiony wysoką ceną. U szczytu kariery Mira wyszła za mąż za prokuratora Hoffmana, zatem musiała zrezygnować z dotychczasowego życia w świetle jupiterów. Stała się przykładną żoną i macochą dla synka prokuratora. Kiedy zdecydowali się we trójkę wybrać na urlop do Zakopanego, nikt z nich nie przypuszczał, że będzie to pobyt, który całkowicie zmieni ich życie. Kiedy pewnego dnia wyruszają w góry, dołącza do nich tajemniczy mężczyzna. Razem wędrują trudnym szlakiem, kiedy nagle załamuje się pogoda i warunki stają się niezwykle trudne. Mimo pomocy znajomego doświadczonego taternika, tylko Mira wróci z tej wędrówki żywa. Co stało się z pozostałymi członkami eskapady? Czy żona prokuratora w jakikolwiek sposób przyczyniła się do śmierci czterech osób?

Autorka świetnie przedstawiła klimat i atmosferę międzywojennego Zakopanego i styl życia ówczesnych Polaków. Obraz epoki tworzą detale w opisach i dialogi bohaterów pełne informacji i wiadomości z tamtych czasów. Momentami może były ciut nużące, ale może to być spowodowane tym, że jednak nastawiłam się na kryminał retro ;-)

Myślę, że z czasem sięgnę po inne powieści autorki, ponieważ podoba mi się ten dopracowany styl i sposób kreowania rzeczywistości. 

Tytuł: "Sprawa Hoffmanowej"
Autor: Katarzyna Zyskowska
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: ZNAK

Moja ocena: 5/6

wtorek, 20 lipca 2021

"Zgubna trucizna" Katarzyna Kwiatkowska - recenzja

Moja przygoda z serią o Janie Morawskim i jego fantastycznym kamerdynerze Mateuszu dobiegła końca. Chyba że Autorka napisze kolejny tom, ponieważ "Zgubna trucizna", o której zamierzam tutaj napisać parę zdań, to piąty, a zarazem ostatni tom serii.

Tym razem akcja powieści rozgrywa się w Poznaniu. Mamy zimę tysiąc dziewięćset pierwszego, a Jan zajmuje się tropieniem szajki fałszerzy pieniędzy. Sprawy komplikują się, kiedy współpracownik Morawskiego zostaje zabity, a podejrzany o ten czyn jest właśnie Jan. Nie będzie to niestety jedyny trup w tej historii, a wszystkie ofiary w jakiś sposób są powiązane z naszym detektywem. Nie ułatwia mu to prowadzenia śledztwa, szczególnie w sytuacji, kiedy uwziął się na niego jeden z niemieckich policjantów. Kto jest zamieszany w fałszowanie pieniędzy? Jak i gdzie złoczyńcy podrabiają banknoty? Dlaczego musiały zginąć tak różne osoby i jaki miały związek z całą tą sprawą? Tego musi dowiedzieć się Jan, a pomoże mu niezawodny Mateusz, a także jego niesforny młodszy brat, Marek.

Chociaż cenię bardzo dobry research w przypadku każdej z powieści tego cyklu, tym razem muszę przyznać, że niektóre opisy dotyczące sposobu fałszowania pieniędzy czy ogólnej sytuacji historyczno-ekonomicznej Polaków, nękanych przez Niemców, były trochę przydługie i zbyt szczegółowe, a przez to nużące. Zagadka kryminalna chwilami gubiła się w natłoku informacji, nazwisk, balowych rewelacji i innych wątków pobocznych. 

Działaniem na plus było wprowadzenie postaci związanej z Mateuszem, czyli jego młodszego brata. Niesforny, niechętny do podjęcia uczciwej pracy i bardzo bezpośredni mężczyzna uczestniczył w większości humorystycznych scen, w których do tej pory stoicki kamerdyner stawał się nad wyraz poirytowany.

Klimat dawnej epoki tworzą zachowania poszczególnych postaci, świetne opisy dotyczące Pani Etykiety, czyli zestawu zasad, których musiał sztywno trzymać się każdy szanujący się człowiek, a także sytuacji politycznej. Do tego dziewiętnastowieczny Poznań w tle i mamy naprawdę dobry kryminał retro. Polecam :-) 

Tytuł: "Zgubna trucizna"
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: ZNAK
Cykl: Jan Morawski, tom 5

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Upolujebooka.pl

środa, 7 lipca 2021

"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyna Kwiatkowska - recenzja

"Zbrodnia w szkarłacie" to czwarty tom przygód Jana Morawskiego i jego kamerdynera, Mateusza. Po trzecim tomie serii, w którym zabrakło tych kluczowych postaci, trochę obawiałam się lektury, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Katarzyna Kwiatkowska powróciła w pięknym stylu po niezbyt udanym eksperymencie, którym było oddanie sterów Konstancji ;-)

Jesteśmy w roku tysiąc dziewięćsetnym. Jan wraz z nieodłącznym Mateuszem przybywają na ślub kuzynki Morawskiego, Heleny. Przy okazji samozwańczy detektyw zostaje poproszony o pomoc w odnalezieniu skarbu, który nestor rodu ukrył gdzieś na terenie rodowego majątku Jeziora pod Poznaniem. Jan pamięta z dzieciństwa dziadka, który tworzył dla wnuczka szarady i zagadki. Mężczyźnie udało się już rozwiązać wszystkie rebusy pozostawione przez starszego pana, poza jednym, tym najważniejszym, wskazującym miejsce ukrycia skarbu. Czy wspomniany skarb, będący posagiem Heleny, faktycznie istnieje? Czy ślub dojdzie do skutku, skoro posag Heleny wisi na włosku?

Poza wątkiem poszukiwania skarbu mamy, rzecz jasna, zbrodnię. Kilka dni przed ślubem (który właściwie zostaje odwołany, lecz za sprawą gospodyni Jezior, Jerzowej, przygotowania trwają) w majątku zostaje zastrzelony tajemniczy mężczyzna. Jan rozpoczyna śledztwo, odkładając chwilowo poszukiwanie skarbu. Podejrzanych jest wielu, gorzej z motywem. Przesłuchania kolejnych osób ujawniają coraz więcej nieścisłości. Możliwe jest, że jedni chronią drugich, ale kto kogo i dlaczego? Tego Jan początkowo nie jest w stanie ustalić. Z czasem jednak układanka powoli zaczyna się odsłaniać. Kolejne elementy wskakują na swoje miejsce, a Jan na podstawie różnych skojarzeń zmierza po nitce do kłębka.      

Humor dialogów i sytuacji jest obecny również w tym tomie, a tło historyczno-społeczne jest dopracowane i świetnie uzupełnia poczynania naszych bohaterów. Miałam wrażenie, że czytam połączenie "Nad Niemnem" i jakiejś powieści z wątkiem kryminalnym. Bardzo przyjemne zestawienie, zapewniające kilka godzin świetnej zabawy. Nie domyśliłam się, kto jest mordercą (a trupy będą dwa!), ale nie było to moim celem. Po prostu zatopiłam się w świetnie skonstruowanej intrydze i pozwoliłam się ponieść fabule. Mam nadzieję, że kolejny tom serii będzie również ciekawy.

Tytuł: "Zbrodnia w szkarłacie"
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Gatunek: kryminał retro
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: ZNAK
Cykl: Jan Morawski, tom 4

Moja ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Upolujebooka.pl  

  

poniedziałek, 11 lutego 2019

"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy" Sylwia Winnik - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


"Poza granicami Polski, gdzie służą żołnierze, toczy się jedna wojna. Tu, w kraju, gdzie pozostawione są ich rodziny, druga. Obie są niebezpieczne. Obie tak samo ważne".

Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tym dokumencie. Wprawdzie nie sięgnęłam po niego całkiem w ciemno, ponieważ przeczytałam niedawno "Dziewczęta z Auschwitz" tej autorki, ale przyznaję, że rzadko czytam pozycje z tego gatunku. Myślę jednak, że gdyby większość z nich była podobna do książek Sylwii Winnik, pewnie sięgałabym po nie częściej. 

"Tylko przeżyć" to dokument pełen trudnych emocji. Z każdego rozdziału wyziera cały wachlarz uczuć. W tych kobiecych emocje buzują jak gejzer, a historie mężczyzn opowiedziane są "po męsku", szorstko i w skrócie, skupiając się na wojnie, a nie na uczuciach. Kolejne strony książki Sylwii Winnik dają do myślenia. Ile w tych ludziach jest pokory wobec nieustającej groźby śmierci, tego się po prostu nie da opisać...

Poruszyły mnie rozdziały, w których o życiu w żołnierskiej rodzinie opowiadają Paweł i Patryk, synowie żołnierzy. Nie wyobrażam sobie emocji, które kotłują się w sercu dzieciaka, nastolatka, którego ojciec wyjeżdża i może nigdy nie wrócić... Walczy gdzieś daleko, a w domu jest gościem, choć jest tak bardzo potrzebny najbliższym. Ich wojna toczy się w domu, szkole, pracy i jest nie mniej ciężka, pełna skomplikowanych decyzji i emocji, które często wygrywają z zagubionym i udręczonym rozterkami młodym człowiekiem. 

Życie żołnierza to trudne wybory i decyzje, których konsekwencje obejmują  całą rodzinę. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać. Nie każda żona potrafi żyć w ciągłym lęku i niepewności. Na szalkach wagi życia nieustannie rozkładają miłość i strach. Która okaże się cięższa? Ile potrzeba siły, aby przetrwać rozłąkę, tęsknotę i ciągłą obawę o to, czy mąż i ojciec bezpiecznie wróci z misji? Co żołnierz zastanie po powrocie do domu? Kochających członków rodziny czy obce osoby, z którymi już nic go nie łączy? I czy będzie potrafił przystosować się do codzienności po miesiącach spędzonych na polu walki?

Wojna ma wiele twarzy. Dla żołnierza z powołania misja to adrenalina, obowiązek i rozkaz, jednak dla rodzin, które zostają w Polsce, rozłąka najczęściej kojarzy się z tęsknotą i ciągłym lękiem o życie ukochanej osoby. Dokument Sylwii Winnik pokazuje wiele, ale nie wszystko. Jednak nawet w ciszy można usłyszeć krzyk rozpaczy, łzy i ciągły strach, ale jednocześnie dumę. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz wydawnictwu ZNAK

piątek, 29 listopada 2013

"Powstanie '44" Norman Davies - recenzja

Tytuł: "Powstanie '44"

Autor: Norman Davies
Liczba stron: 960
Wydawnictwo: ZNAK

Sięgnęłam po tę pozycję, ponieważ interesują mnie książki historyczne, szczególnie te związane z II wojną światową. Rozmiar książki trochę przeraża, ale to pozory. Treść wciąga na tyle, że zainteresowany tematem czytelnik z pewnością nie odczuje tego prawie tysiąca stron jako coś nużącego.

"Nigdy nie walczyłem w żadnej wojnie" - takim zdaniem autor rozpoczął wstęp do polskiego wydania tej książki. Później wyjaśnił, dlaczego mimo tego postanowił napisać książkę historyczną, dokumentującą bohaterstwo powstańców z czterdziestego czwartego roku. Powodem był jego podziw dla tych ludzi, walczących z wrogiem w szeregach Armii Krajowej, podziw dla ich odwagi i wewnętrznej siły.

Davies zbudował swoją książkę z materiałów pozyskanych z wielu źródeł. W kolejnych rozdziałach pojawiają się informacje przytoczone z innych książek, ale także opowieści osób, które przeżyły wojnę i Powstanie Warszawskie. Nie zabrakło również fotografii z pola walki. 

Sam autor stwierdził, że pisząc nie starał się odpowiedzieć na pytanie zadawane najczęściej: dlaczego i po co wybuchło powstanie, ale raczej - dlaczego alianci, kiedy przejęli pałeczkę i zwycięstwo było po ich stronie, nie pomogli powstańcom? Wielopoziomowość opowieści pozwala na powiązanie wielu faktów i większe zrozumienie tematu.

Najbardziej poruszyły mnie zdjęcia, ukazujące codzienność walczących. Ruiny, wykrzywione bólem twarze, broń, strach czający się z każdej strony. Czytając dotarłam również do listu Krzysztofa Zanussiego, dzisiaj sławnego reżysera, który w czasie powstania był dzieckiem i zgodził się podzielić z autorem, a więc i z czytelnikami, swoimi wspomnieniami z tego okresu swojego życia. 

Nie jestem historykiem, więc nie potrafię ocenić właściwie merytorycznej strony tej pozycji, ale czyta się ją bardzo dobrze. Zawiera wprawdzie natłok treści, dat, nazwisk, pseudonimów i wszelkich innych informacji dotyczących powstania, które trudno zapamiętać, ale czytając wyłącznie dla siebie, prywatnie, mogę stwierdzić, że to bardzo interesująca lektura.

wtorek, 29 października 2013

"Prześwietny raport kapitana Dosa" Eduardo Mendoza - recenzja

Tytuł: "Prześwietny raport kapitana Dosa"

Autor: Eduardo Mendoza
Liczba stron: 158


Kiedy zobaczyłam nazwisko autora na okładce, wiedziałam, że właśnie tę książkę wybiorę do zrecenzowania.

Mendoza ma wyjątkowy talent do pisania zwariowanych powieści, niby oderwanych od rzeczywistości, ale jednocześnie pokazujących obraz społeczeństwa w krzywym zwierciadle. Tym razem stworzył satyrę na współczesny świat. 

Bohaterów powieści (a właściwie szczegółowo spisywanego przez kapitana Dosa dziennika pokładowego) znajdujemy w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Znajdują się oni w drodze do miejsca, którego współrzędnych nikt z nich nie zna. Mają je otrzymać później, ze względów bezpieczeństwa. Na razie znają tylko ogólny kierunek. Na statku kosmicznym, którym podróżują, znajdują się trzy sektory: Upadłych Kobiet, Nieobliczalnych Staruszków i Przestępców, z których każdy ma inne potrzeby. Nie jest dobrze, bo zaczyna brakować różnych przedmiotów codziennego użytku, np. różu do policzków czy szamponu, a także wody (zresztą stęchłej) i pożywienia. Kapitan Horacio Dos, dowodzący statkiem, decyduje się zawinąć do pierwszej napotkanej stacji kosmicznej w celu uzupełnienia braków. Okazuje się jednak, że stacja ta nie cieszy się dobrą opinią w kosmosie... Kapitan postanawia jednak zaryzykować i, wraz z kilkuosobową delegacją spośród sektorów i załogi, schodzi na pokład stacji. I tu zaczynają się schody... Nie jest to jednak jedyna stacja, do której statek zawinie. Nie chcę uprzedzać faktów, więc ani słowa więcej... ;-)

Podczas lektury uśmiechnęłam się wielokrotnie. Z jednej strony mamy tu bowiem obraz małego światka w przemieszczającym się w wielkim kosmosie statku kosmicznym i na odwiedzanych stacjach, ale z drugiej - coś znacznie głębszego... Zawijanie do kolejnych stacji skojarzyło mi się z Małym Księciem i jego wędrówką po planetach. Tutaj również bohaterów spotykają różne niecodzienne przygody, kiedy wchodzą w interakcje z mieszkańcami stacji. 

Lekki, zabawny styl książki sprawia, że czyta się ją szybko i z przyjemnością.Polecam osobom, które lubią lektury trochę oderwane od rzeczywistości, ale równocześnie przekazujące uniwersalne treści.

środa, 21 sierpnia 2013

"Koniec pieśni" Wojciech Zembaty - recenzja

Tytuł: "Koniec pieśni"
Autor: Wojciech Zembaty
stron: 415
Wydawnictwo: ZNAK


Jest to jedna z nielicznych książek fantastycznych, jakie przeczytałam. Sięgnęłam po nią, ponieważ zaciekawiła mnie okładka, a poza tym w opisie znalazłam informację, że jednym z bohaterów jest król Artur, o którym lubię czytać. Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że to kolejna książka z serii "arturiańskich".
Jest to debiut literacki Wojciecha Zembatego, który publikował swoje opowiadania w czasopiśmie "Fantastyka".

Akcja powieści toczy się równocześnie w dwóch światach: współcześnie w Warszawie i w Brytanii, w 537 roku.
W Warszawie poznajemy Łukasza Klimkowskiego, szkolnego psychologa. Mężczyzna tkwi w trudnym małżeństwie, czuje się niespełniony życiowo, a praca, którą wykonuje, zupełnie go nie satysfakcjonuje. Mimo znajomości ludzkiej psychiki, sobie jakoś nie potrafi pomóc. Drugim bohaterem współczesnym jest Igi, "chłopak z problemami". Uczeń liceum, w którym pracuje Łukasz, zjawia się u psychologa na prośbę dziewczyny, Aliny, jedynej osobie, której na nim zależy. Mimo że chłopak wspomina mężczyźnie o dręczących go koszmarach, z których wynosi prawdziwe rany, Łukasz początkowo próbuje go zbyć. 
W Brytanii bohaterem jest legendarny król Artur, teraz schorowany i wyniszczony, również trochę szalony. Swoich rycerzy wysłał na poszukiwania świętego Graala, a ukochana Ginewra zdradziła go. Przy jego łożu został tylko Bedevir, jedyny sługa, były giermek, który zajmuje się starym królem. Bedevir staje u boku króla w jego ostatniej bitwie pod Kamlann, gdzie Artur ginie. Rycerz zabiera Excalibur i, wraz z druidem Rhodrim, wyrusza na poszukiwanie jedynego ratunku dla swojego ludu - Nosiciela. 
Co stanie się, kiedy losy bohaterów z dwóch światów się skrzyżują?

Wątków w książce jest sporo i pozornie wydają się ze sobą nie wiązać. Problemy Łukasza w domu i pracy, życie Brytów i Sasów, historia Artura, wątek Igiego czy Bedevira. Razem tworzą one jednak pełny obraz obu światów i wszystkie skupiają się wokół motywu naszyjnika - starożytnego artefaktu, który należy do Nosiciela. 

Książkę czytało mi się względnie dobrze. Względnie, ponieważ zawiera ona, niestety, ogrom literówek - "zjedzonych" lub zamienionych miejscami liter albo brakuje zaimków. To trochę utrudnia śledzenie wartkiej akcji. Nie pomaga również zmienna narracja, gdzie autor nie uprzedza, że ktoś inny przejmuje opowieść. Muszę również zwrócić uwagę na to, że wiele w niej wulgaryzmów. Może komuś to nie przeszkadza, jednak ja nie przepadam za takim słownictwem w książkach, bo na co dzień go nie używam. Oprócz tego książka zawiera dość drastyczne opisy przemocy, mordowania i torturowania ludzi.  
Sądzę, że powieść warto przeczytać, nie żałuję poświęconego jej czasu. 

środa, 5 czerwca 2013

"Weiser Dawidek" Paweł Huelle - recenzja

Długo zbierałam się do zakupu tej książki, ale nie żałuję, że wreszcie się zdecydowałam. Żałuję nawet trochę, że nie znalazła się ona w kanonie lektur szkolnych, kiedy byłam uczennicą.
Tytułowy Weiser to chłopiec różniący się od rówieśników, ale mimo tego pokazany przez autora raczej jako postać tajemnicza i dumna, a nie jako odmieniec. Weiser jest w oczach innych bohaterów całej tej historii kimś niezwykłym, niecodziennym i mądrym. Zaskakuje kolegów zaproszeniami do, czasami niebezpiecznych, przygód, które sam organizuje. Nigdy nie wiedzą co tym razem dla nich wymyślił. Zapraszał ich w miejsca, gdzie mogli uczyć się strzelać z prawdziwej broni czy oglądać z bezpiecznej odległości przygotowywane przez niego wybuchy. Chłopcy oczywiście czuli się wyróżnieni i podekscytowani wszystkim, co proponował im Dawid. Jednak cały czas trzymał ich na dystans, to on decydował o tym, czy spędzą czas razem czy nie. Bliższy kontakt nawiązał z Elką, która jako jedyna uczestniczyła w pełni w jego życiu i wielokrotnie to właśnie ona kontaktowała się z pozostałymi chłopcami, przekazując im wolę Weisera i kolejne zaproszenia do wspólnej zabawy. Pewnego dnia Weiser realizuje ogromny wybuch i znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie, gdzie się podział, a Elka, która widziała go ostatnia, po wybuchu jest w szoku i nic nie pamięta. Zaczyna się długie śledztwo, prowadzone w szkole przez dyrektora, nauczyciela M-skiego i mundurowego. Chłopcy są wzywani na zmianę i nie wolno im się ze sobą kontaktować, aby nie mogli uzgodnić zeznań...  
Książka jest niezwykle wciągająca. Nad wspomnieniami Hellera, narratora opowieści, wciąż unoszą się opary tajemnicy, które motywują do czytania. Czy Weiser się znajdzie? Co wykaże śledztwo? Polecam lekturę i niech Was nie wystraszy informacja na okładce, że to lektura szkolna :) 

wtorek, 26 lutego 2013

"Intrygantki" E.E.Schmitt - recenzja

Opis na okładce, jak i tytuł, dotyczą tylko części najnowszej książki E.E.Schmitta. Składa się ona z czterech sztuk teatralnych z wyczerpującymi didaskaliami. Intrygantki to kobiety zdradzone przez tego samego mężczyznę - Don Juana, któremu postanawiają zorganizować proces i skazać go na... śmierć? Czy może wymyślą inną karę? Ale, ale, czy może być coś gorszego niż śmierć?... 
Bohaterem drugiego dramatu jest Zygmunt Freud. Znajdujemy go w fatalnym czasie, trwa wojna, Niemcy właśnie wprowadzają swój plan eksterminacji Żydów. Córka Freuda, Anna, zostaje zabrana na gestapo, a znany psychoanalityk prowadzi burzliwe dyskusje z Nazistą, a także z Nieznajomym, który niespodziewanie i nie wiadomo skąd pojawia się w jego mieszkaniu. Kim jest ów człowiek? Dlaczego tyle o Freudzie wie? I... czy to na pewno człowiek?...
Dwa pozostałe dramaty to krótkie formy, ale ich tematyka wcale nie jest łatwa. Pierwszy dotyczy nieakceptowanej miłości, a drugi - zła.
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż książka będzie napisana w formie spektaklu, ale nie jest to takie złe rozwiązanie. Dzięki temu akcja jest warta, wydarzenia następują szybko po sobie, a drobiazgowe didaskalia, opisujące scenografię oraz odczucia bohaterów, pomagają "zobaczyć" wizję autora.
Polecam, jeśli ktoś lubi filozoficzne zacięcie Schmitta. 

środa, 13 lutego 2013

"Przekleństwa niewinności" Jeffrey Eugenides - recenzja

Książka specyficzna, dość dołująca. Jej klimat kojarzy mi się nierozerwalnie z serialem amerykańskim mojego dzieciństwa pt. "Cudowne lata". Właśnie tam oglądałam osiedle identycznych jednorodzinnych domków, w których mieszkają wszystkowidzący i wszystkowiedzący o sąsiadach ludzie. Koszenie trawników, dbanie o kwiaty i drzewa na posesjach, przyjacielskie stosunki z sąsiadami. Na pierwszy rzut oka sielanka... 
Głównymi bohaterkami powieści są siostry Lisbon. Pięć nastolatek, które są tak bardzo pilnowane przez rodziców, że właściwie nic im nie wolno. Wychodzą tylko do szkoły i do kościoła, a resztę czasu spędzają głównie w domu. Najmłodsza z nich, trzynastoletnia Cecilia, jest trochę dziwna. Chodzi w przybrudzonej ślubnej sukni z oderwaną lamówką i widać od razu, że przebywa w zupełnie innym świecie. Pewnego dnia podcina sobie żyły i chociaż pomoc przybywa na czas, to po trzech tygodniach znów próbuje i tym razem skutecznie odbiera sobie życie. 
Dom Lisbonów zmienia się jeszcze bardziej. Jakby powoli zamykał się na cały świat. Rodzice przestają posyłać pozostałe dziewczęta do szkoły i właściwie nie wychodzą z domu, żywiąc się zapasami zgromadzonymi prawdopodobnie na wypadek jakiejś światowej katastrofy. Nastolatki smutne i samotne widywane są w oknach, kiedy próbują przez brudne szyby dojrzeć świat za nimi. Stają się one obiektem fascynacji chłopców z sąsiedztwa. Młodzi ludzie próbują poznać dziewczęta, zaprzyjaźnić się z nimi, dają się poznać ich rodzicom od najlepszej strony. Mimo wysiłków i prób, niewiele z tego wychodzi. Matka pozwala dziewczętom urządzić prywatkę, w której oczywiście sama również uczestniczy jako przyzwoitka, oraz iść z kolegami na jedyny w ich życiu bal szkolny. 
Samobójstwo Cecilii jest szokiem dla wszystkich sąsiadów, staje się głównym tematem w mediach, ale rodzina zamyka się na wszelkie przejawy sympatii otoczenia i nie przyjmuje oferowanej pomocy i wsparcia. Chłopcy jednak nie zaprzestają prób skontaktowania się z dziewczętami. Obserwują cały czas ich specyficzne życie, również seksualne (jedna z sióstr radzi sobie z zamknięciem zapraszając po kryjomu na dach domu przygodnych mężczyzn, z którymi uprawia seks). Matka przestaje gotować, sprzątać, zajmować się rodziną i domem. Ojciec zostaje zwolniony z pracy, ponieważ jako nauczyciel stracił w oczach ludzi, skoro nie potrafił uchronić własnej córki przed samobójczą śmiercią. 
Pewnego dnia chłopcom udaje się nawiązać z dziewczętami kontakt telefoniczny i proponują im pomoc w ucieczce. Czy nastolatki zdecydują się na ten śmiały krok? Czy zechcą gdzieś od nowa zacząć życie? I wreszcie, czy dla nich ucieczka, wolność jest tym samym, czym jest ona dla chłopców?...

Polecam starszym czytelnikom :-) 

środa, 23 stycznia 2013

"Brak wiadomości od Gurba" Eduardo Mendoza - recenzja

Prześmieszna historia dwóch kosmitów, którzy lądują swoim statkiem na Ziemi z pewną misją do wykonania. Napisana w formie pamiętnika, prowadzonego przez przełożonego Gurba. Kosmita poszukuje Gurba, który pewnego dnia po prostu zaginął, i zapisuje w skrócie, w bardzo analityczny, matematyczno - logiczny sposób, swoje wrażenia i spostrzeżenia, dotyczące życia Ziemian. 
Fantastyczna książka na zimowe wieczory. Odpoczynek z uśmiechem od ucha do ucha gwarantowany. 

czwartek, 26 kwietnia 2012

"Kobieta w lustrze" E.E.Schmitt

Właśnie skończyłam "Kobietę w lustrze" i muszę przyznać, że Schmitt to jednak Schmitt. Nie da się go pomylić z żadnym innym autorem :) Ciekawy pomysł na historię trzech kobiet, na pozór zupełnie ze sobą niezwiązanych. Piszę "na pozór", bo początkowo uważałam, że to po prostu trzy opowiadania pocięte na części-rozdziały, a tymczasem życiorysy bohaterek jednak w pewien sposób się ze sobą łączą i nie chodzi jedynie o to, że wszystkie noszą imię Anna, w różnych jego formach. Warto poświęcić czas, by je poznać.

poniedziałek, 12 marca 2012

"Drzwi do piekła" Maria Nurowska

Książkę dostałam w prezencie, z przeznaczeniem do biblioteki. Przeczytałam ją nie znając wcześniejszych powieści tej autorki, więc nie mam porównania. Tematyka raczej dołująca i momentami dość... hmmm... jakiego użyć słowa... ponieważ to nie jest literacka recenzja, mogę się pokusić o określenie "obleśna". Główny wątek dotyczy kobiety, która znalazła się w więzieniu za zabicie męża.
Początkowo trudno mi się było połapać w tekście, bo autorka wymyśliła sobie, że będzie skakać między teraźniejszością za kratami i retrospekcją, kiedy główna bohaterka - Daria - wspomina życie z mężem, myśli o swoich emocjach, odczuciach w różnych sytuacjach, decyzjach, pomysłach, przypomina sobie rozmowy z mężem i to, jak ją traktował. Pojawiają się więzienne sympatie i antypatie, zmienne nastroje współtowarzyszek niedoli i chwile wytchnienia podczas rozmów z Izą - wychowawcą.
Z pewnością nie jest to książka dla młodzieży, więc w mojej bibliotece będzie zarezerwowana tylko dla dorosłych czytelników.

niedziela, 5 lutego 2012

"Kiedy dzieje się cud" Robert J. Wiersema

Kolejna książka pochłonięta w jeden dzień. Początkowo myślałam, że będzie to historia, jakich wiele, o dramacie rodzinnym. Niby tak jest, ale akcja zaczyna się tak wypełniać różnymi zwrotami akcji, że czytałam i czytałam, obiecując sobie, że "tylko do następnej strony i odkładam na jutro", ale mi nie wyszło :D
Spodobała mi się narracja. Autor wymyślił sobie to tak, że przez karty książki nie prowadzi nas jedna osoba, ale... prawie wszyscy bohaterowie. Nie ma typowych rozdziałów, tylko części, a każda część jest podzielona na fragmenty zatytułowane imieniem danego bohatera, który staje się na chwilę narratorem. Dzięki temu zabiegowi autor dodał tempa. 
Podsumowując: jest standardowa historia o wypadku małej dziewczynki i tragedii jej rodziców, ich rozstaniu, jego kochance. A równocześnie pojawia się... Judasz, cudowne ozdrowienia, drapieżne media, jeszcze bardziej drapieżni wyznawcy "religii"... Myślę, że warto sięgnąć po tę książkę. Polecam. To był naprawdę dobry wybór :)