Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2026

"Noc trzydziesta" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Noc trzydziesta"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Zalesie, tom 2

Moja ocena: 5/6

Drugi tom serii Zalesie Katarzyny Puzyńskiej już za mną. Wciąż zaznajamiam się z nowymi bohaterami i rozważam, kogo lubię bardziej, a kogo mniej. Z pewnością najbardziej barwną postacią jest Piggy, ale w sumie każda z pojawiających się na kartach powieści osób ma w sobie coś interesującego. 

Komisarz Iwo Wilkowski odkrywa na leśnym parkingu zwłoki młodego małżeństwa azjatyckiego pochodzenia. Siedzą dziwnie upozowani na ławce, a ich obrażenia kojarzą się ze sprawą prowadzoną trzydzieści lat wcześniej, kiedy policja poszukiwała mordercy określanego mianem Amora. Problem w tym, że ten morderca został wtedy pojmany. Czyli to naśladowca czy ktoś w przeszłości popełnił błąd? 

Tydzień później w pobliskim stawie rybnym zostaje odnalezione ciało topielca. Śledczy szybko ustalają jego tożsamość, ale nie wiadomo, dlaczego akurat tego człowieka spotkała śmierć. Policja szuka powiązań ze sprawą sprzed lat i z odnalezionymi zwłokami młodych Azjatów. 

Prokurator Grzegorz Hala ma na głowie spory problem. Włącza się w działania operacyjne Michaliny i Kai, jednak jego własny kłopot, którym jest tajemnicza i bardzo niewygodna przesyłka znaleziona w bagażniku świeżo zakupionego samochodu, doprowadza go do białej gorączki. Nie ma pojęcia, jak rozwiązać powstały przez paczkę problem, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Dziennikarka Oliwia Bacewicz, znienawidzona przez śledczych przez jej specyficzne zachowanie i kompletny brak skrupułów, zdradza podkomisarz Michalinie Murawskiej pewne informacje, które zaprowadzą policjantkę do tajemnicy jej pochodzenia. Miśka jest zszokowana rewelacjami, które sprzedała jej dziennikarka. Do tego dochodzą problemy z nastoletnim synem, Sebastianem, a także trudna relacja z byłym partnerem. Podsumowując, Murawska nie ma łatwo w tym tomie, oj nie. Na szczęście nie jest sama ze swoimi problemami, jednak przychodzi moment, w którym zaczyna się zastanawiać, komu może zaufać.   

Każdy w tej powieści nosi w sobie jakiś sekret. Duszna atmosfera jest wyczuwalna praktycznie cały czas, a kolejne kroki podejmowane przez śledczych nie zawsze prowadzą ich w dobrym kierunku. Interesujące było podążanie za tokiem rozumowania bohaterów. Udało mi się tym razem wytypować sprawcę zanim ta informacja pojawiła się w tekście. Kilka wątków zostało otwartych, a zatem trzeba cierpliwie poczekać na kolejny tom. 

Jeśli chodzi o gabaryt książki, nie uderzył we mnie zupełnie, bo w czytniku tego nie widać :) Ale nie zdziwiłam się rozmiarem tej historii, bo Lipowo mam już dawno za sobą, a tam nie ma krótkich historii. W każdym razie styl autorki sprawia, że czyta się bardzo szybko i płynnie. Do tego dochodzi zmiana narracji, dzięki czemu jest dynamicznie, a przy okazji obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. 

Myślę, że to będzie równie dobra seria, co Lipowo, chociaż będę potrzebowała trochę czasu, żeby się do niej całkowicie przekonać, bo jednak ekipa ze wspomnianego Lipowa była ze mną znacznie dłużej :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


         

poniedziałek, 1 grudnia 2025

"Nic takiego" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Nic takiego"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6

"Nic takiego" to pierwszy tom nowej serii autorstwa Katarzyny Puzyńskiej. Byłam bardzo ciekawa, czy nowa historia i bohaterowie przebiją w mojej czytelniczej alei sław Lipowo. Nie poczyniłam jednak żadnego porównania z pierwszą serią. Po prostu dałam się ponieść temu połączeniu kryminału z thrillerem psychologicznym.

W nowej serii mamy trójkę śledczych: podkomisarz Michalinę Murawską, podkomisarz Kaję Dalke i prokuratora Grzegorza Halę. Każde z nich ma swoje wady i zalety, a także przywary, którymi irytuje pozostałych. Najbardziej zakręcona w tej ekipie jest Kaja, zwana Piggy. Aby ich lepiej poznać, trzeba dać sobie czas na zagłębienie się w lekturę, ponieważ autorka przemyciła w kolejnych rozdziałach sporo informacji z ich prywatnego życia. Do prowadzonego śledztwa w sprawie morderstwa milionera swoje trzy grosze dołożyła również córka ofiary, dziennikarka śledcza Oliwia Bacewicz.

Fabuła osnuta została na dwóch głównych wątkach: morderstwie śmiertelnie chorego milionera, Tadeusza Bacewicza, oraz na problemach prokuratora Hali, który otrzymuje anonimy dotyczące pewnego wydarzenia z jego przeszłości. Autorka umiejętnie prowadzi oba wątki, wciąż podsycając napięcie i tworząc atmosferę tajemnicy. Każdy rozdział przynosi elementy układanki, co nie znaczy, że łatwo jest przewidzieć finał tej historii. Relacja pań podkomisarz i dość nietypowe zachowania Kai dodają humoru dialogom i opisanym sytuacjom. 

Lubię krótkie rozdziały, a tutaj na nie trafiłam, więc był to dla mnie dodatkowy atut. Dzięki temu akcja powieści jest dynamiczna. Początkowo Kaja wydawała mi się denerwująca, ale z czasem ją polubiłam. Mam nadzieję, że nie zabraknie scen z tą postacią w kolejnych tomach serii.        

Chociaż książka to spora cegła, bo liczy ponad sześćset stron, nie odczuwa się kompletnie tego gabarytu. Czyta się szybko i płynnie. Dużo się dzieje, a o to przecież chodzi. Dynamiczne śledztwo prowadzone przez realistycznych bohaterów wciąga i nie pozwala odłożyć książki na długo.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


czwartek, 17 lipca 2025

"Meloman" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Meloman"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 4

Moja ocena: 6/6

"Meloman" Piotra Borlika to kolejny tom z serii o Agacie Stec i Arturze Kamińskim. Chociaż Artur już nie żyje, jego osoba nadal przewija się w fabule, a Agata wciąż nie może się uwolnić od jego wpływu. Nawet zza grobu psycholog manipuluje siostrą, która z całych sił walczy ze skutkami wieloletniego podporządkowania bratu. Chyba jednak nie zdecydowała na razie, czy podoba jej się ta nowa Agata, czy też nie do końca.

Stec jest w posiadaniu albumu z danymi psychopatycznych i bardzo niebezpiecznych pacjentów Artura. Jako była policjantka, postanawia wyeliminować ich, aby nikomu już nie wyrządzili krzywdy. Tym razem wyrusza do Bydgoszczy, gdzie znajduje się jeden z nich, kończący właśnie karierę aktor, Henryk Wysocki. Jako uwielbiany przez wielu celebryta, może sobie na wiele pozwolić, z czego skwapliwie korzysta. Ma swoje dziwnostki, które fani mu wybaczają, a nawet chronią go przed ewentualnymi konsekwencjami jego nie do końca praworządnych poczynań. Agata ma jednak inne zdanie i nie zamierza puścić mężczyźnie płazem zbrodni, o które go podejrzewa. 

Jednak czy stworzony przez autora tytułowy meloman to faktycznie Wysocki? Jakie przewinienia podstarzały aktor ma na swoim koncie? Czy wyjdą na jaw tajemnice związane z jego legendarnymi spotkaniami z wybrańcami spośród uwielbiających go fanów?

Opisy działalności melomana są niezwykle sugestywne i pełne emocji, a "śpiewająca krew" robi piorunujące wrażenie. Piotr Borlik w każdej swojej powieści zaskakuje pomysłowymi elementami fabuły, z których wyłania się przemyślany i dopracowany w stu procentach obraz okrutnej zbrodni. Opisana historia zawsze podnosi mi ciśnienie i nie pozwala się odłożyć na długo.

Zdecydowanie polecam tę i pozostałe powieści autora.


poniedziałek, 23 czerwca 2025

"Moc obietnic" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Moc obietnic"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 4

Moja ocena: 5/6

"Moc obietnic" to czwarty tom cyklu o Agacie Stec i Arturze Kamińskim. Miałam sporą przerwę w lekturze przygód tej pary, ale z przyjemnością powróciłam do pióra Piotra Borlika.

Agata w wyniku zdarzeń z poprzedniego tomu nie pracuje już jako policjantka. Aktualnie jest dziennikarką, chociaż nie jest szczęśliwa z tym nowym zajęciem. Raczej traktuje je jak zło konieczne. Kobieta pracuje nad sobą i próbuje ułożyć sobie życie na nowo, bez brata, bez nałogu, bez dawnych znajomych. Jednak nos policjantki nie pozwala jej długo pozostać poza nawiasem.

W Gdańsku zostają znalezione okaleczone zwłoki nastolatka, a w tym samym czasie do Agaty zgłasza się mężczyzna, którego syn będący w podobnym wieku, co ofiara, zaginął. Mężczyzna jest gotowy na wszystko, byle tylko odnaleźć swoje dziecko. W byłej policjantce budzi się śledcza i postanawia poprowadzić sprawę zaginięcia chłopca. Morderca wodzi Agatę za nos z pomocą Soni, nastolatki, która równocześnie go wielbi i nienawidzi. Jak zakończy się prywatne śledztwo Agaty? Czy zdecyduje się w końcu poprosić o pomoc kolegów z firmy? Kim okaże się złoczyńca?

Bohaterowie w tym tomie są wyjątkowo barwni. Psychopatyczni, źli, momentami nawet obrzydliwi, a ich decyzje są często kompletnie nie do przewidzenia. Nadają tej historii kolorytu, a obserwacja i analiza ich zachowań pozwala czytelnikowi wniknąć głębiej w ich psychikę.   

Nie jestem przekonana do tej nowej Agaty. Walczy ze swoimi demonami, pracuje nad sobą i fajnie, jednak coś mi nie grało w niej w tym tomie. A może cykl powinien zakończyć się na trylogii? Brak Artura również był odczuwalny. Chociaż zostawił po sobie sporo, o czym przekonacie się, czytając tę część, to jednak trochę mi tej postaci brakowało.

Styl autora wciąga bardzo szybko, a zwroty akcji nie pozwalają się nudzić podczas lektury. Według mnie zakończenie jest otwarte i pozostawia nadzieję na dalszy ciąg przygód Stec. 


niedziela, 22 grudnia 2024

"Za nadobne" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Za nadobne"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: thriller
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 5/6

Język dysponuje całą gamą powiedzonek związanych ze sprawiedliwością. Oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa czy karma wraca to tylko dwa z wielu określeń, które świadczą o tym, że każdy kiedyś odpowie za swoje czyny. Piotr Borlik tym razem wziął na warsztat taką właśnie sytuację, na potrzeby której stworzył... potwora.

Roman Andrysiak to człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli coś sobie postanowi, to choćby skały srały, jak to się potocznie mówi, będzie tak, jak zdecydował. Jednak Roman jest złym człowiekiem, traktującym kobiety jak przedmioty do zaliczenia. Sensem jego życia jest ostry seks, nawet jeśli wybranka nie ma na niego ochoty. Ma mnóstwo kasy, a do tego uważa się za wszechmocnego. Nikt mu nie podskoczy, jednak co stanie się, kiedy w jego pomyśle na życie zaczną pojawiać się rysy? Kto stanie na drodze Romana i pokrzyżuje mu plany? Czy oliwa rzeczywiście wypłynie na wierzch, a karma powróci?

Akcja podzielona została na dwa tory czasowe. Obserwujemy bohaterów obecnie i rok wcześniej. Z retrospekcji dowiadujemy się, jak doszło do wydarzeń aktualnych. Narrację prowadzą Roman i Judyta, dzięki czemu mamy dwa różne spojrzenia na sytuację. Poza tą dwójką mamy Janka, brata Romana, i jego żonę Kamilę, a także pracowników firmy Andrysiaków oraz gangsterów, którzy też trochę namieszają w fabule. Każda z postaci jest wyrazista, z dopracowanym charakterem. Każdy inny, więc nudy nie ma.     

Piotr Borlik lubi bawić się umysłami bohaterów, o czytelnikach nie wspomnę :) Wszystkie jego książki, które przeczytałam, wymaglowały mi mózg jak najlepsza pralka z funkcją wirowania do ostatniej przeczytanej strony. Uprzedzam, że momentami będzie brutalnie, a nawet obrzydliwie, bo Roman nie bierze jeńców.    

Roman był tak niesamowitym bucem, że chociaż potwornie mnie irytował, czytałam, ponieważ byłam ciekawa, co autor wymyślił, aby go ukarać. I czy to była wystarczająca kara, bo zaiste pojechał po bandzie maksymalnie. 

Przekonajcie się koniecznie, jaka to pokręcona historia. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


sobota, 10 sierpnia 2024

"Dziennik Maryli. Życie i śmierć w getcie warszawskim" Maryla - recenzja


Tytuł: "Dziennik Maryli. Życie i śmierć w getcie warszawskim"
Autor: Maryla
Gatunek: pamiętnik, autobiografia, biografia
Liczba stron: 360 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6 

"Dziennik Maryli. Życie i śmierć w getcie warszawskim" to poruszające świadectwo Żydówki, którą znamy tylko z imienia wymienionego raz w cudem odnalezionym tekście jej pamiętnika.

Dziennik Maryli został znaleziony w niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku. Nie wiadomo jak tam trafił, ani nie są znane dalsze losy kobiety, jednak pozwala on poznać wycinek koszmaru, jakim było życie w warszawskim getcie. Towarzyszymy Maryli od wiosny tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego do końcówki kwietnia tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego roku. Odnalezione zapiski znajdują się w dwóch zeszytach, z których pierwszy jest bardzo zniszczony i niewiele udało się z niego odzyskać, a drugi pozwala trochę głębiej wejść do świata warszawskich Żydów.

Wyjątkowość tej publikacji polega na tym, że Maryla robiła swoje zapiski na bieżąco, a nie odtwarzała po czasie. W związku z tym obraz, który prezentują te notatki, jest w stu procentach prawdziwy i pełen emocji, jest relacją świadka i uczestnika wydarzeń. Pokazuje co czuła kobieta w tamtych strasznych chwilach, jak bała się hitlerowców, jak ukrywała się wraz z innymi Żydami, mając nadzieję na przetrwanie. W spisanych drobnym pismem słowach mocno wyczuwalne jest życie na bezdechu, wyczekiwanie, strach i poczucie beznadziei, zaprawione odrobiną nadziei na lepsze jutro.  

Sam diariusz zajmuje w publikacji niewiele miejsca. Reszta to bardzo rzetelny komentarz historyczny, który uzupełnia i łączy poszarpaną zębem czasu treść dziennika i wyjaśnia wiele zaledwie zarysowanych przez Marylę zdarzeń. Czytelnik może również prześledzić żmudną drogę pamiętnika od odnalezienia go do jego wydania. Wbrew pozorom, chociaż temat jest niezwykle ważny i wart przekazania go kolejnym pokoleniom, nie było łatwo go opublikować. Udało się to po latach działań wielu osób, które dostrzegły jego wagę.

Chociaż nie jest to łatwa lektura, warto po nią sięgnąć, by poznać Marylę i jej gehennę. Szkoda, że nie wiemy, jak potoczyły się jej dalsze losy, jednak można domyślać się, że kobieta nie przetrwała wojennej zawieruchy. Dziennik stał się zatem jej głosem po latach, głosem odkrywającym koszmar hitlerowskich działań, o którym powinniśmy pamiętać, by już się nie powtórzył.


czwartek, 16 maja 2024

"Radio w mojej głowie" Aneta Korycińska - recenzja

Tytuł: "Radio w mojej głowie"
Autor: Aneta Korycińska
Gatunek: autobiografia, biografia
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6

Autorkę książki "Radio w mojej głowie" znałam do tej pory jako Babę od polskiego, polonistkę, redaktorkę, oligofrenopedagożkę i podcasterkę. Po lekturze autobiografii, która miała swoją premierę 14 maja 2024 roku wiem, że Baba to Aneta Korycińska, adehadówka, która diagnozę otrzymała dopiero w wieku trzydziestu trzech lat. Wcześniej żyła z poczuciem inności, które utrudniało jej normalne funkcjonowanie.

Trudno wyobrazić sobie jak czuje się człowiek z ADHD, kiedy nie ma się takich doświadczeń. Z zewnątrz często widzimy dziecko, które sprawia wrażenie niegrzecznego, zapominalskiego, leniwego czy po prostu rozpieszczonego. Tymczasem może się okazać, że jego zachowanie wynika właśnie z ADHD, z którym musi się mierzyć w każdej sekundzie życia. Porównanie do grającego non stop w głowie radia jest chyba adekwatne, a co dla mnie istotne, obrazowe. Jestem w stanie chociaż trochę wczuć się w ten świat, kiedy wyobrażę sobie, że radio nie tylko w tej mojej głowie gra, ale do tego nie mogę go wyłączyć, aby odpocząć. Ciągłe bombardowanie myśli, zdarzeń, sytuacji, decyzji i ich konsekwencji, ogarnianie całego otoczenia i wszelkich atakujących bodźców, które trwa nieprzerwanie wydaje się być nie do wytrzymania. 

Autorka nie tylko wpuszcza czytelnika do swojego świata, ale także szczegółowo opowiada o swoich odczuciach związanych z życiem z ADHD sprzed diagnozy, jak i po jej otrzymaniu. Namalowała słowami swój portret, co pozwoliło mi chociaż w części zrozumieć zachowania osób z ADHD, z którymi mam styczność na co dzień. Trudno jest wczuć się w ich położenie, aby pojąć dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. Dlaczego przerywają rozmówcom, po co wykrzykują nagle jakieś słowa, dorzucają komentarze nie na temat, złoszczą się, śmieją, płaczą, nie potrafią znaleźć drogi do znanych sobie miejsc albo zapominają o czymś, co mieli zrobić. Nie robią tego specjalnie czy złośliwie. Tak wygląda życie osoby z ADHD, a kiedy zna się diagnozę, można wypracować pewne "wspomagacze", które pozwolą funkcjonować lepiej i ograniczyć poziom ogarniającej adehadowca i jego bliskich frustracji.

Oprócz historii samej autorki znajdziecie tutaj także osiemnaście innych opowieści. Podzielili się nimi ludzie, którzy również w późnym wieku otrzymali diagnozę. To musiało być naprawdę trudne, odsłonić się i szczerze opowiedzieć o swoich lękach, porażkach, sukcesach, pracy nad sobą i nad relacjami międzyludzkimi. 

W kolejnych rozdziałach czekają na czytelnika portrety adehadowców, realia ich życia i sposoby na radzenie sobie z tym, co przynoszą kolejne dni. Wzloty i upadki, porażki i sukcesy. Miałam wrażenie, że sposób pisania czy opowiadania jest trochę chaotyczny, ale w końcu to radio ciągle gra im w głowie, a zatem wszystko się zgadza. Jedno radio, wiele stacji, każda inna, bo wbrew pozorom adehadowcy wcale nie powstają z jednej formy.

Jeśli interesuje Was ten wciąż mało znany neurotypowym ludziom świat, polecam lekturę tej książki. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka  


środa, 15 maja 2024

"Słomianie" Adrian Markowski - recenzja


Tytuł: "Słomianie"
Autor: Adrian Markowski
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 4/6

"Słomianie" to fantasy z domieszką tematyki słowiańskiej. Bardzo małą domieszką, ale coś tam się w fabule pojawiło, jednak nie spodziewajcie się zbyt wielu odniesień. 

To, co można powiedzieć o tej historii, to z pewnością, że jest lekka i nieskomplikowana, chociaż dość chaotyczna. Autor wybrał styl skoczka, a zatem skaczemy między kilkoma miejscami akcji i bohaterami, którzy przeżywają swoje przygody, choć w pewien sposób się ze sobą łączą. 

Ta nieźle poplątana historia rozpoczyna się od tego, że w pewnym grodzie spłonęła świątynia i w związku z tym powstał problem z finansami na jej odbudowę. Następnie poznajemy błędziwoja Przeboga i jego wiernego kompana Psichwosta, którzy poszukują sposobu na zdobycie nieśmiertelnej chwały i sławy. Podczas wędrówki zostają pojmani i wrzuceni do lochu, który bardzo przypomina wyschniętą studnię. Kiedy zastanawiają się nad sposobem wydostania się, niespodziewanie przychodzi im z pomocą jaga Dziwna. Już we trójkę uciekają z grodu, jednak woje mają swój powód do ucieczki, a dziewica swój. Mianowicie Dziwna od jakiegoś czasu odpiera ataki miłosne najemcy Dagona, który zakochał się w niej na zabój. Okazja do ucieczki zatem nadarzyła się sama. Problem w tym, że teraz Przeboga, Psichwosta i Dziwną ściga nie tylko Dagon, ale także chciwy skarbnik Pilnuj. Kto dopadnie uciekinierów jako pierwszy? Jakie będą tego konsekwencje?

Oprócz wspomnianego wątku obserwujemy również rozterki pewnego boga, o którym zapomnieli jego wyznawcy. Nie do końca rozumiem sens dołączenia tego wątku, ale zapewne jakiś jest :-)

Podsumowując, magii dostałam niewiele, słowiańskości również mało, za to było sporo humoru. Szkoda, że poszczególne wątki zostały słabo rozwinięte, jednak zakończenie daje nadzieję na kolejny tom. 

Bohaterowie są dość sympatyczni, ale tacy trochę komiksowi. I ogólnie klimat tej powieści właśnie z komiksem mi się skojarzył. Konkretnie z przygodami Kajka i Kokosza.

Jeśli nie będziecie się nastawiać na zbyt wiele, nie będziecie się tu doszukiwać humoru Monty Pythona czy Terry'ego Pratchetta, ta książka sprawi, że zrelaksujecie się po ciężkim dniu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

niedziela, 21 kwietnia 2024

"Lilie królowej. Wilczyce" Lucyna Olejniczak - recenzja

Tytuł: "Lilie królowej. Wilczyce"
Autor: Lucyna Olejniczak
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 656
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lilie królowej, tom 4

Moja ocena: 6/6

Jakie to jest przykre, kiedy kończy się fantastycznie napisana seria i nie ma szans na poznanie dalszych losów bohaterów. Cztery tomy sagi średniowiecznej Lucyny Olejniczak, z którymi spędziłam trochę czasu, na pewno zostaną na dłużej w mojej pamięci.

Z przyjemnością wróciłam do czternastowiecznego Krakowa, gdzie wskoczyłam ponownie do świata królowej Jadwigi i jej przyjaciółek, Amalii i Mildy. Amalia wraz z mężem Szymonem prowadzi szkółkę dla dzieci, a także zajmuje się domem i wychowaniem dzieci, niesfornej Małgorzaty i wręcz idealnej Jadwini. Milda przejmuje sklep zmarłego teścia i mimo bycia niewiastą, których w tych czasach się przecież nie poważa, radzi sobie nieźle z prowadzeniem interesów z mężczyznami. Jej mąż Mikołaj niewiele pomaga żonie w pracy. Właściwie Milda nie może na niego liczyć. Trosk dostarcza jej również syn, Tomko, który separuje się od ludzi i zachowuje się tak, jakby w ogóle nie rozumiał uczuć, a ostatecznie decyduje się na odbycie pielgrzymki do Ziemi Świętej.  

Po latach modlitw i błagań kierowanych do Boga Kraków obiega radosna wieść - ukochana przez poddanych królowa Jadwiga wreszcie spodziewa się dziecka. Radości nie ma końca, jednak królowa nie rezygnuje z postów i umartwień, co nie służy ciąży. Czy zdoła wydać na świat następcę tronu? Losy królowej znamy z historii, a autorka tak pięknie opisała najpierw euforię ludności, a następnie żal i smutek, że cieszyłam się i smuciłam wraz z poddanymi. 

Wśród bohaterów sporo miejsca pisarka poświęciła dalszym losom Varnasa, którego córeczka Klara została porwana. Mężczyzna wyrusza na poszukiwania, mając nadzieję, że odkryje, kto jest winien zniknięcia dziewczynki i przyprowadzi ją do załamanej Sońki. W toku prowadzonego śledztwa okazuje się, że Klara nie była jedyną uprowadzoną. Czy Varnasowi uda się odpowiedzieć na pytanie, kto i dlaczego porywa niewinne dziewczynki? Czy odnajdzie córeczkę?

Poszczególne wątki zazębiają się i łączą, a tło społeczno-historyczne świetnie wypełnia wszystkie opisane przez autorkę wydarzenia. Opisy miejsc, stanów społecznych i codzienności krakowian są dopracowane i niezwykle plastyczne. Pozwalają bez trudu zobaczyć w wyobraźni piętnastowieczny Kraków i jego mieszkańców, którzy stają się czytelnikowi bliscy. 

W tym tomie przeczytacie między innymi o napięciach między Polakami a Żydami, które doprowadziły do otwartego konfliktu, a także o historycznych bitwach, z których ta pod Grunwaldem niesamowicie mnie wciągnęła. Literacki opis sprawił, że wydarzenia te ożyły w mojej wyobraźni. Gdyby w taki sposób pisano w podręcznikach do historii, z pewnością więcej bym zapamiętała :-)

Jeśli jeszcze nie znacie tej sagi, polecam gorąco wszystkie tomy: "Siostry", "Wiedźmy", "Matki" i "Wilczyce". Nie będziecie żałować ani jednej minuty spędzonej z tymi lekturami.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

poniedziałek, 15 kwietnia 2024

Kinga Wójcik "Trzcinowisko" - recenzja


Tytuł: "Trzcinowisko"
Autor: Kinga Wójcik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Detektyw Aleksander Zamojski, tom 1

Moja ocena: 6/6

Moje pierwsze spotkanie z Kingą Wójcik nie było do końca udane, ale mam wrażenie, że zaważył wtedy raczej sposób przekazu, a nie powieść, ponieważ skusiłam się na audiobook i niezbyt szczęśliwie trafiłam, jeśli chodzi o lektora. Tym razem sięgnęłam po wersję czytaną samodzielnie, konkretnie ebook, dzięki czemu mogę stwierdzić, że twórczość pani Kingi znacznie podskoczyła w moim kryminalnym rankingu.

Jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć, aby chronić swoich bliskich i ich dobre imię?

"Trzcinowisko" to pierwszy tom nowej serii kryminalnej, w której głównym śledczym jest prywatny detektyw Aleksander Zamojski. Jest on byłym policjantem, więc zna tę pracę od podszewki. Kiedy otrzymuje zlecenie od mężczyzny, którego córka została zamordowana ponad dwadzieścia lat temu, zastanawia się krótko. Nie zniechęca go nawet to, iż przez te wszystkie lata wielu śledczych próbowało rozwikłać zagadkę śmierci dziewczyny i nikomu się nie udało. Sprawa jest trudna, począwszy od tego, że w aktach policyjnych jest mnóstwo dziur. Co wydarzyło się dwadzieścia cztery lata temu? Dlaczego w papierach są braki? Kto i dlaczego pozwolił na takie niedopatrzenia? Dlaczego zginęła Ewa Ostaszewska, uważana za spokojną i ułożoną, kulturalną nastolatkę? Jak radzi sobie jej rodzina po tej niespodziewanej stracie? 

Tropów podrzuconych przez autorkę jest całe mnóstwo. Wodzi czytelnika za nos praktycznie przez cały czas, a napięcie nie opada nawet na chwilę. Zamojski dwoi się i troi, aby odkryć wszystkie elementy układanki. Zdecydowanie zależy mu bardziej, niż śledczym sprzed lat. Pytanie tylko, czy chodzi mu o dobro Ostaszewskich, którzy przez te wszystkie lata żyli w niewiedzy, czy raczej o to, że jeśli nie rozwiąże tej sprawy, ucierpi jego reputacja najlepszego detektywa. Praca detektywa kręci się wokół prowadzonych z ludźmi z otoczenia Ostaszewskich rozmów. Nie wszystkie zeznania do siebie pasują, nie wszyscy mówią prawdę, są i tacy, którzy ukrywają istotne informacje. Zamojski powoli tworzy obraz świata sprzed lat i egzystujących w nim wtedy osób. 

Kinga Wójcik świetnie odmalowała tło społeczne całej tej historii. Wątek kryminalny idealnie wpasowuje się w fabułę pełną przemilczanych tajemnic. Czytało mi się świetnie i mam nadzieję, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z detektywem Zamojskim.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 19 listopada 2023

"Bezgłos" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Bezgłos"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: według mnie fantasy z elementami słowiańskimi
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: może zostanie określony przy drugim tomie

Moja ocena: 5/6

Sięgając po książkę reklamowaną jako horror za każdym razem jestem ciekawa, czy wreszcie będzie to powieść, która faktycznie wywoła u mnie palpitacje serca albo chociaż dreszczyk niepokoju. Podobnie było z najnowszą powieścią Katarzyny Puzyńskiej. Czy autorce udało się mnie przestraszyć?

Zuzanna Kamińska vel Julia Wilk przenosi się z Warszawy do niewielkiej miejscowości Wieszcze. Młoda kobieta ma swoje powody, by zniknąć, odcinając się całkowicie od dotychczasowego życia. Zdolna i bardzo znana pisarka ukrywa tajemnicę, która zmusiła ją do przekwalifikowania się. W jednej chwili z pisarki przemienia się w nauczycielkę języka polskiego i rozpoczyna pracę w szkole. Wieszcze są niewielkie i klimatyczne, jednak wyczuwa się w ich atmosferze jakieś napięcie. Julia początkowo jest zachwycona tym, że ucieczka poszła jej jak z płatka. Szybko jednak dochodzi do wniosku, że coś jest nie tak z jej nowym domem. Przedmioty zmieniają swoje miejsca, słyszy podejrzane dźwięki, jakaś kobieta wchodzi do niej jak do siebie i próbuje ją przekonać do wyjazdu... Duchy, demony czy co? Dyrektorka szkoły Eliza wydaje się być gorsza niż najostrzejszy generał. Nawet uczniowie zachowują się przykładnie, zupełnie nie przystając do znanych Julii standardów z jej czasów szkolnych. Wieszcze zdają się być spełnieniem marzeń dla ukrywającej się przed światem Julii, jednak kobieta nie ma pojęcia, co się wokół niej dzieje i co jeszcze ją czeka...

Wieszcze początkowo jawią się jako bardzo sielskie, spokojne miejsce. Z czasem okazuje się, że to tylko pozory, a miejsce to przyciąga i więzi swoich mieszkańców. Ludzie, którzy stąd pochodzą lub przyjeżdżają i mieszkają tu wystarczająco długo, by dołączyć do grupy "lokalsów", nie potrafią już żyć poza miejscowością. Nawet jeśli pracują lub uczą się poza Wieszczami, w końcu wracają. Przyciąga ich coś tajemniczego i mrocznego. Co takiego straszy i... morduje w Wieszczach? Czy nowa praca Julii to przypadek, czy raczej ktoś postarał się, by trafiła właśnie tutaj? Jeśli zaś ktoś ją ściągnął do mrocznej miejscowości, jaki jest cel tego działania? 

Sporym plusem jest dla mnie wykorzystanie nazwisk bohaterów jako tytułów kolejnych rozdziałów. Początkowo trochę się gubiłam w postaciach, ale dzięki temu zabiegowi wszystko mi się elegancko uporządkowało i szybko okazało się, że już wiem kto jest kim i jakie są między poszczególnymi osobami powiązania.

Horrorem bym tej powieści nie nazwała, jednak ja rzadko się boję podczas czytania książek. Jak już kiedyś wspominałam, ostatnio przestraszyły mnie trzy książki Stefana Dardy i na razie nadal tak jest. Nie zmienia to jednak faktu, że "Bezgłos" czytało mi się przyjemnie. Może bez dreszczyku strachu, ale za to byłam ciekawa, co za historię autorka wymyśliła swoim bohaterom. Pomysł na fabułę jest interesujący, chociaż może mogłoby być trochę więcej słowiańskości w wątku wieszczego, który pustoszy niewielką miejscowość.

Informacje pozwalające czytelnikowi odkryć zawiłości fabuły pojawiają się powoli, uwalniane sukcesywnie przez autorkę. Ten zabieg sprawia, że musimy utrzymać uwagę aż do końca, który właściwie nie jest końcem ;-) Ostatnie strony zapowiadają bowiem kolejny tom tego cyklu. Zobaczymy, czy będzie bardziej straszny, czy raczej pójdzie bardziej w kierunku fantasy. Mam nadzieję, że pojawi się więcej słowiańskich klimatów.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka


czwartek, 31 sierpnia 2023

"Białe kłamstwa" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Białe kłamstwa"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: thriller
Liczba stron: 447
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 3
Moja ocena: 6/6


Już sam tytuł trzeciego tomu trylogii Piotra Borlika nasuwa skojarzenie z psychologią. Białe kłamstwo w skrócie to mówienie nieprawdy, aby oszczędzić komuś przykrości, nie urazić go. Choćby w sytuacji, kiedy koleżanka zmieniła fryzurę, a my uważamy, że wygląda niekorzystnie, to i tak powiemy jej komplement, żeby nie było jej przykro. Fabuła ostatniego tomu przygód Agaty Stec i Artura Kamińskiego opiera się właśnie na takim rodzaju kłamstwa, jednak kaliber jest znacznie większy niż fryzura czy styl ubierania się.

Tym razem startujemy z wysokiej półki. W toku śledztwa dotyczącego makabrycznej śmierci biznesmena Jacka Biernata główną podejrzaną zostaje Agata. Nie ma na to mocnych dowodów, jednak mimo to Stec trafia do aresztu. Bardzo wysoką kaucję wpłaca Artur, dzięki czemu kobieta wychodzi na wolność. To jednak nie oznacza, że jej kłopoty się kończą. Jest wręcz odwrotnie, o czym Agata szybko się przekonuje. Przede wszystkim dostrzega wreszcie coraz więcej elementów psychopatycznej układanki tworzonej przez słynnego psychologa. Postanawia podjąć wyzwanie i zagrać z bratem w jego chorą grę. Nawet się nie spodziewacie, co z tego wyniknie. Agata chyba również nie miała pojęcia o tym, co ją czeka i jakie mroczne tajemnice wyjdą na jaw. 

Początkowo autor przybliża w skrócie kluczowe wątki z poprzednich dwóch tomów. To pomaga w usystematyzowaniu treści, chociaż ja akurat byłam na bieżąco, ponieważ postanowiłam czytać jeden tom po drugim, bez mieszania ich z innymi powieściami. Dzięki temu wszystko pamiętałam i mogłam skupić się na układaniu tych puzzli, a nie kombinować co, kiedy, kto i z kim ;-) Następnie pan Piotr powoli zaczął wyjaśniać i domykać kolejne tematy. To i owo się rozwikłało, ale nie myślcie, że ten tom nie zawiera żadnych zwrotów akcji. Otóż, zawiera i to całkiem zmyślne. Możecie spodziewać się między innymi porwania, grzebania w przeszłości bohaterów i odkrycia szokujących faktów.     
 
Bardzo mi szkoda, że to już koniec przygody z Agatą i Arturem, chociaż do końca nie polubiłam tej pary z uwagi na ich charaktery. Agata drażniła mnie swoim zaślepieniem, a Artur nadmiernym poukładaniem. Ale z perspektywy całej serii stwierdzam, że tacy właśnie musieli być. Wszystko w tej powieści, a właściwie w całej trylogii, jest przemyślane i dopracowane. Zdecydowanie polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka


środa, 23 sierpnia 2023

"Materiał ludzki" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Materiał ludzki"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: thriller, kryminał
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 2

Moja ocena: 6/6

Drugi tom cyklu o Agacie Stec i Arturze Kamińskim nosi tytuł "Materiał ludzki". Jest to równocześnie środkowy tom nieźle pokręconej trylogii.

Po zakończeniu sprawy dotyczącej zbrodni dokonanej w Parku Oliwskim bez śladu znika główny świadek, Jacek, z którym Agata nawiązała dość bliską relację. Policjantka nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Prowadzi poszukiwania mężczyzny, ale nawet przez myśl jej nie przejdzie, że Jacek znajduje się tak blisko. Powoli zaczyna również dostrzegać ciemną stronę własnego brata. W jej głowie rodzą się pewne podejrzenia, choć nie jest jej łatwo uwierzyć w to, że najbliższa osoba mogłaby być zła.  

Artur w tym tomie wylądował jakby na drugim planie i może w sumie dobrze, bo zdecydowanie więcej działo się w niewielkiej wsi, w której tym razem toczy się akcja. Nie martwcie się jednak, on również nieźle tu namiesza. Agata przypadkowo natrafia na kolejną zbrodnię. Tym razem morderca wykorzystuje ludzi jako żywe (lub martwe) pergole. Dlaczego? Tego właśnie usiłuje dowiedzieć się pani komisarz, chociaż lokalna policja nie pomaga jej w śledztwie. Aspirant Paweł Wilk to dość śliski człowiek, któremu nie należy ufać. Coś z nim jest nie tak, tylko co? W co uwikłał się mężczyzna? Czy jego zachowanie jest powiązane z ciałami przymocowanymi do drewnianych pali ustawionych wśród pól?

Autor świetnie odmalował duszną atmosferę małej miejscowości, zmowę milczenia i manipulacje, którym poddawana jest Agata. Mamy kilku podejrzanych, a działania Stec bardzo wolno przybliżają ją do rozwiązania makabrycznej zagadki. Dzięki temu mamy szansę na samodzielne rozkminy, ale nie liczcie na to, że będzie łatwo. Lekko przerysowane postaci i trochę nieprawdopodobny pomysł na fabułę to według mnie plusy tej historii.      

Myślę, że określiłabym tę powieść bardziej mianem thrillera niż kryminału. Może kryminalny thriller? Psychologiczny przy okazji, bo meandrów ludzkiej psychiki też jest tu sporo ;-) Nie mogę doczekać się dalszego ciągu, choć jednocześnie pojawia się smutek, że przede mną ostatni tom tego cyklu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka


sobota, 19 sierpnia 2023

"Boska proporcja" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Boska proporcja"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 1

Moja ocena: 6/6

Pierwszy tom trylogii Piotra Borlika pt. "Boska proporcja" pochłonęłam w zawrotnym tempie. Pojawił się w nim znany mi już z prequela psycholog Artur oraz kilka innych bardzo ciekawych postaci. Ile się nakombinowałam podczas tej lektury, to świat nie widział :D

Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią. No czyż takie słowa nie wzbudzają w Was ciekawości, co wymyślił dla swoich czytelników autor?

W Parku Oliwskim zostają znalezione zwłoki kobiety. Morderca wydaje się mieć jakiś głębszy, wręcz artystyczny zamysł na swoje zbrodnie. Dziewczyna została bowiem przyczepiona do ogromnej palmy, a z jej ciała wyrastają... koniczyny. Jak okazało się w trakcie śledztwa, wszystkie czterolistne i zaimpregnowane. Czy ma to jednak znaczenie? Na to i wiele innych pytań postara się odpowiedzieć komisarz Agata Stec, która poprowadzi tę sprawę. Warstwę psychologiczną śledztwa i zachowanie mordercy policjantka omawiać będzie z bratem psychologiem, Arturem Kamińskim.  

Nie jestem pasjonatką nauk ścisłych, więc niewiele wiem o tematach poruszonych w powieści, jednak zostały przedstawione w dość skrótowy sposób, dzięki czemu połapałam się w pomyśle pisarza. Jeśli zdecydujecie się na lekturę, czekają Was takie pojęcia jak ciąg Fibonacciego czy boska proporcja.   

Nie polubiłam komisarz Agaty Stec. Irytowała mnie swoim impulsywnym zachowaniem, wulgarnym językiem, hektolitrami wypitego alkoholu i ogólnie struganiem twardzielki. Jednocześnie była tak ślepa na pewne sytuacje, że aż zgrzytałam zębami. Artur Kamiński za to, czyli brat pani komisarz, to jej totalne przeciwieństwo. Uporządkowany, kulinarny geniusz i znawca ludzkiej psychiki. Wydaje się być trochę zbyt idealny, ale do czasu...

Jeśli lubicie pokręcone fabuły i rollercoaster w powieści, ta trylogia powinna przypaść Wam do gustu. Agatę da się przeżyć, jak się człowiek skupi na roztrząsaniu toku myślenia autora i szukaniu rozwiązania zagadki. Zacznijcie czytać dopiero, kiedy zdobędziecie wszystkie tomy, bo zakończenie wymusza natychmiastowe sięgniecie po kolejną część. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka



 

czwartek, 17 sierpnia 2023

"Baltica" Piotr Borlik - recenzja


Tytuł: "Baltica"
Autor: Piotr Borlik
Gatunek: thriller
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, prequel

Moja ocena: 6/6!  

Powiem Wam, że ostatni raz taki rollercoaster czytelniczy to miałam chyba podczas lektury "Królika w lunaparku" Michała Biardy. Jeszcze ewentualnie "Domofon" Miłoszewskiego wchodzi w grę. Jednak po przeczytaniu, że autor jest laureatem trzeciego miejsca w mistrzostwach Czech w grach logicznych, zrozumiałam, jakim cudem napisał coś takiego. "Baltica" to prequel trylogii Agata Stec i Artur Kamiński autorstwa Piotra Borlika. Zaryzykowałam, ponieważ nie znałam wcześniej tego autora, ale NIE ŻAŁUJĘ, takie to było dobre!

MF Baltica to prom, na którym liczy się głównie dobra zabawa. Prom sobie płynie, a tymczasem pasażerowie świetnie się bawią, korzystając z licznych atrakcji. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Bar, kino, strefa dla dzieci, dyskoteka, po prostu oferta zawiera wszystko, czego dusza zapragnie. W pewnym jednak momencie zaczęłam się zastanawiać, czy wszyscy dotrą bezpiecznie do celu podróży, którym jest park rozrywki w Szwecji. Co ja piszę, zaczęłam się zastanawiać, czy JA przeżyję tę podróż! Do tej pory nie wiem, jak moja psychika to wszystko udźwignęła ;-) Najpierw pomyślałam, że ktoś tu się grubo pomylił, potem przyszło mi do głowy, że to jakaś zmyślna manipulacja, a ostatecznie wsiąkłam bez reszty w opisywane mechanizmy.

Na pierwszy plan wysuwają się trzy postaci: przykładny mąż i ojciec, studentka i starsza pani. Na pierwszy rzut oka nie łączy ich absolutnie nic, ale czy na pewno? Musicie pamiętać, że nic tutaj nie jest normalne. Nic nie jest takie, jak być powinno i pozostaje Wam po prostu trzymać rękę na pulsie. Chociaż to w sumie też nie na wiele się zda, sami zobaczycie, że fabuła tej powieści to czyste szaleństwo. 

Nie mogę napisać nic więcej, żeby nie rzucić spojlerem. W każdym razie przygotujcie się na morderstwa. Lekko nie będzie, Wasza psychika może nie przyjąć tego pomysłu, ale uważam, że warto doczytać do końca, aby poznać naprawdę zaskakujący finał. Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, wybrałam: PSYCHODELICZNA. 

Prequel zaostrzył mi apetyt na trylogię. Nie mogę się już doczekać kolejnych tomów tej serii.  


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 16 lipca 2023

"Maud Montgomery. Uskrzydlona" Mary Henley Rubio - recenzja

Tytuł: "Maud Montgomery. Uskrzydlona"
Autor: Mary Henley Rubio
Gatunek: biografia
Liczba stron: 712
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 5/6

"Maud Montgomery. Uskrzydlona" to biografia autorki "Ani z Zielonego Wzgórza" i wielu innych pięknych historii. Na ponad siedmiuset stronach Mary Henley Rubio odkrywa przed czytelnikami codzienność pisarki i jej rodziny. Po trzydziestu latach studiów nad życiem L.M.Montgomery chyba nie było łatwo zebrać wszystkie zdobyte informacje i opisać tak, by chciało się je czytać. Przy takim gabarycie, jakim może poszczycić się ta pozycja, to nie lada sztuka.

Ten szczegółowy i dopracowany portret Maud powstał między innymi na podstawie jej dzienników, które prowadziła przez wiele lat, a także wywiadów z osobami, które były częścią jej życia. Cała ta układanka uzupełniana była przez biografkę na przestrzeni lat również przy pomocy artykułów z gazet, recenzji książek czy listów pisanych przez Montgomery do korespondencyjnych przyjaciół. Autorka biografii ma zatem za sobą ogrom pracy, by to wszystko złożyć w jedną sensowną całość. O rozmiarze researchu mówi bibliografia i indeksy na końcu książki, które zajmują (na moim czytniku) jakieś dwadzieścia stron.

Dzienniki, których powstało aż dziesięć tomów, zawierają kawał życia pisarki, jednak okazuje się, że zostały przez nią samą zredagowane, czyli nie przedstawiają w stu procentach jej życia, tylko to, co sama chciała, żebyśmy wiedzieli. Te mniej wygodne fakty przemilczała. Część z nich udało się biografce odtworzyć na podstawie innych materiałów. 

Jaka osoba wyłania się z tej publikacji? Chyba przede wszystkim twarda, ponieważ mimo ciągłych problemów natury depresyjnej, udźwignęła nie tylko pisanie optymistycznych książek z dobrymi zakończeniami, których domagali się ówcześnie czytelnicy, ale także ciągnęła za sobą równie depresyjnego męża i dwóch synów, z których jeden wciąż wpadał w tarapaty. W świetle aktualnej wiedzy na temat przyjmowanych przez Maud i jej męża leków (mających im pomóc, uspokoić i wyciszyć) wydaje się, że to ich nadmiar był odpowiedzialny za stany depresyjne i wszystkie cierpienia małżonków. Na przykład Ewan, mąż Maud, został zapamiętany w środowisku jako zupełnie normalny, miły mężczyzna, może tylko trochę wycofany i powolny, co mogło być skutkiem nadmiaru leków, natomiast Maud postrzegała go jak kulę u nogi. Jego stan wywoływał u Montgomery ciągłą nerwowość, spadki nastroju i ogólne poczucie rozbicia. Aż dziw, że w tej sytuacji była w stanie tworzyć kolejne powieści i angażować się w działalność literacką. Z biografii wynika, że ratowała ją żelazna konsekwencja i rygor, który sobie narzuciła w przypadku pisania. Dzięki tym cechom nawet choroba psychiczna męża przez wiele lat nie była w stanie wybić jej z rytmu pisania. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro domowy budżet opierał się głównie na jej zarobkach, a pastorska pensja Ewana wystarczała jedynie "na waciki".       

Pozostaje zadać sobie pytanie, ile w tej biografii jest prawdziwej Maud, a ile tej, którą przez pryzmat własnych poszukiwań i doświadczeń stworzyła biografka. I tej, którą sama Maud chciała, byśmy poznali. W biografii znajdują się również zdjęcia. Nie wiem, jak się to przedstawia na papierze, ale w czytniku jakość była taka sobie. Najlepiej prezentowały się portrety.  

Dla jednych będzie to nudna i przydługa opowieść o życiu najbardziej znanej kanadyjskiej pisarki, a dla innych fascynujące studium postaci. Ja należę do tej drugiej grupy, więc polecam, jednak spodziewajcie się mnóstwa szczegółów, a także wzlotów i upadków zarówno Maud, jak i członków jej rodziny. 

Współpraca barterowa z wydawnictwem Prószyński i S-ka

poniedziałek, 3 lipca 2023

"Lilie Królowej. Matki" Lucyna Olejniczak - recenzja


Tytuł: "Lilie Królowej. Matki"
Autor: Lucyna Olejniczak
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lilie królowej. Saga średniowieczna, tom 3
Moja ocena: 6/6


Trzeci tom średniowiecznej sagi autorstwa Lucyny Olejniczak pochłonął mnie kompletnie. Dwa pierwsze tomy bardzo mi się podobały, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Z niecierpliwością czekałam na dalsze losy bohaterek, z którymi zdążyłam się już zaprzyjaźnić.

Uwielbiam czytać o średniowiecznych czasach, ale raczej nie chciałabym w nich żyć. Odstrasza mnie brak podstawowych zdobyczy techniki, bez których obecnie trudno byłoby się obejść. Jednak opisy autorki są tak realistyczne, że miałam wrażenie, iż przebywam wraz z bohaterami w tamtych właśnie czasach. To była już trzecia i bardzo udana podróż w czasie.

Trzy znane już z dwóch poprzednich tomów bohaterki, Amalia, Milda i Jadwiga, wyrastają na piękne kobiety. W związku z tym fabuła dzieli się na trzy części. W pierwszej z nich towarzyszymy Amalii, którą małżonek Zbigniew więzi w swojej posiadłości. Wszyscy boją się rycerza, więc kobieta nie może liczyć na niczyją pomoc. Mąż odebrał jej dziecko i zamknął w niedostępnej komnacie. Amalia każdego dnia ma wrażenie, że popada w obłęd, tęskni za malutką córeczką i wypatruje pomocy. Jak uda jej się przekazać wołanie o pomoc na zewnątrz? Kto przybędzie do posiadłości i czy uda mu się przedostać przez mur wrogości, zbudowany przez szalonego Zbigniewa? Co kobieta odkryje w pobliżu swojego więzienia?

Ta właśnie część wywołała u mnie największe emocje, więc o pozostałych dodam tylko tyle, że pełne są szczegółów związanych z życiem w czasach średniowiecznych, pięknych i plastycznych opisów codzienności, strojów, pejzaży i dworskich intryg. Naprawdę dużo się dzieje w tym tomie. Obserwujemy siłę przyjaźni, trwającej przez te wszystkie lata między bohaterkami, a także ich nietypowe jak na tamte czasy dążenie do samodzielności i niezależności. Kobiety w tamtych czasach nie miały wiele do powiedzenia, nawet w przypadku tych wyżej urodzonych. Tymczasem zarówno Milda, jak i Amalia, kiedyś dwórki królowej Jadwigi, potrafiły przeciwstawić się kulturowym i społecznym naciskom. Czy Milda lepiej trafiła, poślubiając przystojnego i liczącego się mieszczanina? Jak radzi sobie na tronie Jadwiga? Czy ich przyjaźń nie osłabła przez lata?

W tym tomie spotkacie również Varnasa i jego rodzinę, a także zupełnie nowe postacie. Będzie się działo, aż żal było zdążać do końca tej historii. Pocieszeniem jest fakt, iż pojawi się jeszcze jeden tom należący do tej sagi. Czekam z niecierpliwością.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


wtorek, 6 czerwca 2023

"Zgłoba" Katarzyna Puzyńska - recenzja

Tytuł: "Zgłoba"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 720
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lipowo, tom 15

Moja ocena: 6/6

Ach, jak przyjemnie było wrócić do Lipowa! A do tego tyle się działo, że nie sposób było się oderwać. Najnowszy (i ostatni!) tom serii bardzo mnie usatysfakcjonował nie tylko samą fabułą, ale także czasem akcji, bo wyobraźcie sobie, że tym razem poskaczecie w czasie i przestrzeni ;-) Nastawcie się nie tylko na kryminał, ale również na trochę słowiańskiego fantasy. Naprawdę trochę. I odrobinę klątwy rzucanej przez czarownicę. Wiem, że nie każdy akceptuje takie klimaty, ale dla mnie mieszanka fabularna była bardzo udana.

Dzięki przeskokom w czasie kolejne zagadki powoli zyskają rozwiązanie, jednak zanim do tego dojdzie, będzie czas na własne rozkminy. Nie, żeby udało mi się przewidzieć finał, nie tym razem, ale przyjemnie było pozastanawiać się nad tym i owym. Pocieszające jest to, że typowo chaotyczny styl autorki właściwie nie pozwala na samodzielne wydedukowanie zakończenia :D 

Niewiele mogę Wam zdradzić z fabuły, bo jednocześnie spaliłabym najważniejszy element głównego wątku. Napiszę tylko tyle, że wpadniecie w śledztwo, którego się nie spodziewacie, ale nie będzie ono jedyną sprawą, w której ktoś szuka mordercy i odpowiedzi na różne pytania. Nie dość, że to ostatni tom serii o Lipowie, to jeszcze ten fajerwerk na wstępie wyrwał mnie z butów. Tym razem akcja rozgrywa się głównie w niewielkim Puszczykowie. Nazwa miejscowości nawiązuje do... no cóż... trupów, bo w końcu puszczyk nazywany jest ptakiem śmierci, a jego głos tę śmierć podobno zwiastuje, więc nie dziwota, że morderstw trochę będzie. Jak kryminał, to kryminał, prawda? 

Cała wielowątkowa historia rozpoczyna się od anonimowego maila, którego otrzymuje Malwina Górska. Ktoś sugeruje, że w jednej ze spraw związanych z Danielem Podgórskim są nieścisłości, które należałoby wyjaśnić. Pisarka postanawia zgłębić temat i wyrusza do Puszczykowa. Wraz z nią w śledztwo angażuje się emerytowana komisarz policji Klementyna Kopp. Zaczynamy zatem od morderstwa dziewczynki sprzed czterdziestu lat, które próbuje rozwikłać grupa nastolatków dwadzieścia lat po śmierci dziecka. Obecnie wspomniane nastolatki to dorośli ludzie, którzy nadal nie znają odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania...   

Mimo przeskoków w czasie niecodzienny duet: Klementyna Kopp i Malwina Górska wybijał się na tle reszty wątków. Kobiety zwarły szyki i postanowiły wspólnie rozwiązać główną zagadkę tego tomu. Bardzo podobały mi się sceny, w których poukładana i praworządna Malwina dostawała piany na ustach, kiedy Kopp wykorzystywała swoje niekonwencjonalne sposoby w śledztwie.

Nie da się ukryć, że bohaterów jest zatrzęsienie (również zupełnie nowych), jednak autorka prowadzi narrację w taki sposób, że nie da się pogubić. Wyjaśnienia i przypominajki umieszczone w tekście bardzo pomagają trzymać się właściwych torów. Może nie wszyscy lubią ten sposób porządkowania treści, ale ja - tak.

Podsumowując, polecam, jednak uprzedzam, że to trochę odmienny tom od pozostałych.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka