Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Puzyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Puzyńska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2026

"Noc trzydziesta" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Noc trzydziesta"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Zalesie, tom 2

Moja ocena: 5/6

Drugi tom serii Zalesie Katarzyny Puzyńskiej już za mną. Wciąż zaznajamiam się z nowymi bohaterami i rozważam, kogo lubię bardziej, a kogo mniej. Z pewnością najbardziej barwną postacią jest Piggy, ale w sumie każda z pojawiających się na kartach powieści osób ma w sobie coś interesującego. 

Komisarz Iwo Wilkowski odkrywa na leśnym parkingu zwłoki młodego małżeństwa azjatyckiego pochodzenia. Siedzą dziwnie upozowani na ławce, a ich obrażenia kojarzą się ze sprawą prowadzoną trzydzieści lat wcześniej, kiedy policja poszukiwała mordercy określanego mianem Amora. Problem w tym, że ten morderca został wtedy pojmany. Czyli to naśladowca czy ktoś w przeszłości popełnił błąd? 

Tydzień później w pobliskim stawie rybnym zostaje odnalezione ciało topielca. Śledczy szybko ustalają jego tożsamość, ale nie wiadomo, dlaczego akurat tego człowieka spotkała śmierć. Policja szuka powiązań ze sprawą sprzed lat i z odnalezionymi zwłokami młodych Azjatów. 

Prokurator Grzegorz Hala ma na głowie spory problem. Włącza się w działania operacyjne Michaliny i Kai, jednak jego własny kłopot, którym jest tajemnicza i bardzo niewygodna przesyłka znaleziona w bagażniku świeżo zakupionego samochodu, doprowadza go do białej gorączki. Nie ma pojęcia, jak rozwiązać powstały przez paczkę problem, żeby nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Dziennikarka Oliwia Bacewicz, znienawidzona przez śledczych przez jej specyficzne zachowanie i kompletny brak skrupułów, zdradza podkomisarz Michalinie Murawskiej pewne informacje, które zaprowadzą policjantkę do tajemnicy jej pochodzenia. Miśka jest zszokowana rewelacjami, które sprzedała jej dziennikarka. Do tego dochodzą problemy z nastoletnim synem, Sebastianem, a także trudna relacja z byłym partnerem. Podsumowując, Murawska nie ma łatwo w tym tomie, oj nie. Na szczęście nie jest sama ze swoimi problemami, jednak przychodzi moment, w którym zaczyna się zastanawiać, komu może zaufać.   

Każdy w tej powieści nosi w sobie jakiś sekret. Duszna atmosfera jest wyczuwalna praktycznie cały czas, a kolejne kroki podejmowane przez śledczych nie zawsze prowadzą ich w dobrym kierunku. Interesujące było podążanie za tokiem rozumowania bohaterów. Udało mi się tym razem wytypować sprawcę zanim ta informacja pojawiła się w tekście. Kilka wątków zostało otwartych, a zatem trzeba cierpliwie poczekać na kolejny tom. 

Jeśli chodzi o gabaryt książki, nie uderzył we mnie zupełnie, bo w czytniku tego nie widać :) Ale nie zdziwiłam się rozmiarem tej historii, bo Lipowo mam już dawno za sobą, a tam nie ma krótkich historii. W każdym razie styl autorki sprawia, że czyta się bardzo szybko i płynnie. Do tego dochodzi zmiana narracji, dzięki czemu jest dynamicznie, a przy okazji obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. 

Myślę, że to będzie równie dobra seria, co Lipowo, chociaż będę potrzebowała trochę czasu, żeby się do niej całkowicie przekonać, bo jednak ekipa ze wspomnianego Lipowa była ze mną znacznie dłużej :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


         

poniedziałek, 1 grudnia 2025

"Nic takiego" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Nic takiego"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 608
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6

"Nic takiego" to pierwszy tom nowej serii autorstwa Katarzyny Puzyńskiej. Byłam bardzo ciekawa, czy nowa historia i bohaterowie przebiją w mojej czytelniczej alei sław Lipowo. Nie poczyniłam jednak żadnego porównania z pierwszą serią. Po prostu dałam się ponieść temu połączeniu kryminału z thrillerem psychologicznym.

W nowej serii mamy trójkę śledczych: podkomisarz Michalinę Murawską, podkomisarz Kaję Dalke i prokuratora Grzegorza Halę. Każde z nich ma swoje wady i zalety, a także przywary, którymi irytuje pozostałych. Najbardziej zakręcona w tej ekipie jest Kaja, zwana Piggy. Aby ich lepiej poznać, trzeba dać sobie czas na zagłębienie się w lekturę, ponieważ autorka przemyciła w kolejnych rozdziałach sporo informacji z ich prywatnego życia. Do prowadzonego śledztwa w sprawie morderstwa milionera swoje trzy grosze dołożyła również córka ofiary, dziennikarka śledcza Oliwia Bacewicz.

Fabuła osnuta została na dwóch głównych wątkach: morderstwie śmiertelnie chorego milionera, Tadeusza Bacewicza, oraz na problemach prokuratora Hali, który otrzymuje anonimy dotyczące pewnego wydarzenia z jego przeszłości. Autorka umiejętnie prowadzi oba wątki, wciąż podsycając napięcie i tworząc atmosferę tajemnicy. Każdy rozdział przynosi elementy układanki, co nie znaczy, że łatwo jest przewidzieć finał tej historii. Relacja pań podkomisarz i dość nietypowe zachowania Kai dodają humoru dialogom i opisanym sytuacjom. 

Lubię krótkie rozdziały, a tutaj na nie trafiłam, więc był to dla mnie dodatkowy atut. Dzięki temu akcja powieści jest dynamiczna. Początkowo Kaja wydawała mi się denerwująca, ale z czasem ją polubiłam. Mam nadzieję, że nie zabraknie scen z tą postacią w kolejnych tomach serii.        

Chociaż książka to spora cegła, bo liczy ponad sześćset stron, nie odczuwa się kompletnie tego gabarytu. Czyta się szybko i płynnie. Dużo się dzieje, a o to przecież chodzi. Dynamiczne śledztwo prowadzone przez realistycznych bohaterów wciąga i nie pozwala odłożyć książki na długo.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 19 listopada 2023

"Bezgłos" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Bezgłos"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: według mnie fantasy z elementami słowiańskimi
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: może zostanie określony przy drugim tomie

Moja ocena: 5/6

Sięgając po książkę reklamowaną jako horror za każdym razem jestem ciekawa, czy wreszcie będzie to powieść, która faktycznie wywoła u mnie palpitacje serca albo chociaż dreszczyk niepokoju. Podobnie było z najnowszą powieścią Katarzyny Puzyńskiej. Czy autorce udało się mnie przestraszyć?

Zuzanna Kamińska vel Julia Wilk przenosi się z Warszawy do niewielkiej miejscowości Wieszcze. Młoda kobieta ma swoje powody, by zniknąć, odcinając się całkowicie od dotychczasowego życia. Zdolna i bardzo znana pisarka ukrywa tajemnicę, która zmusiła ją do przekwalifikowania się. W jednej chwili z pisarki przemienia się w nauczycielkę języka polskiego i rozpoczyna pracę w szkole. Wieszcze są niewielkie i klimatyczne, jednak wyczuwa się w ich atmosferze jakieś napięcie. Julia początkowo jest zachwycona tym, że ucieczka poszła jej jak z płatka. Szybko jednak dochodzi do wniosku, że coś jest nie tak z jej nowym domem. Przedmioty zmieniają swoje miejsca, słyszy podejrzane dźwięki, jakaś kobieta wchodzi do niej jak do siebie i próbuje ją przekonać do wyjazdu... Duchy, demony czy co? Dyrektorka szkoły Eliza wydaje się być gorsza niż najostrzejszy generał. Nawet uczniowie zachowują się przykładnie, zupełnie nie przystając do znanych Julii standardów z jej czasów szkolnych. Wieszcze zdają się być spełnieniem marzeń dla ukrywającej się przed światem Julii, jednak kobieta nie ma pojęcia, co się wokół niej dzieje i co jeszcze ją czeka...

Wieszcze początkowo jawią się jako bardzo sielskie, spokojne miejsce. Z czasem okazuje się, że to tylko pozory, a miejsce to przyciąga i więzi swoich mieszkańców. Ludzie, którzy stąd pochodzą lub przyjeżdżają i mieszkają tu wystarczająco długo, by dołączyć do grupy "lokalsów", nie potrafią już żyć poza miejscowością. Nawet jeśli pracują lub uczą się poza Wieszczami, w końcu wracają. Przyciąga ich coś tajemniczego i mrocznego. Co takiego straszy i... morduje w Wieszczach? Czy nowa praca Julii to przypadek, czy raczej ktoś postarał się, by trafiła właśnie tutaj? Jeśli zaś ktoś ją ściągnął do mrocznej miejscowości, jaki jest cel tego działania? 

Sporym plusem jest dla mnie wykorzystanie nazwisk bohaterów jako tytułów kolejnych rozdziałów. Początkowo trochę się gubiłam w postaciach, ale dzięki temu zabiegowi wszystko mi się elegancko uporządkowało i szybko okazało się, że już wiem kto jest kim i jakie są między poszczególnymi osobami powiązania.

Horrorem bym tej powieści nie nazwała, jednak ja rzadko się boję podczas czytania książek. Jak już kiedyś wspominałam, ostatnio przestraszyły mnie trzy książki Stefana Dardy i na razie nadal tak jest. Nie zmienia to jednak faktu, że "Bezgłos" czytało mi się przyjemnie. Może bez dreszczyku strachu, ale za to byłam ciekawa, co za historię autorka wymyśliła swoim bohaterom. Pomysł na fabułę jest interesujący, chociaż może mogłoby być trochę więcej słowiańskości w wątku wieszczego, który pustoszy niewielką miejscowość.

Informacje pozwalające czytelnikowi odkryć zawiłości fabuły pojawiają się powoli, uwalniane sukcesywnie przez autorkę. Ten zabieg sprawia, że musimy utrzymać uwagę aż do końca, który właściwie nie jest końcem ;-) Ostatnie strony zapowiadają bowiem kolejny tom tego cyklu. Zobaczymy, czy będzie bardziej straszny, czy raczej pójdzie bardziej w kierunku fantasy. Mam nadzieję, że pojawi się więcej słowiańskich klimatów.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka


wtorek, 6 czerwca 2023

"Zgłoba" Katarzyna Puzyńska - recenzja

Tytuł: "Zgłoba"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 720
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lipowo, tom 15

Moja ocena: 6/6

Ach, jak przyjemnie było wrócić do Lipowa! A do tego tyle się działo, że nie sposób było się oderwać. Najnowszy (i ostatni!) tom serii bardzo mnie usatysfakcjonował nie tylko samą fabułą, ale także czasem akcji, bo wyobraźcie sobie, że tym razem poskaczecie w czasie i przestrzeni ;-) Nastawcie się nie tylko na kryminał, ale również na trochę słowiańskiego fantasy. Naprawdę trochę. I odrobinę klątwy rzucanej przez czarownicę. Wiem, że nie każdy akceptuje takie klimaty, ale dla mnie mieszanka fabularna była bardzo udana.

Dzięki przeskokom w czasie kolejne zagadki powoli zyskają rozwiązanie, jednak zanim do tego dojdzie, będzie czas na własne rozkminy. Nie, żeby udało mi się przewidzieć finał, nie tym razem, ale przyjemnie było pozastanawiać się nad tym i owym. Pocieszające jest to, że typowo chaotyczny styl autorki właściwie nie pozwala na samodzielne wydedukowanie zakończenia :D 

Niewiele mogę Wam zdradzić z fabuły, bo jednocześnie spaliłabym najważniejszy element głównego wątku. Napiszę tylko tyle, że wpadniecie w śledztwo, którego się nie spodziewacie, ale nie będzie ono jedyną sprawą, w której ktoś szuka mordercy i odpowiedzi na różne pytania. Nie dość, że to ostatni tom serii o Lipowie, to jeszcze ten fajerwerk na wstępie wyrwał mnie z butów. Tym razem akcja rozgrywa się głównie w niewielkim Puszczykowie. Nazwa miejscowości nawiązuje do... no cóż... trupów, bo w końcu puszczyk nazywany jest ptakiem śmierci, a jego głos tę śmierć podobno zwiastuje, więc nie dziwota, że morderstw trochę będzie. Jak kryminał, to kryminał, prawda? 

Cała wielowątkowa historia rozpoczyna się od anonimowego maila, którego otrzymuje Malwina Górska. Ktoś sugeruje, że w jednej ze spraw związanych z Danielem Podgórskim są nieścisłości, które należałoby wyjaśnić. Pisarka postanawia zgłębić temat i wyrusza do Puszczykowa. Wraz z nią w śledztwo angażuje się emerytowana komisarz policji Klementyna Kopp. Zaczynamy zatem od morderstwa dziewczynki sprzed czterdziestu lat, które próbuje rozwikłać grupa nastolatków dwadzieścia lat po śmierci dziecka. Obecnie wspomniane nastolatki to dorośli ludzie, którzy nadal nie znają odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania...   

Mimo przeskoków w czasie niecodzienny duet: Klementyna Kopp i Malwina Górska wybijał się na tle reszty wątków. Kobiety zwarły szyki i postanowiły wspólnie rozwiązać główną zagadkę tego tomu. Bardzo podobały mi się sceny, w których poukładana i praworządna Malwina dostawała piany na ustach, kiedy Kopp wykorzystywała swoje niekonwencjonalne sposoby w śledztwie.

Nie da się ukryć, że bohaterów jest zatrzęsienie (również zupełnie nowych), jednak autorka prowadzi narrację w taki sposób, że nie da się pogubić. Wyjaśnienia i przypominajki umieszczone w tekście bardzo pomagają trzymać się właściwych torów. Może nie wszyscy lubią ten sposób porządkowania treści, ale ja - tak.

Podsumowując, polecam, jednak uprzedzam, że to trochę odmienny tom od pozostałych.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka



niedziela, 19 lutego 2023

"Sąpierz" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Tytuł: "Sąpierz"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 503
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Grodzisko, tom 2
PREMIERA: 8 listopada 2022

Moja ocena: 3/6

Sama nie wiem, co mam myśleć o tej powieści... Liczyłam na ciekawą przygodę, bo pierwszy tom cyklu nawet mi się podobał, ale do końca tej historii nie wciągnęłam się w fabułę i raczej się wymęczyłam. Jeśli powstanie kolejny tom, nie wiem, czy po niego sięgnę.

Dwa światy, Stary i Nowy, stają w obliczu katastrofy. Dla Nowego Świata nie będzie to nic nowego, ponieważ już został kompletnie zniszczony i niewiele mu brakuje do samozagłady. Stary Świat wciąż jest piękny, pełen słowiańskich stworów i bóstw, a jego mieszkańcy mają się całkiem dobrze. Nadchodzi jednak dzień, w którym ma miejsce coś nietypowego. W wyniku pewnego działania światy zaczynają się przenikać, a ich mieszkańcy przechodzić przez powstałe w różnych miejscach szczeliny. O co chodzi? Czy to koniec obu światów?

Szalona Wiera, mieszkanka Nowego Świata i Obrończyni, martwi się brakiem następczyni, której mogłaby przekazać pałeczkę, zanim nadejdzie kres jej życia. Niby miała kilka uczennic, ale ostatecznie żadna z nich nie została jej następczynią. Tymczasem przepowiednia głosi, iż zbliża się Sąpierz, czyli nieprzyjaciel i prześladowca, jednak nikt do końca nie wie, kiedy to nastąpi, ani kim jest ten legendarny i tajemniczy Sąpierz.  

Do Nowego Świata przedostaje się rusałka Nawojka z porwanym Niemojem. Ich śladem podąża Dobrowoja, która zamierza wyrwać synka z rąk rusałki. Chłopiec ma ogromną Moc, którą chcą wykorzystać źli ludzie. Czy uda jej się odnaleźć oboje, zanim będzie za późno?

Zazwyczaj nie przeszkadza mi mnogość wątków i postaci w powieści, ale tutaj zmęczył mnie ten wszechobecny chaos, który prowadził właściwie donikąd. Akcja ciągnęła się jak toffi. Poza tym zabrakło mi przyjemności z lektury, bo ciągle byłam nie w temacie. Poza tym zdecydowanie bardziej wolę słowiańskie zwyczaje i tradycje, a nie standardowe fantasy, w którym powinna być iskra, dynamika, a tu cała historia jest rozwleczona na wiele rozdziałów, choć można by ją zmieścić w góra trzech odsłonach. Ewentualnie może to nie był odpowiedni moment na tę lekturę.

Tym razem pomysł na paragrafowe przeskoki nie zdał według mnie egzaminu. Propozycje pojawiały się jakby na siłę i zupełnie niepotrzebnie, aż w końcu je zignorowałam. 

Podsumowując, nie przekonał mnie ten tom. Nie wiem, czy sięgnę po kolejne.


piątek, 15 lipca 2022

"Żadanica" Katarzyna Puzyńska - recenzja

Jakoś mi umknęła informacja, że trzynasty tom serii Lipowo "Martwiec" miał być tym ostatnim. Całe szczęście, że czytelnicy przekonali autorkę, że jest to absolutnie najgorsza decyzja z możliwych. Gdyby nie to, nie powstałaby świetna część, według mnie najlepsza z całego cyklu. 

Daniel Podgórski otwiera małą agroturystykę. Już jako cywil próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji i stworzyć związek z pisarką Malwiną. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ wciąż tęskni za miłością swojego życia - Emilią Strzałkowską, która zginęła podczas jednej z policyjnych akcji. Codziennie odwiedza jej grób na cmentarzu, nie potrafiąc odciąć się od przeszłości. Weronika, jego była żona, mieszka nieopodal Malwiny w swoim dworku i wychowuje córeczkę swoją i Daniela, Emilkę. 

Kiedy Janusz Rosół sprzedaje dom po teściach Maksymowi, który sprowadza się do niego z córeczką Dagną, nikt nie spodziewa się, że wkrótce miejsce to stanie się areną dla iście makabrycznych zdarzeń. Domek w agroturystyce Daniela wynajmują goście, którzy zapraszają Podgórskiego do udziału w... seansie spirytystycznym. Podczas spotkania giną ludzie. W chacie pod lasem pojawia się dziwna starucha, która tworzy motanki, laleczki talizmany, a na drodze Podgórskiego znów staje Mari Carmen Sikora, przez którą mężczyzna odszedł z policji. Co wyniknie z tych wszystkich zdarzeń? Co łączy nowych bohaterów z tymi, których już znamy?  

Akcja powieści obejmuje zaledwie jeden wieczór i noc. Przez ten czas dzieje się naprawdę sporo, co może trochę przytłaczać podczas lektury, bo takie nagromadzenie postaci i wątków wymaga sporego skupienia. Jednak kiedy już wciągnęłam się w treść, czytanie poszło mi piorunem.

Tradycyjnie Maria Podgórska doprowadzała mnie do szału swoim sposobem bycia. Zdecydowanie nie lubię tej postaci za jej infantylność i ciągłe wpychanie wszystkim jedzenia. Ale! Skoro Klementyna z nią wytrzymała, ja również dałam radę :D

Wątek motanek bardzo ciekawy, nie znałam wcześniej tych słowiańskich talizmanów, tworzonych ze skrawków materiałów i nici. Nie wolno używać podczas ich tworzenia ostrych narzędzi, aby nie zranić losu. Tytułowa żadanica to właśnie taka lalka, która miała za zadanie spełnić jedno życzenie swojego twórcy. Może to trochę creepy, ale cóż, wierzenia słowiańskie mają często taki magiczny klimat.

Finał pozwala sądzić, że w głowie autorki już powstaje kolejny tom, bo teraz to już naprawdę nie może porzucić tej historii. W takim momencie to byłaby prawdziwa zbrodnia!

Chociaż cykl o Lipowie zbiera bardzo różne opinie, od pochwalnych peanów po jęki rozpaczy, uważam, że to dobra seria kryminalno-obyczajowa. Nie ma powieści wolnych od błędów, więc i tutaj pojawiają się takowe, ale nie przeszkadza to w rozpracowywaniu opisywanych przez Katarzynę Puzyńską zbrodni. Zaprzyjaźniłam się z większością stworzonych przez nią bohaterów i z przyjemnością wrócę do Lipowa wraz z kolejnym tomem.

Tytuł: "Żadanica"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: powieść kryminalna z rozbudowanym tłem obyczajowym
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lipowo, tom 14

Moja ocena: 6/6


piątek, 19 listopada 2021

"Chąśba" Katarzyna Puzyńska - recenzja

"Chąśba" to nowa propozycja literacka Katarzyny Puzyńskiej, którą znamy przede wszystkim z kryminalnej serii Lipowo. Nie każdemu przypadła ona do gustu, ale ja lubię lipowskich policjantów, chociaż niektórzy czasem mnie irytują ;-) Ale to chyba dobrze, kiedy bohaterowie wzbudzają w czytelniku różne emocje. Tym bardziej chciałam przekonać się, jak poradziła sobie autorka w innym gatunku, ponieważ "Chąśba" to powieść fantasy z elementami słowiańskimi. Po prostu nie mogłam tego przegapić. Czy było warto?

W pewnym bezimiennym, słowiańskim grodzisku ktoś dopuszcza się chąśby. W tajemniczych okolicznościach znika tarcza Jarowita, boga wiosny i wojny. Za kilka dni wiosenna równonoc, więc tarcza musi wrócić na swoje miejsce przed uroczystościami. Kilka dni to niewiele, ale mieszkańcy muszą zrobić wszystko, aby odzyskać swój skarb, inaczej dosięgnie ich wściekłość boga. 

Nie obyło się bez wątku kryminalnego. Ktoś zamordował karczmarkę Bolemirę, której ciało zostało znalezione w magicznym pokoju. Skąd się tam wzięła, skoro miała wyruszyć do innego grodziska? Co to za tajemne pomieszczenie? I kto położył kres jej życiu? Podejrzenie właściwie natychmiast pada na jej męża Strzebora. 

Nie są to jedyne wątki poruszone w powieści. Wszystkie natomiast opowiadane są nie w rozdziałach, lecz w gawędach. Wśród postaci znaleźć można nie tylko ludzi, ale też słowiańskie demony. Nie wymienię ich tutaj, bo nie wszyscy zostali od razu przedstawieni prawdziwym imieniem, więc nie będę psuć przyjemności lektury tym, którzy zdecydują się sięgnąć po tę powieść.       

Według mnie okładka jest epicka. Przyciąga wzrok i zachęca do tego, by zajrzeć do środka, a jak już się człowiek zdecyduje, to powinien spodziewać się czegoś nietypowego. Otóż, pisarka zastosowała interesujący zabieg. Stworzyła powieść, która jest po trosze jak powieść paragrafowa. Czytelnik w pewnym stopniu może zdecydować, o czym będzie czytać. Kiedy docieramy do określonego miejsca w tekście, pojawia się ramka z informacją w stylu: jeśli chcesz poznać więcej szczegółów tego wydarzenia, przejdź do anegdoty na stronie XY. Jeśli nie, czytaj dalej. I muszę przyznać, że spodobała mi się ta opcja, ponieważ nie wszystkie szczegóły mnie interesowały, więc mogłam je spokojnie pominąć bez szkody dla fabuły.

A zatem, czy było warto poświęcić czas tej historii? Uważam, że jak najbardziej. Czytało mi się świetnie, a klimat przypominał mi trochę słowiańskie powieści młodzieżowe Pauliny Hendel. Dla mnie "Chąśba" była idealną odskocznią od codzienności. Polecam i mam nadzieję, że w dorobku autorki pojawi się więcej powieści w tym stylu.    

Tytuł: "Chąśba"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: fantasy z elementami słowiańskimi
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


wtorek, 27 lipca 2021

"Martwiec" Katarzyna Puzyńska - recenzja

Czy trzynasta część serii o Lipowie okazała się pechowa? Raczej nie, ale trochę różni się klimatem od wcześniejszych tomów. Trudno uwierzyć, że w tak maleńkiej wsi jak Rarogi, gdzie zostało już niewielu mieszkańców, mogą rozgrywać się brutalne sceny zbrodni, zupełnie jak w filmie. Zagadka znikającego autobusu bardzo mi się spodobała. Byłam ciekawa, jak autorka ją rozwiąże.

Kiedy lokalny autobus znika w niewyjaśnionych okolicznościach, wraz z kilkoma pasażerami i kierowcą, policja rozpoczyna śledztwo. Niestety, poszukiwania nic nie dają, zarówno pojazd, jak i ludzie, jakby zapadli się pod ziemię. Po pewnym czasie wraca jedna z pasażerek, Dominika, ale niczego nie pamięta. Kiedy coś zaczyna jej świtać w głowie, nagrywa wiadomość w poczcie głosowej jedynej osoby, do której ma zaufanie, ale zaraz po tym zostaje zamordowana. Ciało porzucono w pobliżu miejsca, gdzie rok wcześniej został znaleziony jej brat, bez głowy. Przypadek? Specjalne działanie? 

Rodzice Dominiki nalegają, by pochować ją jak najszybciej. Okazuje się także, że nie przeprowadzono sekcji zwłok, chociaż istnieją dokumenty, które ją potwierdzają. Daniel Podgórski próbuje zrozumieć sytuację i zachowanie kolegów z firmy. Nie ma łatwo, bo znów depcze mu po piętach znienawidzona Mari Carmen Sikora, wyłapując każde najmniejsze potknięcie.  

Nagle matka nieżyjącej kobiety zaczyna twierdzić, że córkę na pewno pochowano żywcem i zabiera się za rozkopywanie świeżego grobu. W wyniku tego działania rodzice Dominiki natrafiają na dziwne zjawisko. Do tego wszystkiego zostaje znaleziona czaszka, która prawdopodobnie należy do zabitego rok wcześniej syna pary.

Podgórski próbuje rozwiązać zarówno sprawę zaginionego autobusu, jak i morderstw popełnionych na rodzeństwie. Czy mogą się one łączyć? A jeśli tak, to co lub kto będzie powiązaniem? Czy uda mu się skupić na sprawach, kiedy za plecami wciąż czuje oddech śledzącej jego działania policjantki? 

W tym tomie mamy również wątek śledztwa prowadzonego przez cztery szalone baby. Jest trochę niebezpiecznie, ale kobiety nie odpuszczają. Przymus jedzenia i karmienia innych Marii niezmiennie mnie wkurza. Jej niefrasobliwość i bezmyślność również. Nie wiem, czy polubiłabym ją w realnym życiu :D 

Nie każdemu przypasują kryminały z tak rozbudowaną warstwą obyczajową, ale ja lubię takie serie. Zaczynam się tylko zastanawiać, ile jeszcze potencjalnych partnerek postawi przed Danielem autorka, zanim się chłopu wreszcie ułoży. Chociaż nie wiem czy w jego przypadku nie zostaje już tylko seria wizyt u psychiatry... 

Jeśli szukacie lekkiej kryminalnej obyczajówki, żeby się zrelaksować, to polecam całą serię. Można przy niej spędzić miło czas.

Tytuł: "Martwiec"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał z rozbudowaną warstwą obyczajową
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lipowo, tom 13

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka



piątek, 11 grudnia 2020

"Śreżoga" Katarzyna Puzyńska - recenzja


"Śreżoga" to dwunasty tom serii o Lipowie. Z jednej strony można pomyśleć, że trochę już się ta saga ciągnie, ale z drugiej w każdym kolejnym tomie można znaleźć coś ciekawego i wciągającego. Zatem byłoby szkoda, gdyby autorka zakończyła definitywnie opisywanie losów bohaterów, do których już przecież zdążyliśmy się trochę przywiązać.

Tym razem papierowa wersja powieści trochę przytłacza gabarytem. 864 strony robią wrażenie. U mnie jednak ten aspekt nie wchodził w grę, ponieważ Lipowo od początku czytam w wersji elektronicznej. Lektura poszła mi szybko i w zasadzie bezboleśnie, nie licząc pomyłek w imionach bohaterów i chochlików, które umknęły redakcji i korekcie.

W tym tomie napotkacie dużo siekier, ale znajdzie się też młotek i szpikulec. Pojawi się również spora lista ofiar. Tym razem chyba padł rekord morderstw, jeśli miałabym porównywać z poprzednimi częściami. Z jednej strony ktoś mógłby uznać to za przesadne, bo w związku z tym mamy sporo wątków do ogarnięcia, ale z drugiej dzięki temu jest się nad czym zastanawiać. Z każdym kolejnym rozdziałem (a jest ich ponad 140!) trupów przybywa, a lista podejrzanych rośnie. Kombinowanie kto kogo zaciukał i dlaczego było momentami niezwykle emocjonujące.  

W warstwie obyczajowej prym wieść będą emocjonalne rozterki Daniela, szczególnie, kiedy policjant dowiedział się o tym, że Emilia jednak nie popełniła samobójstwa. Momentami ten wątek był trochę męczący. Niezdecydowanie i jakaś rozlazłość tego faceta bywały irytujące.   

Jeśli chodzi o bohaterów, a właściwie bohaterki, to miałam ochotę jedną z nich zamknąć w jakiejś spiżarni, tak bardzo irytowały mnie jej zachowania. Na szczęście dużą rolę w tym tomie odgrywała Klementyna, więc równowaga została zachowana.

A tak w ogóle wiecie, co to takiego ta śreżoga? Przyznam, że nie znałam wcześniej tego słowa. Brzmi trochę groźnie, chociaż oznacza coś tak pięknego. Śreżoga to promienie słoneczne, które przeświecają przez mgłę lub dym.

Nie będę namawiać ani odradzać, bo jak ktoś kocha Lipowo, to i tak przeczyta, a jeśli nie lubi, to nie sięgnie. Mnie się podobało i będę czekać na kolejny tom. Ciekawe, co autorka wymyśli w trzynastej części ;-)

Tytuł: "Śreżoga"
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 864
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Lipowo, tom 12

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka          

 


wtorek, 8 października 2019

"Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Czym jest tytułowy pokrzyk w najnowszej powieści Katarzyny Puzyńskiej z serii o Lipowie? Czy chodzi o jakiś przedmiot, roślinę, czy może stan? Nie mogę Wam powiedzieć, bo wyjaśnienie wiąże się z najważniejszymi elementami fabuły. W każdym razie odpowiedź na to pytanie spodoba się pasjonatom tego cyklu.

Czy jestem zadowolona z lektury? Napiszę na końcu, ale już teraz mogę zdradzić, że zakończenie podniosło mi ciśnienie ;-)

Jedenasty tom bestsellerowej serii kryminalnej mógłby być już nudny. No, bo… jedenasty? Serio?? Ten, komu przyszłaby do głowy taka myśl, niech się poważnie zastanowi, czy powinien jej ulec. Osobiście uważam, że w żadnym razie nie powinien. Bo Lipowo nigdy nie jest nudne. Powiedziałabym nawet, że z każdym tomem rozkręca się coraz bardziej. „Rodzanice” były genialne, ale to, co autorka zaserwowała czytelnikowi w „Pokrzyku”, przechodzi wszelkie pojęcie.

Zastanawiam się, co Wam napisać o fabule, żeby za wiele nie zdradzić… Poza znanymi nam już z poprzednich tomów miejscami akcji pojawia się stary dwór we Wnykach. Klątwa mówi, że jeśli ktoś odwiedzi to miejsce, to umrze. Kto by tam jednak wierzył w takie rzeczy? Może ktoś, kto na własne oczy zobaczy wypisane na ścianach dworu jedno słowo: „Umrzesz”? Nowy właściciel domu jest dość specyficznym człowiekiem i ta klątwa bardziej go bawi i podnieca, niż straszy. W każdym razie w miejscu tym wyląduje między innymi Weronika Podgórska, żona Daniela. W jakim celu tam pojedzie? Kogo spotka i czy poczuje na własnej skórze działanie klątwy?
W pobliskim majątku, Wielkim Leźnie, umiera starsza pani Orłowska. Sytuacja robi się nieciekawa, kiedy okazuje się, że seniorka rodu zmarła w wyniku porażenia prądem. Wypadek czy morderstwo? Nie będzie to jedyny trup w powieści. Czy między kolejnymi zgonami są jakieś powiązania? I co wspólnego z tymi sprawami ma ukrywająca się od jakiegoś czasu Klementyna Kopp?

Niezmiennie podoba mi się rozbudowana warstwa obyczajowa. Byłam ciekawa, co nowego wydarzyło się u poszczególnych bohaterów. Tym razem miałam ochotę zamordować Weronikę. Niemożebnie mnie wpieniała, z każdym rozdziałem bardziej. Ale cóż zrobić, taki los bohaterów, że w prawie każdej powieści znajdzie się ten jeden, jedyny, który z jakiegoś powodu będzie doprowadzał nas do furii. W tym tomie konkurs wygrała pani Podgórska. Poza tym Daniel walczy z chęcią sięgnięcia po alkohol i wróci temat trójkąta Emilia – Daniel – Weronika. Nic więcej nie napiszę, bo spojlery to zło :D

Zwroty akcji w finale są niesamowite. Może i będzie Wam się wydawało, że przejrzeliście intrygę, ale pewności nie miejcie - autorka i tak wymyśliła to wszystko inaczej ;-)

Jedenasty tom serii o Lipowie pochłonęłam w takim tempie, że nie zdążyłam sobie nawet zrobić notatek do recenzji, więc posłużę się fragmentem pewnego wiersza…

Parafrazując Tuwima, tak na koniec, można rzec:
A tych tomów niech będzie ze czterdzieści,
Sama nie wiem, co się w nich jeszcze zmieści.

Tytuł: „Pokrzyk”
Autor: Katarzyna Puzyńska
Gatunek: kryminał z warstwą obyczajową
Liczba stron: 608
Cykl: Lipowo, tom 11
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


poniedziałek, 14 stycznia 2019

"Rodzanice" Katarzyna Puzyńska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



PREMIERA: 29 stycznia 2019 


Rodzanice - w wierzeniach słowiańskich (na obszarze Polski słabo poświadczone) niewidzialne demony przeznaczenia związane z Dolą, występujące zazwyczaj w liczbie trzech.
[Wikipedia] 

Rodzanice to również malutka wioska niedaleko Lipowa. Znajdują się tam zaledwie trzy domy, mieszkańców zaś łączą pewne wspólne sprawy. W powietrzu aż gęsto tam od tajemnic i niejasności. Kim są mieszkający w trzech domostwach ludzie? Jak radzą sobie z pojawiającymi się problemami? 

Pewnego dnia na zamarzniętym jeziorze zostaje znaleziona martwa nastolatka. Ktoś przykrył ją kocem, przez co wyglądała, jakby spała. To Michalina, która dziewięć lat wcześniej została porwana i dopiero niedawno udało się ją odnaleźć. Nie zdążyła spędzić w rodzinnym domu zbyt wiele czasu. Ktoś ją zabił. A może sama targnęła się na swoje życie? Dziewczyna ma poszarpaną rękę. Czy zrobił to wilkołak, którego wszyscy wypatrują w leśnych ostępach? 

To nie jedyne zwłoki, na które natraficie podczas lektury. Zginie jeszcze jedna osoba, dziennikarka, a najgorsze jest to, że o tę zbrodnię zostanie posądzona Klementyna. Jedynie Daniel nie wierzy w to, że to Kopp zabiła. Czy policjant ma rację? 

Z przyjemnością wróciłam do wydarzeń opisywanych w warstwie obyczajowej. Byłam bardzo ciekawa, co słychać u Daniela, Weroniki, Emilii, Klementyny i reszty bohaterów. Sklepem Wiery zajęły się Agnieszka i Grażyna Kamińska. Junior Kojarski w wyniku rosnącej paranoi zamienił swój dom w twierdzę. Żywia Wilk i jej syn Żegota niepokoją okolicznych mieszkańców samą swoją obecnością. Ludzie niby nie wierzą w opowiadaną przez nich legendę o wilkołaku, ale z drugiej strony co, jeśli jednak jest w niej ziarno prawdy? Autorka poruszyła w tym tomie wiele tematów obyczajowych, więc podczas lektury trzeba się trochę skupić, żeby za wszystkim nadążyć. 


W tle tej historii przewijają się słowiańskie klimaty. Wątek związany z rodzanicami jest wciągający, mroczny i dodaje fabule tajemniczości i odrobiny magii. Oczekiwanie na wydarzenie astronomiczne o nazwie krwawy superksiężyc, które może obudzić uśpionego dawno temu demona, trzyma w napięciu nie mniej niż stworzona przez autorkę intryga kryminalna. 

Akcja jest dynamiczna, między innymi dzięki przeskokom w czasie, które serwuje nam Katarzyna Puzyńska. Warto uważnie czytać tytuły rozdziałów, by nie zabłądzić w gąszczu opisywanych wydarzeń. 

Kiedy zabierałam się za "Motylka", czyli pierwszy tom sagi o Lipowie, nie przypuszczałam nawet, że tak mnie wciągnie ten cykl i do tego stopnia polubię jego bohaterów, że nie będę mogła doczekać się kolejnego tomu. I znów jestem w tym samym momencie. Dotarłam do finału kolejnej historii i jestem nim oburzona :D Absolutnie nie zgadzam się na takie zakończenie i uprzejmie proszę Panią Autorkę o tom jedenasty na cito :-) 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo Prószyński i S-ka


czwartek, 14 czerwca 2018

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Kolejny tom serii o Lipowie już za mną. Trochę sobie zaspojlerowałam "Norą" pewne wydarzenia w warstwie obyczajowej, ale nie czytało mi się przez to źle. Były emocje i niecierpliwe oczekiwanie na rozwiązanie zagadki mordercy, jak zawsze. Nic na to nie poradzę, ja po prostu lubię tę serię i już. Jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, uprzedzam, że w poście mogą pojawić się informacje o wcześniejszych wydarzeniach! ;-)

Tym razem akcja powieści rozgrywa się nie tyle w Lipowie, co w okolicznych miejscowościach. Kiedy w domu sędziego Jaworskiego zostaje odnaleziona makabryczna "lalka", stworzona ze szczątków martwych ciał, policja rozpoczyna śledztwo. Wszystko idzie zwykłym torem, do chwili, w której policjanci orientują się, że Daniel Podgórski znał obie ofiary. Do tego pojawia się coraz więcej niepokojących śladów, świadczących o tym, że mógł on mieć coś wspólnego z tymi morderstwami...   
Jest dynamicznie już od samego początku, choć z czasem pęd wydarzeń trochę wyhamowuje. Obserwujemy pracę śledczych, a także sytuację, w której nagle jeden z nich ucieka, przez co staje się wyjętym spod prawa zbiegiem. Jak potoczą się wypadki? Czy Danielowi ktoś pomoże czy też mężczyzna zostanie sam? Faktycznie zabił? A może ktoś go wrabia? Kto zginął oprócz wspomnianego prawnika? Ile tak naprawdę jest ofiar? Kim jest tytułowy Łaskun i jaką odgrywa rolę w tym wszystkim? Jak potoczą się wydarzenia w prywatnym życiu Podgórskiego oraz Weroniki i Emilii? 


"Łaskun" cienki nie jest, ale zupełnie nie odczuwa się tej objętości podczas lektury. Fabuła wciąga i momentami naprawdę trudno się oderwać. Widać, że warsztat autorki jest coraz lepszy. Cieszy mnie to, że zrezygnowała z pełnego tytułowania każdej postaci i wreszcie mogłam czytać po prostu o Danielu, Emilii czy Weronice. W końcu w przypadku szóstego tomu można się już całkiem nieźle znać z bohaterami ;-)  

Mało mi było Klementyny, która po pobycie w wariatkowie wróciła, ale już jako cywil. Na szczęście nie pozostanie bierna... ;-)
Niesamowicie irytowała mnie uparta jak osioł ciężarna Strzałkowska, z tym swoim "uspokajającym głaskaniem brzucha" przez całą książkę. Do klaustrofobii, której chyba policjant mieć nie powinien, doszły typowe problemy stanu błogosławionego, które również objawiały się co rusz.
Podgórski wreszcie zyskał jakiś koloryt, choć nie twierdzę, że podoba mi się ta wersja Daniela jako bad boya...

Ogólnie czytało mi się super i niedługo zamierzam sięgnąć po kolejny tom z tej serii :-) Lipowo rządzi! :D 

czwartek, 26 kwietnia 2018

"Nora" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Ciekawe ilu z Was, spojrzawszy na liczbę stron nowej części cyklu Lipowo, złapało się za głowę i odmówiło przeczytania? Mam nadzieję, że nikt! :-) U mnie z Lipowem sprawa ma się bowiem tak, że im więcej stron, tym większa radość z lektury. Macie podobnie? Zakładam, że tak, więc się rozumiemy :-)

Słów kilka o fabule. Znika nastolatka pochodząca z bogatej rodziny, Berenika. Dziewczyna uczęszcza do szkoły dla wyjątkowych, utalentowanych dzieciaków i pozostaje w związku ze znacznie starszym mężczyzną, będącym w dodatku ojcem jednego z lipowskich policjantów. Początkowo nikogo jej zniknięcie nie dziwi, ponieważ nie raz już uciekała z domu. Tym razem jest jednak inaczej. Nastolatka zawsze kontaktowała się z przyjaciółkami, a teraz nie daje znaku życia. Dziewczęta powiadamiają rodziców koleżanki, a ci z kolei - policję. Również jej partner zgłasza zaginięcie. Rozpoczynają się poszukiwania, które prowadzą Daniel Podgórski i Emilia Strzałkowska, obecnie pracownicy brodnickiej komendy. To nie będzie jedyna zagadka, nad którą przyjdzie pracować naszym bohaterom. Na terenie pewnego, dawno już zamkniętego, ośrodka znalezione zostają zwłoki kobiety. W Cichym Lasku również ktoś natrafia na ciała ukryte w starej studni. Policjanci mają pełne ręce roboty. Fragmenty układanki, na które natrafiają poszczególni śledczy podczas przesłuchań, nijak nie chcą do siebie pasować. Wśród badanych śladów pojawia się nawet sprawa sprzed wielu lat, kiedy w wypadku samochodowym zginęli żona i synek obecnego komendanta z Brodnicy. Czy Eleonora i Michałek rzeczywiście zginęli w nieszczęśliwym wypadku? Czy ta stara i wciąż nierozwiązana sprawa łączy się jakoś z obecnymi zbrodniami? Czy Berenika odnajdzie się cała i zdrowa? Ile jeszcze osób zginie, zanim policja dotrze do prawdy? 

Poza sprawami morderstw i zaginięcia mamy też podejrzane działania w pewnym ośrodku dla bezdomnych, niebezpieczną relację Weroniki z kimś z jej przeszłości, a także szpital psychiatryczny i... plebanię, której mieszkańcy również wydają się podejrzani. Oj, działo się, działo!

W ekipie policyjnej trochę zmian, do tego nasi bohaterowie aktualnie nie pracują stricte w Lipowie, tylko na komendzie w Brodnicy. I wiecie co? Klementyna jest CYWILEM. Jak to dziwnie brzmi w jej przypadku, prawda? Na szczęście nie przeszkadza jej to włączyć się w działania policjantów i pracować nad aktualną sprawą. Oprócz tego opiekuje się (tak! dobrze przeczytaliście) synem Teresy i jego dziewczyną, Magdą. 

Autorka z tomu na tom serwuje czytelnikom więcej emocji. Fabuła jest tak misternie skonstruowana, że naprawdę trudno przewidzieć, co wydarzy się za chwilę. Domysłów snułam mnóstwo, bo w każdym wątku wciąż coś wychodziło na jaw. W rezultacie trzeba było naprawdę się skupić, by nadążyć za grupą śledczych. Do tego jeszcze doszła moja ulubiona warstwa obyczajowa i kolejne perypetie bohaterów. Miałam ochotę strzelić Podgórskiego w paszczę nie raz, a przy okazji potarmosić zarówno Weronikę, jak i Emilię. Ten trójkąt kosztował mnie chyba najwięcej emocji. Jestem bardzo ciekawa, co autorka dla nich szykuje. 

Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam również wątek prywatny Klementyny. Jej emocje, przemyślenia i podejmowane decyzje obserwowałam z uśmiechem na twarzy. Bardzo lubię tę postać. Początkowo wprawdzie mnie irytowała i nie wiem, czy w realnym życiu byłabym w stanie znieść jej zachowanie, ale w książce jest postacią nietuzinkową i niezwykle barwną. Z tomu na tom autorka pozwala czytelnikom poznać ją bliżej i uważam, że warto.


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka



czwartek, 19 kwietnia 2018

"Utopce" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Utopce to malutka wioska niedaleko Lipowa, położona na polanie, w pobliżu lasu. Wioska tajemnicza i raczej mroczna, w której od razu wiadomo, kiedy ktoś jest obcy, czyli z zewnątrz. Mieszkańcy niechętnie przyjmują takich do swojej społeczności, a właściwie nie przyjmują...

Tym razem autorka znów serwuje nam sporą dawkę emocji. Cofamy się bowiem do upalnego lata 1984 roku, kiedy to podczas budowy altany pracownicy natrafiają na zakopane w ogrodzie kości... wampira. W następstwie tego i innych zdarzeń ginie dwóch mieszkańców wsi, ojciec i syn. 
Trzydzieści lat później znana nam ekipa policjantów dostaje zadanie. Mają rozwiązać tę starą sprawę, znaleźć mordercę dwóch mężczyzn oraz dowiedzieć się, gdzie podziały się ich ciała, do tej pory nieodnalezione. Mieszkańcy wioski nie są zadowoleni z działalności policji na ich terenie. Ze wszystkich sił próbują przekonać ich, że wszelkie działania sprowadzą na wszystkich śmierć i zemstę wampira. 

W warstwie obyczajowej również wiele się dzieje. Klementyna dziwnie się zachowuje. Można ją nawet posądzić o szaleństwo. Ciągła tęsknota za ukochaną Teresą popycha kobietę do podejmowania nieprzemyślanych decyzji. Daniel i Emilia również ulegają presji otoczenia i źle czują się wśród utopcowych demonów. Nie da się również ukryć, że między nimi wciąż coś się tli, choć oboje temu zaprzeczają i udają nawet przed sobą, że wszystko skończone. Przecież Mila spotyka się z prokuratorem, a Daniel za miesiąc żeni się z Weroniką. Problem tylko w tym, że prokurator ma pewien brzydki sekret, którego nie potrafi zaakceptować policjantka, a Daniel nie może dogadać się z przyszłą teściową, która decyduje o każdym najdrobniejszym szczególe zbliżającego się ślubu... Podsumowując, atmosfera się zagęszcza.  

Przyzwyczaiłam się już do stylu autorki i nie przeszkadzają mi ciągłe powtórzenia w stylu "młodszy aspirant Daniel Podgórski" czy "mysia policjantka Emilia Strzałkowska". Fabuła jest tak wciągająca, a pisarka świetnie stopniuje emocje i dawkuje informacje potrzebne do rozwiązania zagadki, że trudno się oderwać. Trochę brakowało mi reszty policjantów z posterunku w Lipowie, ale przynajmniej nie było niezwykle mnie irytującej Marii Podgórskiej z jej cichutkimi wypowiedziami i nałogowym tuczeniem syna. 
Było nawet odrobinę słowiańskiej mitologii, co mnie bardzo ucieszyło, bo to ostatnio jeden z moich ulubionych motywów. 
Cały wachlarz postaci daje spore pole do popisu. Znajdziemy tu ciekawą galerię charakterów, od skłóconych lekarzy, przez gwiazdę kina, medium, pustelniczkę, cyrkowców, mieszkańców wioski wierzących wciąż w upiory i wampiry, aż po policjantów, którym przyszło pochylić się nad zaniedbaniami starszych kolegów sprzed trzydziestu lat. 

Warto sięgnąć po "Utopce" i w ogóle po całą tę serię. Ja już nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Aktualnie bardzo interesuje mnie, jak autorka poprowadzi wątek Daniela i Emilii oraz Klementyny...

czwartek, 5 kwietnia 2018

"Z jednym wyjątkiem" Katarzyna Puzyńska - recenzja



"Każdy ma prawo do decydowania o swoim losie."

Lubię Lipowo za jego wiejski charakter. I nie chodzi mi o pejoratywne znaczenie, którego nabrało to określenie. Wręcz przeciwnie, mam na myśli raczej klimat w stylu "wsi spokojna, wsi wesoła". Co tym razem wydarzyło się w Lipowie? Umiera starsza kobieta, kwiaciarka. Niby nic dziwnego, miała już osiemdziesiąt lat. Jednak ratowniczka zwraca uwagę na pewne symptomy świadczące o tym, że nie była to śmierć naturalna. Na miejsce przyjeżdża policja. Nie mija wiele czasu, kiedy teoria ratowniczki potwierdza się. Kobieta została zamordowana. Dokładne oględziny ciała i miejsca zbrodni przynoszą wiele niewiadomych. Świeży tatuaż na ciele denatki, szachownica z rozpoczętą partią, przygotowany dla kogoś podwieczorek. Wszystko to nijak do siebie nie pasuje. Wkrótce, niestety, pojawiają się kolejne ciała... 

Warstwa obyczajowa jest tym razem bardzo dopracowana i bogata w szczegóły. To lubię. Szokująca swoim zachowaniem wszystkich wokoło Klementyna nawet siebie samą zadziwiła, kiedy zupełnie spontanicznie spędziła noc z... e, nie zdradzę z kim ;-). Daniel Podgórski usiłuje zebrać się na odwagę, by poprosić o rękę Weronikę, a Emilia zaczyna spotykać się z nowym prokuratorem. Facet wygląda, jak z żurnala, ale skrywa jakąś mroczną tajemnicę. Dzieli się nią z Emilią, ale z nami, czytelnikami, niestety nie. Podejrzewam, że sprawa wyjdzie na jaw w którymś kolejnym tomie. Do tego jeszcze chodzą słuchy, że komisariat w Lipowie ma zostać zamknięty.

Mamy spory wachlarz bohaterów do analizy i całe mnóstwo poszlak. Fabuła prowadzona jest kilkoma wątkami. Mamy skok do bardzo dawnych czasów, bo do okolic roku 1851, kiedy pewien szachista rozegrał najsłynniejszą partię szachową na świecie, a równocześnie obserwujemy mniej lub bardziej współczesne wydarzenia. Do tego jeszcze śledzimy zapiski mordercy, przez co poznajemy w pewnym sensie jego odczucia i pobudki.

Przyznam, że próbowałam przejrzeć intrygę skonstruowaną przez autorkę. I na próbach się skończyło. Nic to, czytało mi się wyśmienicie. Co ciekawe, nie mam zielonego pojęcia o grze w szachy, a na niej w dużej mierze opiera się pomysł tego tomu. W ogóle mi to jednak nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam działania lipowskich policjantów i mozolne dochodzenie do prawdy.

Jeden minus. To dopiero mój czwarty tom, więc nie wiem, jak to się przedstawia w całości serii, ale trochę denerwowały mnie wszechobecne w powieści powtórzenia. Jednak akcja jest tak wartka i tyle jest nieoczekiwanych zwrotów, że można na to spokojnie przymknąć oko. Polecam! 


środa, 14 lutego 2018

"Trzydziesta pierwsza" Katarzyna Puzyńska - recenzja


Kolejne spotkanie z policjantami z Lipowa uważam za bardzo udane. Znów nie zauważyłam, kiedy przeczytałam te ponad 500 stron. Działo się wiele, chyba więcej niż w poprzednich tomach i muszę przyznać, że już zaczynam się zastanawiać, co autorka zaserwowała czytelnikom w czwartym tomie, który przede mną. 

Tym razem intryga była jak kłębek wełny poplątany przez kota. Domysłom podczas lektury nie było końca, tradycyjnie podejrzewałam połowę bohaterów :D Autorka przygotowała niesamowity koktajl wątków, których początek umiejscowiła w latach 60. XX wieku, kiedy to członkowie sekty z Cichego Lasku niedaleko Lipowa popełnili zbiorowe samobójstwo. To jednak dopiero początek całej lawiny wydarzeń, bo oprócz naukowca, który przybył dokładnie zbadać miejsce, gdzie żyli ci ludzie, dostajemy jeszcze pożar, kilka morderstw, szaleństwo i wiele niejasnych sytuacji. Z każdą stroną robiło się bardziej mrocznie, a moje ciśnienie wędrowało w górę jak szalone. Znów żałowałam, że nie czytam zbyt szybko, bo mam zasadę, by nie zaglądać na ostatnią stronę, a powstrzymanie się było naprawdę trudne. 


Co u naszych bohaterów? Paweł Kamiński, przez ułamek sekundy, ale zawsze to coś, zyskał odrobinę człowieczeństwa (ale nie liczcie na wiele ;) ), za to Daniel Podgórski na chwilę stracił głowę i popadł w chaos wewnętrzny.
Nowa bohaterka, policjantka Emilia Strzałkowska, zastępująca chwilowo Janusza Rosoła i Marka Zarębę, dostarczyła nowych wątków obyczajowych, a Maria Podgórska odkryła przed synem tajemnicę sprzed lat. Trochę brakowało mi Klementyny, ale wiem, że wróci, więc nie rozpaczam. Pojawią się także bohaterowie trochę młodsi, córka Zaręby, Andżelika, i syn Strzałkowskiej, Łukasz. I dodadzą swoje trzy grosze do całej tej historii. Biorąc pod uwagę większą część dzisiejszej młodzieży i jej zachowanie, Łukasz to złoty chłopak, aż normalnie nierealny jakiś... ;) 

Przebieram już nogami do czwartego tomu!

Moja ocena: