poniedziałek, 8 stycznia 2018

"Cztery płatki śniegu" Joanna Szarańska - recenzja



Przechowywanie pewnych świerszczyków, robienie przysiadów w samochodzie, potajemne wyżeranie sąsiadom weków i wypijanie kompotów w piwnicy, kradzież sianka do szopki w wykonaniu dwóch ośmiolatek, a także polowanie na kochasia żony i wynajmowanie detektywa, by wyśledził kochankę męża, to tylko niektóre z sytuacji czekających na czytelników na kartach powieści "Cztery płatki śniegu". I chociaż książka jest w klimacie przedświątecznym, wcale nie przeszkadzało mi to w tym, by przeczytać ją po świętach :-)

Autorka zaprezentowała cały wachlarz ciekawych postaci, w większości mieszkających w jednym bloku, od chorobliwie skąpego Waldemara, któremu zdarzyło się od czasu do czasu zdegustować zawartość słoików z przetworami należących do sąsiadów (ale tylko wtedy, gdy stały na jego półce w piwnicy, bo co na naszej półce, to nasze, no nie?), przez wuefistę, który niespodziewanie został wychowawcą ośmiolatków, młodych rodziców malutkiego Piotrusia, aż po Zuzannę i Kajtka, którzy wzajemnie podejrzewali się o zdradę i różnymi sposobami usiłowali poznać prawdę. nad wszystkimi czuwała gospodyni, pani Malinowska, bez której cała ta historia byłaby zupełnie inna. 

Mnóstwo emocji, takich zwyczajnych, ludzkich. Samotność dziecka odtrąconego przez rówieśników, nastolatkowe "motylki w brzuchu" trzydziestolatki na myśl o nowo poznanym znajomym, walka samotnej matki o lepsze jutro dla niej i jej córeczki, samotność wśród ludzi, chęć zjednoczenia obcych sobie ludzi w ten jeden wyjątkowy dzień w roku... 
Krótkie rozdziały, opowiadające o życiu poszczególnych bohaterów, czyta się bardzo szybko. Tym szybciej, że z każdą stroną chce się więcej wiedzieć o tym, jak poradzą sobie w sytuacjach, które wymyśliła im autorka, a właściwie zgotowało życie. Bo wszystkie te wydarzenia mogłyby spotkać każdego z nas i na pewno w swoim otoczeniu każdy znalazłby niektórych bohaterów z kart książki. 

Zakończenie jest nostalgiczne i zmusza do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem. Motywuje do zwrócenia uwagi na innych ludzi. Bywa przecież tak, że z premedytacją nie wpuszczamy innych osób do naszego życia, albo zwyczajnie nie dostrzegamy ich prób zbliżenia się do nas. Warto zatrzymać się i rozejrzeć, nie tylko w święta...

Moja ocena: