Przechowywanie pewnych świerszczyków, robienie przysiadów w samochodzie, potajemne wyżeranie sąsiadom weków i wypijanie kompotów w piwnicy, kradzież sianka do szopki w wykonaniu dwóch ośmiolatek, a także polowanie na kochasia żony i wynajmowanie detektywa, by wyśledził kochankę męża, to tylko niektóre z sytuacji czekających na czytelników na kartach powieści "Cztery płatki śniegu". I chociaż książka jest w klimacie przedświątecznym, wcale nie przeszkadzało mi to w tym, by przeczytać ją po świętach :-)


Krótkie rozdziały, opowiadające o życiu poszczególnych bohaterów, czyta się bardzo szybko. Tym szybciej, że z każdą stroną chce się więcej wiedzieć o tym, jak poradzą sobie w sytuacjach, które wymyśliła im autorka, a właściwie zgotowało życie. Bo wszystkie te wydarzenia mogłyby spotkać każdego z nas i na pewno w swoim otoczeniu każdy znalazłby niektórych bohaterów z kart książki.
Zakończenie jest nostalgiczne i zmusza do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem. Motywuje do zwrócenia uwagi na innych ludzi. Bywa przecież tak, że z premedytacją nie wpuszczamy innych osób do naszego życia, albo zwyczajnie nie dostrzegamy ich prób zbliżenia się do nas. Warto zatrzymać się i rozejrzeć, nie tylko w święta...
Moja ocena:
Zakończenie jest nostalgiczne i zmusza do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem. Motywuje do zwrócenia uwagi na innych ludzi. Bywa przecież tak, że z premedytacją nie wpuszczamy innych osób do naszego życia, albo zwyczajnie nie dostrzegamy ich prób zbliżenia się do nas. Warto zatrzymać się i rozejrzeć, nie tylko w święta...
Moja ocena: