Moja ocena: 5/6
James Rollins to amerykański pisarz z polskimi korzeniami, którego powieści pochłaniam, jak tylko pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Jedną z nich jest "Lodowa pułapka", wydana w Polsce w dwa tysiące szóstym roku, ale trudno ją było zdobyć, ponieważ wznowienie pojawiło się dopiero w styczniu tego roku. Jest to jedna z pierwszych powieści Rollinsa, ale już można w niej dostrzec styl, który nie opuszcza go do tej pory - dużo dynamiki i niespodziewane zwroty akcji. Fakty naukowe pomieszane z fantastyką, ale świetnie współgrające, co pozwala na rozważanie, czy to wszystko mogłoby wydarzyć się naprawdę.
Na biegunie północnym znajduje się Stacja Polarna Grendel. Jest to miejsce kryjące makabryczną tajemnicę, związaną z pewnym sowieckim eksperymentem sprzed wielu lat. Ponieważ działania naukowców na stacji uznano za nieetyczne, postanowiono nie ujawniać wyników ich pracy. Kiedy współczesny amerykański statek badawczy natrafia przypadkiem na zapomnianą, ukrytą pod lodem stację naukową, sytuacja szybko się zmienia. Rosjanie są gotowi na wiele, aby uniemożliwić Amerykanom ujawnienie tajnych do tej pory badań.
W tym samym czasie Matt Pike, mieszkaniec Alaski i były komandos, jest świadkiem katastrofy samolotu w górach Arktyki. Pilot ginie, jednak pasażerowi udaje się przeżyć i Matt pomaga mu przetrwać. Szybko okazuje się, że rozbicie się samolotu to nie przypadek, a uratowany mężczyzna jest ścigany. Decydując się na uratowanie nieznajomego, który okazuje się być reporterem wysłanym w celu napisania artykułu o tajemniczej sowieckiej stacji naukowej, Matt zostaje wciągnięty w ciąg zdarzeń, które okazują się bardzo niebezpieczne. Obaj podejmują walkę o przetrwanie, a przy okazji dążą do poznania prawdy o eksperymentach prowadzonych w stacji polarnej Grendel.
Oprócz Matta i dziennikarza w powieści natraficie na całe mnóstwo ciekawych bohaterów. Wśród nich znajdzie się wielu naukowców, wojskowych, a także była żona Matta, Inuitka. Łączy ją z mężczyzną wspólny dramat, który równocześnie ich rozdzielił. Odkrycie strasznej tajemnicy ukrytej stacji polarnej to dla niej dodatkowy szok, ponieważ badania tam prowadzone dotyczyły rdzennej grupy ludności arktycznej, a więc jej pobratymców.
Dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się mojego ulubionego bohatera z cyklu Sigma, Kowalskiego, który tutaj jest matem i bierze czynny udział w walce o przetrwanie w polarnej bazie i jej otoczeniu. Uwielbiam sceny z jego udziałem i dialogi, w których uczestniczy.
Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, jak to u Rollinsa. Końcówka może nawet jest trochę zbyt nakręcona, ale ostatecznie całość bardzo mi się podobała i wciągnęła mnie dość szybko. Potrzebowałam tylko trochę czasu na starcie, żeby połączyć bohaterów i zapamiętać, kto jest kim i z kim trzyma :)
Zdecydowanie polecam!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)