środa, 1 lutego 2017

"Jutro, jutro i znowu jutro" Thomas Sweterlitsch - recenzja

Tytuł: "Jutro, jutro i znowu jutro"
Autor: Thomas Sweterlitsch
Gatunek: postapokalipsa
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Fabryka sensacji
Moja ocena: 6/10



Spodziewałam się innej lektury. Rekomendacja mnie zachęciła, bo tematy postapokaliptyczne to jeden z moich ulubionych gatunków. Jednak historia Dominica Blaxtona, który od dziesięciu lat zaprzecza śmierci żony, nie przemówiła do mnie wystarczająco. Przeczytałam tę książkę do końca, ponieważ nie lubię zostawiać niedokończonych lektur. Poza tym był też wątek kryminalny, który mnie interesował...

Świat nakreślony przez Sweterlitscha jest pełen wirtualnego chaosu. Ludzie dysponują urządzeniami, które pozwalają im być cały czas w Sieci. Reklamy, nowi znajomi, informacje, wiadomości o wszystkim i wszystkich. Nieustający wir bajtów w głowie, przed oczami. Ciągły przekaz i oglądanie filmów z Archiwum, swego rodzaju biblioteki będącej cyfrową wersją zniszczonego Pittsgurgha, gdzie można zobaczyć np. swoje wspomnienia albo znaleźć jakieś potrzebne w danej chwili informacje, odtwarzając nagrane kiedyś wydarzenia. Czytając o tej niesamowitej technologii miałam wrażenie, że sama mam takie urządzenie i czułam się zmęczona nadmiarem bodźców, które przyjmowali przez cały czas bohaterowie powieści. Opis był bardzo sugestywny. 
Podczas jednej z wirtualnych wycieczek Dominic odkrywa ciało dziewczyny. Takie poszukiwania były częścią jego pracy, ale tym razem coś nie dawało mu spokoju. Okazało się, że w kodzie miejsca tej zbrodni znajdują się jakieś błędy, coś się nie zgadza. Dominic zaczął poszukiwania, które okazały się być dość niebezpieczne...
Podczas lektury towarzyszymy mężczyźnie nie tylko w śledztwie, ale także w przeżywaniu cierpienia po stracie żony i nienarodzonego dziecka. Jego ukochana zginęła bowiem podczas katastrofy, która zmiotła z powierzchni Ziemi Pittsburgh i wszystkich ludzi, którzy w nim wtedy przebywali. Inni zapomnieli o tragedii, ale nie Dominic. Wciąż na nowo odtwarza wspomnienia z Theresą z Archiwum, zmaga się z nadmiarem przytłaczających emocji, uzależnieniem od narkotyków, próbuje wrócić do normalności chodząc na terapię... 
Czy zdoła pokochać na nowo? Czy odnajdzie mordercę dziewczyny od błędnego kodu? Kogo pozna, z kim będzie walczyć, a kto będzie go wspierał? Przeczytajcie sami, ale uprzedzam, że to nie jest postapokalipsa w stylu Patykiewicza ani serii Metra. Oceńcie sami.  

środa, 25 stycznia 2017

"Droga" Corman McCarthy - recenzja

Tytuł: "Droga"
Autor: Corman McCarthy

Gatunek: postapokalipsa, powieść drogi
Liczba stron: 268
Wydawnictwo Literackie



Moje pierwsze spotkanie z McCarthym uznaję za udane, choć... dość krótkie. Przebyłam "Drogę" z jej bohaterami w ciągu kilku godzin. Nie czytam zbyt szybko (czego ogromnie żałuję), jednak spora czcionka i forma, w jakiej autor napisał swoje dzieło, pomogła mi wrzucić czytelniczy piąty bieg. 
Myślę, że to dopiero początek mojej przygody z tym pisarzem, ponieważ zdążyłam już sprawdzić, że ma on kilka równie intrygujących tytułów na swoim koncie. 

Zdjęcie z okładki przedstawia bezimiennych bohaterów tej historii, Mężczyznę i Chłopca, jego syna. Na krótko pojawiła się również Kobieta, ale nie była dość silna, by walczyć o każdy kolejny dzień. Odeszła. 

Książka McCarthy'ego to postapokaliptyczna powieść drogi z elementami horroru i grozy. Spodziewałam się trochę innej lektury, więc początek mnie zaskoczył. Nie wiem dlaczego, ale wyobrażałam sobie, że to będzie historia jak z trylogii Diakowa, z serii Uniwersum Metro 2033. Łączy je jednak chyba tylko to, że w obu historiach obserwujemy próby przetrwania ocalałych ludzi w świecie zniszczonym po kataklizmie. 

Ktoś mógłby pomyśleć, że czytanie o dwóch osobach przez prawie 300 stron będzie potwornie nudne, jednak nic bardziej mylnego. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się z nimi na drodze, pełnej brudu, popiołu, śmieci i wszechobecnej śmierci. Razem z Mężczyzną wypatrywałam rabusiów, szukałam pożywienia w opuszczonych domach, rozpalałam ognisko i odpoczywałam z Chłopcem wtulonym w ramiona. Czułam lęk Dziecka, jego łzy na widok rozrzuconych tu i ówdzie trupów, głód. Pchałam stary sklepowy wózek pełen wyszperanych po drodze "skarbów". Na widok Złych Ludzi serce podskakiwało mi do gardła, marzyłam o cieple i czymkolwiek zdatnym do jedzenia. Niesamowicie czyta się takie książki, które porywają bez reszty i trzymają w swoim świecie do ostatniej strony. 

McCarthy opisał własną wizję świata po kataklizmie po mistrzowsku, w stopklatkach, pięknym językiem, pełnym głębi, nie rozwlekłym. Nie ma w tym tekście nic niepotrzebnego. Ładunek emocji jest ogromny, momentami przytłaczający. Najbardziej poruszyły mnie dialogi Ojca i Syna. Oszczędne w słowach, a tak pełne treści. Ostatnie strony wyciskają łzy z oczu, ale nie zdradzę, czy ta historia ma happy end. Każdy powinien sam się o tym przekonać. 

Filmowa okładka mnie urzekła. Oczy Mężczyzny ze zdjęcia mówią wszystko. Jest w nich ból, cierpienie, wyczerpanie, niepewność jutra, potworny głód i lęk o dziecko, którym się opiekuje. Po takiej lekturze koniecznie muszę obejrzeć ekranizację.  

poniedziałek, 23 stycznia 2017

"Burza piaskowa" James Rollins - recenzja



Tytuł: "Burza piaskowa"
Autor: James Rollins
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Albatros
cykl: Sigma, tom 1
Moja ocena: 8/10

Żeby książka była wciągająca, musi się w niej coś dziać. I nie chodzi mi o to, żeby czytelnik nie był w stanie nadążyć za fabułą czy wielością bohaterów, ale o to, by nie potrafił oderwać się od opisywanej przez autora historii. Tak właśnie czyta się powieści Jamesa Rollinsa, o czym przekonałam się już po lekturze "Labiryntu kości". W skrócie, dla osób, które jeszcze nie sięgnęły po żadną książkę tego autora, mogę określić je jako mieszankę archeologicznej przygodówki z sensacyjną akcją. Z dodatków nadających charakter mamy wątek miłosny, ciekawie zarysowany i poprowadzony w mistrzowski sposób. Nie jest to pusta historia o tym, jak "trudno kochać", ale dopracowany, choć drugoplanowy konflikt serc, z emocjami, przemyśleniami i podejmowaniem decyzji. Wyeksponowany w odpowiednich momentach, nadaje tej sensacyjnej historii ludzkich kształtów. 

W "Burzy piaskowej" poznajemy Safię al-Maaz, która pracuje jako kustosz w Muzeum Brytyjskim. Kobieta przeżyła w przeszłości tragedię, która zaważyła na jej dalszym życiu. Zaprzestała aktywnych poszukiwań archeologicznych i poświęciła się opiece nad kolekcją artefaktów z Omanu oraz zgłębianiu tajemnicy zaginięcia miasta Ubar. Drogocenne pamiątki muzeum, wchodzące w skład kolekcji, nad którą czuwa Safia, należą do jej niezwykle bogatej przyjaciółki, Kary Kensington. Druga bohaterka również ma za sobą traumatyczne przeżycie. W dniu jej szesnastych urodzin ojciec zabrał ją na polowanie, które skończyło się tragiczną śmiercią mężczyzny. Niepomny ostrzeżeń, znalazł się w niewłaściwym miejscu, a pustynia nie lubi, kiedy się ją lekceważy... Na oczach córki Kensington został dosłownie pochłonięty przez piasek. Kara przez długie lata próbuje rozwiązać zagadkę śmierci ojca. 

Pewnego dnia jeden z eksponatów, którymi zajmuje się Safia, zostaje zniszczony przez wybuch. Przy okazji ginie strażnik. Film z monitoringu w muzeum zadziwił wszystkich. Okazało się bowiem, że powodem wybuchu był ognisty piorun, który pojawił się nie wiadomo skąd i zniszczył figurę należącą do kolekcji z Omanu. Dalej było jeszcze ciekawiej, ponieważ dochodzenie przeprowadzone po wypadku wykazało... istnienie antymaterii. Zainteresowanie agencji rządowych gwałtownie wzrosło. 

Zagadkowe i mrożące krew w żyłach wydarzenie burzy dotychczasowy, choć raczej pozorny, spokój w życiu Safii. Chociaż kobieta nie ma na to ochoty, dołącza do grupy, która wyrusza na wyprawę archeologiczną. Wspomniana grupa złożona jest z dość wyjątkowych członków: Safia i Kara, jedna rusza w pogoń za mitycznym miastem, a druga poszukuje prawdy o śmierci ojca; magistrant Safii, który szybko pożałuje swojej decyzji; członkowie amerykańskiej agencji DARPA, Painter i jego partnerka, których celem jest ochrona przedsięwzięcia oraz dwaj archeolodzy, bracia Dunn (uwaga, jeden z nich - Omaha - to były narzeczony Safii, więc będzie się działo!). Żeby nie było nudno i zbyt historycznie, mamy też dla przeciwwagi członkinię tajnej organizacji, Cassandrę, która za wszelką cenę chce przeszkodzić w ekspedycji i przejąć wszelkie poczynione przez Safię podczas wyjazdu odkrycia. Smaczku nadaje fakt, że Cassandra była kiedyś partnerką Paintera w agencji DARPA. Wiedzą o sobie właściwie wszystko, znają swój styl walki, a do tego jeszcze kobieta ma naprawdę potężnych zwierzchników, którzy finansują wszystkie jej pomysły i plany. Nie muszę chyba dodawać, że zarówno ona, jak i jej zwierzchnicy, stoją po ciemnej stronie mocy...

Wszystkich, którzy zdecydują się na sięgnięcie po "Burzę piaskową", czekają niesamowite chwile z autentycznymi i wyrazistymi bohaterami. Akcja gna na złamanie karku, są pościgi, strzelanki, zatapianki i mnóstwo innych naprawdę niebezpiecznych wydarzeń. A wszystko to przeplatane historyczno-naukowymi informacjami, które autor podrzuca czytelnikowi w postaci ciekawych dialogów toczących się między bohaterami. Uzupełnieniem sensacyjnej fabuły są informacje o historii i kulturze Omanu i jego mieszkańców. 

Dwa punkty odjęłam za literówki i drobne błędy stylistyczne, których trochę się zawieruszyło w tekście. 

Polecam wszystkim, którzy lubią powieści, w których ciągle coś się dzieje. 

czwartek, 29 grudnia 2016

"Labirynt kości James Rollins - recenzja

Tytuł: "Labirynt kości"

Autor: James Rollins

Gatunek: powieść przygodowa, sensacja
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Albatros
cykl: Sigma Force, część 11
Moja ocena: 10/10

Kiedy przeczytałam ostatni tom serii Andy'ego McDermotta o "archeologicznych" przygodach Niny Wilde i Eddiego Chase'a, pomyślałam, że pewnie już nie trafię na podobne emocje. Nie doceniłam jednak pana Rollinsa, choć nie jest to pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam. Z każdą lekturą powieści jego autorstwa przekonuję się coraz bardziej do teorii, że - mimo drobnej różnicy wieku - chyba się znają z McDermottem... ;-) Drugim miłym akcentem związanym z tym pisarzem jest jego pochodzenie - polskie. Same plusy zatem widzę, szczególnie, jeśli ktoś lubi fabuły pełne akcji, dynamiczne i zwrotne jak dobrej klasy motocykl. Tak mi się właśnie czytało "Labirynt kości", nie przymierzając, jakby autor zabrał mnie na szaloną jazdę bez trzymanki po Chorwacji, Stanach Zjednoczonych, Chinach, Andach, jaskiniach, dżungli i laboratoriach. 

Okładka przyciąga wzrok nie tylko soczyście zielonym kolorem i odwzorowanymi na niej malunkami naskalnymi, ale także pytaniami zawartymi w krótkim opisie z tyłu. "Jakie są źródła naszej inteligencji? Skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy?" - to zaledwie początek pytań, bynajmniej nie filozoficznych, lecz łączących się z genetyką, biologią, antropologią, paleontologią i wszystkimi działami nauki, związanymi z człowiekiem i jego historią. 

Bliźniaczki Lena i Maria Crandall pracują nad zagadką ewolucji ludzkiej inteligencji. Badają ludzki mózg, by znaleźć odpowiedź na pytania dręczące od lat ludzkość - skąd się wzięliśmy i jak to się stało, że w pewnym okresie dziejów nastąpił nagły rozwój homo sapiens - tzw. Wielki Skok. Zanim jednak poznamy te obecnie żyjące Amerykanki, autor prezentuje nam w formie stopklatek wcześniejsze wydarzenia, których konsekwencją stają się te współczesne. Najpierw obserwujemy przez chwilę ojca ratującego swoją córkę przed śmiercią 38 tysięcy lat p.n.e., a później przenosimy się do siedemnastowiecznego Rzymu, gdzie poznajemy księży Atanazego Kirchera i Nicolausa Steno, których odwiedza emisariusz, przynosząc tajemniczą przesyłkę, mapę i jeszcze bardziej zagadkową wiadomość. Przesyłka, według słów posłańca, zawiera bowiem... szczątki Adama i Ewy, a mapa prowadzi do reszty znaleziska.

I tu zaczyna się historia już bardziej nam współczesna. Jedna ze wspomnianych już sióstr, Lena, wyrusza z grupą badaczy do chorwackich jaskiń, by spenetrować wnętrza, w których odkryto niecodzienne znalezisko - szkielety należące do neandertalczyków. Niestety, ekipa zostaje zaatakowana podczas pracy. Lenie i ojcu Rolandowi Novakowi udaje się ukryć w ostatniej chwili. Niestety, pozostali członkowie grupy nie mają tyle szczęścia. Paleontolog i geolog zostają uprowadzeni, wraz z tajemniczym znaleziskiem. Rozpoczyna się walka dwójki uczonych o życie, bo choć udało im się uniknąć śmierci lub porwania, to są wciąż uwięzieni w jaskiniach... Czy zdołają się wydostać? Czy ktoś w ogóle wie, gdzie się znajdują?? 

Tymczasem w ośrodku naukowym w Georgii siostra Leny, Maria, pracuje z Baako - młodym gorylem, którego inteligencja znacznie przewyższa poziom rozwoju jego pobratymców. Baako posługuje się językiem migowym, dużo rozumie i potrafi się porozumiewać z otoczeniem. Traktuje siostry Crandall jak swoje matki. Nic więc dziwnego, że tego samego dnia, kiedy Maria zostaje zaatakowana w chorwackich jaskiniach, Baako okazuje niepokój. Lena też się boi, bo nie może się skontaktować z siostrą. Powód szybko staje się jasny - kobieta dostaje wiadomość, że stanowisko archeologiczne w Chorwacji zostało zaatakowane. Los bliźniaczki na chwilę obecną nie jest znany. Do gry wchodzą agenci Sigma Force. Komandor Grey Pierce i jego partnerka Seichan ruszają na ratunek Marii. Do ośrodka w Georgii zaś udają się inni agenci. Monk Kokkalis i Joe Kowalski, których zadanie ma polegać na przesłuchaniu Leny Crandall i jej podopiecznego - goryla Baako. Mają poznać odpowiedź na pytanie, nad czym dokładnie pracowały Maria i jej siostra, skoro doprowadziło to do niespodziewanego ataku na grupę naukowców. Czy jednak druga siostra jest bezpieczna? Jak mężczyźni porozumieją się z obiektem jej badań? Komu zależy na tych tajemniczych znaleziskach aż tak bardzo, że jest gotowy zabić? Z każdym rozdziałem pytań przybywa. 

Akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Wydarzenia uzupełniają ciekawe informacje związane z przedmiotem badań sióstr Crandall. Pojawia się zatem teoria Wielkiego Skoku, związki wczesnego człowieka z innymi plemionami, zagadka Atlantydy i dziwne powiązania matematyczne między Ziemią, Księżycem a Słońcem. Nie sposób się nudzić przy takiej lekturze. Czytając wciąż zastanawiałam się, ile w tej fabule prawdy, a ile fikcji. Autor w nocie kończącej powieść krótko wyjaśnia skąd wziął się pomysł na tę książkę i które z opisywanych historii mają podstawy naukowe, a które to mity. Uzupełnieniem tego podsumowania są podane przez Rollinsa tytuły książek, z których sam korzystał, zbierając materiały do napisania tej historii. Jestem pod ogromnym wrażeniem stworzonej przez niego fabuły, w której wszystko ma swoje miejsce i czas. 

Osoby, które nie lubią czytać serii "od środka", mogę uspokoić. Nie czytałam żadnego z wcześniejszych dziesięciu tomów Sigma Force, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w śledzeniu fabuły "Labiryntu". Polecam, bo warto!

czwartek, 8 grudnia 2016

"Słowik" Kristin Hannah - recenzja

Tytuł: "Słowik"

Autor: Kristin Hannah
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Świat Książki


Moim zdaniem "Słowik" posiada najważniejsze cechy motywujące do sięgnięcia po niego. Zapytacie jakie? Przede wszystkim już pierwszy rzut oka na okładkę sprawia, że chce się sięgnąć po tę książkę. Intryguje, zaciekawia i wywołuje potrzebę przeczytania przynajmniej rekomendacji na okładce. I tu docieramy do drugiej cechy - tematyka. Interesują mnie książki opowiadające historie z okresu II wojny światowej, a tutaj akcja rozgrywa się właśnie w tym czasie. To wystarczyło, bym sięgnęła po tę lekturę, chociaż liczba stron jest poważna...
Chociaż "Słowik" opowiada fikcyjne wydarzenia, to inspiracją dla autorki była prawdziwa postać - bojowniczka ruchu oporu z Belgii - oraz opowieści kobiet o ich przeżyciach wojennych. 
Jest rok 1940. Francja. Poznajemy dwie siostry, bardzo od siebie różne. Starsza, stateczna matka i żona to Vianne, a młodsza, trochę szalona i buntownicza, ma na imię Isabelle. Podczas lektury czytelnik może obserwować zmiany zachodzące w kobietach z upływem czasu - wojennego czasu, więc zupełnie innego niż ten przeżywany w czasach pokoju. Chociaż książka jest o wojnie, to mało w niej znajdziemy opisów przemocy. Autorka raczej skupiła się na zmianach zachodzących w ludziach, w ich psychice. Znajdziecie tu ruch oporu, ludzkie dramaty i podejmowane szybko decyzje, mnóstwo emocji od godzenia się na wojenny los po bunt. Akcja jest wartka, wciąga czytelnika bez reszty w ten straszny wojenny świat. 

Można pomyśleć, że temat wojny i ludzkich losów jest już oklepany, znany i może trochę przez to nudny, ale nic bardziej mylnego. To są historie, o których należy pisać, mówić. Które należy przypominać i zaznajamiać z nimi kolejne pokolenia. Nie jest to lektura łatwa, ale uważam, że warto poświęcić czas na jej zgłębienie. Podczas czytania, a nawet i po zamknięciu książki, z pewnością pojawi się niejedna refleksja...