poniedziałek, 30 września 2019

"Szeptacz" Alex North - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Myśleliście kiedyś o tym, jak duży wpływ na Wasze oczekiwania w stosunku do danej lektury ma jej akcja promocyjna? I jak kształtuje się pod jej wpływem Wasz obraz tej powieści? Ja zastanawiam się właśnie, co najbardziej wpłynęło na obraz „Szeptacza”, jaki pojawił się w mojej głowie przed lekturą. Na pewno znaczenie miały rekomendacje znanych pisarzy z okładki, opisujące tę książkę jako niepokojący i przerażający thriller czy historię pełną grozy. I sama okładka również przywodzi na myśl raczej horror niż zwykły thriller czy kryminał.

Kiedy dostałam od Wydawnictwa MUZA przesyłkę wprowadzającą w klimat, pomyślałam, że fajnie byłoby przeczytać taką „straszną” powieść, bo już dawno nie trafiłam na fabułę, która wywoływałaby autentyczny lęk. Jeśli mam być szczera, to w tym temacie nic się nie zmieniło. „Szeptacz” mnie nie wystraszył, nie drgnęła mi nawet powieka. I nie, nie jestem taka twarda. Ta powieść po prostu nie jest straszna. To właściwie jedyny jej minus, który niekoniecznie ma znaczenie, w zależności od tego, czego ktoś się po niej spodziewał. Ja liczyłam na strach i dreszcze, ale ich nie dostałam, więc dla mnie ten minus jest istotny.

Tom Kennedy zostaje sam z siedmioletnim synkiem, Jakiem. Żona mężczyzny umiera nagle, na co ani Tom, ani tym bardziej jego syn, nie są gotowi. Każdy z nich próbuje poradzić sobie z nową sytuacją na swój sposób. Efekt jest taki, że niezbyt dobrze się ze sobą dogadują. Mężczyzna bardzo martwi się brakiem dobrego kontaktu z dzieckiem, które mówi do siebie i spędza czas samotnie, głównie na rysowaniu. Tom, który zawodowo zajmuje się pisaniem książek, postanawia przeprowadzić się do niewielkiego miasteczka Featherbank. Nowy dom wybierają razem z Jakiem i chociaż Tomowi niezbyt podoba się wybór chłopca, decyduje się na zakup lokum, które trochę przeraża swoim wyglądem. Wkrótce okazuje się, że nowa posiadłość ma swoją, niezbyt pozytywną, historię. Wątek kryminalny dotyczy zaginięć i śmierci małych chłopców sprzed dwudziestu lat. Mordercę nazwano Szeptaczem, ponieważ szeptał pod oknami swoich ofiar. Kiedy znika kolejne dziecko, zapomniana już sprawa powraca. Wciąż nie odnaleziono jednego z tamtych chłopców… Teraz dołączył do niego mały Neil. Kto będzie następny?

Fabuła powieści jest zwarta i logiczna. Zaintrygował mnie pomysł na szepczącego seryjnego mordercę. Opisywana przez Alexa Northa historia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Tempo akcji początkowo nie jest zawrotne. Powiedziałabym nawet, że jest to dość spokojna, choć momentami mroczna, historia obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Pozwala to na dokładne zapoznanie się z pojawiającymi się wciąż zagadkami i nowymi wątkami, które w mało przewidywalny sposób łączą się ze sobą. Napięcie rośnie powoli, ale kiedy osiąga punkt kulminacyjny, akcja rusza z kopyta.

Oprócz intrygi kryminalnej, autor skonstruował również świetny wątek psychologiczny. Próba poradzenia sobie ze śmiercią ukochanej osoby opisana jest z perspektywy osoby dorosłej, a także kilkuletniego dziecka. Zachowanie Jake’a jest dziwne i niepokojące. Tom ze wszystkich sił chciałby być dobrym ojcem, ale kompletnie sobie z tym nie radzi i nie rozumie własnego dziecka.

Postacie nie są szczegółowo dopracowane, ale różnią się od siebie na tyle, że mamy jasność, kto jest kim. Każda z nich ma swoje problemy, z którymi musi sobie poradzić. Świetnie przedstawiony został między innymi problem alkoholowy jednego z bohaterów. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki autor pokazał „głosy” dołujące mężczyznę i namawiające go do sięgnięcia po kieliszek.  

Język powieści jest prosty i czytelny, a opisy plastyczne. Duża czcionka pozwala na wygodne czytanie nawet przez kilka godzin bez przerwy. „Szeptacz” to mieszanka mroku, sensacji, kryminału i psychologii, więc jeśli lubisz takie klimaty, ta powieść jest dla Ciebie.


Tytuł: „Szeptacz”
Autor: Alex North
Gatunek: powieść obyczajowa z mrocznym wątkiem kryminalnym
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: MUZA

Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA

sobota, 28 września 2019

„Zula i jednoskrzydły smok” Natasza Socha - recenzja



„Zula i jednoskrzydły smok” to szósty tom przygód dziewięcioletniej małej czarodziejki z Poziomkowa. Seria ta dedykowana jest dzieciom w wieku od 6 do 12 lat, ale chociaż sama już dawno lat mam trochę więcej, z przyjemnością czytam każdą kolejną część.

Zula ma dziewięć lat i rodziców lekarzy, którzy ze względu na swoją pracę zostawili córeczkę na rok z dwiema szalonymi ciotkami, Melą i Helą. Dziewczynka nie była zachwycona rozstaniem z rodzicami i koniecznością zamieszkania z, obcymi w końcu, ciotkami, ale innego wyjścia nie było, więc została w Poziomkowie. Szybko okazało się, że dom ciotek jest fantastyczny, a one same posiadają magiczne moce. I, co jeszcze lepsze, Zula odziedziczyła je również! Od tej pory życie dziewięciolatki zmieniło się diametralnie. Każdy tom to inna, pełna magii i niebezpieczeństw przygoda. Tym razem Zula wraz z przyjaciółmi musi zdobyć łuskę smoka. Potrzebuje jej, ponieważ w poprzednim tomie obiecała to pewnemu wstrętnemu goblinowi Eszmegelowi. Problem polega na tym, że przecież smoki… nie istnieją? Otóż, okazuje się, że zadanie jest wykonalne, jednak dzieciaki wraz z dwójką dorosłych opiekunów muszą dostać się do równoległego świata, w którym smoki ukryły się przed ludźmi. Jak tego dokonają? Już ciotki i Wielka Czarownica Liliana postarają się o to, by im się to udało. Jednak drużyna będzie miała ograniczony czas. Jeśli bowiem przyjaciele nie zdążą zdobyć łuski i wrócić w umówione miejsce w pięć godzin, nigdy nie wrócą już do swojego świata. Do tego wszystkiego, zupełnie przypadkiem, za grupą śmiałków do zaczarowanego świata trafia również… Druzjanna, nielubiana i nielubiąca nikogo koleżanka z klasy. Jak to się mogło stać? I co teraz będzie? Przecież Druzjanna jest okropna i w ogóle nie ma pojęcia o tym, że Zula jest czarodziejką!

Jakie niebezpieczeństwa czyhają na Zulę i resztę ekipy? Kto będzie próbował opóźnić ich wędrówkę? Jakie zagadki zada im Sfinks pilnujący przejścia? Czy smok w ogóle zechce z nimi rozmawiać? I po co właściwie goblinowi ta łuska?

Oprócz zwyczajowej opowieści pełnej magicznych akcentów, autorka poruszyła w książce również temat związany z ponoszeniem konsekwencji za swoje nierozważne zachowanie. Pojawia się też problem dotyczący relacji rówieśniczych czy złośliwości dzieci wobec siebie. Zachowanie Druzjanny tym razem przydało się do pokazania, że nawet nieznośna i niesympatyczna dziewczynka potrafi się zmienić, ale nie wystarczą starania jednej strony, by relacje między kolegami się poprawiły. Te wątki idealnie nadają się do przeprowadzenia zajęć biblioterapeutycznych.

Język powieści jest prosty i czytelny. Wartką akcję i ciekawą fabułę urozmaicają aktywne dialogi bohaterów i plastyczne opisy. Autorka stworzyła wiarygodny świat, w którym realizm przeplata się z magią. Całości dopełniają świetne ilustracje.  

Bohaterami serii, oprócz magicznych stworzeń, są dziewczynki i chłopcy, więc książka spodoba się na pewno zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom. 


Tytuł: „Zula i jednoskrzydły smok”
Autor: Natasza Socha
Gatunek: literatura dziecięca
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

"Blask" Marek Stelar - recenzja



„Blask” to pierwsza powieść Marka Stelara, po którą sięgnęłam. Opisana tu historia zawiera wszystkie lubiane przeze mnie elementy fabuły: są zabójstwa, jest tajemnica sprzed lat i zaginiony skarb, a także obyczajowe powiązania bohaterów. Czy to wystarczyło, by intryga porwała mnie, wymiętosiła i wypluła dopiero po ostatniej stronie?

Autor zafundował czytelnikowi aż trzy przedziały czasowe. Tor pierwszy to powojnie, rok tysiąc dziewięćset czterdziesty szósty. Następnie mamy wydarzenia rozgrywające się w czasach PRL, w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym. Ostatni przedział to czasy współczesne, rok dwa tysiące osiemnasty. Wszystkie są uporządkowane i jasno określone, więc nie sposób się pogubić. Jedyne, co sprawiało mi trudność, to nadążanie za rodzinnymi koligacjami. W dzisiejszych czasach rzadko zwraca się uwagę na szczegóły rodzinnych powiązań. Są wujkowie, ciotki, kuzyni i tyle. Bez jakiegoś roztrząsania i nadmiernej analizy dziejowej. Tutaj musiałam się nieźle skupić, żeby ogarnąć drzewo genealogiczne występujących we wszystkich trzech okresach bohaterów.

Historia powojenna dotyczy Wiktora Krugły, który przyjeżdża po wojnie do Szczecina, do swojej siostry, gdzie zostaje wplątany w zabójstwo żydowskiego chłopca, w którego dłoni tkwił wielki brylant, i tajemnicę pewnego ukrytego na terenie miasta skarbu. Kiedy ginie kolejne żydowskie dziecko, atmosfera zaczyna się zagęszczać, a wokół Wiktora narasta negatywne nastawienie władz różnego kalibru.
Kolejny tor to czasy PRL-u i zabójstwo dwóch prostytutek. Kobiety zostały uduszone specyficznym sznurem od munduru. Posądzony o ten czyn Niemiec zostaje jednak bardzo szybko zwolniony z aresztu, do czego przyczynia się pracownik SB, Witold Prażmowski. Mężczyzna ma plan, który bardzo chce zrealizować, przy współpracy niemieckiego obywatela…
Akcja, która rozgrywa się współcześnie, związana jest w dużym stopniu z córką Witolda Prażmowskiego, Agatą. Kobieta pracuje jako prawnik i pewnego dnia rozpoznaje w pewnej zabitej dziewczynie swoją klientkę. Wkrótce umiera ojciec Agaty, zostawiając po sobie niejasne sprawy i zagadkowe przedmioty. Ponieważ nigdy nie mieli ze sobą dobrego kontaktu, Agata niewiele o ojcu wiedziała. Dopiero po jego śmierci zaczęła poszukiwać odpowiedzi na dręczące ją pytania. To, co wychodzi na jaw w toku jej prywatnego śledztwa sprawia, że jej poukładany świat w jednej chwili zmienia się w kupkę gruzu. Jakie powiązania łączą historię z czasów powojennych i tę z lat siedemdziesiątych?

To nie jest powieść pełna wartkiej akcji. Uprzedzam na wypadek, gdyby chciał ją przeczytać ktoś, kto uwielbia, gdy dużo się dzieje, a zwroty o sto osiemdziesiąt stopni występują na każdej stronie. Intryga skonstruowana jest ciekawie, ale do rozwiązania dochodzimy powoli, obserwując działania Agaty i jej kuzyna, Roberta. Przy okazji autor dorzucił też przemyślenia kobiety na temat życia z ojcem, który rodzicem był jedynie z nazwy. Dlaczego kochający tata nagle stał się zimny, jak kamień? Co ukrywał mężczyzna? Jak wydarzenia sprzed lat zmieniły życie jego i jego rodziny?

Nietypowe jest to, że większość zagadek wyjaśnia się mniej więcej w połowie powieści. Jednak nie wszystkie szczegóły i powiązania zostają ujawnione. Agata do ostatniej chwili drąży pewne interesujące ją tematy, a znane nam już z jednej perspektywy sytuacje możemy po pewnym czasie zobaczyć z innej strony, kiedy opowiada o nich kolejny bohater. Zabieg ten dodaje wydarzeniom trójwymiarowości, a uzupełniane sukcesywnie informacje w końcu tworzą pełny obraz opisywanej historii.

Czy wszystkie tajemnice zostaną wyjaśnione? Czy Agacie uda się poznać ojca poprzez opowieści znających go kiedyś ludzi? Gdzie ukryty jest skarb? I wreszcie, czy jej usilne poszukiwanie prawdy bardziej pomoże czy zaszkodzi naszym bohaterom?  

Chociaż powieść podobała mi się, pełnej liczby punktów w ocenie nie będzie, ponieważ zabrakło mi przypisów z tłumaczeniami obcojęzycznych fragmentów. O ile niemieckie wypowiedzi nie stanowiły dla mnie problemu, to rosyjskich, niestety, nie zrozumiałam w stu procentach, nawet z samego kontekstu. Uważam, że nie każdy czytelnik musi znać języki obce i niekoniecznie będzie mu się chciało odrywać od powieści, by sprawdzać w słowniku czy w Internecie nieznane mu słowa czy zdania. Wystarczyłoby naprawdę dodać przypis z tłumaczeniem i po kłopocie.    

Tytuł: „Blask”
Autor: Marek Stelar
Gatunek: powieść sensacyjna, kryminalna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Videograf

Moja ocena: 5/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf SA




"Rok w mieście" Katarzyna Bogucka - recenzja



Kolejny tom serii „Rok w…” tym razem zabiera małych czytelników do pewnego miasta. Każda rozkładówka prezentuje bohaterów podczas ich codziennych zajęć. Kim jest Lenka? Czym zajmuje się mąż pielęgniarki Joli? O czym marzy Ksawier? Co po pracy robi policjant Zbyszek? Do kogo należy piesek Pankracy? Pytania pojawiają się nieprzerwanie, ponieważ rysunki są tak bogate w treści, że nie sposób się od nich oderwać.

Dwie pierwsze strony prezentują bohaterów. Jest ich bardzo wielu. Postaci same się przedstawiają, a ich wypowiedzi umieszczone zostały w niewielkich dymkach. Dowiadujemy się, jak mają na imię, czym się zajmują i co lubią robić. Niektórzy również informują małego czytelnika o pewnych swoich zachowaniach, które można wyśledzić na kolejnych rozkładkówkach. Na przykład Angelika opowiada, że kocha podróże i pracuje jako stewardesa, więc przez trzy miesiące nie ma jej w mieście. I już mamy podstawy do przeprowadzenia śledztwa, o które miesiące chodzi.

Oprócz nazwy miesiąca, w rogu każdej rozkładówki narysowany jest również zegar, wskazujący konkretną godzinę, oraz termometr z temperaturą. Te elementy również stanowią świetną bazę do rozmów z dzieckiem na temat czasu i pogody. Nie zabrakło również zabawy interaktywnej na końcu, w której zadanie polega na odnalezieniu jak największej liczby nieprawdopodobnych sytuacji.

Kolorystyka tej książeczki jest trochę inna niż pozostałych części tej serii. Trzeba się trochę bardziej skupić i wysilić, by odnaleźć wybrane postacie, kiedy na ilustracji królują takie barwy, jak niebieski, granatowy, biały i pomarańczowy czy zielony, żółty i brązowy. Konieczne jest dokładne przestudiowanie wyglądu bohaterów i staranne przeszukanie wybranej rozkładówki.

Jestem pewna, że mali czytelnicy spędzą nad tą książeczką dużo czasu, świetnie się bawiąc i wymyślając historyjki na podstawie narysowanych w niej sytuacji.

Tytuł: „Rok w mieście”
Autor: Katarzyna Bogucka
Gatunek: literatura dla dzieci, picture book
Liczba stron: 28
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria: Rok w…

Moja ocena: 6/6



Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl




niedziela, 22 września 2019

"Rok w lesie" Emilia Dziubak - recenzja



Picture book „Rok w lesie” czaruje piękną okładką, na której możemy zobaczyć przykładowe ilustracje znajdujące się w środku. Jest to publikacja idealna dla małego zwierzoluba, który kocha faunę i florę, i chce wiedzieć o tym temacie jak najwięcej.

Książka zawiera dwanaście rozkładówek, na których możemy obserwować ten sam kadr lasu w kolejnych miesiącach jednego roku kalendarzowego. Pierwsze dwie strony to krótkie przedstawienie bohaterów, których spotkamy na kolejnych kartach książeczki. Dwie ostatnie zaś to gra interaktywna, czyli labirynt, w którym należy połączyć bohaterów w pary albo doprowadzić ich do tego, o czym marzą, a jednocześnie ochronić ich przed wrogami.

Ponieważ występujące w książeczce zwierzęta zostały uwiecznione na wszystkich ilustracjach, dziecko może wybrać sobie bohatera, którego życie prześledzi na kolejnych stronach. Będzie to doskonała okazja do zwrócenia uwagi dziecka na zmiany zachodzące w przyrodzie, a także na zwyczaje poszczególnych zwierząt. Akcentem humorystycznym są przygody pana leśniczego, któremu ciągle ktoś robi kawały.

Książeczki z serii „Rok w…” rozbudzają wyobraźnię dziecka, ćwiczą jego spostrzegawczość i koncentrację uwagi, a także zdolność myślenia przyczynowo-skutkowego. Dodatkowo podczas analizowania życia zwierząt dziecko uczy się opowiadać o tym, co widzi.


Tytuł: „Rok w lesie”
Autor: Emilia Dziubak
Gatunek: literatura dla dzieci, picture book
Liczba stron: 28
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria: Rok w…

Moja ocena: 6/6


Książkę mogłam poznać dzięki współpracy z serwisem Jakkupowac.pl