Pomyślałam, że czas na post trochę inny niż poprzednie i oto jest :-)
Będzie to równocześnie wyzwanie, do którego zapraszam: Matkę Puchatka, Na widelcu i Pośredniczkę książek. Mam nadzieję, że będziecie się bawić równie dobrze jak ja, wybierając książki, które najbardziej wpłynęły na Was, kiedy byłyście dziećmi. Zaproście do zabawy kolejne trzy osoby :-)
Od dłuższego czasu obserwuję ze smutkiem, jak szeroko pojęty świat obrzydza dzieciakom i młodzieży czytanie książek. Kanon lektur szkolnych to jakiś koszmarny zestaw apokaliptyczny i nie chodzi mi tu o deprecjonowanie klasyków literatury, tylko o zwrócenie uwagi na to, że są teksty, które kompletnie nie przystają już do współczesności, a co za tym idzie, młodzi ludzie ich nie rozumieją. Lubicie czytać coś, czego nie łapiecie ni w ząb? Wgryzacie się (dobrowolnie!) ze słownikiem w teksty, z których przynajmniej połowa napisana jest językiem kompletnie Wam nieznanym, a do tego opisuje sytuacje zupełnie Wam obce? Nawet czytanie w języku obcym nie polega na tym, by szukać mozolnie co drugiego słowa w słowniku, tylko na tym, by znaleźć taką historię, której poziom trudności będzie dla nas odpowiedni. Wtedy czytanie nie tylko będzie pozytywnie wpływać na naszą znajomość tego języka, ale stanie się również przyjemnością. Wydawałoby się, że to logiczne, nieprawdaż?
Często generalizujemy, więc dlaczego tutaj miałoby być inaczej? Osoba, która dopiero zaczyna swoją przygodę z czytaniem, może zniechęcić się już po jednej źle dobranej książce, a co gorsza, może uznać, że czytanie ogólnie jest beznadziejne i długo nie sięgnie ponownie po lekturę. Ktoś z większym doświadczeniem będzie wiedział, że warto poszukać czegoś innego, skoro wybrana poprzednio powieść go nie porwała. Ale żeby mieć to doświadczenie, trzeba trafić na więcej niż jedną czy dwie dobre książki. I koło się zamyka :-)
Dzieci uczą się w dużej mierze poprzez obserwację. Widząc czytających dorosłych czy rówieśników, prędzej czy później same sięgną po książkę, by sprawdzić, czy to naprawdę jest fajne. I wtedy warto podsunąć taką lekturę, która otworzy im drzwi do niesamowitych przygód, pokaże inne światy i sprawi, że bohaterowie czytanych książek staną się ich przyjaciółmi na długo. Warto zadać dziecku kilka pytań, by poznać jego preferencje czytelnicze i warunki, w jakich czytałoby poleconą książkę (samodzielne czytanie, czytanie z rodzicami, w szkole, w domu, z rodzeństwem, poziom umiejętności czytania itd.). Wtedy łatwiej znaleźć coś, co się młodemu czytelnikowi spodoba :-)
To temat-rzeka, o którym można dyskutować naprawdę długo i dogłębnie.
Będzie to równocześnie wyzwanie, do którego zapraszam: Matkę Puchatka, Na widelcu i Pośredniczkę książek. Mam nadzieję, że będziecie się bawić równie dobrze jak ja, wybierając książki, które najbardziej wpłynęły na Was, kiedy byłyście dziećmi. Zaproście do zabawy kolejne trzy osoby :-)
***
Od dłuższego czasu obserwuję ze smutkiem, jak szeroko pojęty świat obrzydza dzieciakom i młodzieży czytanie książek. Kanon lektur szkolnych to jakiś koszmarny zestaw apokaliptyczny i nie chodzi mi tu o deprecjonowanie klasyków literatury, tylko o zwrócenie uwagi na to, że są teksty, które kompletnie nie przystają już do współczesności, a co za tym idzie, młodzi ludzie ich nie rozumieją. Lubicie czytać coś, czego nie łapiecie ni w ząb? Wgryzacie się (dobrowolnie!) ze słownikiem w teksty, z których przynajmniej połowa napisana jest językiem kompletnie Wam nieznanym, a do tego opisuje sytuacje zupełnie Wam obce? Nawet czytanie w języku obcym nie polega na tym, by szukać mozolnie co drugiego słowa w słowniku, tylko na tym, by znaleźć taką historię, której poziom trudności będzie dla nas odpowiedni. Wtedy czytanie nie tylko będzie pozytywnie wpływać na naszą znajomość tego języka, ale stanie się również przyjemnością. Wydawałoby się, że to logiczne, nieprawdaż?
To naprawdę prosta zasada:
czytam chętniej, jeśli coś mi się podoba i zdoła mnie zainteresować,
ale
nie czytam, jeśli ktoś mnie zniechęci, zmuszając do lektury tekstów, których nie rozumiem lub takich, które mnie nie zaciekawią.
Często generalizujemy, więc dlaczego tutaj miałoby być inaczej? Osoba, która dopiero zaczyna swoją przygodę z czytaniem, może zniechęcić się już po jednej źle dobranej książce, a co gorsza, może uznać, że czytanie ogólnie jest beznadziejne i długo nie sięgnie ponownie po lekturę. Ktoś z większym doświadczeniem będzie wiedział, że warto poszukać czegoś innego, skoro wybrana poprzednio powieść go nie porwała. Ale żeby mieć to doświadczenie, trzeba trafić na więcej niż jedną czy dwie dobre książki. I koło się zamyka :-)
Dzieci uczą się w dużej mierze poprzez obserwację. Widząc czytających dorosłych czy rówieśników, prędzej czy później same sięgną po książkę, by sprawdzić, czy to naprawdę jest fajne. I wtedy warto podsunąć taką lekturę, która otworzy im drzwi do niesamowitych przygód, pokaże inne światy i sprawi, że bohaterowie czytanych książek staną się ich przyjaciółmi na długo. Warto zadać dziecku kilka pytań, by poznać jego preferencje czytelnicze i warunki, w jakich czytałoby poleconą książkę (samodzielne czytanie, czytanie z rodzicami, w szkole, w domu, z rodzeństwem, poziom umiejętności czytania itd.). Wtedy łatwiej znaleźć coś, co się młodemu czytelnikowi spodoba :-)
To temat-rzeka, o którym można dyskutować naprawdę długo i dogłębnie.
Efektem tej refleksji o wadze pierwszych doświadczeń czytelniczych jest zestaw trzech książek, które wciąż siedzą w mojej głowie, mimo iż już dawno przestałam zaliczać się do grona początkujących czytelników. Chciałabym się z Wami nimi podzielić i jestem bardzo ciekawa, czy ktoś z Was również je zna i lubi :-)
1. "Słoneczko" Maria Buyno-Arctowa
Ukochana i wywołująca największe emocje historia złotowłosej dziewczynki, Marysi, która musiała zmierzyć się z okrutnym życiem o wiele za wcześnie. Kiedy jako jedenastolatka niespodziewanie straciła matkę i przyszło jej mieszkać w domu, gdzie na każdym kroku spotykały ją szykany i złe traktowanie, starała się być miła i dobra dla wszystkich. Nie będę zdradzać fabuły, może ktoś zechce sam ją przeczytać, ale zapewniam, że jest pełna wartościowej, pięknie napisanej treści. Nie pamiętam, ile razy ją czytałam, ale wiele, a nie jestem zwolenniczką wracania do raz przeczytanej książki. Dla tej jednej zrobiłam wyjątek, bo jest cudownie ciepła i niezwykle mądra :-)
2. "Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren
Braterska miłość, która wszystko przetrzyma i nawet śmierć jej nie jest straszna. Tak właśnie zapamiętałam historię Jonatana i Sucharka, tytułowych braci Lwie Serce. Przepięknie napisana, pełna smutku, ale i radości. Na kartach tej książki spotkałam cały wachlarz emocji. Pamiętam, jak bardzo przeżywałam chwilę, gdy Jonatan ratował chorego braciszka z pożaru, a później jak obaj uczyli się żyć w cudownej, ale i niebezpiecznej, Nangijali.
3. "Bułeczka" Jadwiga Korczakowska
Na podstawie tej książki powstał również film, który oglądałam i bardzo mnie urzekł. Mamy tu dwie bohaterki, dziewczynki w podobnym wieku, ale z różnych środowisk. Dziunia, rozpieszczona panienka z miasta, i Bronia (nazywana Bułeczką), sierota wychowywana na wsi przez krewną. Zderzenie dwóch światów następuje w chwili, gdy Bronia ma zamieszkać w mieście z rodziną Dziuni. Historia przyjaźni, początkowo nieprzyjemnej Dziuni i zahukanej Bułeczki, jest opisana prostym językiem, trafiającym do dziecka. Również dużo emocji i mądrych dialogów, które zostają w pamięci na długo.
Żadna z tych książek nie jest nowością wydawniczą, ale mają jedną wspólną cechę - wartości przez nie przekazywane są PONADCZASOWE i UNIWERSALNE :-)
Specjalnie szukałam w sieci wydań z okładkami, które pamiętam z dzieciństwa. "Słoneczko" i "Bracia Lwie Serce" wciąż stoją na półce w mojej biblioteczce, a "Bułeczkę", jeśli dobrze pamiętam, odkryłam kiedyś na półce w bibliotece dla dzieci, której byłam częstym gościem.
Rzecz jasna, są dziesiątki, a może i setki książek, które pamiętam z dzieciństwa i mile wspominam, ale myślę, że te zrobiły na mnie największe wrażenie. A jakie są Wasze trzy najważniejsze książki dzieciństwa? :-)
1. "Słoneczko" Maria Buyno-Arctowa
Ukochana i wywołująca największe emocje historia złotowłosej dziewczynki, Marysi, która musiała zmierzyć się z okrutnym życiem o wiele za wcześnie. Kiedy jako jedenastolatka niespodziewanie straciła matkę i przyszło jej mieszkać w domu, gdzie na każdym kroku spotykały ją szykany i złe traktowanie, starała się być miła i dobra dla wszystkich. Nie będę zdradzać fabuły, może ktoś zechce sam ją przeczytać, ale zapewniam, że jest pełna wartościowej, pięknie napisanej treści. Nie pamiętam, ile razy ją czytałam, ale wiele, a nie jestem zwolenniczką wracania do raz przeczytanej książki. Dla tej jednej zrobiłam wyjątek, bo jest cudownie ciepła i niezwykle mądra :-)
2. "Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren
Braterska miłość, która wszystko przetrzyma i nawet śmierć jej nie jest straszna. Tak właśnie zapamiętałam historię Jonatana i Sucharka, tytułowych braci Lwie Serce. Przepięknie napisana, pełna smutku, ale i radości. Na kartach tej książki spotkałam cały wachlarz emocji. Pamiętam, jak bardzo przeżywałam chwilę, gdy Jonatan ratował chorego braciszka z pożaru, a później jak obaj uczyli się żyć w cudownej, ale i niebezpiecznej, Nangijali.
3. "Bułeczka" Jadwiga Korczakowska
Na podstawie tej książki powstał również film, który oglądałam i bardzo mnie urzekł. Mamy tu dwie bohaterki, dziewczynki w podobnym wieku, ale z różnych środowisk. Dziunia, rozpieszczona panienka z miasta, i Bronia (nazywana Bułeczką), sierota wychowywana na wsi przez krewną. Zderzenie dwóch światów następuje w chwili, gdy Bronia ma zamieszkać w mieście z rodziną Dziuni. Historia przyjaźni, początkowo nieprzyjemnej Dziuni i zahukanej Bułeczki, jest opisana prostym językiem, trafiającym do dziecka. Również dużo emocji i mądrych dialogów, które zostają w pamięci na długo.
Żadna z tych książek nie jest nowością wydawniczą, ale mają jedną wspólną cechę - wartości przez nie przekazywane są PONADCZASOWE i UNIWERSALNE :-)
Specjalnie szukałam w sieci wydań z okładkami, które pamiętam z dzieciństwa. "Słoneczko" i "Bracia Lwie Serce" wciąż stoją na półce w mojej biblioteczce, a "Bułeczkę", jeśli dobrze pamiętam, odkryłam kiedyś na półce w bibliotece dla dzieci, której byłam częstym gościem.
Rzecz jasna, są dziesiątki, a może i setki książek, które pamiętam z dzieciństwa i mile wspominam, ale myślę, że te zrobiły na mnie największe wrażenie. A jakie są Wasze trzy najważniejsze książki dzieciństwa? :-)