Kolejne spotkanie z policjantami z Lipowa uważam za bardzo udane. Znów nie zauważyłam, kiedy przeczytałam te ponad 500 stron. Działo się wiele, chyba więcej niż w poprzednich tomach i muszę przyznać, że już zaczynam się zastanawiać, co autorka zaserwowała czytelnikom w czwartym tomie, który przede mną.
Tym razem intryga była jak kłębek wełny poplątany przez kota. Domysłom podczas lektury nie było końca, tradycyjnie podejrzewałam połowę bohaterów :D Autorka przygotowała niesamowity koktajl wątków, których początek umiejscowiła w latach 60. XX wieku, kiedy to członkowie sekty z Cichego Lasku niedaleko Lipowa popełnili zbiorowe samobójstwo. To jednak dopiero początek całej lawiny wydarzeń, bo oprócz naukowca, który przybył dokładnie zbadać miejsce, gdzie żyli ci ludzie, dostajemy jeszcze pożar, kilka morderstw, szaleństwo i wiele niejasnych sytuacji. Z każdą stroną robiło się bardziej mrocznie, a moje ciśnienie wędrowało w górę jak szalone. Znów żałowałam, że nie czytam zbyt szybko, bo mam zasadę, by nie zaglądać na ostatnią stronę, a powstrzymanie się było naprawdę trudne.
Co u naszych bohaterów? Paweł Kamiński, przez ułamek sekundy, ale zawsze to coś, zyskał odrobinę człowieczeństwa (ale nie liczcie na wiele ;) ), za to Daniel Podgórski na chwilę stracił głowę i popadł w chaos wewnętrzny.
Nowa bohaterka, policjantka Emilia Strzałkowska, zastępująca chwilowo Janusza Rosoła i Marka Zarębę, dostarczyła nowych wątków obyczajowych, a Maria Podgórska odkryła przed synem tajemnicę sprzed lat. Trochę brakowało mi Klementyny, ale wiem, że wróci, więc nie rozpaczam. Pojawią się także bohaterowie trochę młodsi, córka Zaręby, Andżelika, i syn Strzałkowskiej, Łukasz. I dodadzą swoje trzy grosze do całej tej historii. Biorąc pod uwagę większą część dzisiejszej młodzieży i jej zachowanie, Łukasz to złoty chłopak, aż normalnie nierealny jakiś... ;)
Przebieram już nogami do czwartego tomu!
Moja ocena: