czwartek, 7 grudnia 2017

"Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" W. Bruce Cameron - recenzja

Tytuł: "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta"
Autor: W. Bruce Cameron
Gatunek: powieść obyczajowa
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Kobiece

Skojarzynki:
psiaki * relacje damsko-męskie * opieka * rozterki * święta

"- Wiesz co Kerri? Jesteś moim Rufusem - powiedział.
Zerknęła na niego badawczo.
- Czyli jestem psem z brązową łatą wokół oka - rozwinęła.
- Ja jestem jak Cody. Nie zawsze wszystko widzę, nawet to, co mam tuż przed nosem. Ale ty naprowadzasz mnie na właściwy kurs."

Co zrobilibyście w sytuacji, gdyby ktoś znajomy przyprowadził Wam psa i poprosił, byście się nim zajęli przez dzień lub dwa, zanim nie znajdzie kogoś do opieki nad zwierzakiem? Pewnie gdybyście mieli doświadczenie w temacie, zgodzilibyście się uratować znajomego, ale co, jeśli nie mielibyście zielonego pojęcia o tym, jak zajmować się psem? Do tego suczką w zaawansowanej ciąży? 
W takiej właśnie chwili poznajemy Josha, bohatera "Psiego najlepszego". Sąsiad podrzuca mu suczkę swojej byłej dziewczyny, ponieważ, rzekomo, musi natychmiast wyjechać do Francji, gdzie czeka na niego osadzony w więzieniu brat. Josh próbuje odmówić, ale nie ma wystarczającej siły przebicia i sunia ostatecznie ląduje u niego w domu. Początki są trudne, mężczyzna nie wie, co robić z psem. Weterynarz nie chce zatrzymać jej w lecznicy, jedynie instruuje Josha, kiedy powinien się zacząć niepokoić i przywieźć suczkę. Zdecydowanie nie tego oczekiwał. Liczył na to, że uda mu się pozbyć kłopotu. Bo początkowo suczka o wdzięcznym imieniu Lucy była dla niego po prostu kłopotem. Z czasem nastawienie Josha zmieniło się diametralnie. Co z tego wynikło? Kogo poznał Josh szukając wsparcia w schronisku dla zwierząt? Jak Lucy zniosła poród? Kim są Serena i Amanda?

Panika Josha momentami była nawet zabawna, ale przyznam, że nie chciałabym się znaleźć na jego miejscu. Nigdy nie miałam psa i nie miałabym pojęcia, jak się nim dobrze zająć. 
Napisaną z humorem i pełną emocji opowieść można przeczytać bardzo szybko, ale na długo zostanie w myślach i serduchu. Nie ukrywam, że i mnie zakręciła się łezka w oku.