Moja ocena: 5/6
"Idealny syn" to kolejna powieść Freidy McFadden, którą miałam okazję poznać. Lubię styl autorki, więc w ogóle nie przeszkadzało mi to, że fabuła okazała się dość przewidywalna, a pomysł lekko oklepany. Zmierzając do finału, czekałam z niecierpliwością na moment, w którym okaże się, czy udało mi się dobrze wytypować czarny charakter tej historii.
Liam Cass, tytułowy idealny syn, faktycznie wydaje się być nastolatkiem bez wad. Rzadko zdarza się, aby szesnastolatek był tak odpowiedzialny, mądry, zaangażowany w wiele działań szkolnych, a do tego przystojny. Świetny sportowiec, genialny dyskutant, najlepszy uczeń i syn-marzenie - tak mógłby wyglądać krótki opis Liama. Może dlatego jego matka zdecydowanie faworyzuje chłopaka, chociaż ma również nastoletnią córkę, Hannah.
Kiedy pewnej nocy znika koleżanka ze szkoły Liama, szybko okazuje się, że to on widział dziewczynę jako ostatni. Sytuacja jest wyjątkowo podejrzana i nie da się ukryć, że jest to woda na młyn lokalsów, którzy natychmiast zaczynają snuć przeróżne teorie, w których to właśnie młody Cass jest tym potworem, który porwał i z pewnością zabił Olivię. Policja rozpoczyna śledztwo, które po nitce do kłębka prowadzi do Liama. Chłopak zachowuje niezdrowy wręcz spokój, nie okazuje kompletnie emocji, a jego matka świetnie wie, do czego jest zdolny. Czy jednak możliwe jest, że porwał i zabił dziewczynę, która mu się podobała? A może Olivia wciąż żyje i czeka gdzieś na ratunek? Ewentualnie uciekła z domu? Policjanci muszą sprawdzić każdy wątek, który może doprowadzić ich do rozwiązania sprawy. Czy jednak wystarczy im czasu, aby odnaleźć nastolatkę cała i zdrową?
Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku osób. Pojawiają się również transkrypcje przesłuchań policyjnych bohaterów powiązanych w jakiś sposób z Liamem. Dzięki temu akcja toczy się wartko, a autorka funduje czytelnikowi częste zwroty. Krótkie rozdziały i przeskoki między opowiadającymi historię bohaterami powodują, że bardzo trudno jest odłożyć książkę. Praktycznie już na początku pojawia się znany syndrom książkoholika: jeszcze tylko jeden rozdział.
Zdradzę Wam, że podczas lektury usilnie szukałam bohatera, który będzie pasował do portretu poszukiwanego przez policję zbrodniarza. Jestem z siebie dumna, że trafiłam :D Zabawa była przednia, a kolejna powieść Freidy McFadden mnie nie zawiodła.
Polecam!
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)