Autor: Krystyna Mirek
Gatunek: powieść obyczajowa, romans
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: EDIPRESSE Książki
Seria: Saga rodu Cantendorfów, tom 3
Skojarzynki:
zdrada * miłość * dziecko * tajemnica * ogrodnik * wybór * śmierć
| lubimyczytac.pl |
| lubimyczytac.pl |
| lubimyczytac.pl |
| https://www.facebook.com/bibliotecznie/ |
Moja ocena: 6/6
Dziewiąty raz wyruszyłam wraz z komisarz Olgą Balicką rozwiązywać kryminalną zagadkę i znowu się nie nudziłam. Słuchałam historii na storytel w każdej wolnej chwili, tak mnie wciągnęła.
W tym tomie obserwujemy dwa równoległe wątki kryminalne. Jeden dotyczy znalezionego w stawie szkieletu. Szybko okazuje się, że należał on do nastolatki i sporo czasu przeleżał w wodzie. Nie wiadomo jednak jeszcze, czy została zamordowana, czy też utonęła w wyniku wypadku i trudno ustalić jej tożsamość. Tę sprawę prowadzi Mirek. Drugi wątek to zbrodnia współczesna. Zwłoki jednej dziewczyny zostają znalezione w kontenerze na śmieci, a kolejna znika. Drugą sprawę prowadzi Olga ze swoim zespołem. Z tymi dwoma śledztwami wiąże się również wątek obyczajowy, w którym główną rolę odgrywa Iwona Kolibra. Kobieta jako nastolatka urodziła dziecko z gwałtu, a jej rodzice zdecydowali, że odda je do adopcji. Po trzydziestu pięciu latach do kobiety odzywa się pracownica ośrodka adopcyjnego. Prosi o pomoc w ustaleniu tożsamości dziewczyny znalezionej w stawie. Przy okazji Iwona dowiaduje się, że jej córka zaginęła jako nastolatka. Co było powodem zniknięcia dziewczyny? Czy szczątki znalezione w stawie to faktycznie biologiczna córka Iwony?
Policji nie jest łatwo prowadzić śledztwa. Rozmowy ze świadkami niewiele wnoszą, rodzice adopcyjni zaginionej dziewczyny zachowują się podejrzanie, podejmowane tropy okazują się fałszywe. No lekko nie jest, Mirek, Olga i Kornel mają pełne ręce roboty, a sprawa nie posuwa się do przodu. Chociaż akcja nie jest zawrotna, napięcie rośnie z każdym rozdziałem i chciałoby się w pewnym momencie wskoczyć do książki i pomóc policji w podejmowanych działaniach.
Bohaterowie wykreowani zostali bardzo realistycznie, autorka sporo miejsca poświęciła na psychologię postaci, dzięki czemu można podczas lektury analizować postępowanie konkretnych osób i budować własne teorie dotyczące finału tej historii.
I tylko trochę przeraża myśl, że pisząc ten tom autorka inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami.
Moja ocena: 6/6
Bardzo lubię pióro Anny Kańtoch, więc nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy w ręce wpadł mi thriller jej autorstwa pod tytułem "Trzecia osoba". Od pierwszych stron historia mnie wciągnęła i czytałam czym prędzej, żeby poznać jej finał.
Monika i Mirek Bresiowie pewnego dnia zapakowali dzieci do samochodu i wybrali się na wycieczkę do lasu, w okolice powojennych bunkrów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że dzieci zaaferowane zabawą, nie zwróciły uwagi na to, że rodzice gdzieś zniknęli. Poszukiwania niewiele dały, dwójka dorosłych zapadła się pod ziemię, zostawiając trójkę maluchów w lesie. Dziewięcioletni Marcin, jako najstarszy z rodzeństwa, zaprowadził Milenę i Matiego do wioski, gdzie otrzymali pomoc. Policja rozpoczęła poszukiwania ich rodziców, a opiekę nad dziećmi przejęła babcia. Minęły lata, ale tajemnica zniknięcia Bresiów nie została rozwiązana.
W dawnym domu zaginionych zamieszkała inna rodzina, Sławek Dębski z rodzicami. Chłopak zainteresował się tematem rodziny Bresiów i podjął prywatne śledztwo. Nie spodziewał się jednak, dokąd go ono zaprowadzi. Marcin Breś kupił dom po sąsiedzku, ponieważ wciąż dręczyła go sprawa zaginięcia rodziców. Działania śledcze Sławka wywołały lawinę zdarzeń, które stały się punktem wyjścia do analizy wspomnień rodzeństwa. Każde z nich na swój sposób usiłuje zmierzyć się z sytuacją i wieloletnim życiem w zawieszeniu. Czy zdołają znaleźć w odmętach pamięci coś, co doprowadzi ich do nowych rozwiązań? Czy działania Sławka pomogą, czy zaszkodzą sprawie? Gdzie podziali się Bresiowie?
Fabuła podzielona jest na trzy części. W każdej z nich prym wiedzie jedno z rodzeństwa. Perspektywa każdego z nich odrobinę się różni, chociaż przecież dotyczy tego samego wydarzenia. Autorka świetnie oddała trzy różne spojrzenia dorosłych już dzieci na zniknięcie rodziców i zgrabnie powiązała wszystkie wątki, które doprowadziły do finału.
Zdecydowanie polecam powieści Anny Kańtoch. Nieoczywiste fabuły pełne zmyłek i tajemnic nie pozwalają wprost odłożyć książki!
Moja ocena: 6/6
Ałbena Grabowska do tej pory kojarzyła mi się wyłącznie z fantastyczną sagą Stulecie Winnych. Ponieważ z zapartym tchem śledziłam losy tytułowej rodziny, bez zastanowienia sięgnęłam po kolejną powieść pisarki i nie zawiodłam się.
Skończyła się II wojna światowa, a do zrujnowanej do cna Warszawy wracają ocalali mieszkańcy. Z jednej strony cieszą się, że żyją, jednak z drugiej to ich życie nigdy już nie będzie takie, jak wcześniej. Próby powrotu do normalności okupione są ogromnym wysiłkiem i nie zawsze odnoszą skutek.
Wśród ocalałych i wracających znalazła się rodzina Pataczków. Okazało się, że ich kamienica przy ulicy Marszałkowskiej przetrwała zawieruchę wojenną i mogą zamieszkać w swoim dawnym mieszkaniu. Ojciec rodziny, świetny lekarz, podejmuje pracę w szpitalu, a matka, z zawodu polonistka, decyduje się zatrudnić w gazecie, gdzie pisze artykuły o powrotach i nadziei na lepsze jutro. Państwo Pataczkowie mają dwie córki, Tereskę i Mirkę. Pierwsza skupia się na sobie i swojej przedwojennej miłości, Alku, który wrócił po wojnie z... żoną, a druga mimo zaledwie dwunastu lat, świetnie radzi sobie w nowej rzeczywistości i swoimi działaniami pokazuje wszystkim wokoło, że trzeba żyć dalej, mimo przeżytego koszmaru.
Oprócz rodziny Pataczków, w której każdy ma swoje życie i swoje problemy, poznajemy kilka innych osób, ściśle powiązanych z Tereską, Mirką i ich rodzicami. Wśród nich znajdują się przyjaciele dziewczynek, pewna Babcia Hrabina, przesympatyczny psiak, handlarki z targu, na który biega Mirka, i jeszcze kilka innych osób. Każda z tych postaci jest ważna dla fabuły i wspaniale ją uzupełnia swoim charakterem i działaniami.
Ałbena Grabowska pisze tak pięknym językiem, że nawet nie wiem, kiedy totalnie wsiąkłam w życie stworzonych przez nią bohaterów. I chociaż postacie te są fikcyjne, to z pewnością zostały utkane na kanwie prawdziwych wydarzeń powojennych. Takich Alków, Stefków, Mirek i Teresek, którym przyszło żyć wśród ruin, było całe mnóstwo.
Bierzcie i czytajcie!