czwartek, 9 maja 2013

"Zastygłe życie" Karin Wahlberg - recenzja

"Zastygłe życie" to pierwsza powieść Karin Wahlberg, po którą sięgnęłam. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że czytałoby się ją lepiej, gdyby tłumaczenie nie było takie "toporne". Częste powtórzenia i, chwilami, dziwne stylistycznie zdania trochę odstraszają od kontynuowania lektury. Ale byłam dzielna i przebrnęłam przez kolejne strony ;-)
Plusem kryminału jest ciekawy pomysł na fabułę i wciągająca akcja. Pewnego dnia spacerowicz znajduje w zatoczce zwłoki młodej kobiety. Komisarz policji Claesson wraz z kolegami z wydziału oraz lekarką Veroniką (z którą prywatnie jest w związku) mają trudny orzech do zgryzienia, bo okazuje się, że kobiety, a właściwie dziewczyny, nikt nie szuka, a nie miała przy sobie nic, co pomogłoby ją zidentyfikować. Powoli obraz się jednak rozjaśnia. Okazuje się, że kobieta to Malin Larsson, przyszła pielęgniarka. Policja dociera z czasem do jej siostry i brata, do wujostwa i jej chłopaka, który oczywiście zostaje podejrzanym w sprawie. W toku śledztwa okazuje się, że rodzice dziewczyny nie żyją, a ona właśnie zaczęła powoli układać sobie życie.      
Z czasem śledzenie losów bohaterów (i postępów w śledztwie) utrudnia natłok postaci. Chwilami trudno mi się było połapać, kto jest kim. Autorka z powodzeniem mogłaby zmieścić ten pomysł na mniejszej liczbie stron. Z pewnością powieść by na tym zyskała, bo chwilami robiło się trochę nudnawo i rozwlekle.   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)